Literatura - Proza i poezja - Najgłupsze książki, jakie wpadły wam w ręce
BeeMeR - Wto 31 Maj, 2016 15:55
| Agn napisał/a: | | demon chodzi do szkoły | Ale po co? Masochizm?
Anaru - Wto 31 Maj, 2016 16:46
| BeeMeR napisał/a: | | Agn napisał/a: | | demon chodzi do szkoły | Ale po co? Masochizm? |
W celu rwania, znaczy sprowadzania na złą drogę nieletnich panienek...?
Nie mogę się doczekać dalszego ciągu
Agn - Wto 31 Maj, 2016 16:55
Póki co wygląda na to, że demon, ten zUy, mroczny i nakłaniający do zUego, bo taka jego natura, chodzi do szkoły, by - nie zgadniesz! - chronić boCHaterkę. Innego wytłumaczenia na razie nie ma. Ot, szwenda się za nią przystojniak. Najwyraźniej stalker.
Tymczasem oczywiście pokonali zombie... przepraszam - wróć - ON pokonał zombie, ona się tylko ufajdała (i w związku z tym strzeliła na niego focha - no jak on mógł nie uważać, by panienki nie ochlapać zombiaczym mózgiem, kiedy załatwiał śmierdzącego stwora ręką urwaną rzeczonemu stworowi!). Zaproponował jej kurtuazyjnie skorzystanie z prysznica u siebie (w szkole też są, a panienka stronę wcześniej deklarowała, że wolałaby skorzystać ze szkolnych niż włazić do piwnicy, by zabić zombiaka), wspólną herbatę i skorzystanie z jego porsche (no bo jakim innym samochodem mógłby poruszać się seksowny demon!). W kontekście ich rozmowy sprzed iluśtam stron, że on jej prawił, jak chętnie pozbawiłby ją cnoty na tylnym siedzeniu owego porsche nie dziwię się, że nie skorzystała.
No dobra, panienka dotarła do domu. Tam w domu goście - rzecz jasna zawsze musi być jakiś odłam rodziny, która nienawidzi głównej bohaterki i tu też tak jest. Bo jest półdemonem. Więc chodzący sześciopak właśnie usiłuje ją zabić, podczas gdy ona chciała tylko zrobić kawę ekspresem, który jest, jak sama twierdzi, tak skomplikowany, że trzeba do niego mieć magistra inżyniera. Pięć lat studiów, by umieć zrobić kawę - awesome!
Nikt jej nie zabił, więc poszła się uczyć. Ucz się, debilu, ucz, może się dowiesz, jak się przyciska guziczki od ekspresu do kawy.
Poszła do swojego "ojca" (strażnika, który ją adoptował) powiedzieć mu o zombiaku, wlazł na to jej "brat" (ten, do którego się panienka ślini). Oczywiście mniejsza o zombie, laska ich bardzo rozczarowała, że w ogóle za nim poszła bla bla bla. Potem panienka pokłóciła się z "bratem", bo powiedział wcześniej ojcu o jej przeprawie z tamtym demonem, co wyglądał jak starsza pani, a potem się zamienił w coś obleśnego.
Bla bla bla w końcu jeszcze w środku nocy obudziła się wściekła i poszła szukać soku w lodówce (to są bardzo istotne momenty tzw. "akcji"!), na to wlazła strażniczka, która romansuje z "bratem" bohaterki, wywiązuje się rozmowa, ple ple ple, panna strzela focha, bo "brat" tak się o nią martwi i troszczy, że kabluje na jej poczynania ojcu, a teraz zaproponował, by panienka przestała oznaczać demony.
