To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Kropki, paski i uczuciowe trójkąty - dramaland po raz 9

Admete - Czw 28 Lip, 2016 18:01

Najlepszy z w całym serialu jest chyba odcinek 13 :mysle:
BeeMeR - Czw 28 Lip, 2016 18:15

Cytat:
ja się męczę z takimi scenami okrutnie. Nawet jeśli je przewinę.
Ja się tez męczyłam, ale inaczej - panna z cycami jak piłki wyglądała jak porno gwiazdka, a nie niewinna panienka zagoniona w kąt szopy przez kilku kolesi, co to się z niż potem po kolei zadawali - ergo: scena była dla mnie z założenia totalnie nieprawdziwa, nie poradzę :roll:
Do filmu nie namawiam - nic na siłę :kwiatek:

Admete - Czw 28 Lip, 2016 19:00

Cytat:
A ta tutaj to noona


Ma 29 lat - dla mnie jest młoda :)

Aragonte - Czw 28 Lip, 2016 22:25

Admete napisał/a:
Najlepszy z w całym serialu jest chyba odcinek 13 :mysle:

Ciągle jest przede mną, choć mniej więcej wiem, co tam będzie. Teraz oglądam 11.

No dobra, idę skroić jakiś avek :-P

Admete - Pią 29 Lip, 2016 06:54

Masz avek z fajnej sceny :) Mnie się tam tez podobał lżejszy nieco watek lekarza i pielęgniarki ( uwaga to był noona romance i nie kręciłam nosem, bo ewidentnie różnica wieku nie była duża ;) ). Rewelacyjna relacja z tym profesorem, który potem zachorował - skomplikowana mocno. Poza tym ta wredna postać grana przez pana Oh, mnóstwo młodych lekarzy, historia rodzinna doktora Lee ( bardzo lubię tę aktorkę, która grała matkę ). Dużo wątków, spraw, postaci, ale każda dostała swój moment. Ta czebolówna tez nie okazała się taka zła w ostatecznym rozrachunku. Stopniowo wychodziło, że każdy ma swoje wady i zalety, własne problemy, którymi musi się zmierzyć - nawet ten lekarz z dobrej rodziny, któremu na początku doktor Lee zazdrościł i którego tak nie znosił.
Trzykrotka - Pią 29 Lip, 2016 08:48

Admete napisał/a:
Cytat:
A ta tutaj to noona


Ma 29 lat - dla mnie jest młoda :)


A, jasne, jeśli od strony wieku biologicznego patrzysz - dla mnie nie, młode to są aktorki, które grają w tej dramie o duchach i w Moonlight Drawn By the Clouds- obie po 17 lat, każda ma duży dorobek na koncie. Ta nasza z W zaczęła grać w 2005 roku, ja już jej nijak nie policzę do kategorii "młoda" aktorka. Kobieta - owszem, młoda.

Rzeczywiście, W 3 odcinek był już wychodzeniem z trybu "nic z tego nie rozumiem i na wszelki wypadek wytrzeszczam oczy." Muszę go sobie od połowy powtórzyć, bo przy tej koszmarnej duchocie i wilgoci, jaka teraz jest w Krakowie, śpię kiedy tylko usiądę. Wczoraj też mi się przysnęło. Scena, o której gada cały tumblr, gubiąc się w domysłach, o co chodzi, trochę mi umknęła. Była to scena, wyjaśniam, w której bohater strzela do stojącej przed nim spokojnie bohaterki. Dyskusje, okrzyki, analizy, teorie, dyskusje, argumenty... Dawno nie widziałam takiego poruszenia. No, może w początkach OHY.
Nie spałam natomiast przy bardzo ważnej scenie, w której pokazano, jak po raz pierwszy kreacja wymknęła się twórcy i bohater, który został przez rysownika skazany na śmierć i zrzucony z mostu do rzeki Han oraz utopiony (pokazano nawet rysowanie leja wody wywołanego jego wpadnięciem) na drugi dzień okazuje się wisieć na barierkach mostu, zaczepiony o niego dłonią. Przełomowy moment, w którym pisarz, mimo wstrząsu, postanawia pozostawić bohatera przy życiu. Scena postrzału musi być w jakiś sposób konsekwencją tamtej chwili, a Brzydactwo musi wiedzieć, że coś jest tu nie halo...

C.D.N

BeeMeR - Pią 29 Lip, 2016 09:09

Skończyłam AAMR - bardzo udane pierwsze pól dramy, drugie pół skróciłabym drastycznie do godziny - najwyżej dwóch :P
Pierwsze pół warto zobaczyć :kwiatek:

Admete - Pią 29 Lip, 2016 09:11

Trzykrotka napisał/a:
Ta nasza z W zaczęła grać w 2005 roku, ja już jej nijak nie policzę do kategorii "młoda" aktorka. Kobieta - owszem, młoda.


Ty myślisz w tej chwili kategoriami przemysłu koreańskiego, ja nie. Dla mnie 17 latka to dziecko. Moja praca rzutuje na odbiór takich spraw. I w naszym kręgu kulturowym młodość to tak do 35 roku życia. A aktorka z moon mi się nie podoba. Nie sądzę, żeby potrafiła unieść rolę, ale zawsze mogę się mylić.

