Ekranizacje - Emma (1996) TV
Trzykrotka - Sob 06 Mar, 2021 20:36
Annmiichelle niechże Aragonte ogląda jak jej się podoba, każdy ma inaczej. Złe napisy mogą zepsuć całą przyjemność z seansu, zwłaszcza kiedy poprawia się teksty zawodowo, jak ona. A austenowska angielszczyzna też może opoźniać tempo, więc wiesz...
annmichelle - Sob 06 Mar, 2021 21:59
| Trzykrotka napisał/a: | Annmiichelle niechże Aragonte ogląda jak jej się podoba, każdy ma inaczej. Złe napisy mogą zepsuć całą przyjemność z seansu, zwłaszcza kiedy poprawia się teksty zawodowo, jak ona. A austenowska angielszczyzna też może opoźniać tempo, więc wiesz... |
Trzykrotka, przecież się tylko przekomarzam z Aragonte.
Trzykrotka - Nie 07 Mar, 2021 00:07
Przecież wiem Ja trochę przekomarzam się z tobą
Aragonte - Nie 07 Mar, 2021 00:35
| Trzykrotka napisał/a: | Przecież wiem Ja trochę przekomarzam się z tobą |
Spoko, Dziewczyny, nie ma problemu
Zapuściłam sobie film do poduszki (bo jeszcze nie śpię), ale staram się już nie zwracać uwagi na napisy. A powiem, że dalej są ciekawe i tłumacz kreatywnie podchodził m.in. do nazw własnych
I nauczcie się raz a dobrze, że "gentelman" to "szlachcic" i już, żadnych innych pomysłów, o
Loana - Pon 08 Mar, 2021 12:23
Znalazłam jakąś płytę z gazety z filmem Emma, chyba sobie włączę i obejrzę w końcu z nowym podejściem, bo kiedyś próbowałam i nie dałam rady żadnej Emmy dokończyć
annmichelle - Pon 08 Mar, 2021 13:12
Loana, spróbuj.
I jak obejrzysz (ewentualnie ) to podziel się wrażeniami.
Kilka z nas ma tę wersję świeżo w pamięci, wrzucałam też niedawno ciekawostki z realizacji.
Tamara - Pon 08 Mar, 2021 13:25
Loana da-waj, da-waj !
Aragonte - Pon 08 Mar, 2021 16:02
Nie pisałam wczoraj o Emmie, bo raz, że musiałam nadrabiać pracę (bue), a dwa, że czułam się podziębiona i mózg ledwie mi pracował, a wszystko wkurzało
Wrażenie ogólne o filmie - nadal bardzo lubię tę wersję Pasuje mi aktorsko i stylistycznie, zastrzegam, że żadnego czepiania się w moim wykonaniu, jeśli chodzi o stroje i wnętrza, nie będzie, bo się na tym za bardzo nie znam.
Chyba najlepiej ze wszystkich wersji pokazano tu wątek Jane i Franka - subtelnie, ale tak, że widz musiał to dostrzec, i uśmiechnąć się nad przemądrzalstwem głównej bohaterki.
Kate jest zdecydowanie mniej cukierkową Emmą niż Gwyneth (ale tam wynikało to konwencji, nie mówię, że to jakiś zarzut), bywają chwile, kiedy brzydnie na ekranie (np. podczas płaczu), bywa, że wygląda na nadętą i wkurzoną (np. w końcówce, kiedy skończyła rozmowę z Frankiem, po czym bardzo ładnie rozpromieniła się na widok narzeczonego). Czyli jak dla mnie postawiono na większy realizm i wierność wobec książki.
I podobała mi się przemiana Emmy snobki na... nieco mniejszą snobkę, bardziej krytyczną wobec własnych możliwości oceniania ludzi.
Co do tego realizmu - dobrze, że widoczna była służba, dzierżawcy (i zaakcentowano, że Knightley - pardon, pan Knightley, nie mogę być tak niewychowana jak pani Elton - był życzliwy także wobec służby w Hartfield), nie było tak, że drzwi się same otwierały, a wiktuały samodzielnie wędrowały na małych nóżkach na wzgórze Box Hill
Przy tej okazji zresztą wydobyto odrobinę komizmu tkwiącej w tej scenie - tak to musiało wyglądać, kiedy państwo decydowali się na piknik
Podobnie rozegrano scenę zbierania truskawek w Donwell Abbey - pani Elton zachwyca się tym, jak cudownie zbierać je osobiście, ale kamera wyraźnie pokazuje, że służba każdemu z państwa podsuwa pod kolanka matę, żeby się broń Boże nie zabrudzili
Zabawne były też dla mnie scenki z fantazjami Emmy
Nie jestem może bezkrytyczna, jeśli chodzi o wątek na linii Emmy i pana Knightleya, bo różnica wieku (istniejąca w pierwowzorze) jest mocno widoczna, a po naszych rozmowach o tym, jak to ludzie wtedy się szybko starzeli, nie mogę wyrzucić z głowy tetryczejącego Knightleya Trochę tu żartuję, oczywiście, bo ten bohater prowadził zdecydowanie zdrowszy tryb życia niż tatuś Emmy, więc nie sądzę, żeby tak zdziadział No, ale 16 lat... Jasne, to też w zgodzie z epoką, tak tylko zrzędzę sobie po cichutku.
