To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Maryann - Nie 15 Kwi, 2007 12:29

Jak to NIC ? W kwietniu to się będą działy same nadzwyczajne rzeczy... :grin:
MiMi - Nie 15 Kwi, 2007 12:35

Ale chodzi o takie nic, jak polityka, popularne osoby, itp. To wszystko odwleka TO, co ważne dla nas!!!
Maryann - Nie 15 Kwi, 2007 13:16

Aaaa, od polityki to rzeczywiście. To znaczy MY będziemy miały trochę wytchnienia, bo Darcy na żadne wytchnienie nie może liczyć... :wink:
Narya - Nie 15 Kwi, 2007 15:21

I o to nam przecież chodzi :twisted: Czas, żeby wreszcie wziął się do rzeczy :mrgreen:
Maryann - Nie 15 Kwi, 2007 15:24

Oj, jak on się bierze do rzeczy... :roll:
Maryann - Pon 16 Kwi, 2007 06:18

Rozdział I część 5

A teraz on i Fitzwilliam byli w drodze do ciotki Catherine. Te rytualne wizyty zaczęły się, kiedy był dzieckiem, w towarzystwie jego rodziców i Richarda, którego marudne usposobienie w obecności pana Darcy’ego przechodziło zadziwiającą, niezupełną, aczkolwiek zauważalną zmianę. Potem jeździli z ojcem i Richardem. Teraz oczywiście on i jego kuzyn weszli w rolę doradcy lady Catherine. To wymagało ich obu, a nawet wtedy Darcy nie był pewien, czy ich sugestie były przyjmowane z równą powagą, jak te dawane przez jego ojca. Nie, serdeczne powitanie ze strony jego ciotki miało niewiele wspólnego z utrzymaniem, czy dochodowością Rosings, a znacznie więcej z jej oczekiwaniami wobec niego w związku z jej córką Anną. Szczerze współczuł swojej kuzynce Annie, życzył jej zdrowia i pomyślności, ale nie żałował jej aż tak bardzo, żeby dawać jej możliwość ucieczki poprzez propozycję małżeństwa. Ciotka Catherine może się uśmiechać i robić aluzje do końca świata, ale…
- Darcy, co to jest, to, głaszczesz ?
- Co ? – Darcy ocknął się z zamyślenia i wrócił myślami do wnętrza powozu.
Fitzwilliam odłożył na bok gazetę i wskazał na jego dłoń.
- W kieszeni twojej kamizelki. I nie mów mi, że to nic ! Zauważyłem, że od kilku miesięcy się tym bawisz i doprowadza mnie to do szału.
- To ?
Darcy poczuł na twarzy gorąco rumieńca, gdy wyciągnął nici do haftu, teraz postrzępione i złachmanione od wielokrotnego głaskania. Przeklęty Richard ! Jak mu to wytłumaczyć ?
- Wziąłeś się do szycia ? – naśmiewał się Fitzwilliam na widok zwitka nici. Darcy wykrzywił się do niego i wetknął nici z powrotem do kieszeni – No, no, Darcy ! To znak damy, na pewno. I musisz teraz wszystko mi opowiedzieć – zatarł energicznie ręce – Bo ojciec inkwizytor nie spocznie, dopóki wszystko nie zostanie wyznane. Czy mam posłać po narzędzie do miażdżenia kciuków ?
- Łajdak !
- Ojciec inkwizytor Łajdak do ciebie – zaśmiał się Fitzwilliam, ale nie pozwolił się zwieść. Pochylił się do przodu, oparł łokcie na kolanach i rozkazał – Od samego początku. Teraz.
Próbując ochłonąć, Darcy skierował na kuzyna badawcze spojrzenie. Uodporniony na znajomą taktykę, Fitzwilliam przybrał nieprzeniknioną minę i uniósł brwi.
- Od początku – wyrecytował znowu strasznym głosem, przypominającym jego zmarłego ojca – Szybko, albo zacznę myśleć, że to coś poważnego !
Rumieniec na twarzy Darcy’ego pociemniał i przez chwilę czuł coś bliskiego panice. Poważnego ? Wizja powabnych loków ozdobionych wstążkami, zapamiętana przyjemność jej okrytej rękawiczką dłoni w jego ręce i dręcząca zarozumiałość, że z nim dzieliła te chwile, połączyły się natychmiast, sprawiając, że niemal zwinął się na swoim miejscu. Ironia polegała na tym, że kiedy teraz bawił się nitkami, wcale nie myślał o Elizabeth. Ale ciekawość Richarda wzięła go przez zaskoczenie, ożywiając myśli i uczucia, które – był bliski wyznania tego – żyły w nim własnym życiem. Dobry Boże, nie teraz ! skarcił się desperacko, kiedy go ogarnęły, niezależnie od jego zgody. Miej trochę godności, na litość boską ! Spojrzał znowu na Richarda i zobaczył, że z satysfakcją przygląda się każdej zachodzącej w nim zmianie.
- Całkowity sukces ! – triumfował Fitzwilliam, opadając na swoje miejsce – W końcu wprawiłem cię w zakłopotanie ! Kim jest ta wyjątkowa dama ?
Zbyt trafne domysły Richarda skierowało go na żenujące wody zaciekłego zaprzeczenia, ale jego przedwczesny triumf wytrącił Darcy’ego z zakłopotania i dał mu narzędzie do podstępu.
- Jesteś w zupełnym błędzie, jeśli myślisz, że to znak przychylności damy – stwierdził Darcy tonem tak pozbawionym zainteresowania, jak tylko mógł się zdobyć. Przynajmniej to było prawdą. I ten zwrot pozwolił mu się opanować. Ale nawet zachowanie tej odrobiny kontroli zaczęło przywoływać nęcące rojenia – Jeśli się rumienię, to z zakłopotania na wspomnienie braku rozwagi mojego przyjaciela, którego nieostrożność wymagała mojego zaangażowania w delikatnej sprawie, ratunku, czy interwencji, jeśli chcesz, zanim popełnił poważny błąd w ocenie sytuacji.
Wyraz twarzy Fitzwilliama świadczył, że nie został usatysfakcjonowany w najmniejszym stopniu.
- Błąd w ocenie sytuacji ? Ale – nalegał – Była z tym związana jakaś dama, nieprawdaż ?
- Tak, była z tym związana dama – westchnął Darcy. Richard nie dał się zwieść, jeśli wywęszył kobietę na dnie zagadnienia. Mógł mu powiedzieć więcej – Mój przyjaciel niemal postawił się w sytuacji, która wymagałaby od niego oświadczenia się o pannę w wyjątkowo nieszczęsnej sytuacji i z godną pożałowania rodziną.
- Och – odparł w zamyśleniu Fitzwilliam – To rzeczywiście kłopot – przerwał i spojrzał przez okno, podczas gdy powóz trząsł się na wybojach, po czym zwrócił się do Darcy’ego z błyskiem w oku – Ale, powiedz, stary, czy ona była piękna ?

