To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Moth (Ćma)

Alison - Śro 07 Lut, 2007 19:14

No, to juz sobie przeczytałam ten ostatni fragmencik i muszę powiedzieć, że...no...coś on sobie na wiele pozwala ten Bradley :wink:
Gitka - Czw 08 Lut, 2007 15:44

Ale jak ładnie sobie pozwala :wink:
Kod:
Zresztą, nie jest na tyle silny by dalej to ciągnąć, pewnego dnia może coś stać się z nim i weźmie ją w ramiona, przytuli i zmaże całą samotność kryjącą się w jej oczach. Boże! Nigdy nie widział nikogo tak bardzo samotnego i biednego jak ona.


Moniko, dziękuję :kwiatek:

Mag - Pią 09 Lut, 2007 09:11

Dzięki Moniko.
Jestem ciekawa czy przełamią barierę panienki- robotnika i jak szybko to nastąpi :wink:

Anonymous - Pią 09 Lut, 2007 18:57

Hmm. Wydaje mi się, że tak naprawde te bariere ma do pokonania jedynie Agnes. Bradley zna swoja wartosc.
Monika - Czw 15 Lut, 2007 09:42

Następnego ranka, o siódmej rano, zeszła na dół w pełni ubrana i zastała go przy wuju, Robert podtrzymywał jego głowę, próbując dać mu trochę herbaty. Starszy mężczyzna leżał teraz na kanapie, Robert natychmiast zaczął się usprawiedliwiać, mówiąc ‘Położyłem go tutaj w środku nocy, nie było mu wygodnie na podłodze’.
‘Powinien być w łóżku. Jak się czuje?’
‘Źle z nim, wydaje mi się, że zaczął gorączkować. Muszę… muszę zawieźć go do domu’.
‘Jak? W takim stanie nie można go przewieźć dwukołówką’.
‘To prawda, też o tym pomyślałem. Czy nie miałaby pani nic przeciwko, gdybym wziął wypożyczony wóz. Ma wysokie boki i mógłbym go tam położyć. Ochroniłoby go też przed wiatrem’.
‘Tak, tak, oczywiście. I możemy wyłożyć boki materacem i przykryć go kocami. Tak, to dobry pomysł. A poza tym, odpocząłeś trochę?’
‘Tak, zdrzemnąłem się’.
‘Jadłeś już coś?’
‘Ruthie o to zadbała. Wszyscy już wstali, oni również niewiele dziś spali. Przepraszam za to zajście’.
‘Och, nie bądź śmieszny
’. Potrząsnęła zniecierpliwiona głową, w innych okolicznościach jej niezwykle spontaniczna reakcja spowodowałaby błysk w jego oczach. Lecz teraz tylko na nią patrzył, następnie powiedział cicho ‘Rozmyślałem w nocy, coś dziwnego jest w tym domu, tak jakby sam stwarzał takie zdarzenia. Przynajmniej tak mi się zdaje’.
Spoglądała przez chwilę na niego i rzekła ‘Nie sądzę, że to dom, to my sami to tworzymy, gdziekolwiek jesteśmy. Są ludzie, którzy zmieniają atmosferę, wywołują burze. Jednakże teraz’ – jej ton zmienił się, energicznie skinęła głową, dodając – ‘powiem by przygotowali wóz. Hubbard pojedzie z tobą. Może powozić i sprowadzić wóz z powrotem, ty zaś powinieneś zostać z wujem nim zjawi się doktor, jestem pewna, że ciotka będzie zadowolona z twojej obecności’. Czekała przez chwilę, jakby spodziewając się jakiejś odpowiedzi, lecz kiedy nic nie powiedział, tylko na nią patrząc, odwróciła się i prędko wyszła.
Aż czterech osób potrzeba było, by przenieść Johna Bradley’a na wóz i położyć na materacu. Nie wydał z siebie żadnego odgłosu protestu, wyglądało na to, że nie za bardzo wie, co się z nim dzieje. Kobiety szczelnie otuliły go kocami. To były białe, domowe koce, przyniesione z bieliźniarki, niezwykle grube, których boki obtoczone były atłasem. To była jedna z tych rzeczy, które zastanawiały Roberta: To głupie, narobili tyle bałaganu. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widział, Peggy, Ruthie czy Maggie zapewne też nie użyłyby takiej jakości tkanin do wyściełania zwykłego farmerskiego zaprzęgu.
