To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

KIKA - Pią 09 Cze, 2006 13:42

Gunia napisał/a:
Nie wiedzą, że my tak naprawdę jesteśmy uzależnione od siebie...


właśnie tak jest... nawet kiedy nie mogę tutaj zajrzeć, to myślami zawsze jestem .....
takie związki są bardzo uzależniające...... i bardzo pożądane ... przynajmniej dla mnie..... :grin:

Gunia - Pią 09 Cze, 2006 13:50

Dla mnie też, chociaż muszę potem odpowiadać na pytania typu Dlaczego o północy poszłaś włączyć komputer i słyszałam/em klawisze? A ja poprostu musiałam zobaczyć co u Was i podzielić się czymś z Wami... :)
Kaziuta - Pią 09 Cze, 2006 16:42

Ja zawsze powtarzam, że jestem kobieta XIX-sto wieczną, a to że żyję z tych czasach to niefortunny zbieg okoliczności.
Jakbym miała wehikuł czasu to chciałabym się przenieść w czasy "Rodziny Połanieckich".
Moje przyjaciółki, mimo że są kochane nie podzielaja moich zainteresowań, może trochę ze względu na brak czasu (dzieci, praca itd, itp) więc jesteście moja jedyną ostoją. Nawet moja siostra woli siatkówkę od N&S.
Eh, samotnam ci ja w tym Szczecinie, samotna. :sad:

Panna_Marta - Pią 09 Cze, 2006 17:17

Dziewczęta, przyjmiecie i mnie? Nawet moja przyjaciółka, zwana Bratnią Duszą zamieszkuje z dala ode mnie, bo w Szczecinie. Zaręczam, że nie sprawię Wam żadnych kłopotów, a wręcz przeciwnie, postaram się być miłym towarzystwem :wink: .
bezpaznokcianka - Pią 09 Cze, 2006 19:07

Kaziuta napisał/a:
Ja zawsze powtarzam, że jestem kobieta XIX-sto wieczną, a to że żyję z tych czasach to niefortunny zbieg okoliczności.
Jakbym miała wehikuł czasu to chciałabym się przenieść w czasy "Rodziny Połanieckich".

mam to samo :mrgreen: ale na szczescie znam pare dziewczyn ktore tez lubia te klimaty (co ja bym zrobila bez Otherwaymistercollinsa!!! :neutral:) . Choc wiekszosc znajomych to w ogole nie wie o czym ja mowie :razz: machaja reka i komentuja to " ty i te twoje seriale". Ale przynajmniej sa to seriale na poziomie i SKONCZONE! Wkurzaja mnie seriale typu Klon czy M jak matko-kochana-kiedy-to-sie-skonczy? I wkurza mnie gadanie osob, ktore nic nie wiedzac o tych ksiazkach i filmach od razu je krytykuja... niech najpierw zobacza co im sie niby nie podoba. Dlatego zmusilam moja kumpele do calkowitego zobaczenia N&S.
A wlasnie zarazam kolejna osobe N&S tym razem jestem pewna ze stanie sie taka sama maniaczka jak ja, bo kobitka wrazliwa jest i w temacie (sama z siebie przeczytala Rozwazna i romantyczna i jest nia zauroczona). Trzymajmy sie razem XIXwieczne panny :razz:

asiek - Wto 13 Cze, 2006 19:53

No to ja nawiążę do głównego wątku ...
Kolejny raz obejrzałam 4 odcinek N&S :mrgreen: .......i szczerze mówiąc, a właściwie pisząc nie rozumiem postawy Thorntona wobec Bella. Dlaczego był wobec niego nieuprzejmy podczas pożegnania...nie podał ręki ... obcesowo wyprosił go ze swego biura ? Dlaczego nie ucieszył się tym, że Margaret jest zabezpieczona finansowo ? Skoro był jedynie współwłaścicielem, czy też zarządcą fabryki, to chyba nie miało większego znaczenia, z punktu widzenia interesów, kto wchodzi w miejsce Bella. Rozumiem, że sytuacja mogła być dla niego przykra z uwagi na Margaret, ale przecież by tego nie okazał w obecności innego mężczyzny... i to w taki demonstracyjny sposób.
Dziewczęta, a jak Wy rozumiecie tę scenę ?

