To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Maryann - Sob 03 Lut, 2007 22:31

Byle to tylko nie okazało się nadinterpretacją... :wink:
Caroline - Sob 03 Lut, 2007 23:15

Dziewczynki, jutro nie mam dostęu do netu, więc ciasteczko-wcześniak będzie :)

Rozdz. II, cz. 6

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wychylając się z okna powozu Darcy przyglądał się jak jego koniuszy zeskakuje z kozła i pędzi wzdłuż Jermyn Street do Greinera uzbrojony w notkę dla Bingleya informującą, że Darcy przybył i radzi, by Bingley poczekał przy drzwiach hotelu póki powóz nie podjedzie. Usatysfakcjonowany Darcy usadowił się z powrotem na poduszkach okrywając się dokładniej wieczorowym płaszczem i pledem z powozu. Jazda do Melbourne House w Whitehall nie potrwa długo, pomyślał czekając w głębokim cieniu zimnego, zimowego wieczoru, ale czekanie w długiej kolejce powozów uwalniających swoich pasażerów i zabierających ich z powrotem może trwać nawet godzinę albo i dwie. Nie żeby się spieszył do celu swej podróży. Znajomą sztywnością w ramionach i uciskiem wewnętrznym dawało o sobie znać napięcie. „Dzięki Bogu Dy tam będzie! Człowiek rozsądny i przyzwoity, z którym można będzie porozmawiać i mieć wymówkę od towarzyszenia lady Tej, pannie Tamtej i ich matkom!”
Powóz podskoczył lekko, gdy otworzyły się drzwi i pojawiła się w nich niewyraźna sylwetka wchodzącego Bingleya.
- Charles! – zawołał Darcy – Nie dostałeś mojej notki?
Bingley zamachał mu świstkiem papieru przed nosem.
- Tak, mam ją tutaj! Kolejka przed Greinerem jest dziś zatrważająca. Wszyscy dżentelmeni i ich wujowie dziś wchodzą albo wychodzą, czekałbyś tak długo, że cegły wystygłyby jak kamień. Łatwiej mi przyjść do ciebie, a z twoim koniuszym to niewielkie niebezpieczeństwo. Tak, tak, słyszałem – Bingley uciął napomnienie Darcy’ego. - Straszna sprawa z Wapping. Piszą we wszystkich gazetach! – usiadł na siedzeniu naprzeciwko odwijając cienki szal z szyi. – Czy to prawda, że Regent zabronił przyjmować kogokolwiek w Carlton House po ósmej?*
Darcy skinął, gdy powóz oddalał się od tłoku a woźnica pokonywał żmudnie przeszkody w drodze do Whitehall.
- Zabronił przyjmować obcych. Oczywiście dla najbliższych Jego Wysokości drzwi nie będą zamknięte, skoro żaden z nich nie jest jeszcze podejrzany o zbiorowe morderstwo – dodał sucho.
Śmiech Bingleya zdradzał nerwowe drżenie.
- Darcy, ten wieczór... wydawało mi się, że będzie wielkim wydarzeniem jeszcze wczoraj, ale im więcej myślałem o nim dzisiaj... – zawiesił głos i wbił spojrzenie w rękawiczki.
- Dasz sobie świetnie radę, Charles – zapewnił go Darcy. – Zawsze dajesz sobie radę nieważne, gdzie jesteś. Twój talent do odnajdywania się w każdym otoczeniu, w jakim się znajdziesz jest doprawdy zadziwiający, niezrozumiały, lecz zadziwiający.
Bingley zaśmiał się nerwowo.
- Cóż, dziś przejdę próbę. Chyba wolałbym, żeby to Caroline zdobywała się na to posunięcie, rozkoszowałaby się tym!
Darcy skrzywił się w ciemności.
- Pozwól, że się z tobą nie zgodzę, twoje towarzystwo uważam za znacznie przyjemniejsze. Co przypomina mi, że oprócz śmietanki toarzyskiej, którą dzisiaj poznasz, chciałbym przedstawić cię mojemu staremu przyjacielowi, lordowi Dyfedowi Brougham. Byliśmy razem w Cambridge, był w Pemberley przez całe lato albo dłużej.
- Brougham mówisz? Nie wydaje mi się bym poznał jego albo kogokolwiek z jego rodziny.
- Prawdopodobnie. Brougham jest jedynym żyjącym potomkiem rodziny, rodzice mieli swoje lata, kiedy się urodził. Starszy hrabia zmarł zanim poznałem Broughama na pierwszym roku uniwersytetu. Brougham to błędny ognik, nigdy nie wiadomo, kiedy się pojawi – po chwili dodał – Ale to odpowiedni człowiek, który pomoże ci sprostać dzisiejszemu wyzwaniu. Podążaj za nim, a wyjdziesz z tego cało.
- A ty co będziesz robił?
- Mam nadzieję wysłuchać L'Catalani! Ostatnim razem, kiedy byłem na występie hałas z galerii był tak ogłuszający, że nawet jej wspaniały głos nie mógł się przebić. Poza tym planuję przez cały wieczór w miarę swoich możliwości unikać niebezpieczeństw.
- Niebezpieczeństw! W twoich ustach brzmi to złowieszczo, Darcy. Obawiam się, że w ogóle nie spodziewasz się znaleźć rozrywki, mam nadzieję, że nie psuję ci wieczoru!
- Oczywiście, że nie! Nie bądź niemądry! – Darcy poruszył się niespokojnie – Nigdy nie bawiły mnie wielkie zgromadzenia, jak wiesz i nie mam cierpliwości do intryg, które tak bawią haute ton, ale – pochylił się – nie pozwól by to zepsuło cie wieczór. Trzymaj się blisko Broughama, a na pewno będziesz się dobrze bawił. Postaraj się tylko nie wdać w coś, przez co będę musiał być twoim sekundantem.
- Prawie uwierzyłem, że mówisz poważnie!

