Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
Admete - Nie 18 Mar, 2012 12:14
Dubbing? To nie idę.
Aragonte - Nie 18 Mar, 2012 13:38
Dubbing? No nie, chyba są wersje z napisami? Inaczej nie idę, grrrr.
Ania Aga - Nie 18 Mar, 2012 13:54
| milenaj napisał/a: | | Byłam wczoraj na "Królewnie Śnieżce". Film przesympatyczny, z humorem dobrze zagrany. Fajnie się oglądało, tylko ten dubbing. |
Skoro to film dla dzieci, trudno się dziwić, że jest dubbing, no chyba że zły?
milenaj - Nie 18 Mar, 2012 13:57
Film nie jest moim zdaniem typowo dla dzieci, więc powinny być obie wersje w kinach. U mnie był tylko dubbing. Przeciętny moim zdaniem.
Ania Aga - Nie 18 Mar, 2012 14:24
Z ciekawości sprawdziłam, dostępny od lat 7, i są kina wyświetlające z napisami, ale zdaje się, że w dużych miastach.
Aragonte - Czw 22 Mar, 2012 22:34
| milenaj napisał/a: | Byłam wczoraj na "Królewnie Śnieżce". Film przesympatyczny, z humorem dobrze zagrany. Fajnie się oglądało, tylko ten dubbing. |
Dlatego gorąco polecam wersję z napisami
Oryginalne dialogi bawiły mnie chyba bardziej od polskiej wersji (chociaż i tak nie było źle, bo chociaż żaden ort nie wlazł mi w oczy ).
| milenaj napisał/a: | | Miła niespodzianka to była. Polecam |
Niespodziankę rozgryzłam jakoś w połowie filmu, ale to w końcu nie kryminał, tylko komedia, więc kompletnie się tego nie czepiam
Film był moim zdaniem uroczy Jasne, że głębi tam nie ma co szukać, ale tak mi się dobrze go oglądało! Chyba strasznie potrzebowałam czegoś tak lekkiego i niezobowiązującego. Z Grimmowskiej Śnieżki wiele nie zostało, ale sam Grimm był Odwracanie konwencji też fajnie poprowadzone, sporo aluzji i mrugnięć do widza - takich popkulturowych (czy tylko mnie strój jednego z "krasnoludków" kojarzył się z Indianą Jones? )
Do obsady też nie mam zastrzeżeń.
A końcowa piosenka Admete już wie, czemu się chichram
Zabawa była niezła - nic dziwnego, że kiedy wychodziłyśmy się z sali, pracownik kina czekający, aż tłum wyroi się na zewnątrz, zaczepił Praedzio i zadał jej następujące pytanie: czy to pani się tak głośno śmiała?
praedzio - Czw 22 Mar, 2012 22:40
Wiedziałam, ze to napiszesz.
I oznajmiam wszem i wobec, że to nie ja - tylko jakaś dzioucha za mną miała taki donośno-histeryczny śmiech.
Rzeczywiście - świetnie się bawiłam na tym filmie - lubię takie troszkę "inne" podejście do baśni. Napoleon był świetny!
No, i Sean....
I coś czuję, że harmonijkowe szczudła wejdą na stałe do mojego kanonu metafor.
Aragonte - Pią 23 Mar, 2012 02:07
Harmonijkowe szczudła były the best
Chętnie bym sobie jeszcze raz ten film obejrzała
praedzio - Pią 23 Mar, 2012 05:00
Ja pewnie też, ale z lepszym (dokładniejszym) tłumaczeniem.
BeeMeR - Pią 23 Mar, 2012 07:19
O północy w Paryżu (Midnight in Paris) (2011)
Film otwiera się pocztówkowymi zdjęciami Paryża- piękne
a potem zaczynają się dialogi
i to jest film obsypany nominacjami i nagrodami?
Pomysł cofania się w czasie ciekawy, ale te dialogi... olaboga....
