To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)

Caitriona - Czw 23 Sie, 2007 20:01

Ja chyba bardziej wolę A Postcard To Henry Purcell i The Living Sculptures Of Pemberley. Uwielbiam ten soundtrack!
Jeannette - Czw 23 Sie, 2007 20:14

Ale Dawn też jest piękne, zaczyna się tak cichutko. I Meryton Townhall też strasznie lubię. Jest taki radosny, skoczny....przypomina trochę "The dance" z Emmy.
asiek - Czw 23 Sie, 2007 20:55

A The Militia Marches In...to nikt nie kocha ? :cry2:
:wink:

Anonymous - Czw 23 Sie, 2007 21:11

A czy to można kochać? :D . Ja przegrywając płytę to nawet wyrzuciłam ten utwór ;) .

Jeannette napisał/a:
I Meryton Townhall też strasznie lubię. Jest taki radosny, skoczny....przypomina trochę "The dance" z Emmy.

Też to zauważyłam :) . Ten taniec jest też w nowym Mansfield, gdy oglądałam, zastanawiałam się, czy to z "Dumy" czy z "Emmy".

Anonymous - Czw 23 Sie, 2007 22:19

Ja lubię ten fragment z Listu Darce`go, jak się wsłuchac w niego to :serduszkate:
Gunia - Czw 23 Sie, 2007 22:51

lady_kasiek napisał/a:
Ja lubię ten fragment z Listu Darce`go, jak się wsłuchac w niego to :serduszkate:

Zwłaszcza ten początek... :serduszkate:

Jeannette - Pią 24 Sie, 2007 09:39

Nimloth napisał/a:
Ja przegrywając płytę to nawet wyrzuciłam ten utwór

Wyrzuciłaś? Dlaczego?
No, no a "Your hands are cold"? :serce: Początek to bieg Lizzy w deszczu... :lol:

Anonymous - Pią 24 Sie, 2007 09:52

Bo nie podobał mi się ten utwór. Nie pasował mi do reszty i wiem, że i tak bym go przełączała ;) . Ale nie licząc The Militia Marches In mam wszystko :D .

Jeannette napisał/a:
No, no a "Your hands are cold"? :serce: Początek to bieg Lizzy w deszczu... :lol:

Mi te utwory z niczym się nie kojarzą, bo film widziałam raz w całości i raz fragmentami. Muzyka to muzyka, lekka i przyjemna, dobra do słuchania, gdy chce się czegoś nierozpraszającego w tle :D .

asiek - Pią 24 Sie, 2007 12:04

Jeannette napisał/a:
No, no a "Your hands are cold"? Początek to bieg Lizzy w deszczu...

Bardzo lubię ten fragment :serduszkate: ...Wzrusza mnie również Leaving Neetherfield, a dokładnie druga część tego utworu.
Świetny jest również Another Dance, ale tę ścieżkę polubiłam dużo później, na początku byłam zakochana w A Postcard... :.

Caitriona - Pią 24 Sie, 2007 13:15

asiek napisał/a:
A The Militia Marches In...to nikt nie kocha ? :cry2:
:wink:


Mój kolega ;) Uwielbia takie różne marsze itp rzeczy i jest nim zachwycony :mrgreen:

spin_girl - Pią 02 Maj, 2008 21:17

Pewnie się niektórym narażę, ale mam nadzieję, że potraktujecie ten post jako zaproszenie do dyskusji a nie osobisty atak. Poza tym jako zdeklarowana antyfanka P&P 2005 po prostu muszę dorzucić swoje trzy grosze.
Może powiem tak: pewnie to byłby niezły film, gdyby nie jednen drobiazg: tytuł. Mógłby się nazywać jakkolwiek, np. „Pierwsze wrażenia” i posiadać dopisek: „film LUŹNO nawiązuje do powieści Jane Austen” i wtedy nie miałabym pretensji.Ale ponieważ film nazywa się Duma i Uprzedzenie i aspiruje do miana adaptacji tej powieści- pretensje mam o wszystko. To nie jest ekranizacja- to jest zbrodnia. Karykatura. Przysięgam, jeżeli kiedykolwiek natknę się osobiście na reżysera to zrobię mu fizyczną krzywdę.
Film obejrzałam dwukrotnie i za drugim razem nie zyskał nawet odrobinkę, ale przynajmniej nie popłakałam się ze złości, jak za pierwszym, co uważam za sukces. Popłakała się za to moja przyjacióła, ale to był jej pierwszy raz z tym „dziełem” więc nic dziwnego. Chociaż po alternatywnym zakończeniu, które widziałam wtedy po raz pierwszy odkryłam u siebie nowe pokłady obrzydzenia.
A teraz uzasadnienie moiej opinii, czyli o co mam pretensje:
1.Aktorzy i postacie
-Darcy- koszmar. Zaczynając od wyglądu (idiotycznie naprostowane włosy w czasach, gdy wszyscy obowiązkowo nosili loki, faceci też, rozchełstane, niechlujne ciuchy.) po zachowanie( gdzie ta duma?! Dlaczego przez większość czasu facet ma minę jak zbity szczeniak?). Aktora też nie lubię, ale to już szczegół.
- Lizzy. JA pragnęła aby Lizzy była bohaterką, którą każdy pokocha. Tymczasem Keira Knightley (którą zazwyczaj lubię) zrobiła z niej odpychającą, arogancką, pyskatą, bezczelną idiotkę w dodatku z okropnie wysuniętą szczęką. Szczęka mnie dobiła ostatecznie. Zabito całą subtelność i wrodzoną elegancję Lizzy.
- Pan Bennet- taki dobry aktor a taka słaba rola. Zero polotu i wyrafinowanej ironii postaci książkowej. W ogóle Pan Bennet zachowuje się jakby miał początki Alzheimera. Poprzez okrojenie jego postaci traci się sens tego niezwykłego uczucia łączącego Lizzy z ojcem.
- Pani Bennet- wygląda i zachwouje się jak burdelmama. Nie zachowało się nic z książkowego geniuszu w przedstawienu tej postaci.
- Pan Bingley- dlaczego zrobili z niego debila?! („to znaczy oczywiście umiem...eee...czytać...eee)
- Pan Collins- dlaczego zrobili z niego erotomana? (kazanie, spojrzenia rzucane siostrom Bennet przy kolacji), nic takiego nie było sugerowane w książce.
- Wickham- nie wiadomo o co z nim chodzi. Jego wątek został maksymalnie skrócony na rzecz bezsensownych scen typu huśtwaka w błocie i przez to w ogóle duża część akcji straciła sens. Wickham to kluczowa postać, tutaj zepchnięta na margines i wyskakująca jak Filip z konopii.
2. Scenografia
- Longbourn wyglądające jak chlew
- błoto, brud, biegające po domu wieprze i drób- niezgodne z książką, epoką i zupełnie idiotyczne.
3.Kostiumy i fryzury.
- wszyscy byli rozczochrani
- epokowe pomieszanie z poplątaniem jeśli chodzi o stroje
- tragiczne, szpecące kolory sukien
4.Amerykanizmy
- jak już oświadczyny to albo w deszczu albo o wschodzie słońca bo musi być superefektownie
- Lady Catherine przyjeżdżająca do Longbourn w środku nocy, żeby było dramatycznie. Cóż, że idiotycznie i całkowicie niezgodnie z obyczajami.
5. I jeszcze milion rzeczy, ale już mi się nie chce wymieniać. Ładne są zdjęcia i muzyka, ale to za mało by film uratować.
Ogólnie jest to najbardziej przeze mnie znienawidzona ekranizacja czegokolwiek i w ogóle nie zasługuje moim zdaniem na miano ekranizacji DiU.

Gosia - Pią 02 Maj, 2008 21:32

Wlasciwie sie z Tobą zgadzam. Nie wyrażałam się w swojej recenzji aż tak drastycznie, ale w sumie odczucia miałam dośc podobne po obejrzeniu tego filmu.
Film bylby okay, gdyby nie byla to ekranizacja mojej ulubionej ksiazki.
Jednak temu filmowi dużo zawdzieczam ;) Dzieki niemu trafilam na forum Jane Austen (Strona Kazika), a potem zostalo zalozone to.
A trafilam na forum Kazika, bo chcialam wyrazic swoje zdanie na temat tej wlasnie ekranizacji :mrgreen:

Jednak wiem, ze DIU 2005 i Mathew ma swoich fanow. I jesli ktos odnajduje w tym filmie cos dla siebie, w porzadku. Jest to okay.

annmichelle - Pią 02 Maj, 2008 21:54

spin_girl napisał/a:
Pewnie się niektórym narażę, ale mam nadzieję, że potraktujecie ten post jako zaproszenie do dyskusji a nie osobisty atak.

