To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam V

BeeMeR - Śro 15 Sty, 2020 17:27

Tja, uznała za nieoglądalne i jednocześnie mi dała... :czekam2:
Agn - Śro 15 Sty, 2020 18:50

Może dała przed oglądaniem?
BeeMeR - Śro 15 Sty, 2020 21:28

Eee, nie, ale mówiła, że to głupie ;)
Szafran - Śro 15 Sty, 2020 21:39

Ja się dobrze bawiłam na "Valerianie" - acz to rozrywka typu obejrzyj i przed upływem tygodnia zapomnisz. Pięknie jest zrobiony. Fabuła nic specjalnego, ale było trochę jak odcinek Star Treka.
ita - Nie 02 Lut, 2020 19:59

Ja wczoraj oglądałam 1917. Przed seansem darowałam sobie wszystkie recenzje itp.
Skutek był taki, że przeoczyłam na ekranie Colina Firtha :-D . Musiałam sprawdzać, kogo grał.
Z rozpoznaniem reszty gwiazdorskiej obsady w epizodach nie miałam problemu.
Film tak bardzo mnie wciągnął, że aż zmęczył w trakcie oglądania. Miałam mnóstwo momentów, w których dosłownie wstrzymywałam oddech. W dzień po seansie - zero jakichkolwiek emocji. Nic mi z tego oglądania nie zostało.

RaczejRozwazna - Pon 03 Lut, 2020 12:19

Nie wydaje mi się, żeby Winona aż tak nie pasowała do tej roli. Mnie się wydaje, że to w starszych ekranizacjach (33, 48) Jo była przerysowana. Jej książkowy wzór - zwłaszcza z "Dobrych żon" jest dużo bardziej łagodniejszy niż te harpagany-huragany :)
Szafran - Wto 04 Lut, 2020 23:48

RaczejRozwazna napisał/a:

Hm, jak się zastanowię to można moje uczucie po tym filmie nazwać smutkiem. Chociaż bardziej pasuje mi jakaś nostalgia, melancholia właśnie... Bo to jest w sumie opowieść o nieuchronnym zmienianiu się życia i przemijaniu, o niemożności zatrzymania tego co się kocha w tej samej postaci...


Tak bardzo tak!

Tymczasem dziś byłam w kinie na dwóch filmach i wróciłam zirytowana, że zamiast nadrabiać zaległości, trzeba było iść znów na "Małe kobietki".

Obejrzałam "Proximę", która potwornie mnie zirytowała końcówką, ale czemu, nie będę pisać, żeby nie spojlerować. Jak ktoś obejrzy, to wtedy się podzielę.

I "1917". Pusta warsztatowa zabawa, wyprana z emocji. Oglądałam na zimno, bez jednej łzy. Gdzie temu do "Dunkierki", którą poczułam aż do kości.
Oczywiście zrealizowane jest to bardzo sprawnie, znakomite zdjęcia (jeden z moich ulubionych operatorów filmowych to robił) i montaż, obsada wkłada serce. Może znaleźć amatorów.
Ale ja miałam wrażenie, że oglądam czyjąś komputerową rozgrywkę w grę wojenną - szczególnie że dużo jest ujęć zza pleców bohatera podązających za nim, zupełnie jak kamera w grze:> I odhaczanie kolejnych etapów misji. Aż brakowało mi komunikatów z przyznanymi pedekami i nowymi etapami questa:>.

Ita, to zaangażowanie widza, to wciągnięcie w wydarzenia, takie po to odczucie zmęczenia, o którym pisałaś, bierze się z zastosowania pewnego tricku. Otóż film jest nakręcony tak, że wygląda jak zrealizowany w jednym ujęciu. Czyli mówiąc nie żargonem - jakby włączono kamerę i filmowano nią w sposób ciągły, podążając za postaciami, i wyłączono dopiero na samym końcu. Stąd wrażenie dynamiki, ciągłego ruchu (no wiadomo, że jeszcze odpowiedni ruch tej kamery). No ale też zmęczenie, bo nie masz kiedy mrugnąć (tylko kiedy bohater, z którego POV jest scena, trafi świadomość, ekran się wyczernia). Normalnie nawet w jednej scenie masz różne cięcia montażowe, to pokazana twarz bohatera A, to z innego ujęcia twarz B, to oni obaj w jednym kadrze, to skok do sceny w innym miejscu i czasie.
Oczywiście w 1 ujęciu tego nie nakręcili. A że triku byłam świadoma, moją największą rozrywką było wypatrywanie szwów, czyli miejsc cięć montażowych;).

Admete - Czw 06 Lut, 2020 14:55

Ogłoszenie parafialne - posty o Małych kobietkach zostały przeniesione do działu Inni pisarze XIX wieku. Mamy tam teraz osobny wątek.
Szafran - Czw 06 Lut, 2020 19:30

Admete napisał/a:
Ogłoszenie parafialne - posty o Małych kobietkach zostały przeniesione do działu Inni pisarze XIX wieku. Mamy tam teraz osobny wątek.


