Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK
Dione - Nie 13 Sty, 2008 14:53
Mnie to raczej intryguje, kto komu skradnie ten tytułowy pocałunek
Sofijufka - Nie 13 Sty, 2008 15:04
| Alison napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | Alison napisał/a: | A co to za plan, bo juz się zdążyłam pogubić . Pewnie mój mózg przeżył w lesie szok tlenowy |
Twój mózg jest OK. Darcy jeszcze nie wyjawił swego planu - a jest on podstępny i typowo męski. Złagodzony dżentelmenerią. Jednym z cełów jest nauczenie 'jego pięknej Elizabeth", jak się śmiać z siebie |
Oooo to intrygujące! To ja czekam niecierpliwie co z tego wyjdzie. Żeby sie tylko sam nie ośmieszył, bo z takimi chitrusami, to tak bywa |
Darcy! Never!
Alison - Nie 13 Sty, 2008 15:25
| Dione napisał/a: | Mnie to raczej intryguje, kto komu skradnie ten tytułowy pocałunek |
Żeby tylko nie pastor Collins lady Katarzynie!!! Bo tu coś szokujacego się szykuje. Napięcie tak powoli narasta, wszystko to wiedzie wprost ku jakiejś erupcji nieokiełznanych uczuć. Mówię Wam, że pastor od dawna skrycie kocha się w Lady de Burgh, skrywa to pod służalczością, ale w końcu sie napnie, zapnie i jej to wyzna, kradnąc całusa oszyfiście
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 15:41
Aaaa...!!! Ali, jak mogłaś tak nas wydać !!!
Alison - Nie 13 Sty, 2008 16:09
| Maryann napisał/a: | :shock: Aaaa...!!! Ali, jak mogłaś tak nas wydać !!! |
Tylko mi nie mówcie, że to prawda, bo chyba tego nie przeżyję?
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 16:20
Przeżyjesz. No przecież żartowałam...
Alison - Nie 13 Sty, 2008 17:26
| Maryann napisał/a: | | No przecież żartowałam...[/size] |
O matko! [łapie się za serce] A ja juz myślałam, że komuś tak odbiło jak mnie
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 17:37
Poczekaj jeszcze dzień lub dwa...
Gunia - Nie 13 Sty, 2008 19:00
Taka intryga, że się już normalnie gubię.
Dione - Nie 13 Sty, 2008 19:22
Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że wszystko jest w jakiś dziwny sposób powiązane z panią Bennet
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 19:25
| Gunia napisał/a: | Taka intryga, że się już normalnie gubię. |
Spoko. Wkrótce się odnajdziesz.
| Dione napisał/a: | Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że wszystko jest w jakiś dziwny sposób powiązane z panią Bennet |
Z panią Bennet ? Ekhm... Poniekąd...
Dione - Nie 13 Sty, 2008 19:30
No, nie.... Jak to pani Bennet kradnie pocałunki to , bo w drugą stronę to nawet przy mojej wybujałej wyobraźni
Nesia - Nie 13 Sty, 2008 19:34
Czyta się bardzo przyjemnie, podobnie jak forumowy fanfik. Brawo dla tłumaczki, prosimy o jeszcze!
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 19:46
| Dione napisał/a: | w drugą stronę to nawet przy mojej wybujałej wyobraźni |
No co ? Myślisz, że pani bennet nikt nie mógłby skraść całusa ? W końcu - wg słów jej własnego męża - to całkiem atrakcyjna niewiasta. Dopóki się nie odzywa.
Dione - Nie 13 Sty, 2008 19:46
| Maryann napisał/a: | | Dopóki się nie odzywa. |
O tak tak
nicol81 - Nie 13 Sty, 2008 20:44
Ja tam sobie akurat panią Bennet zawsze wyobrażałam jako gorącą babkę, więc u mnie owa "rozmowa" się akurat inaczej prezentowała...
Maryann - Nie 13 Sty, 2008 20:51
Cicho ! Bo się wyda.
Maryann - Pon 14 Sty, 2008 05:53
No, koniec tych podchodów. Najwyższy czas przejść do meritum…
CZĘŚĆ III
Odwrócił się do niej, wziął jej ręce w swoje i z lekkim uśmiechem zdecydowanie spojrzał w jej piękne oczy, teraz czarująco błyszczące rozbawieniem.
