Seriale - Dramaland - kraina latających smoków...
Agn - Wto 15 Mar, 2016 01:08
A ja dokończyłam pierwszy odcinek Road no.1 - muszę obejrzeć drugi, by móc ocenić dramę, bo po pierwszym się nie da. Znaczy się - test dwóch odcinków jest obowiązkowy.
Aktorstwo, jako rzekłam, leży. Wschodni Doktorek Byle Co, niestety, dostosowuje się do swoich ekranowych kolegów. Do tego teatralność scen może dobić.
Ale pod koniec zaczęła się właściwa wojna (co mi przypomina, że muszę sprawdzić, z jakiej okazji bohater Ji Suba ganiał w mundurze, błocie, okopach i pośród bomb w 1948 roku, skoro byli między wojnami), to już zaczynało wyglądać nieźle. Należycie sobie granaty wybuchają, zaskakując biegnących żołnierzy w pół kroku - to naprawdę, naprawdę świetnie wypada.
Mam tylko jednego zgrzyta z samego końca. Już widzą przez kłęby kurzu flagę komunistów, już słyszą, że coś jedzie... i co? I zastanawiają się, co to jest. Dopiero So Ji Sub im uświadamia, że to czołg, znaczy takie działo na kołach.
Serio? Nie wiedzą, co to czołg? W 1950 ROKU?! Toż cały świat jest po drugiej wojnie światowej, a Korea po wyzwalaniu przez amerykanów i ZSRR - a podejrzewam, że ci ostatni akurat na piechtę niczego nie wyzwalali. Przez tyle lat chyba zdążyli sobie zobaczyć czołg nie raz i nie dwa razy.
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 01:11
No to już wiem, że ta drama nie jest dla mnie, ufff
Obejrzałam wczoraj pierwszy odcinek Nine i mimo irytującej bohaterki pewnie obejrzę do końca.
Agn, dopisałam coś jeszcze w swoim ostatnim poście o Smokach
Agn - Wto 15 Mar, 2016 01:13
Aragonte, odparowało choć trochę? Ja czekam na napisy. Podejrzałam, co miałam do podejrzenia, a teraz czekam, aż mi to przełożą na cywilizowany język, żebym jeszcze z dialogów zdołała sobie popłakać.
Ale odcinek zapowiada się epicko.
Będę beczeć.
Będę bardzo beczeć.
Zbierzecie mnie z podłogi szufelką po tym, jak obejrzę ten odcinek?
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 01:20
Tak - o ile ktoś wcześniej pojawi się u mnie z duuużą szufelką i zmiotką, zbierze to, co ze mnie zostanie, i jakoś poskleja
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 05:51
Jeszcze a propos Mo Hyula i mojego "meh" - chyba zwyczajnie coś mi zgrzyta na styku Smoków i Tree
W TWDR znalazłam takie wspomnienie Mo Hyula, jeśli chodzi o noc zamachu stanu:
The night of Mooin affair, what do you suppose I was doing? At the time,I was a teenage warrior still wet behind the ears. My first field day was
precisely that night.
Skoro był nastolatkiem i nowicjuszem (powiedzmy, że miał 18-19 lat), to nawet jeśli brał udział w puczu (co nie jest powiedziane wyraźnie w Tree), to niespecjalnie mi to zgrzyta, bo pewnie plątał się gdzieś w tle i starał się nie umrzeć ze strachu i nie spodziewałabym się, że ktoś taki będzie deliberował, czy wydany rozkaz jest dobry, czy zły.
I w Mo Hyulu z Tree wyczuwam w sumie tę niewinność, którą miał MH z początku Smoków - jest wierny, absolutnie oddany jako strażnik i obrońca, księcia/króla, ale jakoś średnio go sobie wyobrażam jako czynnego uczestnika krwawego zamachu stanu i masakry. Może to mój błąd w ocenie, ale go w tym nie widzę
Mo Hyul ze Smoków jest na obecnym etapie wydarzeń znacznie starszy, nastolatkiem to był na początku dramy, zdobył doświadczenie, za to pozbył się swojej początkowej niewinności i zdolności do refleksji i kwestionowania słuszności wydawanych rozkazów (a także decyzji YBW). I jakoś ni czorta nie jest tym Mo Hyulem z Tree Byłoby lepiej, IMO, gdyby nie próbowano koniecznie zrobić z MH szóstego Smoka i jakoś ominięto jego udział w zamachu stanu (w którym zgodnie z TWDR, jeśli brał udział, to jako nie do końca świadomy wagi wydarzeń dzieciak).