Gunia - Wto 13 Cze, 2006 20:18

Ja sądzę, że zdenerwowała go wzmianka o Margaret - kochał ją i tęskniła za nią, ale jednocześnie miał żal. Silnie przeżywał to "gdzieś w środku" i tę wzmiankę Bella potraktował jako próbę "włamania", naruszenia sfery prywatności.
GosiaJ - Wto 13 Cze, 2006 23:35

asiek napisał/a:
No to ja nawiążę do głównego wątku ...
Kolejny raz obejrzałam 4 odcinek N&S :mrgreen: .......i szczerze mówiąc, a właściwie pisząc nie rozumiem postawy Thorntona wobec Bella. Dlaczego był wobec niego nieuprzejmy podczas pożegnania...nie podał ręki ... obcesowo wyprosił go ze swego biura ? Dlaczego nie ucieszył się tym, że Margaret jest zabezpieczona finansowo ? Skoro był jedynie współwłaścicielem, czy też zarządcą fabryki, to chyba nie miało większego znaczenia, z punktu widzenia interesów, kto wchodzi w miejsce Bella. Rozumiem, że sytuacja mogła być dla niego przykra z uwagi na Margaret, ale przecież by tego nie okazał w obecności innego mężczyzny... i to w taki demonstracyjny sposób.
Dziewczęta, a jak Wy rozumiecie tę scenę ?


Aśku, nie wiem, czy moja interpretacja Cię zadowoli, bo ja mam zawsze tendencje to tłumaczenia Thorntona :-)
Co do sytuacji fabryki, to czegoś nie rozumiem w tym wszystkim - różnica między właścicielem fabryki a zarządcą jest spora, o Thorntonie cały czas się mówi jako o fabrykancie, właścicielu fabryki. Nie wiem, skąd się nagle bierze ten zarządca.

Mnie się on w tej scenie przede wszystkim wydaje okropnie nieszczęśliwy. Pamiętasz ten moment, kiedy wstaje od biurka i podchodzi do ściany chyba, widać, że jest złamany - traci to, co osiągnął kosztem całkowitego poświęcenia się pracy. A teraz jeszcze przychodzi pan Bell, który znów przypomina mu o kobiecie, którą mógł mieć, a którą utracił - przecież powiedziała, że nigdy go nie pokocha, a wie, że jest kobietą, która nie rzuca słów na wiatr. Nie dziwię się, że jest oschły - myślę, że pragnie jak najszybciej pozostać sam, nie chce przed obcym człowiekiem ujawniać swego cierpienia.

asiek - Śro 14 Cze, 2006 00:45

GosiuJ...Guniu... dziękuję za odzew :smile:
Rzeczywiście w serialu sytuacja fabryki, prawa jej własności i pozycji Thorntona jest niedopowiedziana. Masz rację Gosiu, że John w znacznej cześci filmu jest kreaowany na właściciela, jednak gdy na przyjęciu pojawia się Bell Thornton tłumaczy mu się z prowadzenia firmy i uspokaja. Pod koniec serialu zaś dowiadujemy się, że Thornton był jedynie zarządcą fabryki, a prawa do jej własności Bell scedował na Maragaret.
Gosiu, Guniu ...oczywiście dostrzegam w omawianej scenie cierpienie Johna. Jego zachowanie znacząco się zmienia, gdy w z treści dokumentów Bella dowiaduje się o darowiźnie dla Margaretki, jednak ta odmowa podania ręki człolwiekowi, którego najprawdopodobniej nigdy już nie spotka ....jest bardzo zaakcentowana, tak jakby Bell dopuścił się jakieś nieucziwości...
A może ja za bardzo kombinuję :wink: Mam nadzieję, że powieść rozwieje wszelkie wątpliwości. :smile:

Gitka - Śro 14 Cze, 2006 09:49

A czy Thorton w ogóle zauważa w tej scenie podanie ręki przez Bella.
Nie ogladałam tak dużo razy tej sceny ale coś mi się kojarzy, że on w ogóle nie widzi tej wyciągniętej dłoni. Jest bardzo przybity i myślami daleko.
Ale oczywiście mogę się mylić :grin:

Gosia - Śro 14 Cze, 2006 10:02

Tak, to zachowanie jest troszeczke niegrzeczne.
Uznal widac, ze pan Bell wtraca sie w jego sprawy, przypomina mu o tym co stracil i czego juz nie odzyska.
Wyglada z pewnoscia na zalamanego czlowieka i chce zostac sam, moze nie chce ulec slabosci w obecnosci pana Bella, choc w spojrzeniu tego ostatniego widac wyraznie, ze doskonale zrozumial uczucia Thorntona.
Pan Bell weilokrotnie wczesniej zartowal sobie z Margaret i Johna, moze i to zadzialalo w tym momencie ?
A moze (choc to moze z mojej strony naduzycie?) John przestraszyl sie, ze teraz Margaret jest wlascicielka fabryki i ze ma tyle kasy, ze przepasc miedzy nimi sie jeszcze poglebila ?

