Ekranizacje - Pani Bovary (2000)
Gosia - Pią 25 Kwi, 2008 20:28
Nie wiem czy zauwazylyscie, ale pewnie tak, ze matke Charlesa gra Miss Deborah z Cranford, a ojca Emmy - Jim z Vicara z Dibley (ach, te filmowe skojarzenia, jak go zobaczylam to sie w duchu obsmialam).
I jeszcze jedno, zauwazylam, ze Hugh Bonneville miewa glos bardzo podobny do Darcy`ego czyli Colina Firtha Czasem to slychac bardzo wyraznie.
P.S. Ta noc poslubna nie poszla najlepiej, co?
Greg Wise moze byc niezly w roli Rudolfa, ciekawa jestem.
A tu nasz Hugh Bonneville czyli biedny mąż:
Małżonkowie:
Inna okladka DVD:
trifle - Pią 25 Kwi, 2008 22:55
| Gosia napisał/a: | | a ojca Emmy - Jim z Vicara z Dibley (ach, te filmowe skojarzenia, jak go zobaczylam to sie w duchu obsmialam). |
Ja też Jak tylko pierwsze słowo powiedział, to od razu mi się skojarzyło to "no..no..no..no...no...yes"
Tamara - Sob 26 Kwi, 2008 12:56
A czy Leon to nie mr.Plumtre z "JA regrets"?
Gosia - Sob 26 Kwi, 2008 18:12
Nie! to Daniel Deronda z filmu o tym samym tytule. Gral tez w The Jane Austen Book Club i w Davidzie Copperfieldzie.
Tamara - Sob 26 Kwi, 2008 18:50
To skąd ja znam tę twarz? Żadnego z tych filmów nie widziałam
idgie_t - Nie 27 Kwi, 2008 00:25
| Tamara napisał/a: | To skąd ja znam tę twarz? Żadnego z tych filmów nie widziałam |
Z Notting Hill? Właśnie oglądam i mi się przypomniało...
Tamara - Nie 27 Kwi, 2008 10:36
Też sobie nie przypominam
Gunia - Nie 27 Kwi, 2008 14:13
| idgie_t napisał/a: | | Tamara napisał/a: | To skąd ja znam tę twarz? Żadnego z tych filmów nie widziałam |
Z Notting Hill? Właśnie oglądam i mi się przypomniało... |
W Notting Hill grał drugi Hugh - Bonneville (czy dobrze napisałam to nazwisko?), ten który tu gra Karola Bovary. W "Klubie" etc. grał Leon z tego filmu - Hugh Dancy.
Może widzałaś "Króla Artura" z Clivem lub "Helikopter w ogniu", Tamaro? Tam grał Dancy.
Gosia - Nie 27 Kwi, 2008 18:08
Hugh Bonneville
http://www.hughbonneville.co.uk/
agne - Nie 27 Kwi, 2008 18:53
Wreszcie obejrzałam pierwszy odcinek w całości i jestem zachwycona adaptacją. Chyba któraś z pań napisała gdzieś, że Emma mogłaby być ładniejsza, bo w książce uchodziła za urokliwą piękność. A mnie tam gra Frances O'Connor bardzo się podobała
I co więcej w filmie Emma wzbudziła moją sympatię - a może współczucie i zrozumienie,
w książce mnie irytowała.
Gunia - Nie 27 Kwi, 2008 19:01
Czyli zjadłam jedno "n". Już się poprawiam.
Sofijufka - Nie 27 Kwi, 2008 19:02
| agne napisał/a: | Wreszcie obejrzałam pierwszy odcinek w całości i jestem zachwycona adaptacją. Chyba któraś z pań napisała gdzieś, że Emma mogłaby być ładniejsza, bo w książce uchodziła za urokliwą piękność. A mnie tam gra Frances O'Connor bardzo się podobała | Zgoda - gra dobrze, fizycznie tez jest w typie, tylko trochę za mało ładna. Ta uroda Emmy jest - moim zdaniem - bardzo ważna, bo to jeden z powodów, dla których uważa, że jej się należy WIĘCEJ od zycia i tak łatwo wciela się w role różnych heroin romansów...