No i chlip! W ogóle się zastanawiam - ona jest taka wyjątkowa... a strażników pełno... oznacza im demony, choć tego nie potrzebują... nie widzę w tym za bardzo sensu, ale w ogóle cała książka jest bezsensowna, więc to żadne odkrycie. Zastanawia mnie tylko, czy ona całej zgrai strażników oznaczała te demony, bo jeśli tak, to nie wiem, kiedy miała czas na cokolwiek innego. Generalnie nie pojmuję, po co im ona, skoro bez niej też by sobie poradzili i skłaniam się ku zdaniu oddziału hejterów, że powinni ją sprzątnąć jako półdemona. Zwłaszcza że panna stwierdziła, że wie jak kogoś wykończyć. Owszem, mnie wykańcza jej zidiocenie, acz myślałam, że mordować będzie bardziej humanitarnie, a nie najpierw doprowadzać do śmierci mózgu czytelnika, a reszta sama zdechnie.
Ach, cytacik, który mnie ujął:
| Cytat: | | Byłam tu tylko ja, moja głupota i ciemność. |
Idealne!
PS Jeśli jeszcze raz ktokolwiek w tej książce - panienka, demon, "brat", KTOKOLWIEK!!! - podsumuje jakieś zdanie słowem: "milutko" albo "słodko" albo "super", to kogoś walnę!
Panienka też mogłaby nieco wyhamować ze swoim "jestem cool" i naprawdę wyrażać się normalnie, a nie za wszelką cenę inaczej niż się mówiło od lat, np. że mogłaby "zamknąć buzię", a nie "buźkę". Strasznie mnie drażni prostacki, blogaskowy styl autorki.
BeeMeR - Wto 31 Maj, 2016 18:11
| Agn napisał/a: | | w środku nocy obudziła się wściekła i poszła szukać soku | Przeczytałam: "poszła szukać seksu" co by mnie nawet nie zdziwiło w tej książce...
Agn - Wto 31 Maj, 2016 18:19
Pamiętaj, że panna nie może się całować, bo wysysa duszę partnerowi, bidula. Jedyna szansa - demonek.
Anaru - Wto 31 Maj, 2016 18:49
| Agn napisał/a: | | Pamiętaj, że panna nie może się całować, bo wysysa duszę partnerowi, bidula. Jedyna szansa - demonek. |
A kto jej sie każe od razu całować
No demonowi nie wyssie bo demony duszy nie mają, tak?
Zgubiłam się nieco , kto to jest ten "chodzący sześciopak, który właśnie usiłuje ją zabić"? Brat? Kuzyn? Inny odłam rodziny?
Bo chyba nie ten, co to po walce z zombiakiem zapragnął ją rozdziewiczyć, skoro jej życie ratował
Ani chyba nie brat, do którego się ślini, acz pewnie seksowny stalker z seksownym tyłkiem na większe szanse, skoro brat przelatuje już coś innego
Agn - Wto 31 Maj, 2016 18:55
| Anaru napisał/a: | | No demonowi nie wyssie bo demony duszy nie mają, tak? |
Khem... DUSZY to mu nie wyssie (skoro jej nie ma), a co jeszcze sugerujesz, to już nie wnikam.
| Anaru napisał/a: | | Zgubiłam się nieco , kto to jest ten "chodzący sześciopak, który właśnie usiłuje ją zabić"? Brat? Kuzyn? Inny odłam rodziny? |
Jest jakaś część tych wszystkich strażników, którzy mieszkają pierdylion km dalej, ale właśnie przyjechali. Nienawidzą głównej bohaterki. Podzielam ich uczucia, bo też jej nienawidzę, ale pewnie nie mam co liczyć, że ktoś ją rzetelnie ukatrupi.
Sześciopak to jeden z nich. Najwyraźniej kiedyśtam już się z panienką ściął, ale książka skąpi nam, na czym polegało owo ścięcie, bo dialog krążył m/w w ten deseń:
- Nie wybaczę ci, co mi wtedy zrobiłeś!
- E tam, przecież się droczyłaś.
Bo ja wiem? Gwałcił ją? Parę lat temu wciąż by była dzieckiem, a to oznacza, że zwiększyło się stężenie pedofilów w tej książce.
| Anaru napisał/a: | | Bo chyba nie ten, co to po walce z zombiakiem zapragnął ją rozdziewiczyć, skoro jej życie ratował |
Nie, ten to jest seksi demon, który chodzi z nią do szkoły.
