Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
spin_girl - Sob 13 Mar, 2010 18:20
Agn napisał/a:
Chyba mamy różne wyobrażenia o przylizanych kudełkach.
jak również o tym jak brzmią nastolatki w trakcie mutacji oraz co to jest girly voice a co to jest husky voice i może najlepiej niech każda zostanie przy swoim wyobrażeniu, bo nie wydaje mi się, żeby tu można było udowodnić komuś, że nie ma racji albo się nie zna.
Czy mogą być następne rozdziały na poniedziałkowy wieczór?Agn - Nie 14 Mar, 2010 17:24 I znowu chyba za ostro chyba napisałam, ja się nigdy nie nauczę.
Powiem tylko, że mnie trailer nie urzeka jakoś szczególnie, acz Jake... no Jake mnie zawsze urzeka. A Edward przy rozmowie z Jacobem wygląda ponętnie blado. I trochę drapieżnie.
Mogą być na jutro. Już zabieram się za lekturę. spin_girl - Nie 14 Mar, 2010 17:30
Agn napisał/a:
I znowu chyba za ostro chyba napisałam, ja się nigdy nie nauczę.
możliwe, że tym razem to ja, bo wczoraj po powrocie z uczelni byłam na maksa wk***iona i pewnie mi się ulało, sorry.
Czytam sobie tymczasem "Fallen" Lauren Kate, chyba o upadłych aniołach, Becca Fitzpatrick chyba niedługo znajdzie się tam gdzie jej miejsce - w mrokach zapomnienia, bo "Fallen" jest mniej więcej w tej samej tematyce, a dużo lepsze.asiek - Nie 14 Mar, 2010 17:58
RaczejRozwazna napisał/a:
Nastolatki na świecie szaleją a tu cisza? Dali ten pierwszy zwiastun, o matko, chyba wyrosłam ze "Zmierzchu"
Ps. Wzięłam się za Intruza i w końcu wiem o czym dyskutujecie. Agn - Nie 14 Mar, 2010 18:02 Oj, Spin, co się stało? Kogo zabić??? *szykuje bazukę*
I poproszę o nieco więcej informacji o tym Fallen. Cóż to zaś?
Aśku, co jak co, ale na góry z ich dostojeństwem i charyzmą to zawsze można liczyć. A w kwestii Intruza to zapraszamy do dyskusji.
Oj, Spin, co się stało? Kogo zabić??? *szykuje bazukę*
tych debili na mojej uczelni, co jakieś niedouczone idiotki wysyłają do pracy, od prawie roku nie miałam porządnych zajęć z translacji!!
Drabble fajne Uwielbiam Emmetta Agn - Nie 14 Mar, 2010 18:10 Poczekaj, znaczy się jakieś głąby robią zajęcia z translacji, tak?
Też bym się wnerwiła, bo z tego co pamiętam, pisałaś, że wywalasz ciężką kasę na te studia. Miło by było, gdyby za te pieniądze były jakieś porządne wykłady. Choć może źle zrozumiałam.
No o Emmett'cie to jeszcze nie pisałam. Choć pojawi się jeszcze w jednym mini w najbliższej przyszłości. O! spin_girl - Nie 14 Mar, 2010 18:23
Agn napisał/a:
Poczekaj, znaczy się jakieś głąby robią zajęcia z translacji, tak?
Też bym się wnerwiła, bo z tego co pamiętam, pisałaś, że wywalasz ciężką kasę na te studia. Miło by było, gdyby za te pieniądze były jakieś porządne wykłady. Choć może źle zrozumiałam
Dobrze zrozumiałaś. Najpierw przez pół roku męczyliśmy się z jakąś cholerną terrorystką, która zabijała wszelką kreatywność i za największą obrazę majestatu uważała korzystanie z komputera przy tłumaczeniu (najwyraźniej na swoich studiach opuściła wykład z Machine-Aided Translation). W dodatku popełniała błędy i szła w zaparte nie przyznając się do nich. W końcu, po naszych skargach ją wywalili.