BeeMeR napisał/a:
drugie pół skróciłabym drastycznie do godziny - najwyżej dwóch :P
Pierwsze pół warto zobaczyć :kwiatek:


Uwielbiam drugą część :) Nic bym nie skracała. Bardzo lubię wątek z ukrywaniem swoich uczuć. Zawsze takie lubiłam. Ale ogólnie jestem nieobiektywna, bo mam fazę na aktora :mrgreen: Korzystam, bo niedługo będzie praca i będę zmęczona, znudzona, zniechęcona.

Trzykrotka napisał/a:
Była to scena, wyjaśniam, w której bohater strzela do stojącej przed nim spokojnie bohaterki.


Jest bohaterem komiksowym, ma takie poczucie moralne, jakie dał mu autor ;) A autor dał mu bezwzględność ;) Spokojna to ona nie była, była tylko przekonana, że nie strzeli, bo twierdzi, ze go zna. Zna raczej swoje wyobrażenie o nim ;) Mnie by się podobało jakby na końcu bohaterka doszła do wniosku, ze sama tez jest nieprawdziwa :lol: Ogólnie ja to wszytko będę traktować w sposób lekki, to wtedy wejdzie lekko ;) Bez jakiegokolwiek przejmowania się ( oczywiście przejmowania się rozumianego na sposób literacko-filmowy, kibicowania ). Ot tak - na zasadzie co tam wymyślili.

BeeMeR - Pią 29 Lip, 2016 09:14

Wiesz, ja to bym ich pożeniła na etapie gdy poseł chciał zmienić partię - odc. 8 czy coś koło tego - po co dodatkowe koplikacje, skoro było tak pięknie. A już ta przerwa milcząca... wrrrr. No ale przynajmniej rozstali się ładnie, zawieszeniem, a nie rozstaniem, to mi się podobało. Niemniej rozstanie trwało za długo. A Drugi powinien był znaleźć sobie żonę w innej niż Druga - np. tej co to jej się podobał - jak ja nie lubię zostawiania wiecznych wzdychulców...
Admete - Pią 29 Lip, 2016 09:21

BeeMeR napisał/a:
Niemniej rozstanie trwało za długo.


Ale w dramie szybko ;) To znaczy nie przeciągali za bardzo. Ogólnie dramatozy były ograniczone do minimum. Bardzo, bardzo mi się podobało jak bohater cierpiał pod koniec ;) Bardzo to było romantyczne :serduszkate: Nic na to nie poradzę - scena radiowego wyznania i rozmowa z szefem partii. Drugi nie jest materiałem na męża ;) W moim odczuciu oni byli poboczni, zasadniczo nie liczyli się :-P Lubiłam posła Moona i posłankę.

Trzykrotka - Pią 29 Lip, 2016 09:32

Nie bardzo jest o czym dyskutować, jak chodzi o ten aktorski wiek. Dla mnie mówienie o "młodej" aktorce nie jest rozmową o wieku biologicznym, tylko doświadczeniu. Ta z W nie jest juz "młodą" aktorką - to tyle w kwestii formalnej :lol:

W W interesujace jest dla mnie póki co to, o czym piszesz, Admete - kto tak naprawdę jest prawdziwy. Pisałam o tej sztuczności Kang Chula (Brzydawctwa). Zastanawiałam się, czy jego bohater jest taki trochę jak zza szybki dlatego, że Brzydacwto źle go gra. Wydaje mi się, że nie i że jest to celowa kreacja. KC jest takim, jaki został narysowany i nawet, kiedy wejdzie się w jego świat, nie traci tej zadowolonej z siebie plastikowej sztuczności. Wydaje mi się (ale mogę się mylić, bo nie oglądam tego w jakości HD), że nawet sposób pokazywania go jest sztuczny. Mam wrażenie, że w scenach w W i on i dziewczyna (a może tylko on) filmowani są obiektywem z filtrem, który nie pokazuje ostrych krawędzi, tylko rozmyte, łagodne plamy. Tak, jak filmowano aktorki w czarno-białym Hollywoodzie. Twarze są wtedy ciepłe, piękne, bez skazy.
Ja nie bardzo przejmuję się dramą, ale zaczęłam czerpać przyjemność wizualną z jej oglądania. Na razie na tyle mnie interesuje, że będę kontynuować.

Widzę, że pojawił się postulat wrzucenia tekstu blogerki z tumblra o 4 księciu :kwiatek:
Wrzucę w takim razie, bo i tak już wszyscy go znają. Podkreślam tylko, że chodzi o postać z chińskiej dramy. W koreańskiej, jak napisała Agn, może nie być tak samo.

