Filmy - Plotki i newsy filmowe
Anaru - Pon 27 Lut, 2017 12:53
| Agn napisał/a: | Nie łapię...?
(W pracy siedzę.) |
Ogłosili zwycięstwo Lalaland, a jak ci się cieszyli na scenie i zaczęli przemawiać i dziękować to ogłoszono, że przepraszają, że pomyłka i wygrał Moonlight
Agn - Pon 27 Lut, 2017 14:19
O ja...
milenaj - Pon 27 Lut, 2017 18:06
No podobno pomylili koperty. Tylko, że w takim razie musiały być wydrukowane dwie takie same, bo wręczający mieli dla Stone Za La La Land, a ona dostała swoją nagrodę wcześniej i trzymała przecież kopertę w ręce.
Podobno są już spekulację, że to było specjalnie ustawione.....
Anaru - Pon 27 Lut, 2017 18:53
Jeżeli tak to parszywe zagranie
Admete - Pon 27 Lut, 2017 18:53
Taka pomyłka. Okropne. Fantastyczne zwierzęta dostało za kostiumy. Dvd wychodzi w marcu, kupię sobie.
Agn - Pon 27 Lut, 2017 18:57
Ooo dobrze wiedzieć! Też sobie kupię!
Deanariell - Pią 10 Mar, 2017 14:40
https://brightside.me/creativity-art/what-famous-movies-would-look-like-if-they-were-set-in-the-present-day-298410/
Na końcu jest "Władca pierścieni" - nie zgadniecie, gdzie trzeba zanieść współcześnie Jedyny, żeby nikt go nie odnalazł...
Admete - Pią 10 Mar, 2017 14:50
Dobre
Agn - Pią 10 Mar, 2017 15:57
Piękne!
milenaj - Sob 01 Kwi, 2017 10:16
Tak w sumie nie wiedziałam gdzie to dać.
https://www.facebook.com/...54894511537789/
Jotka - Sob 01 Kwi, 2017 16:00
http://pl.aleteia.org/201...w-lagiewnikach/
Taka ciekawostka z Krakowa
Admete - Sob 01 Kwi, 2017 16:16
No prosze John Reese w Polsce
Agn - Sob 01 Kwi, 2017 18:01
Och, Gary Oldman!
milenaj - Sob 01 Kwi, 2017 18:37
Taki brytyjski.
Agn - Wto 25 Kwi, 2017 09:17
Dziewczyny... widziałyście to???
https://www.youtube.com/watch?v=AFUrSiaTfDY
Cathie - Wto 25 Kwi, 2017 17:23
Super. Szkoda tylko, że bez Alana.
milenaj - Wto 25 Kwi, 2017 17:24
Tak widziała. Już jakiś czas temu linkowałam na facebooku, tu mi jakoś umknęło.
Emma Thompson nie zagra ze względu na Alana Rickmana, ale bardzo jestem ciekawa.
BeeMeR - Wto 25 Kwi, 2017 17:32
| milenaj napisał/a: | | Emma Thompson nie zagra ze względu na Alana Rickmana | No a to jeden z moich ukochanych wątków I smutny i piękny na swój sposób.
milenaj - Wto 25 Kwi, 2017 17:38
| BeeMeR napisał/a: |
milenaj napisał/a:
Emma Thompson nie zagra ze względu na Alana Rickmana
No a to jeden z moich ukochanych wątków I smutny i piękny na swój sposób. |
No mój też. Ale Emma odmówiła ze względu na przyjaźń z Rickmanem. Nie dziwię jej się.
Komediowo to uwielbiam premiera.
Akaterine - Wto 25 Kwi, 2017 18:19
Coś na rozjaśnienie ponurego dnia .
Aragonte - Śro 26 Kwi, 2017 14:22
| Admete napisał/a: | No prosze John Reese w Polsce |
To czekamy jeszcze na Fincha
Aragonte - Śro 03 Maj, 2017 20:32
Nie wiedziałam, gdzie to wrzucic - artykuł o realizacji "Samych swoich":
http://weekend.gazeta.pl/...ski.html#TRwknd
Na zachętę fragment:
Kiedy Wacław Kowalski, czyli Pawlak, wziął tekst i przeczytał kilka kwestii w kresowym dialekcie, Sylwester Chęciński zrozumiał, że to jest to, że ludzie z Krużewnik tak właśnie muszą mówić. Ale co zrobić, jeśli inni aktorzy nie potrafią? Na to i wiele innych pytań odpowiada w książce "Sami swoi. Za kulisami komedii wszech czasów" Dariusz Koźlenko.
