Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Maryann - Pon 05 Lut, 2007 12:34
Bo tam po prostu może być sobą.
Gunia - Pon 05 Lut, 2007 16:30
| Mag napisał/a: | :rotfl: Pani Pamela wygląda jak skrzyżowanie Kermita z Miss Piggi |
Świetnie ujęte...
Anonymous - Pon 05 Lut, 2007 16:55
Dziołszki, czy zdajecie sobie sprawę, że Człowieka nie było raptem kilkanaście dni i po powrocie tenże człowiek zastaje nie tylko zakończony tom I, nie tylko zaczęty tom II ale i produkcje 226 postów? W ciągu zaledwie tygodnia (ciutke ponad).
Płodność w tym wątku będzie chyba olbrzymia
Gunia - Pon 05 Lut, 2007 17:10
| AineNiRigani napisał/a: | Dziołszki, czy zdajecie sobie sprawę, że Człowieka nie było raptem kilkanaście dni i po powrocie tenże człowiek zastaje nie tylko zakończony tom I, nie tylko zaczęty tom II ale i produkcje 226 postów? W ciągu zaledwie tygodnia (ciutke ponad).
Płodność w tym wątku będzie chyba olbrzymia |
Wiem coś o tym, jako że czasami mam dni bez komputera.
Alison - Pon 05 Lut, 2007 18:04
| AineNiRigani napisał/a: | Dziołszki, czy zdajecie sobie sprawę, że Człowieka nie było raptem kilkanaście dni i po powrocie tenże człowiek zastaje nie tylko zakończony tom I, nie tylko zaczęty tom II ale i produkcje 226 postów? W ciągu zaledwie tygodnia (ciutke ponad).
Płodność w tym wątku będzie chyba olbrzymia |
Bo my jesteśmy na diecie jajecznej a to wzmaga płodność
Caitriona - Pon 05 Lut, 2007 18:28
| Alison napisał/a: | | Mag napisał/a: | :rotfl: Pani Pamela wygląda jak skrzyżowanie Kermita z Miss Piggi |
TAK! To zestawienie jest przecudnej urody i jeśli będzie mu smutno, to zawsze sobie zerknę. Moderatorki proszę uprzejmie o nieusuwanie tego posta, bo jest tu niczym perła w piachu. |
Jakżebym śmiała! :grin:
Anonymous - Pon 05 Lut, 2007 18:32
| Alison napisał/a: | Bo my jesteśmy na diecie jajecznej a to wzmaga płodność |
Na ilu jajecznej?
Matylda - Pon 05 Lut, 2007 20:19
No to pan Bingley został wprowadzony na salony.
Ma szansę zostać światowcem jak Hurst
Ciekawe jak snobek Darcy wprowadzałby Elżbietę dziewczynę z prowincji ??
Na tym etapie chybaby sie skurczył i mówił cieńkim głosem
A zresztą co ON się tak szlaja i bywa tu i ówdzie
Niech jedzie już odwiedzać cioteczkę
Dzięki Maryann
Maryann - Pon 05 Lut, 2007 21:18
| Matylda napisał/a: | A zresztą co ON się tak szlaja i bywa tu i ówdzie
Niech jedzie już odwiedzać cioteczkę |
No, cioteczkę to on pojedzie odwiedzać koło Wielkiejnocy, a tu jeszcze Bożego Narodzenia nie było. Więc zanim pojedzie, to się jeszcze poszlaja. Tu i ówdzie...
asiek - Pon 05 Lut, 2007 22:13
| Maryann napisał/a: |
...wiedział, że większość z nich uważa go za sztywniaka przez jego przestrzeganie zasad i dobrych obyczajów... |
No jakbym słyszala dziadka po 80-tce ! Czyżby źle dobrane środki antydepresyjne ?
Maryann
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 08:54
Rozdział II część 8
- Rzeczywiście. Czy mogę mieć zaszczyt i przedstawić go waszej wysokości ?
Na jej pełne zaciekawienia skinienie głowy dokonał prezentacji. Ku jego uldze wydawało się, że Charles otrząsnął się ze zdumienia na tyle, że był w stanie ująć dłoń damy z godziwą gracją.