(Ja cię nie mogę, nie wierzę, że to napisałam! Nie wierzę! "Seksi demon, który chodzi do szkoły"! Aaaa!!!)
| Anaru napisał/a: | | Ani chyba nie brat, do którego się ślini, acz pewnie seksowny stalker z seksownym tyłkiem na większe szanse, skoro brat przelatuje już coś innego |
Pewnie tak, bo wiesz, z "bratem" to by się pewnie źle skończyło.
BeeMeR - Wto 31 Maj, 2016 19:18
| Agn napisał/a: | | Pamiętaj, że panna nie może się całować, bo wysysa duszę partnerowi, bidula. | No ale jest jeszcze seksi demon plus opcja bez całowania
Ja się już dawno zgubiłam kto ma jaką klatę i tyłek oraz który klaton chce ją przelecieć, a który zabić ale czytam z radością
Agn - Wto 31 Maj, 2016 19:35
| BeeMeR napisał/a: | | Ja się już dawno zgubiłam kto ma jaką klatę i tyłek oraz który klaton chce ją przelecieć, a który zabić ale czytam z radością |
Szczerze mówiąc ja też czasem nie wiem o co chodzi i kto kogo chce przelecieć w porszaku, ale czy to istotne?
| BeeMeR napisał/a: | | No ale jest jeszcze seksi demon plus opcja bez całowania |
Panienka cośtam bełkocze, że wystarczy podejść zbyt blisko. Czy coś w tym guście. Whatever.
Anaru - Wto 31 Maj, 2016 19:58
| Agn napisał/a: | | Pewnie tak, bo wiesz, z "bratem" to by się pewnie źle skończyło. |
Znaczy czym? Ćwiercgargulcodemonem? (bo półgargulcodemona też ktoś zmajstrował ), wspomnianym na początku końcem świata?
Czy gargulce i demony są zmiennokształtne? Bo gargulce na co dzień jak wyglądają to wiadomo , a skoro po cywilnemu urody są porażającej i niebieskookiej, to zmiennokształtne są . A latają? Bo w Frankensteinie prawie porażającej urody gargulce (z Mirandą Otto na czele )
zmieniały się w paskudne gargulce
w czasie walk z przystojnymi demonami
takoż zmieniającymi się w zdecydowanie mniej przystojne
Agn - Wto 31 Maj, 2016 20:15
| Anaru napisał/a: | | Znaczy czym? Ćwiercgargulcodemonem? (bo półgargulcodemona też ktoś zmajstrował ), wspomnianym na początku końcem świata? |
Wyssaniem duszy "bratu" - strażnicy mają duszę.
I tak, powiedzmy że są zmiennokształtne. Mogą przyjmować dowolną postać (a zatem wybierają najseksowniejszą, obviously!), a ich prawdziwa postać to wielgachne coś, co wygląda jak rzeźba z piekła rodem - no taki gargulec właśnie. Nawet mają skorupę najwyraźniej, bo mała boCHaterka usiłowała zbudzić ojca postukując właśnie w nią.
Niestety, że jest tylko półstrażnikiem, to nie ma takich skilli.
Patrząc na fotki to ja mam przed oczami właśnie takie coś - tak wyglądają te gargulce bez przemiany w seksi-strażników. Nie wiem, jak tam u nich z fruwaniem, ale że skrzydła posiadają, to pewnie mogą.
Agn - Czw 02 Cze, 2016 18:06
Na pewno umieracie z niecierpliwości, by się dowiedzieć, co dalej z naszą dzielną heroiną. Spieszę donieść, że wciąż żyje, niestety. A już, już było tak blisko!
No ale po kolei.