No zgrzyta mi to jak cholera
A tak w ogóle to z dialogów z Tree, które właśnie przejrzałam, wynika jeszcze, że YBJ jako obrońca "zdrajcy Jeong Do Jeona" zostanie potem sam uznany za zdrajcę przez przyszłego króla
Z Tree (17. odcinek):
And also, what exactly happened on that night in year Mooin that swept him away,
That he couldn't guard Jeong Do Jeon, I mean. His whereabouts afterwards has been a mystery. Whether he is engaged in Milbon or not is unknown.
But regardless of Milbon, Lee Bang Ji is a surviving traitor who is a remnant of Sambong clan from Mooin.
No to może i jest prostsze wyjaśnienie ukrywania się w lesie, górach czy gdzie tam YBJ bywał - zwyczajnie był poszukiwany i ścigany jako "zdrajca" i człowiek Jeong Do Jeona
Strasznie to wszystko przykre
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 06:02
Tekstowa zapowiedź Smoków nr 48 (za Homurą):
Six Flying Dragons Episode 48 text preview
Air Date : March 15, 2016 PM 22:00
Ha Ryun gives orders to capture all the Jung Do-Jeon's remnants including Jung Do-Gwang and to throw away Jung Do-Jeon's corpse to a hill. Finding Bang-Ji and Moo-Hyul fighting each other until daybreak, Boon-Yi stops them and informs Bang-Ji of Jung Do-Jeon's death. Meanwhile, Jo Joon submits a Royal Rescript given by Ha Ryun to Yi Seong-Gye. Bang-Won goes to Yi Ji-Ran and asked him to persuade Yi Seong-Gye. Nam Eun tells Yi Shin-Jeok to watch for an opportunity under Bang-Won.
No to ta walka YBJ i MH pozostanie nierozstrzygnięta, jak rozumiem. Ta z Tree odbywała się zresztą w środku lasu, jak interpretuję, podczas pościgu za "zdrajcą Yi Bang Ji", i zgodnie z rozkazem Yi Bang Wona Jak łatwo i niepostrzeżenie można zostać zdrajcą
I foty z najbardziej obrzydliwego IMO postępku Bang Wona (tj. zabicia brata, który był dzieckiem):
http://t1.daumcdn.net/new...0446385hocn.jpg
I zajawka, w której jest migawka ze sceny, w której ten dzieciak z płaczem woła do YBW "hyungnim!":
https://youtu.be/Mo3QGwvCSRM
Edit: jeszcze a propos tego, że neutralne Banchon (w Tree, w reminiscencji) udało się uratować dzięki wydaniu dwóch sług (czy ciał tych sług), którzy wplątali się w zamach (informując bądź ostrzegając obie strony).
-I'm curious did any of JDJ's followers survived the revolt? I think Gap Bon will be one of the Banchon people that gets burned. Not sure about BY and that other girl.
Homura: In the history, Jung Do-Jeon had 4 sons. His three sons were killed or committed suicide, but his eldest son Jung Jin survived. He was demoted to a naval officer after the First Strife of Princes, but later rose to the Minister of Justice under King Taejong's reign. He compiled his father's works and published Sambong-Jip (삼봉집 三峰集 'The collection of Sambong's writings').
In Tree with Deep Roots, Jung Do-Jeon's younger brother Jung Do-Gwang, Jung Do-Jeon's little nephew Jung Gi-Joon, and Milbon members survived and lurked in the shadow. Yi Shin-Jeok was promoted to Left Prime minister under King Taejong & Sejong's reign. All of them are fictional characters.
As you said, one of the two Banchon servants killed during the First Strife of Princes must be Gap-Boon. The other servant seems to be Pal-Bong's father, the gatekeeper of Sungkyunkwan. Pal-Bong's father recieved something from Jung Do-Jeon in ep 47. In TWDR, a Banchon servant delivered Milbon's document to Bang-Ji and died. He must be Pal-Bong's father.
No to jeszcze Gap Bong zabiją
No dobra, położę się jeszcze na trochę, chociaż wyspanie się dzisiaj znowu mi nie wyszło - 3,5 godziny snu, podobnie jak wczoraj
Admete - Wto 15 Mar, 2016 06:54
Przeczytałam,a le że dziś w pracy jestem do 17, to wypowiem sie dopiero po obejrzeniu odcinków jutro.
