To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Powiew Orientu II

Admete - Nie 10 Maj, 2015 21:08

Jak znajdę, to się zapoznam.
Admete - Pon 11 Maj, 2015 19:09

Za mną seans Mardaani - dobre kino sensacyjne z Rani w roli charakternej policjantki tropiącej handlarzy żywym towarem.
Szafran - Śro 20 Maj, 2015 15:12

Próbowałam obejrzeć "2 States" - i nie dojechałam nawet do Intermission. Nie miałam wielkich oczekiwań, DVD kupiłam sobie w ramach guilty pleasure, z całym stosem ambitnego kina festiwalowego. Żeby dla oddechu obejrzeć coś miłego, optymistycznego, kolorowego, nieszczególnie angażującego mózg;), z odrobiną międzystanowych stereotypów, z miłym chłopakiem, ładną dziewczyną, miłością - taka tam filmową landrynkę.
Ale tego nie da się oglądać. Alia Bhatt jako Tamilka to w ogóle jest jakaś gigantyczna obsadowa pomyłka, ale nawet pominąwszy już tę kwestię - jej bohaterka jest potwornie irytująca i antypatyczna. Bohater - rozmemłany, bezwolny wymoczek bez charyzmy.
Obraz Południa taki, jakby twórcy tego filmu w ogóle tej części kraju nie znali:>.

A książka Chetana Bhagata - na której podstawie rzecz zrealizowano - ponoć całkiem przyjemna.

Na odtrutkę obejrzałam coś z Tamil Nadu. "Paruthiveeran", film z 2007, świetna rzecz, bardzo dobrze zrealizowana. Intensywna, gęsta, brutalna - choć niby o uczuciu:>. Acz niestety, potwornie przygnębiająca. Zatem nadal potrzebuję optymistycznego seansu;).
Tu piszę więcej:

https://hunterwaalii.wordpress.com/2015/05/20/paruthiveeran-2007-w-swiecie-instynktow/

Trzykrotka - Śro 20 Maj, 2015 16:21

Z 2 States męczyłam się podobnie - co mnie zmartwiło ze względu na aktorów, bo obsada teoretycznie do złych nie należy. Alia Bhatt nie jest w ogóle moją ulubienicą, ale ma dobrą opinię w branży, ale Arjun Kapoor, który podobał mi się w debiucie, tutaj miał jedną minę na krzyż. Oboje mnie irytowali.
To było moje drugie podejście do filmów - adaptacji tego pisarza. Po 3 Idiots miałam już bardzo cienką minę, a 2 States tylko mnie w niej utwierdziło.

Szafran - Śro 20 Maj, 2015 16:41

Ja Alię bardzo doceniłam w "Highway" - bardzo dobra rola, wręcz dla niej skrojona. Gdzie wszelkie niedostatki stały się atutami.

Ale tu... no dobra, najpierw musiałaby mieć postać do zagrania, a to przecież kuleje na poziomie scenariusza.

Z ekranizacji Bhagata polecam "Kai Po Che" - bardzo przyzwoita rzecz, choć z masowej półki:). "Idiots" od kilku lat leży nieodfoliowane na półce i się boję;).

Trzykrotka - Śro 20 Maj, 2015 19:15

Kai Po Che nadgryzłam, ale chyba film nie trafił na swoj czas. Pewnie zrobię drugie podejscie kiedys. O 3 Idiots nawet pisać mi się nie chce. Bardziej przereklamowanego dzieła nie widziałam. Kibelkowy dowcip, lopatologiczna ideologia, rzecz dla statystycznego czternastolatka do porechotania sobie.
Szafran - Śro 20 Maj, 2015 23:53

"Piku" jest cudne. Wybierzcie się, jak będziecie mieć okazję. I się wyśmiałam, i popłakałam. Film, który opiera się na dobrych dialogach i świetnie skonstruowanych postaciach, które lubi się pomimo wszelkich przywar. I hihi, odnalazłam charakterologiczne pokrewieństwo z postacią Deepiki;).