- Panie Bingley, musi pan wykorzystać każdą możliwość, żeby dobrze się bawić dziś wieczór. Są tańce w sali balowej, karty w pokojach blisko hallu…
Przerwała. Darcy widział, jak szybko ocenia Charlesa i wyznacza mu miejsce w szeregach swoich znajomych. „Gdzie go zaliczy” zastanawiał się, po czym przyszło mu do głowy bardziej celne pytanie: „A gdzie dziś wieczorem zaliczy mnie ?”
- Ale jeśli pańskie gusta są, podobnie jak pana przyjaciela, filozoficzne i polityczne, to mój syn, Lamb, podejmuje większych erudytów z naszych gości w Błękitnym Salonie. Gdzie mam pana wprowadzić ?
- Lady Melbourne, jest pani bardzo uprzejma – Bingley skłonił się ponownie gospodyni i spojrzał niepewnie na Darcy’ego – Ledwie wiem, gdzie zacząć…
- Więc proszę mi pozwolić wybrać za pana, panie Bingley – odwróciła się i rozejrzwaszy się wśród tych stojących najbliżej niej, z wdziękiem uniosła wachlarz i skinęła na młodą pannę, która natychmiast przeprosiła swego dystyngowanego towarzysza i podeszła do niej – Moja droga panno Cecil, proszę mi pozwolić przedstawić: pan Bingley, bliski przyjaciel naszego pana Darcy’ego. Panie Bingley, panna Cecil, cioteczna wnuczka markiza Salisbury z Hertfordshire.
Patrząc, jak Bingley się kłania, Darcy żałował, że ta młoda dama nie jest mu lepiej znana. Dygnęła grzecznie przed jego przyjacielem i przed nim, ale chociaż była bardzo ładną dziewczyną, w jej sposobie bycia była jednak wyniosłość, która mu się nie podobała.
- Panno Cecil – szczery uśmiech Bingleya zaczął rozsiewać swój zwyczajowy czar – chciałaby pani zatańczyć, czy…
- Oczywiście, że chce tańczyć, panie Bingley. Nieprawdaż, moja droga ? – lady Melbourne uśmiechnęła się filuternie do panny Cecil, która wymieniwszy spojrzenia z jej wysokością skinęła głową na zgodę i ujęła podane jej przez Bingleya ramię.
- Więc będziemy tańczyć, panno Cecil, jeśli będzie pani tak uprzejma i pokaże mi drogę. Darcy – rzucił przez ramię przyjacielowi – Musisz radzić sobie beze mnie. Powodzenia ! Lady Melbourne.
Skłonił się odchodząc i szybko zniknął w tłumie gości, zostawiając Darcy’ego świadomego, że został w perfekcyjny sposób wymanewrowany i zastanawiającego się, gdzie na miłość Boską podział się Dy.
- Cóż, Darcy, pański przyjaciel jest zajęty – lady Melbourne lekko uderzyła jego ramię wachlarzem – Teraz nie musi pan już dłużej grać niańki tego uroczego młokosa i może pan bez przeszkód sam się zabawić – spojrzała na niego spod opuszczonych rzęs – A co pana bawi, Darcy ? Sefton miał rację, pan nigdy nie przychodzi. Ale jest pan tu ! Zastanawiam się, jaki może być powód ?
- Powód, droga pani, jest jasny jak słońce – dobiegł z tyłu monotonny głos.
Darcy uniósł lewą brew, gdy wspaniała sylwetka ubrana w najbardziej pretensjonalny z czarnych surdutów i najbielszy krochmalony len zbliżyła się do nich. Natychmiast uformował się wokół nich krąg gapiów, podczas gdy mężczyzna zaszczycił go drobiazgową obserwacją, jedną rękę trzymając za plecami, a drugą otoczył brodę, uderzając wskazującym palcem w policzek.
- I tym powodem jest… – zaczęła lady Melbourne, ale przerwano jej szybkim gestem uniesionej dłoni.
- Ćśśś… Muszę mieć ciszę, Madame !
