To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

asiek - Nie 10 Sty, 2010 19:06

miłosz napisał/a:
zmordowałam BVenjamina Buttona

Swego czasu też mordowałam ten film... a raczej on mnie. :roll: ... Nuuuuuda straszliwa...

miłosz - Pon 11 Sty, 2010 10:41

no to oglądnęłam "grecką wycieczkę" - lekko siermiężne i toporne , zdecydowanie o wiele słabsze od greckiego wesela....... dobrze, że nie poszłam na to kina ;) ale w zaciszu domowym, nawet mąż oglądał i jakoś wybitnie nie narzekał. A za oknem taka zima fuj, że każdy promyczek ciepła działa jak balsam na zimowe śniegowo-mrozne wieczory całkiem obleci :)
Caitriona - Wto 12 Sty, 2010 15:28

Obejrzałam Doriana Gray'a. Film bardzo mroczny, momentami ma ciężki klimat, co wszystko podreślone jest podejrzanymi zaułkami, ciemnymi wnętrzami i kolorystyką. Szczególnie na początku miałam wrażenie pewnej surowości, co spowodowane chyba było szybkimi cięciami. Film ma świetne kostiumy i wspaniałą scenografię, muzyki jakoś bardzo nie zapamiętałam, ale zdjęcia są rewelacyjne.
Co do aktorstwa to bardzo podobali mi się obaj panowie. Firth zdystansowany, nieco wyniosły mentor. Naprawdę bardzo dobry. Barnes faktycznie piękny, sprawdził się jako niewinny chłopak, ale najlepszy był jako zepsuty młodzieniec szukający różnorodnych rozrywek. Panie zupełnie gdzieś zniknęły, żadnej nie zapamiętałam.
Dobry film, choć brak mu pewnej poezji, którą miała powieść.

Trzykrotka - Sob 16 Sty, 2010 17:14

Sherlock Holmes w reżyserii Guya Ritchie.
Bardzo, bardzo fajna zabawa, jak na kolejce górskiej. Akcja pędzi z ogromna szybkością, bohaterowie przerzucają sie efektownymi ripostami, sceny walki sa liczne, efektowne i oszałamiające: zarówno jakieś zbiorowe nawalanki w stoczni, wokół szkieletu okrętu, na szczycie budowanego Tower Bridge, jak i brutalne walki bokserskie czy rozpisane na pojedyncze sekwencje mordobicia jeden na jednego. Mogłoby się wydawać, ze to raczej opis Szklanej pułapki 15, ale nie, to naprawdę brudny i zadymiony Londyn 19 wieku, oraz Sherlock Holmes i dr Watson w samym jego środku. Plus dwie piękne kobiety i demoniczny arystokratyczny przestępca. Plus zapowiedź, że sequel już za chwilę...
Ogląda się świetnie. Zdjęcia komputerowe Londynu są fascynujące, zwłaszcza te z udziałem mostu. Akcja wartka, z pieprzykiem w postaci magii, tajnego stowarzyszenia i sił nieczystych. Trochę chili - bo prawie wszyscy, prócz Watsona, o cos graja z innymi, a rozgryzanie tych gierek nie pozwala zasnąć w kinie. Ale przede wszystkim ten film stoi na duecie Robert Downey Jr i Jude Law.
Nie tak sobie wyobrażałam książkowych Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Ale kiedy się zastanowić... jeden był dziwakiem i ekscentrykiem, rozwiązywał zagadki w głowie, ale potrafił przejść do czynu. I brał coś - morfinę? Nie pamiętam, ale na pewno brał. Doktor nie był przecież zażywnym panem z brzuszkiem, tylko wojskowym, który żeni się w trakcie trwania cyklu - wiec młodym, wysportowanym człowiekiem. Tutaj te cechy posunięte są o kilka oczek do przodu. Holmes jest właściwie aspołeczny i totalnie dziwaczny, a jedynymi osobami, które mają do niego dostęp uczuciowy jest piękna kobieta, która również bierze udział w grze i Watson, z którym łaczy go niezwykła i silna więź. Watson nie jest tępy i powolny, wręcz przeciwnie, Uzupełniają się z Holmesem i działają jak jeden sprawny organizm. Świetna chemia, kapitalna para.
Co mi sie nie podobało: to nachalne ciągnięcie do literek c.d.n i watek kryminalny. Po prostu szczęki same mi się rozwierają do ziewania, kiedy słyszę o panowaniu nad światem, tajnym stowarzyszeniu i władcy ciemności. Ale na Marka Stronga w demonicznej odsłonie zawsze miło popatrzeć :wink: .