Kiedy podjechał wozem na podwórze, tuż pod frontowe drzwi, ujrzał ją stojącą w oknie, w holu. Miała na sobie ciemno błękitną suknię i w jasnym świetle mroźnego poranka jej sylwetka odcinała się w szybie okiennej niczym obramowane malowidło. Zmusił się, by o niej nie myśleć i zająć się swoimi sprawami. A co jeśli wuj umrze? W jakiś sposób odpowiedzialność za to znowu spadnie na niego. Biedny człowiek przyszedł tu w taką noc, prosić go o wybaczenie, to właśnie powiedzą, a nie to, że to on źle postąpił: sprawiedliwość zawsze należy się zmarłemu, tak myśli większość ludzi. Wcale nie był takim starym zatwardzialcem, niektórzy powiedzą; owszem, miał swoje wady, lecz kto ich nie ma?
Już to słyszał wcześniej…
Kiedy podjechali na podwórze i ciotka otworzyła tylne drzwi, przez chwilę stała jak sparaliżowana, zawołał do niej, ‘Wszystko dobrze. Wszystko dobrze, Ciociu’. Podeszła do wozu, spojrzała na męża otulonego pledami, widoczne były jedynie oczy, nos i spocona twarz. Powiedziała, ‘Och, dobry Boże, gdzie go znalazłeś?’
‘Przyszedł do majątku. A teraz nie martw się, przygotuj tylko łóżko
’.
Wbiegając do domu zawołała w głąb podwórza ‘Tim, jesteś tam?’ A kiedy Tim pojawił się w drzwiach warsztatu, również stanął jak wryty, nie wiedząc, co się dzieje, dopiero Robert przywołał go do porządku, wrzeszcząc, ‘Chodź tu i pomóż nam’. I kiedy dotarł do furmanki, spojrzał na wszystkich wokół, zwrócił się do Roberta, ‘Więc to ciebie szukał?’ Robert nic na to nie odrzekł, poza ‘Pomóż nam, musimy położyć go do łóżka’.
W trójkę zdołali wnieść po schodach nieruchomą, słabą postać; kiedy już leżał, Alice powiedziała ‘Zajmę się nim’. Wszyscy pozostali opuścili pokój, zeszli po schodach, gdzie Robert, patrząc na Greg’a powiedział, ‘Kiedy zabierzesz z powrotem wóz, mógłbyś po drodze wezwać doktora? Powiedz, że to pilne’.
‘Oczywiście, tak zrobię
’. Pokiwał głową i dodał, ‘Ale to poranek Nowego Roku i wątpię, czy nie zastanę go w łóżku, z potężnym bólem głowy. Nie liczyłby na to, że szybko się tu zjawi’.
‘Powiedz mu, że to poważne. Nie zostawiaj wiadomości, porozmawiaj z nim osobiście, zrobisz to?’
‘Dobrze. Wrócisz na noc?’
‘Tak, raczej tak’
.
Greg i Tim wyszli razem tylnymi drzwiami, w tej samej chwili do kuchni weszła Nancy Parkin, zatrzymała się na moment i patrzyła na niego, ‘Proszę, proszę, kogóż to Nowy Rok nam zsyła. Więc przywiozłeś go. Gdzie był?’
‘Na spacerze’.
‘Ha! nie zmieniłeś się, prawda? Alice odchodziła od zmysłów. Wiesz o tym? Był u ciebie, czyż nie? Był i błagał cię o przebaczenie za to, że cię zniesławił. Tim mi mówił, że trajkotał o tym od kilku dni, o tobie, o Bogu’.
‘Naprawdę? Hmm’
– podniósł na nią oczy – ‘dobrze wiedzieć, że byłem w dobrym towarzystwie, dla odmiany’.
‘Zostajesz?’
‘Jeszcze nie podjąłem decyzji
’. Patrzył na nią spod opuszczonych powiek, pytając siebie jak na Boga wyobrażał sobie ją jako dobre towarzystwo.
Wkrótce wychodzę za mąż’.
‘Tak? No cóż, nie jestem zdziwiony, wyszłabyś za mąż prędzej czy później, prawda? Twoja matka musi skakać z radości. To pan Pendle, nieprawdaż? Pan Harry Pendle’.
‘Możesz sobie kpić. Powiem ci, że jest od ciebie lepszy i nigdy mu nie dorównasz’.
‘Co do tego nie mam wątpliwości. Na pewno wybrałaś najlepszego. Poza tym byłem na straconej pozycji, prawda Nancy? Byłem spóźnionym zawodnikiem, wepchniętym w wyścig, chyba wiesz, o co mi chodzi? Nie miałem dużych szans
’. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, kończąc ‘Nie nadążałem, a w końcu zacząłem zawadzać. Niektóre konie są stworzone do wyścigów, inne nie’.