Bu Bu Jing Xin, Jestem pod coraz większym wrażeniem tej dramy. Jest cudownie bezkompromisowa i nieulękła w tym, jak podchodzi do swoich bohaterów i ich historii.
Czwarty książę przed wstąpieniem na tron był właściwie zaskakująco bezsilny. Nikt na niego nie stawiał – ulubieńcem cesarza był następca tronu. Ósmego księcia wspierali Dziewiąty i Dziesiąty, a ostatecznie książę Czternasty został wybrany przez oboje rodziców. Czwarty miał po swej stronie jedynie Trzynastego – a Trzynasty przez dziesięć lat, aż do śmierci cesarza przebywał w areszcie domowym. Czwarty nie mógł zrobić nic. Bawił się w rolnictwo i czekał.
Ta sprzeczność między umiarkowanymi działaniami Czwartego, a wiedzą widzów/Ruoxi o tym, jak bezlitosnym imperatorem on się stanie, była fascynująca i ostro kontrastowała z nagą, zachłanną ambicją Ósmego. Wiemy, że Czwarty, którego oglądamy, to pod wieloma względami maska, założona, by ukryć jego niczym nie usankcjonowane ambicje.
Ta silna kontrola nad własną ambicją sprawia, że jest on bardzo łatwym obiektem do zakochania się – i dla Ruoxi i widzów. To, co pokazuje nam ze swojej osobowości, to jego miłość do Ruoxi, pełna pasji i nieodparcie urocza. Moim zdaniem bardzo trudno jest nie kochać Czwartego, który kocha Ruoxi. Nawet samej Ruoxi udaje się przezwyciężyć strach przed przyszłym cesarzem Yongzhengiem i zakochać się tak mocno, że ryzykuje życiem, żeby pozostać mu wierną.
Jednak kiedy Czwarty wstępuje na tron, zdejmuje aksamitne rękawice. Maska zostaje ciśnięta do ognia, a Ruoxi z całą przerażającą żywością przypomina sobie, dlaczego na początku tylko się go bała.
Efekt ten zostaje osiągnięty dzięki dwu na równi strasznym, cudownie uzupełniającym się narzędziom: przemocy i seksowi.
Przemoc jest oczywista i straszna. Brutalność Czwartego – już cesarza – jest obezwładniająca. Widzieć człowieka czule troszczącego się o Ruoxi, który od niechcenia wydaje rozkazy torturowania ludzi, jakby to była bułka z masłem, to dla mnie niemal nieoglądalne, a strach, odraza i nienawiść, jaką czuje do niego Ruoxi po śmierci Yutan nie jest ani trochę przesadzona. (Gdyby to była moja przyjaciółka, to na tym etapie opowieści zmusiłabym ją, żeby uciekała z Zakazanego Miasta i nigdy nie wracała). Wiedzieć, że będzie on rządził żelazną ręką to jedno. Widzieć to - skręca wnętrzności ze strachu. A to nasz bohater romantyczny!
Przemoc jest bardzo ewidentnym horrorem. Ruoxi jest nią głęboko wstrząśnięta i robi co może, aby nakłonić Czwartego do miłosierdzia, ale zawsze wie, że jest nieuchronna. Nie osłabia to jej siły, ale przynajmniej nie można powiedzieć, że jest niespodzianką, a na tym polu Ruoxi i tak nigdy nie miała wiele do powiedzenia.
Seks to siła bardziej podstępna, choć też nie ma w tym szokującego zaskoczenia. Ruoxi doznaje dylematów poligamii, kiedy rozważa możliwość poślubienia Ósmego – czy byłaby rzeczywiście szczęśliwa, poślubiając mężczyznę, który już ma kilka żon? (jak dla mnie, najohydniejszą sprawą jest fakt, że jedną z tych żon jest jej własna siostra, ale to dla mnie). Ale dopiero przy Czwartym staje twarzą w twarz z rzeczywistością i zdaje sobie sprawę, że jest to coś, czego nigdy tego nie zaakceptuje.
Jest to kwestia, w której Ruoxi nie jest w stanie dogadać się z kobietami osiemnastego wieku. Żadnej, z którą rozmawia, nie oburza bycie jedną z kilku kobiet w życiu ich mężczyzny. Jeśli go kochasz, jeśli traktuje cię dobrze, to bycie z nim nawet w takich warunkach jest dla ciebie radością. Szczerze powiem, uważam, że w tych okolicznościach takie podejście to najlepsze wyjście. Ale Ruoxi nie godzi się na to. Dla niej kochanie kogoś oznacza, że ten ktoś jest z nią i tylko z nią. Kocha Czwartego księcia i wie, że on kocha ją, więc dla niej to jedyna możliwa kombinacja.
W rzeczywistości jest jedną z wielu. Nie ma nawet oficjalnego tytułu, bo, jak tłumaczy jej Czwarty, gdyby go miała, musiałaby zejść do poziomu kobiet, których imiona wypisane są na tabliczkach, które on odwraca, żeby wskazać, z którą z nich będzie spał danej nocy. A to jest OHYDA. Brudna, obleśna, wywołująca ciarki na całym ciele ohyda. I Ruoxi nie powinna się skarżyć! Widzi, jak jej ukochany mężczyzna przerzuca tabliczki zerkając na nie przez nanosekundę, żeby wybrać kobietę – nie ją – którą będzie posuwał tej nocy, a ona nie ma prawa powiedzieć ani słowa. Kiedy próbuje porozmawiać na ten temat z Czwartym, on mówi jej, żeby nie zawracała sobie głowy takimi sprawami. Tłumaczenie: tak, kocham cię, ale nie bądź naiwna i nie spodziewaj się po mnie wierności.
Panie i panowie, oto nasz bohater romantyczny!
Podoba mi się, że BBJX odważa się pójść w taką mroczność. Uwielbiam to, że pokazuje, ze dla Ruoxi kochanie Czwartego tak bardzo utrudnia życie. Być może jej pierwszy instynkt – bądź-ostrożna-i trzymaj się-z daleka-od Czwartego księcia jest słuszny. Kocham, że jej życiowa podróż jest tak zakręcona i niejednoznaczna i trochę się boję, jak się skończy.

