Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
Trzykrotka - Pią 19 Mar, 2010 12:01
[quote="Beata55] Według moich obliczeń minęło ok. pół roku.
Oto fakty:
1. Był późny lipiec, kiedy Margaret wróciła z ojcem ze ślubu Edith.
2. W październiku oświadczyny Henry'ego Lennox'a. [/quote]
Jeśli tak się przedstawiają daty, to tutaj jest czas, którego mi brakowało. Jakoś w myślach miałam serialowy obraz, Hanry'ego, który przyjeżdża do Helstone zaraz po ślubie Edith.
W obliczu faktów bardziej zrozumiałe jest niemożność znalezienia służącej - szukają jej od (w miarę) niedawna.
Dzięki za to zestawienie!
Anonymous - Pią 19 Mar, 2010 18:29
| Sofijufka napisał/a: | | ja tam podejrzewam, ze sympatia juz jest, tylko Margosia sie przed soba nie przyznaje... | czy to była sympatia? Gdyby go lubiła to nie odrzuciłaby go chyba tak zdecydowanie i ostro. Mi się wydaje, że on po prostu nie należał dla niej do kategorii ludzi do lubienia... ot handlowiec, nuworysz z niemalże kasty niedotykalnych. Naprawdę prawie jak farmerzy w Emmie z nędzarzami mogła się zadawać ale z takim elementem ze środka to już nie bardzo. Ale mimo, że było parę momentów gdy uderzyło mnie nastawienie Margaret to mimo wszystko darzę ją ogromną sympatią.
trifle - Pią 19 Mar, 2010 18:50
| lady_kasiek napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | ja tam podejrzewam, ze sympatia juz jest, tylko Margosia sie przed soba nie przyznaje... | czy to była sympatia? Gdyby go lubiła to nie odrzuciłaby go chyba tak zdecydowanie i ostro. Mi się wydaje, że on po prostu nie należał dla niej do kategorii ludzi do lubienia... ot handlowiec, nuworysz z niemalże kasty niedotykalnych. Naprawdę prawie jak farmerzy w Emmie z nędzarzami mogła się zadawać ale z takim elementem ze środka to już nie bardzo. Ale mimo, że było parę momentów gdy uderzyło mnie nastawienie Margaret to mimo wszystko darzę ją ogromną sympatią. |
Ja też nie powiedziałabym, że Margaret darzyła Johna hmm nieuświadomioną sympatią. Powiedziałabym, że był tam szacunek, że jakoś podobał jej się jego silny charakter, uczciwość, ale żeby go lubiła? Chyba nie
BeeMeR - Pią 19 Mar, 2010 18:58
Mi się wydaje, że zaczęła go lubić podczas kolacji u Thorntonów, ale to trochę w przód
Tam go obserwowała, jak i on ją, i tam Gaskell opisuje pierwsze ciepłe myśli Margaret na temat Johna, a po kolacji i wypowiedzi (do ojca).
Anonymous - Pią 19 Mar, 2010 19:10
Margaret zaczyna doceniać Johna... w tym sensie, że widzi, iż mmyliła się mając go za najgorszego... co dobrze o niej świadczy bo ciężko jest nie darzyć kogoś sympatią a jednak umieć go obiektywnie ocenić i przyznać się do niesłuszności swych przekonań.
Admete - Pią 19 Mar, 2010 19:11
Margaret w rozdziale X przypomina polską gospodynię domową przed świętami Biedna - zmęczona i smutna. Nie zdawała sobie sprawę z faktu, że jest obiektem tak skrupulatnej obserwacji ze strony pana Thorntona.
Pan Hale w parze z z Thorntonem zyskuje - widać, że lubi rozmawiać ze swoim nowym znajomym i że jest dobrze wykształcony. Byłby zupełnie szczęśliwy siedząc w Oxfordzie i dyskutując o ważnych sprawach.
A z jaką pasją Margaret broni swojego ukochanego Południa Chyba ją rozumiem, sama z południa jestem I mamy początek nieporozumienia między bohaterami.
A Thornton to w gruncie rzeczy nie tylko fabrykant i handlowiec, ale i reformator, ktoś kto widzi przyszłość, docenia zmiany. Jest też pozbawiony uprzedzeń, inaczej niż Margaret. Ceni samych ludzi, a nie ich pochodzenie.