Najpierw pozwolę sobie zauważyć, że książka wykazuje idiotyczny wręcz brak logiki. Otóż nasza bohaterka wyzewnętrznia się seksi demonowi, jak to się stało, że strażnicy się skapnęli, że może oznaczać demony. Przy okazji powiedziała, jak to robi. Otóż jako dziecko niechcący OTARŁA się o jakiegoś demona i w ten sposób zostawiła na nim ślad. I teraz, uważajcie, naszą panienkę nasz seksi demon w odpowiedniej chwili – tadadadaaaaam! - pocałował. Nie wydaje wam się, że tu też powinien być problem pt. „oznaczasz demona, który ci pomaga”? Mnie też się tak wydaje, ale nie wydawało się tak aŁtorce, więc najwyraźniej panienka oznacza tylko te demony, które nie mają zgrabnej dupy.
W ogóle to chyba wiem, czemu nie lubię chick-fantasy – wszystko jest takie „me, myself & I”. Cokolwiek by się nie zdarzyło, dotyczy boCHaterki, wszyscy za nią łażą, rzucają się na nią, pragną jej i wszystko od niej zależy. A że jest głupia jak but – oj tam, oj tam, lepiej skupmy się na absach tru loffa.
Żeby jednak nie było, że wprost zionę nienawiścią względem głównej panienki – zapomniałam wspomnieć, że panna ma w szkole dwójkę przyjaciół. Chłopak jest chodzącym wcieleniem bezuzyteczna.pl, tj. przechowuje w swej makówce mnóstwo wiedzy, która zapewne przydałaby się przy rozwiązywaniu krzyżówek, natomiast do niczego innego jej raczej nie wykorzysta. Ale niech tam, nie bronię zdobywać choćby takich wiadomości. Z przyjaciółką sprawa jest gorsza. Jeśli myślałyście, że boCHaterka jest wnerwiająca, to nie znacie Stacey. Imaginujcie sobie laskę, której mózg wiruje na widok przystojnych facetów i… nic więcej. Normalnie nic więcej ta panna sobą nie reprezentuje, o niczym ciekawszym nie gada, natomiast celuje w wypowiedziach typu:
BoCHaterka: Brzmisz bardzo radośnie.
Stacey: Prawda? Mama nie spieprzyła mi kawy jak zawsze. Wiesz, codziennie robi okropną, ale nie dzisiaj. O nie. Dzisiaj był dzień orzechowej. Mój świat jest teraz jasny i błyszczący.
Namiętnie też podrywa seksi demona i jak skonstatowała boCHaterka w czasie lekcji biologii konwersowała z nim do upadłego. | Cytat: | | Opowiedziała mu o wszystkim, może z wyjątkiem rozmiaru biustonosza. | Cóż, najprawdopodobniej rozmiar majtek mu podała.
Ktoś chciałby coś dodać? Poznać ją jakoś bliżej? Zaprzyjaźnić się? Spokojnie, nie wszyscy naraz.
No ale wiadomo – nie tylko Stacey dostaje kociokwiku na widok apetycznego samca. BoCHaterka nie ustaje w wysiłkach, byśmy w pełni sobie uświadomili, jak idealne są usta jej tru loffa, jakie ma doskonałe absy, jakie zgrabne biodra, poślady i całą resztę pewnie też ma idealną. Czekam na opisy przyrodzenia, może nadejdą. Przyjmuję zakłady dotyczące rozmiarów. Kroi się w tę stronę, bo on też nie odpuszcza:
| Cytat: | - Mogłabyś podziękować za uratowanie życia.
(…)
- Nie uratowałeś mi życia.
- Niemal stuknęła cię taksówka. A jeśli chcesz, by ktoś cię stuknął, z chęcią zgłaszam się na ochotnika. |
Itp. itd.
Poza tym panna ma ogólnie rzecz biorąc nie po kolei w głowie tudzież potrzebuje specjalistycznej pomocy. No bo skoro stoi przed witryną cukierni i:
| Cytat: | | Świeże ciastka i babeczki ułożone na wystawie śpiewały do mnie uwodzicielsko. |
Nie, proszę, nie poprawiajcie mnie. Wiem, że to przenośnia i to prawdopodobnie najbardziej wyrafinowana rzecz, jaka się aŁtorce wyrwała z klawiatury.