Admete - Pią 29 Lip, 2016 09:42

Trzykrotka napisał/a:
Ta z W nie jest już "młodą" aktorką - to tyle w kwestii formalnej :lol:


Jest młoda :-P Tyle w kwestii formalnej ;) Nadal twierdzę, że przemawia przez ciebie koreański przemysł i koreański kult młodości. Ja pozostaję w sferze Europy ;) Jakoś to wielkie doświadczenie nie przekłada się u niej na umiejętności ;) Nie pierwszy to i nie ostatni raz, gdy mamy skrajne różne opinie i poglądy :kwiatek:

Trzykrotka napisał/a:
Mam wrażenie, że w scenach w W i on i dziewczyna (a może tylko on) filmowani są obiektywem z filtrem, który nie pokazuje ostrych krawędzi, tylko rozmyte, łagodne plamy.


Spoilery:


Słusznie zauważyłaś, bo świat komiksu jest podkolorowany, ładniejszy, co wyraźnie widać po przejściu KC do naszego świata - na tym brzydkim dachu z miastem szarym i zwykłym w perspektywie ( odcinka nie widziałam, ale poskikałam sobie wczoraj bez napisów ). Dlatego jestem teraz ciekawa jak się zderzy jego komiksowość z "naszym" światem ( o którym my widzowie wiemy, że jest serialowy ).

BeeMeR - Pią 29 Lip, 2016 09:58

Admete napisał/a:
Lubiłam posła Moona i posłankę.
A poseł Moon jest materiałem na męża? :lol: Na tatę może ;) albo ten młody pod Kima? Co to im dalej tym bardziej mu się kazali wydurniać :roll:
Już właśnie prędzej Drugi ;)

Aragonte - Pią 29 Lip, 2016 10:00

BeeMeR napisał/a:
Skończyłam AAMR - bardzo udane pierwsze pól dramy, drugie pół skróciłabym drastycznie do godziny - najwyżej dwóch :P

A w życiu :-P Może bym skróciła jakieś sceny (wątek drugiej mnie średnio interesował), ale na pewno nie o pół dramy, lubię tę drugą część. Jest inna, ale nie było tych koszmarnych dramatoz, przez które pewnie już ne wrócę do części dram. I mnie to czasowe rozstanie wydało się dość wiarygodne.
Pożenienie w ósmym odcinku byłoby dla mnie z kolei za wczesne. Nie byli jeszcze na tym etapie znajomości i akceptowania tego, co ich dzieliło.

Zarwałam kawałek nocy i obejrzałam 13 odcinek Brain :cry2:

Trzykrotka - Pią 29 Lip, 2016 10:06

Admete napisał/a:


Słusznie zauważyłaś, bo świat komiksu jest podkolorowany, ładniejszy, co wyraźnie widać po przejściu KC do naszego świata - na tym brzydkim dachu z miastem szarym i zwykłym w perspektywie ( odcinka nie widziałam, ale poskikałam sobie wczoraj bez napisów ). Dlatego jestem teraz ciekawa jak się zderzy jego komiksowość z "naszym" światem ( o którym my widzowie wiemy, że jest serialowy ).

Dzięki za potwierdzenie - tak mi się właśnie wydawało. Od strony technicznej ta drama jest świetnie zrobiona. Mnie się szalenie podobają obrazki, ten narysowany komiks. Niektóre sceny wyglądaja o niebo lepiej, kiedy są narysowane, niż kiedy są "realne."

Admete - widzę pewną niekonsekwencję w twoim podejściu :kwiatek: Sory, że jeszcze drążę temt, ale co mi tam. Trochę nie rozumiem tej kwestii wiekowej. Wiem, że z racji na zawód masz zwiększona wrażliwość na punkcie wieku, także aktorów - pojmuję i przyjmuję do wiadomosci. Ale nie pojmuję za nic komunikatu "młode aktorki nie potrafią grać" - aktorzy zapewne też, ale mowa była o akurat o kobietach, z założeniem, że chodzi tu o ich wiek biologiczny. Nie pojmuję, jak to się ma mieć do umiejętności zawodowych :mysle: Że na przykład taka panna z W na 29 lat, więc jest młoda i nie potrafi grać, ale za trzy lata już będzie potrafiła, bo będzie miała ponad 30? A co w takim razie z przypadkami takimi jak Krakenica, czy aktor grający w Heirs ojca Kim Tana? 6 krzyżyk na karku i okropny brak umiejętności aktorskich. Przecież talentu do wykonywania zawodu artystycznego nie nabywa się przez upływ lat!