Ludzie Boga
"Film jest zainspirowany wydarzeniami, które miały miejsce w Tibhirine
w Algierii, między 1993 a 1996 rokiem. W górach Maghrebu znajduje się klasztor cystersów, gdzie ośmiu francuskich mnichów żyje pośród ludności muzułmańskiej.
Jednak mnisi bez względu na rosnące wokół nich niebezpieczeństwo,
decydują się zostać. Niedługo potem otrzymują od terrorystów ostrzeżenie... "
Trochę za długi, ale ładny wizualnie, kontemplacyjny film. Warto zobaczyć.
BeeMeR - Pią 23 Mar, 2012 07:52
i jeszcze obejrzałam jedno cudeńko: Pirat (1948)
Gdybym nie miała cichych dni z Imegeshackiem to pewnie bym oskrinowała
To jeden z tych równie ciepłych co naiwnych, familijnych filmów o młodej niewinnej pannie i artyście (Judy Garland i Gene Kelly), piracie poniekąd również.
Bawiłam się świetnie
zwiastun:
http://www.youtube.com/watch?v=bk08ia0APLM
Akaterine - Pią 23 Mar, 2012 08:39
| BeeMeR napisał/a: |
O północy w Paryżu (Midnight in Paris) (2011)
Film otwiera się pocztówkowymi zdjęciami Paryża- piękne
a potem zaczynają się dialogi
i to jest film obsypany nominacjami i nagrodami?
Pomysł cofania się w czasie ciekawy, ale te dialogi... olaboga.... |
A ogólnie lubisz Woody'ego Allena czy średnio? Bo dla mnie to był typowy Allen. A ja uwielbiam Allena .
BeeMeR - Pią 23 Mar, 2012 08:50
Ogólnie bardzo nie lubię WA, zwłaszcza dialogów o niczym oraz neurotycznych bohaterów - oczywiście to wiele wyjaśnia, może nawet wszystko
Ot, dałam mu kolejna szansę, znowu
Ania Aga - Sob 24 Mar, 2012 19:00
Obejrzałam "Jak zostać królem". Dawno nie widziałam filmu w tak wielkim stopniu opartego na grze aktorskiej. Bez ozdobników, golizny, w zasadzie bez historii miłosnej, bo jakoś trudno uwierzyć w wielką miłość między Davidem a Wallis. Z ładnie pokazaną miłością małżeńska między Bertim a Elżbietą, Lionelem a Myrtle (nie rozpoznałam Jenifer Ehle!). W filmie najważniejszy jest Geoffrey Rush, on przyciąga największą uwagę. Film bardzo dobry, ogląda się go z dużą przyjemnością, w zasadzie jest to taki teatr telewizji. Tyle że oglądałam go bez ekscytacji, nie utożsamiałam się z żadną postacią, nie czułam grozy zbliżającej się wojny. Szum medialny sprawił, że oczekiwałam czegoś więcej.
Agn - Sob 24 Mar, 2012 19:04
Pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze - ja nie oczekiwałam grozy nadciągającej wojny i też nie to zostało podkreślone w filmie. No bo nie o tym jest ta historia.
Pamiętam za to do dziś, jak siedziałam w kinie, gryzłam wargi i zaciskałam kciuki, by Bertiemu udało się wykrztusić całe przemówienie. Pamiętam też uczucie ulgi i szczypiące pod powiekami łzy, których nie chciałam uronić - kiedy mu się jednak udało. Bardzo lubię ten film i wczuwam się w niego, ilekroć go oglądam.
No cóż, mnie najbliższy jest Berti.
Admete - Sob 24 Mar, 2012 19:05
To jest taki prywatny, intymny film. O wojnie z własną słabością.
Ania Aga - Sob 24 Mar, 2012 19:18
Ja na tę historię patrzyłam z boku, nie zaangażowałam się emocjonalnie w problem głównego bohatera. Z filmu najbardziej utkwiła mi jedna scena z Firthem - opowiadanie bajki córkom. Ale kiedy myślę o filmie, staje mi przed oczami głównie Geoffrey Rush.
