To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Bridgerton, czyli fikcja histe(o)ryczna...

Agn - Pon 04 Sty, 2021 13:25

annmichelle napisał/a:
zostali wyróżnieni przez (białego) króla tytułem szlacheckim na skutek tego, że ów król zakochał się "w jednej z nas" i uczynił ją królową. I że było to małżeństwo z miłości. Przy czym odcinek czy dwa wcześniej widzimy, że owa czarnoskóra królowa (swoją drogą - negatywna postać w serialu) ma w nosie swojego poślubionego "z miłości" męża - gdy dworzanin donosi, że ma wieści od króla ta się pyta, czy to coś istotnego np. czy jej mąż już umarł. :roll:

Khem, no bylo powiedziane, ze krol sie wzial i zakochal i ochajtnal z milosci.
Nie wiem, czy ona tez go kochala, moze dla niej slub byl z powodu statusu spolecznego.
Ale nie chce mi sie sprawdzac w serialu, czy nie bylo ani inaczej. Wybaczcie, AZ TAK mnie nie wciagnelo.

A teraz krrrraaaaach! Zysk i s-ka wydaje Bridgertonow! Smiechlam okrutnie, jako ze Quinn wydawal do tej pory Amber, wiec czlowiek od razu wiedzial, z czym ma do czynienia - mowil mu to tytul, okropna okladka i, ekhem, renoma wydawnictwa.
Teraz bedzie mozna udawac, ze sie czyta lyterature. :rotfl:

annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 13:50

Agn napisał/a:
annmichelle napisał/a:
zostali wyróżnieni przez (białego) króla tytułem szlacheckim na skutek tego, że ów król zakochał się "w jednej z nas" i uczynił ją królową. I że było to małżeństwo z miłości. Przy czym odcinek czy dwa wcześniej widzimy, że owa czarnoskóra królowa (swoją drogą - negatywna postać w serialu) ma w nosie swojego poślubionego "z miłości" męża - gdy dworzanin donosi, że ma wieści od króla ta się pyta, czy to coś istotnego np. czy jej mąż już umarł. :roll:

Khem, no bylo powiedziane, ze krol sie wzial i zakochal i ochajtnal z milosci.
Nie wiem, czy ona tez go kochala, moze dla niej slub byl z powodu statusu spolecznego.
Ale nie chce mi sie sprawdzac w serialu, czy nie bylo ani inaczej.



annmichelle napisał/a:
Wniosek: tytuł szlachecki dostał ojciec księcia nie za zasługi, ale tylko za to, że był czarny i taki kaprys miał król. Dla mnie to dosyć rasistowskie. :wink:


Plus to co Ty piszesz - "czarna" królowa jest wyrachowaną su.ą :-P - aż dziw, że jeszcze nie ma skowytu o rasizmie serialu. Pewnie "piękne ocka" księcia przesłoniły resztę i wystarczą, żeby nie było posądzeń o rasizm. :cool: :wink:

Agn napisał/a:
A teraz krrrraaaaach! Zysk i s-ka wydaje Bridgertonow! (...)
Teraz bedzie mozna udawac, ze sie czyta lyterature. :rotfl:

Zysk i s-ka, nomen omen, wyczuli zysk. :mrgreen:

Trzykrotka - Pon 04 Sty, 2021 18:55

Tamara napisał/a:
I pamiętam, że w scenie omdlenia miała na głowie aksamitny beret :mrgreen:

Tamaro, ten beret mnie zaintrygował do tego stopnia, ze urządziłam poszukiwania i - oto jest! (u dołu strony)
https://www.tumgir.com/ta...d%20of%20hearts
Hazard of Hearts to dzieło miało tytuł. Helenka jako idealne Cartlanodwe dziewczę z dziecięcą buzią zostało przez ojca - hazardzistę (Christopher Plummer we własnej osobie) przegrane w karty razem z posiadłością i przyległościami wrednemu hrabiemu (sam Edward Fox, wykrzywiony na obliczu dla pokazania że ZUy jest i pożądliwy). Ale zanim Fox położył łapę na fortunie i pannie (dowolna kolejność), rzucił mu wyzwanie inny panicz, zdjęty szlachetnym, a niezrozumiałym porywem - i odegrał i ziemię i Helenkę, ale nie bardzo wiedzial, co z panienką począć. Bo poczynać sobie z nią nieobyczajnie nie mógł, a obyczajnie nie chciał, jak każdy.
Była jeszcze śmierć rozrywkowego tatusia panny, zbrodnicza mamusia szlachetnego księcia (prowadziła jaskinię hazardu), porwanie, poscig i cudowny ratunek - i och i ach :excited:
Aż obejrzałabym to jeszcze raz z czystego sentymentu (1987 rok! Mój Boże...)

BeeMeR - Pon 04 Sty, 2021 19:00

Oglądałam te cartlandowe dzieła z młodziutką Bonham Carter :mrgreen:
Admete - Pon 04 Sty, 2021 19:01

Na YT są te filmy, przynajmniej Damę i rozbójnika znalazłam. Hazard tez jest:

https://www.youtube.com/watch?v=etdrBKw3v1o

annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 19:12

Mam wszystkie cztery w wersji oryginalnej plus napisy :cool: - zaraz idę oglądać jeden z nich.
Chyba nigdy nie oglądałam "Pojedynku serc" :mysle: , a z pozostałych trzech chyba właśnie "Meandry miłości" podobały mi się najbardziej. :-P
To były czasy! Pamiętam, że oglądałam je pierwszy raz w wersji czarno-białej (taki miałam wtedy telewizor). :mrgreen:


Już kiedyś na forum była dyskusja o tych ramotkach. :-) Pamięta któraś z Was, w którym temacie to było? :mysle:

RaczejRozwazna - Pon 04 Sty, 2021 19:24

Kurczę, muszę to zobaczyć, bo oprócz "Ducha w Monte Carlo" chyba nic nie widziałam... :lol:
BeeMeR - Pon 04 Sty, 2021 20:12

Ja na pewno widziałam Ducha w Monte Carlo i Hazard of hearts, ale dwóch innych chyba nie :mysle:
Tamara - Pon 04 Sty, 2021 22:00

Trzykrotka napisał/a:

Tamaro, ten beret mnie zaintrygował do tego stopnia, ze urządziłam poszukiwania i - oto jest! (u dołu strony)
https://www.tumgir.com/ta...d%20of%20hearts
Hazard of Hearts to dzieło miało tytuł. Helenka jako idealne Cartlanodwe dziewczę z dziecięcą buzią zostało przez ojca - hazardzistę (Christopher Plummer we własnej osobie) przegrane w karty razem z posiadłością i przyległościami wrednemu hrabiemu (sam Edward Fox, wykrzywiony na obliczu dla pokazania że ZUy jest i pożądliwy). Ale zanim Fox położył łapę na fortunie i pannie (dowolna kolejność), rzucił mu wyzwanie inny panicz, zdjęty szlachetnym, a niezrozumiałym porywem - i odegrał i ziemię i Helenkę, ale nie bardzo wiedzial, co z panienką począć. Bo poczynać sobie z nią nieobyczajnie nie mógł, a obyczajnie nie chciał, jak każdy.
Była jeszcze śmierć rozrywkowego tatusia panny, zbrodnicza mamusia szlachetnego księcia (prowadziła jaskinię hazardu), porwanie, poscig i cudowny ratunek - i och i ach :excited:
Aż obejrzałabym to jeszcze raz z czystego sentymentu (1987 rok! Mój Boże...)