Kamera ustawiona na przednią szybę taksówki patrzy na wszystkich od tyłu. Pawlak, jego żona Mania, dwaj synowie - Witia i Pawełek, żona Witii - Jadźka, dwoje dzieci i taksówkarz, czyli Warszawiak - wszyscy pochyleni nad otwartą maską samochodu, który nie chce odpalić. Pawełek sugeruje, że to gaźnik, Witia proponuje, żeby popchać, a Warszawiak upiera się, że wóz sam pojedzie, bo od tego ma motor. Po chwili wszyscy pakują się do środka - Pawlak obok kierowcy, reszta z tyłu. Zaczyna się trwająca półtorej minuty milcząca scena, podczas której Warszawiak grzebie w stacyjce, próbując uruchomić samochód, a Pawlak daje mały popis pantomimy: przeczesuje włosy, poprawia krawat, doradza taksówkarzowi, odwraca się zdenerwowany, krzyczy coś do tych z tyłu, spogląda na zegarek, ociera pot z czoła. Nie ulega wątpliwości, że Kowalski wiedzie w tej milczącej scenie prym. To na nim skupiona jest cała uwaga widza, ale reszta nie siedzi bezczynnie. Każdy coś dodaje od siebie - Jadźka wachluje się torebką, Witia kapeluszem, Warszawiak cały czas próbuje odpalić silnik i od czasu do czasu spogląda przepraszająco. Dziewięćdziesiąt pełnych gestykulacji sekund.
Milcząca scena w taksówce jest pierwszą sceną filmu. Zdjęcia do niej kręcone były koło Czernicy, niedaleko stacji kolejowej, gdzie rodzina Pawlaków wita powracającego z Ameryki Jaśka. Obie sceny kręcone były tego samego dnia, jedna po drugiej. Zaraz po nich (też w tym samym dniu i też w pobliżu stacji) kręcona była scena, w której Witia dostrzega z pociągu Kargulową Mućkę.
W pierwszych dwóch scenach Jerzy Janeczek grał Witię z czasu dla filmu teraźniejszego (przyjazd Jaśka z Ameryki), w trzeciej Witię z czasów retrospekcji. Ten pierwszy Witia, teraźniejszy, jest mężem Jadźki i ojcem malutkiej Ani. Ten drugi, z retrospekcji, młodym kawalerem odkrywającym w sobie dopiero co rodzące się uczucie do córki Kargula. Witia teraźniejszy ma włosy przyprószone siwizną i wąsy, Witia z retrospekcji siwizny ani wąsów nie ma.
Cała rodzina wita Johna. W tym Witia z wąsem. Ten wąs zaraz będzie musiał zniknąć. Podobnie jak siwizna. W kolejnej scenie Witia wróci do czasów młodości.
- Musiałem szybko przeistoczyć się ze starszego Witii w młodszego - wspomina Janeczek. - Niby nic trudnego, ale trzeba pamiętać, że to były lata sześćdziesiąte. Dziś najlepsi aktorzy albo ci, którzy mają najlepszych agentów, odpoczywają między ujęciami w luksusowych przyczepach kempingowych, przeznaczonych tylko dla nich. Inni, którzy akurat nie grają głównych ról albo mają gorszych agentów, relaksują się w wygodnych autokarach, a na planie jest wszystko, czego potrzebują. My takich luksusów nie mieliśmy. Kiedy skończyliśmy scenę powitania, poprosiłem gospodarzy najbliższego domu o miskę z wodą. Na planie wszystko już było gotowe do kolejnego ujęcia, więc odkleiłem wąsy, szybko zmyłem siwiznę, ale włosy wciąż miałem mokre, nie mogłem stanąć przed kamerą. Suszarek nie było, ale wśród gapiów obserwujących pracę na planie był motocyklista. Poprosiłem go o pomoc. Usiadłem za nim na motorze, oczywiście bez kasku, a on jeździł ze mną w tę i z powrotem, aż mi włosy wyschły.
I jeszcze ten o postsynchronach (częśc postaci była zdubbingowana, o czym nie wiedziałam):
Chęciński przyznaje, że do postsynchronów dojrzewał długo, ale kiedy już dojrzał, dostrzegł przed sobą nowe możliwości. Kiedy nie mógł czegoś wyciągnąć z aktora, machał ręką, odpuszczał. Zakładał, że ten, kto będzie podkładał głos, da tej postaci to, czego nie mógł na planie uzyskać od aktora. I tak się stało, chociaż przyznaje, że sporo w tym wszystkim było szczęścia.