Lady Melbourne przewróciła oczami i spojrzała przepraszająco na Darcy’ego, on jednak miał uwagę całkowicie skupioną na swoim egzaminatorze, który przyglądał mu się ze zmniejszającą się wyższością. Cisza, której zażądał, rozszerzała się, przyciągając uwagę coraz większej liczby gości. Darcy wyprostował się jeszcze bardziej, zdecydowany nie zdradzić się z uczuciem niesmaku z powodu bezczelnego spojrzenia mężczyzny, ani z ripostą, którą miał na końcu języka. Wiedział, że jedno i drugie byłoby potwornym błędem.
- Hmmm – powiedział mężczyzna przyglądając się Darcy’emu z jednej strony, potem z drugiej. Potem nagle rzucił – Co ! – i podszedł bliżej, przyglądając się badawczo przez trzymane w dłoni złote lorgnon, wcześniej wiszące przy kieszonce na zegarek jego kamizelki – Aaaa, tak… Rozumiem ! – westchnąwszy głęboko mężczyzna wycofał się o krok i spojrzał Darcy’emu w twarz – Jak to się nazywa ?
Wargi Darcy’ego zadrżały przez moment na dźwięk rezygnacji w głosie mężczyzny, odparł jednak z obojętnością i kamienną powagą: - Roquet.
Brwi tamtego uniosły się do góry.
- Dosyć śmiała nazwa, nieprawdaż ? Fletcher ?
Darcy skłonił się nieznacznie.
- Fletcher.
- No, Brummel, nie trzymaj nas w niepewności – Darcy usłyszał znajomy głos Dy, który odwrócił się do niego przepychając się do miejsca, gdzie stali – Sporo gwinei postawiono na to. Jaki jest werdykt ?
Cały pokój wydał stłumiony okrzyk zdumienia, gdy Beau złożył Darcy’emu głęboki ukłon.
- Niech będzie wiadomo: oświadczam, że Roquet jest arcydziełem, wartym najwyższego uznania, a wobec takiego geniuszu ogłaszam przejście mojej własnej kreacji, Sfinksa, na emeryturę.
- Z pewnością Brummel, nie chciał pan powiedzieć, że pan Darcy przyszedł tylko po to, żeby rzucić wyzwanie pańskiemu krawatowi !
Protest lady Melbourne niemal zaginął w powszechnych okrzykach wywołanych zadziwiającym ustępstwem Beau i sumowaniem straconych czy wygranych pieniędzy.
- Ale to właśnie miałem na myśli, Madame – Brummel leniwie podniósł na nią swoje lorgnon – Chociaż nie użyłbym stwierdzenia „tylko” w odniesieniu do takiej kwestii. Jestem przygnębiony, wasza wysokość. Przygnębiony. Moją jedyną pociechą jest to, że zostałem pokonany przez prawdziwego artystę. Niech pani zwróci uwagę, Madame, na te fałdy tutaj i ten węzeł…
- Brummel, jeśli chce pan poprowadzić lekcję, chętnie oddam pokój do pańskiej dyspozycji, ale pan Darcy…
Beau odwrócił się i zaskoczył Darcy’ego mrugnięciem, które tylko on mógł zobaczyć, mówiąc:
- Na Boga, nie ! Jeśli wyjawię wszystko, co wiem, kto będzie później zwracał na mnie jakąkolwiek uwagę ? – skłonił się obojgu – Sługa uniżony, Darcy – i odszedł wolnym krokiem, żeby zatrzymać się nagle przed jednym z dżentelmenów i wyrecytować – Mój drogi przyjacielu, pan nazywa TO kamizelką ?
Ania1956 - Wto 06 Lut, 2007 09:32
Faktycznie, tylko na salonach można tak rozprawiać o modzie.
QaHa - Wto 06 Lut, 2007 09:35
No nie mozna sie zalamac, az tak wielką wage przywiązywano do strojów?!
A tak na marginesie skad on wiedzial jak sie nazywa garderobiany Darcy'ego, czyzby prowadzil spis garderobianych wszystkich ludzi "wysoko urodzonych"??
