Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - Wyznania pana Harrisona - tłumaczenie
Caitriona - Wto 29 Wrz, 2009 20:24
Przeczytałam i ja Boziu, ale nudna była ta zabawa w pytania i odpowiedzi... A przyjaciel pana H. nieco denerwujący
Gosia - Wto 29 Wrz, 2009 21:21
To taki flirt towarzyski. W sumie wszystko zależy od redakcji pytań... i odpowiedzi
Ale w tym towarzystwie faktycznie było to nudnawe zajęcie.
Przyjaciel doktora wydaje się nieco niewychowany... Psuje na całego reputację przyjacielowi. A i sam doktor, zwłaszcza w kontekście niektórych stwierdzeń, nie taki znowu święty
Caitriona - Wto 29 Wrz, 2009 23:02
W naszych czasach już się raczej nie gra na imprezach w jakiekolwiek gry towarzyskie. może wtedy, jeśli faktycznie dobrze dobrało się pytania, mogła ta gra być w jakiś sposób atrakcyjna
A przyjaciel doktorka właśnie dlatego mnie nieco zdenerwował - nie robi się takich numerów przyjaciołom.
Gosia - Wto 29 Wrz, 2009 23:13
Jego pewnie bawił kontrast między tym, jak razem kiedyś dobrze się bawili, a tym jaki doktor Harrison jest teraz, w tym małym miasteczku.
Ale Marshland nie zdawał sobie sprawy, jakie konsekwencje jego zachowania w takim zamkniętym środowisku może ponieść jego przyjaciel, któremu bardzo zależy na reputacji i pacjentach.
Tak czy inaczej było to bezmyślne. I Harrison miał powody wstydzić się za niego, a nawet się pogniewać.
Gosia - Śro 30 Wrz, 2009 22:07
Jest rozdział 9, dość krótki. Opowieści o niesfornym żartownisiu ciąg dalszy.
Miłej lektury.
BeeMeR - Pią 02 Paź, 2009 09:10
| Caitriona napisał/a: | | Boziu, ale nudna była ta zabawa w pytania i odpowiedzi... | Och, bawiliśmy się w taki flirt przed laty i to była urocza zabawa - ale to zależy od towarzystwa
BeeMeR - Pią 02 Paź, 2009 10:57
A do rozdziału 8 też przeczytałam - i czyta się bardzo dobrze, szybko
To co mnie zastanawia to fakt, że raczej nieczęsto czytam tekst, który by z taką lubością opisywał takie mrowie negatywnych cech spotykanych ludzi - w zasadzie skupia się jedynie na wychwalaniu zalet Sophy i wypatrywaniu wad i słabostek pozostałych osób - to interesujące
Z drugiej strony przeraża mnie łatwość, z jaką kobiety stawiały się w roli niedołężnych słabinek, wymagających opieki przy najprostszych czynnościach życiowych, typu choćby spacer Ja wiem, że to miało na celu rozpalenie uczucia, zainteresowania i wzbudzenie chęci chronienia takiej kruchej, małej istotki (idiotki ), ale...
Co do tłumaczenia, to czyta się naprawdę dobrze, Gosiu przemknęłam po tych pierwszych rozdziałach jak huragan
choć widać, że niektóre zdania są kilkakrotnie złożone, i mają szyk, który niekoniecznie zawsze dobrze brzmi po polsku .
Zastanawia mnie natomiast, jakie to jarzyny a właściwie "gałąź jarzyn" miał podać w czasie drogi Harrison damom? w pierwszej chwili przeczytałam jeżyn (rozdział V) jak jest w oryginale?
i dwie literówki z pierwszego rozdziału:
- całe miasto wiedziało, że byłym pupilem Sir -> byłem
- nadeszła pora spoczynku u gaszenia świateł -> i
- czy nie ma pan innego płaszcza poza tym "żakietem", jak przypuszczam, to nazywacie -> brakuje mi "którym"
potem się tłumaczenie rozhulało, nie dopatrzyłam się już nic więcej i czekam na dalszy ciąg
Gosia - Pią 02 Paź, 2009 17:02
Dzięki, także za uwagi. Literówki mogą się zdarzyć, więc proszę o dalsze uwagi.