BeeMeR - Pią 29 Lip, 2016 11:26

Aragonte napisał/a:
wątek drugiej mnie średnio interesował
mnie w ogóle :P

Cytat:
Pożenienie w ósmym odcinku byłoby dla mnie z kolei za wczesne. Nie byli jeszcze na tym etapie znajomości i akceptowania tego, co ich dzieliło.
Toż ja bym dodała ze dwa ;)
Dobra, trochę żartuję, wiecie o tym chyba :kwiatek:
Dzięki za podpowiedzenie dramy, pierwsze pół naprawdę mi się podobało :kwiatek:

Admete napisał/a:
Ale w dramie szybko ;) To znaczy nie przeciągali za bardzo. Ogólnie dramatozy były ograniczone do minimum.
Nie było dszybko - było standardowo - rozstawali się pół 15. a spikiwali pół 16. - to, że to zrobili w sposób cywilizowany i bez noble idiocy (doceniam, jako rzekłam :szacuneczek: ), nie znaczy że szybko - ale ja tez nie jestem obiektywna :P Mnie się te dwa ostatnie odcinki potwornie dłużyły, ale to zapewne w sporej mierze przez podminowanie PMS-owe.

o księciu Bubu przeczytam później, jak będę w lepszym nastroju, schowałam sobie na zaś :kwiatek:

Agn, podoba mi się avek i bannerek :kwiatek:

Agn - Pią 29 Lip, 2016 11:36

Admete napisał/a:
Ma 29 lat - dla mnie jest młoda :)

Bo to młoda kobieta. :)
Admete napisał/a:
Ty myślisz w tej chwili kategoriami przemysłu koreańskiego, ja nie. Dla mnie 17 latka to dziecko. Moja praca rzutuje na odbiór takich spraw. I w naszym kręgu kulturowym młodość to tak do 35 roku życia.

Ja raczej sądzę, że ty mówisz o wieku biologicznym, a Trzykrotka o doświadczeniu (i w tym znaczeniu młoda). W zachodnim świecie też różnie się to nazywa.
Admete napisał/a:
Bardzo lubię wątek z ukrywaniem swoich uczuć. Zawsze takie lubiłam.

Naprawdę? Mnie się zawsze wydawało, że ty raczej z tych, co by od razu powiedzieli o co chodzi i nie męczyli siebie i widza przez 10 odcinków. ;)
Trzykrotka napisał/a:
Wrzucę w takim razie, bo i tak już wszyscy go znają. Podkreślam tylko, że chodzi o postać z chińskiej dramy. W koreańskiej, jak napisała Agn, może nie być tak samo.

Mogłoby być nieco podobnie. Na pewno żonę na raz miał jedną, ale mógł mieć stado konkubin (nikt nie ma wątpliwości, że Wang So nie żył jak mnich). Aczkolwiek może docenić to, że Haesu będzie musiał jakoś zdobyć, a nie że mu ją przywiozą i nawet położą na łóżku, żeby się nie wysilał. ;)
Choć ciekawa jestem, czy jakaś drama odważyłaby się na pokazanie takich spraw nieco realniej. Okej, jedna żona, ale ukochana może zostać konkubiną, nawet bardzo oficjalną i ukochaną (i to np. szykowało się w którymś momencie w Smokach, jak małżonka Bang Wona kazała zrobić z Boon Yi konkubinę - nigdy do tego nie doszło, ale przecież takie zakończenie sprawy mogłoby też być). Poza tym Wang So był bezwględny, więc czekam na jego mroczne oblicze cała w napięciu i z wielkim bananem na obliczu. :mrgreen: Będzie ciekawie!
Tekst jest interesujący, ale też z punktu widzenia osoby współczesnej. Bo i pokazuje jej punkt widzenia. Osoba, która żyła w tamtych czasach na pewno nie pisałaby, że taki wybór, kogo by tu dziś w nocy przelecieć, jest obrzydliwy - byłaby do tego przyzwyczajona.
Swoją szosą - ciekawe, co by było, gdyby władca sobie wybrał konkubinę na zasadzie "o, dzisiaj ta!", a tu mu szpec od panienek mówi: "eee, a może być inna? ta ma okres". Podejrzewam, że ktoś mówił królowi o takich rzeczach.
Trzykrotka napisał/a:
talentu do wykonywania zawodu artystycznego nie nabywa się przez upływ lat!

To prawda, nie nabywa się go też wraz z doświadczeniem. By było bliżej nas - można porównać aktorki z zachodu. I tu przychodzi mi do głowy np. Kristen Stewart, totalnie pozbawiona aktorskiej wyobraźni smarkula, która nie wiedzieć czemu ciągle jakieś filmy kręci. Ani ładna, ani zdolna, doświadczenie nie pomogło. I troszkę od niej młodsza Dakota Fanning, która ma po prostu dar do grania i umie stworzyć postać, nawet jako dziecko to umiała. No ale to wiadomo, w każdym kręgu kulturowym nie ma takiego podziału na wiek, tylko na umiejętności. Tylko koreańskiej fali często wystarczy młodość i śliczna buzia, a jak się skończy jedno i drugie, to wyfuk. Chyba że da radę się jakoś wczepić pazurami w showbusiness.
BeeMeR napisał/a:
Agn, podoba mi się avek i bannerek

Dziękować! :kwiatek:

PS Hwarang będzie prawdopodobnie dopiero w grudniu. Może to i dobrze? Rozmiliardowienia jaźni nie dostanę oglądając tyle seguków na raz. ;)

BeeMeR - Pią 29 Lip, 2016 12:21

Agn napisał/a:
ciekawe, co by było, gdyby władca sobie wybrał konkubinę na zasadzie "o, dzisiaj ta!", a tu mu szpec od panienek mówi: "eee, a może być inna? ta ma okres". Podejrzewam, że ktoś mówił królowi o takich rzeczach.
Ja kiedyś dywagowalam o tym na podstawie światłej produkcji Harem z Omarem Shariffem ;) , tam codziennie jak mniemam albo gdy sułtan miał chcicę prezentowano mu partnerki na daną noc, w formie wybiegu modelek/pokazu mody: przechodzą wszystkie kolejne panny, robia pokłony lub kręcą pupa zalotnie, aż sułtan powie "dziś ta!"
No i tak myślałam, że te "okresowe" rzecz jasna z wybiegu usuwano ;)

Agn napisał/a:
Admete napisał/a:
Bardzo lubię wątek z ukrywaniem swoich uczuć. Zawsze takie lubiłam.