Po tym seansie mała przerwa na kawę-gofra-toaletę i powrót na salę kinową na Parnassusa Terry'ego Giliama.
Nie jest to może moj ulubiony reżyser, ale cenię sobie w kinie to, co jest kreacja, dotknięciem sztuki, nutą szaleństwa. Nie przepadam za jakimiś "okruchami życia", którego nadmiar mam wokół, dlatego może oglądam Butona, Giliama czy Jeuneta. Taki Fisher King, czy 12 małp pozostają w głowie przez długie lata i ich sąsiedztwo wcale nie jest niemiłe.
Parnassus zaczyna się obrazem wielkiego, piętrowego, cyrkowego wozu, toczącego się nocnymi ulicami. Można pomyśleć, że to znowu jakiś 19 wiek, gdyby nie przejeżdżające samochody. Wóz zatrzymuje się na placyku przed pubem, w którego wytacza się wesołe towarzystwo, a trupa rozwija scenę i zaczyna się przedstawienie, którego nikt nie chce oglądać...
Dziwaczne doświadczenie i polecam tylko tym, którzy lubią w kinie czasami zatopić sie w cudzej wyobraźni, poczuć, jakby weszli w czyjś sen z jego nielogiczną logiką, zaszaleć po prostu. Warto pójść choćby dla obsady: Parnassusa gra Christopher Plummer, Diabła - Tom Waits, a odratowanego przez trupę obwiesia Tony'ego Shepharda - Heth Ledger w jednej z ostatnich ról.
Z nim zresztą związana jest najmilsza rzecz tego filmu, czyli special apperance! :banan:
Tony kilkakrotnie wchodzi mianowicie od Imaginarium - lustra, za którym można zagłębić się w świat własnej wyobraźni. Sceny z Imaginarium sa zresztą rewelacyjne, częściowo animowane, a rozmach wyobraźni plastycznej wprawia w podziw. Momentami czułam sie jak w świecie obrazów Rafała Olbińskiego. Za każdym razem w Imaginarium Tony dostaje inną twarz. Odmienionego Tony'ego, tak samo odzianego i uczesanego, graja w krótkich scenkach Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell :love_shower:

praedzio - Sob 16 Sty, 2010 18:25

Szalenie mi się podobał Parnassus. Oglądałam jak zaczarowana, ale ja ogólnie lubię odrobinę szaleństwa, surrealizmu - taką Alicję w Krainie Czarów na przykład będę oglądać do samej śmierci w każdym wykonaniu i według czyjegokolwiek pomysłu. ;)

Zadziwiły mnie opinie na Filmwebie ludzi, którzy ziewali i spoglądali na zegarek w trakcie seansu. Swoją drogą - zamierzam ten film obejrzeć w miarę możliwości ponownie. Bo to nie jest film do jednokrotnego obejrzenia.

Admete - Sob 16 Sty, 2010 18:36

Mam już osobę chętna na seans Sherlocka Holmesa :) Mam nadzieję, że się wybierzemy jutro.
Alicja - Sob 16 Sty, 2010 21:57

Trzykrotka napisał/a:
Nie tak sobie wyobrażałam książkowych Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Ale kiedy się zastanowić... jeden był dziwakiem i ekscentrykiem, rozwiązywał zagadki w głowie, ale potrafił przejść do czynu. I brał coś - morfinę? Nie pamiętam, ale na pewno brał.

mnie całkiem odpowiada taki Holmes (którego mam zreszta nadzieję obejrzeć), zresztą nie jest aż tak bardzo odmienny od książkowej postaci, może tylko trochę bardziej ciekawy :wink:

damamama - Sob 16 Sty, 2010 22:03

A ja właśnie zakończyłam oglądanie "Julia & Julia". Film opowiada równolegle dwie historie, dwóch Julii. Historie dzieli około 50 lat a wszystko kręci się wokół jedzenia. Pierwsza Julia to nie pracująca żona amerykańskiego pracownika ambasady, rezydującego we Francji. Dla zabicia czasu i znalezienia sobie zajęcia postanawia pójść na kurs gotowania dla zawodowych kucharzy. Wiąże się to z jej pasją gotowania i uwielbienia dla kuchni francuskiej. Jej zamiłowanie zaprowadza ją w końcu do wydania książki kucharskiej - kuchnia francuska dla amerykanek, które nie mają w domu kucharek. Właśnie ta książka inspiruje drugą Julię, niespełnioną pisarkę, żyjącą współcześnie w Nowym Yorku (także uwielbiającą gotowanie) do wypróbowania wszystkich przepisów i opisania tego na blogu. Pierwsza Julia dla drugiej jest mentorem, którego ta chce naśladować . Jest dla niej także wzorem w życiu codziennym. Super film pokazujący jak jedna pasja może zmienić nasze życie, jak naszymi wzorami do naśladowania mogą być osoby z pozoru zwykłe i jaki wpływ mogą mieć na naszą osobę. Wszystkim polecam ten film. Ciekawe czy też miałybyście ochotę jak ja pójść do kuchni i coś smacznego ugotować. :rumieniec:
trifle - Sob 16 Sty, 2010 22:59

Miałyście i szybko sobie wybiłyście z głowy :lol:
Zgadzam się, bardzo przyjemny to film jest. Bardzo.

Trzykrotka - Nie 17 Sty, 2010 01:11

Alicja napisał/a:
mnie całkiem odpowiada taki Holmes (którego mam zreszta nadzieję obejrzeć), zresztą nie jest aż tak bardzo odmienny od książkowej postaci, może tylko trochę bardziej ciekawy :wink:

Zgadzam się w stu procentach :wink: . Odpowiadał mi o wiele bardziej niż zasuszona mumia z fajką, jaką serwują niektóre ekranizacje. Ale sam Holmes, bez Watsona, to polowa sukcesu. Jeśli w Hollywood daje się nagrody za najlepszą chemię ekranową, to panowie Downey-Law powinni wygrać w cuglach.
Zapomniałam wspomnieć, że Mary, narzeczoną Watsona, gra Caroline Bingley z z DiU 2005 (zapomniałam nazwiska aktorki)

trifle - Nie 17 Sty, 2010 14:25

Kelly Reilly bodajże :mysle:
Harry_the_Cat - Nie 17 Sty, 2010 21:18

Wrocilam z kina - byłyśmy z Cait i Caroline na Sherlocku właśnie :mrgreen:
Znakomity film, świetna rozrywka. Wartki, zabawny, pokazujący świeże spojrzenie na klasyczną historię. Trzykrotka już wspomniała o świetnych ujęciach starego Londynu, ale ja muszę podkreślić, że mnie osobiście ten film powalił wizualnie. Kocham Londyn miłością czystą, więc twórcy już na wstępie mieli plusa, ale wygląda to wszystko naprawdę imponująco. :oklaski:
Jude Law+Robert Downey jako para podobali mi się bardzo - i naprawdę wątki miłosne nie były przy ich wybuchowej przyjaźni już do niczego potrzebne. Najgorsze wrażenie zrobiła chyba Rachel McAdams - była po prostu nijaka.
Jak to stwierdziłą Caroline po seansie - rozstanie z Madonną wyszło Guyowi Ritchie na dobre ;)

A ze starych znajomych, to wypatrzyłyśmy jeszcze Boutchera z N&S i jednego kolesia z Little Dorrit, którego nazwiska nie pomnę, ale to on odkrył historię Dorritów na zlecenie Arthura.

Caitriona - Pon 18 Sty, 2010 01:24

Harry_the_Cat napisał/a:
jednego kolesia z Little Dorrit

Eddie Marsan, Pancks z Little Dorrit. Był jeszcze Hans Matheson, czyli Alec D'Urberville z najnowszej Tess. I nie zapominajmy o Strongu, panu Knigtley'u z Emmy z Kate ;)

Harry_the_Cat - Pon 18 Sty, 2010 01:52

Caitriona napisał/a:
I nie zapominajmy o Strongu, panu Knigtley'u z Emmy z Kate


i jego zębie...

wspomniany Londyn jak widziany w Sherlocku - wkladam w spoiler, jakby ktos nie chcial sobie psuc niespodzianki, ale nic o fabule tam w srodku nie ma ;)

