North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Aga85 - Nie 04 Cze, 2006 13:36
| Gitka napisał/a: | | Gosia napisał/a: | No przeciez wczesniej juz widzial ja zemdlona, w czasie buntu |
Ale ja po tej scenie - to czułam niedosyt :sad: |
Zgadzam się. Odczuwa się lekki niedosyt. Ale podoba mi się to, że w powieści po buncie Jasiek wyznaje zemdlonej Margaretce miłośc. Szkoda, że w filmie tego nie ma ??:
GosiaJ - Nie 04 Cze, 2006 17:09
| Alison napisał/a: | Aaa bo też wziąłby ją na te swoje silne łapki, poniósł gdzieś w step szeroki pocucić trochę. Te Angole to słowiańskiej duszy za grosz nie mają |
Już nie tyle w step, ile do pokoju chociaż - w powieści przynajmniej tyle jest! A w serialu? Nie docierają do mnie pokrętne tłumaczenia scenarzystki, czemu nie ma tej sceny. Myślę, że ona dobrze wiedziała, że taka scena wywołałaby w oglądaczkach palpitacje i nie chciała nas narażać na takie emocji szarpanie
Albo mają ją nakręconą w tajemnicy i się pani producent z panią scenarzystką wspólnie napawają, oglądając Jaśka niosącego Margaretkę do domu
Alison - Nie 04 Cze, 2006 17:45
| GosiaJ napisał/a: |
Albo mają ją nakręconą w tajemnicy i się pani producent z panią scenarzystką wspólnie napawają, oglądając Jaśka niosącego Margaretkę do domu |
Jestem prawie pewna, że tak jest
kikita - Pon 05 Cze, 2006 15:17
Witam.Pisze na tej stronie bo tez chcę całośc tłumaczen.Na forum jestem nowa,więc chcę sie przywitac i wygadac.Mam"na karku"czterdziestke,za soba duzooooo filmów,ale tylko na "Dumie i uprzedzeniu 95"niezmiennie od kilku lat buszują mi motylki.Szukałam wśród mnóstwa
filmów takiego,żebym mogła znów "to"poczuc i nic.Do teraz. Dorwałam "North&South" i oberwałam filmem po łbie.Motyle wielkosci wróbli znowu lataja i to nie tylko podczas ogladania ale i gdy czytam tłumaczenia . JA CHCę CAłOść TłUMACZEN.PROSZę.
Wiecie jak to fajnie wygadac sie przed kims o tych samych odczuciach , a u mnie w pracy
sami faceci i tylko filmy z mordobiciem( oni nic nie wiedza o Darcym i Thortonie , zgroza).
Jezeli pozwolicie będę tu zaglądac cześciej.
Teresa
Aga85 - Pon 05 Cze, 2006 15:27
Witamy, Kikitko Zaprosiłabym Cię do Przedstawialni, ale przedstawiłaś nam sie pięknie juz tutaj więc tamto nie będzie juz chyba konieczne. Raz jeszcze witamy :grin:
Anonymous - Pon 05 Cze, 2006 17:13
Cead Mile Failte
Caroline - Pon 05 Cze, 2006 17:58
Margaret, Thornton i policjant cz. 2 (Rozdział XXXV "Expiation" - Pokuta s. 327)
[Thornton] Przeszedł ledwie dziesięć kroków, gdy przejeżdżający omnibus zatrzymał się tuż przed nim, wysiadł z niego mężczyzna, który zbliżył się dotykając kapelusza - odpowiedział mu tym samym. Był to inspektor. Pan Thornton zapewnił mu pierwszą posadę w policji i od czasu do czasu dochodziły go wieści o awansie protegowanego, ale nie spotykali się często i z początku pan Thornton nie rozpoznał go.
- Nazywam się Watson... George Watson, sir, którego pan...
- Ach tak! Pamiętam. Stajesz się znany, jak słyszę.
- Tak, jestem panu ogromnie zobowiązany. Chodzi o pewną drobną sprawę, dlatego pozwalam sobie rozmawiać z panem. Wydaje mi się, że był pan urzędnikiem, który uczestniczył przy odbieraniu zeznania tego biedaka zmarłego zeszłej nocy w szpitalu.