* Morderstwa w portowej części Wapping były szeroko komentowanymi wydarzeniami pod koniec listopada i na początku grudnia 1811 roku. Książę Regent wydał rozkaz, by po ósmej nie wpuszczać obcych do Carlton House.

Caroline - Sob 03 Lut, 2007 23:17

Przepraszam, nie wypada komentować własnego tekstu tak od razu, ale jak tu się powstrzymać...
"...i nie mam cierpliwości do intryg"
Kłamca!!!!! :? ??: :wsciekla: :obrzydzenie:

asiek - Sob 03 Lut, 2007 23:42

Caroline napisał/a:
"...i nie mam cierpliwości do intryg"
Kłamca!!!!!


...i obłudnik !!! :? ??: To co ...kochamy go jeszcze ? :mrgreen:

Caroline dzięki za nocny wypiek :kwiatek:

asiek - Sob 03 Lut, 2007 23:52

Caroline napisał/a:
planuję przez cały wieczór w miarę swoich możliwości unikać niebezpieczeństw.

Ma wrażenie, że Darcy'emu pomyliły się przyjęcia z manewrami wojennymi :wink:
Czy on się kiedykolwiek dobrze bawił ? Chyba tylko ...z Nelsonem :mrgreen:

Alison - Nie 04 Lut, 2007 09:48

Czerwona kartka. Darcy! Zjazd z boiska. Przegiąłeś! :evil:
Matylda - Nie 04 Lut, 2007 10:20

..........i nie mam cierpliwości do intryg...........

Obłudnik :evil:
Jak to się widzi wady u innych a swoje wady przerabia się na zalety

Dziękuję Carolino -

Maryann - Nie 04 Lut, 2007 11:36

Caroline napisał/a:
- Chyba wolałbym, żeby to Caroline zdobywała się na to posunięcie, rozkoszowałaby się tym!
Darcy skrzywił się w ciemności.
- Pozwól, że się z tobą nie zgodzę, twoje towarzystwo uważam za znacznie przyjemniejsze.

