To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Socjologiczno-literacko-fanowskie rozmowy o HP

Tamara - Nie 14 Sty, 2018 12:52

pięęęękne :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Agn - Śro 28 Lut, 2018 17:16

No dobrze... Chwaliłam się w innym wątku, że znów przeczytałam serię o Potterze, to sobie muszę teraz pogadać.
Tyle lat minęło... ale te książki są nadal świetne. Dobrze napisane, angażujące, poruszające i naprawdę piękne. I żadne trucie wrogów (czy też Pawła O.), że te książki są złe mojego zdania nie zmieni - są dobre. I basta.
Wielu rzeczy nie doceniałam te ładne kilka lat temu, kiedy czytałam je za pierwszym razem, a teraz troszkę inne rzeczy zauważałam. Np. kiedyś nie lubiłam tomu nr 4, bo uważałam, że turniej, w którym uczniowie mają ryzykować życiem do jakaś brednia. Ale w sumie w tej rzeczywistości turniej nie był większym zagrożeniem niż reszta serii, a i to, na co się w Hogwarcie pozwala, nie przeszłoby np. w naszych szkołach (typu nauczyciele najwyraźniej są ślepi i głusi na przejawy rasizmu, a obrywa zawsze ten uczeń, który w końcu zareaguje tak jak się takim zachowaniom należy; albo to, co wobec uczniów stosuje Snape to jawny, bezczelny mobbing; albo Umbridge!!!). Poza tym turniej pozwala zmierzyć się Potterowi z czymś więcej, a przecież "coś więcej" czeka go w przyszłości. Podobają mi się tarcia między przyjaciółmi, świetnie napisane sceny po śmierci Cedrika - stan Harry'ego po tych wydarzeniach jest niemal odczuwalny dla mnie jako czytelnika. A poza tym seria wycisnęła ze mnie nie jeden raz łzy. I nie chodzi tylko o wreszcie ujawnioną historię Severusa z siódmego tomu, ale pojawiło się tam naprawdę dużo momentów, kiedy gardło mi się ścisnęło (Molly tuląca Harry'ego jak matka, rodzina Harry'ego wokół niego, kiedy szedł na śmierć itp. itd.). No i oczywiście seria jest przesycona miłością - rodzicielską, romantyczną (jak pięknie widać w siódmym tomie, jak bardzo Harry jest zakochany w Ginny albo jak Ron i Hermiona wreszcie się do siebie zbliżają i docierają). No i oczywiście kocham te wszyskie drobiazgi porozsiewane po całej serii, które mają ogromne znaczenie dla dalszych wypadków. Super to wyszło. Dobrze, że mam książki w kilku wersjach, to za każdym razem będę mogła je czytać i podziwiać na nowo.
No i... wahałam się, ale pierwszy hejt mi przeszedł, więc niemal już nie zgrzytając zębami wzięłam się za to nieszczęsne "Przeklęte dziecko". Już bez gorączki chwili piszę...
Forma sprawia, że trudno się zżyć z bohaterami. Są tu sceny, które na pewno są ciekawe do zrobienia na scenie albo które po prostu są dobre i pomysłowe. Niemniej... nadal nie lubię tej części i mam dylemat - z jednej strony uznaję tę część, bo wyszła oficjalnie, ale z drugiej strony jakość tego tworu pozostawia wiele do życzenia.
Dobre sceny to te, kiedy Albus i Scorpius zajmują się rzeczami szkolnymi - usiłują nauczyć się latania na miotle (uważam, że fajnie wymyślono, że ukochany syn Harry'ego nie jest jego wierną kopią i np. do quidditcha nie ma za nic talentu) albo jak coś im nie wyszło przy eliksirze. To są sceny naprawdę fajne i można zapałać sympatią do młodego Pottera. Super scena odbyła się w przeszłości w noc, kiedy mieli zginąć rodzice Harry'ego.
Ale za nic nie mogę zrozumieć idiotyzmów. Po pierwsze zabawy z czasem kładą to, co pokazano w Więźniu Azkabanu - tak naprawdę to co się miało wydarzyć, już się wydarzyło i nic się nie zmieniało (Hardodziób nie stracił głowy, po prostu został uratowany... trudno mi to wyjaśnić, mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi). Tutaj mamy bajzel nie z tej ziemi. I z jednej strony podoba mi się, że jedna drobna zmiana tak naprawdę zmienia całą przyszłość, ale... nie w tym uniwersum. Gdyby to nie był Potter, to spoko, ale że to Potter - mówię temu nie.
Harry w tej części jest tak nieogarnięty, że mnie szlag czasem trafiał. Jeśli nie użala się nad swoimi rodzicielskimi błędami, to wpada na "genialny" pomysł wręczenia nastolatkowi swojego starego kocyka. :frustracja: Poza tym wciąż nie wiem czemu miały służyć niektóre sny, chyba tylko przypomnieniu widzowi, w jakim uniwersum siedzi. :roll:
No i coś, co mnie ubodło do żywego - Delphi. Od razu stają mi przed oczami wszystkie marne fanfiki o córkach Voldemorta (ciekawe, że Voldek się najczęściej dochowywał córki, rzadziej syna). Grrrrr oraz wrrrrr... :evil:
Są też inne drobiazgi, typu rodzeństwo Albusa, które po pierwszej scenie kompletnie wyleciało z opowieści i nikt się nim nigdy nie przejmuje ani nie wspomina, czy też Malfoy mówiący per Harry, Hermiona, Ron, zamiast Potter, Granger (z dodatkiem "ty szlamo"), Weasley. W drugą stronę to samo - nie, sorry, nie widzę świata, w której Harry mówi "Draco", zamiast "Malfoy", bez względu na to, jaki pakt o nieagresji by podpisali. :?
Brakuje mi tu też takich bardzo Rowlingowych rzeczy, np. matka Scorpiusa umarła - Joanne napisałaby na co.
Czyli ósmy tom akceptuję, bo muszę, choć nie chcę. Szkoda. Wolałabym o dzieciach bohaterów w Hogwarcie inną, ciekawszą i bardziej przemyślaną opowieść.