Generalnie największe zarzuty mam do strony technicznej - obrazu i napisów/lektora (bo to dokładnie ta sama warstwa językowa, brrr).
Miałam się już nie znęcać nad tymi napisami, więc sprzedam tylko jedną ciekawostkę - otóż wzburzona Jane Fairfax w rozmowie w Donwell Abbey rzuca, że tylko "bezdusznik" unieszczęśliwia kobietę itd.
Jestem chyba bezdusznicą, bo zamiast się wzruszyć, to się roześmiałam
annmichelle - Pon 08 Mar, 2021 16:11
Aragonte - dzięki za opinię.
| Aragonte napisał/a: | Zabawne były też dla mnie scenki z fantazjami Emmy |
Andrew Davies uzasadnił ich dodanie w scenariuszu tym, żeby nieco ocieplić postać Emmy, że nie była wyrachowaną pannicą mającą radochę z manipulowania ludźmi, ale jak każda młoda dziewczyna fantazjowała np. przed snem snując marzenia "co by było, gdyby", "a jakby tu X pasował do Y", itd.
RaczejRozwazna - Pon 08 Mar, 2021 16:12
16 lat, w przypadku gdy ona miała jakieś 18 to jest nic. 30-paro latek to młodzieniec.
annmichelle - Pon 08 Mar, 2021 17:44
16 lat różnicy wydawało mi się dużo jak miałam 15-20 lat , teraz tak odbieram pary między którymi jest więcej niż 20 lat - dla mnie to już sporo.
Natomiast wtedy takie małżeństwa to było coś normalnego, wśród arystokracji większa różnica wieku też nie była niczym dziwnym, wystarczy porównać sobie daty urodzenia małżonków z tamtego okresu. To raczej małżeństwa równolatków były rzadkością, bo jak panna miała 22 lat to była już dojrzała od kilku lat do małżeżstwa, a jak narzeczony miał te 22-25 lat to raczej młokos i mleko pod wąsem.
RaczejRozwazna - Pon 08 Mar, 2021 17:50
No więc właśnie - pamiętam jakąś książkę podróżniczą z I poł. XIX w. gdzie o podróżującym 35-latku pisano per "młodzieniec" właśnie
W ogóle mam wrażenie, że nasi przodkowie byli dużo bardziej tolerancyjni od nas w kwestii różnicy wieku w związku i - co ciekawe - w obie strony.
Mój pradziadek żenił się pierwszy raz po 35-roku życia z mniej więcej równolatką, a szybko owdowiawszy jako 42letni wdowiec z małym dzieckiem ożenił się raz drugi z 18latką. Mojego dziadka spłodził dooobrze po 50-tce.
annmichelle - Pon 08 Mar, 2021 17:57
Mężczyzna czym starszy był nie tylko bardziej doświadczony, ale odpowiedzialniejszy, no i przede wszystkim miał już jakąś konkretną pozycję społeczną, zawodową.
Młody 25 letni syn dziedzica to albo się jeszcze "uczył" albo podróżował po Europie szukając swojej drogi i żeby się wyszumieć albo odbywał służbę w wojsku. Dopiero jak się dorobił, ojcu się zmarło lub nabrał doświadczenia, ogłady i okrzepł w "porywach zmysłów" to rodzina myślała jak go tu wyżenić korzystnie.
A 20-stolatek to żenił się u biedoty, bo i tak niewiele miał, a hormony szalały, a na "ulżenie sobie" raz że nie było to akceptowalne w jego sferze (jakieś kochanki, burdele, itd.), dwa, że nie było go stać.
Admete - Pon 08 Mar, 2021 17:58
Druga żona mojego pradziadka też była od niego dużo młodsza. Urodziła mu syna, który był w wieku jego wnuków.
Tamara - Pon 08 Mar, 2021 20:58
| RaczejRozwazna napisał/a: | | pamiętam jakąś książkę podróżniczą z I poł. XIX w. gdzie o podróżującym 35-latku pisano per "młodzieniec" właśnie |
No toż przecież o Kaziu Starskim Prus pisze "trzydziestokilkoletni młodzieniec" do 40 facet to był młodzik .
|
|
|