Pełna oburzenia dla jego słów poszła w kierunku kuchennych drzwi, gdzie odwróciła się i powiedziała, ‘Myślisz, że jesteś zabawny, prawda, przemądrzalcu? Ale ja wiem swoje, nikt nie jest przy tobie bezpieczny. Sprowadziłbyś na mnie nieszczęście, a później szybko opuścił, tak mi mówiła matka. Jeśli nawet nie byłeś odpowiedzialny za biedną Carrie, to z pewnością nie, dlatego że nie próbowałeś…’.
Gwałtowny ruch, jaki zrobił w jej kierunku sprawił, że pisnęła, pchnął ją w kierunku drzwi, syknął, ‘Uważaj na to, co mówisz i powtórz to samo matce. Powiem wam tylko byście miały się na baczności, bo w przeciwnym wypadku spotkamy się w sądzie. Żart, kpiny to jedno, lecz wasze słowa są złe i złośliwe. Ostrzegam was. Jeszcze jedno złe słowo na mój temat, a pieniądze na twój ślub przetracisz na sprawę sądową. I mówię poważnie’.
I dokładnie to myślał, szarpnął ją za ramię, obrócił w kierunku drzwi i rzekł, ‘Jak długo tu jestem, masz się nie pokazywać. Wszystkim się zajmę ja, pomogę ciotce’. Otworzył drzwi i wyrzucił ją przez nie, powstrzymał się przed trzaśnięciem nimi, pamiętając o wuju leżącym w pokoju na górze. Stał plecami do drzwi, zazgrzytał zębami, ścisnął mocno dłonie. Mówi się, że to mężczyźni mają nieczyste myśli; na Boga! często nie dorównują w tym kobietom. Od miesięcy, a właściwie niemal przez rok nie był blisko z kobietą, nie miał w ramionach, nie tulił. Wiele razy jego ciało płonęło, jego myśli dręczyły go, lecz potrafił to zdusić, zostawić, ponieważ poznał coś nowego. Nie był mężczyzną o wygórowanych pragnieniach, uważał siebie za całkiem zwyczajnego pod tym względem człowieka, który ma swoje potrzeby, lecz tak jak duchowni, potrafił być ponad nimi, uwznioślić je. A ta wstrętna kobieta insynuowała, że gdyby tylko miał szansę, wykorzystałby Carrie.
Kiedy już uspokoił nerwy, pomyślał, że niepotrzebnie tak się uniósł. Nancy była po prostu sfrustrowana, chciała zaciągnąć go przed ołtarz.
Wszedł do pokoju, po schodach i zapukał do sypialni, kiedy wszedł do pokoju ciotka odwróciła się w jego stronę, mówiąc ‘Pomóż mi, Robbie. Nie mogę poradzić sobie z jego koszulą. Niedawno obudził się i mogłam zdjąć jego ubranie, lecz znowu stracił przytomność… gorączkuje’.
‘Tak
’. Skinął głową, podniósł go i pomógł ciotce ubrać wuja w czystą nocną koszulę. ‘Wszystko przez tą podróż. Okropnie wiało’.
‘Nie, nie’
. Potrząsnęła głową. ‘Ostatnio spędzał dnie siedząc w warsztacie, nic nie jedząc, nie pijąc; obwiniał siebie, lecz to mnie powinien winić’.
‘Och nie, ciociu, nie’.
‘Tak, Robbie, tak. Gdybym nie skłamała, ona by dziś żyła, w twoim towarzystwie znalazłby pocieszenie, pomógłbyś i Carrie i mnie, złagodziłbyś jego potępienie. Lecz wtedy mogłam myśleć tylko o tym w jaki sposób powstrzymać jego gniew’.
‘Zrobiłbym to samo; każdy chce chronić siebie’.
‘Chciałabym tak myśleć
’. Chwyciła brzeg białego fartucha i uniosła do twarzy. Okrążyła łóżko, popatrzyła na niego i powiedziała, ‘Musisz się śpieszyć?’
‘Nie, nie. Nie ma pośpiechu. Ona… powiedziała, że mogę zostać tak długo jak będzie trzeba’. ‘Podoba ci się tam?’
‘Nie jest najgorzej’.
‘Zmieniłeś się, Robercie’.
‘Zmieniłem się? Pod jakim względem?’
‘Właściwie to nie wiem. Trudno to określić: coś jest w tobie takiego…
’. Szybko odwróciła się do męża, słysząc jego jęk, zgarnęła siwe włosy z jego czoła, wymamrotała ‘Mam nadzieję, że lekarz się pospieszy’. …
Lekarz przybył dwie godziny później, wyglądał zupełnie jakby dopiero, co ściągnęli go z łóżka, pierwsze słowa, jakie powiedział do Alice nie brzmiały, ‘Co się stało z twoim mężem’, lecz, ‘Macie kawę w domu?’. A kiedy odpowiedziała, ‘Tak’, rzekł ‘Poproszę czarną i mocną’, dodał ‘Dlaczego do diabła ludzie upodobali sobie Nowy Rok na narodziny i śmierć? Jestem na nogach od piątej’.
‘Przykro mi’.