Jeszcze jeden króciutki post RaczejRozważnej został, jakoś dwa posty w górę :)

Admete - Czw 06 Lut, 2020 20:00

A to już może niech zostanie, bo musiałabym go przylepić poza kolejnością.
Barbarella - Czw 06 Lut, 2020 20:38

Szafran napisał/a:
I "1917".

Kurczę, i dalej nie wiem, czy iść do kina, czy czekać, aż pokażą w telewizji....

Szafran - Czw 06 Lut, 2020 22:49

Barbarella napisał/a:
Szafran napisał/a:
I "1917".

Kurczę, i dalej nie wiem, czy iść do kina, czy czekać, aż pokażą w telewizji....


Więcej sensu ma oglądanie w kinie, bo to dobrze wygląda na dużym ekranie.

Barbarella - Sob 08 Lut, 2020 21:48

Dzięki. :kwiatek:
Agn - Wto 11 Lut, 2020 23:26

Wróciłam z "Małych kobietek", które niezmiernie mi się podobały.

Ale w kinie napełnił mnie smutkiem lutowy stan polskiego kina. Wiecie co proponują? Albo to g. na podstawie g. Blanki Lipińskiej, albo biografia Zenka Martyniuka (no serio?!), albo nadchodzący kolejny szajs od Papryka Vegi.
Serio, smutno się robi na ten widok. Nic dziwnego, że są ludzie, którzy na hasło "polskie kino" uciekają z krzykiem. :?

Szafran - Wto 11 Lut, 2020 23:37

Na bio Zenka to może nawet pójdę. Badawczo:D
annmichelle - Śro 12 Lut, 2020 11:55

Szafran napisał/a:
Gdzie temu do "Dunkierki", którą poczułam aż do kości.

Jeśli "1917" jest gorszy od "Dunkierki" to chyba go sobie narazie daruję...
Właśnie obejrzałam "Dunkierkę" - za parę godzin o nim zapomnę. Nudny, poszatkowany, ZERO więzi z którymkolwiek z bohaterów.
Pod względem historycznym przemilczę, bo było źle, no ale nie nastawiałam się na reportaż - choć film trochę wyglądał jak film parahistoryczny dla Discovery.
Dopiero przy napisach zobaczyłam, że to film Nolana, więc jestem podwójnie zaskoczona, bo prawie wszystkie jego filmy lubię. :-|
No cóż został mi jeszcze film"Przełęcz ocalonych", choć podchodzę do niego jak do jeża, bo gdzieś mi się obiło o uszy, że jest brutalny (typu odcięte ręce, głowy, latające mózgi :cool: ). Prawda to?

EDIT. "Przełęcz..." obejrzana. No, rzeczywiście jatki trochę jest.

Barbarella - Pią 14 Lut, 2020 12:16

Agn napisał/a:
Nic dziwnego, że są ludzie, którzy na hasło "polskie kino" uciekają z krzykiem.

Agn, wręcz odwrotnie. Masa ludzi chodzi właśnie na TAKIE filmy..... :roll: :roll:

Odnośnie "Dunkierki" - mam takie same wrażenia jak Szafran. A film oglądałam kilka razy.
Dla mnie jest najbardziej antywojennym filmem z żołnierzami w roli głównej.

Szafran - Pią 14 Lut, 2020 12:47

Oj tak, dużo o "Dunkierce" pisałyśmy z Basią i innymi. Gdzieś tam wcześniej, w archiwach.
annmichelle - Pią 14 Lut, 2020 16:47

Barbarella napisał/a:

Dla mnie jest najbardziej antywojennym filmem z żołnierzami w roli głównej.

Dla mnie takimi filmami są "Łowca jeleni" i "Scieżki chwały".

primavera - Pią 14 Lut, 2020 17:13

Agn napisał/a:
Wróciłam z "Małych kobietek", które niezmiernie mi się podobały.


Sorki, że spóźniam się z opinia o Małych Kobietkach, ale wolałam poczekać az damy same doświadczą tej przyjemności dla oka i ucha. Moja recenzja będzie bardzo krótka: wspaniałe przeżycie a mój ulubiony cytat to "Kobiety mają i umysły i dusze. Oprócz serc, mają ambicje i talent, a także piękno". Takie własnie są tytułowe kobietki, które przeradzają się w kobiety. No i Meryl Streep jest prawdziwą ozdobą tego filmu - uwielbiam ją i jej zrzędliwą postać starej ciotki.Mam wielką ochotę obejrzeć jeszcze raz :kwiatek:

primavera - Pią 14 Lut, 2020 17:24

Szafran napisał/a:

I "1917".