Numer z gałęzią "jarzyn" świetny
Wszystko poprawiłam
Zaraz wrzucę kolejny rozdzialik!
Jeśli chodzi o meritum, to nie zapominajmy, że opowieść wychodzi z ust Harrisona, a on patrzy na Sophy inaczej niż na pozostałe osoby
Caitriona - Pią 02 Paź, 2009 20:53
Wziąłem rękę Sophy w swoją dłoń i chociaż nie mogłem nic powiedzieć, myślę, że poznała, co do niej czuję. - miała poznać prawdę tylko po tym jak ją wziął za rękę? Czy to nie jest lekka przesada?
A z tego przycjaciela doktorka to mały okrutnik jest, bym powiedziała Tak kobiecie prosto w twarz takie kłamstwa opowiadać? No,no.
Gosia - Pią 02 Paź, 2009 22:12
Pewnie towarzyszyło temu jakieś spojrzenie
Caitriona - Pią 02 Paź, 2009 23:22
| Gosia napisał/a: | | Pewnie towarzyszyło temu jakieś spojrzenie |
No to musiało być bardzo intensywne
Gosia - Sob 03 Paź, 2009 13:21
A pewnie.
Marshland miał z paniami niezłą zabawę, ale nie było to bardzo dżentelmańskie.
Wrzuciłam rozdział 11. Teraz lecą krótkie. Dopiero 14 rozdział będzie nieco dłuższy.
BeeMeR - Czw 08 Paź, 2009 09:53
Gosiu, ile w sumie jest rozdziałów?
zabieram się za czytanie następnych
Gosia - Czw 08 Paź, 2009 15:30
Całość tej noweli (opowiadania ?) to 31 rozdziałów. W większości są krótkie, ale kilka jest dłuższych.
Teraz tłumaczę ten najdłuższy - 14, poświęcony wypadkowi ogrodnika, wymagającemu poważnej medycznej interwencji.
BeeMeR - Czw 08 Paź, 2009 16:26
Czyli jesteśmy już prawie w połowie - a ja wszystkie rozdzialiki dogoniłam - czytało się dalej bardzo przyjemnie
a tekst jest cudownie tendencyjny w opisach
Gosia - Pią 09 Paź, 2009 18:47
Tendencyjny, bez wątpienia. A co do pochwał Sophy, to w końcu mówi to narrator pełen miłości
Wrzuciłam najdłuższy rozdział - rozdział 14. Czyli trochę więcej o medycznej praktyce. Mimo tego ten fragment nie jest pozbawiony sporej dawki humoru
Gosia - Wto 13 Paź, 2009 17:54
Rozdział 15 już na blogu. Głównym jego tematem jest pamiętna aukcja
Anaru - Wto 13 Paź, 2009 23:50
Super
Ta książka jest rozkosznie angielska w treści....
Caitriona - Wto 13 Paź, 2009 23:51
Kurczę, muszę nadrobić zaległości Ale to już nie dziś
Gosia - Wto 20 Paź, 2009 19:39
Rozdział 17 wrzucony. To będzie chyba mój ulubiony
Alicja - Wto 20 Paź, 2009 19:43
pragnę zaznaczyć, że ciąglę czytam tylko jakoś nie mam czasu na komentarze w każdym razie gratuluję pracy nad tłumaczeniem
Gosia - Wto 20 Paź, 2009 19:47
Dzięki Alicjo. Cieszę się, że dla kogoś to robię, prócz siebie
Alicja - Wto 20 Paź, 2009 19:47
zdecydowanie jeszcze kogoś
Anaru - Wto 20 Paź, 2009 19:57
Bardzo zdecydowanie
BeeMeR - Śro 21 Paź, 2009 09:09
zdecydowanie zdecydowanie
|
|
|