Na te delikatne przeprosiny uśmiechnął się, ‘To dobrze. To jakaś odmiana, od czasu mojego ostatniego pacjenta, który umarł. Był spity w trupa, a i tak przeklinał i wyzywał, głównie mnie. Dostał się pod konia, idiota’.
Mówił o nieboszczyku.
To wszystko sprawiło, że Robertowi zachciało się śmiać. Jakie życie było zabawne, dziwne: komedia mieszała się z dramatem; skandale zrodzone z kłamstw, to tak zachwycało panienkę Millie; lecz przede wszystkim samotność w jej oczach… w oczach Agnes. Po raz pierwszy nazwał ją jej imieniem.
Doktor orzekł, że John Bradley ma wysoką gorączkę, a jego odporność jest bardzo słaba. Zostawi lekarstwa i przyjedzie trochę później. ‘A w międzyczasie’ – powiedział do Alice – ‘staraj się obniżać jego gorączkę. Nie zmieniaj za często pościeli; jego własny pot nie zaszkodzi mu tak jak zimne prześcieradła na gorącej skórze’.
Kiedy poszedł, Alice powiedziała z nutą pewnego zdumienia w głosie, ‘Żaden z Parkin’ów dziś tu nie zaszedł. Nancy była ostatnio taka miła’.
Spojrzał na nią lekko zakłopotany, z nieśmiałym uśmiechem odpowiedział, ‘Obawiam się, że wydałem jej rozkaz wymarszu’.
‘Wymarszu… Za co, Robbie? Kazałeś się jej wynosić… Nancy?’
‘Tak. Kazałem się jej tu nie pokazywać tak długo jak tu będę’.
‘Ale dlaczego?’
‘Och
’ – odwrócił się – ‘powiedziała kilka rzeczy, które mnie zdenerwowały. Nie mam nic, przeciwko, jeśli ludzie mówią mi, jaki jestem, jeśli jest to prawda, ale kiedy kłamią… byłem dla niej trochę przykry. Pewnie, kiedy jej ojciec wróci do domu, złoży mi niedługo wizytę’.
‘Och, Robbie
’. Potrząsnęła głową. ‘Czy tego nie rozumiesz? Cokolwiek powiedziała, wynikało to z zazdrości. Podobałeś się jej, przecież wiesz. Zamierza wyjść za mąż, lecz nie sądzę, że to ten jedyny’.
‘No cóż, ciociu. Od początku dałem jej do zrozumienia, że żaden ze mnie materiał na męża… ale teraz żałuję że tak się zachowałem, bo potrzebujesz jej’.
‘Nie, nie. Nie lubię, kiedy kręcą i węszą tu sąsiedzi, przyznam, że Parkin’owie są niezwykle wścibscy. Byłam rada słysząc jakiś czas temu, że mają zamiar wyjechać. Kilka ich chłopaków pracuje w Newcastle: jeden przy wykańczaniu mosiądzu, drugi jest barwiarzem, zaś Mary Ellen przyucza się na modystkę. Ale to jest długa podróż, zwłaszcza zimą. A żebyś słyszał ile chce za dom, obawiam się, że utkną tu jeszcze na długi czas. Trzy tysiące funtów! Słyszałeś coś podobnego? Mają trzy pokoje i strych. Owszem, jest też skromny skrawek ogrodu, lecz kto na Boga zapłaci za coś takiego trzy tysiące. A wiesz ile zapłacił za dom dwadzieścia sześć lat temu? Pięćdziesiąt funtów. A teraz trzy tysiące. Pan Bradley kupiłby go, ale nie za taką sumę. A teraz
’ – zmieniła temat patrząc na niego – ‘jak długo możesz tu zostać? To znaczy ile wolnego mogą ci dać?’
‘Och, na pewno kilka dni
’. Uśmiechnął się życzliwie. ‘Do tego czasu gorączka powinna się obniżyć, a wtedy’ – położył rękę na jej ramieniu – ‘będziesz miała Nancy z powrotem’.
‘Och! Robbie, Robbie. Przecież wiesz, kogo chciałabym z powrotem, przecież wiesz. Och! Robbie’.