Potem się całowali, ona stwierdziła, że facet ma przekłuty język, on na to, że nie tylko. Ona się nad tym zaczęła zastanawiać i:
| Cytat: | | (…) chwila, co jeszcze miał przekłute? Ostatnia myśl spowodowała, że mój umysł zamienił się w papkę |
Pięknie jest żyć w złudzeniu, że wcześniej jej umysł reprezentował coś więcej.
Ach, no i uwaga! Dotarłam do – tadaaaam! - AKCJI!!! Otóż… Ach, bo nie wiecie. I na pewno się nie spodziewacie. Wyszło, kto jest mamusią boCHaterki. Podpowiem, że demonica. Nie, nie zgadniecie. Nie ma mowy. Nawet nie próbujcie.
Lilith.
Taaaaa…
Więc w związku z tym, że to Lilith, demony usiłują ją zgarnąć do siebie. Tak bardzo jest ważna i taka zajebista. Więc najpierw jakiś demon opętał kierowcę taksówki i podczas gdy ona wracała do domu (strażników) jadąc samochodem z szoferem, taksiarz usiłował ich rozwalić. Nabierał dzikiej prędkości, usiłował walnąć w samochód. W końcu walnął z całej siły, ale w wypadku nic się nikomu nie stało, nie szkodzi, że zgodnie z opisem przód samochodu nie nadawał się nawet na blaszki na nieśmiertelniki – i szofer, i panienka nawet nie są draśnięci. Ale po kraksie opętany taksiarz powstał i lezie na bohaterkę. Oblicze ma poszarpane, oko wydłubane, w policzkach sterczą mu kawałki szkła, dół szczęki sobie wisi.
Niestety, uratowała ich Bambi (tatuaż-wąż tru loffa). No i potem strażnicy ją przesłuchują i oto mądry strażnik zadaje idiotyczne pytanie, czy panienka jest pewna, że taksiarz do niej nic nie mówił. Nie, oczywiście że mówił! Wprawdzie jechał rozpędzony do nadświetlnej, skosił wóz, a potem ledwie trzymający się jednej kupki usiłował z łapami się pchać do mnie, ale przypominam sobie, że deklamował przy tym Pana Tadeusza! *facepalm*
No nic, zrobiło się bardzo źle, nasza panienka biadoli, że wszystko jest jej winą (w międzyczasie histeryzuje, bo cosobotni poranek z „bratem” został przez owego „brata” zignorowany, więc ona desperuje, cierpi i wyrzuca mu, że o niej zapomniał ojejejejej), więc klan strażników wezwał do siebie tzw. alfy. To jacyś strażnicy z +100 do zajebistości. Nasza boCHaterka nie może być wtedy w domu, bo jak ją zobaczą, to będzie makabra, że pół demona plącze się jak oswojone zwierzątko po chałupie strażników. No to umyka. Ale przechodzi obok zamkniętych drzwi, za którymi są już te alfy. Alfy… świecą.
| Cytat: | | Miękkie światło sączyło się spod drzwi, rozlewało się po marmurowej podłodze i wspinało po żółtych ścianach. Pulsowało, stając się niczym żywa istota, a jego promienie dosięgnęły sufitu i jednocześnie utworzyły błyszczące kałuże na miękkim chodniku. |
Nigdy więcej nie powiem, że Edward Cullen świecący w słońcu jest kiczowaty.