- Musimy się jasno zrozumieć co do jednej rzeczy. Chętnie wyznam, że bardzo cię kocham, Elizabeth, ze wszystkimi twoimi nawykami i względnymi opiniami. Ale muszę powiedzieć, że twój sposób prowadzenia rozmowy doprowadza mnie do szału.
Wysunęła dłonie, zaśmiała się i udała urazę, po czym poszła dalej.
- Czyżbym wyczuwała w twoim głosie odrobinę żalu? Czy mówię za dużo jak na twój gust ? Wybacz mi, zapomniałam, że wolisz milczenie od jałowej rozmowy.
- Wcale nie. Zawsze wolę rozmowę z tobą od milczenia. Przeraża mnie tylko irracjonalność twojego rozumowania – odparł z nieznacznym uśmiechem.
- Teraz rozumiem. Skoro obawiasz się mojego irracjonalnego rozumowania, to doszedłeś do wniosku, że pewnego dnia mogę odziedziczyć styl prowadzenia rozmowy po mojej matce.
- O tym właśnie mówię. Niczego takiego nie wywnioskowałem i ty o tym wiesz. Przerzucasz się z jednego pomysłu na inny, decydując się na ten, który najbardziej może mnie zaszokować – odparł ze śmiechem – Co do twojej matki, nie chciałbym zastanawiać się nad twoim intelektem w porównaniu z niej, bo obawiam się, że trudno znaleźć dla nich wspólną płaszczyznę, a ta operacja nie przyniesie zaszczytu albo twojej matce, albo mnie, a bardziej prawdopodobne, że ty poczujesz się urażona.
- Jesteś zbyt dobry – mogła się tylko uśmiechnąć na tę dyplomatyczną odpowiedź.
Kładąc swoją dłoń na jej ręce leżącej na swoim ramieniu, pogładził ją łagodnie w rozmyślnie protekcjonalny sposób.
- Jednakże w przyszłości, jeśli temat twojej rozmowy przesunie się z analizy charakterów na bezsensowne plotki, nie miej wątpliwości, że ci o tym powiem. Pamiętaj, że oddałaś swoje zalety pod moją opiekę i mam szczery zamiar dotrzymać tego zobowiązania.
Elizabeth zaśmiała się z zachwytem, bo taki żartobliwy ton był u niego czymś nowym.
- Cóż, lepiej wypracuj jakąś metodę uciszania mnie w takich sytuacjach.
- Zastanawiałem się nad tym – odparł z nieznacznym uśmiechem.
Elizabeth wyglądała na zaniepokojoną, ale nie odpowiedziała.
- Jest pani zaskoczona, panno Bennet.
- Przyznam, że tak, bo twoja odpowiedź sugeruje premedytację. Wiem, że powinnam podziwiać twój dobry charakter, który zawsze przewiduje wszystkie możliwe ewentualności, ale czuję się trochę dotknięta, że tak bardzo przejąłeś się tą moją wadą, żeby poświęcić czas na zastanawianie się nad nią – odparła na wpół zatrwożona, na wpół rozbawiona.
Darcy uśmiechnął się widząc jej zażenowanie i uścisnął jej rękę.
- Nie ma w tym nic złowieszczego, zapewniam cię. Mój plan ukształtował się w ciągu ostatnich pięciu minut naszej rozmowy.
Przez kilka minut w milczeniu zastanawiała się nad jego odpowiedzią. Nie mogła pozwolić, żeby tak łatwo skłonił ją do tego, żeby zaczęła go prosić. Jednak ciekawość nakazywała uwierzyć mu na słowo.
- Doskonale, przyjmuję tę odpowiedź. Jeśli powiesz mi, co to za plan, ja będę mogła ci powiedzieć, czy moim zdaniem będzie skuteczny.
Ku jej większemu zaskoczeniu i zakłopotaniu odpowiedział przecząco.
- Nie sądzę. Wiesz, że wolę nie odkrywać kart, żeby też mieć element zaskoczenia.
