Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
BeeMeR - Wto 03 Sie, 2010 22:10
| Agn napisał/a: | | (tę z Susan Sarandon i Winoną Ryder). | ja jestem w trakcie oglądania
aś - Śro 04 Sie, 2010 15:33
uwielbiałam ten film jako podlotek (tzn tę wersję z 1994 roku) a teraz mam do niego ogromny sentyment. Winona jest w nim kapitalna
niestety książki nigdy nie czytałam. jest ona przetłumaczona na język polski??
Agn - Śro 04 Sie, 2010 20:41
Aś, jako smarkula czytałam tę książkę po polsku, wypożyczoną z biblioteki, więc na pewno tłumaczenie było. Tylko uwaga!!! W obecnych czasach w księgarniach można najwyżej dostać taki skrót przystosowany dla młodszego czytelnika, za pełną wersją trzeba się nieźle narozglądać... Ewentualnie kupić po angielsku.
aś - Czw 05 Sie, 2010 10:04
no właśnie szukałam po księgarniach, ale znalazłam tylko takie 50 stronicowe z jakimiś królikami na okładce i zaczęłam się zastanawiać czy "normalne" wydanie też było. bo co jak co, ale królików kupować nie będę
a po angielsku już mam
BeeMeR - Czw 05 Sie, 2010 11:07
Małe kobietki [1994]
nie w sposób było nie porównać z poprzednią
Nie wiem, co jest wierniejsze powieści, bo pewne różnice są, ale wersja z 1933 ma zdecydowania lepszy scenariusz, bardziej spójny i logicznie się rozwijający, pokazujący duże zróżnicowanie bohaterów, nie tylko sióstr (czasem tylko trochę zbyt dosłownie wykłada "kawę na ławę" ) ale wyraźnie preferujący Jo i jej perypetie. Ten z 1994 jest miejscami fragmentaryczny, jakby chcieli zamieścić sporo scenek czy smaczków z powieści, ale nadaje to filmowi trochę chaotyczny wyraz, niemniej lepiej unaocznia upływ czasu.
Każdy z filmów ma zupełnie gdzie indziej rozłożone akcenty: 33r wyraźniejsza jest wojna i czekanie na ojca, który mimo iż na froncie, jest cały czas obecny w myślach i pamięci rodziny - w 94r zaś wyraźniej podkreślona jest bieda Marchów, lecz mimo to ich życie zdaje się niemal sielanką. Za to postaci sióstr i Lauriego są młodzieńcze i znacznie bardziej wiarygodne niż niż w starszej wersji, tam zaś najstarsze pokolenie jest bezkonkurencyjne, ale jak wspominałam zalety filmu z 1933r zabija olbrzymia wrzaskliwość.
mimo, iż historia ma tą samą osnowę, jest to zupełnie inaczej opowiedziane i nawet postać Jo jest zupełnie inną osobą: Jo'33 (Katherine Hepburn) wrzaskliwym harpagonem, który mnie odrzucał zaś Jo'94 (Winona Ryder) kwintesencją dziewczęcości, która bywa niezgrabna chwilami, lecz ma ogromne pokłady wdzięku i uśpionej jeszcze z początku kobiecości - bardzo mi się ta kreacja podobała
jej łobuzowanie z Lauriem (Christian Bale, też dobry) też pięknie przedstawiono
Podobnież małą Amy (Kirsten Dunst) jest świetna w swojej roli Niestety dorosłą Amy gra tak potwornie drewniana aktorka, w której grze nie ma nic z radosnego dziecka wcześniej, że aż przykro mi było patrzeć na jej sceny Natomiast romans Amy i Lauriego nieco rozbudowano i dobrze.
Nie mam zastrzeżeń też do pozostałych sióstr i mamy (Susan Sarandon),
za to profesor Bhaer (Gabriel Byrne) wydał mi się nieco mdły, choć romans jego i Jo poprowadzono łądnie
ciotka, której się tak strasznie bały i nie lubiły siostry March bez charakteru zupełnie, a dziadka Lauriego niemal nie było , przez co miałam wrażenie, że młodzian mieszka sam, no z nauczycielem Brookiem (Eric Stolz), któremu spaprano romans - tj. przedstawiono go niemal zupełnie zakulisowo z nagłym zonkiem "to wy się pobieracie?" - lecz ładną sceną ślubu.