Łzy spływały jej po policzkach, przytulił ją do siebie i pomyślał z przekąsem, Oto jestem tu znowu, pocieszając.

QaHa - Czw 15 Lut, 2007 10:28

:mrgreen: noto mamy kolejny fragmencik :mrgreen:
Balbina - Czw 15 Lut, 2007 10:34

Fragmencik ?! toż to wielki "tłustoczwartkowy" pączek :mrgreen:
Dzięki Moniczko

Alison - Czw 15 Lut, 2007 11:14

Misiu-Monisiu ale się napracowałaś! Jeszcze nie przeczytałam, ale wkleiłam i już się cieszę na wieczorne czytanie :grin:
Dziękówki :kwiatek:

Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 14:28

Ojej, to już nie ciacho, to nawet nie pączekś, ale najsmaczniejszy, najdelikatniejszy pączuś z marmoladą z róży i lukrem bielejącym, że aż miło
migotka - Czw 15 Lut, 2007 17:17

jacie!!!...dzięki! :kwiatek:
Gitka - Czw 15 Lut, 2007 17:44

Przeczytałam, bardzo dziękuję :kwiatek:

Cytat:
Jadłeś już coś?’


No jeśli Agnes martwi się o pusty żołądek Roberta... :wink:

Mag - Pią 16 Lut, 2007 08:53

Dzieki Moniczko.

Zazdrosna kobieta potrafi być okrutna :evil:

Monika - Sob 17 Lut, 2007 17:31

Rozdział 5 (części czwartej)