Za tę rozbrajającą szczerość mogłabym się chyba zastanowić nad nad karą w zawieszeniu... :? ??:

Alison - Nie 04 Lut, 2007 13:57

Maryann napisał/a:
Caroline napisał/a:
- Chyba wolałbym, żeby to Caroline zdobywała się na to posunięcie, rozkoszowałaby się tym!
Darcy skrzywił się w ciemności.
- Pozwól, że się z tobą nie zgodzę, twoje towarzystwo uważam za znacznie przyjemniejsze.

Za tę rozbrajającą szczerość mogłabym się chyba zastanowić nad nad karą w zawieszeniu... :? ??:


Powiedział tak, bo wiedział, że Bingley też za siostrą nie przepada i nikomu nie zrobi przykrości. Lady Pamela chce nas chyba wszystkie odkochać w tym naszym panu Darcy'm

Maryann - Nie 04 Lut, 2007 15:11

Alison napisał/a:
Powiedział tak, bo wiedział, że Bingley też za siostrą nie przepada i nikomu nie zrobi przykrości.

Wiem, :wink: chociaż jeśli mam być szczera, to nie wiem, czy tak do końca absolutnie "correct". Czy to aby na pewno wypadało tak pwoiedzieć do przyjaciela o jego siostrze ?

Alison napisał/a:
Lady Pamela chce nas chyba wszystkie odkochać w tym naszym panu Darcy'm

Przy czym wszystkie wiemy, że jej wysiłki są z góry skazane na niepowodzenie. :wink:

Gunia - Nie 04 Lut, 2007 16:27

Kłamczuch z niego.
Ale ja Wam coś powiem: ta Lady Pamela robi to po to, żeby zatrzymać go dla siebie. ;)

Maryann - Nie 04 Lut, 2007 17:21

Hmmm... Darcy ma tu chyba też coś do powiedzenia, a nie wiem, czy zamieniłby piękne oczy Lizzy

na lady Pamelę

:mrgreen:

Gunia - Nie 04 Lut, 2007 18:06

Maryann, złośliwcze. :mrgreen:
Maryann - Nie 04 Lut, 2007 18:19

Guniu, a czy zza tych okularów widać może piękne oczy lady Pameli ? :wink:
Gunia - Nie 04 Lut, 2007 18:22

Prawdopodobnie przy dużym zbliżeniu...
Alison - Nie 04 Lut, 2007 20:08

Maryann napisał/a:
Hmmm... Darcy ma tu chyba też coś do powiedzenia, a nie wiem, czy zamieniłby piękne oczy Lizzy
[url=http://img232.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
na lady Pamelę
[url=http://img244.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
:mrgreen:


:rotfl: :rotfl: :rotfl: Mary...yanku... :rotfl: I LOVE YOU :rotfl:

Maryann - Nie 04 Lut, 2007 20:11

I LOVE YOU TOO :serce:
Maryann - Pon 05 Lut, 2007 09:01

Manewry czas zacząć... :wink:

Rozdział II część 7

Powóz zakołysał się i zatrzymał na rogu przy Whitehall dołączając do rzędu ekwipaży czekających na dojazd do oświetlonych pochodniami schodów Melbourne House i stojącego na nich dygoczącego lokaja. Darcy zastukał laską w sufit i za chwilę w drzwiach pojawił się jego stajenny.
- Panie Darcy.
- Harry, myślę że stąd pójdziemy pieszo. Czy Witcher dał wam coś ?
- Tak, sir – Harry Groomsman wyszczerzył zęby w uśmiechu i poklepał kieszeń swojego płaszcza, która zadźwięczała znacząco – Ja i James jesteśmy dobrze zaopatrzeni na wieczór u „Byka i odyńca”. Dziękuję, sir – odparł Harry wyciągając rękę, otwierając drzwi powozu i rozkładając schodki.
- Dobrze, Harry – Darcy wysiadł, a Bingley zaraz za nim – Bądźcie przed drugą. Mam nadzieję wyjść wcześnie, chyba że pan Bingley nie da się wyciągnąć.
- Tak jest, sir. O drugiej i miłego wieczoru, panie Darcy.
Obaj mężczyźni odwrócili się i poszli pośpiesznie ulicą pełną gapiów i domokrążców wszelkiego pokroju. Darcy mocniej ścisnął ciężką gałkę swojej laski i idąc zamaszystym krokiem przez tłum z Bingleyem za plecami wyciągnął się na całą wysokość swojej sylwetki stwarzając wrażenie bezwzględności i determinacji. Niezwłocznie dotarli do rzędu pochodni oświetlających aleje po obu stronach Melbourne House. Kiedy podali lokajowi swoje karty wizytowe, zostali, ku konsternacji Darcy’ego, poprowadzeni schodami do wejścia, przed gośćmi, którzy przyjechali przed nimi.
Kiedy służba pośpiesznie zdejmowała z nich peleryny, Bingley rzucił mu pytające spojrzenie, ale Darcy w odpowiedzi mógł tylko wzruszyć ramionami. To pełne szacunku traktowanie zawsze było normą, ale trudno mu było w tej chwili tłumaczyć takiemu nowicjuszowi jak Bingley, że to tylko nieodłączna część gry, w którą Towarzystwo uwielbia grać. Chociaż, Darcy przyznał sam przed sobą odwracając się do kamerdynera i raz jeszcze podając swoją wizytówkę, nie do końca oczekiwał tak wyjątkowego wyróżnienia tutaj, w Melbourne House. Rzadko zadawał się z tymi ludźmi, mimo wielu sprzyjających okoliczności i zaproszeń i wiedział, że większość z nich uważa go za sztywniaka przez jego przestrzeganie zasad i dobrych obyczajów. Ale wyglądało na to, że dziś wieczór jego nazwisko i majątek przeważyły nad tymi wszystkimi defektami. Pozostało obserwować, kim byli pozostali goście lady Melbourne. Wtedy być może będzie mógł ocenić sposób, w jaki został przyjęty.
Zatrzymał się w łukowato zwieńczonych drzwiach prowadzących do publicznych apartamentów i czekał, aż kamerdyner Melbourne’ów zaanonsuje jego i Bingleya. Szybkie oględziny potwierdziły, że wszyscy tu byli: parowie i politycy, intelektualiści i artyści, ludzie których godzina jeszcze nie wybiła i tacy, dla których prawie już minęła. Żony parów i Bardzo Bogate Panny lekko opierały się na ramionach dżentelmenów, a blask ich sukien kontrastował z brumelliańską surowością męskich strojów. Ich oczy spoglądały tu i tam, pragnąc widzieć innych i być widzianymi. Z sali balowej dobiegała muzyka, a jej dźwięki zmieszane z odgłosami rozmów były ogłuszające.
Darcy odwrócił się do Bingleya i uśmiechnął się cierpko na widok wyrazu onieśmielenia na twarzy przyjaciela. Oczywiście, dla takiego bezpretensjonalnego młodego człowieka, jak Charles, to przytłaczające ! Darcy poczuł ukłucie niepewności, co do mądrości jego planu, ale było za późno na zastanawianie się. W tej samej chwili kamerdyner ich zaanonsował.
Lady Melbourne odłączyła się od grupy i ruszyła w ich kierunku z uśmiechem powszechnie sławionym za jego ciepło, jeśli nie za jego szczerość.
- Panie Darcy, jak cudownie ! – wyciągnęła dłoń w eleganckiej rękawiczce, którą ujął i skłonił się – Sefton – zawołała przez ramię – Widzisz, on przyszedł, chociaż przysięgałeś, że nie przyjdzie !
Lord Sefton rzucił Darcy’emu przepraszający ukłon.
- Sługa uniżony, panie Darcy – powiedział przeciągając samogłoski założyciel Klubu Czterokonnych Zaprzęgów – Próbowałem po prostu oszczędzić damie rozczarowania. Zresztą nigdy pan nie przychodził, w każdym razie o ile wiem.
- Cicho, Sefton, bo pomyśli, że nic nie robimy tylko plotkujemy, a to nie całkiem jest prawda – lady Melbourne rzuciła Darcy’emu błyszczące spojrzenie swych słynnych ciemnych oczu i uśmiechnęła się – Próbujemy zabawić się na różne sposoby, panie Darcy i wielu z tych, którzy są tu dziś wieczorem, jest tu dla rozrywki. – wzięła go pod ramię i w tej samej chwili zauważyła Bingleya stojącego cicho za nim – Och, proszę mi wybaczyć, sir ! To pański przyjaciel ?