Myślę, że taki rodzaj ucieczki od zycia i podsycania żądzy przeżyć był często spotykany. Jak Charlotta Bronte wysłała próbki swojej twórczości do znanego twórcy, ten ja przestrzegł, że pisanie romansów może doprowadzić kobietę właśnie do takiej postawy ucieczkowej i niezadowolenia z prawdziwego życia...
Tamara - Nie 27 Kwi, 2008 20:19
Nieoceniona Karolina z Potockich Nakwaska w swoim sławnym poradniku "Dwór wiejski dzieło poświęcone gospodyniom polskim , przydatne i osobom w mieście mieszkającym" wydanym w połowie XIX wieku pisze :
"Nie pozwalaj sobie czytania romansów , a zbędzie ci chwil dosyć do potrzebniejszych zatrudnień . W tym wieku [książka przeznaczona była głównie dla młodych mężatek i panien szykujących sie do zamążpójścia] osobliwie ten rodzaj literatury , szczególnie francuskiej , jest tak zgubnym , że jej nieznajomość jest prawdziwą zaletą " .
Uroda Emmy była przyczyną jej sukcesu na balu , w filmie nie powala na kolana , chyba że dyszeniem po tańcu
Gosia - Nie 27 Kwi, 2008 20:21
Ale gdyby sie nie czytalo i nie ogladalo tylu romansow, życie byloby mniej przyjemne
Tamara - Nie 27 Kwi, 2008 20:31
Zważywszy skutki , jakie wywołało u Emmy , jestem skłonna powątpiewać
agne - Nie 27 Kwi, 2008 21:01
Tylko, że w czytaniu nie ma nic złego. Same plusy, ale jak ktoś szuka ucieczki przed realem, to może utonąć w czymkolwiek innym. A tu o zdrowy rozsądek idzie! Marzenia też dobrze jak są realne, plany i cele wykonalne, a fantazja dodawała życiu barwy a nie zguby. A Em wsiąkła jak alkoholiczka.
Tamara - Pon 28 Kwi, 2008 18:18
Jan Śniadecki o czytaniu romansów :
"Patrzałem nieraz w mym życiu na okropne skutki lekcji romansowych : na choroby nerwowe , na stępioną ustawicznym drażnieniem tkliwość serca , na wygórowaną w imaginacji czułość , na niestateczność i dziwactwo humoru , na nudy życia w świecie realnym ,gdzie trudno spotkać romansowych bohaterów ; zgoła na ruinę zdrowia , rozsądku i pokoju duszy ."
A pisał to przed powstaniem " Pani Bovary" czyli coś w tem jednak jest . Pamiętajmy , że my mamy mnóstwo innych zatrudnień , jak ongiś mówiono , i zdajemy sobie sprawę z fikcji romansu , bo jest ona znana od lat . Wtedy dla przeciętnej kobieciny o prawie żadnym wykształceniu i braku innych perspektyw oprócz rodzenia kolejnych dzieci i chodzenia przy garach to było coś oszałamiającego , zupełnie inny świat wydający się być na wyciągnięcie ręki - przecież wtedy hrabiowie i książęta byli nadającą ton częścią społeczeństwa , to były powieści współczesne , rozgrywające sie w dobrze znanym świecie . Niby dlaczego taka Emma czy inna Ludwika nie mogła spotkać u wód czy na balu wyśnionego arystokraty ? Toż oni chodzili po ulicach , nic dziwnego , że kobietki po takich lekturach głupiały do cna .
Sofijufka - Pon 28 Kwi, 2008 18:31
Przytaczam fragment francuskiej ksiązki "Światowe damy" [autor J. Debout, wydawnictwo księzy jezuitów z 1938! r.}
Jesli się zasmakuje w takiej lekturze[romanse], to muszę wyznać, że wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu widzę w tym wybaczalne wprawdzie, lecz istotne wspóldziałanie z trzecim gtrzechem głónym.
Romansowa małżonka ma bowiem męża, który kiedyś był może wcale sympatyczny, dziś stał sie po prostu bez wyrazu: trochę egoista, troche wynagający, troche przyziemny, trochę zgryźliwy, trochę łakomy, trochę brzuchaty; na ogól niezbyt usposobiony do tego, żeby się zamienić w orła lub walczyć z wiatrakami. Cóż dziwnego, że żona zamrzy o Don Quichocie ze swej lazurowej biblioteczki, który by godnie zastapił Sancho Pansę.