BeeMeR - Pią 19 Mar, 2010 19:21
| Admete napisał/a: | | Pan Hale w parze z z Thorntonem zyskuje - widać, że lubi rozmawiać ze swoim nowym znajomym i że jest dobrze wykształcony. | Lubią rozmawiać, ale co rozmawiają to kończy się kłótnią lub przynajmniej ostrą wymianą zdań - skąd ja to znam
To dobrze rokuje na zgodne stadło później
Anonymous - Pią 19 Mar, 2010 19:23
| Admete napisał/a: | | A z jaką pasją Margaret broni swojego ukochanego Południa Chyba ją rozumiem, sama z południa jestem | lokalny patriotyzm, my z południa chyba tak mamy. To iskra na prochu normalnie.... musiało skończyć się awanturami i nieporozumieniami...
Admete - Pią 19 Mar, 2010 19:26
| lady_kasiek napisał/a: | | Admete napisał/a: | | A z jaką pasją Margaret broni swojego ukochanego Południa Chyba ją rozumiem, sama z południa jestem | lokalny patriotyzm, my z południa chyba tak mamy. To iskra na prochu normalnie.... musiało skończyć się awanturami i nieporozumieniami... |
Coś w tym jest
A Thornton jest dumny z tego, że udało mu się przezwycięzyć trudności. Rozbawiła mnie ta rozmowa na temat znaczenia Homera
Zupełnie nie mogą sie z Margaret dogadać, bo ona myśli kategoriami panienki z dobrego domu, a on jest człowiekiem czynu, kimś kto wiele musiał znieść.
Podoba mi się, jak pan Hale broni Thorntona i opowiada jego historię.
Anonymous - Pią 19 Mar, 2010 19:29
Problem jest w tym, że Margaret jest lokalną patriotką, ale John i Hanah również kochają miejsce gdzie żyją... nie ma szans na konsensus dopiero gdy Margaret pojedzie do domu i wyrwie się z pajęczyny sielankowych wspomnień wtedy dopiero będzie mozliwa rozmowa na spokojnym gruncie. No i... ale nie wybiegajmy naprzód
BeeMeR - Pią 19 Mar, 2010 19:31
No właśnie, nie wybiegajmy, choć może przejdźmy rozdział dalej, ok?
Admete - Pią 19 Mar, 2010 19:33
| Cytat: | Gdybyś wiodła takie życie jak moje i była nim tak zmęczona tak jak ja, i myślała czasami „to mo;e potrwac jeszcze pięćdziesiat, sześćdziesiat lat, jak u niektórych”, i była tak słaba, oszołomiona i zrozpaczona, jakby każde z tych sześćdziesieciu lat zakręciło się wokół ciebie kpiąc długoscią godzin i minut, niekończących się kawałków czasu, oj dziewczyno, powiem ci,
byłabyś wdzięczna, gdyby lekarz powiedział, że niestety nie dożyjesz następnej zimy. |
Słowa Bessy - smutne strasznie...
XII i XIII? Ja jestem trochę spóźniona, bo mam strasznie dużo pracy...
Anonymous - Pią 19 Mar, 2010 19:36
czyli teraz czytami rozdział z odwiedzinami Pań Thornton?
Admete - Pią 19 Mar, 2010 19:39
Tak, chyba tak
trifle - Pią 19 Mar, 2010 20:32
| lady_kasiek napisał/a: | | Admete napisał/a: | | A z jaką pasją Margaret broni swojego ukochanego Południa Chyba ją rozumiem, sama z południa jestem | lokalny patriotyzm, my z południa chyba tak mamy. To iskra na prochu normalnie.... musiało skończyć się awanturami i nieporozumieniami... |
Ja też z Południa, my tak mamy
Nie no, czy ja mówiłam, że lubię Thorntona? To chyba naprawdę jest mój ulubiony bohater Ceni ludzi, a nie ich pochodzenie!
BeeMeR - Pią 19 Mar, 2010 20:39
Ja też lubię Johna, ale on mam wrażenie nie lubi Fanny - ja wiem, że jest irytująca, ale i tak nieładnie, oj, nieładnie .
Sofijufka - Pią 19 Mar, 2010 20:43
Fanny trudno lubić - zwłaszcza komuś, kto patrzy powaznie na życie, ciężko pracuje i nie ocenia ich według portfela
Trzykrotka - Pią 19 Mar, 2010 20:43
Fanny nie ma lekko to prawda. Może dlatego symuluje delikatność i chorowitość, żeby zwrócić na siebie uwagę? Brat i matka są jak monolit, a ona drażni obydwoje. Głupiutka jest i płytka, ale tez chyba samotna trochę. I pewnie dlatego taka irytujaca.