No to mamy nową babkę. Na ostatich zajęciach (to jest podwójny blok, trwają trzy godziny) dostaliśmy ksero stron ze słownika i mieliśmy ułożyć trzy zdania z nieznanymi nam phrasalami, a potem grupa miała zgadnąć znaczenie. Potem natomiast słuchaliśmy przez prawie godzinę jakiejś bossanowy Nicka Cave'a, żeby ze słuchu spisać tekst (facet strasznie bełkotał, więc bardzo długo to trwało), który w zamierzeniu mieliśmy później tłumaczyć. Nie zdążyliśmy, bo jeden facet ode mnie z grupy zaczął w rozpaczy walić głową w ławkę i "pani" zapytała, co mu się stało po czym grupie się ulało. Na nasz zarzut, że od dwóch godzin siedzimy na "translacji" i nic jeszcze nie przetłumaczyliśmy, dowiedzieliśmy się, że żeby coś przetłumaczyć, trzeba to najpierw mieć w jednym języku i dlatego właśnie od godziny spisujemy tekst piosenki, na co poinformowaliśmy panią, że istnieje coś takiego jak ksero....
I to mają być zajęcia? Przecież tu brak profesjonalismu wychodzi z każdej strony! Naprawdę mam lepsze rzeczy do roboty w sobotnie popołodnie i lepsze rzeczy, na które mogłabym wydawać moje ciężko zarobione 520 zł (miesięczna stawka czesnego)
Przepraszam za offtop.
Agn napisał/a:
No o Emmett'cie to jeszcze nie pisałam. Choć pojawi się jeszcze w jednym mini w najbliższej przyszłości. O!
Napisz, napisz coś o Emmettku, please, ja go tak lubię!Agn - Nie 14 Mar, 2010 18:57 Tzn. w tej mini Emmett będzie tłem, acz bardzo istotnym, dla Rosalie, bo na niej chciałam się skupić. I to będzie jeden z tych tekstów "na śmiertelnie poważnie".
Odnośnie twoich wykładowców - jeżu kolczasy i borze wszechszumiący, co to, kur...de, ma być?! 2 godziny tekst piosenki Cave'a?! JEDNEJ PIOSENKI??? Ja pier... tego to nawet moja pożal się Eru anglica z liceum nie robiła...................................RaczejRozwazna - Nie 14 Mar, 2010 20:14
asiek napisał/a:
O kurtka na wacie ! Góry zagrały pięęęęknie !
Prawda!
EDIT: ale, ale! szperając po yt znalazłam cuś takiego: jak dla mnie dużo lepiej niż trailer, i nie mówię hop, może jednak będę miała radość z "Zaćmienia". Edward dużo lepiej wygląda, Jacob baaaardzo dobrze, Leah śliczna, Riley niezłe ciacho, pokazane fragmenty treningu i w ogóle widac sporo akcji. I sforę Tak więc nieco odetchnęłam
na góry z ich dostojeństwem i charyzmą to zawsze można liczyć.
i prezencją
Agn napisał/a:
2 godziny tekst piosenki Cave'a?! JEDNEJ PIOSENKI???
nam się na angielskim w liceum zdarzało - ale tylko na kilkudniowych wyjazdach, więc ok
ale na studiach? płatnych? spin_girl - Pon 15 Mar, 2010 20:07 Niestety, cały dzień dzisiaj walczyłam z migreną i nie miałam siły gapić się w pdfa, więc nie przeczytałam zadanych rozdziałów. Postaram się do dyskusji dołączyć jutro. asiek - Pon 15 Mar, 2010 21:27 W Intruzie najbardziej irytuje mnie samouwiebienie dusz. Czy pasożyty nie mają poczucia pasożytniczego trybu życia ? milenaj - Pon 15 Mar, 2010 22:24 One żyły w przekonaniu, że ich pojawienie się jest czymś dobrym dla poszczególnych planet. To poczucie pozwalało im zajmować ciała żywicieli.