(w wersji z 33r jest piękna scena, gdy Meg zarzeka się Jo, że nic do Brooke'a nie czuje i oświadczyn nie przyjmie, a tuż zaraz przeciwstawia się ciotce (a tam jest się czego bać twierdząc, że owszem, biedny, ale go kocha i już, co on zresztą podsłuchuje.
zdjęcia są bardzo ładne, dużo pięknych szczegółów - polecam
BeeMeR - Pią 06 Sie, 2010 13:02
Nie film, a filmik - Historia Polski: Tysiąc lat w 8 minut, animacja Bagińskiego na EXPO w Szanghaju:
http://www.youtube.com/watch?v=uQpQQLQyDS0
Admete - Pią 06 Sie, 2010 14:47
Normalnie chyba sie wzruszyłam
Byłam na Incepcji - rewelacja
nicol81 - Pią 06 Sie, 2010 22:09
| BeeMeR napisał/a: | | Nie wiem, co jest wierniejsze powieści, bo pewne różnice są, ale wersja z 1933 ma zdecydowania lepszy scenariusz, bardziej spójny i logicznie się rozwijający, pokazujący duże zróżnicowanie bohaterów, nie tylko sióstr (czasem tylko trochę zbyt dosłownie wykłada "kawę na ławę" ) ale wyraźnie preferujący Jo i jej perypetie. Ten z 1994 jest miejscami fragmentaryczny, jakby chcieli zamieścić sporo scenek czy smaczków z powieści, ale nadaje to filmowi trochę chaotyczny wyraz, niemniej lepiej unaocznia upływ czasu. |
Jeszcze jeszcze wersja z lat 50tych z June Allison jako Jo, Janet Leigh jako Meg, Elizabeth Taylor jako Amy i Margaret o'Brien jako Beth. Puszcza ją TCM.
Agn - Pią 06 Sie, 2010 22:31
Fantastycznie to zrobił! Ja też się wzruszyłam...
Admete - Sob 07 Sie, 2010 16:33
Ja na razie nic o Incepcji nie piszę, bo muszę sobie jeszcze raz obejrzeć ( będą u mnie grali po 20 ). Poza tym poczekam, aż ktoś obejrzy i będzie można pogadać Na razie tylko powiem, że cała obsada świetnie zagrała.
Obejrzałam też wczoraj Infiltrację, bo tak jakoś do tej pory mi ten film umykał - oglądało mi się naprawdę dobrze. Najlepsze sceny to te z DiCaprio i Nicholsonem. Matt Damon wypadł przy nich jakoś tak blado. Tak przy okazji w latach 20 był w Stanach gangster, który nazywał się Frank Costello czyli tak jak bohater grany przez Nicholsona. Przy postaci granej przez Wahlberga od razu mi się przypomniało, jak Asiek wspominała, że policjanci często strasznie klną
nicol81 - Sob 07 Sie, 2010 17:05
| Agn napisał/a: | | Fantastycznie to zrobił! Ja też się wzruszyłam... |
Rzeczywiście ładnie- ale chyba w Szanghaju dużo z tego nie zrozumieli...
| BeeMeR napisał/a: | | w wersji z 33r jest piękna scena, gdy Meg zarzeka się Jo, że nic do Brooke'a nie czuje i oświadczyn nie przyjmie, a tuż zaraz przeciwstawia się ciotce (a tam jest się czego bać twierdząc, że owszem, biedny, ale go kocha i już, co on zresztą podsłuchuje. |
Ta piękna scena jest też w wersjiz lat 50tych i oczywiście w książce. Jak można było wyciąć!!??
Agn - Sob 07 Sie, 2010 18:58
No właśnie się zastanawiam, co w Szanghaju zrozumieli z tego filmiku. Bo ja sporo (no, wiadomo!), ostatecznie to o moim kraju i filmik dla mnie jest piękny (świetnie zobrazowane są np. rozbiory Polski).
Kolejne malutkie cacuszko Bagińskiego. Ma chłopak pomysły! Choć szkoda, że tylko krótkie animacje tworzy.
BeeMeR - Sob 07 Sie, 2010 20:22
| nicol81 napisał/a: | a piękna scena jest też w wersjiz lat 50tych i oczywiście w książce. Jak można było wyciąć!!?? | Pewnie dlatego, że z ciotka tam zrobiono takie lelum
A jak jest w książce z profesorem:
'33 jest ojcem dzieci, którymi opiekuje się Jo, przepięknie wygrał też zainteresowanie, pewną niezaradność, a potem miłość do Jo, gdy ona jeszcze nic nie podejrzewała, zaś w '95 miałam wrażenie, że to ona bardziej jest inicjatorką jego zaś spotyka na ulicy
Ja prawie namierzyłam jeszcze wersję Małych Kobietek z 1978 roku, i nawet chciałam obejrzeć, ale prawie czyni różnicą i ni ma
nicol81 - Sob 07 Sie, 2010 20:27
| Agn napisał/a: | | Ma chłopak pomysły! Choć szkoda, że tylko krótkie animacje tworzy. | Może takie formy najlepiej przekazuje to, co chce wyrazić?