Alicja - Pią 19 Mar, 2010 20:48
| BeeMeR napisał/a: | | mam wrażenie nie lubi Fanny - ja wiem, że jest irytująca, ale i tak nieładnie, oj, nieładnie |
pewnie nieładnie, tyle ,że ona naprawdę jest denerwująca, zwłaszcza dla człowieka pracy i czynu jakim był John. On nie mógł sobie pozwolić na jęczenia, narzekania itp. Cóż, rodziny się nie wybiera. Nawet matka czuła się przy Fanny conajmniej niekomfortowo
Pani Thornton zamilkła po tych słowach, jej ostatnie słowa miały zwiazek z tematem, który ją zawstydzał. Czuła podświadoma pogardę dla słabych charakterów, a Fanny była słaba w każdym punkcie, w którym jej matka i brat byli silni.
i dalej
Czuła instynktownie, że nic nie mogło wzmocnic Fanny na tyle, by znosiła trudy cierpliwie lub odważnie stawiała im czoła
niespokojna czułość, jaką pani Thornton obdarzała córkę, wstyd który nakazywał jej
ukrywać brak u jej dziecka wszelkich znaczących przymiotów, które sama posiadła nieświadomie i które tak wysoko ceniła u innych,
już przeszłam do przygotowania ku wyjazdowi do pań Hale
BeeMeR - Sob 20 Mar, 2010 15:31
| Alicja napisał/a: | | Nawet matka czuła się przy Fanny conajmniej niekomfortowo | wiem, ale wiedząc, że Fanny jest jak jest, próbowała jej to wynagrodzić czułością "kochana" "droga", podczas gdy John prawi złośliwostki - no, ale od czego jest rodzeństwo
Anonymous - Sob 20 Mar, 2010 15:35
Nic dziwnego, że Matka czuła się przy Fanny niekomfortowo, przecież ich dzieliło wszystko, ogień i woda. Aż dziwiłam się kilkakrotnie, że pani Thornotn mogła urodzić kogoś takiego jak Fanny, urodzić i wychować.... oj człowiek to nie tabula rasa nie zależy wszystko od wychowania jak widać.
Trzykrotka - Sob 20 Mar, 2010 15:44
Pewnie, że nie . Przykłady tego, jak różni się od siebie rodzeństwo widać na każdym kroku.
Może było trochę tak, że matka i John starali sie chronić Fanny przed tym, czego sami doświadczali i dziewczynka wychowała się na taką trochę cieplarniana roślinę, wydelikaconą, kapryśna i głupiutką?
Serialowa Fanny była rewelacyjnie zagrana. I ta otaczająca ją piana falbanek!
BeeMeR - Sob 20 Mar, 2010 15:59
och, serialowa Fanny jest fantastyczna - jedna z moich ulubionych postaci
Podczas wizyty widzimy Hale'ów i ich dom oczami pani Thornton - podoba mi się ten zabieg, wraz z "licha, nieprzydatna robota"
Anonymous - Sob 20 Mar, 2010 16:16
pozostaje pytanie czy Pani Thornoton chuchała na córkę skoro nie pochwalała sprowadzanie badziewia, które chciała Fanny aby dbać o swoje zdrowie. Z drugiej strony mogła w pewnym momencie przestać dbać aż tak o córkę gdy zobaczyła, że to wszystko idzie w złym kierunku...
Beata55 - Sob 20 Mar, 2010 17:21
A ja nadal będę twierdzić, że o tym, jacy jesteśmy decyduje wychowanie i to, co nam stanie na drodze życiowej. Nikt nie rodzi się zły, nikt nie rodzi się święty. Jedyny bagaż, który posiadamy przychodząc na ten świat, to nasz temperament; nasza natura, która określa nasze reakcje na to, co nam się przydarza.
Pani Thornton może już nie miała czasu i siły, żeby "pracować" nad Fanny, tak jak nad John'em. Może poddała się, bo stwierdziła, że i tak nie zrobi z niej silnej dziewczyny. Sami dobrze wiemy, jak różne podejście mają rodzice do każdego ze swoich dzieci. Jednym poświęcają więcej czasu, innym mniej. Jednych traktują surowiej, innych pobłażliwiej. Poza tym, różnych ludzi i różne sytuacje spotykają w życiu.
Fanny nie musiała walczyć i ścierać się z tyloma przeciwnościami, co jej brat. Ale dzięki pracy John'a i matki nie musiała też martwić się o swoją przyszłość. Jak wiemy z filmu, wypełniła swoją misję - wyszła za mąż za jednego z najbogatszych mężczyzn w mieście.
|
|
|