A kiedy już mieli swojego żywiciela, to jego sobowość często znikała. Wcześniej lub później, ale znikała. Wonderer wspomina, że na jednej z planet ich żywiciele - chyba rośliny obumarły w akcie protestu, ale mam wrażenie, że to ludzie najdłużej walczyli, już po całym przeszczepieniu.
W całym tym braku wyrzutów "sumienia" decydującą rolę odgrywało poczucie czynienia dobra, w jakim żyły przeciętne, zwykłe dusze.
Teraz, kiedy Wonderer jest u ludzi, dominującym uczuciem jest chęć przeżycia, ale to kieruje każdą żywą istotą. Reakcja Jareba na widok ciała Melanie jest dla niej zrozumiała. Znając uczucia Melanie wobec dusz, pojmuje, że tylko takiego "powitania" mogła oczekiwać. Ona wie, że Jared widzi w niej tylko pasożyta. Jednocześnie jego zachownie jest dla niej poparciem poglądu dusz, że człowiek stworzony jest tylko do przemocy. Ona boi się , tego co być może ją czeka.
Z takim przeświadczeniem, nic dziwnego, że wydaje jej się, że dusze wyświadczają ludziom przysługę opanowując planetę. Przecież wśród dusz nie ma kłamców, morderców itp. Swoją drogą z tej perspektywy postępowanie Jeba nabiera innego wymiaru. To tak, jakby chciał przeciągną wroga na swoją stronę.Agn - Pon 15 Mar, 2010 22:58 Z drugiej strony, Aśku, należy też wziąć pod uwagę, że obca cywilizacja nie musi mieć tej samej filozofii i poglądów, co ludzka. Co innego wg nich może być dobre, a np. pasożytnictwo (hipotetyzuję, ale zachciało mi się akurat) może być wg nich najlepszym trybem życia, zaś symbioza niezrozumiałym stanem.
Zachowanie Jareda jest dla mnie z obu stron zrozumiałe. Z jednej strony bowiem on nienawidzi Wanderer, co widać po tym, jak ją traktuje i jak się do niej odnosi (i że jej przylał na powitanie). Z drugiej jednak strony widać, że nie jest materiałem na zabójcę. Co innego w obronie własnej posłać jakiegośtam łowcę na tamten świat, a co innego podjąć nagle decyzję i na zimno kogoś zabić, nawet jeśli się tego kogoś nienawidzi. W sumie, pomimo nienawiści do dusz i do Wanderer, widzi w niej żywą istotę - istotę, która ma twarz jego ukochanej. Przypomina mi się fragment jakiejś książki podróżniczej, nie wiem, czy nie u Cejrowskiego w Gringo wśród dzikich plemion, gdzie była mowa o zupie z małpy. U rzeczonych plemion to normalna potrawa, tak jak u nas rosół z kurczaka i wiadomo, że temu kurczakowi przed gotowaniem trzeba dać w łeb. Ładnie tam później napisał, że (+/-) kurczak nie ma niemal ludzkich rączek małego dziecka, które się w niego wczepiają, kiedy się broni przed śmiercią. Coś w tym stylu.
Myślę, że problem Jareda (wybaczcie kulinarne odniesienia) też na tym polega. Gdyby to był pasożyt w czystej postaci, to może by i butem zadeptał. Ale to jest dusza w ciele człowieka i to go pewnie hamuje. I mimo że się odgraża, mimo że Wanderer się boi, to my i tak wiemy, że Jared przecież nie pociągnie za spust.
Jeb jest chodzącym zaprzeczeniem teorii dusz o ludziach. A poza tym ma niezły łeb - przyznajcie, że jaskinie wyszykował na cacy.
Pozostałych zapewne jeszcze nie polubiliście - obaj bracia przyszli zabić Wanderer i doszło do walki. Zobaczymy, co będzie dalej.
