Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
Admete - Nie 11 Mar, 2012 18:54
Jest dobrze zrobione i świetnie zagrane.
Agn - Wto 13 Mar, 2012 15:48
No to ja obejrzałam sobie polską komedię (ponoć) Nigdy nie mów nigdy.
30-letnia Ama (dziwniej się nie dało nazwać bohaterki?) to bizneswoman, która bardzo chciałaby mieć dziecko. Ale coś nie może zajść. Któregoś razu łamie zasadę i ląduje w łóżku z przystojnym klientem. Podczas gdy jej klient zgodnie z kontraktem wyjeżdża do Seattle, Ama odkrywa, że jest w ciąży.
Powiem tak - jak na komedię to wcale nie było śmiesznie. Bohaterka wypicowana na glanc, że strach się do niej zbliżyć, ale niech tam - niektórym facetom takie babki naprawdę się podobają. Zresztą grała ją Anna Dereszowska, to co się dziwić?
Ale jakiś nieposkładany ten film. Bohaterki za wiejskie Chiny nie rozumiem.
Końcówka w ogóle się rozmyła. Niby teraz będzie wszystko ok? Jeszcze sobie Tak po prostu? Scenę temu bohaterka wreszcie pozwoliła facetowi wyjść z dziećmi na spacer. Aha, czyli lody przełamane i mamy happy end?
W tym cały szkopuł - na happy end zostawiono jakieś 10 minut, które nie równoważą całej reszty filmu ani logiką, ani jakimś mocniejszym akcentem.
Jednak obejrzałam do końca. A wiecie czemu? Bo film miał jedną niewątpliwą zaletę - Jana Wieczorkowskiego w roli wybranka Amy, Marka. A Wieczorkowski w tymże filmie wyglądał tak...
Dla niego warto obejrzeć, bo bez niego film, choć z poruszającym punktem wyjścia, jest kompletnie obcy dla widza.
Jotka - Wto 13 Mar, 2012 18:10
| Agn napisał/a: | | Wraca facet z Ameryki specjalnie dla niej, .... Naprawdę nie pojmuję, o co tej babie chodziło. |
Usłyszała, że zakręcił się koło córki szefa ?
| Agn napisał/a: | | Końcówka w ogóle się rozmyła. Niby teraz będzie wszystko ok? |
Fakt tam czegoś brakowało: pomysłu, czasu na realizację, no i nie była to komedia ale może polski widz chodzi tylko na komedie?
Sofijufka - Wto 13 Mar, 2012 18:56
obejrzałam przypadkiem w nocy "Mayrig znaczy mama"
Dawno się tak nie wzruszyłam i nie przejęłam...
http://www.zoneeuropa.tv/mayrig-znaczy-mama
Oczywiście, wiedziałam o rzezi Ormian, ale żadne inne dzieło sztuki tak nie przyblizyło tej tragedii... I sceny w Berlinie w 1921 r., gdy młody Ormianin, który był świadkiem wymordowania swojej rodziny i poprzednim zgwałceniu wszystkich kobiet ze swojej rodziny, zabija jednego z tureckich polityków, odpowiedzialnych za tę rzeź. I sceny z sali sądowej, gdy obecni tam Berlińczycy nie moga pojąc, jak ludzie mogą być zdolni do takiego okrucieństwa. A przebitki kojarzą się jednoznacznie. Ormianin zostaje uniewinniony.
A potem zaczyna się historia ormiańskiej rodziny, która osiedliła się w Paryżu.
Muszę odszukać film "Ulica Paradis 588", bo to dalsze losy chłopaka, którego oczami widzimy wszystkie wydarzenia cz. 1.
Cudowne role Claudii Cardinale i Omara Shariffa...
Ania Aga - Wto 13 Mar, 2012 19:31
Widziałam obie części filmu. Cóż, moja pamięć jest wybiórcza, sprawy Ormian pamiętam bardzo mało. Z części pierwszej zachowałam w pamięci głównie życie rodziny w Paryżu i ogromną miłość rodziców wobec syna. Film zachwycił mnie pokazaniem relacji między rodzicami a dzieckiem z ogromną czułością i wyrozumiałością. Syn, który nie chce urazić uczuć matki i nie opowiada, co naprawdę stało się z baklawą.
Druga część pokazuje dorosłego syna, który wypiera się swojego pochodzenia i proces, jak do tego doszło. Wydawałoby się, że po wychowaniu jakie otrzymał jest to niemożliwe, a jednak. Część druga jest równie dobra jak pierwsza. Claudia i Omar w obu filmach są rewelacyjni. Płakałam jak bóbr.
Caitriona - Wto 13 Mar, 2012 19:50
| Agn napisał/a: | | czym jest w ogóle to Birdsong? |
Pisałam o tym jakiś czas temu, piękny wizualnie film, historia ciekawa, dobrze zagrany.