Mnie tam się nie narazisz. :wink:
DiU 2005 uważam za najgorszą ekranizację (sic!) ze wszystkich ekranizacji powieści Jane Austen jakie widziałam (no może jeszcze "Opactwo Northanger" z 1986 roku jest równie kiepskie). A widziałam ich już sporo. :wink: W sumie zgadzam się z tym co napisałaś, tyle, że mnie nawet muzyka nie urzekła, bo w ogóle jej nie kojarzę. :-| Po obejrzeniu tego filmu byłam po prostu zdegustowana i zła.

Anonymous - Pią 02 Maj, 2008 21:58

kurczę a ja bardzo lubię ten film... moze faktycznie ekranizacją świetną nie jest, ale jako film co jakiś czas lubię sobie oglądnąć a był czas, że muzyki słuchalam 24/h
Gunia - Pią 02 Maj, 2008 22:58

Masz dużo racji Spin. Ja jednak lubię ten film, a zwłaszcza Matthew. Uważam, że jego Darcy był bardzo sympatyczny i czarujący, chociaż charakterologicznie niezgodny z powieścią, a zdjęcia i muzyka mnie urzekły. Poza tym w porównaniu z DiU '03 to i tak dzieło sztuki. ;) A co do tytułu, sytuacja wygląda podobnie jak z pseudo biografią Jane - cieszę się, że jest taki, a nie inny, bo pewnie inaczej bym po ten całkiem sympatyczny film nie sięgnęła.
Byłam w kinie trzy razy i bawiłam się bardzo dobrze, a na półce mam DVD i lubię od czasu do czasu wrócić do tego filmu, ale nie zwykłam linczować nikogo za inne poglądy, więc niepotrzebnie się martwisz, Spin. ;)

spin_girl - Sob 03 Maj, 2008 09:33

Dziękuję wszystkim za miłe słowa :) Przeglądając posty w tym temacie doszłam do wniosku, że większości osób ten film jednak się podoba, dlatego bałam się nieco reakcji na moją ognistą krytykę :mrgreen: cieszę się jednak, że moje obawy się nie spawdziły. Co do P&P 2003, szczerze mówiąc, nawet tej wersji jestem w stanie co nieco wybaczyć, bo przynajmniej nie aspiruje do miana ekranizacji, jest jakąś pzeróbką, niby komedią, niby pastiszem. Beznadziejną, to fakt, ale szybko daje się o niej zapomnieć. Tymczasem P&P 2005 jest niby oficjalną ekranizacją, wiele osób książkę Jane Austen kojarzy z tym...dziełem, wydaje się ją w filmowej okładce itp. W dodatku za profanację Lizzy Keira dostała nominację do Oscara.Dlatego właśnie nóż mi się co rusz w kieszeni otwiera na nowo. :bejsbol: Nie rozumiem PO CO w ogóle tę wersję narkęcili, skoro istnieje już powszechnie zaakceptowana i ukochana wersja '95.
Swoją drogą ciekawe jest jak dalece Matthew do mnie nie trafia jako mężczyzna w ogóle. Zazwyczaj jestem bardzo podatna na brytyjski wdzięk (np. Ryś, Colin, Gerard Butler, etc.) a na widok Matthew..nic. Zero. Kompletnie do mnie nie trafia. Ostatnio widziałam go w serialu BBC 'Czasy, w których przyszło nam żyć' , gdzie grał...dupka. To była pierwsza rola, w której mnie przekonał :mrgreen:

Sofijufka - Sob 03 Maj, 2008 09:43

Wiesz, film jako film oceniam nawet nieżle, ale jako ekranizację!
trifle - Sob 03 Maj, 2008 12:11

Sofijufka napisał/a:
Wiesz, film jako film oceniam nawet nieżle, ale jako ekranizację! Obrazek Obrazek


No, to jest właśnie to. Ekranizacja to jest bez-na-dziej-na, ale jeśli ktoś nie ma zielonego pojęcia o Jane Austen, to może się nawet zachwycić tym filmem - bo ładny, bo o miłości, bo ładna muzyka. Choć! Ja go próbowałam oglądać właśnie z takim podejściem (jak odrębną historię) i wydał mi się nudnawy zwyczajnie :mysle:

Sofijufka - Sob 03 Maj, 2008 12:22

trifle napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Wiesz, film jako film oceniam nawet nieżle, ale jako ekranizację! Obrazek Obrazek