Spoiler:



i juz na koniec: The Rocky Road to Dublin || The Dubliners

praedzio - Pon 18 Sty, 2010 05:20

Dublinersi byli? :shock: Idę do kina!!
Admete - Pon 18 Sty, 2010 09:18

Cytat:
Pancks z Little Dorrit


Cały seans się zastanawiałąm, skąd go znam. Mojej koleżance film się nie bardzo podobał, bo nie lubi takich zmian i efektów specjalnych. Według niej było ich za dużo i Londyn wyglądał sztucznie :roll: :wink: Jest również zwolenniczką klasycznego przedstawienia postaci Sherlocka. Świetna jest ekranowa chemia panów ;) Faktycznie kobietki są tutaj tylko dodatkiem ;)
Podobało mi się niesamowicie wykorzystanie muzyki - zwłaszcza irlandzkiej w scenach walk i bałkańśkiej, cygańskiej w scenach śledzenia i pościgów. Sama muzyka Zimmera też ciekawa.
Przyszło mi do głowy, że teraz Amerykanie, przy takich możliwościach technicznych powinni zrobić coś z własnego podwórka - powinni przenieść na ekran książkę Carra "Alienista".

BeeMeR - Pon 18 Sty, 2010 09:25

Na Parnassusa (wczoraj w kinie słyszałam "Pornusa" :zalamka: ) też się wybieramy najprawdopodobniej, a i Sherlock nas może nie ominie :mysle: Zainteresowałam się i recenzję Trzykrotki :kwiatek: i późniejszymi fotkami Londynu :excited:

Ale kilka słów o Avatarze 3D, na którym wczoraj byliśmy:


Na początek małe wyjaśnienie - to nie jest 3D, a przynajmniej nie w moich oczach :roll: - rozdawanie bajeranckich okularków i trzymanie ich trzy godziny na pysku tego faktu nie zmieni :confused3:
W londyńskim ogrodzie botanicznym Kew Gardens jako jeden z wielu elementów ekspozycji (!) palmiarni pływały wokół mnie okrzemki :excited: , w Tower of London podlatywały do mnie kolejne fragmenty zbroi Henryka VII, obracały się i wracały na miejsce :cheerleader2:
Jeśli Anglicy potrafią zrobić bardzo fajne kilku-kilkunastominutówki :oklaski: , jeśli w durnym horrorze (Krwawa Walentynka) efekty były genialne - zabójca machał do mnie kilofem, siekierą, pistoletem czy za co tam jeszcze złapał, a i przebił nas złamany pień drzewa, to czemu James Cameron z wielkim zapleczem nie potrafi wykorzystać trzech godzin filmu? :mysle:
Machnęło do mnie raptem kilka paprotek i wypłynęło kilka meduzopodobnych nasionek. I tyle. Ktośtam strzelił do nas piłką do golfa - ale nie wyleciała z ekranu. :roll: Za mało - zdecydowanie za mało - mogły machać ogonami smoki, Navi, lecieć na nas drzewa, pociski, miotacze ognia, ech, tyle zmarnowanych okazji. :roll:
Na tym polu jestem rozczarowana mocno - tak więc co najwyżej może to być film z elementami 3D, a nie 3D.

Natomiast inną sprawą jest sam film - bawiłam się bowiem znakomicie :banan:
Jest to czysta komercha, z szablonowymi postaciami, modelowymi dialogami i przewidywalną transformacją Bohatera Pozytywnego (Sam Worthington jako Jake Sully) w buntownika i Dowódcę-Guru (Stephen Lang jako Colonel Miles Quaritch) w Głównego Antagonistę. :mrgreen:
Do tego można wspomnieć Sigourney Weaver (jako naukowiec-biolog Dr. Grace Augustine) i Giovanni Ribisi jako (kolejny raz :P ) nieco szalonego naukowca.
Ale film jest zrobiony sprawnie, gładko i ładnie, aczkolwiek niektórzy twierdzą, że za długo. Mnie się nie dłużył i nie przeszkadza mi przewidywalność (nie tylko bajki tak mają :P )- a ja lubię znane bajki (bo niemal wszystko to już gdzieś, kiedyś widziałam :P ) opowiedziane w nowy, fajny sposób i do takich zaliczam Avatar.

To naprawdę udamy miszung bajki animowane, sci-fi, sensacji, opowieści miłosnej - a w dodatku piękny wizualnie miszung. Może spodziewałam się większej oryginalności w stworzonym świecie Pandory - a tu większość fauny i flory powstała przez:
- powiększenie istniejących na Ziemi np. paprotek czy grzybków
- dodanie dodatkowe pary oczek czy nóżek + czułków
- wyciągnięcie na powierzchnię skarbów rafy koralowej
- pokolorowanie inaczej - np. ptaków na fioletowo
itd... :roll:
Natomiast jest to ładne, po prostu ładne wizualnie, i fajne, ot, jak bajka być powinna. :mrgreen:
Nie zdziwię się, jak Cameron zgarnie nagrody - ludzie lubią ładne bajki.