- Tak – odpowiedział pan Thornton – poszedłem tam i usłyszałem tylko jakieś chaotyczną opowieść, bez większej wartości, jak twierdzi kancelista. Obawiam się, że to był zwykły pijak, choć bez wątpienia to za sprawą przemocy zakończył swoje życie. Jedna ze służących mojej matki była z nim zaręczona, jak sądzę, jest dziś ogromnie zasmucona. Co z nim?
- Cóż, sir, jego śmierć jest dziwnie powiązana z kimś z domu, z którego, jak widziałem, właśnie pan wyszedł, to dom pana Hale, nieprawdaż?
- Tak! – powiedział pan Thornton odwracając się gwałtownie i patrząc w twarz inspektora z nagłym zainteresowaniem – O co chodzi?
- Otóż, sir, zdaje mi się, że istnieje dość wyraźny trop wskazujący na dżentelmena, który spacerował z panną Hale tej nocy na dworcu Outwood, jako tego, który uderzył lub zepchnął Leonardsa z peronu i w ten sposób spowodował jego śmierć. Młoda dama zaprzecza, jakoby była tam w tym czasie.
- Panna Hale zaprzecza, że tam była? – powtórzył pan Thornton zmienionym głosem – powiedz mi, którego wieczora to było? O której godzinie?
- Około szóstej, wieczorem w czwartek, dwudziestego szóstego.
Szli obok siebie w ciszy przez minutę lub dwie. Inspektor przemówił pierwszy.
- Widzi pan, prawdopodobnie koroner przeprowadzi śledztwo, znalazł się mężczyzna, który jest niemal pewny, a przynajmniej był na początku, bo kiedy usłyszał, że pani zaprzecza, stwierdził, iż nie może przysiąc, ale nadal jest niemal pewny, że widział pannę Hale na stacji spacerującą z mężczyzną nie więcej niż pięć minut wcześniej przed tym, jak tragarz zobaczył szamotaninę, którą złożył na karb bezczelności Leonardsa, ale doprowadziła ona do upadku, a w konsekwencji do śmierci Leonardsa. Gdy zobaczyłem pana wychodzącego z tego domu, pomyślałem, że mógłbym ośmielić się spytać, czy... Widzi pan, sprawy z niepewną tożsamością są zawsze kłopotliwe, człowiek nie chciałby wątpić w słowa szacownej młodej damy, chyba że ma ku temu poważne powody.
- I ona zaprzeczyła, że była na stacji tego wieczora? – powtórzył pan Thornton niskim, ponurym tonem.
- Tak, sir, dwa razy, tak wyraźnie jak to tylko możliwe. Powiedziałem, że być może będę musiał przyjść ponownie, ale zobaczywszy pana, gdy właśnie wracałem po przepytaniu tego młodego człowieka, który powiedział, że to była ona, pomyślałem, że spytam pana o radę, jako urzędnika, który widział Leonardsa na łożu śmierci i jako dżentelmena, któremu zawdzięczam pierwszą posadę w policji.
- Miałeś rację – powiedział pan Thornton – Nie podejmuj żadnych kroków póki znów się ze mną nie zobaczysz.
- Młoda dama będzie mnie oczekiwała po tym, co jej powiedziałem.
- Chcę tylko godzinnej zwłoki. Jest teraz trzecia. Przyjdź do moich magazynów na czwartą.
- Zgoda, sir.
Z tym postanowieniem rozstali się.
To było ciacho.
W wersji skróconej: Watsonie wstrzymaj się kapkę, wszak chodzi o moją Małgorzatkę :razz:
Gosia - Pon 05 Cze, 2006 18:08
Dzieki Caroline.
W sumie slodziutkie ciasteczko, bo to jedna z moich ulubionych scen w filmie.
Swietne rozwiazanie z tymi schodami. Nabiera dodatkowego uroku.
Pytanie tylko, po co byla mu potrzeba godzina czasu ?
Chcial zastanowic sie co z tym zrobic ?
asiek - Pon 05 Cze, 2006 23:31
Caroline... :grin: :grin: :grin:
Też lubię tę scenę. Thornton potwierdził tu swoją klasę.
Z pewnością nie była to łatwa decyzja,... ale o tym dowiemy sie pewnie w następnym odcinku.