Do końca się nie zgadzam z opiniami, że to nudny film. Jest on kręcony jakby z jednej kamery i dlatego niesamowicie widać jak fantastycznie zmieniają i przenikają się barwy w danym kadrze. Sama opowieść świetnie oddaje absurd Wielkiej Wojny, gdzie dwóch szeregowców , którzy mając mizerne uzbrojenie, idą uratować jeden batalion, podczas gdy obok giną tysiące. Ten film tak odbieram własnie.

Szafran - Pią 14 Lut, 2020 17:38

primavera napisał/a:
Szafran napisał/a:

I "1917".


Do końca się nie zgadzam z opiniami, że to nudny film. Jest on kręcony jakby z jednej kamery i dlatego niesamowicie widać jak fantastycznie zmieniają i przenikają się barwy w danym kadrze. Sama opowieść świetnie oddaje absurd Wielkiej Wojny, gdzie dwóch szeregowców , którzy mając mizerne uzbrojenie, idą uratować jeden batalion, podczas gdy obok giną tysiące. Ten film tak odbieram własnie.



Ja nie pisałam, że jest nudny. A przeciwnie, że jest sprawnie zrealizowany jeśli chodzi o warsztat. Tylko że zostawił mnie obojętną.

A dyskusja o "Małych kobietkach" przeniosła się do osobnego wątku i tam jeszcze bardziej rozrosła. :)

RaczejRozwazna - Pią 14 Lut, 2020 18:07

A "Dżentelmenów" ktoś widział? Zastanawiam się czy nie iść dziś lub jutro, ale nie wiem czy warto, bo opinie dość rozbieżne...
primavera - Pią 14 Lut, 2020 18:45

primavera napisał/a:
Szafran napisał/a:


Do końca się nie zgadzam z opiniami, że to nudny film. Jest on kręcony jakby z jednej kamery i dlatego niesamowicie widać jak fantastycznie zmieniają i przenikają się barwy w danym kadrze. Sama opowieść świetnie oddaje absurd Wielkiej Wojny, gdzie dwóch szeregowców , którzy mając mizerne uzbrojenie, idą uratować jeden batalion, podczas gdy obok giną tysiące. Ten film tak odbieram własnie.



Ja nie pisałam, że jest nudny. A przeciwnie, że jest sprawnie zrealizowany jeśli chodzi o warsztat. Tylko że zostawił mnie obojętną.


Odniosłam się do wielu opinii jakie słyszałam na temat 1917. Pewnie bezsensownie zacytowałam Cię ... sorry ... mea culpa no offence :szacuneczek:

praedzio - Nie 16 Lut, 2020 10:45

Po seansie Małych kobietek poszperałam trochę, żeby zobaczyć, w czym grał jeszcze Timothée Chalamet, a że ostatnio znów chodzą za mną Włochy i piękne okoliczności włoskiej przyrody, to padło na "Tamte dni, tamte noce".

I. O. Rany. :thud: Dawno już nie oglądałam czegoś tak pięknego. No, ale skoro maczał w tym palce James Ivory (napisał scenariusz), to co ja się dziwię. :lol: Jestem zachwycona pokazaniem rodzącego się uczucia między dwoma osobami (17-letni Ellio i 24-letni Olivier), nakreśleniem intymności poprzez dotyk, spojrzenie, sposób odgrywania muzyki, pomysł, żeby mówić do siebie swoim własnym imieniem (nawiązanie do "kochania siebie w czyichś oczach")... Plus wspaniała przyroda północnych Włoszech: sad morelowy, jeziora (w tym Garda :serce2: :serce2: :serce2: ), góry, nawet znienawidzona przeze mnie zima wygląda tu bajkowo :shock: .

I wspaniali i mądrzy rodzice głównego bohatera (a przypomnijmy, że akcja dzieje się w 1983 roku), zwłaszcza ojciec, profesor archeologii. Pozwolę sobie zacytować jego słowa, które wypowiada do swojego syna, gdy ten cierpi po wyjeździe ukochanego:

"Wyrywamy z nas samych tak wiele, aby jak najszybciej wyleczyć się z rzeczy, że bankrutujemy w wieku 30 lat i mamy mniej i mniej do zaoferowania za każdym razem, gdy zaczynamy z kimś nowym. Ale żeby zmuszać się do braku uczuć, aby niczego nie czuć... Cóż za wielka strata.
To, jak żyjesz, to twoja sprawa. Po prostu... Pamiętaj. Nasze serca i ciała to jednorazowy podarunek. Zanim się zorientujesz, twoje serce jest zużyte. A twoje ciało? Przychodzi taki moment, że nikt na nie nie patrzy. A już na pewno nie chce się zbliżyć. W tej chwili czujesz ból i rozgoryczenie. Nie wyzbywaj się ich. Wraz z nimi jest radość, którą czułeś."



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group