Przydałaby się jakaś ulotka wyjaśniająca te daty... Akurat rozbiory były bardzo jasno przedstawione.
Dużo scen batalistycznych...
| aś napisał/a: | | jest ona przetłumaczona na język polski?? |
Są dwa tłumaczenia. W przedwojennym bohaterki to Gosia, Amelka, Eliza i Ludka , a Laurie to Alfred
nicol81 - Sob 07 Sie, 2010 20:44
| Cytat: | | Pewnie dlatego, że z ciotka tam zrobiono takie lelum |
Ja myślę, raczej, by nie przedstawiać Jo w złym świetle, która sprzeciwiała się temu związkowi. I ponieważ to wersja feministyczna, a feministki nie mogą tak zdania zmieniać
| BeeMeR napisał/a: | | '33 jest ojcem dzieci, którymi opiekuje się Jo, przepięknie wygrał też zainteresowanie, pewną niezaradność, a potem miłość do Jo, gdy ona jeszcze nic nie podejrzewała, zaś w '95 miałam wrażenie, że to ona bardziej jest inicjatorką jego zaś spotyka na ulicy |
Ja nie oglądałam wersji 33, ale z tego wygląda, że ona jest słuszniejsza. To profesor pierwszy się zakochuje w Jo i myśli, że nie ma szans, bo jest z Lauriem. Ona tymczasem wraca do domu i odrzuca oświadczyny Lauriego (w wersji '50 i '94' te oświadczyny zostały bezsensownie przesunięte na ślub Meg). Później profesor przyjeżdża-ale jest tak niepewny siebie, że Jo musi wziąć sprawy we własne ręce
Chociaż, by być fair do wersji '94- Jo od początku się interesuje profesorem, ale jako człowiekiem, nie męzczyzną i obserwuje go z daleka. To on pierwszy nawiązuje kontakt, podrywając ją na lekcje niemieckiego
trifle - Sob 07 Sie, 2010 21:04
| nicol81 napisał/a: | | Rzeczywiście ładnie- ale chyba w Szanghaju dużo z tego nie zrozumieli... |
A to chyba nie o to chodziło do końca. Przecież to tylko krótka animacja, rewelacyjna, Bagiński to geniusz animacji chyba. A nuż ktoś się zainteresuje, może zechce coś poczytać, dowiedzieć się. A jeśli nie, to co z tego? My też nie znamy historii Chin na przykład tak super dokładnie, ktoś by zrobił taki filmik o Chinach i co - wiedziałybyśmy wszystko? Nie, bo i hmmm po co? Najważniejsze rzeczy się wie (albo czasem i tego nie..) i to takim zwykłym ludziom wystarcza. Tak sobie myślę tylko...
nicol81 - Sob 07 Sie, 2010 22:01
No i teraz w Szanghaju myślą, że jesteśmy jakimiś Rohańczykami, co się ciągle tłuką
| Cytat: | | Nie wiem czy wic polega na złym nagłośnieniu, czy na tym, że dorosłe kobiety udawały młódki w dużej mierze za pomocą przekrzykiwania się |
To niestety problem w każdej ekranizacji tej książki- dzieje się na przestrzeni dziesięciu lat.
trifle - Nie 08 Sie, 2010 10:27
| nicol81 napisał/a: | | No i teraz w Szanghaju myślą, że jesteśmy jakimiś Rohańczykami, co się ciągle tłuką |
Hmmm, wojny są takimi cezurami w historii. U nich też się tłukli, może nawet więcej Byli też królowie, artyści w tym filmiku. Chopin. Obozy. A nuż znajdzie się ktoś, kto zechce się więcej dowiedzieć, zawsze to coś. O.