Taaaaaaak :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: !!!! Helcia przegraną w karty została , to mi się przypomniało :mrgreen: też bym sobie obejrzała , bo mimo że Cartland, film dobrze był zrobiony i aktorstwo niezłe, a Helcia cudna była :serduszkate:

Trzykrotka - Pon 04 Sty, 2021 22:11

O tak, była :serce2: Istna angielska róża. I jaka dobra obsada dla takiej głupotki.
annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 22:22

Trzykrotka napisał/a:
Istna angielska róża. I jaka dobra obsada dla takiej głupotki.

Właśnie skończyłam oglądać "Pojedynek serc" i "Meandry miłości". :-P
W pierwszym grał Michael York, Geraldine Chaplin, Billie Whitelaw, a w drugim oprócz wspomnianej Bohnam-Carter: Christopher Plummer, Robert Addie (niezapomniany Guy Gisbourne z "Robina z Sherwood"), Diane Rigg, Eileen Atkinson, Anna Massey, Edward Fox.
I wielu aktorów, których "skądś znam", ale nie kojarzę po nazwiskach. :wink:
Chyba większość miała frajdę grając te przerysowane role. :-P Naiwne to było do bólu :lol: , ale przynajmniej nie silili się na powagę, że "oto gramy wielkie kino", no i ten klimacik (zakamuflowany lepiej lub gorzej :-P ) drugiej połowy lat 80-tych i początku 90-tych.
Sentymentalno-nostalgicznie można obejrzeć :mrgreen: , komuś kto tego jeszcze nie widział - raczej nie polecę. :wink:

Aragonte - Pon 04 Sty, 2021 22:59

Trzykrotka napisał/a:
Aż obejrzałabym to jeszcze raz z czystego sentymentu (1987 rok! Mój Boże...)

Ej, ja też :D Wolę obejrzeć te ramotki z dobrymi aktorami niż obecną nieramotkę z mniej dobrymi :wink:

Tamara - Wto 05 Sty, 2021 09:06

Mimo wszystko nie można porównywać Cartland z harlekinami , więc i ekranizacja siłą rzeczy musi być lepsza :wink: Cartland była w stanie przynajmniej wymyślić jakąś spójną fabułę i wiarygodnych bohaterów , i nie pakowała gołej d... i godowego dyszenia w co drugą stronę :-P więc - mimo wszystko - było tam co zagrać , a dobrzy aktorzy potrafili zagrać to dostatecznie romansowo a bez kiczowatej przesady .
Trzykrotka - Wto 05 Sty, 2021 09:31

Cartland była strasznie sztampowa, bohaterów i bohaterki cięła jak od szablonu. Ale miała bardzo dobre pomysły fabularne i - co naprawdę jej się chwali - przeprowadzała porządny research historyczny zanim coś nasmarowała. Natomiast te powieścidła w stylu DaCapo są produktem cartlandopodobnym, przyrządzonym pod spaczony telewizją gust współczesnej czytelniczki. Coś jak DiU 2005 w stosunku do DiU 1995.
BeeMeR - Wto 05 Sty, 2021 09:33

Dobra, w pewien sposób można porównać, bo podobnie jak Quinn i inne Da Capo Cartland pisała wszystkie swoje romanse okropnie na jedno kopyto - tylko miała nieco inny wzór, dający pozór niewinności bo panna była młodziutka i niewinna a książę/markiz/inny utytułowany rozpustny bogacz był dokładnie tak samo zepsuty i jego początkowo prezentowana flama była zawsze o obfitszych wdziękach a panna chudziutka, o twarzy w serduszko i wyedukowana na dziesiątą stronę, zwłaszcza w kwestii starożytności. Zawsze kończyło się ślubem niebem i ekstazą.
No i książę miał do panny słabość oraz admirację dla jej wiedzy w wieku lat np. osiemnastu, ale traktował ją protekcjonalnie - cytat, który wszedł do naszego słownika z Anią: "nie zawracaj sobie tym swojej małej, ślicznej główki". Pfft :czekam2:
Harlekinów Desire nie znam bliżej, bo mnie nie interesowały, wyłącznie te quasi historyczne, jak Da Capo, Cartlandowa i takie tam, ew. nadnaturalne albo kryminalne współczesne cuda. Ale fakt, jest to jedna wielka romansowa bzdura na resorach, tylko ma mniej lub więcej dosadności.
W którymś Da Capo dziejącym się bodaj w dawnej Szkocji pan zamku wymyślił sobie i żonie prysznic - byłam absolutnie zachwycona taką bzdurą i odpowiednio poważnie traktowałam to wszystko - dlatego super mega "naukowe" rozkminy o autentyczności, historyczności romansów/kostiumów/rzekomych gwałtów tego ostatniego serialu zupełnie do mnie nie trafiają :-P