No nic, panna się schowała w domku na drzewie i stamtąd metodą na telemarketera wydzwania do „brata”, by się dowiedzieć, czy może już wracać. Foszy się, bo ten nie odbiera, a potem w swej bezczelności przełącza ją na pocztę głosową. Cham i prostak, no! W tym momencie nadciąga sześciopak, który chciał ją od początku zabić. I kurde prawie mu się to udaje, niestety panienka go pocałowała i zeżarła mu duszyczkę. Sześciopak zamienił się w jakąś potworę, ale tu znów wkroczyła do akcji Bambi, a potem Tru Loff w swej demonicznej postaci (też ma skrzydła na 3 metry). Nigdy bym nie pomyślała, że ucieszy mnie, że ktoś komuś w książce wyrywa kręgosłup, ale że tu w końcu coś się zaczęło dziać, to się radowałam.
Tylko zastanawia mnie:
| Cytat: | | Roth [to ten tru loff] pozbierał części ciała, a następnie zniknął w gęstych zaroślach. |
Pierwsze pytanie – mam nadzieję, że nie po to, by owe części zeżreć?
Drugie pytanie – pozbierał? A do czego? Wziął w ręce wielgachnego rozczłonkowanego strażnika i pochował po kieszeniach? Tam nogę, tu głowę?
No nieważne. W każdym razie tru loff wziął panienkę na ręce i – uwaga! - odfrunął z nią! Czyli demony na pewno latają. Odfrunął z nią do siebie. Tam jakiś demoniczny szwajcar otwiera im drzwi, następuje haha-konwersacja *ziew* w końcu trafiają konkretnie do jego mieszania. Tu nastąpił szczątkowy opis wielkiego loftu. Generalnie po chałupie demona spodziewałabym się czegoś innego niż reklamy salonu a’la Ikea, chyba że aŁtorka usiłowała nam przekazać, to Ikea to zUo. Ale dalej jest lepiej! Wychodzą na dach / taras / whatever a tam… OGRÓDEK!!! Mroczny tru loff demon obsadza w wolnych chwilach rabatki!
Trzyma też trzy rozkoszne kotki z zapędami wampirycznymi. I opowiada o hobby innych demonów. I tu ważna rzecz – demony lubią się zajmować podatkami! Zawsze to wiedziałam!
Ciąg dalszy oczywiście nastąpi.
Anonymous - Czw 02 Cze, 2016 18:38
oznaczanie kojarzy mi sie z obsikiwaniem...
Aragonte - Czw 02 Cze, 2016 21:40
Co to jest chick-fantasy?
Agn - Czw 02 Cze, 2016 21:45
Ja to tak określam - taka "fantastyka dla lasek", gdzie główna bohaterka (najczęściej nastolatka) odkrywa swoje super moce, jest strażniczką czegoś / ma dziwnych rodziców / whatever, wszystko pisane z punktu widzenia pierwszej osoby stylem, przy którym tani harlekin może pretendować do Nobla. Nie wiem, czy takie określenie faktycznie funkcjonuje, na pewno jest chic-lit, czyli "powieści dla lasek".
Aragonte - Czw 02 Cze, 2016 22:08
No cóż, może powinnam napisać coś takiego zamiast swej tffurczości
Agn - Czw 02 Cze, 2016 22:20
Aragonte, ale to wygląda tak jak to g., które powyżej opisuję.
Aragonte - Czw 02 Cze, 2016 23:45
No i co z tego? Ktoś to wydał i ktoś to czyta, choćby dla jaj.
Agn - Pią 03 Cze, 2016 07:13
I ma aŁtorkę za skończoną idiotkę - Aragonte, nie sądzę, by wydanie takiego g. wyszło ci na zdrowie.
Swoją szosą - ta książka u nas stoi i stoi. Nikt jej nie chce. Więc też nie jest jakimś wielkim hitem.
Agn - Czw 23 Cze, 2016 00:01
Chcę się tylko przyznać, że skończyłam. Skończyłam już jakiś czas temu, ale czekałam, aż odzyskam sprzęt, bo me wrażenia są zbyt delikatne, by zabić je frustrującą walką z tabletem.
A zatem! Działo się!
