Jane Austen - życie i epoka - KSIĄŻKA ''THE MAKING PRIDE AND PREJUDICE 1995''
Gosia - Wto 27 Paź, 2009 22:09
Anaru - Czw 29 Paź, 2009 00:18
Bardzo ciekawe, Trzykrotko , nie dobrałabym się inaczej
(korzystając z możliwości jakie daje praca biurowa doczytuję sobie wszelkie tłumaczenia , tu i tam )
Trzykrotka - Czw 29 Paź, 2009 12:16
| Anaru napisał/a: |
(korzystając z możliwości jakie daje praca biurowa doczytuję sobie wszelkie tłumaczenia , tu i tam ) |
Uff, dobrze, że masz więcej pracy biurowej
Odcinek następny, ale nie ostatni
Sceny 'zakulisowe'
„Powszechnie wiadomo, że Jane Austen nigdy nie wprowadza żadnych scen w których nie jest obecna jakaś młoda dama, nigdy też nie ma u niej rozmów wyłącznie między mężczyznami, kiedy są we własnym towarzystwie – większość rozmów odbywa się 'na scenie', czyli w takich chwilach, kiedy wszyscy spotykają się towarzysko i są w pełni ubrani. Mamy kilka rozmów między Elizabeth a Jane w ich sypialniach, ale to są raczej wyjątki niż reguła.
Jednak w przypadku adaptacji, czułem, że nakręcenie scen zakulisowych jest usprawiedliwione, częściowo żeby pokazać, że oni są istotami ludzkimi, że mają ciała i muszą je odziewać. Właściwie to ciała i twarze Bennetówien są ich jedynymi atutami na rynku małżeńskim i dlatego widzimy je, jak się ubierają, pożyczają sobie stroje i starają się zaprezentować najlepiej jak mogą w walce o dobre zamążpójście. Dlatego zrobiliśmy wiele scen zakulisowych.
„Szczególnie zależało mi na takich scenach z udziałem Darcy'ego i Bingleya, bo prawie w każdej wersji 'Dumy i uprzedzenia,' jaką widziałem, wszyscy wydają się okropnie sztywni i przez cały czas zapięci pod szyję, nie ma się w ogóle poczucia, że oni wewnątrz są żywymi, oddychającymi, czującymi ludźmi. Pomyślałem więc, 'Co oni robią w wolnym czasie?' i postanowiłem pokazać ich jak jeżdżą konno, polują, fechtują. Darcy w jednej ze scen idzie popływać i to także jest sposób na pokazanie go jako żywego człowieka.”
Sekwencja z pływaniem jest dobrą ilustracją tego, że wizualizacja linii narracyjnej może nam równie dużo powiedzieć o bohaterze, jak dosłowny opis, choć w inny sposób. Podczas spaceru po Pemberley gospodyni zabiera Elżbietę i państwa Gardiner do galerii, gdzie Elżbieta ma okazję podziwiać portret Darcy'ego. Elizabeth długo się w niego wpatruje – probując dopasować portret formalnie upozowanego, ale uśmiechniętego Darcy'ego do tego jego obrazu, który już sobie uformowała we własnej głowie. Potem mamy cięcie i widzimy Darcy'ego jadącego do Pemberley. Z daleka wygląda on w każdym calu jak ten sztywny Darcy, do którego przywykliśmy. Ale potem mamy zbliżenie i widzimy, że jest on zmęczony podrożą, spocony, że oddycha ciężko z wysiłku. Zbliża się do jeziora i postanawia zanurkować – 'szybka chwila wytchnienia od obowiązków i od zamętu w jego uczuciach udręki i smutku', jak napisał Andrew w didaskaliach. Razem z Darcym nurkujemy pod wodę – może niekoniecznie jest to niezbędne, można pomyśleć, ale znowu – jest to ilustracyjny sposób pokazania innego obrazu Darcy'ego 'zachowującego się w ten odmienny sposób, mężczyznę w naturalnej postaci, wolnego od okowów kultury.' W tej krótkiej chwili przypomina się nam, że Darcy, mimo swych obowiązków właściciela Pemberley, jest przede wszystkim młodym mężczyzną. I znów, przez kolejne zestawienie Elizabeth oglądającej portret z Darcym z krwi i kości, jakim widzi go publiczność, pozwala przekazać myśl, że w trakcie opowieści powstało wiele portretów Darcy'ego, jak to mówi Lizzy podczas balu w Netherfield, 'słyszałam o panu tyle rzeczy, że czuje się zdezorientowana.'”
My, widzowie, także tworzymy sobie obraz Darcy'ego i możemy rzucić na niego okiem w sytuacjach, jakie nie dane są Elizabeth, co sprawia, że możemy bardziej zaangażować się w opowiadaną historię. „Chciałem, żeby widzowie dość wcześnie zdali sobie sprawę, że w Darcym jest znacznie więcej, niż może zobaczyć Elizabeth,” mówi Andrew. „Ludzie mogą uważać to za błąd, za zdradzanie czegoś za wcześnie, ale ja sądzę, że można uzyskać w ten sposób takie bogactwo, że pod każdym względem jest to ciekawy sposób podejścia do książki. I oczywiście, dbaliśmy o to, żeby nie zdradzić za dużo.”
Te sceny pomagają stworzyć pomost pomiędzy dumnym, aroganckim Darcym jakiego spotykamy na początku, a troskliwym i kochającym Darcym, jakiego odkrywamy pod koniec książki. Ta pozornie nagła zmiana postaci jest często dyskutowana przez krytyków i miłośników powieści i jest zawsze dużym wyzwaniem dla aktora. Na etapie pisania scenariusza, decydujące było wymyślenie momentów, w których można pokazywać tę przemianę. 'Łatwiej jest dać wiarę tej kompletnej zmianie jego charakteru, przed którą staje Elizabeth, gdy wcześniej możemy już rzucić okiem na niego, powiedzmy, kiedy jest z przyjacielem, otwarty i miły, taki, jaki powinien być dobry kolega.”
Konstruowanie scen już istniejących: wieczorek w Meryton
Rodzina Bennetów zostaje przedstawiona towarzystwu z Netherfield na wieczorku w Meryton. To tam Jane i Bingley po raz pierwszy krzyżują spojrzenia, a charakter Darcy'ego zostaje oceniony jako niemiły i odpychający przez nie tylko towarzystwo z Meryton, ale i Elizabeth, dotkniętą tym, że nie chciał on z nią zatańczyć. Jane Austen poświęca aż trzy strony tekstu, żeby opisać to wydarzenie, decydujące z punktu widzenia przebiegu akcji. Jedyny dialog, jaki tu utrzymujemy, to krótka wymiana zdań między Bingleyem a Darcym. Wkrótce staje się jasne, że był to decydujący moment dla zawiązania opowieści, a więc szybko zapadła decyzja, żeby w adaptacji także nadać mu ogromne znaczenie.
Z punktu widzenia dramaturgii, było to najlepsze miejsce, żeby przedstawić widzom bohaterów postaci i sprawić, żeby lepiej zrozumieli relacje między tymi, których już poznali. Kiedy Bingley zostaje przedstawiony pani Bennet, ona wskazuje mu wszystkie swoje córki. Widzimy, ze Jane i Elizabeth dobrze się bawią, zachowując się jednak zgodnie w wymogami norm towarzyskich, widzimy, że Mary każdy kolejny taniec spędza siedząc, skazana na rolę podpieraczki ścian. I widzimy Kitty i Lidię baraszkujące z członkami „klubu młodzieżowego”, jak ich nazwał Andrew. Fakt, że pan Bennet jest nieobecny także mówi nam o nim sporo.
Poznajemy inną znakomitą rodzinę – Lucasów. Widzimy, że Elizabeth i Charlotta są bliskimi przyjaciółkami, a ojciec tej ostatniej jest miłym bufonem. Ponieważ to on wita towarzystwo z Netherfield, wiemy, że to on jest najważniejszą figurą w okolicznym towarzystwie.