Naprawdę? Mnie się zawsze wydawało, że ty raczej z tych, co by od razu powiedzieli o co chodzi i nie męczyli siebie i widza przez 10 odcinków. ;)
Agn, weź poprawkę, na to kto gra - bo jak gra ktoś miły oku to się wszystko (niemal) łyka ;)
Wszystkie tak mamy - prawie każda w innym przypadku ;)

Aragonte - Pią 29 Lip, 2016 12:25

BeeMeR napisał/a:
Dobra, trochę żartuję, wiecie o tym chyba :kwiatek:
Dzięki za podpowiedzenie dramy, pierwsze pół naprawdę mi się podobało :kwiatek:

A mnie całość - bardzo :serduszkate: Najmniej mi leżał slapstick na początku, ale ok, przymknęłam na to oko, za to dość realistyczne moim zdaniem poprowadzenie romansu później bardzo mi odpowiadało (mam wrażenie, że deputowana Noh miała powody obawiać się, że zostanie pożarta przez opinię publiczną po ujawnieniu swego romansu - to w końcu Korea :roll: ). Bawiły mnie różne smaczki, które wyławiałam i pisałam o nich w tym wątku. Jasne, że faza na Shina (która urodziła się w trakcie oglądania AAMR :wink: ) dołożyła swoje, ale doceniam też scenariusz jako taki. I jeśli zestawię to np. z TGL, to TGL wypada u mnie niżej, mimo wielu świetnych scen. Lubię je, lubię Dokko, ale irytuje mnie pewne przekombinowanie scenariuszowe i dramatozy pod koniec. W związku z czym nie sądzę, abym obejrzała to znowu w całości :mysle: Połowę dramy, owszem, ale końcowe odcinki raczej już nie, nie w całości. A już to, co wyrabiano pod koniec The City Hall, z oszukiwaniem w imię cholera czego i ryczeniem przez odcinek czy dwa... :frustracja: Nie, nie, nie. Nie łykam tego i nie chcę do tego wracać, niezależnie od tego, jak przystojny jest bohater. A All About My Romance będę chciała pewnie jeszcze obejrzeć w całości (niech no tylko poprawię część skopanych napisów :-P ), bo poprawia mi humor i dawkuje dramatozy bardzo ostrożnie.
Zmęczyli mnie niektórzy dramowi bohaterowie romantyczni, którzy "dla dobra" ukochanej robili różne paskudne rzeczy, oszukiwali, a potem byli i tak wybielani jak bohater TCH :roll: (podczas oglądania City Huntera serio miałam ochotę udusić bohatera). Patrzenie na kogoś w miarę normalnego pod tym względem (jak deputowany Kim w AAMR, choć on też ma to i owo za uszami), kto nie wycinał kretyńskich numerów, było dla mnie relaksem :D
Z kolei jak czytałam relacje np. z Oh My Venus, upewniałam się, że śmiertelnie bym się przy tym zanudziła - obejrzałabym to w wersji dwu-, trzygodzinnej max :wink:

BeeMeR napisał/a:
Nie było dszybko - było standardowo - rozstawali się pół 15. a spikiwali pół 16. - to, że to zrobili w sposób cywilizowany i bez noble idiocy (doceniam, jako rzekłam :szacuneczek: ), nie znaczy że szybko - ale ja tez nie jestem obiektywna :P Mnie się te dwa ostatnie odcinki potwornie dłużyły, ale to zapewne w sporej mierze przez podminowanie PMS-owe.

No to szkoda, że oglądałaś to w kiepskim nastroju :-|
Ja ostatnie odcinki doceniam. Bardzo przyjemnie mi się też patrzyło na stopniowe zgrywanie się naszej pary, na to, jak wychodziły różnice między nimi, a także na nie do końca udaną pierwszą randkę :-P Toż w pewnym momencie okazało się, że oni nie za bardzo umieją ze sobą rozmawiać i każde siedziało wpatrzone w swoją komórkę albo rzucało uwagi o pogodzie :lol: Bawiły mnie te sceny.