Nasza główna bohaterka ostatecznie spiknęła się z demonicznym tru loffem, kryjąc to przed swoją rodziną. Szkołę tymczasem atakowały demony (nie bójcie się, nic się nikomu nie stało). Walki walkami, ale trzeba być cool, więc nawet w takich chwilach nasza parka dawała radę obrzucać się komplementami, jacy to oni są seksowni.
Tak, wiecie, mniejsza o rozlew krwi, trzeba mieć jakieś priorytety.
W każdym razie ataki demonów nieziemsko wnerwiły strażników-gargulców. Zwłaszcza jak panienka polazła z demonicznym kochasiem po jakąś mega księgę, która objaśni, na czym polega problem z panienką (jako że już wiedzą, że mamusia to Lilith, a ojcem jest wódz klanu, który tak bardzo jej nienawidzi, że chce ją ukatrupić - ech, te błędy młodości!). Uprzednio panna wcisnęła rodzinie kit, że idzie do koleżanki się pouczyć, a potem poszła do mieszkania kochasia, gdzie nastąpiła scena zerotyczna między gówniarzami.
Głaskali się zatem po biodrach, brzuchach i ramionach, gdzieżby który demoniczny, rozpalony jak stodoła smarkacz sięgnął między nogi, czy usiłował usunąć z drogi stanik, w życiu!
No w każdym razie panienka swojej drogocennej cnoty nie straciła.
Poleźli po księgę w świetle księżyca, znowu się tam z czymś tłukli, wpadają na to strażnicy i rozdzielają kochanków. Jeśli pytacie, czy w czasie walki nasza parka miała czas się całować i macać, to służę odpowiedzią - tak, miała.
Panna zostaje uziemiona za romans z demonem, na szczęście biedne skamieniałe strażniki nie wymyślili, jak ominąć przymus szkolnictwa, więc panienka zasuwa do szkoły. Tam spotyka się ze swoją przyjaciółką Stacey. Stacey robi się jeszcze bardziej wnerwiająca, już nie wspomnę, jak bardzo debilistycznie nielogiczna jest ta postać.
No więc Stacey cała rozpalona do białości żąda szczegółów nocy z kochasiem (kryła niby panienkę i jej tru loffa, ale wiemy, że nic z tego nie wyszło) i jest wielce rozczarowana, że panienka nie niesie jej w darze opowieści o choćby ostrym seksie oralnym. Potem jakoś przechodzą do pleplania o Samie, panienka usiłuje uświadomić Stacey, że Sam jest w niej zakochany, Stacey miota się więc między mokrymi fantazjami o demonie, a jednocześnie mięknie, że słodki Sam się w niej buja i jest jednym z tych porządnych, co to nie chcą jedynie zajrzeć dziewczynie w majtki.
Dobra, nieważne. Stacey zajęła się Samem, tymczasem panna znów w szkole spotyka tru loffa, idzie do kibla, a tam demon. Porywa ją, widzi skazy na jej duszy (tu nastąpiło pewne zawirowanie, bo panna nie jest pewna jej posiadania, jej zdaniem demon miał spojrzenie, które ową duszę mrozi, a za chwilę znowu nie wie, czy aby ową duszę na pewno posiada - mniejsza, nie wymagam logiki, nie na tym etapie walki z powieścidłem).
Jego zdaniem panna się już puściła, co jest dopełnieniem jakiegoś rytuału (półślepy demon, nie widzi, że zeżarła duszę (po czym ją wyrzygała, ale mniejsza, widać ma jakąś duszną bulimię), za to fantazjuje najwyraźniej o panience bzykającej się z demonem - co kto lubi). Wobec czego on szykuje dalszy ciąg owego rytuału. Zaczyna sie coś w guście czarnej mszy, panienka leży w pentagramie, demon trzyma na uwięzi jej tru loffa i tru loffa-brata i ją szantażuje. Ple ple ple wywiązuje się walka, w trakcie której panienka odkrywa swoje skille i się przemienia. I oczywiście macie rację - jest zajebista! Jest tak zajebista, że tru loff i tru loff-brat to przy niej mięczaki, a po przemianie jest w ogóle piękna, że buty spadają, a anioły zaczynają śpiewać. Czekałam, aż aŁtorka napisze, że z tyłka wylatuje jej tęcza.
