To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

milenaj - Sob 09 Sty, 2010 12:53

Generalnie od momentu, kiedy staje się jasne, że Fanny wybierze Edmunda zamiast Henry'ego, adaptacja Rozemy traci dla mnie cały urok.
Trzykrotka - Sob 09 Sty, 2010 13:07

milenaj napisał/a:
Generalnie od momentu, kiedy staje się jasne, że Fanny wybierze Edmunda zamiast Henry'ego, adaptacja Rozemy traci dla mnie cały urok.


Ale to było jasne z założenia, prawda? :wink: Tak to Jane Austen napisała. Jedynie pan Zły miał więcej uroku niż pan Dobry - jak to w życiu bywa...

milenaj - Sob 09 Sty, 2010 13:31

Oczywiście, że było jasne. Tylko w innych adaptacjach czeka się na to, co wiadomo, że i tak się zdarzy. Wszystkie czytałyśmy, więc wiemy, że wszystkie przeszkody będą pokonane. I moja sympatia z reguły stała po stronie tych przeznaczonych głównej bohaterce przez autorkę. A w "Mansfield Park" Rozemy - guzik. Edmund nie wzbudził mojej żadnej sympatii. Wiedziałam, że Fanny nie może być z Henrym, ale gdzieś tam, pozostało uczucie, że bardziej by mi odpowiadało takie zakończenie.
To trochę tak jak z "Becoming Jane". Wiedziałam, że to nie skończy się ślubem, ale całkowicie irracjonalna nadzieja gdzieś się czaiła.
Wracając do "Mansfield Park", nie wiem czy to kwestia Millera, czy scenariusza, że absolutnie nie czuję motylków w związku z Edmundem. Faktem jest, że jeśli wracam do tej adaptacji to dla Henry'ego.

chyba mały offtop się zrobił?

Anonymous - Sob 09 Sty, 2010 13:34

milenaj napisał/a:
To trochę tak jak z "Becoming Jane". Wiedziałam, że to nie skończy się ślubem, ale całkowicie irracjonalna nadzieja gdzieś się czaiła.

Tak!
milenaj napisał/a:
Wracając do "Mansfield Park", nie wiem czy to kwestia Millera, czy scenariusza, że absolutnie nie czuję motylków w związku z Edmundem. Faktem jest, że jeśli wracam do tej adaptacji to dla Henry'ego.

Tak! Tak! po trzykroć tak!!

Trzykrotka - Sob 09 Sty, 2010 13:36

A, to rozumiem :wink: . I zgadzam się w pełni - Edmund wypadł bardzo blado w porównaniu z emanującym męskim urokiem Henrym.
Zastanawiam się, na ile było to kwestią dobory aktorów, a na ile koncepcji reżyserki.

milenaj - Sob 09 Sty, 2010 13:44

Biorąc pod uwagę wszystkie "unowocześnienia" to myślę, że była to koncepcja reżyserki. Ale Nivola wpasował się w nią idealnie.
Anonymous - Sob 09 Sty, 2010 13:54

zerknęłam sobie na fragmencik Masfield na youtube.... Henryś jest cudowny, boski i wspaniały i słodki jak czerwcowa czereśnia.
milenaj - Sob 09 Sty, 2010 14:02

A ja wczoraj oglądałam "Possession" i dzisiaj od rana chodzi za mną "Emma".

Swoją drogą dardzo mi się "Possession" podobało, po kilku latach od pierwszego oglądnięcia. Parę lat temu moja przyjaciółka czytała "Dumę i uprzedzenie", ale nie oglądała serialu. Nigdzie nie mogłyśmy go znaleźć. Będąc w wypożyczalni, całkiem przypadkiem natknęłam się na "Possession". Wzięłam żeby obejrzeć Jennifer Ehle w innej roli, a jej pokazać serialową Elżbietę.
I dopiero dzisiaj widzę, jak obraz Ehle w innej roli zdominował mój odbiór tego filmu kilka lat temu. Cieszę się, że do niego wróciłam

A efektem ubocznym jest dzisiaj syndrom zwany Jeremy Northam.

trifle - Sob 09 Sty, 2010 15:23

O mamo, ja kocham początek tego filmu, jak poeta idzie przez jakąś łąkę i mówi wiersz o tym, że kobieta zmienną jest, ale ta jedna jest stała w swej zmienności... :serce2:
milenaj - Sob 09 Sty, 2010 16:37

Jakoś nie trafiają do mnie interpretacje postaci Austen według Millera. Chociaż przyznaję, że jeżeli już to wolę go w "Emmie".
nicol81 - Sob 09 Sty, 2010 17:07

milenaj napisał/a:

To trochę tak jak z "Becoming Jane". Wiedziałam, że to nie skończy się ślubem, ale całkowicie irracjonalna nadzieja gdzieś się czaiła.

BJ to co innego- tam to miała być WIELKA I PRAWDZIWA MIŁOŚĆ :roll: , niespełniona przez niesprzyjające okoliczności zewnętrzne. U Rozedmy natomiast wybór Fanny nie ma sensu. Ona nie tylko nie rozumie Austen i powieści, ale nawet nie potrafi konsekwentnie prowadzić własnych postaci :obrzydzenie:


Obejrzałam z dwuletnim opóźnieniem "The other Boleyn girl" i generalnie jestem na TAK. Z błędów historycznych to tylko wyłapałam zachowanie Georga podczas egzekucji i zaopiekowanie się Elżbietą przez Marię.
Prawie wszystkie postacie świetnie przedstawione- siostry, mamusia, Katarzyna, Norfolk. (Może poza Georgem :roll: ) Henio trochę za mało pogięty jak na mój gust, ale w końcu tu jest postacią drugoplanową.
Są dziury w historii Marii- nagle znika pierwszy mąż :mrgreen: , nagle pojawia się w finale drugie dziecko :rotfl:
I końcówka o przyszłości Elzbiety- w sumie, jak to miał być film o siostrach Boleyn, to trochę nie na temat...