Admete - Sob 24 Mar, 2012 19:20
Ja akurat znam ludzi, którzy się jakają.
Ania Aga - Sob 24 Mar, 2012 19:32
Nie uważam, że jąkanie nie stanowi dla ludzi tym dotkniętych wielkiego problemu, nie w tym rzecz. Colin Firth po prostu nie spowodował, żebym była w stanie przejąć się jego losem, troszeczkę się na nim, jako aktorze zawiodłam. Może miałam zbyt duże oczekiwania.
Agn - Sob 24 Mar, 2012 19:35
Tudzież nie odczuwasz w pełni tego problemu. Zazdroszczę. Osoby, które się choć trochę zacinają, aż za mocno czują to, co czuje jego bohater.
Admete - Sob 24 Mar, 2012 19:46
Moim zdaniem zagrał doskonale.
Jotka - Sob 24 Mar, 2012 20:21
Mój chrzestny się jąka, jak mówie o nim też się jąkam, taka psychiczna skaza, bardzo się pilnuję jak z nim rozmawiam żeby nie pomyślał że go wyśmiewam. To trudna choroba a właściwie zaburzenie mowy, trzeba dużo zaparcia i silnej woli aby to zwalczyć
Ania Aga - Sob 24 Mar, 2012 20:44
Agn, w filmie zadaniem aktora jest przekonanie widza, że problem, który go dotyka jest wielki. A co widzę w "Jak zostać królem"? Mężczyzna miał koszmarne dzieciństwo i koszmarnych rodziców. Pada zdanie - nie jesteśmy rodziną tylko firmą. Jednak okazał się silnym człowiekiem, poślubił kobietę, którą kocha, ze swoimi córkami ma świetny kontakt. Na co dzień jąkanie go nie ogranicza. Nie pozwala sobą manipulować, jest odpowiedzialny, wie jak się zachować godnie. Ma jednak pracę, która wymaga publicznych wystąpień i wtedy faktycznie jąkanie jest ogromną przeszkodą. Ale ręka do góry kto z nas ma pracę marzeń i nie przeżywa stresów z nią związanych. W dodatku wygląda jak marzenie wszystkich kobiet świata. Jakoś trudno mi mi współczuć.
Agn - Sob 24 Mar, 2012 20:57
Przepraszam, ale w twoim rozumowaniu tkwi jeden błąd - to nie jest jego praca marzeń. On przecież wcale nie chciał być królem. Miał niecierpliwego ojca, wredne opiekunki, nienawidził być na świeczniku. Przemówienia to jeden wielki koszmar, a jako król musiał przemawiać, nieważne, że boli. W tę posadę został właściwie wkopany. Rodzinę, którą sam założył, miał kochającą - to dobrze. Jeszcze mu herod baby brakowało i koszmarnych dzieci.
Poza tym warto wspomnieć, że stres związany z tego typu pracą u osoby, która nie ma takich zahamowań jak Berti i stres osoby, która je ma to dwa różne przypadki.
Colin z zadania wywiązał się znakomicie. Myślę, że faktycznie twoje rozczarowanie tkwi w tym, że spodziewałaś się czegoś innego. Ja wiedziałam, że to film raczej z gatunku "król też człowiek i jeszcze się na niego wszyscy gapią". Nie można powiedzieć, że aktor się nie spisał tylko dlatego, że ty nie czujesz. Czują za to inni i to też niekoniecznie ci, którzy mają podobną do niego sytuację. Przekonał mnóstwo ludzi. Zawsze się znajdzie jakiś odsetek, który kręci noskami, no nie da się wszystkich zadowolić.
Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że Woody Allen to beznadziejny reżyser i jeszcze gorszy scenarzysta, bo nie trafiają do mnie jego filmy pod żadnym względem. Podejrzewam jednak, że jego fani obdarliby mnie żywcem ze skóry.
Ania Aga - Sob 24 Mar, 2012 21:05
Agn, przeciez nie napisałam, że to jest jego praca marzeń.
|
|
|