Admete - Wto 13 Mar, 2012 20:40
A ja najwyraźniej nie mam nic lepszego do roboty, jak oglądać i porównywać komedie romantyczne. Kupiłam dołączone do Gali Listy do Julii i z rozpędu obejrzałam, a potem poprawiłam Leap year Oba filmy już wcześniej widziałam i po drugim seansie utrzymuję opinię ( subiektywną oczywiście ), że Listy do Julii są lepsze. Nie są tak łopatologiczne i nie zawierają ha ha śmiesznych scen ( określone zapożyczone od dziewczyn w wątku orientalnego ). Leap year ma niezłe momenty, ale całośc mi nie odpowiada. Bohaterka grana przez Amy Adams działa mi niezmiennie na nerwy. Na początku to taka snobistyczna niunia, a na końcu nieco mniej snobistyczna niunia. Ona nawet nie potrafi krzyknąć porządnie, tylko wydaje okrzyczki Takie: o! o! o! Biedny Declan Matthew Goode przystojny, ale jego bohater za czesto jest chamowaty, żeby mógł być tak naprawdę romantyczny. Listy do Julii mają za to piekną Vanessę Redgrave ( tak, piekną - mimo mijających lat ) i sensowniejszych bohaterów. Prędzej uwierzę w zauroczenie Sophie i Charliego, niż w wielką miłość Anny i Declana. W Leap year jest też okropna scena pocałunku, a jak wiadomo sceny pocałunku w komedii romantycznej to clou programu To znaczy sam pocałunek jest dośc ładny, ale okoliczności, jakie do niego prowadzą jak z kiepskiego fanfika. W Listach do Julii rozegrano to o wiele sensowniej. To tyle w kwestii dogłębnej analizy popelinowych filmów
Aragonte - Wto 13 Mar, 2012 21:35
Admete, to nieładnie grzebać komuś w głowie, wiesz?
Mniej więcej to samo myślę o Leap Year. Listów do Julii nie widziałam, muszę nadrobić. Ale pośpiechu nie ma
Admete - Wto 13 Mar, 2012 21:42
Znów wychodzi nasze pokrewieństwo
W obu filmach są piękne krajobrazy - irlandzie i włoskie. Dobra jest też muzyka w obu przypadkach. W Leap year jednak nie mogę strawić - wymiotowania po imprezie, wpadnięcia w krowie placki, rzucania butem, całowania sie na rozkaz - "Pocałuj dziewczynę!" wzmocnione walnięciem w stoł Czysty romans. Na dodatek odrzucony amant jest groteskowy do bólu. W Listach do Jullii narzeczony Sophie jest przystojny i sympatyczny, tyle, że zupełnie do niej nie pasuje. I bardzo mi sie podoba watek Claire i Lorenza. Vanessa gra koncertowo.
Aragonte - Wto 13 Mar, 2012 21:47
Z takich komedii powiązanych z Irlandią znacznie bardziej od Leap Year podobał mi się "Pozew o miłość". Pamiętasz go, Admete?
A, i czy oglądałaś kiedyś "Jak pies z kotem" z Thurman i Garofalo? To mnie i bawiło, i wzruszało momentami.
Admete - Wto 13 Mar, 2012 21:52
Pozew o miłośc niby oglądałam, ale cos słabo pamiętam. Może sobie kiedyś przypomnę. Na Jak pies z kotem byłam w kinie, lata temu. Pamiętam, że uznałam wtedy, że to w zasadzie nie jest komedia romantyczna.
Aragonte - Wto 13 Mar, 2012 22:03
Mnie jakoś ujął ten film (The Truth about Cats and Dogs) - dość łatwo mi było się z główną bohaterką zidentyfikować
Admete - Wto 13 Mar, 2012 22:13
Musiałabym to teraz obejrzeć. Wtedy gdy to oglądałam, byłam z 15 lat młodsza...
Aragonte - Wto 13 Mar, 2012 22:33
No widzisz - ja to oglądałam już jako zaszufladkowana przez własną mamusię stara panna z kotami, więc pewne sceny w tym filmie wydawały się boleśnie prawdziwe
A podczas sceny łamania smyczka skrzypiec głównej bohaterki potrafiłam się poryczeć
Admete - Wto 13 Mar, 2012 22:39
Nie pamiętam już takich szczegółów. Myśmy wtedy ( na studiach ) chodziły na wszystkie możliwe filmy romantyczne ( taki wiek ).
Aragonte - Wto 13 Mar, 2012 22:40
No widzisz - a ja chodziłam wtedy do opery, na Greenwaye i takie tam szmery bajery, prawie żadnych komedii romantycznych Potem trochę nadrobiłam
Admete - Wto 13 Mar, 2012 22:43
Ja to chodziłam ciągle do kina. Grzechem by było nie chodzić. Kin wtedy w Krakowie było sporo, a i bilety nie takie drogie. Wszystkie nominacje oscarowe oglądałam i nagrodzone filmy. To były czasy...Bardzo miło to wspominam. Zawsze bede tęsknic za łatwoscią, z jaką wtedy mogłam oglądać w kinie. Mogłam się na przykład urwać z zajęć i iść do kina. Nie to co teraz...