Andrew chciał także, żeby to spotkanie było czymś w rodzaju potańcówki, z energetycznymi, ale nie bardzo wyrafinowanymi tańcami, z dużą ilością alkoholu i grubiańskim męskim śmiechem dobiegającym od strony stołów z jedzeniem. „Chcieliśmy pokazać różnicę między tym, co jest w końcu dość hałaśliwą wiejską potańcówką, a bardzo oficjalnym balem w Netherfield, który zobaczymy w odcinku drugim. Mieliśmy pomyśl, żeby w ten sposób skontrastować zachowanie, które jest dopuszczalne podczas każdego z tych spotkań.” Zrobiono to nie tylko dzięki wybraniu szybszych tańców, ale i skontrastowaniu grup muzyków, którzy grają podczas obu przyjęć. Na wieczorku jest tylko trzech wyglądających dość niechlujnie grajków, podczas gdy Netherfield widzimy elegancki zespół ośmiu muzyków. Skontrastowana jest także ilość i jakość jedzenia. Na wieczorku mamy kilka stołów z jedzeniem i picem w rogu pokoju, a w Netherfield cały pokój przeznaczony jest do tego aby podać w nim kolację, przy obficie zastawionych stolach.
Sprawa pieniędzy i klasy jest także zaakcentowana, kiedy towarzystwo z Netherfield wchodzi do pokoju, w którym odbywa się wieczorek. Wyglądają na raczej przerażonych tym, co zobaczyli, a w pokoju zapada niezręczna cisza. Następnie staje się jasne, że przetrwanie wieczoru będzie wymagało od stoickiej cierpliwości od wszystkich z Netherfield wyjątkiem Bingleya, który świetnie się bawi. Ten kontrast pozwala nam pokazać dość szybko różnice w charakterach Bingleya i Darcy'ego.
Wizualnie podkreślone są też różnice klas. Suknie sióstr Bingleya uszyte są z wyglądających na drogie, intensywnych w kolorach materiałów, a dziewczęta od Bennetów noszą proste muśliny. Nie widzimy ich tańczących w kimkolwiek z Meryton, co sugeruje, że uważają się za lepsze od kogokolwiek obecnego na spotkaniu. I ostatecznie, dzięki wysiłkom pani Bennet, która przez cały wieczór stara się usilnie żeby połączyć dziewczęta z odpowiednimi mężczyznami, dowiadujemy się o znacznym bogactwie i znakomitej pozycji społecznej Darcy'ego
Anaru - Czw 29 Paź, 2009 13:22
| Trzykrotka napisał/a: | Uff, dobrze, że masz więcej pracy biurowej |
Chwilowo, zastępuję Basię. I szukam dodatkowej roboty.
Chyba po przeczytaniu wszystkiego przypomnę sobie serial i opisane sceny
Dzięki
Gosia - Czw 29 Paź, 2009 20:50
Dzięki, Trzykrotko. Czekam na ciąg dalszy
To są te niuanse, których sobie do końca nie uświadamiamy, oglądając film, które jednak działają.
Trzykrotka - Pią 30 Paź, 2009 13:03
Niedawno oglądałam serial, ale chyba obejrzę go od nowa
Część przedostatnia
Adaptowanie scen czytania listów
Jane Austen sama była płodną autorką wielu listów, więc prawdopodobnie w konsekwencji, listy pełnią ważną funkcję w „Dumie i uprzedzeniu,” zwłaszcza w drugiej części, w której w ten sposób jest przekazywana większość informacji. Jednak z punktu widzenia dramaturgii, nie byłoby zbyt interesujące oglądać, jak ktoś czyta lub pisze list, choćby zawierał on kluczowe informacje. Tak więc dla Andrew stało się wyzwaniem przełożenie listów, na ile się da, na język obrazów.
„Są chyba dowody na to, że 'Duma i uprzedzenie' pomyślana była początkowo jako powieść epistolarna. Podczas gdy pierwsza część pełna jest wydarzeń, to w drugiej bohaterowie rozjeżdżają się w różne zakątki kraju i piszą do siebie długie listy. To była wielka techniczna trudność w adaptacji książki. Musiałem użyć wielkiej ilości różnych środków, łącznie z głosem z offu, retrospekcjami, z pokazaniem ludzi po prostu siedzących i czytających, ludzi czytających sobie nawzajem, komentarzem z offu i kombinacji tego wszystkiego.
„W książce na przykład mamy pana Benneta siedzącego przy obiedzie i czytającego list od pana Collinsa zapowiadający jego wizytę w Longbourn, a po dwóch tygodniach jego przyjazd. Zrobiłem to tak, że zacząłem od pana Benneta czytającego list. Potem widzimy pana Collinsa wychodzącego z kościoła, co pozwala nam odczuć, jak bardzo jest nadskakujący i lizusowski. Potem, w miarę jak postępuje czytanie listu, słyszymy głos pana Collinsa i widzimy go, jak wyrusza w podróż, którą opisuje i widzimy wszystkie środki transportu, które wylicza tak niedorzecznie szczegółowo, a ostatecznie mamy cięcie i widzimy jego samego, mozolnie wysiadającego z powozu w Longbourn. Wszystko to pokazane jest w czasie czytania jednego listu, czy raczej lekko skróconej wersji listu pana Collinsa.”
Ta sekwencja pozwala nie tylko na zgrabne i obrazowe pokazanie listu Collinsa, ale jest także bardzo użytecznym narzędziem pokazania i opisania nowych postaci. Widzimy budzącą grozę Lady Catherine, która odegra tak ważną rolę w dalszej części powieści i jej chorowitą córkę, Anne, Na dodatek możemy po raz pierwszy rzucić okiem na plebanię pana Collinsa, co, w połączeniu ze scenami, w których widzimy go jak płaszczy się przed Lady Catherine, a jest opryskliwy w stosunku do służącego, daje nam pojęcie i jego charakterze, zanim jeszcze zdąży przyjechać do Longbourne.
Udramatyzowanie listów może być też środkiem wprowadzenia ironii. Kiedy Jane, która zawsze widzi w ludziach tylko dobro, pisze do Lizzy o swojej wizycie u panny Bingley w Londynie, to pisze właściwie, „Bardzo chciałam zobaczyć się znów z Caroline i myślę, że ona cieszyła się na mój widok, ale była w trochę kiepskim humorze.” Widzimy natomiast dwie siostry przyjmujące ją bardzo chłodno i ewidentnie marzące, żeby już sobie poszła. Nasze podejrzenia potwierdzają się, kiedy Jane opisuje rewizytę panny Bingley kilka tygodni później. Widzimy jej powóz zatrzymujący się przed domem państwa Gardiner w Cheapside i ją, wysiadającą z wyrazem pogardy na twarzy. „Panna Bingley przyjechała do slumsów”, taką wskazówkę zapisał na marginesie Andrew.
List Darcy'ego do Elizabeth
Bez wątpienia najdłuższym i najważniejszym z książkowych listów jest ten, który Darcy pisze do Elizabeth po tym, jak odrzuciła ona jego pierwszą propozycję małżeństwa. Usprawiedliwia on w nim swój udział w doprowadzeniu do zerwania Bingleya i Jane i relacjonuje historię swojego długiego i bolesnego związku z Georgem Wickhamem, relację tak szczegółową i wiarygodną, że Lizzy jest zmuszona uwierzyć Darcy'emu i pogodzić się z poniżającym faktem, że została całkowicie oszukana przez Wickhama.
Jane Austen pisze, że Darcy dał Elizabeth kopertę zawierającą dwie karki papieru zapisane z obu stron, bardzo drobnym pismem. Wnętrze koperty także było zapisane. W książce daje to sześć ściśle zapisanych stron. Ale scenariusz umożliwia nam pokazanie zawartości listu w pełni, co zabierze pierwszych dwadzieścia minut odcinka czwartego .
Przy przeniesieniu na ekran tego listu Andrew wykorzystał rozbudowaną sekwencję retrospekcji i scen dodanych. Po pierwsze, służą one po prostu pokazaniu wydarzeń z przeszłości, takich jak zabaw z Wickhamem, gdy byli dziećmi, ich pobytu w Cambridge i w końcu odkrycia związku między Wickhamem a jego siostrą Georgianą. I widzowie i Lizzy wierzą w prawdziwość tych wydarzeń.