Admete - Śro 28 Lut, 2018 17:55

A widzisz dla mnie istnieje siedem tomów i reszta mnie nie interesuje. Kilka lat temu przeczytałam wszytko drugi razi ponownie dobrze się bawiłam. Kiedyś jeszcze do tego wrócę.
Agn - Śro 28 Lut, 2018 19:38

Ja mam dziwnie skonstruowany mózg*. Widzę, więc wiem, że jest i przyswajam, że jest. Ale nie umiem się zmusić do polubienia tego tworu. I tak strasznie się cieszę, że to nie jest coś, co napisała Rowling. Mam z tym tak - mogę jeszcze trochę posiedzieć w tym świecie i traktować to jak słaby fanfik, tyle że oficjalny.
Swoją szosą podczytuję znów Slytherinadę. :)

* Ewentualnie to coś w mojej głowie to nie mózg, tylko wysokiej klasy galareta - funkcji tyle samo, a tańsza w produkcji. :P

Tamara - Śro 28 Lut, 2018 20:14

Agn napisał/a:
I tak strasznie się cieszę, że to nie jest coś, co napisała Rowling.

I dlatego nie chcę tego czytać :-P o ile siedem tomów jest absolutnie genialne i świat HP pod względem doskonałości i spójności jest całkowicie porównywalny ze Światem Dysku - stworzone w każdym szczególe universum , o tyle nie lubię marnych sequeli . Jestem w stanie strawić fanfika napisanego przez fanów w sieci , którego kawałek przeczytam i wystarczy , ale oficjalnie wydanego - nie , bo od razu widać że to nie ta ręka stworzyła , dlatego też omijam szerokim łukiem wszelkie wytwory nt DiU itp . Dla mnie to jak tombak przy złocie oryginału .

Admete - Śro 28 Lut, 2018 20:27

Myślę podobnie jak Tamara.
Agn - Śro 28 Lut, 2018 20:34

No ja niestety jestem na tyle nienormalna, że lecę na wszystkie książki dotyczące serii o Potterze.
I wcale na zakończenie czytania wszystkich tomów nie kupiłam sobie fanowskich kolczyków (aczkolwiek jeszcze do mnie nie dotarły).

Admete - Śro 28 Lut, 2018 20:42

Jak wyglądają?
Agn - Śro 28 Lut, 2018 21:15

O te: http://allegro.pl/kolczyk...7062746873.html
Wygodne, bo nie będą dyndały. :)

Admete - Śro 28 Lut, 2018 21:29

Ładne, ale ja właśnie nie noszę wkrętów, bo mnie cisną.
Agn - Śro 28 Lut, 2018 22:08

Dla mnie najpraktyczniejsze.

No i wzięłam się za fanfiki. Na pierwszy rzut idą "Rozmowy trumienne" i "Slytherinada". Miło się wspomina te czasy, kiedy się czytało te ffy. Wciąż są fajne. :)

Agn - Pią 02 Mar, 2018 17:59

Dotarly moje kolczyki!!! :banan:
A poza tym nie mam jak wyjsc z pracy ech...