Agn - Wto 13 Mar, 2012 23:25
| Jotka napisał/a: | | Usłyszała, że zakręcił się koło córki szefa ? |
A miała na to jakieś dowody poza plotą? Nie. A nie wyglądała mi na histeryczkę. Przy okazji jej wonty odnośnie własności względem faceta to jedno, a mi chodzi o to, żeby rzeczony facet mógł choćby spojrzeć na swoje dzieci. Co on? Ogier rozpłodowy? Zmajstrować i sobie pójść w cho...inkę?
Swoją szosą brakuje też pewnego wyjaśnienia (tudzież coś przegapiłam) względem samego Marka - najpierw, że nie chciał zakładać gniazda, potem przebywa pół świata, by zerknąć na swe dzieci i bardzo chce w ich życiu uczestniczyć. Bąknął coś, że jego dziewoja, która chciała owe gniazdo zakładać, była w ciąży. No i...?
| Jotka napisał/a: | no i nie była to komedia ale może polski widz chodzi tylko na komedie? |
Komedia obyczajowa. Przydałoby jej się zatem choć kilka dowcipnych dialogów.
Anaru - Śro 14 Mar, 2012 13:54
*zanotowała sobie w kajeciku do skombinowania co nieco*
BeeMeR - Śro 14 Mar, 2012 14:02
Wyjazd integracyjny
To polska komedia z typu tych, których sama w życiu bym nie obejrzała, bo już sam plakat mnie skutecznie odstrasza, ale dla przyjaciół cygan dał się powiesić to ja mogę choć film obejrzeć raz na czas.
A fabuła? tytuł mówi sam za siebie, wszystko i tak jest pretekstem by pokazać trochę zgrabnej golizny pań (np. Glinka) i trochę sfatygowanej golizny panów w postaci klat (np. Frycz i Karolak) oraz gagów typu mieszkamy w trójkę w jednym pokoju a każde powinno/chciało osobno, pijemy, pleciemy bzdury i migdalimy się niemal każdy z każdym jak to na firmowym wyjeździe integracyjnym (cóż, nasze trochę inaczej wyglądały ).
Nie polecam.
Jotka - Czw 15 Mar, 2012 20:49
| Agn napisał/a: | | Komedia obyczajowa. Przydałoby jej się zatem choć kilka dowcipnych dialogów. | '
Ja wiem, że nazwano to komedią ale komedią nie było i fakt pare wątków nie zostało wyjaśnionych.
A tak na marginesie podobała mi sie mama Amy, nic jej sie nie podobało, przydałaby sie jej Pollyanna
Agn - Pią 16 Mar, 2012 06:40
No cóż, jeśli czytam, że komedia, to oczekuję komedii, a przynajmniej choć lekkiego uśmiechu, a tu nic. Nie moja wina, że rozczarowanie objęło cały film. No i gdyby nie Wieczorkowski... wiadomo.
Matka bohaterki to mnie do szału doprowadzała. Dziecię przyjeżdża, nie jest w ciąży - źle, bo nie ma wnuków. Nie może mieć własnych, to chce adoptować - po co jej taki kłopot. Pff, tak jakby rodzone dzieci nie sprawiały nikomu kłopotów. Ama w końcu jest w ciąży - źle, bo nie było ślubu. Bo co ludzie powiedzą? To bzdur wszystkim nagadała. Miałam ochotę wytargać ją za włosy.
Anna Romantowska w ogóle mi się jakoś kojarzy z takimi kobietami od marudzenia. W "Czasie honoru" też była taka wręcz agresywnie do wszystkiego nastawiona. Choć tam to ją jeszcze rozumiałam...
Ania Aga - Pią 16 Mar, 2012 19:25
Obejrzałam w końcu "Listy do M", całkiem przyzwoicie zrobiony film. Do pierwowzoru, czyli "To właśnie miłość" jednak nie dorasta. Niekoniecznie wszystkie historie muszą się kończyć szczęśliwie, przez to film zrobił się za bardzo przewidywalny i cukierkowy. Zabrakło mi także polskich piosenek około świątecznych, nawet stacje komercyjne je nadają. Z polskim kinem komediowo romantycznym rozstałam się po "Lejdis", owszem w kinie na "Lejdis" bawiłam się świetnie, ale powtórki nie zdzierżyłam. "Listy do M" chętnie zobaczę jeszcze raz. Natknęłam się ostatnio na recenzję klienta sklepu internetowego filmu "Ewa chce spać" - "film nie najwyższych lotów", daj Boże naszym współczesnym filmom romantycznym takie loty!
Yvain - Pią 16 Mar, 2012 21:02
A ja obejrzałam Mój tydzień z Marilyn, Żelazną Damę, Artystę, Hugo i Spadkobierców.
Najwyżej oceniam Artystę potem Spadkobierców i Mój tydzień z Marilyn. Na czwartym miejscu Żelazną Damę, na piątym Hugo.
Nie przepadałam za Clooneyem ostatnio, ale ta kreacja jest na szóstkę z plusem
milenaj - Nie 18 Mar, 2012 12:01
Byłam wczoraj na "Królewnie Śnieżce". Film przesympatyczny, z humorem dobrze zagrany. Fajnie się oglądało, tylko ten dubbing.
Julia Roberts cudna, a na koniec okazało się, że
Miła niespodzianka to była. Polecam
|
|
|