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 07:12
| Cytat: | | Śmierć YH jest bez sensu...Mogła przeżyć. Mogli oboje odejść i mieć gdzieś całą historię i politykę. A BW wręcz nie znoszę, ale jest bardzo dobrze zagrany. | Gdyby mieli odejść, zrobiliby to kilka lat temu
| Cytat: | Tiaaa, największy fan Sambonga, jasne | Dawno temu owszem - teraz to raczej czysta nienawiść. Przynajmniej tak widzę obecnego YBW (YAI w 47 odc.)
| Agn napisał/a: | Zbierzecie mnie z podłogi szufelką po tym, jak obejrzę ten odcinek? | & | Aragonte napisał/a: | Tak - o ile ktoś wcześniej pojawi się u mnie z duuużą szufelką i zmiotką, zbierze to, co ze mnie zostanie, i jakoś poskleja |
***
| Cytat: | | Jeszcze na temat tego wycieku zakończenia Descendants - jeśli jest takie, to dla mnie oglądanie serialu mija się z celem. | Ja oglądam głównie dla obu panów, a przekonana jestem, że któryś zginie - niemniej zamierzam cieszyć się każdym jednym odcinkiem i sceną
| Cytat: | | czy nie sądzicie, ze nakręcenie całości z góry nie musi oznaczać, że nie zrobili na wszelki wypadek kilku wersji zakończenia? | Oczywiście, że przeszło mi to przez myśl - acz tamto wydaje dość logiczne.
***
| Cytat: | | So Ji Sub jest bardzo dekoracyjny, ale jego gra nie istnieje. | Ostrzegałam
Jego gra wystarczy na rom-kom (Wenus) czy melodramat (Always) spokojnie, ale ambitniejszego projektu to się obawiałam
| Cytat: | | Aktorstwo, jako rzekłam, leży. Wschodni Doktorek Byle Co, niestety, dostosowuje się do swoich ekranowych kolegów. | On nigdy nie był orłem aktorstwa również In my opinion Ale też jest dekoracyjny
Obawiałam się (prócz czołgów i wybuchów) właśnie trzech drewienek aktorskich w jednej dramie w głównych rolach - bo jedno na raz można znieść
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 08:14
Recenzja czy artykuł o nowych Smokach, poruszono w nim kwestię Mo Hyula (po troszku):
http://www.hancinema.net/...e-47-92401.html
The time has finally arrived- one bloody night, where Bang-won dispatches his most powerful political enemies one by one. And he's only just getting started. Going by the preview the day after is probably going to be even worse. As much as "Six Flying Dragons" has jumped around from making Bang-won seem sympathetic to evil and back to sympathetic again, somehow I just did not feel adequately prepared for the sheer brutal carnage here. The almost manic humor of the situation doesn't help matters.
Most of Bang-won's allies have to some extent functioned as comic relief, and their personalities don't change just because the situation has gotten dead serious. Really, it's frightening too to boot, trying to reconcile the Muhyul who chose to optimistically believe in Bang-won's vision of the future with the grizzled veteran who barely bothers trying to catch his breath having just murdered an unarmed man. The whole ritual with the named scrolls only heightens the atmospheric tension.
Then on the opposite end we have Bang-ji, the man who has always consistently been treated as Muhyul's superior just sort of...collapse in the face of psychological warfare. Where Bang-won's flashbacks reflect his past beliefs in justice, heroism, and how Do-jeon let him down, Bang-ji's flashbacks represent some completely different learned lessons. As Ttang-sae, Bang-ji wanted to escape the vortex of political powerplays. Yeon-hee gave Bang-ji hope, not in Joseon, but in the prospect of a world with real love.
I don't know what's in Bang-won's dream world, and I honestly don't think it even matters anymore. Bang-won himself certainly doesn't seem to care. Observe how cool and indifferent he is to Boon-yi in the closing scenes, and how Boon-yi had at least managed to receive some base consideration from Jeok-ryong of all people. As antagonists go, Jeok-ryong has always had some moral authority just by not particularly enjoying his work that much.
By the way, Jeok-ryong (played by Han Sang-jin) is the monk who's been a minor villainous presence from nearly the very beginning of "Six Flying Dragons". It's a little late for me to introduce characters, I know, but Jeok-ryong has always been just on the periphery, and now I see why. Emotional attachment is what trips characters up here, and the seeds for Bang-won's unquestioned rule are sowed in part by how his allies take orders uncritically and make themselves enjoy it. Always the true Buddhist, Jeok-ryong avoids fighting, not out of compassion, but to avoid inflaming emotions that later on may be beyond all control.
Tak jeszcze dodam na marginesie, że o ile mam zgrzyt i "meh" w związku z postacią Mo Hyula, to coraz przychylniej patrzę na Ha Ryuna - na jego twarzy widzę reakcje, których brakuje mi u Mo Hyula, jest momentami zaszokowany, przerażony, zdenerwowany tym, co robi YBW. Tak przynajmniej to interpretuję bez napisów.