Deanariell - Nie 04 Mar, 2018 15:20

Fajne kolczyki. :oklaski: Może odmałpuję. :mysle: :-P
Agn - Nie 04 Mar, 2018 17:12

Małpuj do woli. I póki można, bo chyba już nie ma ich za wiele. ;)
Deanariell - Pon 05 Mar, 2018 16:32

Agn napisał/a:
Małpuj do woli.

Kupiłam, Siostro. :mrgreen: Będziemy miały takie same. ;)

Agn - Czw 08 Mar, 2018 17:25

Och, świetnie. Mus na jakieś spotkanie włożyć. :mrgreen:

Swoją szosą oglądam teraz filmy.

Harry Potter 1-3

Pierwsze dwa się zestarzały. Columbus (w ogóle - ten gość zrobił Keviny i trochę jego styl tu widać) mam wrażenie bał się trochę materiału, z którym ma do czynienia, więc filmy są zrobione wprawdzie bardzo poprawnie, ale nieco bez polotu. No i są straszliwie ciemne przez to upychanie akcji prawie w 100% w zamku. Niemniej są tu momenty, które wciąż bardzo lubię - Klub Pojedynków, gra w szachy, walka z bazyliszkiem, pierwsze wejście Snape'a (nie licząc ujęcia na niego, kiedy Harry widzi go po raz pierwszy) itp. itd. Mocno też kuleje aktorstwo dzieci, za to dorośli są bez zarzutu. :)
Na tle pierwszych dwóch filmów tym lepiej wypada trójka. Zmienił się reżyser, zmieniła się więc ręka, film nabrał lekkości, światła, pomysłów, polotu. Ile w trzecim filmie jest scen-pereł - nie zliczę. Muzyka też zrobiła się nieco inna. Ten sam kompozytor (John Williams, gdyby ktoś nie pamiętał) i te pierwsze soundtracki bardzo mi się podobają, ale trzeci jest ciekawszy, pojawiły się nowe nuty i wyraźniejsze akcenty. Miodzio.
No i do tych, którzy grają, a nie są tylko na ekranie, dołączyły dzieciaki. Jest spory przeskok między dwójką i trójką. Wreszcie spodobał mi się Ron, który nie robi aż tak przesadnych karykaturalnych min, tylko zachowuje się naturalnie, wygląda normalnie i jest takim chłopakiem, jakiego lubię z książek. Daniel też wreszcie gra, a nie tylko ładnie wygląda. Widać reżyser musi być odpowiedni i umieć pracować z młodzieżą - dzieciaki z kamerą już były oswojone, ale chyba dopiero teraz poczuły się swobodnie w swoich rolach. Uwielbiam ekranizację nr 3 i strasznie się cieszę, że zmienił się reżyser. Ten film się nie zestarzał - efekty wciąż są świetne, film jest przepięknie zrobiony, nastrój odpowiedni. Miody, miody! Żałuję, że mam tylko taki mały ekran na oglądanie takich cudeniek.

c.d.n. (jak obejrzę kolejne części)

Tamara - Czw 08 Mar, 2018 22:10

No paczaj, a ja mam dokładnie odwrotnie - najbardziej podobają mi się ekranizacje Columbusa , nota bene Dumbledore tam grający jest o niebo lepszy od Gandalfa , widać , że dzieci są dziećmi , muzyka genialna . trójkę jeszcze jakoś wytrzymałam, chociaż Syriusz nie miał nic wspólnego z tym jak był opisany w książce wg mnie, dementorzy byli do bani bo składali się tylko ze zwiewnego ażurowego kaptura i pary przezroczystych łapek, a nie były to przerażające postacie z bezdenną czernią wsysająca wszystko pod kaptur i zgniłymi łapami topielca , wyglądali jakby się mogli na pierwszej lepszej gałęzi zahaczyć i podrzeć :lol: :-P poza tym zaczęło mnie wkurzać obcinanie wątków . Wiem , że wszystkiego w filmie upchnąć się nie da , ale można przynajmniej się postarać - vide RiR Anga Lee :-P
Agn - Czw 08 Mar, 2018 22:26