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 09:42
Beau Brummel był nie tylko największym elegantem w całej Anglii, ale przede wszystkim wyrocznią mody - to on ustalał co i jak się nosiło. Moda była niejako jego zawodem i sensem jego istnienia - nie pochodził z wyższych sfer i dostał się między wysoko urodzonych tylko dzięki własnej inteligencj. Siłą rzeczy więc pewnie interesował się wszystkim, co dotyczyło jego "branży", a więc - być może - i Fletcherem, jeśli był on rzeczywiście takim artystą w swoim fachu...
QaHa - Wto 06 Lut, 2007 09:47
hmm czyzby Fletcher planował zmianę posady hehehehe chce wygryźć Beau??
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 09:53
Fletcher jest lojalnym lokajem, całkowicie oddanym swojemu panu i chyba nigdzie się nie wybiera.
A Brummel pewnie chętnie by go zatrudnił u siebie...
QaHa - Wto 06 Lut, 2007 09:57
| Maryann napisał/a: | Fletcher jest lojalnym lokajem, całkowicie oddanym swojemu panu i chyba nigdzie się nie wybiera.
A Brummel pewnie chętnie by go zatrudnił u siebie... |
nie wykluczone i od czasu do czasu warto takiemu Panu uświadomic o swoim istnieniu i niezaprzeczalnych zaletach
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 10:01
Tyle, że ten pan najwyraźniej nie chciał zwracać na siebie uwagi Brummela, więc nie wiadomo, czy będzie Fletcherowi wdzięczny...
QaHa - Wto 06 Lut, 2007 10:06
moze to taki trening do dla wlasciwej higieny psychicznej, małe kroki pozwalajace w przyszlości wyrazic to co sie czuje, zacznie od rozmow z Fletcherem a skonczy na wyznaniach do Lizzy.
A Fletcher go poprostu prowokuje do porzucenia swojej skorupy
Gitka - Wto 06 Lut, 2007 10:45
Ach, wolę już jak panowie rozprawiają o wojnie, polityce lub koniach...
Biedna Elizabeth, co ją czeka po ślubie, te salony brr
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 10:51
Ja się tam Darcy'emu nie dziwię, że nie lubi tego towarzystwa...
Alison - Wto 06 Lut, 2007 11:08
Mimo wszystko mam słabość do takich salonowych konwersacji o niczym, bądź co bądź to wielka sztuka, tak przegadać godziny z obcymi ludźmi, nie mając właściwie wspólnych tematów.
Podziękowanko Maryannku
P.S.A ja dziewczynki tłumaczyłam wczoraj TAKI fragment, że przypomnijcie mi, żebym tą czerwoną kartkę dla Darcy'ego wyrzuciła na śmietnik
Marija - Wto 06 Lut, 2007 11:10
| Alison napisał/a: | | Mimo wszystko mam słabość do takich salonowych konwersacji o niczym, bądź co bądź to wielka sztuka, tak przegadać godziny z obcymi ludźmi, nie mając właściwie wspólnych tematów. | Sztuka wielka, ale chyba już zanikła. Szkoda.... :sad:
Maryann - Wto 06 Lut, 2007 11:31
| Alison napisał/a: | A ja dziewczynki tłumaczyłam wczoraj TAKI fragment, że przypomnijcie mi, żebym tą czerwoną kartkę dla Darcy'ego wyrzuciła na śmietnik |
Może jeszcze się wstrzymaj z tym śmietnikiem... W końcu Mr D jeszcze będzie miał okazję się "wykazać".
Alison - Wto 06 Lut, 2007 11:37
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | A ja dziewczynki tłumaczyłam wczoraj TAKI fragment, że przypomnijcie mi, żebym tą czerwoną kartkę dla Darcy'ego wyrzuciła na śmietnik |
Może jeszcze się wstrzymaj z tym śmietnikiem... W końcu Mr D jeszcze będzie miał okazję się "wykazać". |
Nic już nie może zrobić, żeby mnie zrazić, bo ja już wiem co on myśli i jak go skręca :razz:
Ode mnie czerwonej kartki już na pewno nie dostanie, zreszta juz ją wywaliłam na śmietnik
|
|
|