- Szczęściem było na przykład to, że ktoś mi powiedział o pani Irenie Malkiewicz-Domańskiej. (...) Przyjechała. Wchodzi, a ja widzę, że nic z tego nie będzie, bo mam przed sobą prawdziwą damę, gwiazdę - przed wojną ze swoim ówczesnym mężem Jerzym Pichelskim stanowili parę amantów. Więc dziękuję, że przyjechała, mówię, że to świetnie, że może spróbujemy coś nagrać, ale już myślę, jak się z tego wycofać. Ona patrzy na te nakręcone sceny i pyta: no to pod kogo mam tu podłożyć głos? No, pod matkę Pawlaka, mówię. Aha, no proszę bardzo, proszę bardzo, mówi i pyta: a skąd ona, znaczy się matka, jest. Więc tłumaczę, że muszę tak celować z tymi dialogami, żeby i ci spod Wilna, i ci spod Lwowa uważali, że to jest ich. I że mam z tym trochę problemów, na przykład z imionami, bo pod Wilnem jest Kaziuk, a pod Lwowem - Kaźmierz. No, ale to trudno przeskoczyć. Ona słucha, słucha i znowu: aha. A potem usiadła i jak powiedziała To było coś takiego, że nagle zobaczyłem, że mam film. Bo tak się tylko mówi, zrobimy postsynchrony i problem z głowy. To jest bardzo trudne, żeby trafić z właściwym głosem. Więc jak ją usłyszałem, omal z fotela nie spadłem. Bo w myślach już widziałem, jak ona robi następny dialog, i następny, i wiedziałem, że ona z tego zrobi arcydziełko. I zrobiła. Gdyby nie ona, byłoby źle, bo z całym szacunkiem dla pani Szymańskiej, cierpieliśmy jak jej słuchaliśmy, bardzo źle mówiła. Nie miała wyczucia. Na początku myślałem, że jakoś to będzie, bo urzekła mnie jej twarz, ale twarz to nie wszystko, głos jest niezwykle ważny. Gdyby nie Malkiewicz-Domańska, która cudownie pogłębiła tę postać, nic by z tego nie było.
Problem był też z Kargulem, bo Hańcza nie dopuszczał myśli, by grana przez niego postać mówiła innym głosem. Starał się więc dorównać Kowalskiemu, ale wszyscy na planie widzieli, że - mówiąc obrazowo - Kowalski chłopem jest, a Hańcza chłopa udaje. Starał się mówić kresową gwarą, ale nie wychodziło. Więc kiedy po ostatnich zdjęciach musiał iść do szpitala na zabieg, Chęciński skwapliwie skorzystał z jego nieobecności. Zatrudnił Bolesława Płotnickiego, który podłożył głos pod Kargula. Do końca utrzymywał jednak, że zrobił to przede wszystkim z powodu niedyspozycji zdrowotnej Hańczy.
Trudno powiedzieć, czy Hańcza w to uwierzył, ale gdy wyszedł ze szpitala, nie powiedział ani słowa, choć z pewnością go to dotknęło. Jego aktorska duma ucierpiała, ale nie obraził się albo nie dał tego po sobie poznać. Za to kiedy siedem lat później zaczynali zdjęcia do "Nie ma mocnych", Hańcza, który nie przywykł do porażek, postawił warunek, że zagra, jeśli Kargul będzie mówił jego głosem. I trzeba przyznać, że tym razem opanował sztukę mówienia do perfekcji. Płotnicki w następnych częściach nie był już potrzebny.
BeeMeR - Śro 03 Maj, 2017 23:18
| Aragonte napisał/a: | | artykuł o realizacji "Samych swoich": | Ciekawe to
Anaru - Czw 04 Maj, 2017 19:34
Bardzo ciekawe , zaraz tacie podeślę, bo on te filmy kocha miłością wielką i ogląda każdorazowo jak idą w TV (chyba, że już sam znalazł i przeczytał )
Aragonte - Pią 05 Maj, 2017 14:12
Ja chyba kupię tę ksiązkę o "Samych swoich"
Cytat ze strony Empiku, jest chyba na okładce:
"Scena o tyle trudna, że ma być zrobiona w jednym ujęciu, więc nic nie może nawalić. Ale to nic nadzwyczajnego, wszystko pewnie poszłoby gładko, gdyby nie to, że niespodziewanie do akcji włączył się tak zwany czynnik ludzki.
Ramlau: - Zaczęło się dobrze, zrobiliśmy pierwszy dubel, drugi. Przy kolejnym patrzę w kamerę i widzę: Janeczek nadjeżdża, Kowalski wybiega, a w perspektywie drogi, która powinna być pusta, wychodzi zaprzyjaźniony z nami sołtys Dobrzykowic z rowerem, nawalony jak stodoła, i idzie w naszą stronę. Stop, przerywamy ujęcie, wszyscy krzyczą, żeby sołtys się schował. Sołtys wchodzi w jakąś bramę, robimy kolejne ujęcie.
Patrzę w kamerę: koń jedzie, Kowalski wybiega, a w tle wychodzi z bramy nawalony sołtys z rowerem i idzie w naszą stronę, machając radośnie. Stop, przerywamy. I tak ze trzy razy. W tej sytuacji kierownik planu mówi: wy sobie idźcie coś zjeść, a ja pójdę tam i przypilnuję sołtysa, żeby już nie wyszedł. Minęło pół godziny, zjedliśmy zupkę, sołtysa nie widać, szykujemy się do ujęcia. Patrzę w kamerę: Witia jedzie na koniu, Kowalski wybiega, a w tle... wychodzi nawalony jak stodoła kierownik planu. Z rowerem."
|
|
|