Następnie mamy retrospekcję wydarzeń, których Darcy i Lizzy byli świadkami (takich jak bal w Netherfield), tylko, że tym razem Lizzy musi zobaczyć kompromitujące zachowanie swojej rodziny oczami Darcy'ego. W tym celu Andrew napisał więcej dodanych scen, żeby natężyć poniżający spektakl, jak na przykład jej matkę wrzeszcząca do lady Lucas, że jeśli Bingley poślubi Jane, to 'postawi to dziewczęta na drodze innym bogatym mężczyznom,' A wszystko to z potępiającym komentarzem Darcy'ego '... sytuacja pani rodziny, choć nie najlepsza, była niczym w porównaniu z kompletnym brakiem wychowania, tak często okazywanym przez pani matkę, młodsze siostry, a nawet ojca.” I znowu, Elizabeth musi przyznać, że Darcy ma podstawy, żeby to napisać.
Ale Elizabeth nie jest całkowicie przekonana przez list, chwilami wyobraża sobie wydarzenia, których nie była świadkiem, a o których wspomina Darcy. Widzi je z komiczną przesadą, bo jest przekonana, że zachował się gorzej, niż to opisuje. Na przykład, Lizzy czyta, że kiedy Bingley przyjechał do Londynu, wziął on na siebie obowiązek wykazania mu ewidentnego zła, jakie przyniesie wybór siostry Lizzy na przyszłą małżonkę. Wskazówki Andrew sugerują, że Lizzy wyobraża sobie najgorsze.
Postanowiono także, że obie części listu zostaną zamienione miejscami i że zaczniemy od tej dotyczącej Wickhama. Ponieważ Andrew chciał zacząć od Darcy'ego piszącego w nocy, bardziej dramatyczne wydawało mu się przecięcie tego obrazu wspomnieniami dotyczącymi Wickhama, które były dla Darcy'ego najbardziej bolesną częścią listu. Widzimy jak udręczony jest Darcy opisując te wypadki, co pokazuje też publiczności, że musi pisać prawdę.
„Wydaje mi się, że Darcy zasiada do pisania listu w gniewie, który stopniowo przemienia się w coś innego – głównie dlatego, że nie może on znieść faktu, że Elizabeth tak źle o nim myśli. Wracamy do Darcy'ego i widzimy, że napisanie listu zajęło mu dużo czasu. Spędził całą noc sypialni, opisując historię swojego związku z Wickhamem.
„Żeby to pokazać, zaaranżowałem serię retrospekcji, które pokazują ich dzieciństwo i lata na uniwersytecie, a w końcu incydent, o którym w książce tylko się wspomina i nigdy nie jest udramatyzowany, ale jest niezwykle ważny dla uformowania postaci Darcy'ego i tego, co sprawiło, że jest o jaki jest i dlaczego jest tak ostrożny i podejrzliwy w stosunku do innych ludzi. Chodzi o to, że jego 15-letnia siostra Georgiana, dla której on jest niemal jak ojciec, została pozornie (choć nie sądzę, że dosłownie) uwiedziona przez Wickhama. Mieli razem uciec, co ewidentnie zrujnowałoby ją, kiedy Darcy przyjechał ją odwiedzić w, jak się okazało, decydującej chwili.
„Postanowiłem zrobić tu retrospekcję, żebyśmy mogli zobaczyć tę niewinną dziewczynę, oraz spojrzeć na Wickhama zupełnie inaczej niż do tej pory. Widzimy, że boi się on Darcy'ego, że zostaje spłacony i praktycznie wyrzucony z domu, wszystko w serii szybkich obrazów. Kiedy czytamy książkę, mamy wrażenie, że Georgiany prawie w niej nie ma, ale dzięki tym wspomnieniem, bardzie się ona zadomowi w naszych głowach. Widzimy także, że Darcy jest troskliwym bratem, który obwinia sam siebie za zaniedbanie. Widzimy także, że ma on tak wysokie mniemanie o Elizabeth, że jest skłonny podzielić się z nią tą bardzo osobistą i bolesną historią, tylko dlatego, że nie chce, żeby ona go źle oceniała. Ufa jej, wie, że nie będzie na ten temat plotkowała.
„Następnie mamy cięcie i poranek, Darcy'ego dającego Elizabeth list, ujęcia jej czytającej i potem znów głos Darcy'ego z offu mówiący o tym, dlaczego wyperswadował swojemu przyjacielowi Bingleyowi kontynuowanie romansu z Jane. Opisuje sceny w Netherfield ze swojego punktu widzenia komentując, że nie wierzył, żeby Jane była głęboko zaangażowana uczuciowo. Widzimy, że miał prawo tak sądzić, ale wiemy też, że znamy Jane lepiej niż Darcy i wiemy, że on się mylił.
„Potem, kiedy mówi on o okropnym zachowaniu całej rodziny Bennetów, Elizabeth przypomina sobie różne wydarzenia wyolbrzymiając je, tak jak on – i w końcu dochodzi do wniosku, że trudno jest winić Darcy'ego , że nie chciał mieć nic wspólnego z tak okropną bandą!
„Tak wiec mamy tutaj nutki humorystyczne, choć zasadniczo jest to bardzo bolesny list i dla piszącego i czytającej i kiedy ona zaczyna się do niego przekonywać, myśli, 'Cóż, nie lubię go za bardzo, ale muszę przyznać, że pod pewnymi względami miał rację. Mogę usprawiedliwić jego zachowanie.”
Gosia - Pią 30 Paź, 2009 16:23
Bardzo mi się zawsze podobało rozwiązanie sceny z listem w DiU. Uważam, że oba pomysły scenariuszowe są bardzo dobre. Także ta z niezrównanym pastorem Collinsem.
Admete - Pią 30 Paź, 2009 17:05
Dzięki temu można poznać, na czym polega praca scenarzysty. W gruncie rzeczy to ciężka robota.
Trzykrotka - Pią 30 Paź, 2009 18:29
Bardzo się cieszę, ze Wam się podoba
Przyznam się, ze w swojej naiwności nie spodziewałam się, że przenoszenie powieści na scenariusz sześcioodcinkowego serialu to takie wyzwanie! Wydaje się, że trzeba tylko porozkładać materiał "od odcinka do odcinka" i już. Tymczasem to, jak mówi Andrews, byłoby marnowaniem materiału, zrobieniem czegoś nieznośnie literackiego i drętwego. Słowo "literackie" nie brzmi dobrze w odniesieniu do telewizji.
Anaru - Sob 31 Paź, 2009 15:29
Bardzo się podoba
Nie czytałam powieści , ale teraz jak czytam to tłumaczenie, to doceniam trud zekranizowania takiej książki i zrobienia z niej czegoś, co się dobrze ogląda, a jednocześnie pewnie oddaje ducha epoki bez nudzenia niezaznajomionego z nią widza. Ja przy kostiumowych filmach doceniam bardzo warstwę wizualną - oprócz pięknie dobranych typów bohaterów, twarzy i w gruncie rzeczy czasem wręcz mord i postaci, właśnie te wszystkie drobne i mniej drobne szczegóły i szczególiki, nad którymi trzeba się napracować, żeby wyglądały absolutnie na miejscu i żeby wzrok się po nich w filmie z przyjemnością prześlizgnął śledząc akcję, czasem niezauważalne za pierwszym razem, ale tworzące piękna oprawę - kostiumy, krajobrazy, drobne a znaczące scenki...
Pięknie się czyta ile nad tym wszystkim było myślenia, żeby dobrze wypadło.
Trzykrotka - Sob 31 Paź, 2009 20:03
To prawda, dopiero po przeczytaniu takiej ksiązki widać, że adaptacja to twórcza i koronkowa robota. A ekranizacja! Ogrom logistyczny takiego przedsięwzięcia jest nie do ogarnięcie.
W tej książce jest rozdział - absolutna perła, czyli rozmowa z Colinem Firthem o budowaniu roli Darcy'ego. Kiedyś, dawno temu, tłumaczyła go Alison.