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 07:04
"- Tak! – powiedział pan Thornton odwracając się gwałtownie i patrząc w twarz inspektora z nagłym zainteresowaniem – O co chodzi? "
" Panna Hale zaprzecza, że tam była? – powtórzył pan Thornton zmienionym głosem"
" I ona zaprzeczyła, że była na stacji tego wieczora? – powtórzył pan Thornton niskim, ponurym tonem. "
Biedak ... ale go rabnelo ...
Wlasnie zaczynaja sie bardzo fajne odcinki w ktorych Thornton mimo miotajacej nim zazdrosci okazuje sie dzentelmenem i wspanialym facetem.
A Margaret przezywa katusze, ze sklamala i ze on o tym wie.
Gitka - Wto 06 Cze, 2006 08:46
Caroline dziękuję.
Thorton pokochał Margaret na dobre i przede wszystkim na złe.
Ile on musiał przecierpieć przez tę swoją damę...
Po prostu dżentelmen i już :grin:
miłosz - Wto 06 Cze, 2006 14:00
No i proszę do czego gotów jest zakochany mężczyzna
Caroline - Wto 06 Cze, 2006 18:39
Margaret, Thornton i policjant cz. 3 (Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)
Pan Thornton pospieszył do magazynów, gdzie surowo zabroniwszy pracownikom przeszkadzać sobie, poszedł do swojego prywatnego pokoju i zamknął drzwi na klucz. Potem poddał się torturze przemyślenia tego wszystkiego od nowa i rozważania każdego detalu. Jak mógł pozwolić sobie jeszcze dwie godziny temu na te chwile pozbawionego podejrzliwości spokoju, kiedy widząc ją tak zasmuconą współczuł jej w swej słabości, tęsknił do niej i zapomniał o tej jątrzącej, przepełnionej nieufnością zazdrości, którą wywołał widok jej i nieznajomego, o takiej godzinie, w takim miejscu! Jak ktoś tak niewinny mógł poniżyć się porzucając przyzwoitość i szlachetność swojego obejścia! Czy jej obejście rzeczywiście było tak przyzwoite? Znienawidził się za myśl, która wdarła się w jego wyobraźnię, na chwilę, nie więcej, a mimo to zdołała na nowo wstrząsnąć nim dawną mocą przyciągania do jej osoby. I wreszcie to kłamstwo, jak okropny musi być strach przed wstydem związanym z jego ujawnieniem, mimo że zaczepka takiego człowieka jak Leonards, zwłaszcza pobudzonego alkoholem, była wystarczającym powodem usprawiedliwiającym postawienie wobec niego spraw otwarcie i bez ogródek. Jak okropny i porażający musiał być strach, który skłonił uczciwą Margaret do kłamstwa! Mógłby niemal jej współczuć. Jak się to wszystko skończy? Nie mogła zdawać sobie sprawy w co się wikła; a jeśli odbędzie się śledztwo i ten młody człowiek zostanie na nie wezwany? Nagle zerwał się gwałtownie. Nie będzie żadnego śledztwa. Ocali Margaret. Weźmie odpowiedzialność za powstrzymanie śledztwa, które i tak ma nikłe podstawy, jak wynika ze świadectwa medycznego (tak słyszał niejasno zeszłej nocy od dyżurującego chirurga), lekarze odkryli bowiem zaawansowaną chorobę wewnętrzną, z pewnością śmiertelną, oświadczyli, że upadek lub nałogowe picie i wyziębienie mogły jedynie przyspieszyć zgon. Gdyby tylko wiedział, jak Margaret wplątała się w tę sprawę, gdyby mógł przewidzieć, że splami się kłamstwem, zdołałby ocalić ją jednym słowem, bo wszczęcia śledztwa jeszcze zeszłej nocy wisiało na włosku. Panna Hale może kochać innego, może być obojętna lub wzgardliwa, a mimo to on wyświadczy jej tę przysługę, o której ona nigdy się nie dowie. Może nie mieć do niej szacunku, ale kobieta, którą raz pokochał powinna być chroniona przed wstydem, a wstydem byłoby musieć przyznać się publicznie przed sądem do kłamstwa, wyznać powód, dla którego wybrało się ciemność zamiast światła.