annmichelle - Wto 05 Sty, 2021 10:35

BeeMeR napisał/a:
Dobra, w pewien sposób można porównać, bo podobnie jak Quinn i inne Da Capo Cartland pisała wszystkie swoje romanse okropnie na jedno kopyto

Dokładnie. :-)
Romanse Cartland są słabe, przeczyta się jeden to tak jakby się przeczytało pozostałe 500 czy tam ile ich natrzaskała. :wink:
Natomiast mam jednego harlekina na własność :mrgreen: - pamiętam, że spodobała mi się ta historia (czytałam na wakacjach) i sobie go kupiłam. Nie wiem, czy to jakiś wyjątek, ale jest dużo lepszy od tych romansideł Cartland, więc sprawa nie jest taka czarno-biała jakby się wydawało. :mrgreen:


A i tak najlepsze były dla mnie gotyckie romanse historyczne Victorii Holt czyli Eleanor Hibbert. :-P Fajne bohaterki z charakterem, zawsze jakaś tajemnica lub zagadka kryminalna, gotyckie klimaty (zamek, smagane wiatrem wzgórza czy inne wrzosowiska :-P , jakieś duchy przeszłości), służba jest obecna na równi z arystokracją, a czasem akcja dzieje się głównie wśród niej, nie zawsze jednoznaczna historia miłosna. Niektóre książki działy się w Kornwalii, inne w bardziej egzotycznych zakątkach Imperium Brytyjskiego. Przeczytałam wszystkie, zdarzały się słabsze, ale generalnie to zupełnie inna (wyższa) liga niż Cartland.
Przeczytałam też całą serię (18 tomów) "Daughters of England" - Hibbert napisała je pod pseudonimem Phillippa Carr, każdy tom to jedno pokolenie kobiet - zaczynając od Henryka VIII, a kończąc na drugiej wojnie światowej. Fajna seria, więcej historii i autentycznych postaci, w Polsce wydali tylko kilka tomów i to w koszmarnym tłumaczeniu. :?
Załuję, że nie wydano po polsku jej historycznych książek (pod pseudonimem Jean Plaidy), bo mają dobre oceny, także wśród osób, które interesują się historią.

BeeMeR - Wto 12 Sty, 2021 12:36

Obejrzałam niedawno Hazard of Hearts oraz Ducha w MOnte Carlo - jakie to cudownie naiwne, żeby nie powiedzieć infantylne i niedorzecznie czarno-białe, zachwyconam :mrgreen:
Damy i rozbójnika nie znałam - Michael York i Hugh Grant - też sobie obejrzę - już się cieszę, że nie muszę takich peruk ani loczków nosić ;)

Trzykrotka - Czw 14 Sty, 2021 23:52

Żeby nam się nie zapomniało :mrgreen: możemy odświeżyć sobie pamięć quizem o Bridgertonach
https://polskatimes.pl/quiz/10845,jestes_fanka_bridgertonow_sprawdz_czy_dobrze_zapamietalas_fabule_serialu_quiz,q,t.html

BeeMeR - Pią 15 Sty, 2021 06:49

Och, ach, jednego punktu mi brakło do kompletu ;')