Anonymous - Sob 09 Sty, 2010 17:12

Mag13 napisał/a:
Jak można nie kochać Knightleya!

Mag w wątku Emmowym umieściłam zachwyty nad Knightleyem

trifle - Sob 09 Sty, 2010 17:25

Millera jako Edmunda też nie kocham. Jako Knightley jest o wiele wiele... ;)
Anonymous - Sob 09 Sty, 2010 17:26

Bo jako Edmund to jest taka ciapa(gorsza od Nenufara :shock: :confused3: ) taki bodej nic... a jako Knightley :serduszkate:
Agn - Sob 09 Sty, 2010 20:46

Ja zaś wczoraj z Fanturią i jej małżonkiem dzielnie brnęłam przez odmęty Templariuszy (na podstawie Krzyżowców). Film absolutnie wyjątkowy. O walkach templariuszy... bez pokazania walk. A, nie, pardon! Na końcu jest bitwa, która trwa z 5 minut, przy czym połowa to spowolnione ujęcia na galopujące w piachowej burzy konie. :roll:
Nuda. Dłużyzny. Historia byłaby fajniejsza, gdyby zrobiono z niej serial, wtedy można by się roztkliwiać nad bohaterami ile wlezie.
I jeszcze główny bohater... Arna gra facet (nie pomnę nazwiska), który ma do zaprezentowania światu jedną minę - cierpiącej na przewlekłe zatwardzenie zbolałej niewinności.
Film efektowny, ale... nudny.
Na drugim planie aktor, który grał w Mikaela w Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet, a także Stellan Skarsgard.

Alicja - Sob 09 Sty, 2010 21:41

mam ogromną ochote obejrzeć Templariuszy, czekam kiedy wejdą do nas na ekrany :mysle:
praedzio - Sob 09 Sty, 2010 22:03

Ja się chyba w przyszłym tygodniu wybiorę, o ile mnie nie zasypie śniegiem. ;)
milenaj - Nie 10 Sty, 2010 13:05

Cóż, mnie na mojej wiosce zasypało...
Admete - Nie 10 Sty, 2010 13:21

A ja pisałam wczesniej, ze mi się podobało :) Nie oczekiwałąm bitew, tylko opowieści. Bohater mnie przekonał, czego nie moge powiedzieć o postaci granek w Królestwie Niebieskim przez Blooma. Chyba powinnam sobie ten film odświeżyć dla porównania. W kinie jest tylko skrót filmu. Całośc ma 4 godziny.
Agn - Nie 10 Sty, 2010 13:23

Ja uważam odwrotnie. W porównaniu z aktorem z Templariuszy Bloom powinien dostać wszystkie Oscary świata. Acz mnie się w ogóle Orlando w KOH b. podobał.
Admete - Nie 10 Sty, 2010 13:25

Dla mnie paradoksalnie Orlando lepiej wypada we współczesnym repertuarze takim jak Elizabethtown. W Królestwie niebieskim był nijaki. Nie potrafiłam się przejąć jego losem. Co innego Russel w Gladiatorze - tam żadne odejścia od prawdy historycznej mi nie przeszkadzały, bo był Maximus. Ale dla mnie Crowe jest doskonałym aktorem - on swoimi postaciami jest, a nie grywa je.
Harry_the_Cat - Nie 10 Sty, 2010 13:35

Mi sie Templariusze ogólnie podobali - obejrzalam wersje kinowa na razie ;) - ale momentami faktycznie się ciągnęło. Lubię Skandynawię, interesuje mnie tamta historia, więc to się wpisywało fajnie w moje klimaty. Historia nie była jakaś porywająca sama w sobie, ale więcej się chyba nie spodziewałam. Wizualnie to bardzo piękny film i chętnie zrobiłabym jakiś picspam, jak gdzieś na LJ pojawią się scrinki. Może. I o ile zawsze bardzo mi się podoba wykorzystanie różnych języków (Trzynasty Wojownik zrobił to świetnie), to w tym przypadku powiem, że bardzo rozumiem, czym kierowali się realizatorzy ani co chcieli osiągnąć. No i jeszcze często miałam wrażenie, że oglądam Żebrowskiego i Foremniak :lol:
Fibula - Nie 10 Sty, 2010 15:14

Mimo psiej pogody poszliśmy wczoraj na Avatar. Wizualnie urokliwy, fabularnie zgodny z przewidywaniami, syn przeszczęśliwy (teraz marzy mu się Parnassus :wink: ), ale w moim odczuciu za długi. Nie przepadam za filmami 3D - są dla mnie zbyt ciemne, a i wygoda oglądania w dwóch parach okularów taka sobie - ale warto było się pomęczyć, by popatrzeć na bajkową florę i faunę Pandory.
Agn - Nie 10 Sty, 2010 15:27

No i patrz, Fibulo, wypisz-wymaluj moje wrażenia. :D
miłosz - Nie 10 Sty, 2010 19:00

zmordowałam BVenjamina Buttona :thud: bajka, z której jakos jak dla mnie nic wyniknęło :roll: zapamietam kreacje Cate Blanchett jak ja auto potrąca, ponieważ była piękna; ciągle wygładzany Brad Pitt jakos wzbudzał mój niesmak :paddotylu:
na dzis zostawiłam sobie "moją wilką grecką wycieczkę"



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group