Marija - Pon 16 Kwi, 2007 07:54

Kłamczuszek, się wystraszył :? ??: .
Maryann - Pon 16 Kwi, 2007 08:48

I się nawet zarumienił... :? ??:
Marija - Pon 16 Kwi, 2007 08:51

To jest dobre: "złachmanione od wielokrotnego głaskania" :mrgreen: . Nici, nici...
Alison - Pon 16 Kwi, 2007 10:44

- Wziąłeś się do szycia ? – naśmiewał się Fitzwilliam na widok zwitka nici.

To jest lepsze! :lol: Wyobraziłam sobie Colinka haftującego parawaniki :rotfl:
Jakieś to dla mnie mało wiarygodne, żeby można było, po tym, że ktoś bezwiednie międli kłębek nici domyślać, się jakiegoś romansu, no ale niech już będzie. Jakoś przecie trzeba nawiązać... :wink:
Czyli, że jutro piekę ja, ale nie bójta się, żadnych wzlotów jeszcze nie będzie, jeno podła charakterystyka rodziny B. by Mr Darcy. :wink:

Marija - Pon 16 Kwi, 2007 10:56

Ali!!!!!!! Jesteś!!!!!!!!
Maryann - Pon 16 Kwi, 2007 11:01

Alison napisał/a:
Jakieś to dla mnie mało wiarygodne, żeby można było, po tym, że ktoś bezwiednie międli kłębek nici domyślać, się jakiegoś romansu

Może po tym, że międli, to nie... Ale nie każdy się na wzmiankę o tym rumieni... :wink:

Kaziuta - Pon 16 Kwi, 2007 17:31

Widocznie międlili wtedy różne rzeczy, ale nie nitki. :wink:
Nitki niechybnie oznaczały kobietę.
A Darcy co raz bardziej sie pogrąża. Nie dosyć, że kłamczuszek to jeszcze tchórz.