Aha, i jeszcze wiemy, że nasza droga Łowczyni wciąż pałęta się w poszukiwaniu Wanderer. Uparte stworzenie, no nie?
Sneak peak mi się ładuje, to trochę potrwa.milenaj - Pon 15 Mar, 2010 23:02
Agn napisał/a:
Ale to jest dusza w ciele człowieka i to go pewnie hamuje. I mimo że się odgraża, mimo że Wanderer się boi, to my i tak wiemy, że Jared przecież nie pociągnie za spust.
No i to dusza w ciele bliskiej osoby.Agn - Pon 15 Mar, 2010 23:18 Otóż to!
Wielka szkoda, że Meyer pisze w pierwszoosobowej narracji, mielibyśmy szerszy obraz sytuacji. Chętnie zajrzałabym do głowy Jareda, by się dowiedzieć, czy przypadkiem nie tli się tam gdzieś głupia (w jego mniemaniu) nadzieja, że może jednak w tym ciele wciąż tkwi Melanie.
No i chętnie bym zobaczyła też coś poza tym, co widzi Wanderer - świat na zewnątrz, co tam się dzieje? Ta pierwszoosobówka strasznie zawęża spektrum. :/asiek - Wto 16 Mar, 2010 09:16 Uwaga ! Zbliżam się już do końca powieści, więc moje wypowiedzi mogą zawierać spoilery...
W pełni rozumiem Wasze argumenty, ale mimo tego filozofia Wagabudny vel Wandy nadal mnie irytuje.
Spoiler:
Dusze wszak doświadczyły przemocy ze strony Sępów i mają już wiedzę o eksterminacji gatunku... Wdać nie wyciągnęły z tego żadnych konstruktywnych wniosków. Po prawdzie dusze są infantylne, przynajmniej ta część, która nie decyduje się na łowiectwo. Dziwna rzecz z tymi Łowcami, jakim cudem stają się wredniejsi od pozostałych ? Postanawiam być Łowcą i już umiem kłamać, zabijać ?
Jeśli chodzi o Jareda, to w pełni go rozumiem, natomiast Ian ...hmmm, to mam problem. ... Ale to pewnie nie miejsce i czas na poruszenie tego wątku.
Agn napisał/a:
Wielka szkoda, że Meyer pisze w pierwszoosobowej narracji, mielibyśmy szerszy obraz sytuacji.
Zagadzam się, ta konstrukcja bardzo zubaża powieść...milenaj - Wto 16 Mar, 2010 09:20 Ja tam Iana bardzo lubię. Ale faktycznie porozmawiamy, jak przyjdzie czas. Pewnie Agn też będzie miała dużo do powiedzenia. spin_girl - Wto 16 Mar, 2010 13:54 Po wygranej walce z migreną doczytuję w pośpiechu zadane rozdziały.
W rozdziale 16 oraz 17 mamy pasjonującą wyprawę Wanderer do toalety Gdybym ja miała tak daleko do kibla chyba bym już dawno się załamała
Swoją drogą opis jaskiń jest dość interesujący, momentami too good to be true, ale niech tam. Szczególnie te łazienki mnie zachwyciły.
Jared zaczyna mi działać na nerwy, Wanderer zresztą też, mogłaby się wreszcie, cholera odezwać, już nie mówiąc o Melanie, która najpierw wlokła Wanderer przez pustynię, co obie prawie przypłaciły, a teraz siedzi cicho jak mysz pod miotłą, najwyraźniej straciła cały rezon.
Wanderer o Melanie: "I'd already known that she was more to me than a resistant host who made life unnecessarily difficult. We'd become companions, even confidantes during our past weeks together–ever since the Seeker had united us against a common enemy." Ładne.
Pojawił się Jamie i nareszcie był kawałek dialogu, myślałam, że będą się wściekle gapić na Wanderer jeszcze przez sto stron, jak na jakąś małpę w klatce, zamiast spróbować z nią porozmawiać, skoro już utrzymują ją przy życiu, Jamie pokazał klasę.