Dokończyłam Damę i rozbójnika - bardzo to rozrywkowe, acz wątek para - miłosny wielce na słowo honoru ;)

RaczejRozwazna - Nie 17 Sty, 2021 13:00

https://krytykapolityczna.pl/kultura/film/maja-stasko-bridgertonowie-serial-przemoc-seksualna/?utm_medium=Social&utm_source=Facebook&fbclid=IwAR2pfdEp-oYDAHCpbW5ktNVnDw7SdrOlH3LarHi2_hPAklx8ZqCWHOeyRBA#Echobox=1610794977

Czy to już było? Jestem "wstrząśnięta niezmieszana" szumem jaki wzbudził ten serial. Co to znaczy: "trafić na swój czas"...

annmichelle - Nie 17 Sty, 2021 13:54

RaczejRozwazna napisał/a:

Czy to już było? Jestem "wstrząśnięta niezmieszana" szumem jaki wzbudził ten serial.

Ja też. :roll:
W sumie dobrze, że obejrzałam jedynie pierwsze 4 odcinki, gdzie był jedynie pocałunek i lekkie "obmacywanki" w ubraniu głównej pary.
Może mnie coś ominęło :lol: , ale jakoś nie żałuję. :-P



P.S. Wczoraj obejrzałam "Emmę." (2020) i momentami miałam lekkie deja vu :cool: , ale jakby co to już w temacie o najnowszej ekranizacji "Emmy".

Tamara - Nie 17 Sty, 2021 17:59

RaczejRozwazna napisał/a:
https://krytykapolityczna.pl/kultura/film/maja-stasko-bridgertonowie-serial-przemoc-seksualna/?utm_medium=Social&utm_source=Facebook&fbclid=IwAR2pfdEp-oYDAHCpbW5ktNVnDw7SdrOlH3LarHi2_hPAklx8ZqCWHOeyRBA#Echobox=1610794977

Czy to już było? Jestem "wstrząśnięta niezmieszana" szumem jaki wzbudził ten serial. Co to znaczy: "trafić na swój czas"...

:shock: :shock: :shock: to mi przypomina jakiś program satyryczny dotyczący rozwoju kultury w przyszłości , gdzie jako jeden z elementów występował "panel muzykologów na temat twórczości Doroty Rabczewskiej" :zalamka: poważne rozkminy nad czymś co jest, nie owijajmy w bawełnę, katastrofalną szmirą :confused3: :zalamka: :paddotylu:

Trzykrotka - Nie 17 Sty, 2021 18:22

No dokładnie :roll: O serialu naprawdę nie da się rozmawiać inaczej niż tak, jak robiły to Agn z BeeMer. Dziewiętnastowieczny Londyn - buahahaha. Szkoda naprawdę energii na tego typu rozkminy.
Porównanie tego czegoś z Emmą uważam na nietrafione - ale to temat na inny wątek.

BeeMeR - Wto 19 Sty, 2021 10:59

Napiszę tu, bo tu była mowa o reszcie arcydzieł na podstawie Cartland- obejrzałam Flame is Love z 1979. Panna jest tu wyjątkową idiotką :zalamka: Dobra, ja wiem, że miała mieć 18 lat i wyruszyła w pierwszą, po części samodzielną podróż w życiu, to i musiała się wplątać w różne głupstwa, z sektą parającą się czarną magią włącznie. W roli demonicznego markiza Timothy Dalton :mrgreen:
Trzykrotka - Wto 19 Sty, 2021 11:23

O ty Karol... :mrgreen: No i widzisz ile skarbów się w tych cudnych książeczkach kryje :paddotylu:
Ja dziś wyczytałam na instagramie pełną zachwytu rozmowę na temat serii książek o Bridgetonach - która ciekawa (ta o Anthonym lepsza niż ta o Daphne itd) pod postem dziewczyny, która do tej pory czytała dobre rzeczy. A może tylko tak mi się wydawało.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group