Był piąty stycznia, nie było go już niemal pięć dni. Dwa dni temu posłała Hubbard’a zapytać jak się czuje pan Bradley. Wrócił z wiadomością, że nie najlepiej, ma dużą gorączkę i majaczy, natomiast Robert spędził przy nim ostatnie dwie noce. Dowiedziała się o tym od Peggy, która opowiadała jej, że Robert śpi na stojąco. Minęły kolejne dwa dni, a o nim ani słowa.
Dom bez niego wydawał się inny, jakby pozbawiony osobowości. Minionej nocy znów stanęła w obliczu własnych uczuć, pomyślała, że samo myślenie o nim poniża ją, lecz za chwilę ostro przemówiła sobie do rozsądku: nie wyrządza krzywdy samym myśleniem, bo jedyne, co ich łączyło to myśli. Nie zamierza się zapomnieć, a nikt oprócz niej nie zna tych myśli. Nikt oprócz niego.
Zamyślona podeszła do lustra, patrzyła na siebie, przemówiła do lustrzanego odbicia, ‘No cóż, wiem, że mnie lubi, lecz zna swoje miejsce, nie przekroczy granicy. Nie powinien, przecież wie, że za coś takiego zostałby skarcony i odprawiony, a na pewno nie jest mężczyzną, który godziłby się na to, ma wysokie mniemanie o sobie, zna swoją wartość. O tak, widać to w każdym jego czynie i słowie’.
Lecz to było zeszłej nocy. Rano rozmawiając z Millie powiedziała, ‘Jadę do Newcastle, po kilka sprawunków. Potrzebuję… potrzebuję trochę materiału na suknię dla ciebie. Będziesz grzeczna, prawda?
Millie nie zapytała, czy może jej towarzyszyć, po prostu pokiwała głową, szczotkując sierść pudla, rzekła ‘Ależ będę, Aggie. Przypilnuję by nie zapaskudziła dywanu. Nie spuszczę z niej wzroku, podkładając papier’.
Agnes odpowiedziała, ‘Może lepiej weź Maggie lub Ruthie na spacer po ogrodzie, Lady pójdzie z tobą’.
‘O tak, tak
’. Uśmiechnęła się i nieoczekiwanie dodała, ‘Nie mam, z kim rozmawiać, Aggy’.
‘O czym ty mówisz?
’ Agnes przysiadła koło Millie, na siedzisku przy oknie, spytała ponownie, ‘O czym ty mówisz? Jak to nie masz z kim rozmawiać’.
‘Od czasu, kiedy Bradley odszedł, od czasu przyjęcia’.
‘Nie bądź niemądra. Rozmawiasz z innymi przez cały dzień. Masz Dave’a, Peggy, Ruthie i Betty i oczywiście Maggie; rozprawiasz z Maggie bez przerwy; na dworze Hubbard i Bloom często do ciebie zagadują
’.
Millie popatrzyła na siostrę, nic nie powiedziała, jej duże migdałowe oczy pełne były głębokiego pragnienia, które to uczucie było tak podobne do tego co czuła sama Agnes. Dobrze rozumiała, co Millie miała na myśli, mówiąc że nie ma z kim porozmawiać, mimo że rozmawiała ze wszystkimi w domu. Wstała, mówiąc, ‘Sprawuj się dobrze’. Wychodząc z pokoju ujrzała Ruthie, powiedziała do niej, ‘Jadę do Newcastle, muszę coś kupić. Przypilnujesz Millie? Nie zostawiaj jej samej. Wrócę niebawem. A teraz mogłabyś zejść na dół i powiedzieć wujowi, że potrzebuję dwukołówki?
W stodole, patrząc na córkę, Dave Waters powtórzył, ‘Dwukołówkę? Jedzie do Newcastle? Nigdy nie wybierała się sama do Newcastle’.
‘Tak powiedziała, właśnie się szykuje
’.
Zacisnął cienkie usta, a jego krótkie wąsy najeżyły się. ‘Idź do Greg’a i powiedz by wszystko przygotował’. Wyszedł ze stajni, przeszedł przez podwórze, do kuchni, gdzie siedziała jego żona, bezzwłocznie począł wyrzucać słowa, ‘Chce wóz, jedzie do Newcastle, podobno na zakupy’. ‘Zwykle sama nie powozi dwukołówką, nie lubi tego. Co się dzieje?’
‘A co ma się dziać? Po prostu chce się na chwilę stąd wyrwać, tak sądzę. Mylisz się, tylko pomyśl, brała wóz tyle razy już’.
‘Owszem, lecz nigdy do miasta, w tych korkach i między autami, śmigającymi wokół. Po pierwsze, to nie jest bezpieczne’.
‘Czemu się tak przejmujesz?
’ Peggy spojrzała na męża, niemal litościwie. ‘Jeśli nie to, to co innego: jak nie dom, to Millie, czy Agnes. Zrozum wreszcie, to dorosła kobieta i nie jest Millie, nie możesz jej pilnować. A poza tym zmieniła się. Od czasu, kiedy zerwała zaręczyny, jest jakaś odmieniona’.
‘O tak, jest inna i doskonale wiem, kto jest za to odpowiedzialny
’.
Twarz Peggy wyrażała szczere zdumienie, kiedy zapytała, ‘Wiesz, kto jest tego przyczyną? To znaczy?’
‘To co powiedziałem. I dodam tylko, że jesteś ślepa, wszyscy jesteście ślepi
’.
W jej głosie pojawiła się irytacja, skrzyżowała pięści na talii i zażądała, ‘No to oświeć mnie, czego to nie dostrzegam… czego wszyscy nie widzimy’.
‘Bradley’.
‘Bradley?... Bradley?... Mówisz, że…? No wiesz!

