Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
Gunia - Sob 24 Lut, 2007 21:15
Sparwdziałam - faktycznie. To po francusku.
Gunia - Nie 25 Lut, 2007 14:54
Tak po drugim odcinku dodam, że ten zbity psiaczek, jakiego robi Tobik gdy mówi "Don't go, Jane" sprawia, że mi się za każdym razem wyrywa krecikowe "Ahjoj".
Anonymous - Nie 25 Lut, 2007 17:08
E tam, na miny w stylu 'zbity psiaczek' to ma monopol Mateuszek Tobik nawet jak ma cierpiętniczą minę to mi psa nie przypomina
Gunia - Nie 25 Lut, 2007 18:09
No nie wiem, mi on strasznie przypomina zbitego szczeniaczka. Może potem poszukam screena.
Anonymous - Nie 25 Lut, 2007 18:43
ja bym nie porównała go do szczeniaczka, raczej do kota, który próbuje się przyłasić aby osiągnąć swój cel ...
Gunia - Nie 25 Lut, 2007 19:04
On jako postać, to na pewno taki dziki kotek, łazi własnymi ścieżkami, ma charakterek etc. ale sama mina jest taka ewidentnie spanielowa. Szkoda, że nie mam jak złapać capsa.
Anonymous - Nie 25 Lut, 2007 20:11
Anonymous - Pon 05 Mar, 2007 16:02
http://www.dailymail.co.u...in_page_id=1879
Anonymous - Pon 05 Mar, 2007 16:31
Ubawiłam się nieziemsko czytając ten artykuł I muszę przyznać że w wielu miejscach zgadzam sie z autorką
Anonymous - Pon 05 Mar, 2007 16:35
ja jeszcze nie czytałam
Zostawiłam sobie na lepsze czasy
Anonymous - Pią 09 Mar, 2007 23:08
'Stuart Maconie napisał cudowną recenzję Jane Eyre w Radio Times' :grin:
http://walford.smugmug.com/photos/126497200-O.jpg
The camera loves a petticoat. Where would the autumn schedules be without a flurry of the aforesaid, a big old stately home, a heaving bosom or two and a handsome cad in a hansom cab?
Last autumn, the period jewel in the BBC crown was the 935th adaptation of Jane Eyre, Charlotte Bronte's torrid, timeless tale of doomed love, sacrifice and destiny. Of late, there have been a few period clunkers on our screens so there was cause for apprehension. But we needn't have worried. Everything in the walled garden was lovely and Sandy Welch's version of this quality chick-lit was terrific.
I'd pretty much watch Toby Stephens in anything, possibly even Top Gear. Back in the 90s, his dad Robert gave the greatest King Lear I've ever seen; hot on the heels of that, Toby himself was the best Coriolanus in living memory. Here he invests Rochester with fatigued despair, melancholy and raging passion for his Jane. Alongside him, newcomer Ruth Wilson manages the difficult trick of making Jane both luminous and sweet, and hinting at some smouldering going on beneath that prim bustle. Direction and script mine the text for every drop of gore, whiff of madness and heartbeat of romance. Rochester and Jane are rescued from literary mummification and become real lovers.
So much so that I confess that during the final episode, I regularly had "something in my eye". If you haven't seen this, then get a copy and pick up a box of man-sized tissues while you're at it. Reader, I loved it.
bezpaznokcianka - Nie 11 Mar, 2007 18:32
a ja zaczytałam się znów w książce i zauważyłam nieścisłość (co prawda mało istotną...), że Blanche Ingram była brunetką, o smagłej cerze wyglądała bardziej na Hiszpankę i o ciemnych oczach ;] czyli podobna była raczej do tej pani co w najnowszej wersji JE gra Berthę Rochesterową
malmik - Nie 11 Mar, 2007 18:43
Ale postać Blanche mi się podobała w filmie - świetnie oddawała dlaczego mimo tego, że jest tak idealna nie jest obiektem westchnień Edzia. A czy brunetka czy blondynka ...
Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 19:25
mnie się wydaje, że reżyser chciał zrobić Blanche troszkę bardzije angielską, tak aby, jak mamik pisze, aby można było porównać do niej Jane i żeby widoczne na pierwszy rzut oka było widać jak Blnache przewyższa Jane pod względem urody, a z drugiej jak jej wiele brakuje jeśli chodzi o charakter i serce...
Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 21:53
| AineNiRigani napisał/a: | | żeby widoczne na pierwszy rzut oka było widać jak Blnache przewyższa Jane pod względem urody |
Ja tej 'przewagi urodowej' nie widzę. Wiem że to rzecz gustu, ale dla mnie Blanche to taka przeciętna blondyna, która mówi z denerwującą manierą. Natomiast Jane jest w swej naturalności naprawdę piękna.
Anonymous - Pon 12 Mar, 2007 00:44
W sumie o to chyba chodziło
Harry_the_Cat - Pon 12 Mar, 2007 01:22
Zdecydowanie myśle, że to właśnie o to chodziło - Blanche miała robic wrażenie pieknej na pierwszy rzut oka, a Jane nie. Uroda Blanche miała robić wrażenie ale w taki oczywisty sposób, wręcz nachalny. Jane z kolei, dopiero okazuje się piekna - musisz sie przyjrzeć, żeby dostrzec, że tak naprawdę jest pełna uroku i wdzięku.
I nie kazdy głupi potrafiłby to dotrzec - zarówno, jesli chodzi o Blanche, jak i Jane
asia90 - Pią 23 Mar, 2007 15:07
Wpadlam w ciag ogladania a zaczelo sie tak niewinnie od North&South :oops:
bezpaznokcianka - Wto 03 Kwi, 2007 15:06
| malmik napisał/a: | Ale postać Blanche mi się podobała w filmie - świetnie oddawała dlaczego mimo tego, że jest tak idealna nie jest obiektem westchnień Edzia. A czy brunetka czy blondynka ... |
Edzio miał słabość do ciemnych kobiet... nawet w filmie się do tego przyznaje. Jak opowiada o tym, jak to jego ojciec i brat z Mansonami uknuli spisek, żeby go połączyć z Berthą.
malmik - Wto 03 Kwi, 2007 17:04
No, ale o ile pamiętam w książce Blanche też była "ciemna"
Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 17:32
i Edzio też sie do tej słabości przyznaje...
bezpaznokcianka - Wto 03 Kwi, 2007 19:19
no właśnie... dlatego dziwi mnie to, że na Blanche wybrali blondynkę. Skoro Rochester preferował brunetki, to jak niby miał wzbudzić w Jane zazdrość o blondynkę
malmik - Wto 03 Kwi, 2007 19:23
Chyba zaczynamy rozkładać JE na czynniki pierwsze. Może nie mieli innej aktorki??
bezpaznokcianka - Wto 03 Kwi, 2007 19:25
w sumie to bardzo prawdopodobne... Angielki to same rude i blondynki
malmik - Wto 03 Kwi, 2007 19:26
Choć powiem szczerze, że ta na angielkę nie wygląda - za ładna
|
|
|