No, to jest właśnie to. Ekranizacja to jest bez-na-dziej-na, ale jeśli ktoś nie ma zielonego pojęcia o Jane Austen, to może się nawet zachwycić tym filmem - bo ładny, bo o miłości, bo ładna muzyka. Choć! Ja go próbowałam oglądać właśnie z takim podejściem (jak odrębną historię) i wydał mi się nudnawy zwyczajnie :mysle:

A ja z kolei widziałam, dlaczego niektórym podoba się bardziej, niż serial... On jest taki.... kawa na ławę.... Zaostrzenie sytuacji - np. ta nocna wizyta lady Katarzyny - połowa widzek [nieznających Józef, tfu! Jane A.!} nie zrozumiałaby nietaktu starszej pani, ani oburzenia Lizzie. Prawie żadnych podtekstów. Natomiast kuzynek Collins bardziej mi się podobał tu. Jego oblesność płynie z charakteru, nie wyglądu. Bardziej można zrozumiec oburzenie pani Bennet, że córa TAKĄ partię opdrzuciła. Pani Bennet była tu bardziej wulgarna, ale z duzymi resztkami urody, tłumaczącymi wpadkę pana Benneta...

Tamara - Sob 03 Maj, 2008 13:39

Za to pan Bennett wyglądał jak wiecznie pijany karczmarz - morderca z zapomnianej oberży na ponurym odludziu , zero wdzięku , zero ciętego dowcipu i inteligencji i na dodatek tłuste włosy :obrzydzenie:
Harry_the_Cat - Sob 03 Maj, 2008 13:46

Ja ten film bardzo lubię, bo jest przede wszystkim pięknie zrobiony. I muzykę ma przecudowną. Ale to prawda, jako "ekranizacja" DiU 2005, tej 1995 do pięt nie dorasta.
I odkąd pojawiały się Perswazje 2007, rozumiem tych, w których wizja JW budzi najgorsze instynkty ;)

Trzykrotka - Sob 03 Maj, 2008 14:35

Z tą ekranizacją jest naprawdę taki podstawowy kłopot, ze w oderwaniu od książki jest kawałkiem pięknego kina dla nastolatek, a nie dla wielbicieli JA. Proszę sie nie obrażać za te nastolatki. Chodzi mi o to, że ona jest piękna w formie, a bardzo łopatologiczna w treści.
Można tu wymieniać tę łopatologię - scena po scenie.
- jeżeli bohaterka lubi i czytać i jest inteligentna, musi nosić workowate suknie i chodzić z książką nawet po ściernisku nie potykając sie - bo intelektu inaczej nie da się pokazać.
- jeżeli ma poczucie humoru - musi chichotać na każdym kroku
- jeżeli dom jest stosunkowo uboższy od innego domu, to trzeba z jednego zrobić chlew, a z drugiego letnią siedzibę królowej angielskiej
- jeżeli scena miłosna, to z prawie - pocałunkiem, w deszczu, albo w wschodzie słońca
- jeżeli bohaterka jest niekonwencjonalna, to musi być ostanim chamiszczem bez wychowania (podsłuchiwanie pod drzwiami, pogladanie w Pemberley, pytanie Darcy'ego "co pan tu robi?" w domu jego własnej ciotki, w którym sama jest gościem).
To jest naprawdę luźna ekranizacja dla młodych o młodych. Lizzie nie jest 21-letnią, ale dojrzałą i świadomą siebie damą od JA, tylko podfruwajką, wdzięczną, głupiutką nastolatką. Darcy to nie wyniosły pan na włościach, tylko smarkacz za wcześnie obarczony zbyt duża odpowiedzialnością za majątek i rodzinę.
Podoba się z reguły osobom nie przywiązanym do książki, lub jej nie znającym, ale przyznaję - jest urzekająca i może się podobać.

Anonymous - Sob 03 Maj, 2008 14:51

w sumie Trzykrotko piszesz najprawdziwszą prawdę. Muszę to wszystko przemyśleć i zrewidowac poglądy chyba :mysle:
Sofijufka - Sob 03 Maj, 2008 15:42

Trzykrotko - podsumowanie genialne!
Ulka - Sob 03 Maj, 2008 22:29

Harry_the_Cat napisał/a:
Ja ten film bardzo lubię, bo jest przede wszystkim pięknie zrobiony. I muzykę ma przecudowną. Ale to prawda, jako "ekranizacja" DiU 2005, tej 1995 do pięt nie dorasta.

Tak.
I z Trzykrotką też sie zgadzam :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group