Edit: Wrzucę króciutki fragment z fejsa - wstęp do sceny, za którą jestem w stanie znienawidzić Yi Bang Wona, czyli do morderstwa jego brata
https://www.facebook.com/...?type=2&theater
Nie wiem, czy chcę to oglądać Jestem psychicznie w stanie rozsypki - brak snu i kiepskie wieści rodzinne plus Smoki to dla mnie za dużo, więc chyba odstawię Smoki, bo muszę się wyspać (oby dzisiaj się udało, bo od jutra mam pracowy maraton, który może mi uniemożliwić wyjazd na pogrzeb w rodzinie) i jakoś się wyciszyć.
Sorry, Smoki, wykańczacie mnie
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 09:12
Co do MH i jego zmiany - to akurat następowało dość harmonijnie jak dla mnie - od młodzieńca niepewnego swego gestu i słowa do pewnego siebie wojownika. On ładnie wyjaśnia babce w 46.odc. dlaczego pracuje dla YBW, że rozumie to jako swoją odpowiedzialność, bo YBW przez te lata zapewnił byt jemu i jego rodzinie. Miał etap wahania, ale najwyraźniej w Chinach podjął decyzję i się jej trzyma. Oczywiście 47. jeszcze przede mną, nie o tym mówię, ale pewnie to też jakoś wypływa z poprzednich zdarzeń.
YBW jak dla mnie też bardzo harmonijnie się rozwija cały czas - od pełnego zachwytu Sambongiem (miłości) przez odrzucenie i co i rusz krępowanie ruchów (które po części rozumiem) do nienawiści i żądzy mordu. Też go nie lubię, ale nie mogę nie podziwiać kreacji aktorskiej (Suyanga w TPM też nie lubiłam, ale też rewelacyjna postać i zamach stanu ).
Szkoda, że to kosztem YBJ i jego relacji - np. z siostrą też się poszła paść na wiele odcinków i jakby nagle sobie o niej przypomniano. Pewnie, że każde z nich wiedzie swoje życie, ale znów nie tak odległe by nie móc wetknąć tu i ówdzie pięknej sceny z nimi - zwłaszcza, że te sceny pięknie wychodziły.
Ech.
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 09:18
| BeeMeR napisał/a: | Szkoda, że to kosztem YBJ i jego relacji - np. z siostrą też się poszła paść na wiele odcinków i jakby nagle sobie o niej przypomniano. Pewnie, że każde z nich wiedzie swoje życie, ale znów nie tak odległe by nie móc wetknąć tu i ówdzie pięknej sceny z nimi - zwłaszcza, że te sceny pięknie wychodziły.
Ech. |
No właśnie. Ech
Mogę mieć zakłócony odbiór postaci MH, nie wykluczam, ale na razie jestem na etapie czepialstwa, zwłaszcza że odnoszę się do tego, co mi zgrzyta na styku Tree i Smoków. Wątku Mo Hyula fabularnie nie dopasowali a tak się starali, żeby YBJ oberwał tak samo mocno jak w Tree. pfff
I jeszcze raz: niech sobie Mo Hyul robi to, co robi w imię obowiązkowości czy wierności, ale niech będzie w tym chociaż odrobinka emocji (które świetnie widać u Ha Ryuna). A tu nic, mordujemy sobie w najlepsze bezbronnych i mamy to w rzyci.
Teraz w każdym razie Mo Hyula nie lubię. A lubię postać z Tree i Mo Hyula wcześniejszego.
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 09:28
| Aragonte napisał/a: | | odnoszę się do tego, co mi zgrzyta na styku Tree i Smoków. | Widać nie tylko YBJ & YH się nie dało - w końcu każda drama żyje poniekąd własnym życiem, każdy aktor ma swój wizerunek, który niekoniecznie pasuje do innej wersji tej samej postaci.
Pewnie zdrowiej dla siebie będzie traktować te dramy jednak oddzielnie - jako nieco inną wizję.
A odnośnie innej wizji - jeśli chciano sparować YBJ i YH to szkoda, że nie zrobiono tego tuż po założeniu Joseonu - przecież to nie jest tak, że nagle sobie Sambong przypomniał, że ma dwa gołąbki tylko patrzył na nich codziennie. Wiem, że czasy były trudne i wiele do zrobienia, ale zawsze jest wiele do zrobienia i niepewne czasy, więc odkładanie wspólnego życia na "kiedyś tam"... Ech, co się będę wymądrzać, i tak już pozamiatane...