Dla mnie właśnie dementorzy byli przerażający, ta ręka... brrrr... i ten otwór zamiast ust... brrrrrrr! Swoją szosą - przezroczystych łapek nie mieli. :P
Syriusz mnie się podobał - jest taki jaki ma być. Zabiedzony, kudłaty i brudny. W trójce tylko nie podoba mi się jak wymyślono wilkołaka. Wyszedł im jakiś paskudny, troszkę owłosiony Gollum :P
Te grubsze części to by trzeba wszystkie pociąć na 2-częściowe filmy, by upchnąć wszystko (znakomicie się to sprawdziło w przypadku siódmej części, która doczekała się 2 filmów i jest spójna, świetnie zrobiona i na wszystko znalazł się czas). Ekranizowanie ich i cięcie wątków wychodziło raz lepiej raz gorzej (czwórka i szóstka były słabe, piątka się trzyma kupy i jest dobra). A dzieciaki świetnie dorastają i podoba mi się, jak się rozwijają aktorsko. W pierwszych dwóch filmach w ogóle nie grały. Jest to tym bardziej bolesne, że one miały co grać. Zwłaszcza Harry - z książki na książkę historia się rozwijała i zrobiła się epicką historią o wybrańcu.
Nie, zdecydowanie jestem fanką zmiany reżysera. Te Columbusowskie jak dla mnie, choć wcale nie takie stare, są już przestarzałe. Ale one jeszcze się załapały na erę podniety CGI i to widać. Komputerowe efekty to jakieś koszmarki, a te niekomputerowe też ledwo dają radę.
No nic, właśnie oglądam czwórkę.
Tamara napisał/a:
można przynajmniej się postarać - vide RiR Anga Lee

Którego nie lubię (poza Marianną i Brandonem). :P

Aragonte - Czw 08 Mar, 2018 22:51

Agn napisał/a:
No ja niestety jestem na tyle nienormalna, że lecę na wszystkie książki dotyczące serii o Potterze.
I wcale na zakończenie czytania wszystkich tomów nie kupiłam sobie fanowskich kolczyków (aczkolwiek jeszcze do mnie nie dotarły).

Kolczyki fajne :D
Nie przebijesz mnie z wariactwem, któremu uległam niedawno, jeśli chodzi o gadżet powiązany z czymś, co oglądałam, serio serio :wink:

A co do książek - do siódemki tomów pewnie wrócę, i to z przyjemnością, ale one mi wystarczają.
Filmy lubię wszystkie, ale preferuję te od trzeciego.

Tamara - Czw 08 Mar, 2018 23:00

Agn napisał/a:
W trójce tylko nie podoba mi się jak wymyślono wilkołaka. Wyszedł im jakiś paskudny, troszkę owłosiony Gollum :P

to prawda , był kompletnie do bani .
Mnie osobiście strasznie rozczarował brak sklątek tylnowybuchowych , a i gumochłonów nie pamiętam żeby były :foch2:

Agn - Czw 08 Mar, 2018 23:39

Mnie sklątki tak nie interesowały, za to interesował mnie mecz finałowy mistrzostw w quidditcha.

Harry Potter 4

No i jak tu sobie gawędzimy z Tamarą - zaczęły się schody. Dużo tu pominięto. I jak jestem w stanie wybaczyć niektórości (sklątki wybaczam bez problemu), tak meczu nie - kurde, taka okazja, to mogła być bajerancka scena... a twórcy ucięli temat tuż przed rozpoczęciem meczu. Ech... Nie podoba mi się też, że:
a) Ron i reszta jak cielęta idą i pytają, gdzie - pardon, ale wiedzieli i ledwo mogli usiedzieć, że idą na finał mistrzostw
b) stoją na jakichś wyżynach, gdzie nie stoi nikt oprócz nich - w książce przecież byli w loży honorowej.
Brakuje mi tu bardzo wątku Hermiony i skrzatów (nie jestem fanką Zgredka, ale W.E.S.Z. było istotną częścią postaci Hermiony i jej rozwoju, a poza tym ciekawym kolorytem dla historii). Nie pokazano też najstarszych dzieci Weasleyów. Bill to się choć do siódmego i ósmego filmu załapał, Charlie jest tylko wspomniany i nigdy nie pojawił się cieleśnie.
Rity Skeeter było za mało i za mało jej działań, a jej artykuły i zachowanie budowało spore napięcie. Że nie wspomnę, że nie ma elementu ze złapaniem Rity przez Hermionę. Ech... No i czasem brak logiki - wymiksowanie tego, co twórcy troszkę pamiętali z książki z tym, co ich zdaniem nie przeszkadza daje efekty typu Ron w koszmarnej szacie, bo tylko na taką rodziców było stać, za to Ginny w ładnej, nowoczesnej sukience.
Co jest dobre? Lekkie podkręcenie Neville'a mu nie zaszkodziło. Jakkolwiek żałuję, że Viktor nie chodzi jak kaczka, tak podbili moje serce mundurami chłopaków z Durmstrangu (że o całowaniu w ręce nie wspomnę).
Nauka tańca, przebudzenie Voldemorta (Ralph :serce2: ), świetny labirynt, nawet jeśli nie było zagadki i innych takich. Super moment priori incantatem.
Kapitalna madame Maxime (aczkolwiek szkoda, że nie była taka jak w książce z okrzykiem "Mam grubi kości!" na ustach). Efekty specjalne - ok, zaklęcia świetne, smoki boskie, ale efekt starzenia bliźniaków Weasley zrobiony chyba w photoshopie. :?
Muzyka dynamiczna, kocham utwór "Harry in winter".
No i wejście szkół do Wielkiej Sali. No, panienki może nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, ale już chłopaki (ze stosownym utworem w tle) bardzo.
Niestety poszatkowane to jest bardzo, bardzo, bardzo... A że na świeżo mam lekturę, to tym więcej widzę. Szkoda. Przesadzili z cięciami.
Jutro nr 5 i być może 6. A potem na deser 7 i 8. :mrgreen:

Admete - Pią 09 Mar, 2018 06:51

Dwóch pierwszych filmów programowo nie oglądam. Pamiętam, jak straszliwie się nudziłam w kinie na pierwszej części, na druga nie poszłam ;) Filmy i książki traktuje oddzielnie.
Tamara - Pią 09 Mar, 2018 16:00

Czwórka jest do bani :-P połowy ciekawych wątków nie ma , mistrzostwa do bani , nie wiadomo dlaczego Durmstrand jest szkołą męską a Beaubaton czy jak tam żeńską - przecież były mieszane - przynajmniej Beaubaton , Madame Maxime do bani i bez grubi kości , fryzura i aparycja w ogóle nie taka jak w książce , labirynt do bani - nic tam nie było oprócz chwiejących się nie wiadomo czemu krzaków, i nie bardzo wiadomo, dlaczego przejście labiryntu miało być takie trudne :roll: Fleur do bani - mogli jej chociaż jaśniejące blaskiem włosy zrobić jak w książce , bo ni cholery nie widać , żeby była wnuczką wili , a tym bardziej żeby rozsiewała urok , nie ma starszych Weasleyów , nie ma odgnamiania ogrodu - ogólem do bami wszystko i czwórka mnie ostatecznie zniechęciła do filmów :foch2:
Aragonte - Pią 09 Mar, 2018 16:22

A ja czwórkę lubię, ale podobnie jak Admete traktuję filmy jako twory całkowicie odrębne, nie porównuję ich z książkami za bardzo. Ciężko przerobić grubaśne tomiszcze na dwugodzinny film.

A propos gadżetów - ponieważ zirytowałam się sama na siebie, że kupiłam ostatnio kompletnie bezpłciowe, nudne etui do telefonu (a stare wymagało już wymiany, zdecydowanie), to grzebię teraz w sieci i szukam czegoś ciekawszego. No i może kupię sobie takie, a co :mrgreen:

http://trendmania.pl/1308...axy_grand_prime

Agn - Pią 09 Mar, 2018 17:29

Aragonte napisał/a:
A ja czwórkę lubię, ale podobnie jak Admete traktuję filmy jako twory całkowicie odrębne

Wszystko fajnie, ale bez książek część tych filmów jest kompletnie niezrozumiała. One są ok dla nas, bo my wiemy o co chodzi, ale tak odrębnie są kompletnie niezrozumiałe. Przeskakiwanie po wątkach, jakieś postacie, które są w 1 czy 2 scenach, a potem znikają na resztę opowieści itp. itd.
Trochę mnie jednak boli w ogóle w filmach, że zaklęcia są niedopracowane. Np. w dwójce - uwielbiam scenę klubu pojedynków, ale kurczę - jakiego zaklęcia by nie rzucili, każde robi to samo - błysk i rzucenie przeciwnika na odległość. Bezsens.
Zaraz odpalam piątkę. Tam było sporo dobroci. Przede wszystkim - GENIALNA Umbitch (nie wierzę, że cieszę się na tę postać, chyba powinnam się leczyć). :D
Aragonte napisał/a:
A propos gadżetów

Ooooo, cudne! :serce: Ale ja mam czarny telefon, więc by nie było widać.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group