Aga85 - Śro 14 Cze, 2006 10:23

Gitka napisał/a:
A czy Thorton w ogóle zauważa w tej scenie podanie ręki przez Bella.
Nie ogladałam tak dużo razy tej sceny ale coś mi się kojarzy, że on w ogóle nie widzi tej wyciągniętej dłoni. Jest bardzo przybity i myślami daleko.
Ale oczywiście mogę się mylić :grin:


Faktycznie, niby nie widzi wyciągniętej dłoni pana Bella, ale przecież podawanie ręki było w tamtych czasach uznawaną normą towarzyską. poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba tak właśnie było. Nawet jeśli Thornton faktycznie nie widzial tej dłoni, to musial zdawac sobie sprawę, ze pan Bell będzie chcial się z nim pożegnac i to właśnie w sposób w jaki zegnali się dżentelmeni - przez podanie ręki. Zgadzam się zatem z dziewczętami, że John był przybity do tego stopnia, że nie chciał po prostu, aby jeszcze pan Bell wtrącal się i moze zarzucil jakimś ze swoich żarcików... My wiemy, ze Bell doskonale rozumiał sytuację w jakiej znaleźli się John i Margaret i chcial im pomóc, ale Thornton tego nie wiedział i nie chcial już aby ktokolwiek przypominał mu o kobiecie, którą na zawsze w swoim mniemaniu utracił.

Aga85 - Śro 14 Cze, 2006 10:28

Gosia napisał/a:
A moze (choc to moze z mojej strony naduzycie?) John przestraszyl sie, ze teraz Margaret jest wlascicielka fabryki i ze ma tyle kasy, ze przepasc miedzy nimi sie jeszcze poglebila ?


Nie wydaje mi się, Gosiu, aby to było z Twojej strony nadużycie :wink: . Mnie tez wydaje się to prawdopodobne. Na pewno nie był to najważniejszy fakt, John i tak był już przybity z wielu innych powodów, ale możliwe, że to przelalo czarę goryczy...

Gunia - Śro 14 Cze, 2006 15:45

A czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć jak to było z tą fabryką? Nie rozumiem kwestii finansowych w tym filmie...
ewelinka - Śro 14 Cze, 2006 15:52

Guniu,ale czego dokładnie nie rozumiesz?
Gunia - Śro 14 Cze, 2006 15:54

Czyja to była fabryka, kto od czego tam był i jak to się stało, że Jasiek zbankrutował, a fabryka nie.
ewelinka - Śro 14 Cze, 2006 16:16

No to nietety dokładnie Ci tego nie wytłumaczę mogę tylko powierzchownie.Oglądałam serial tylko raz narazie i na wszystkie pytania nie znam odpowiedzi.Musimy poczekać na inne dziewczyny. :wink:
Gosia - Śro 14 Cze, 2006 16:25

Obejrzalam trzy ostatnie odcinki serialu i wiecie .... jestem pod wrazeniem ;)
No po prostu kocham ten film!!! :D
Piekne ujecia, kostiumy, scenografia. I oboje tak pieknie wygladaja.
Niektore sceny powtarzalam powielokroc np. scene z matka - uwielbiam ja, i te slowa Johna, ze nie wierzy ze moglby obchodzic cokolwiek taka kobiete i ze ona o niego nie dba, i ten obrus, i jak matka go trzyma za policzek, a potem oswiadczyny i ta namietnosc w glosie, i wielka wystawa, potem to na progu domu, kiedy ona nie zaprasza go do srodka, wreszcie scena "Foolish passion", a o peronowej juz nie wspominam bo powtarzalam tyle razy, ze balam sie, ze mi odtwarzacz wysiadzie ;)
Jak ten Rysiu pieknie caluje! W tej scenie to jej na poczatku drżą usta (a moze jemu) ...a on tak najpierw delikatnie, potem mocniej ... i ona te usta mu tak subtelnie podaje .. ;)
alez musieli sie nacalowac, bo przeciez powtarzali z pewnoscia ta scene.
Naprawde cala ta sekwencja od przyjazdu pociagu z Połnocy zagrana jest prze - piek - nie.
A muzyka tak wspaniale zgrana z ujeciami. No po prostu majstersztyk.