Agn - Pią 29 Lip, 2016 12:43

BeeMeR napisał/a:
Ja kiedyś dywagowalam o tym na podstawie światłej produkcji Harem z Omarem Shariffem , tam codziennie jak mniemam albo gdy sułtan miał chcicę prezentowano mu partnerki na daną noc, w formie wybiegu modelek/pokazu mody: przechodzą wszystkie kolejne panny, robia pokłony lub kręcą pupa zalotnie, aż sułtan powie "dziś ta!"
No i tak myślałam, że te "okresowe" rzecz jasna z wybiegu usuwano

Może też tak było z tabliczkami (co oznaczało, że król musiał te wszystkie panienki znać, żeby skojarzyć imię z buzią).
Swoją szosą przepadam za Haremem. Młody Art Malik, meh... :serduszkate:
BeeMeR napisał/a:
Agn, weź poprawkę, na to kto gra - bo jak gra ktoś miły oku to się wszystko (niemal) łyka

Wiem, wiem, ja też tak mam. Jednemu aktorowi wszystko wybaczę, drugiemu absolutnie nic. ;) Ale nie mogłam się powstrzymać. ;)
Aragonte napisał/a:
Z kolei jak czytałam relacje np. z Oh My Venus, upewniałam się, że śmiertelnie bym się przy tym zanudziła - obejrzałabym to w wersji dwu-, trzygodzinnej max

Ja czytałam te relacje z przedziką frajdą, nawet jeśli drama nie jest kompletnie dla mnie. Ooo, tu by mnie zrozumiała pewnie Admete - So Ji Sub zniechęciłby mnie do absolutnie wszystkiego. Jego dekoracyjność mnie nie rusza. No ale wasze relacje? Cudowności. :mrgreen:

Aragonte - Pią 29 Lip, 2016 12:46

Agn napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Z kolei jak czytałam relacje np. z Oh My Venus, upewniałam się, że śmiertelnie bym się przy tym zanudziła - obejrzałabym to w wersji dwu-, trzygodzinnej max

Ja czytałam te relacje z przedziką frajdą, nawet jeśli drama nie jest kompletnie dla mnie. Ooo, tu by mnie zrozumiała pewnie Admete - So Ji Sub zniechęciłby mnie do absolutnie wszystkiego. Jego dekoracyjność mnie nie rusza. No ale wasze relacje? Cudowności. :mrgreen:

A relacje to ja też czytam z dziką przyjemnością :lol: Także jakichś produkcji, których opis nie pozostawia wątpliwości, że to czysta guilty pleasure :wink: Jednak sama tego nie tykam, wystarcza mi relacja :wink:

Trzykrotka - Pią 29 Lip, 2016 13:38

Agn napisał/a:

Mogłoby być nieco podobnie. Na pewno żonę na raz miał jedną, ale mógł mieć stado konkubin (nikt nie ma wątpliwości, że Wang So nie żył jak mnich). Aczkolwiek może docenić to, że Haesu będzie musiał jakoś zdobyć, a nie że mu ją przywiozą i nawet położą na łóżku, żeby się nie wysilał. ;)

Postaram sie nie spoilerować, ale akurat ta rzecz dotyczy ściśle chińskiego dworu, więc w Goreyo może byc inaczej :kwiatek:
W BBJX bohaterka od razu wie, na czym stoi. Każdy z książąt od samego początku dramy ma już co najmiej kilka żon i dzieci. Tylko jednego żenią na naszych oczach. Te żony nie są w ogóle pokazywane, prócz dworu Ósemki, na którym zaczyna się akcja. Nie ma niedomówień co do poligami/monogami. Rzecz w tym, że ta Ruoxi ma współczesna świadomosć i myśl o byciu jedną z wielu w haremie, nawet tą najbardziej kochaną, jest jej wstrętna. Scena z tabliczkami naprawdę była odpychajaca. Pod tym względem autorka bloga myśli poodbnie, jak bohaterka.
Ale w sumie to, co było najmroczniejsze w Czwartym księciu, to nie jego sprawy małżenskie i łóżkowe, tylko ta pierwsza sprawa, o której pisze ta panna. Nie chodzi o brutalność na polu bitwy, tylko postępowanie na co dzień. Ale to wszystko sie okaże, zobaczymy. Powoli odliczam dni :banan:

Agn, nie bądź taka, pokaż oryginał avka!

Admete - Pią 29 Lip, 2016 14:10

BeeMeR napisał/a:
Już właśnie prędzej Drugi ;)


Drugi jest szkicowy. Niewiele o nim można powiedzieć. I nie on mnie interesował, postać poboczna jak aktora lubię :) Ożywienia dostawał tylko jak się kłócił z głównym ;)

Trzykrotko w czwartym odcinku W zwróć uwagę na montaż i kadrowanie scen - są zrobione tak jakby miały być narysowane. Bardzo to fajnie wypada. Postanowiłam nie zwracać na Niunię uwagi. Postać poboczna ;)

Aragonte napisał/a:
Zarwałam kawałek nocy i obejrzałam 13 odcinek Brain :cry2:


Płakałaś, co? Też się wzruszyłam. Ładny masz avek.

BeeMeR napisał/a:
Nie było dszybko - było standardowo - rozstawali się pół 15. a spikiwali pół 16


To krótko - tym bardziej, że dostawałam fajny angst zagrany ładnie przez Shina. Ty więcej oglądałaś tego typu seriali, ja niewiele i zazwyczaj w bardzo ograniczonym zakresie ( Oh My Venus skracałam do 15 minut w przypadku każdego odcinka, Gentelman's Dignity widziałam do 8, 9, 10? bodajże i potem ostatni.). A właśnie w GA tam były dramtozy już od tego ósmego czy 9 odcinka. To jest długie. Pół serialu o niczym ;) Master sun widziałam fragmentami, TGL nie wyszłam poza pierwszy, City Hall widziałąm cztery odcinki i starczy. I dlatego AAMR sprawił mi taką frajdę. Będę do niego wracać podobnie jak wracam do Masz wiadomość, Ja cię kocham, a ty śpisz i Kiedy ją spotkałem. To są moje ulubione komedie romantyczne ( filmowe ).