Spojrzała na niego nieufnie i przez chwilę szli w milczeniu. To w ogóle nie było podobne do Darcy’ego. Czy drażnił się z nią, czy naprawdę uważał, że mówi zbyt dużo ? Tak czy owak, nie była całkiem pewna, czy podoba jej się takie bycie zdaną na jego łaskę.
- Więc cię uciszyłem, Elizabeth. Uwierz mi, nie było to moim zamiarem – powiedział żartobliwie.
- Intrygowanie mnie, czy uciszanie ?
- Nie, naprawdę. Chciałem, żebyś mówiła dalej, tak żebym przynajmniej miał możliwość wypróbowania mojego planu i zobaczenia jego efektów.
Uśmiechał się wystarczająco szeroko, żeby zdała sobie sprawę, że się z nią drażni. Nie podobało jej się to, ale jej ciekawość sięgnęła zenitu, a nie była na tyle złośliwa, żeby sprawić zawód im obojgu.
- Doskonale. Będę mówić o pogodzie, bo to temat, na który mogę mówić bez końca. I to tak długo, aż ta rozmowa wystarczająco cię znudzi. To powinno doprowadzić do szybkiego urzeczywistnienia twojego planu, bo w takich sprawach wolę nie pozostawać w niepewności. Czy mam ci opowiedzieć o kapryśnych opadach w Hertfordshire ? Czy wolisz porównanie średnich temperatur w poszczególnych porach roku ? – odwróciła się do niego unosząc wyzywająco brwi.
Darcy nie odpowiedział, bo ani teraz, ani nigdy nie interesowała go pogoda w Hertfordshire. Elizabeth dostarczyła mu jednak doskonałej sposobności.
Wziął jej twarz w dłonie i uniósł lekko, tak żeby móc łatwo pocałować te usta, które pragnął uciszyć. Nie opierała się, kiedy ich wargi się spotkały, a on milcząco pogratulował sobie wyjątkowej logiki, która w wyniku pojedynczego przyjemnego działania dała dwa wysoce zadowalające rezultaty. Ponieważ oprócz tego, że chciał ją uciszyć, przez ostatnie dwa tygodnie próbował wymyślić, w jaki sposób mógłby skraść swojej narzeczonej całusa tak, żeby równocześnie nie przestraszyć jej siłą swojego uczucia.
Marija - Pon 14 Sty, 2008 08:33
Dwa tygodnie myślał, jak ją pocałować!! O tempora!!
Maryann - Pon 14 Sty, 2008 08:51
Oj, Marija, marudzisz. Dobrze, że myślał "jak", a nie "czy".
No i najważniejsze, że - jak to się mówi - pierwsze lody zostały przełamane.
Marija - Pon 14 Sty, 2008 09:01
Nie marudzę, tylko zauważam ten niezwykły w naszych czasach fakt . Nasza "myłodzież" byłaby już hoho, gdzie...Po dwóch tygodniach - koniec związku .
Maryann - Pon 14 Sty, 2008 09:09
| Marija napisał/a: | Nie marudzę, tylko zauważam ten niezwykły w naszych czasach fakt . |
W naszych czasach - i owszem. Ale w tamych...
Zresztą zgodnie z opinią samego zainteresowanego okazało się to wyjątkowo rozsądne.
Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 09:49
| Marija napisał/a: | Dwa tygodnie myślał, jak ją pocałować!! O tempora!! |
Toż nie chciał jej przestraszyć "siłą swojego uczucia". Nie wiedział, czym jej pani Bennet mogła głowę nabić... Porządny chłop! Zważa na 'delikatne uczucia' ukochanej
Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 09:49
| Marija napisał/a: | Nie marudzę, tylko zauważam ten niezwykły w naszych czasach fakt . Nasza "myłodzież" byłaby już hoho, gdzie...Po dwóch tygodniach - koniec związku . |
I dziecię w drodze....
Maryann - Pon 14 Sty, 2008 09:51
| Sofijufka napisał/a: | | Nie wiedział, czym jej pani Bennet mogła głowę nabić... |
Dobrze, że wcześniej nie słyszała kogo innego...
|
|
|