Ponuro i surowo wyglądał pan Thornton, gdy mijał swoich pracowników. Nie było go przez pół godziny, a gdy pojawił się znowu wyglądał nie mniej ponuro niż wcześniej, choć jego polecenie wykonano bez zarzutu
Napisał kilka słów na kawałku papieru, wsunął go do koperty i zakleił. Dał jednemu z kancelistów ze słowami:
- Jestem umówiony na czwartą z Watsonem, tym, który pracował tu niegdyś jako pakowacz i przeszedł do policji. Spotkałem właśnie pewnego dżentelmena z Liverpoolu, który życzy sobie widzieć się ze mną zanim opuści miasto. Zadbaj o to, by Watson dostał tę wiadomość, gdy się tu pojawi.
Notka zawierała te słowa:
„Nie będzie śledztwa. Brak wystarczających dowodów medycznych. Proszę nie podejmować dalszych kroków. Nie widziałem się z kornerem, ale biorę pełną odpowiedzialność.”
Ufff, Thornton rulez.
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 18:55
| Caroline napisał/a: | | Jak ktoś tak niewinny mógł poniżyć się porzucając przyzwoitość i szlachetność swojego obejścia! Czy jej obejście rzeczywiście było tak przyzwoite? Znienawidził się za myśl, która wdarła się w jego wyobraźnię, na chwilę, nie więcej, a mimo to zdołała na nowo wstrząsnąć nim dawną mocą przyciągania do jej osoby. [...] Nagle zerwał się gwałtownie. Nie będzie żadnego śledztwa. Ocali Margaret. Weźmie odpowiedzialność za powstrzymanie śledztwa, [...]Panna Hale może kochać innego, może być obojętna lub wzgardliwa, a mimo to on wyświadczy jej tę przysługę, o której ona nigdy się nie dowie. |
Jak cudownie Piekne slodziutkie ciacho
I Thornton .. wlasnie taki jakiego go kochamy
Dzieki Caroline
Anonymous - Wto 06 Cze, 2006 18:58
I już wiadomo na co mu była ta godzina
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 19:02
ale efekt ! Panowie czapki z glow!
Aga85 - Wto 06 Cze, 2006 19:19
Cudny ten nasz Thorntonik :grin: . Caroline, dzięki . Z niecierpliwością oczekujemy następnego fragmentu
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 19:22
Teraz dopiero zauwazylam. To ten rozdzial nazywa sie "Pokuta" ??
Znamienne
No coz Margaretko, za grzech pychy i dume trzeba pocierpiec.
izek - Wto 06 Cze, 2006 20:58
Panna Hale może kochać innego, może być obojętna lub wzgardliwa, a mimo to on wyświadczy jej tę przysługę, o której ona nigdy się nie dowie. Może nie mieć do niej szacunku, ale kobieta, którą raz pokochał powinna być chroniona przed wstydem
OCH, to nie byle co!
dzięki Carolino!
asiek - Wto 06 Cze, 2006 22:48
Caroline...aż mi tchu zabrakło!
No i jak tu Thorntona nie kochać... :grin:
asiek - Wto 06 Cze, 2006 23:10
| Caroline napisał/a: | [b]Margaret, Thornton i policjant cz. 3
Jak ktoś tak niewinny mógł poniżyć się porzucając przyzwoitość i szlachetność swojego obejścia. |
Ma klasę ten nasz Thornton jednak trochę mnie przerażają jego surowe oceny / ma to chyba po matce "siekierce"/.
Oj, dostanie się teraz Margaretce... :sad:
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 23:13
Jednak byla tak pozno daleko od domu, z jakims mezczyzna i w dodatku sklamala ...
mial prawo ja troche potepiac.
GosiaJ - Wto 06 Cze, 2006 23:31
Hesus!! Caroline, dzięki! Kocham Johna Thorntona!!!!
asiek - Wto 06 Cze, 2006 23:34
| Gosia napisał/a: | Jednak byla tak pozno daleko od domu, z jakims mezczyzna i w dodatku sklamala ...
mial prawo ja troche potepiac. |
Zgadzam się Gosiu... z jego punktu widzenia całe zdarzenie przedstawia sie paskudnie. Jednak zastanawiam się, jak by Thornton zaregował, gdyby Margaret dopuściłaby się dużo poważniejszego występku, skoro już ją tak surowo ocenia.
Chociaż z drugiej strony dla zakochanego faceta zdrada, to chyba najcięższa zbrodnia
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 23:37
Jakie on sceny w myslach widzial z jej udzialem .. i tego drugiego
|
|
|