Ostatni fragment rozdziału "Scenariusz"
Ucieczka Lydii i Wickhama
W powieści jest ewidentne, że ucieczka Lydii oznacza nie tylko ruinę jej pozycji społecznej, ale udaremnia zarówno Jane jak i Elizabeth, dobre, a przynajmniej przyzwoite zamążpójście. Konsekwencje ucieczki były jasne dla czytelników w epoce Jane Austen, ale trudniejsze do pojęcia przez współczesnych. Musieliśmy więc dodać zdanie, w którym Elizabeth powie, „Jej upadek i niesława spada na całą naszą rodzinę.” Uznaliśmy też, że dobrze będzie pokazać odrobinę z sytuacji Lydii i Wickhama po ich przyjeździe do Londynu, co można będzie przepleść scenami z Longbourn ukazującymi rodzinę Bennetów czekającą w napięciu na wieści o ich miejscu pobytu.
„Uznałem, że możemy sobie pozwolić na taką drobną dowolność w adaptacji, zobaczmy, jaka jest ta 'biedna, zwiedziona dziewczyna.' Wskazówki mamy w scenach pokazujących, jak ona się zachowuje, kiedy po ślubie wraca do Longbourn – nie czuje się ani trochę zawstydzona. Podobał mi się pomysł, żeby pokazać panią Bennet zawodzącą 'Och, moja biedna dziewczynka, moja biedna Lydia!', a zaraz po tym przejść do Lydii z Wickhamem w Londynie, gdzie widzimy, że nie ma powodu, żeby jej żałować. Jest lekko znudzona i chciałaby, żeby więcej wychodzili, ale jest bardzo dumna z siebie i nie pojmuje, że zrobiła coś złego.
'Wyobraziłem sobie, że Wicham z kolei żałuje trochę emocjonalnego impulsu, który nakazał mu uciec wraz z nią, bo nie mają pieniędzy, a ona wciąż pyta, „Kiedy wyjdziemy i przejdziemy się po mieście?” i o tym podobne rzeczy, a on martwi się o długi i ludzi, którzy na pewno go szukają i myśli „Może tym razem głupio postąpiłem.”
Darcy jako Anioł Zemsty
Inną korzyścią z zwizualizowania pobytu Wickhama i Lydii w Londynie jest to, że można pokazać kluczową rolę Darcy'ego w doprowadzeniu do ich ślubu. „Skorzystałem w ten sposób z okazji i uznałem, że warto pokazać widzom, że Darcy wyruszył pełnić dzieło miłosierdzia. W książce dowiadujemy się o roli Darcy'ego w całej sprawie znacznie później, znowu z listu (tym razem pani Gardiner). Uznaliśmy jednak, że jeśli pokażemy kolejny list już pod sam koniec opowieści, wyhamuje nam to akcję.
„Pomyślałem też, że warto to nakręcić, bo on wyrusza na coś w rodzaju Heroicznej Wyprawy, jak bohaterowie baśni i podań. Jest coś heroicznego w jego decyzji, że odszuka i spłaci tego człowieka, który niemal zrujnował jego siostrę. - a wszystko dlatego, że kocha Elizabeth. To kapitalna część powieści – mściciel w akcji. Widzimy więc, że jedzie do Londynu i przeczesuje go szukając Wickhama. Uznałem, że dobrze będzie pokazać Darcy'ego jako człowieka czynu, którym jest jak wiemy, choć w książce nie ma scen na to wskazujących. Pomyślałem, „Pokażmy, że on naprawdę interweniuje, pokażmy, że on może zmieniać sprawy i nadawać im bieg, bo tak naprawdę jest. Było wiele dyskusji na temat tego, jak wiele pokazać, ale myślę, że ryzyko się opłaciło.”
Podejście do dialogów
Jane Austen pisze cudownie dramatyczne dialogi, więc niechętnie je przycinałem, ale w kilku miejscach to było konieczne. Chodziło nie tylko o dopasowanie ich do czasu trwania odcinka, 55 minut, ale głównie dlatego, że w tym, jak sceny zazębiają się o siebie powinna być jakaś prawie muzyczna płynność – rodzaj spokojnego rytmu, do którego dążyliśmy, a co sceny zbyt obciążone dialogami mogły zakłócić. I ponieważ wiele rzeczy przekazujemy przez obraz, na przykład wyrazem twarzy, nie trzeba nam tylu słów, ile w powieści, gdzie dialog niesie akcję.
'Moje podejście do dialogu było takie, że każda osoba używa go inaczej. Na przykład panu Collinsowi, który jest napuszony i pedantyczny, zostawiłem jego dialogi, jak były napisane. Mam szczere przekonanie, że Jane Austen, podobnie jak inni powieściopisarze, nie stworzyła w pełni naturalistycznych dialogów. Napisała coś, co przypomina prawdziwą mowę, ale jest bardziej eleganckie i uszczypliwe. Naprawdę sądzę, że większość bohaterów, a zwłaszcza siostry Bennet, kiedy były we własnym towarzystwie, mówiły 'isn't', a nie 'is not', choć w powieści mamy 'is not'. Chciałem, żeby dialogi brzmiały jak coś, co mogło być mówione w początkach 19 wieku, ale też nie brzmiałoby strasznie sztucznie, gdyby było mówione dziś. Czasami w powieści Elizabeth mówi coś, co brzmi zbyt nieśmiało, ale zasadniczo nie bawiłem się w pisanie od nowa czy parafrazy. Jeśli czasem zastępowałem jedno słowo drugim, to przez wzgląd na to, żeby współczesnemu widzowi łatwiej to było zrozumieć. Ale to było na tyle.
O uczeniu się dialogów
Jennifer Ehle:
„To były najtrudniejsze dialogi, jakich się kiedykolwiek uczyłam. Szekspir to łatwizna w porównaniu z Jane Austen. Dzieje się tak chyba dlatego, że sens zdania przychodzi dopiero na końcu , a zdania są bardzo długie. Kiedy docierałam do końca zdania, zwykle mówiłam, 'Och, teraz rozumiem”, a wtedy wracałam do początku i czytałam je jeszcze raz. Czasami konstrukcja zdania jest tak zawiła, z masą zakrętów, ze zabiera ci chwilę zrozumienie go. Ale jak z wszystkim – pod koniec było już łatwiej. To było jak nauka języka obcego.”
Alison Steadman
Nie grywam raczej w filmach z epoki, więc początkowo język wydał mi się bardzo trudny. Myślałam, ze umiem już wszystko, a kiedy przychodziło do mówienia, okazywało się, że te wszystkie dziwne wyrażenia i frazy są nie na swoich miejscach. Ponieważ dziś mówimy zupełnie inaczej, wciąż odruchowo wracałam do współczesnych słów. Początkowo to był koszmar. Myślałam „W życiu tego nie opanuję, nie dam sobie za nic rady.”I co gorsza, myślałam, że tylko ja mam takie kłopoty. Ale okazało się, że dla wszystkich nauka dialogów była skrajnie trudna. Poczułam się więc lepiej i w końcu złapałam poczucie, ze weszłam w ten rytm, i wszystkie te wzory mówienia nagle zaczęły mieć sens.
JoannaS - Sob 31 Paź, 2009 21:17
Rewelacyjny tekst. Fantastycznie się czyta o znakomitym serialu.
Gosia - Nie 01 Lis, 2009 09:09
Dzięki, dzięki! Fajnie się czyta o tej adaptacji
Sceny z Wickhamem i Lidią to dowód na to, że nawet do ekranizacji powieści Austen, można dodać "te sceny" czyli nawet takie filmy nie są dla aktorów bezpieczne i wolne od seksu
Mnie razi jeszcze tylko jedna rzecz w DiU 1995. W pewnym momencie mamy nagromadzenie scen dziejących się przed domem Bennetów - wciąż ktoś wyjeżdża lub przybywa do ich domu. Raz za razem. Jest tego za dużo. Wiem, że to trudne, ale można było to przedzielić jakąś inną sceną, która niekoniecznie by się działa przed domem.
Trzykrotka - Nie 01 Lis, 2009 15:00
No dobrze, nie pohamowałam się. Część pierwsza rozmowy z Colinem Firth o budowaniu roli Darcy'ego
Jak to się stało, że się w to zaangażowałeś?