Przekręciła na bok głowę. ‘Odchodzisz od zmysłów, człowieku. Bradley i panienka!’
‘Ach tak, może i oszalałem, ale mam oczy i złapałem ich’.
‘O czym ty mówisz? Jak to ich złapałeś?’
‘Rozmawiali’.
‘Mój Boże! Ona rozmawia z nami wszystkimi. Przypomnij sobie jak do ciebie się odnosi. Nie jak do służącego, dla niej nie jesteśmy służbą, od wielu lat. Jesteśmy dla niej trochę jak rodzice’.
‘Taa, tak właśnie jest, czuję się jak rodzic, umiem czytać między wierszami i wiem, co się święci. Ten gość to kłopoty. Och, wiem, wiem dobrze, uratował mi skórę i jestem mu coś winien, lecz niech nie przeciąga struny. Niech no tylko jej dotknie’.
‘Dave. Dave
’. Podeszła do niego, poklepała po ramieniu; podniosła dłoń i pogładziła policzki, mówiąc, ‘To tylko twoje wymysły, za dużo o nich myślisz, ja również. Lecz Robert jest jednym z najmilszych ludzi, jakich znam. Źle go oceniasz. I on się zmienił, zmienił swoje nowo mieszczańskie nawyki i przywiązał się do nas’.
‘Kobieto!
’ Głos zabrzmiał surowo, lecz cicho, patrzył jej w twarz, ‘Wiem, co mówię. Widzę coś więcej. A to, dlatego, że więcej wiem o świecie, coś jest na rzeczy’.
‘Cokolwiek myślisz, Dave, o jedno cię proszę: na miłość boską, zachowaj to dla siebie, bo jeśli się kiedyś zorientuje, co myślisz o niej… i o nim, nie wiem jak może zareagować. Człowieku
’ – poruszyła głową – ‘ona ma klasę; może nie mieć złamanego szylinga, lecz to nie zmienia postaci rzeczy, ma klasę. I kimże jest Robert? Jest zwykłym pracownikiem. Owszem, jest zręcznym rzemieślnikiem, lecz to nie robi go bardziej uprzywilejowanym, nadal jest prostym człowiekiem. Niedługo możesz pomyśleć… że panicz Arnold lub Stanley zadaje się z Ruthie. Człowieku, nie zawracaj sobie tym głowy, zacznij rozsądnie myśleć’.
Spokojnie odpowiedział, ‘Myślę rozsądnie, nie od dziś zdarzają się małżeństwa z różnych warstw klasowych’.
‘O tak, tak
’. Podniosła głos. ‘Jeśli o tym mowa, to prawda: dżentelmeni poślubiają kobiety o niższej pozycji od swojej, lecz nigdy nie zdarzyło się na odwrót. Nigdy o czymś takim nie słyszałeś, ja także nie, by ktoś taki jak panienka Agnes zniżał się i uganiał za kimś z… powiedzmy to szczerze, za kimś z naszych. To nie jest tak. Jeśli mężczyzna przewyższa pozycją, wszystko jest w porządku, to się zdarza, lecz nigdy w drugą stronę. Nigdy! Nigdy!

Mag - Sob 17 Lut, 2007 19:22

Dzieki Moniko :hello:

Teraz zaczną się plotki...

Alison - Nie 18 Lut, 2007 08:23

Boże co za czasy, nawet sie wolno zakochać w kim się chce :wink:
Monisiu :kwiatek:

Gosia - Nie 18 Lut, 2007 09:48

Obejrzalam film, wiec dolacze się do czytania powiesci :D
Oczywiscie fabule rozumiem, ale niestety wiekszosci dialogow w filmie nie, wiec czulam duzy niedosyt :sad:
Ale wyobrazam sobie, jaka wielka by byla przyjemnosc rozumiec co oni do siebie mowia :D
A film jest bardzo dobry, muzyka mi sie podobala, no i bohaterowie.
Aktorzy niezle dobrani - bo toz to Dorothea z Middlemarch i Molly z "Zon i corek".