Alez im sie udal ten film!

Caitriona - Śro 14 Cze, 2006 17:32

Gosieńka, uwielnbiam czytać Twoje pierwsze wrażenia :grin: :grin:
Gosia - Śro 14 Cze, 2006 17:53

Bo one sa wciaz, wiecznie, pierwsze :D

Jeszcze jedno mi przyszlo do glowy, my tak zachwycamy sie Rysiem, no bo boski jest bez watpienia, ale Daniela tez pieknie to zagrala. Po prostu sie uzupelniaja, swietnie graja razem.
Ale ona jest troche biedna, bo zachwyty sa skoncentrowane na Rysiu, ale jej tez trzeba oddac sprawiedliwosc. W niektorych scenach jest rewelacyjna!






bezpaznokcianka - Śro 14 Cze, 2006 18:47

Gosia napisał/a:
Obejrzalam trzy ostatnie odcinki serialu...

to przecież prawie cały serial.. hehe ;D ja też jestem pod nieustającym wrażeniem serialu. Ale powiem wam, że wczoraj sobie puściłam scenę peronową (w sumie to 10 ostatnich minut od kwestii "He was her brother") w tak niefortunnym czasie, że przylazł mój ojciec, który w tym momencie musiał sobie pocztę sprawdzić (bo ja na kompie oglądałam rzecz jasna). Ja sie denerwuję, film mi leci, ojciec się ze mnie śmieje i pyta "co to jest znowu za serial?" (chyba nie nadąża za mną) i za żadne skarby nie chciał mi dać pauzy. Zszedł tuż przed sceną peronową... poważne zakłócenia w odbiorze nie przysłoniły mi jednak wrażenia, które znów można by straścić określeniem MASŁO NA PATENI. Ta scena jest po prostu nieziemska.

asiek - Śro 14 Cze, 2006 19:03

Gosiu...Caitriona ma rację Twoje pierwsze wrażenia zawsze się czyta z dużą przyjemnością :grin:
I ja uważam, że Daniela świetnie zagrała. Baaardzo mi sie podoba jako Margaret. Jest substelna i kobieca, a jednoczesnie silna i stanowcza ...słowem prawdziwa dama.

Gitka - Śro 14 Cze, 2006 19:24

Też uważam, że Daniela spisała się w tej roli doskonale.
Tak bym chciała ją jeszcze zobaczyć w jakimś filmie kostiumowym, bo ona jest do nich stworzona.

asiek - Śro 14 Cze, 2006 19:27

Gunia napisał/a:
Czyja to była fabryka, kto od czego tam był i jak to się stało, że Jasiek zbankrutował, a fabryka nie.

Guniu ... niestety nie pomogę, bo sama się gubię w sprawach fabryki. Domyślam się jedynie, że Thornton zbankrutował, bo zbyt wiele zainwestował w firmę, a z powodu strajku stracił klientów i nie zdołał wypracoważ zysków. W filmie jest mowa o tym, że zaciągnął dużą pożyczkę bankową na zakup maszyn. Zatrudnił też Irlandczyków, a poniesione z tego powodu wydatki nie zwróciły się. Przy czym ta wersja ma sens przy założeniu, że Thornton był właścicielem fabryki, natomiast bierze w łep, jezeli był tylko zarządcą.
Nie rozumiem też, w jaki sposób do bankructwa Thorntona przyczyniła się inwestycja Bella i sukces finansowy męża Fanny.

Mądre białogłowy ...łobjaśnijcie nam to :roll:

Gunia - Pią 16 Cze, 2006 00:11

Dziękuję za objaśnienia finansowe. Ja rozpoczynam oglądanie Happy Endu od pierwszego ujęcia z wizyty Jaśka w Helstone, a po drodze przerwa w przewijaniu na "Look back." i "He was her brother".


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group