Acz YBJ też mógł podziałać, to nie jest tak, że tylko Sambong czy YH ma coś do powiedzenia w tej sprawie - acz on się niby dawno opowiedział i czekał na zielone światło od niej.
edit:
BTW. bardzo ładna scena była jak ciotka dawała amulety chłopakom mieczowym - ciekawe czy m.in. to ich powstrzyma w walce przeciw sobie - wygląda na wprowadzone właśnie po to Bo tak trochę ni z gruszki ni z pietruszki
Ok, wojna idzie, to amulety mogą się jak najbardziej okazać przydatne, a YBJ swój oddał YH, więc moja teoria legła w gruzach - znowu
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 10:29
Skończyłam 46. odc Smoków - kolejna rewelacyjna końcówka
Ten marsz z pochodniami na Sambonga - cudo!
Kojarzy mi się ogromnie z Piękną i Bestią i marszem na Bestię
https://www.youtube.com/watch?v=ZEvsv6fbtEQ
Pomijając noc i pochodnie - i tu i tam to nie "Bestia" na którą maszerują jest potworem...
Nie da się ukryć, że Smoki bezapelacyjnie są najlepszym długim segukiem jaki widziałam (oglądam) acz tak dużo znowu ich nie było do porównania W każdym razie mimo marudzenia na to i owo najlepiej utrzymany jest poziom, rozwój postaci, akcji, dialogi oraz konsekwencja w tym wszystkim. Brawo i oby tak dalej w ostatnich 4 odcinkach
Admete - Wto 15 Mar, 2016 10:49
Myślę, że nie zepsują końcówki. Tyle, że będzie ponuro. Chyba zacznę potem od nowa Tree.
Agn - Wto 15 Mar, 2016 11:17
Przeczytałam wpisy Aragonte, ale kompletnie nie wiem, co na nie odpowiedzieć.
Paskudnie się boję tego odcinka. *idzie szperać za napisami*
| BeeMeR napisał/a: | | teraz to raczej czysta nienawiść. Przynajmniej tak widzę obecnego YBW (YAI w 47 odc.) |
W ten sposób patrząc to by się zgadzało - początkowo Bang Won był w Sambonga zapatrzony. Rozczarowany ojcem dzieciak powiedział do Young Kyu, że to Sambong jest najsilniejszym człowiekiem na świecie. Potem to się zaczęło stopniowo zmieniać, a najbardziej zabolał go pomysł o synach króla. I tak myślę, że chyba wtedy coraz bardziej i bardziej kombinował przeciwko Sambongowi.
| BeeMeR napisał/a: | Jego gra wystarczy na rom-kom (Wenus) czy melodramat (Always) spokojnie, ale ambitniejszego projektu to się obawiałam |
Właśnie widzę. No zobaczymy, co dalej, może się przyzwyczaję.
| BeeMeR napisał/a: | On nigdy nie był orłem aktorstwa również In my opinion Ale też jest dekoracyjny |
Bo Last nie widziałaś. Bardzo dobry tam był.
| BeeMeR napisał/a: | Obawiałam się (prócz czołgów i wybuchów) właśnie trzech drewienek aktorskich w jednej dramie w głównych rolach - bo jedno na raz można znieść |
Drewienka i teatralne zachowania postaci, zauważ. Np. główny łapie pannę za rękę i zwyczajem dramalandowego bohatera odciąga oblubienicę sprzed oczu tego drugiego (czy gdziekolwiek). Drugi ich zatrzymuje... nasza para zastyga w pół kroku, jak by ich ktoś na stopklatce zatrzymał, nawet wyrazu twarzy nie zmieniają. Wygląda to przekomicznie. Z tego też względu myślę, że lepiej wypadną okopy i taplanie się w błocie, niż miłosny trójkąt.
| Aragonte napisał/a: | | Tak jeszcze dodam na marginesie, że o ile mam zgrzyt i "meh" w związku z postacią Mo Hyula, to coraz przychylniej patrzę na Ha Ryuna - na jego twarzy widzę reakcje, których brakuje mi u Mo Hyula, jest momentami zaszokowany, przerażony, zdenerwowany tym, co robi YBW. Tak przynajmniej to interpretuję bez napisów. |
Też to zauważyłam, że postępowanie Bang Wona często szokuje Ha Ryuna.
Swoją szosą odnośnie Mo Hyula - przypomina mi się jego rozmowa z Bang Ji nt. przyjemności zabijania. I wtedy to odebrałam jako "Dang Sae nie podoba się to, co poczuł, gdy zabijał Gil Tae Mi". A teraz się zastanawiam, czy Mo Hyul nie zacznie za chwilę sam odczuwać z tego jakiejś radochy, skoro teraz już zabija bez jednej refleksji. Rozumiem - pucz, wszystko się dzieje szybko i teraz na raz, więc nie ma czasu na zastanawianie się, bo na to był czas wcześniej. Ale udział Mo Hyula w tym puczu sprawia, że mi serce zamiera - gdzie jest ten facet, który chciał być tylko dobrym wojownikiem? I czy wiedział, że wojownik nie nosi tylko miecza, by mu pas obciągał, że tak zacytuję klasyka? I czy w ogóle się nad tym zastanawiał?