Końcówka ciekawa, Jared będzie przesłuchiwał Wanderer w sprawie psychopatycznej Seekerki.Agn - Wto 16 Mar, 2010 22:37 Powiem szczerze, że za każdym razem, gdy czytam rozdziały o tej wyprawie do kibelka, to zapominam, że Wanderer jest prowadzona tam, gdzie nawet król chadza piechotą. To był tylko pretekst, by przejść przez jaskinię i autorka mogła opisać miejsce, w którym się znajdujemy. Sprytny ten Jeb, choć praca nad tym wszystkim musiała mu zabrać całe lata.
Mnie Wanderer nie denerwuje ze swoim milczeniem. Rozumiem ją. A co ma Mel powiedzieć? Jeśli coś jej się wypsnie przez usta Wanderer, to ludzie uznają to za kłamstwo i pretekst, by ją zabić. Myślę, że ona tak samo jak W. czeka na rozwój wypadków.
Jared zachowuje się tu wrednie, ale ja się nie dziwię, że nie chce z W. rozmawiać. Z jego punktu widzenia to tylko ciało z wszczepionym do środka pasożytem, póki co jej pilnuje. Choć to ciekawe, bo z jednej strony pilnuje, by W. się nie wymknęła, ale z drugiej stanowi ochronę przed ocalałymi ludźmi, którzy najchętniej by ją zatłukli packą na muchy. Jared jest barierą, psychicznie mocno skołowaną, ale bardzo ludzką. Myślę, że jego zachowanie (przy założeniu, że na Ziemię faktycznie zlecieliby się kosmici, byłaby inwazja, a ludzkość została zdziesiątkowana) jest bardzo prawdopodobne. Choć zachowanie innych także. (A dalej spoilery!!!)
Spoiler:
Podoba mi się różnorodność postaw wobec zaistniałej sytuacji. Tolerancja (Jeb), niezdecydowanie odnośnie tego, co należy zrobić (Jared), nienawiść (Kyle, Brendt, Sharon, Maggie), akceptacja (Jamie), zmiana nastawienia (Ian, ale i tu Kyle w końcu zapasuje).
asiek napisał/a:
Spoiler:
Dusze wszak doświadczyły przemocy ze strony Sępów i mają już wiedzę o eksterminacji gatunku... Wdać nie wyciągnęły z tego żadnych konstruktywnych wniosków. Po prawdzie dusze są infantylne, przynajmniej ta część, która nie decyduje się na łowiectwo. Dziwna rzecz z tymi Łowcami, jakim cudem stają się wredniejsi od pozostałych ? Postanawiam być Łowcą i już umiem kłamać, zabijać ?
Spoiler:
Z drugiej strony nie muszą wcale przekładać tego na swoją aktywność. Wg nich przybywają, by ulepszyć dany świat i go przeżyć. Nie można wymagać, że inny gatunek będzie myślał podobnie do nas, ponieważ bardzo byśmy tego chcieli i nas ich postawa wkurza. No i ostatecznie społeczeństwo dusz to nasz wróg, a wrogowie raczej nie reprezentują postaw, które akceptujemy i którym się chętnie poddamy, czyż nie? Zresztą w każdej historii z inwazją z kosmosu żadni kosmici nie reprezentują sobą niczego poza tym, że przybywają i coś niszczą. Nie zastanawiają się nad tym, że giną ludzie, którzy się kochają, istoty, które coś czują, uroczy piesek sąsiadów etc. Przybywają i robią swoje. Bez względu na podejście - czy to pasożyta czy też zwykłego destruktora, robią to, co robią i nie mają zmartwień typu wyrzuty sumienia czy "kurczę, a może by się tak nad tym zastanowić?".
Odnośnie Łowców - odwrotnie. Umiem kłamać, umiem udawać, mam w sobie żyłkę polowania i dam radę wytrzymać "tę całą brutalność" ---> zostaję Łowcą. Zauważ zdziwienie Wandy, kiedy orientuje się, że Łowczyni wybrała swoją profesję już w pierwszym życiu.