Acha, i podobał mi się główny bohater, tj. Sam Worthington - nie szarżował, nie próbował wielce "grać", (bo niektórzy tu wpadają delicatnie w overacting, ale w przyzwoitych bajce ramach ;) ) przede wszystkim był i to było dobre. :mrgreen:
Summa summarum - nie żałuję pójścia do kina - a to najważniejsze :mrgreen:

Zielone, znaczy niebieskie ludziki:


Dla odmiany - ludzie, ci dobrzy i ten zły:


Planeta:

BeeMeR - Pon 18 Sty, 2010 10:23

Time Traveller's Wife

Bohater (Eric Bana) nie wiedzieć czemu przemieszcza się czasie, żeby było zabawniej, nago. :P Pojawia się zawsze blisko ukochanej (Rachel McAdams). Jednakowoż film ignoruje pytania widza jak, po co, dlaczego i skupia się na uczuciach głównych bohaterów oraz na relacjach z garstką najbliższych przyjaciół.
(Nota bene jest pewna szansa, że już zacznę rozróżniać choć jednego bohatera Defying Gravity, bop dotychczas to mi się mylą okropecznie ;) )


Film jest do tego ładnie kręcony, ciepło zagrany - w tym bardzo dobra dziewczynka w roli małej ukochanej na łące :oklaski: .






Polecam, jednak oglądając, nie należy podziewać się fantastyki, ale ckliwego romansu, o czym świadczą też i plakaty. Ja się fsruszyłam, rozbawiając moje drugie pół "Basiu, to tylko film" ;) .

BeeMeR - Pon 18 Sty, 2010 12:05

Nie umiałam się natomiast wzruszyć (w odróżnieniu od Tomka ;) ) filmem

Passchendaele (2008)
Głupota ludzka bowiem - a za wyjątkowo głupie :frustracja: , a nie bohaterskie uważam dokonania niektórych bohaterów opowieści
Spoiler:
chodzi mi na przykład o kretyński bieg po śmierć do przeciwnego okopu, żeby tam wpaść, o tak, jak śliwka w kompot :zalamka: - kilkulatek by miał więcej pomyślunku i sprytu niż ten durny młodzieniec. No i spacer po śmierć Bohatera w kierunku wroga po ciało swojego podopiecznego :roll: Ja wiem, że dla siostry, ja wiem, że ją kochał - ale mi się to i tak wydaje niewarte nieuchronnej śmierci :roll:




Ale od początku: to film wojenny, nie ma dwóch zdań, akcja dzieje się w czasie pierwszej wojny światowej - i zdjęcia wojenne są imponujące



ale to też bardzo ładna opowieść o miłości i to dwóch par:


zwłaszcza tej pierwszej, której miłość dojrzewa w zgoła idyllicznych okolicznościach przyrody, pięknie kontrastujących z wojennymi klimatami :P , wręcz nierealnych, jak wyciętych z filmów Michaela Landona ;)



Z pozostałych postaci bardzo podobali mi się oficerowie: Adam Harrington oraz nie wiem jak się nazywa ten drugi :mysle:


Generalnie film jest bardzo w porządku, niemniej mam zastrzeżenia do:
- łopatologii stosowanej :roll: (np. w wyjaśnianiu jakże zawiłej sprawy suchych zapałek)
- ogromnej dosłowności w wyjaśnianiu np. sprawy domniemanego bądź nie ukrzyżowania
- drobiazgi nie wyglądające na epokowe :roll: np. głupie klipsy do papieru
- makijaż głównej bohaterki, zwłaszcza jako sanitariuszki :zalamka:

Zachwycił mnie zaś archaiczny telefon :excited: a Tomka jakiś samochód ;)
Mimo wszystko zobaczyć było warto, choć raz zdecydowanie wystarczy.