Swoją drogą on miał wcześniej spore wątpliwości względem tego, co wyprawia Bang Won. Ale grzecznie słuchał rozkazów. Czemu z nim potem został? Mógł odejść, jeszcze nie był pod rozkazami Bang Wona jako władcy, tylko z chęci. Niby mówił babci, czemu, ale Mo Hyul z początku dramy nie był taki. Tylko też Mo Hyul z początku dramy nie był na wojnie, nie brał udziału w krwawych walkach (przyjęcie z 25 odcinka!), nikt nie nastawał na jego życie, nie ochraniał życia innych. To jednak zmienia, każdy człowiek się zmienia.
| Aragonte napisał/a: | | A tu nic, mordujemy sobie w najlepsze bezbronnych i mamy to w rzyci. |
Inna sprawa, że w gorączce chwili mógł tego psychicznie nie zauważyć. Może potem się zorientuje, że po drodze jeszcze był bezbronny gość. Trudno mi na razie ocenić, bo nie widziałam tego odcinka, obejrzę go dzisiaj. Zgaduję tylko.
| Admete napisał/a: | | Myślę, że nie zepsują końcówki. Tyle, że będzie ponuro. Chyba zacznę potem od nowa Tree. |
Ja pewnie też. Tylko... napissyyyyy!!! Są jakieś bardziej zgrane z dramą czy wszystkie takie posypane? Ktoś coś wie?
| Aragonte napisał/a: | | muszę się wyspać (oby dzisiaj się udało, bo od jutra mam pracowy maraton, który może mi uniemożliwić wyjazd na pogrzeb w rodzinie) i jakoś się wyciszyć. |
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 11:25
| BeeMeR napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | odnoszę się do tego, co mi zgrzyta na styku Tree i Smoków. | Widać nie tylko YBJ & YH się nie dało - w końcu każda drama żyje poniekąd własnym życiem, każdy aktor ma swój wizerunek, który niekoniecznie pasuje do innej wersji tej samej postaci.
Pewnie zdrowiej dla siebie będzie traktować te dramy jednak oddzielnie - jako nieco inną wizję. |
Na pewno zdrowiej, ale kiedy marudzę (czy inni marudzą), że wątek YBJ i YH kończy się tragicznie, to argument jest, że inaczej być nie może, bo w Tree było tak a tak itepede. Jednak kiedy chodziło o rozwój postaci Mo Hyula, to już wprowadzane są odstępstwa i nieścisłości. Wkurza mnie to i tyle
Ale nie przejmujcie się moim zrzedzeniem, próbuję odreagować emocje, bo za dużo się ich we mnie kłębi No i kiepsko znosze niewyspanie, a mam za soba dwie zarwane noce.
| BeeMeR napisał/a: | A odnośnie innej wizji - jeśli chciano sparować YBJ i YH to szkoda, że nie zrobiono tego tuż po założeniu Joseonu - przecież to nie jest tak, że nagle sobie Sambong przypomniał, że ma dwa gołąbki tylko patrzył na nich codziennie. Wiem, że czasy były trudne i wiele do zrobienia, ale zawsze jest wiele do zrobienia i niepewne czasy, więc odkładanie wspólnego życia na "kiedyś tam"... Ech, co się będę wymądrzać, i tak już pozamiatane...
Acz YBJ też mógł podziałać, to nie jest tak, że tylko Sambong czy YH ma coś do powiedzenia w tej sprawie - acz on się niby dawno opowiedział i czekał na zielone światło od niej. |
O tym mniej więcej pisałam - logiczne byłoby sparowanie ich wcześniej i ewentualnie czekanie z formalnym związkiem. A co ja mogę Mogę tylko narzekać, marudzić i smęcić, że wyszło, jak wyszło
| BeeMeR napisał/a: | Ok, wojna idzie, to amulety mogą się jak najbardziej okazać przydatne, a YBJ swój oddał YH, więc moja teoria legła w gruzach - znowu |
Nie grzeb teorii - może jeszcze ci się przydać
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 11:34
| Agn napisał/a: | | Przeczytałam wpisy Aragonte, ale kompletnie nie wiem, co na nie odpowiedzieć. |
Przepraszam, że was tak zalałam tymi wpisami, ale musiałam gdzieś to ulać. Nie mogę tego napisać na Soopi z powodu bariery językowej, a wkurzam się, kiedy czytam kolejne wpisy członkiń "Team Bang Won" Kiedy zginął Young Kyu, to żadna się nie zająknęła, że próbował zabić dziecko i poniekąd dostał, co mu się należało, tylko wylewano żale, że taka go szkoda i jaki był wierny wobec Bang Wona Teraz ma godnego następcę - Mo Hyula. Może i BeeMeR ma rację, że obecne zachowanie MH jest konsekwentne, ale... w takim układzie przestanę naprawdę lubić tę postać. Pewnych rzeczy nie łykam - np. zabijania dzieci czy ogółem bezrefleksyjnego mordowania cywilów.