No w każdym razie tłuką się, tru loff się ściera z demonem i wiedząc, że z demonem trafi do piekła i od razu do kotła ze smołą (co za średniowiecze...), uwagaaaaa!, pośśśśświęca się w imię miłości i znika wraz z demonem. Panienka płacze, tru loff-brat zabiera ją do domu. Panienka się jakośtam otrząsa i czeka okazji, kiedy wyratuje swojego ukochanego (oficjalnie nikt z kotła wyjść nie może, ale czy to ma jakieś znaczenie wobec siły miłości? a w życiu!).
Na tym z grubsza książka się kończy. Niestety, nigdy nie dowiecie się, co było dalej. Żałujecie, prawda?
BeeMeR - Czw 23 Cze, 2016 09:32
| Agn napisał/a: | | Poleźli po księgę w świetle księżyca, znowu się tam z czymś tłukli, wpadają na to strażnicy i rozdzielają kochanków. Jeśli pytacie, czy w czasie walki nasza parka miała czas się całować i macać, to służę odpowiedzią - tak, miała. | Trzeba mieć odpowiednie priorytety
Ciężko pracowałaś
Agn - Pią 24 Cze, 2016 01:15
Mój mózg zapowiedział, że nigdy mi tego nie wybaczy i zemści się okrutnie, np. wyłączając w najmniej odpowiednim momencie.
Anaru - Pią 24 Cze, 2016 23:47
| Agn napisał/a: | | (oficjalnie nikt z kotła wyjść nie może, ale czy to ma jakieś znaczenie wobec siły miłości? a w życiu!). |
Oczywiście, że może, Supernatural to udowodnił wielokrotnie
To mi wygląda jak przygotowanie pod następny tom, chyba, że z braku laku, znaczy tru loffa, panna spiknęła się z tru loff-bratem? Chodzi o brata tru loffa? Bo się zgubiłam w koligacjach
A ponieważ chyba panna mimo obłapianek dociągnęła swą cenną cnotę do końca książki (tak mi się wydaje przynajmniej ), to tym bardziej teraz aż się prosi o jakąś ruję i poróbstwo w tomie następnym.
(a może porubstwo , bo w sumie nie wiem jaka jest prawidłowa pisownia, spotykam obie )
Agn - Sob 25 Cze, 2016 00:03
| Anaru napisał/a: | | Oczywiście, że może, Supernatural to udowodnił wielokrotnie |
Powiedz to aŁtorce. Jak rany, tej babie powinno się zakazać pisać pod groźbą śmierci.
| Anaru napisał/a: | | To mi wygląda jak przygotowanie pod następny tom |
Oczywiście, że kolejny tom, ale żadna siła mnie nie zmusi, by brnąć przez kolejne idiotyzmy tej pani.
| Anaru napisał/a: | | z braku laku, znaczy tru loffa, panna spiknęła się z tru loff-bratem? Chodzi o brata tru loffa? Bo się zgubiłam w koligacjach |
Przepraszam, już objaśniam. Tru loff-brat to ten sexy skamienialec, z którym się nasza boCHaterka wychowywała od dziecka, a na którego leci (oczywiście w tych momentach, kiedy nie leci na sexy demona).
Aragonte - Sob 25 Cze, 2016 17:37
| Anaru napisał/a: | A ponieważ chyba panna mimo obłapianek dociągnęła swą cenną cnotę do końca książki (tak mi się wydaje przynajmniej ), to tym bardziej teraz aż się prosi o jakąś ruję i poróbstwo w tomie następnym.
(a może porubstwo , bo w sumie nie wiem jaka jest prawidłowa pisownia, spotykam obie ) |
Porubstwo:
http://sjp.pwn.pl/poradni...ubstwo;667.html
W necie to można znaleźć dowolną pisownię
|
|
|