Czy dusze byłyby mniej infantylne, ergo lepiej wykreowane, gdyby postępowały jak krwiożerczy obcy z Wojny światów? Przyleźć, zniszczyć i nażreć się do syta? Myślę, że ciekawsze jest pokazanie ich jako naszego wroga, ale który ma szansę zmienić zdanie i nauczyć się być człowiekiem. Inwazji z kosmosu ze zwykłą sieczką było pełno w filmach, książka z taką samą kreacją by mnie zmęczyła.
O Ianie to będę sobie faflunić, jak już go w pełni poznamy. I o Kyle'u takoż. milenaj - Wto 16 Mar, 2010 22:47 w odpowiedzi n spolier Agn
Spoiler:
Z drugiej strony nie muszą wcale przekładać tego na swoją aktywność. Wg nich przybywają, by ulepszyć dany świat i go przeżyć. Nie można wymagać, że inny gatunek będzie myślał podobnie do nas, ponieważ bardzo byśmy tego chcieli. No i ostatecznie społeczeństwo dusz to nasz wróg, a wrogowie raczej nie reprezentują postaw, które akceptujemy i którym się chętnie poddamy, czyż nie?
Odnośnie Łowców - odwrotnie. Umiem kłamać, umiem udawać, mam w sobie żyłkę polowania i dam radę wytrzymać "tę całą brutalność" ---> zostaję Łowcą. Zauważ zdziwienie Wandy, kiedy orientuje się, że Łowczyni wybrała swoją profesję już w pierwszym życiu.
Czy dusze byłyby mniej infantylne, ergo lepiej wykreowane, gdyby postępowały jak krwiożerczy obcy z Wojny światów? Przyleźć, zniszczyć i nażreć się do syta? Myślę, że ciekawsze jest pokazanie ich jako naszego wroga, ale który ma szansę zmienić zdanie i nauczyć się być człowiekiem. Inwazji z kosmosu ze zwykłą sieczką było pełno w filmach, książka z taką samą kreacją by mnie zmęczyła.
Spoiler:
Odnośnie tej zmiany zadania, to faktycznie badzo ciekawe. Przecież później Wonderer, w czasie wypadu zaopatrzeniowego, widzi parę dusz, która wychowuje z miłością ludzkie dziecko.
Agn - Wto 16 Mar, 2010 22:54 Przed chwilą nieco uzupełniłam wpis odnośnie dusz i ich postawy, zajrzyj jeszcze raz do poprzedniego spoilera, myślę, że moje zdanie wygląda teraz nieco pełniej.
Spoiler:
Otóż to. Jak widać dusze mają całkiem niezłą różnorodność. Są tacy jak Wanderer i Burns, są Łowcy, są Pocieszyciele, ale są też dusze, które same z siebie najwyraźniej dostrzegają coś w ludziach. Ta parka tak btw bardzo mi się podobała. Ładny moment, pełen nadziei.
aneby - Wto 16 Mar, 2010 23:06 W sumie sytuacja dusz we wszechświecie była nie do pozazdroszczenia. Musiały mieć żywiciela aby przeżyć, niezdolne do samodzielnego życia. I gdyby zaczęły się zastanawiać nad losem stworzeń, którym odbierają życie, gdyby obudziło się w nich sumienie, musiałyby chyba popełnić zbiorowe sepuku.
Spoiler:
Tak, jak na końcu zamierzała postąpić Wanderer - nie chcąc krzywdzić kolejnego ludzkiego żywiciela
Takie jest prawo dżungli - przeżywa silniejszy, czy bardziej sprytny. I może kiedyś, wśród dusz ktoś wymyślił i rozpowszechnił tę bajkę o "ratowaniu światów", aby nie czuły się winne odbierając ciało. Tym samym dusze mogły przetrwać jako gatunek.