Przysłano mi scenariusze sześciu odcinków w takim momencie czasu, w którym zacząłem uważać czytanie skryptów za bardzo trudne. Wszystko wydawało się tak nie do przebrnięcia, że ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę było 6 odcinków kolejnego serialu kostiumowego BBC, przeciwko którym byłem mocno uprzedzony. Wróciłem myślami do lat 70, kiedy były na ostatnim miejscu w czasie oglądania telewizji. Pamiętałem, że były sztywne: sztywne aktorstwo, drętwe adaptacje.
Czy wcześniej czytałeś coś autorstwa Jane Austen?
Nie, ani strony. Dziewiętnastowieczna literatura nie wydała mi się ani trochę seksowna. Miałem takie uprzedzenie, że to jakaś 'dziewczyńska sprawa'. Podobały mi się bardziej mroczne europejskie powieści, trochę w proteście przeciwko temu, co serwowała nam szkoła. Tak więc, kiedy zaproponowano mi rolę w „Dumie i uprzedzeniu”, pomyślałem, nawet nie czytając, „Och, to znowu jakiś weteran” i otwierałem wielką kopertę z dużym niepokojem. Drugą obawą była ta przed poświęceniem czemuś tak wiele czasu, myślę, że większość aktorów wzdraga się przed tak długim zobowiązaniem. Było więc wiele powodów, dla których nie chciałem zaczynać czytać pierwszej strony, ale już chyba po piątej byłem całkowicie złowiony na haczyk. To było znakomite. Nie mogłem tego odłożyć, dopóki nie skończyłem. Chyba żaden inny scenariusz nie rozpalił mnie tak szybko w najbardziej podstawowe kategorii, jako romantyczna opowieść. Po prostu musisz czytać dalej, żeby wiedzieć, co się stanie. Zakochujesz się w bohaterach od ręki, a Jane Auste to doskonała kusicielka, ma zdolność do frustrowania cię w najbardziej pozytywny sposób. Kładzie przed tobą szereg możliwości i bawi się tobą. Nie zdawałem sobie też sprawy, jak zabawna jest „Duma i uprzedzenie”, jak żywa i pogodna, i jak daleko jej do typowej „lektury szkolnej”, którą masz przeczytać na zadanie domowe.
A kiedy pojechałam na pierwsze spotkanie z Sue Birtwistle, nie miałem nawet czasu doczytać końcówki odcinka szóstego. Nie wiedziałem nic o Jane Austen, nie wiedziałem, że kończyła swoje powieści szczęśliwie. Sue mi to właściwie zepsuła, bo wygadała się, że Darcy i Elizabeth się pobierają. Bardzo się zdziwiłem, bo wcześniej nie czytałem powieści i łatwo było mi wyobrazić sobie, że coś tam pójdzie nie tak, bo sytuacja w tym momencie jest bardzo napięta. Możesz czytać książkę trzeci czy czwarty raz i za każdym razem zastanawiać się, czy to wszystko się uda.
Czemu się więc wahałeś?
Wiedziałem, że powinienem słuchać wewnętrznego głosu, który mówił, „Podobało ci się. To jedyny scenariusz, jaki byłeś w stanie przeczytać od dłuższego czasu.” Musiałem brać to poważnie pod uwagę. Ale z drugiej strony, jakoś nie sadziłem, że jestem właściwym człowiekiem do zagrania Darcy'ego. Czułem, że nie będę w stanie zagrać go takim, jak powinien być. W jakiś sposób wydawał on mi się wielką postacią
Nie zdawałem sobie sprawy, że jest on tak popularnym bohaterem literackim. To znaczy, ja nie czytałem książki i nigdy nie słyszałem, żeby ktoś o niej rozmawiał. I nagle, kiedy tylko o niej wspominałem, wszyscy zaczynali mówić, jak ja uwielbiają, jak w szkole kochali się w panu Darcym, a mój brat powiedział, „Darcy? On zdaje się jest bardzo seksowny?” Słuchałem tego i zacząłem myśleć, „O Boże, Olivier był fantastyczny, nikt po nim nie zagra jak należy tej roli.”
Ale to nie był koniec wątpliwości. Darcy jest fascynujący, kiedy się czyta powieść, jest ekscytująca postacią. Ale po przeczytaniu scenariusza pomyślałem, że on w ogóle nie jest pokazany z wewnętrznej perspektywy. Jane Austen pisze z kobiecego punktu widzenia – a w tej powieści, z punktu widzenia Elizabeth. Darcy przez większość opowieści skonstruowany jest jako zagadka, aż bliżej końca otrzymujemy spojrzenie na wydarzenia z jego perspektywy. Nie było mi to w żaden sposób bliskie. Nie miałem pojęcia, jak do tego podejść od strony aktorskiej. Nie da się grać czyjegoś wyobrażenia, bo to jest bardzo powierzchowne. Zacząłem więc myśleć, że to jest niemożliwe, że wszystkich zawiodę i zacząłem się frustrować, że nie umiem przełożyć Colina na Darcy'ego.
A w dodatku jest dość paradoksalne, że tak czy inaczej, nie możesz za dużo zrobić, grając tę postać, on nie robi zbyt wiele i ta sytuacja była jak pułapka. Tak sobie argumentowałem; „Będę musiał strasznie dużo zrobić, żeby tak się zmienić, żebym mógł zagrać Darcy'ego. Ale robienie to jest ostatnia dobra rzecz, o jakiej możesz myśleć grając tę rolę. Jedynym sposobem, żeby to zadziałało, jest już być Darcym.” Patrzyłem w lustro i nie widziałem Darcy'ego. Wiem, ze niejeden potrafi zebrać się ona odwagę i próbować się nagiąć, ale trzeba też mieć zdrowe zmysły i wiedzieć, gdzie zaczyna się niemożliwe. Nie czułem się na siłach do podjęcia tego zadania, wiedziałem, że najlepszym wyjściem będzie powiedzenie „nie”.
Co skłoniło cię do zmiany zdania?
Przekonanie Sue, że nadaję się do tej roli było tak silne, że musiałem rozważyć to na nowo. No i przy ponownym czytaniu, scenariusz znowu rzucił na mnie swój czar, po prostu zdradziecko wciągnął mnie do środka. To było uwodzicielskie i czarujące. Nie zdawałem sobie sprawę, co się dzieje, ale tak jest kiedy zaczynasz się wiązać z czymś takim, wchodzi ci pod skórę i nie jest to już sprawa twojego wyboru. Męczyłem się potwornie i wyobrażałem sobie, że zagram tę rolę, a potem posmakowałem myśli, że jednak nie zgram i zdałem sobie sprawę, jak będę nieszczęśliwy, jeśli nie zagram. Zdałem sobie sprawę, że zaczynam przywłaszczać sobie tego bohatera, że staje się on mój. Myśl, ze miałby go zagrać kto inny sprawiła, ze poczułem się zazdrosny.
Jak było podczas prób czytanych? Crispin Bohnam – Carter wspominał, że był tak zdenerwowany, że poszedł prosto do męskiej ubikacji, a tam już byłeś ty i jęczałeś.
Wiedziałem, że ktoś mnie nakrył! Byłem w najwyższym stopniu przerażony i zżerały mnie nerwy, ponieważ nie tylko była tam cała masa ludzi, z którymi trzeba się było zbratać i razem z nimi czytać, ale i stawka była wysoka. To miał być ogromny plan filmowy, a my wszyscy wiązaliśmy się z nim na pięć miesięcy. Poza tym, denerwujesz się, że cię będą oceniać. Czułem się jak na jakimś wielkim przesłuchaniu. Inną rzeczą, jaka wyszła podczas prób czytanych było to, ze nie mam się co cieszyć z tego, że grałem już Darc'ego w radiu. Tutaj najważniejszy jest wymiar fizyczny. On właściwie jest milczącą postacią , a przez większość filmu ważniejsze jest nie to, co on mówi, tylko to, czego nie mówi. W filmie oczywiście można zrobić cięcie i pokazać jego twarz nawet wtedy, kiedy nic nie mówi. Ale nie możesz zrobić tego w radiu albo na próbie czytanej, nie możesz powiedzieć, „Ludzie, patrzcie na mnie, bo zaraz to zrobię, a to coś, to będzie – nic.” A dookoła siedziały te wszystkie świetne postaci, przy których kwestiach wszyscy wybuchali śmiechem, a ja myślałem sobie, „Cóż, jestem trochę nudny.”