MiMi - Pon 16 Kwi, 2007 20:48

Już jadą!!! Mam nadzieję, że nie będzie się za bardzo rozpisywała o rodzinie B.\, bo ja chcę już TO :mrgreen:
Maryann - Pon 16 Kwi, 2007 20:54

Kaziuta napisał/a:
A Darcy co raz bardziej sie pogrąża. Nie dosyć, że kłamczuszek to jeszcze tchórz.

Tchórz przez duże "T". I tylko motywy tego tchórzostwa trochę przemawiają na jego korzyść... :wink:

trifle - Pon 16 Kwi, 2007 23:40

Ha. w końcu będę na bieżąco. Przekopałam poprzednie dwa tomy i jadę właśnie z panem Darcym :banan:

Cytat:
Richard nie dał się zwieść, jeśli wywęszył kobietę na dnie zagadnienia.


To jest dobre ;)

Alison - Wto 17 Kwi, 2007 08:06

Kobietki, chwilkę dziś poczekajcie, wyślę c.d. z pracy, bo mi się tu najwyraźniej gniazdko USB popsowało i będę miała pewne problemy :? ??:
Maryann - Wto 17 Kwi, 2007 08:47

Szczerze współczuł swojej kuzynce Annie, życzył jej zdrowia i pomyślności, ale nie żałował jej aż tak bardzo, żeby dawać jej możliwość ucieczki poprzez propozycję małżeństwa. Ciotka Catherine może się uśmiechać i robić aluzje do końca świata, ale…

biedna ciocia... :wink:

Marija - Wto 17 Kwi, 2007 08:52

Czy o uczuciach biednej kuzynki Anny coś bliżej będzie?
Maryann - Wto 17 Kwi, 2007 09:00

Będzie. I to z najbardziej wiarygodnego źródła... :wink:
Marija - Wto 17 Kwi, 2007 09:08

O, to się cieszę, bo w oryginale to Anna w ogóle się nie odzywa, a może miałaby do powiedzenia ciekawe rzeczy :wink: .
Gunia - Wto 17 Kwi, 2007 12:55

Hehehe... Chciciałabym usłyszeć ciekawe rzeczy od Anny. :D
Marija - Wto 17 Kwi, 2007 12:57

Gunia napisał/a:
Hehehe... Chciciałabym usłyszeć ciekawe rzeczy od Anny. :D
Hehehe :twisted: - przecież umiała mówić? Czyżbyś zwątpiła w Pamelę? :wink:
Alison - Wto 17 Kwi, 2007 13:20

Dziewczynki, sorki jeszcze raz, że tak późno, ale znowu dobija mnie rzeczywistoś. No ale cóż, wracajmy do powozu. Nie wiem czy pozostałe tłumaczki, też odnoszą takie wrażenie, ale dla mnie ten tekst zrobił się jakiś koślawy, źle mi się go tłumaczy, źle brzmi, a ja jakoś nie mam teraz sprężu żeby go wygładzac. :? ??:

Rozdz. I, cz. 6.
Darcy spojrzał podejrzliwie na kuzyna.
- Piękna! Richard, mógłbyś pomyśleć o tym co dałoby się uratować, gdyby ona była piękna?
Fitzwiliam wyszczerzył się w diabelskim uśmieszku i wzruszył ramionami.
- Tak - Darcy odwzajemnił mu się wyraźnie zirytowanym tonem - jeśli musisz to wiedzieć, była życzliwym, a zarazem słodko usposobionym stworzeniem, ale przysięgam, że ona go nie kocha - a przynajmniej nie tak, jak jemu się zdaje - szarpnął rękawiczki, wygładzając każdą zanim wymierzył dobijający cios - Niech będzie co ma być, chodziło o jej rodzinę, nie wspominając o braku majątku, do czego sprowadzał się każdy zarzut.
- Człowiek może ścierpieć taką rodzinę na odległość, oczywiście, jeśli dama byłaby pociągająca a majątek nie stał na przeszkodzie.
- Być może można by to pominąć - Darcy zgodził się niepewnie - gdyby było jasne, że dama jest oddana dżentemenowi. Wtedy nie byłoby sprawy. Upewniam cię, że jest dużo więcej, niż można by sobie życzyć, dostrzegalnych dowodów przeciwko wiązaniu się z taką rodziną.
- Sprawiasz, że wydają się być przerażający - zaśmiał się Fitzwilliam.
- Rodzina żyjąca w okolicznościach grożących degradacją, z dużą liczbą niezamężnych córek, odznaczających się impertynencją i rozpasaną swobodą włóczenia się po okolicy, jeśli chcesz wiedzieć - wyliczał punkt po punkcie, już nieźle znaną sobie litanię - z ojcem, który nie zadaje sobie trudu by panować nad rodziną i matką, która patrzy na każdą parę spodni w sąsiedztwie, jak na potencjalną własność jednej czy drugiej ze swoich latorośli.
- I nie zostałeś jej ofiarą, tak jak twój przyjaciel?
- Nie pasowałem jej - Darcy opuścił wzrok na kuzyna.
- Doskonale to sobie wyobrażam - śmiał się ironicznie Fitzwilliam, po czym potrząsnął głową - Twój przyjaciel musiał zostać prawie zamroczony. Zatem gwałtownie się zakochał, nieprawdaż?
- Dokładnie tak - Darcy stanowczo poparł opis, ale wtedy skupił uwagę na mijanym krajobrazie. Fitzwilliam był zbyt spostrzegawczy. Niewiele było trzeba, by zaczął się domyślać.
- Ale spodziewam się, że jest teraz na właściwej drodze po pozbycia się tych iluzji, oczywiście z twoją pomocą?
- Tak - Darcy odpowiedział szorstko i spojrzał mu prosto w oczy - z moją pomocą, i co więcej gratuluję sobie, że to osiągnąłem. To byłoby katastrofalne małżeństwo. Rodzina panny młodej uczyniłaby go pośmiewiskiem całego towarzystwa.
Fitzwilliam westchnął wyraźnie - Pośmiewiskiem? Mam nadzieję, że twój przyjaciel docenia to, co dla niego zrobiłeś? Zawdzięcza ci życie, albo co najmniej, zdrowie. Dobra robota, Fitz - zakończył szczerze i zagłębił się w "Post".
"Dobra robota? Naprawdę?" - Darcy skrzywił się sam do siebie, jego myśli i uczucia wpadły w pajęczą sieć niezgody. To, co powiedział Fitzwilliam'owi nie było nieszczere, wciąż był gotów przysiąc, że panna Bennet nie darzyła Bingley'a nazbyt czułym uczuciem. Czyż nie przypatrzył się jej dostatecznie dobrze, by to odkryć? Ale nie było prawdą, że zachowywała się jak łowczyni majątków, nie, to także mógłby przysiąc. Panna Bennet, szczerze mówiąc, była dla niego tajemnicą. Tajemnicą, którą Bingley przeniknął, a on sam, nie? Bingley był przekonany, że ona go kocha! Darcy założył ręce na piersiach i patrzył przez okno powozu na mijane wzgórza i pola, dopiero zazieleniające się wiosennie. Nie, ten łańcuch myśli był niekorzystny, wszak ostatnie ogniwo tej sprawy zostało ukute. Zacisnął szczęki, gdyż dopadło go przerażenie. To ostatnie ogniwo było czymś, co łączyło go z panną Bingley w niesmacznym tajnym i milczącym porozumieniu, przeciwko jego własnemu przyjacielowi. Jakże nienawidził tego podstępu! Jak gardził tymi obawami szeptanymi przez Caroline Bingley, dźwięczącymi mu w uszach, aż do chwili kiedy panna Bennet bezpiecznie wyjechała z Londynu. Jednakże mógłby skłonić się przed tą potrzebą lub pogratulować sobie uwolnienia Bingley'a od niebezpieczeństwa związania się z taką rodziną, czego odium, jakiego doświadczył, mogłoby pozostać plamą na jego wizerunku.
Jego wizerunek! Darcy zamknął oczy pod przyjemnymi promieniami marcowego słońca skośnie padającymi na siedzenia w powozie.

Trzykrotka - Wto 17 Kwi, 2007 13:47

A wiesz, rzeczywiście, jakoś nie brzmi to dobrze.
Tak czy inaczej, jadą już wreszcie do Rosings! Droga być może będzie długa, ale zaraz po przyjeździe przyjdą z wizyta na plebanię :banan:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group