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 12:19

Molly jest tam po prostu prześliczna, ale mimo wszystko nie przekonywały mnie tak do końca zmarszczki na twarzy. Po prostu widać było że to już dojrzała, w pełni rozkwitła (w dodatku wspaniale) kobieta. I mimo, że to młodzieńczy typ urody, te zmarszczki bardzo wraźnie mówiły o wieku.
Gosia - Nie 18 Lut, 2007 14:11

Jestem po czterech stronach tego watku i musze przyznac, ze nie moglam sie oderwac od lektury. Swietnie napisane i swietnie przetlumaczone. Moniko, jestem pod wrazeniem Twojej samotnej pracy! :thud:
Ta opowiesc bardzo wciąga. Bardzo podoba mi sie Agnes, troche przypomina mi bohaterke Middlemarch, bo tez gra ją ta sama osoba ;)
Robert chwilami mnie irytuje, ale to w koncu facet i moze miec takie typowo meskie przemyslenia :roll: Z drugiej strony dobry z niego chlopak.
Masz racje Aine. "Molly Gibson" troche wiekiem nie pasuje do tej dziewczecej Millie. No i nie jest tak chuda i eteryczna jak ksiazkowa postac. Choc wyglada bardzo ładnie.
Na poczatku filmu myslalam, ze Robert zainteresuje sie Millie, dopiero pozniej sytuacja sie zmienila. Mysle ze wina wlasnie lezy wlasnie w wieku i wygladzie aktorki ją grającej. Nie wyglada jak młodziutka dziewczyna.
No to czytam dalej :D

Aha, jeszcze dodam, ze ciezki byl los kobiet wowczas, bo byly uzaleznione od ojcow, braci i innych facetow, ktorzy okazuja sie (excusez le mot) dupkami. :? ??: [choc tam w pewnym momencie z okazji wizyty Agnes u Jamesa bylo uzyte inne stwierdzenie oznaczajace cos podobnego, czy w oryginale tez tak bylo? )
A w ogole zauwazylam, ze film to dosc wierna ekranizacja powiesci, wiele scen wyglada podobnie. I w sumie wlasciwie wszystko rozumialam, choc lektura wyjasnia wiele moich watpliwosci.

Gosia - Nie 18 Lut, 2007 17:26

Doczytalam do konca..... i jestem rozczarowana! :(
ze to juz koniec na razie .. ;)
Pochlonelam calosc jednym gorączkowym tchem :D
Bardzo dobra opowiesc i ciekawe postaci. Tak, Robert chwilami mnie drazni, te stwierdzenia: "gdybym miał poślubić każdą młodą dziewczynę, którą trzymałem w ramionach miałbym teraz niezły harem." :roll: Bardzo jest pewny siebie.
Jednak troche nie byl fair wobec Nancy i Carrie. Ale jednoczesnie jest facetem, na ktorym mozna sie oprzec, zwlaszcza gdy jest emocjonalnie zaangazowany...
Natomiast, o czym juz pisalam, bardzo podoba mi sie postac Agnes.

Chyba tak jak w przypadku N&S, wydrukuje sobie calosc i opatrze fotkami. Chyba nie masz nic przeciwko temu, Moniko? ;)

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 17:34

Gosienko , jak chyba kazda z wyznawczyn w tym watku :D
Dodam tylko skad wziasc fotki? :D

Gosia - Nie 18 Lut, 2007 17:39

Moze wystarcza te, ktore Giteczka skads wytrzasnela.
Chcialam tylko dodac, mam nadzieje, ze nie obrażę wielbicielek, ze niestety Davenport nie jest w moim typie. Ale niektore ujecia ma bardziej udane i te wybiore na ilustracje jego postaci.

P.s. Że też tego nikt przede mną nie zauważył ;)
Monika napisał/a:
Rozdział 2
Dla Johna Thornton’a był to znak..

Chyba Freud by tu mial cos do powiedzenia :mrgreen:

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 18:11

a ja spotkałam Johna Thorntona w jakimś filmie :D
Gosia - Nie 18 Lut, 2007 18:16

Ja tez, ale juz nie pamietam w jakim.

Swoja droga, co sprawia, ze ktos nam sie podoba, a ktos inny nie? :roll:
Po prostu zagadka!

Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 19:02

naukowcy się nad tym biedzą :D
Gitka - Pon 19 Lut, 2007 13:06

Moniczko, bardzo, bardzo dziękuję :kwiatek:

Dużo zdjęć jest tu:
http://www.jack-davenport...ls.php?album=14



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group