Nikt do mnie nie podszedł. Znałem jedna czy dwie osoby i z nimi rozmawiałem, ale muszę powiedzieć, że z całej obsady około pięćdziesięciu ludzi, tylko kilka miało ochotę ze mną pogadać. To chyba dlatego, że grałem Darcy'ego. Ciężko się napracowałem, żeby przekonać ludzi, że podczas kręcenia potrafię być bardzo miły.”
Gosia - Nie 01 Lis, 2009 18:49
Nie należy się hamować. Trzykrotko Wielkie dzięki!
Jak przyjemnie jest czytać o tej ekranizacji, no i o Colinie
Trzykrotka - Pon 02 Lis, 2009 14:34
On jest myślącym aktorem, a jego praca nad rolą budzi podziw
Andrew Davies mówił, że w Darcym jest coś więcej niż wszyscy na początku myślimy. Jak próbowałeś to przekazać?
Nie możesz po prostu wejść do pokoju i zaczynać zagrywać się na śmierć, ani robić różnych ambitnych posunięć, bo Darcy nie zrobiłby tego. Ale nie robienie jest jedną z najtrudniejszych rzecz w aktorstwie. Pamiętam, że zanim zacząłem, pomyślałem, że będę musiał zbudować jak najbardziej żywą, dynamiczną, urozmaiconą rolę, a potem jej nie zagrać. Na przykład, pierwsza scena, wieczorek, muszę wejść do sali i mam być urażony, zdenerwowany, onieśmielony, rozdrażniony, zirytowany, zdumiony, przerażony, zniesmaczony, wszystkie te reakcje zebrać razem i pokazać w wąskich ramkach tego, że jestem nieprzenikniony, bo tak naprawdę nikt nie wie, co Darcy myśli. Grałem już o wiele bardziej wymagające fizycznie role, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek był tak wyczerpany, jak po zagraniu Darcy'ego.
Pamiętam to zawłaszcza po jednej scenie, w której Elizabeth i ja mamy sprzeczkę w Nehterfield: Darcy jest już zaangażowany uczuciowo i nie chce, żeby ona o tym wiedziała, nienawidzi jej, bo ona mu się podoba, nienawidzi jej, bo ona jest mądrzejsza podczas tej jednej rozmowy, a on ma Bingleyów za słuchaczy. Tak więc kłębi się w nim milion spraw, ale musi trzymać je na wodzy i nie pokazać nawet śladu tego, że jest tak bardzo wzburzony, nie wolno mu wyjawić swojego podniecenia. Więc siedzi tam, tak spokojny i nieruchomy, na ile pozwalają mu emocje. Spróbuj technicznie zebrać to do kupy i zagrać przeciw temu.
Jaka była najtrudniejsza część tego procesu?
Czego najbardziej nie lubię w procesie kręcenia filmu to nieuchronny fakt, że Darcy jest nieobecny przez jego dużą część, stąd musiałem sobie radzić z dużymi przerwami w zdjęciach. Czułem że w pierwszym miesiącu kręcenia zaczął się jakiś niezwykły impet, a film wydawał się rozciągać przed nami w nieskończoność i wszystko wydawało się możliwe i nagle zostałem wygnany z tego raju na pięć tygodni. To było straszne. Miałem jeden dodatkowy dzień w środku tego okresu, przyjechałem na plan, a tam byli ci wszyscy ludzie, których w ogóle nie znałem, którzy kręcili całkiem inny film, jakby o rodzinie z pięcioma córkami. Czułem się trochę jak ktoć z zewnątrz i tym właśnie był Darcy na tym etapie opowieści. Pamiętam, powiedziałem, „Chcę w tym uczestniczyć, nawet jeśli nie mam zdjęć, żeby móc rozwijać rolę”
„A kiedy potem znowu zaczynasz zdjęcia, jest ta obawa, że nie wróci już magia, którą do tej pory zdołałeś wokół siebie rozsnuć. To są bardzo ulotne sprawy. I znowu upłynęły dwa tygodnie i mnie odesłali. To miało ogromny wpływ na moje poczucie bycia częścią tego wszystkiego. Odkryłem że bardzo trudno jest mi utrzymać początkowy impet aż do końca. Obsada serialu była olbrzymia, było tu mnóstwo ludzi, z którymi nigdy się nie zetknąłem, bo nigdy z nimi nie pracowałem, a moja postać także nie miała żadnych związków w nimi. Plan kręcenia czasami trzyma cię na uboczu.
Czy scenariusze Andrew pomogły ci w zrozumieniu postaci Darcy'ego
Tak, były wspaniały drogą dojścia do Jane Austen, bo nie miały tego absurdalnego, akademickiego szacunku, z jakim ludzie często podchodzą do wielkich dzieł literatury. On traktował materiał jak niesamowicie zajmującą powieść. Gdybym zaczął od czytania powieści, może bym się tak nie zaangażował. Sądzę, ze wielkie poczucie realizmu, a także to, że on czasami jest bardziej szczegółowy niż Jane Austen, bardzo pomaga. Daje bardzo wyraźne wskazówki co do tego, co Darcy myśli, kiedy tylko spogląda z pokerową twarzą na ludzi w scenie zbiorowej, pomagając stworzyć jego postać.
Co jest ciekawe w przypadku ról jak ta, to to, że masz tu płynność od jednej sceny do drugiej. Kiedy coś w jakiś sposób nie jest prawdziwe, to drażni, bo musisz natężyć wyobraźnię, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla tego, co robisz. Nigdy nie musiałem tego robić w przypadku Darcy'ego , lub bardzo rzadko. Uderzyło nie, że Jane Austen instynktownie uchwyciła sedno wewnętrznego „ja” Darcy'ego, choć nie była na tyle arogancka, żeby je opisać. Ale „zewnętrze” tego człowieka opisuje tak logicznie, że jego wnętrze „gra”.
Czy możesz podać jakiś przykład?
Pamiętam, jak myślałem o tym, że to, że Darcy zlekceważył Elizabeth na wieczorku w Meryton, ma sens. Zgadzam się jechać na przyjęcie z moim przyjacielem Bingleyem. On mnie zachęca, „No chodź, będzie świetna impreza i pełno kobiet.” Przyjeżdżam. Jestem potwornie nieśmiały – w każdym razie okropnie skrępowany w przypadku takich okazji towarzyskich jak ta. Normalnie nie bywam w takich miejscach i nie wiem, jak mam rozmawiać z tymi ludźmi. Chowam się więc przybierając maskę snobizmu i dezaprobaty. Bingley natychmiast prosi do tańca najpiękniejszą kobietę w pokoju, a to sprawia, że czuję się jeszcze mniej pewny siebie. On podchodzi cały w skowronkach, z szerokim, entuzjastycznym uśmiechem i mówi mi, że powinienem zatańczyć. Ja mówię, „Ty masz najładniejszą dziewczynę na sali,” a on odpowiada, „Nic nie szkodzi, może weź jej brzydszą siostrę?” a to wyraźnie podważa pozycję, w jakiej się postawiłem. Mówię więc, „Ona jest niezła, ale nie dość dobra dla mnie,”, a tak naprawdę mówię, „Słuchaj, zdaje się, że to ja jestem lepszy od ciebie, nie podsuwaj mi tu jakiejś brzydkiej siostry. Nawet się nad nią nie zastanowię.” Miałem to w głowie podczas filmowania i scena zagrała się sama.