Ja bardzo lubię chiński/japoński/koreański? film, w którym młode dziewczątko jest zakochane w Szymborskiej i umie po polsku przeczytać jej wiersz Może ktoś po tym filmiku z Szanghaju zechce się dowiedzieć, kim jest Bagiński i obejrzy inne jego animacje, to też dobrze dla nas
Alicja - Nie 08 Sie, 2010 11:05
| Admete napisał/a: | | Ja na razie nic o Incepcji nie piszę, bo muszę sobie jeszcze raz obejrzeć ( będą u mnie grali po 20 ). Poza tym poczekam, aż ktoś obejrzy i będzie można pogadać |
może napisz chociaż troszeczkę dla zachęty
Agn - Nie 08 Sie, 2010 11:10
Nie, nie pisz! Ja już jestem totalnie nakręcona na ten film, jeszcze odwiedził mnie w pracy kolega, który na tym filmie był i powiedział, że jest ZAJE...mhmmhmhmhm...ten tego... Jak mi jeszcze Admete zasunie tekstem, że film jest ZAJE...mhmhmhmhmhm...ten tego to ja się chyba pochlastam do dnia wizyty w kinie!
Admete - Nie 08 Sie, 2010 12:11
Nic sobie nie rób, tylko poczekaj
trifle - Nie 08 Sie, 2010 12:17
Ja właśnie obejrzałam sobie "Po prostu razem" z Audrey Tautou. Uwielbiam ten film To historia młodej dziewczyny, która przypadkiem trafia do mieszkania dość ekscentrycznego Philiberta, który ma jeszcze agresywnego wspólokatora, szefa kuchni, Franca, który to zmaga się z problemami z chorą, samotną babcią.
Film na podstawie książki o tym samym tytule, którą też bardzo lubię.
Aragonte - Nie 08 Sie, 2010 22:39
| nicol81 napisał/a: | No i teraz w Szanghaju myślą, że jesteśmy jakimiś Rohańczykami, co się ciągle tłuką |
Ej tam, historia większości krajów opowiedziana w dużym skrócie wyglądałaby właśnie tak, IMO
Mnie się ta animacja podobała - jasne, że jest pełna uproszczeń, ale nie oszukujmy się, mało kto za granicą interesuje się historią Polski na tyle, żeby poświęcić więcej niż te 8 minut
A na Incepcję chyba pójdę dopiero po pensji...
Agn - Pon 09 Sie, 2010 15:05
Ja też pójdę po pensji... która już niedługo spłynie na me konto, hehe.
Wczorajszego wieczoru obejrzałam z siostrą film Uprowadzona (Taken) ze scenariuszem Luca Bessona i z Liamem Neesonem w roli głównej.
Powiem tak - nie lubię filmów sensacyjnych. Każdy kolejny jest coraz bardziej naciągany i nieprawdopodobny, ale koleżanka mnie skusiła i pożyczyła DVD, mówiąc, że ten film jest bardzo dobry.
Już nie wspomnę, że Liamowi Neesonowi nie mówi się tak po prostu "NIE!".
Obejrzałam. Rozczarowana nie jestem. Byłabym, gdybym spodziewała się Eru wie czego. A tak mamy historię następującej treści (za okładką):
Czy można wyobrazić sobie coś gorszego niż przysłuchiwanie się porwaniu własnej córki za pośrednictwem telefonu komórkowego? Ten koszmar przeżywa Bryan, były agent służb specjalnych, któremu zostało bardzo mało czasu, by wyrwać 17-letnią Kim z rąk bezwzględnego gangu handlującego kobietami. Sytuacja wydaje się beznadziejna, zwłaszcza że Bryan znajduje się w Los Angeles, a jego córkę porwano w Paryżu... Jednak ktoś, kogo przez całe życie szkolono w zabijaniu, będzie wiedział, co zrobić.
Pewnie, że będzie wiedział, w końcu jest tylko agentem na emeryturze, a nie trupem. Tak więc dzielny Liam Neeson gania po Paryżu, robi chaosu ile wlezie i krok po kroku zbliża się do córki. Ze sceny na scenę film jest coraz bardziej nieprawdopodobny, ale nie oszukujmy się - czy którykolwiek film oparty na schemacie dzielnego i prawego (acz ostrego jak brzytwa) bohatera rozwalający cały gang w pojedynkę był kiedykolwiek prawdopodobny? Chyba nie.
Obejrzeć można, nie przeczę, głównie dla Liama i efekciarskiego ganiania po całym mieście z potyczkami i strzelaninami, ale jak ktoś chce poczuć napięcie, to się zdziwi. Jakie napięcie?
Alicja - Pon 09 Sie, 2010 15:23
ja w trakcie filmu zastanawiałam się po jakie licho żona zamieniła go na innego mężczyznę, mniej męskiego rzecz jasna
|
|
|