QaHa - Pon 05 Lut, 2007 09:58

ha to mamy salony, wyglada na to ze żadna impreza nie jest sie w stanie panu D spodobac, nie tylko na "wiejskie zabawy" marudzi tu tez mu sie nie podoba
Ania1956 - Pon 05 Lut, 2007 10:36

Caroline napisał/a:
[b]-
"... tak uroczo piękna,
że co w świecie pięknym się dotąd zdawało,
nędznym było teraz lub w niej się całe piękno spotkało, w niej skupiło,
w jej spojrzeniu, które sączyło słodycz w me serce dotąd nieznaną,
we wszystkich drobiazgach, które wzbudziły ducha miłości i miłosnego uniesienia."


Biedny Darcy szkoda mi go że z Elizabet mu nie wyszło. On już ja kochał ale chyba do końca nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Tylko myśli go zdradzają.

Alison - Pon 05 Lut, 2007 11:38

Oj dziewczynki czytajcie, czytajcie, bo po wstępnych konwenansach, a nawet rzekłabym nudach na pudy, będzie się działo, oj będzie :wink:
Ania1956 - Pon 05 Lut, 2007 11:47

Alison napisał/a:
Oj dziewczynki czytajcie, czytajcie, bo po wstępnych konwenansach, a nawet rzekłabym nudach na pudy, będzie się działo, oj będzie :wink:


Nadrobiłam wszystkie zaległości w czytaniu i teraz czekam na cd. Jak widać w odpowiednim momencie. :lol:

Mag - Pon 05 Lut, 2007 11:51

Maryann napisał/a:
Hmmm... Darcy ma tu chyba też coś do powiedzenia, a nie wiem, czy zamieniłby piękne oczy Lizzy
[url=http://img232.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
na lady Pamelę
[url=http://img244.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
:mrgreen:


:rotfl: Pani Pamela wygląda jak skrzyżowanie Kermita z Miss Piggi :rotfl:

Alison - Pon 05 Lut, 2007 11:56

Mag napisał/a:
Maryann napisał/a:
Hmmm... Darcy ma tu chyba też coś do powiedzenia, a nie wiem, czy zamieniłby piękne oczy Lizzy
[url=http://img232.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
na lady Pamelę
[url=http://img244.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
:mrgreen:


:rotfl: Pani Pamela wygląda jak skrzyżowanie Kermita z Miss Piggi :rotfl:


TAK! To zestawienie jest przecudnej urody i jeśli będzie mu smutno, to zawsze sobie zerknę. Moderatorki proszę uprzejmie o nieusuwanie tego posta, bo jest tu niczym perła w piachu. I jeszcze jak pomyślę o ewentualnych wątpliwościach Darcy'ego, to już leżę pod stołem :rotfl:

Dione - Pon 05 Lut, 2007 12:32

QaHa napisał/a:
ha to mamy salony, wyglada na to ze żadna impreza nie jest sie w stanie panu D spodobac, nie tylko na "wiejskie zabawy" marudzi tu tez mu sie nie podoba


Bo jemu pasuje tylko urocza kolacyjka w małym saloniku na piętrze w Pemberley w towarzystwie Lizzy (no dla siostry mógłby jeszcze jakieś miejsce znaleźć) :lol:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group