Gosia - Pon 02 Lis, 2009 16:57
Super! Zakończenie tego fragmentu mi się podoba. Rozumiem motywację Darcy`ego
Trzykrotka - Pon 02 Lis, 2009 17:06
Prawda, kiedy spojrzeć na to z jego perspektywy, to cała sprawa jest bardzo logiczna. Colin w podobny sposób opowiada potem scenę pierwszych oświadczyn tłumacząc, dlaczego Darcy nie czuł ich niestosowności i dlaczego był wręcz zraniony tym, że dziewczyna ich nie przyjęła. Mnie się bardzo podobają te zdania, bo jakby sa kwintesencją tego, jak on, Colin Firth zagrał Darcy'ego i dlaczego jego bohater wydaje się tak pełen życia, niewiele przecież robiąc:
pomyślałem, że będę musiał zbudować jak najbardziej żywą, dynamiczną, urozmaiconą rolę, a potem jej nie zagrać. Na przykład, pierwsza scena, wieczorek, muszę wejść do sali i mam być urażony, zdenerwowany, onieśmielony, rozdrażniony, zirytowany, zdumiony, przerażony, zniesmaczony, wszystkie te reakcje zebrać razem i pokazać w wąskich ramkach tego, że jestem nieprzenikniony, bo tak naprawdę nikt nie wie, co Darcy myśli.
Czyli - te wszystkie uczucia mają byc widoczne, ale nie wolno ich zagrać, Darcy ma być zagadkowy i nieprzenikniony...
Nic dziwnego, że chłopak zawodził w męskiej ubikacji!
damamama - Wto 03 Lis, 2009 10:33
| Trzykrotka napisał/a: | | Nic dziwnego, że chłopak zawodził w męskiej ubikacji! |
????????????? Pominęłam coś?
Trzykrotka - Wto 03 Lis, 2009 13:58
Pominęłaś
Jak było podczas prób czytanych? Crispin Bohnam – Carter wspominał, że był tak zdenerwowany, że poszedł prosto do męskiej ubikacji, a tam już byłeś ty i jęczałeś.
Kolejny fragment
Na koniec powieści Darcy mówi Lizzy, że nie wie, kiedy się w niej zakochał. Wy jednak musieliście przedstawić tę jego podróż bardziej szczegółowo.
Tak, obserwowanie tych wszystkich wypadków, które sprawiły, że Darcy się zakochał, jest bardzo ciekawe. Oczywiście, miłość często zaczyna się od czegoś trywialnego, co akurat przykuwa twoja uwagę. W przypadku Darcy'ego, dotąd prawie nic nie przyciągało jego uwagi. Myślę, że takim pierwszym momentem wyzwalającym reakcję jest chwila, w której Elizabeth odrzuca go bardzo impertynencko – kiedy słyszy mimowolnie, jak on mówi, „Jest znośna, ale nie dość ładna, żeby skusić mnie.” Kiedy potem ona przechodzi obok, rzuca mu impertynenckie spojrzenie, Andrew zapisał tutaj bardzo pomocną uwagę, „Darcy przywykł, że to on patrzy na ludzi w ten sposób, ale nie przywykł, żeby ktoś patrzył tak na niego.”Tak więc w tym momencie on ją po prostu dostrzega, po prostu przez zaskoczenie i ciekawość, ona zaczyna go intrygować, a to jest, jak podejrzewam, pierwszy raz, kiedy w ogóle intryguje go kobieta, no i chce się o niej trochę więcej dowiedzieć. To mnie bardzo uderzyło – że można znaleźć się na ścieżce przeznaczenia w takiej chwili jak ta, niezależnie, czy się o tym wie, czy nie.
Darcy zaczyna okazywać Elizabeth zainteresowanie na przyjęciu u Lucasów, kiedy prosi ją do tańca, a ona mu odmawia. Jak myślisz, co się z nim dzieje na tym etapie?
Aż do tego momentu Darcy chyba nigdy nie spojrzał na kobietę – mam na myśli – z autentycznym zainteresowaniem, choć na pewno, jak każdy, podziwiał kobiety. Tak naprawdę, on jest potwornie znudzony. Jest jednym z najbogatszych ludzi w Anglii i jak do tej pory to wystarczyło, żeby kobietom wydawał się atrakcyjny. Pamiętam pewną bardzo trafną uwagę, „Mężczyzna, który jest dobrą partią nie musi o nikogo zabiegać.” Jak dla mnie, jest to wspaniały klucz do zrozumienia postaci Darcy'ego – pomyślałem, że gdyby on na dodatek był czarujący, życie stałoby się dla niego nie do zniesienia. Tak więc i z nieśmiałości i z braku konieczności – trzyma się na dystans. Potem pojawia się Elizabeth i właściwie rzuca mu wyzwanie, a to jest prawdopodobnie pierwsza okazja, jaką on w życiu ma, żeby być raczej ścigającym niż ściganym, pokusa jest nie do odparcia. Wtedy po raz pierwszy spogląda jej w oczy. To co dotąd było intrygujące, staje się teraz otwarcie erotyczne.
A ona w końcu przyjmuje jego zaproszenie do tańca na balu w Netherfield...
Tak. Uważam, ze sekwencja ich tańca jest wspaniała, ponieważ doskonale pokazuje charakter ich stosunków na tym etapie. W Elżbiecie widzimy szczerość i żartobliwy ton, podczas, gdy jest coś komicznego w Darcym próbującym utrzymać swoje formalne maniery, a równocześnie dotrzymać jej kroku w ciętych uwagach i ripostach. Ona mówi coś, co go dotyka, a on musi wykonać całe kółko z ośmiu kroków, zanim będzie mógł odpowiedzieć.
Jane Austen daje nam tu wskazówki, że Darcy postanawia się odsunąć i wyleczyć z tego „szaleństwa” w jakie popadł, ale tak naprawdę utkwił w nim po uszy, zanim zorientował się, co się dzieje. Na początku budzi się w nim żyłka sportowa. Potem nagle jego uczucia stają się podatne na zranienia, a on sam zaczyna czuć się gorzko urażony. Kilka razy postanawia, że weźmie się w garść, a wtedy jego zachowanie staje się dziwaczne i paradoksalne – chodzi za Elizabeth i odrzuca ją tej samej chwili. Jest pewien, że nie chce z nią tańczyć i natychmiast prosi ją do tańca, czeka na nią w miejscach, w których ona lubi spacerować, a potem nie rozmawia z nią, zjawia się na plebanii w Hunsford i zachowuje się, jakby to ona wpadła z wizytą.
Musiałeś nakręcić scenę pierwszych oświadczyn Darcy'ego w drugim tygodniu zdjęciowym. Jak to na ciebie wpłynęło?
Początkowo to wydawało się być katastrofą. Wszyscy wiedzieli, jak ważna to jest scena. Z powodu harmonogramu musieliśmy nakręcić najpierw wiele późniejszych scen z Darcym – kiedy on wydaje się o wiele milszą osobą – a potem nakręcić z nim tę scenę, która jest punktem przełomowym. Ponieważ wydaje się bardzo niestosowne kręcenie jej tak wcześnie i kosztuje to tyle nerwów, że poświęciliśmy tej scenie nieprawdopodobna ilość uwagi i osiągnęliśmy taki poziom adrenaliny, że być może nigdy nie udałoby się stworzyć czegoś takiego, gdyby kręcona była później, kiedy wszyscy byliśmy już dobrze „osadzeni”.To była chwila skoku na głęboką wodę z zamkniętymi oczami, a Simon Langton (reżyser – przypisek mój) wspaniale sobie w tym poradził.
Jak podszedłeś do tej sceny?
Zadałem sobie najbardziej podstawowe pytanie – co ja chcę zrobić w tej scenie. Zapytałem sam siebie „Co mój bohater próbuje osiągnąć?” , a następnie „ Jak ma on zamiar pokonać przeszkody, jakie stoją mu na drodze?” W tym przypadku, głównym pytaniem było, „Jak Elizabeth mi to utrudni i jak ja sam to sobie utrudnię?” Jeśli tak sobie formułujesz problemy, wtedy łatwiej dochodzisz do pewnych sposobów które pomogą ci rozwiązać zadanie.