miłosz - Czw 21 Sty, 2010 21:03

zobaczyłam Sherlocka Holmesa - po ierwsze primo pomysł uczynienia z Watsona genialnego detektywa - przedni ;) drzyj Holmesie absolutnie genialnie zagrane - obaj panowie powinni dostac tytuł pary roku bo iskrzy miedzy nimi..........aż miło
meczy rzeczywiście wręcz nachalne pragnienie nakręcenia przez Guya drugiej części............ale tak sobie myslę, że jeśli bedzie równie dobrze - to jestem za, a nawet przeciw :)
komputerowy Londyn genialny, łatwo wpadajaca muzyka - rozwód z Madonna zdecydowanie wyszedł reżserowi na dobre :) choć zdecydowanie winien zmienic scenarzystę :mrgreen:

muzyka rzecz jasna Jasio Pokój :oklaski: zwany gdzieniegdzie Hansem Zimmerem :mrgreen:

Caitriona - Sob 23 Sty, 2010 16:44

Sherlock Holmes

Trailery zapowiadały dobrą rozrywkę i taką właśnie dostałam. Świetnie spędziłam dwie godziny w kinie. Guy Ritchie zrobił film z rozmachem, przepełniony wartką akcją, walkami, zagadkami i humorem. Na dodatek świetnie sfilmowany, z pięknymi kadrami i momentami bardzo ciekawym montażem. A co jest największą siłą tego obrazu? Rewelacyjny duet: Robert Downey Jr. oraz Jude Law. Może dziwnie to zabrzmi, ale widoczna jest na ekranie jakaś specyficzna więź łącząca obu aktorów, jakaś pozytywna chemia. Obaj wspaniale się spisali, na tyle dobrze, że nie pamięta się pozostałych postaci, a już na pewno nie pamięta się pań. Co mi się jeszcze podobało to odświeżenie wizerunku samego detektywa. To już nie jest wychudzony, wysoki mężczyzna, z fajeczką i śmieszną czapką, tylko normalny człowiek, z wadami, używający pięści, gdy trzeba.
Trzeba także dodać jako plus bardzo mocną, intensywną i dynamiczną muzykę Hansa Zimmera.

Caitriona - Sob 23 Sty, 2010 21:24

Transformers

Sam Witwicky, nastolatek z liceum, dostaje swój pierwszy samochód - żółte z czarnymi pasami Camaro, rocznik 1976 (jeden z piękniejszych samochodów jakie widziałam). Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że pojazd ten tak naprawdę jest jednym z Autobotów i ma za zadanie strzec Sama przed złymi Deceptikonami. Obu rasom robotów zależy na czymś co znajduje się w posiadaniu chłopaka, a może mieć wielkie znaczenie dla dalszego istnienia ludzkości.

Mniejsza o fabułę i scenariusz. Filmy takie jak Transformers ogląda się głównie dla efektów specjalnych, walk i starć, akcji. I to wszystko w tym filmie można znaleźć. I to naprawdę rewelacyjnie zrobione, szczególnie jeśli chodzi o same roboty i walki. Efekty specjalne podobały mi się nawet na moim monitorze, musiały świetnie wyglądać na ekranie kinowym.
Plusem jest też prosty, bo prosty, ale jednak humor. Szczególnie rozmowy Sama z rodzicami i jego ucieczka przed Camaro mi się podobały. Co zaskakujące, jest też ten film nieźle zagrany, szczególnie przez Shia LaBeouf (Sam). Fajna też była rola John Turturro jako nieco szalonego agenta tajnej agencji.
Ogólnie film na wieczór, gdy potrzeba po prostu nieco rozrywki, a lubi się choć trochę fantastykę. Ja się chyba nawet skuszę i obejrzę część drugą, Transformers: Revenge of the Fallen.

milenaj - Nie 24 Sty, 2010 21:01

Właśnie skończyłam oglądać "Holiday" z Kate Winslet, Jude Law i Cameron Diaz. Świetna, wesoła opowieść o kobietach, które wymieniają się domami na święta i nieoczekiwanie odnajdują swoje drugie połówki.

Na poprawę humoru naprawdę polecam. Chyba zaczynam lubić Juda Law. Ale to nic. Pojemne mam serce...

milenaj - Nie 24 Sty, 2010 21:12

No i własnie odkryłam, że po 22 na canal+ będzie leciał "Pojedynek". Jude Law, Michael Caine i Branagh jako reżyser. Lecę wykurzyć brata sprzed telewizora. Powinno mi się udać przed filmem.
Harry_the_Cat - Pon 25 Sty, 2010 00:43

Ja po Sherlocku też jakos na Jude'a przychylniej patrzę ;)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group