Cytat:
"młode aktorki nie potrafią grać" - aktorzy zapewne też, ale mowa była o akurat o kobietach, z założeniem, że chodzi tu o ich wiek biologiczny. Nie pojmuję, jak to się ma mieć do umiejętności zawodowych :mysle: Że na przykład taka panna z W na 29 lat, więc jest młoda i nie potrafi grać, ale za trzy lata już będzie potrafiła, bo będzie miała ponad 30


Gremialnie mało jest dobrym aktorek w dramalandzie i tylko o to mi chodziło. Jest parę fajnych starszych, bo pewnie jak zaczynały karierę to były inne sposoby dochodzenia do bycia aktorką. Niekoniecznie od razu musiały być przepiękne i tylko przepiękne jak od sztancy. Mówię o takich 40, 50 letnich, które gdzieś widziałam. Może nie trafiłam na wiele fajnych młodych. Dobra była ta w Miss Oh, w BM też może być. W King of dramas i na pewno się jeszcze trochę znajdzie. Ale ogólnie w Signal fajna jest 40 ponad, w Mrs Cop takoż, w Good wife. Ta aktorka która grała matkę panny Oh i wiele innych. A już w Brain panna chodzi z minami i wytrzeszczem, W jest okropna, ta w Pied Piper wypadła o niebo lepiej niż w Nine, ale żeby jakoś wybitnie to nie. O to mi chodziło, mało jest dobrych młodych aktorek w rolach pierwszoplanowych. Może to wynika za bardzo skracam swoje wypowiedzi. Ja o czymś myślę, a jak piszę to tylko wniosek, przemyślenia zostają mi w głowie ;) A młodość pojmuje w sensie biologicznym, co już ustaliłyśmy :)

Trzykrotka napisał/a:
Przecież talentu do wykonywania zawodu artystycznego nie nabywa się przez upływ lat!


Patrz powyżej. Jestem zirytowana faktem, że u nich ważniejszy jest wygląd czy fakt że ma się fanów i to ma być podstawą sukcesu. W związku z tym jest mnóstwo ślicznych beztalenci obu płci w rolach pierwszoplanowych.

Agn napisał/a:
że ty raczej z tych, co by od razu powiedzieli o co chodzi i nie męczyli siebie i widza przez 10 odcinków


Ukrywaniu przed światem, nie przed samym sobą :) Oni sobie bardzo szybko zdali sprawę z tego, co do siebie czują. Natomiast ukrywanie się przed światem, to jak powiedział bohater taki "thrill" ;)

BeeMeR napisał/a:
Mnie się te dwa ostatnie odcinki potwornie dłużyły, ale to zapewne w sporej mierze przez podminowanie PMS-owe.


Mnie się podobały :) Slapstick na początku mi nie podszedł. Gdyby nie opinia Aragonte, to bym nie obejrzała. Bo ja miałam kiedyś pierwszy odcinek AAMR - przy Pied Piper zdobyłam,
ale obejrzałam początek i dalej nie poszłam. Dlatego Aragonte ma zasługę w niebie ;)

Aragonte - Pią 29 Lip, 2016 14:53

A propos zasługi w niebie :wink: No cóż, jeśli coś mi się podoba, to bombarduję ten wątek gifami, zdjęciami i relacjami :lol: Jednak liczyłam się z tym, że może to ci się nie spodobać. Jak zresztą każdemu innemu, w końcu gusta bywają różne. I nie sądzę, że ktoś w tym wątku obejrzy AAMR, choć chętnie bym pokazała Agn jakieś zabawniejsze (albo ładne romantyczne) fragmenty :mysle: bo na razie ma obraz Shina tylko z pierwszego odcinka Pied Piper, a tam jej nie podszedł m.in. przez to, że nie była w staie polubić bohatera.

A, zapomniałam wymienić AGD jako tę dramę, którą zepsuły dramatozy :frustracja: A obejrzałam to uczciwie to końca, początkowo bawiąc się świetnie. Tam też mialam jednak zastrzeżenia do końcówki - niby wszystko pięknie, ale nie do końca mi leżało, ani oświadczyny, ani reszta :mysle: Tzn. niby fajnie, ale po namyśle stwierdzam, że chyba styl tej scenarzystki (Kim Eun Sook) mi nie pasuje. W każdej jej dramie (Ogródek, TCH, AGD) było coś, co mi nie leżało, chociaż oglądałam do końca, bawiłam się nieźle, ale... wracać nie mam już ochoty :-| Tzn. do całości, bo pojedyncze odcinki to co innego.
O, i Witch's Romance - też nieco zepsuta przez dramatozy (acz do końca obejrzałam i nie mowię, że cierpiałam w trakcie).
Duszka na szczęście była od tego wolna, wszystko było dość wyważone, a wątek romansowy poprowadzony bardzo ładnie.

Admete - Pią 29 Lip, 2016 15:16

Aragonte napisał/a:
Kim Eun Sook


Mnie na pewno nie leży, bo takiej alergii jak na jej Kropki, to nigdy nie miałam.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group