Czułem, na przykład, że kiedy Darcy wchodzi do pokoju i mówi te szokujące słowa, „Jestem dla ciebie za dobry, ale czy mimo to wyjdziesz za mnie?”, to nie wypadnie to dobrze, jeśli zagram, jakbym wiedział, że jestem w tym momencie szokująco arogancki. Musiałem to powiedzieć, jakby była to najrozsądniejsza rzecz na świecie i pytałem sam siebie, „Jak mam to zrobić? Jak mam sprawić, żeby ta nadzwyczajna przemowa o jej skrajnie katastrofalnych koneksjach rodzinnych brzmiała jak coś bardzo sensownego?” Pomyślałem więc, „OK, przenieśmy się na chwilę w moment w czasie, w którym to się dzieje, w rok 1813,” a wtedy, z punktu widzenia Jane Austen cała ta sprawa właściwych i niewłaściwych małżeństw nabiera okropnie dużo sensu. Przekraczanie różnic klasowych mogło być prawdziwym nieszczęściem, mogło prowadzić do katastrof i opłakanych skutków, struktura ówczesnego społeczeństwa była przez to narażona, i tak dalej.
On jest również na tyle arogancki, że szczyci się tym, że składa jej u stóp nadzwyczajny dar. Każda kobieta, którą zna, odpowiedziałby natychmiastowym „tak” na jego oświadczyny. Lizzy musiałaby być chora umysłowo, żeby powiedzieć „nie”, nie dlatego, że myślał, że on jej się podoba – nie sądzę, że z tego powodu – ale że była to najpraktyczniejsza oferta, jaka ktoś nawet wyżej urodzony niż ona mógłby otrzymać. Myślę, że on uważa, tak jak pewnie uważałby każdy w tym czasie, że dla niej to będzie istna baśń o Kopciuszku.
Tak więc Darcy przychodzi ze swoimi bardzo nierozważnymi oświadczynami, mając do nich podejście, jakie ma. Mówi do niej, „mam zamiar złożyć ci ofertę małżeństwa, co może ci się wydać nieprzemyślane, nieodpowiedzialne, a może nawet niedojrzałe, ale nie myśl sobie, że taki jestem. Przemyślałem każdy szczegół, wiem, że rodzina wpadnie w szał, że ludzie nami wzgardzą i że nasza pozycja społeczna jest różna. Nie myśl sobie, ze tego nie rozważyłem, nie myśl, że jestem jakimś niepoważnym uczniakiem. Rozważywszy to wszystko jednak wiem, że moja miłość do ciebie jest tak ogromna, że wszystkie te zastrzeżenia staj się przy niej nic nie znaczące.” Z takiego punktu widzenia, te oświadczyny są bardzo romantyczne. Byłem lekko urażony, kiedy to kręciliśmy i wszyscy uważali, ze mówię coś okropnego, tak bardzo już sam wciągnąłem się w przekonanie, że oto on przychodzi i ma coś uroczego do powiedzenia. Oczywiście, kiedy to oglądasz, nie patrzysz z tego punktu widzenia. Widzisz faceta nadętego poczuciem własnej ważności, który wchodzi i wyraża te napuszone uczucia, jakby to było coś najnaturalniejszego na świecie, a potem przełykającego gorycz reakcji Elizabeth – myślę, że tak to miało wypaść. Ale nie mógłbym zagrać jego zdumienia, gdybym nie przeszedł tego procesu myślowego, jaki przeszedłem.”
Gosia - Wto 03 Lis, 2009 16:02
Tak, nam się wydaje, że film kręci się po kolei. Nic bardziej błędnego, czasem nawet pierwszą sceną w filmie jest scena erotyczna, co faktycznie rzuca aktorów na głęboką wodę.
Nie zawsze jest to dobre, bo jednak aktor także musi się wczuć w postać i ją zrozumieć. A aktorzy, którzy grają razem muszą się trochę poznać.
damamama - Śro 04 Lis, 2009 13:26
Bardzo dobrze się to tłumaczenie czyta. Kiedyś już spotkałam się z fragmentami tej książki ale nie w takiej ilości, super
Trzykrotka - Śro 04 Lis, 2009 14:53
Ale chyba na wyznaniach pana Darcy się skonczy, bo czasu nie ma... Został jeszcze ostatni fragment.
Gosia - Śro 04 Lis, 2009 15:50
Trzykrotka - Czw 05 Lis, 2009 08:42
Ostatni fragment rozmowy z Colinem Firthem
Nie widzą się potem aż do chwili, gdy niespodziewanie wpadają na siebie w Pemberley. Czym on się zajmuje na tym etapie?
Jane Austen jest raczej skąpa w informacje, kiedy mówi o Darcym w tym okresie, a ja starałem się przejrzeć każdą jej wskazówkę, która mówiłaby o tym, jak on sobie radzi. Jest tu wiele sprzeczności. Ludzie często pytają, czy Darcy zmienia się w trakcie powieści, czy tylko my odkrywamy, jaki on jest naprawdę, Ja myślę, że jest w tym mieszanka tego i tego. Jego gospodyni mówi o nim z wielkim uczuciem i zdradza nam, że on zawsze bardzo troszczył się o siostrę i o dzierżawców. Nie zmienił się nagle w dobrego człowieka, on zawsze był dobry pod tą wierzchnią, sztywną warstwą,
Odkryłem, że kiedy on spotyka Elizabeth w Pemberley, chce jej udowodnić masę rzeczy w krótkim czasie. Ma około trzech minut na pokazanie, że potrafi przeprosić, potrafi być troskliwy i otwarty i nie snobistyczny. Musi tylko zrobić pierwszy krok i pokazać, że próbował zmienić te cechy swojego charakteru, które ja od niego odpychały. Chce, żeby go kochała, ale jak w ciągu kilku minut nakłonić kogoś do miłości? I jak to zrobić, nadal będąc Darcym?
Czy więc odmowa Lizzy wywołała w Darcym prawdziwe zmiany?O tak. Nie pomyślisz już, że Darcy spokojnie wraca do tego, jakim był. Sugeruje to już fakt, że pisze list, w którym się tłumaczy i podaje kilka bardzo osobistych informacji, co jest niesamowicie i ostentacyjnie obce temu, co ten bohater robi na co dzień. Ja uważam, że on naprawdę odchorowuje jej odmowę, bo naprawdę ja kocha. Przechodzi tortury, bo jego całe dotychczasowe zachowanie, nawet jego charakter, został pokazany w bardzo ostrym świetle.
Jego prawdziwą winą jest moim zdaniem głupota. To oczywiście bardzo poniżające spojrzenie na niego, ale naprawdę uważam, że o jego upadku zadecydował idiotyczny, fałszywy snobizm klasowy i to jest gorzka lekcja, którą on musi przełknąć. Myślę, że w tym sensie on się zmienił. W książce on mówi, że ojciec wpoił mu dobre wartości, ale też nauczył go patrzeć z góry na świat poza własnym kręgiem towarzyskim. On się raczej obawia wszystkiego, co pozostaje poza obszarem jego codziennych doświadczeń i jest przekonany, że nie spotka tam niczego poza barbarzyństwem. Ludzie czasami zakładają coś z góry na temat innych kręgów cywilizacyjnych poza ich własnym i to samo robi Darcy. To jest ignorancja.
Odbiera swoją lekcję, kiedy zakochuje się w jednej z tych dzikusek i zdaje sobie sprawę, że ona jest co najmniej równa jemu, jeśli nie przewyższa go pod względem dowcipu, bystrości umysłu i godności osobistej. Jej zalety rzucają mu tak głębokie wyzwanie, że jego pierwotne uprzedzenie nie może się wobec niego ostać. Uważam, ten stary rdzeń w nim pozostanie – ciągle będzie go odrzucało od niedorzecznych nudziarzy mówiących za dużo . Nigdy nie nauczy się uwielbiać pani Bennet czy nie rozwinie w sobie podziwu dla sir Williama Lucasa.
I oczywiście, nigdy do końca nie nauczy się śmiać z samego siebie. Nauczył się już patrzeć na siebie krytycznie, co prawdopodobnie będzie pierwszym krokiem, ale jeszcze nie widzi w sobie śmieszności i nie umie się nią bawić. Mając Lizzy za partnerkę, jego małżeńskie życie będzie kwestią przetrwania, a jest jasne, że tę lekcję zaczął odbierać już dużo wcześniej.
Tłumaczenie: Trzykrotka
|
|
|