Czy to nie niewierność?
Choćby sobie z tego nie zdawała sprawy, to jednak, nie zaznawszy w małżeństwie oczekiwanej miłości, pełnej uniesień i wzlotów, która jej przyrzekano jako doczesna nagrodę za cnote, będzie rozczarowana. Myśląc o swym - ach, jakże prozaicznym - mężu, skonstatuje z westchnieniem: Po prawdzie zasłużyłam na lepszy los.
Dziewczyna natomiast, karmiona ową cnotliwą lekturą, albo przyozdobi narzeczonego, gdy się kiedyś zjawi, we wszystkie nierealne przymioty bohaterów powieści, a wtedy dozna gwałtownego i gruntowego rozczarowania, albo tez z wyrachowania czy dla posłuszeństwa zgodzi się na pierwszego z brzegu. W obu wypadkach będzie męża zdradzała w mysli, a stąd juz niedaleko do czynu.
agne - Pon 28 Kwi, 2008 20:09
Gdzieś kiedyś znalazłam opis czyjś opis "bywa, że marzenia o rycerzu i białym koniu przekreśla romans ze stajennym"
A propos "dyszenia po tańcu". Czy któraś z was miała na sobie sznurowany gorset? A ja tak! dostąpiłam niewątpliwego zaszczytu - jako błazen klasowy, na ochotnika - zaprezentowania pomocy naukowej. Otóż w owych czasach standardem była bardzo wąska talia, więc niewolnice owej mody ściskały się do granic omdlenia. W tym sie prawie nie dało oddychać. Gdy przepona ściśnięta, to płuca przy odrobinie wysiłku i emocji - chodzą jak miechy. I oczy jakby większe. Ale coś w tej scenie było rzeczywiście żenującego.
Tamara - Pon 28 Kwi, 2008 20:42
Wszak one do gorsetów od niemowlęctwa zaprawione były i pojemność płuc miały mniejszą , a noc całą przetańczyć bez problemów mogły , niszcząc czasem kilka par pantofelków na jednym balu . Stąd to dyszenie wydało mi sie cokolwiek dziwne
W prasie z pierwszej połowy XIX wieku można znaleźć ogłoszenia gorseciarek , zachwalające gorsety dla rocznych (!) dzieci , specjalnie zaopatrzone w miedziane sprężynki , utrzymujące ciało dziecka w określonej pozycji . Dziewczynki 4-6 letnie tez już były zagorsetowane , więc jako dorosłe miały i figurę i pojemność klatki piersiowej i sposób oddychania ukształtowane przez tę część bielizny . My mamy inną budowę , nie nosimy takich rzeczy i dlatego dla współczesnej kobiety założenie gorsetu kończy sie dusznościami
Gosia - Czw 01 Maj, 2008 23:34
Drugi odcinek mam za sobą. I ten Rudolf jakis w ksiazce bardziej urzekajacy mi sie wydawal czy co? Tutaj ten romans jakis malo jest smaczny, zeby nie powiedziec, ze sceny milosne są niesmaczne ... Pod tym drzewem i w ogole ...
trifle - Czw 01 Maj, 2008 23:59
No przecież tak to właśnie było. Wymykali się na schadzki, gdzie się dało. Flaubert popełnił chyba jeden opis, a inne były silnie w domyśle (mogę się mylić co do ilości, ale takie mi wrażenie zostało).
I hmm co masz na myśli mówiąc, że romans był mało smaczny?
Harry_the_Cat - Pią 02 Maj, 2008 00:01
Widzisz Gosiu, juz dawno CI mówiłam, ze ja Pani Bovary to na pewno nie będę oglądała.... Trzeba było iść w me ślady
Gosia - Pią 02 Maj, 2008 10:11
Ale ja nie żałuję, że ogladam, tylko miałam jakieś milsze wyobrażenie Rudolfa ...
Ja wiem, że nie był zbyt romantyczny, ale wydawało mi się, że mogłyby te sceny być przyjemniejsze w odbiorze Nie wiem, ta scena pod drzewem, to ubieranie się Rudolfa w tle (z nagim tyłkiem) było jakieś takie ...
trifle - Pią 02 Maj, 2008 12:11
...naturalistyczne
|
|
|