I teraz odpowiem Agn:
| Agn napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | A tu nic, mordujemy sobie w najlepsze bezbronnych i mamy to w rzyci. |
Inna sprawa, że w gorączce chwili mógł tego psychicznie nie zauważyć. Może potem się zorientuje, że po drodze jeszcze był bezbronny gość. |
Nie, Agn, niestety to nie tak - zabijał z premedytacją, na rozkaz (wydany chyba wcześniej) Bang Wona, który zrobił listę (na pojedynczych kartkach, z nazwiskami) wrogów do wyeliminowania. I po tym, kiedy Mo Hyul zamordował tego bezbronnego uczonego, krzyknął do Bang Wona coś, co chyba było właśnie imieniem wyeliminowanego wroga (tak to zrozumiałam, choć bez napisów). A Bang Won wrzucał kolejne kartki z nazwiskami do ognia i palił... Ostatnia kartka była z nazwiskiem Sambonga
To była dobrze zaplanowana masakra żołnierzy i cywilów z wykreślaniem kolejnych nazwisk stronników Sambonga, wyzbyta emocji (pomijam szaleństwo Bang Wona i to, co wyrażał Ha Ryun - którego chyba naprawdę polubię, chociaż jest w Team Bang Won).
Agn - Wto 15 Mar, 2016 11:46
| Aragonte napisał/a: | | Nie, Agn, niestety to nie tak - zabijał z premedytacją, na rozkaz (wydany chyba wcześniej) Bang Wona, który zrobił listę (na pojedynczych kartkach, z nazwiskami) wrogów do wyeliminowania. |
A, to zmienia postać rzeczy. Myślałam, że się mu pod miecz zaplątał ktoś przypadkowy.
No ale dalsza dyskusja z mojej strony będzie po obejrzeniu odcinka. Wcześniej nie ma sensu.
| Aragonte napisał/a: | | Przepraszam, że was tak zalałam tymi wpisami, ale musiałam gdzieś to ulać. |
Ależ nie przepraszaj! Mnie się je bardzo ciekawie czytało, tylko na razie nie umiem się do nich w pełni odnieść. Więc się nie krępuj, wyłapujesz ciekawe rzeczy, to się dziel i nie skąp nam.
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 12:05
| Agn napisał/a: | | Bo Last nie widziałaś. Bardzo dobry tam był. | To prawda - a w TGL głównie się uśmiechał albo był smutny - w każdym razie mnie tam nie powalił
| Agn napisał/a: | zobaczymy, co dalej, może się przyzwyczaję. | Ja się przyzwyczaiłam
| Agn napisał/a: | Drewienka i teatralne zachowania postaci, zauważ. Np. główny łapie pannę za rękę i zwyczajem dramalandowego bohatera odciąga oblubienicę sprzed oczu tego drugiego (czy gdziekolwiek). Drugi ich zatrzymuje... nasza para zastyga w pół kroku, jak by ich ktoś na stopklatce zatrzymał, nawet wyrazu twarzy nie zmieniają. Wygląda to przekomicznie. Z tego też względu myślę, że lepiej wypadną okopy i taplanie się w błocie, niż miłosny trójkąt. | Och, może aż zerknę, bo kto wie - a nuż będę zachwycona drrramatyzmem
| Aragonte napisał/a: | | kiedy marudzę (czy inni marudzą), że wątek YBJ i YH kończy się tragicznie, to argument jest, że inaczej być nie może, bo w Tree itepede. | Też uważam, że można im było dać tych kilka lat razem, jako małżeństwu - ból po stracie ukochanej na pewno nie byłby mniejszy. Ale przeżyć nie mogła, niestety.
| Aragonte napisał/a: | | To była dobrze zaplanowana masakra żołnierzy i cywilów z wykreślaniem kolejnych nazwisk stronników Sambonga, | Ja tylko napomknę, że żołnierze Sambonga robili to samo - według listy aresztowali i torturowali nie tylko zbrojnych, może nie zabijali, ale gdyby było trzeba, to obecny Sambong (u mnie jeszcze żyje) też kazałby zabić bez mrugnięcia okiem. Mam wrażenie, że on nie kazał zabić BW tylko dlatego, że był synek króla (Królowa jednakowoż mam wrażenie była blisko ) Sambong też się zmienił ogromnie przecież.
Aragonte, pisz u nas ile trzeba
Zwłaszcza, że my nie tylko przeczytamy, ale i odpowiemy
Aragonte - Wto 15 Mar, 2016 12:11
Takiej masakry (z obłędem w oczach, jaki świetnie odgrywa YAI) jednak Sambong nie urządził
Nie podobało mi się na pewno to, że skazano wcześniej na śmierć króla-dziecko (nie pamiętam, czy to była osobista decyzja Sambonga, czy YSG), kompletnie niewinnego przecież. Sambong nie był święty, jasne, ale i tak mam dla niego więcej sympatii.
OK, YH nie mogła przeżyć, ale scenarzyści mogli dać choć trochę szczęścia jej i YBJ, zanim kogoś ukatrupią
Dobra, ja się jednak zamknę w ramach odwyku od Smoków, bo nigdy się nie wyśpię i nie wyciszę tych emocji Zreszta na waszym miejscu miałabym już dość mego marudzenia, że spaprano postać YBJ, że ograniczono mu do nędznego minimum czas ekranowy i kazano tylko smęcić, że Mo Hyul się zepsuł, bo wymieniono go na gorszy model i takich tam
Idę sprawdzić, gdzie mnie nie ma
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 13:07
| Aragonte napisał/a: | Takiej masakry (z obłędem w oczach, jaki świetnie odgrywa YAI) jednak Sambong nie urządził | Oczywiście, że nie, ale ja wciąż przed 47 odcinkiem, więc się o nim nie wypowiadam
I bynajmniej nie opowiadam się za YBW, ani go nie tłumaczę, żeby było jasne. Po prostu dla mnie się to wszystko całkiem logicznie, choć bardzo brutalnie rozwija. No ale ja patrzę na to pewnie nieco inaczej, i nie mam aż takiej słabości do KMM ani Yohana, bo trochę to na pewno
| Aragonte napisał/a: | YH nie mogła przeżyć, ale scenarzyści mogli dać choć trochę szczęścia jej i YBJ, zanim kogoś ukatrupią | Pewnie, że mogli, ale po co. Tak lepiej. Nagłe spieszne mowy o małżeństwie w obliczu wojny
Aragonte - marudź ile duszy potrzeba, a na poprawę humoru po smokach Coffee Prince powinien być jak znalazł
BeeMeR - Wto 15 Mar, 2016 13:35
Acha, jeszcze takla myśl, że na koniec 46. odc dostaliśmy z deka inną wersję 6 smoków:
Ja już kiedyś pytałam, czemu np. YH nie jest Smokiem, skoro ze swą działalnością szpiegowską też się przyczyniła do postania Joseonu i to nielicho, bo bez niektórych wieści Sambong by się obudził nieraz mocno po fakcie - acz nie na króla-generał bym ją wymieniła jak coś., Najlepiej dodała Acz poważnie zastanawiam się nad zasługami mieczowych - czy utrzymanie przy życiu / zabicie kluczowej postaci to aż taka "zasługa"
I kilka ładnych rekwizytów z ostatnich odcinków:
Tudzież rodzeństwo, których nawet nie wiedziałam jak było mi brak dopóki mi ich nie pokazano ponownie:
Admete - Wto 15 Mar, 2016 14:07
Z Soompi na temat Signal - ze wstępu do recenzji ostatniego odcinka:
| Cytat: | Be still, my beating heart. From an intense opening to this heart-stopping conclusion, Signal shows us that it can utilize every available minute at its disposal to deliver the best it has to offer. Despite the familiar moments that may seem like we’re right back where we’ve started, there are hidden clues that suggest that the end is, in fact, only the beginning.
A solid drama like Signal is hard to come by in any year, which is what makes it so very special. We’ll never know a cleverer detective than Jae-han, a badass team leader like Soo-hyun, and an astute yet flawed profiler like Hae-young, who have captured our hearts and all share a connection that goes beyond the radio waves. |
Trzykrotka - Wto 15 Mar, 2016 14:12
Dziewczyny, szykuję się na wielkie pocieszanie Mam nadzieję, że choć odcinek sponiewiera, to będzie to piękny smutek
Admete - Wto 15 Mar, 2016 14:17
To będzie dziwnie tak bez Smoków na początku tygodnia.
|
|
|