I można zabrać rodzinę - podobnie jak "Lunchbox" rzecz bardzo uniwersalna, która dotrze i do widza, co z kinem indyjskim nie ma do czynienia. Podobnie i w tych samych momentach rżała i polska, i indyjska część sali:).

Wkleję jeszcze linka, jak napisze porządną recenzję. Tak się tylko na świeżo zacieszam:). I w Lunie częstowali dziś samosami i czajem z Namaste India przed seansem:D

Tylko niestety, polskie napisy są słabe. Dużo kwestii pominiętych, przekład totalnie nie trzyma odpowiedniego rejestru językowego.

Admete - Czw 21 Maj, 2015 07:13

Mam nadzieję, że kiedyś ten film dorwę i obejrzę. W jedyny dostępny mi sposób :roll: :?
Szafran - Pią 22 Maj, 2015 09:53

No, Piku opisane:):

https://hunterwaalii.wordpress.com/2015/05/22/piku-recenzja/

Cathie - Pon 25 Maj, 2015 05:48

Rozpiska NEW AGE Bollywood w kinie Kijów Centrum:
http://filmowacafe.pl/wyd...ydarzenia_id/40

Trzykrotka - Pon 25 Maj, 2015 11:09

Mam bilet na PIKU! :banan:
Szafran - Pon 25 Maj, 2015 17:27

To miłego seansu:)
Admete - Pon 25 Maj, 2015 19:14

Ależ ci zazdroszczę.
Trzykrotka - Pon 25 Maj, 2015 19:32

Admete napisał/a:
Ależ ci zazdroszczę.

Tradycyjnie Hermia była moim aniołem stróżem - zarezerwowała, zadzwoniła, zawiadomiła :serduszkate:

Anaru - Wto 26 Maj, 2015 14:03

Tez zazdroszczę...
We Wrocławiu bolly chyba znikło zupełnie :mysle:

Trzykrotka - Śro 27 Maj, 2015 21:30

A zanim Piku, zajrzałam jeszcze do zasobów i wybrałam alfabetycznie :wink:

Bombay Talkies to założone w 1934 w Bombaju legendarne studio filmowe. Filmem Bombay Talkies (2013) kino hindi postanowiło uczcić stulecie swego istnienia. Nie miał on opowiadać o powstaniu, źródłach i inspiracjach północnoindyjskiej branży filmowej, tylko czcić to, co było i zapowiadać to, co będzie. Formę wybrano bardzo ciekawą - film składa się z czterech nowel wyreżyserowanych przez znakomitosci kina hindi: Ajeeb Dastaan Hai Yeh wyreżyserował Karan Johar, Star - Dibakar Banerjee, Shiela Ki Jawaani - Zoya Akhtar, Murabba - Anurag Kashyap. Jako rzecze wikipedia, film spotkał się z przychylnym przyjęciem krytyki, był hitem wśród publiczności, pokazano go na festiwalu w Cannes.
Powiem szczerze, że jeżyłam trochę włoski na ogonie, bojąc się i tego dość dziwnego zestawu twórczego (pogódź tu człowieku styl Karana Johara ze stylem Anuraga Kashyapa :shock: ), zapuściłam z palcem nad klawiszem "stop" i - ani się obejrzałam, a zaczynała się czwarta nowela, a ja byłam tak samo zaciekawiona, jak na początku.
Pokrótce: kawałek Karana opowiada o tym, o czym Karan zawsze napomykał, ale komediowo i ukradkiem. Tym razem wprost, bardzo prosto, bez rozbuchanej estetyki, porusza temat homoseksualizmu i postaw w stosunku do niego. Mamy niebiedne małżeństwo dwojga osób robiących kariery - Gayatri (wspaniała Rani Mukherjee) jest zastępcą naczelnego w ichniej Vivie, a Dev (wyciszony i opanowany Randip Hooda) odpowiednikiem Tomasza Lisa w stacji telewizyjnej. Przyjaźń kobiety z młodym-bezczelnym-sympatycznym praktykantem z jej redakcji, który otwarcie mówi że jest gejem, powoduje ujawnienie prawdy o jej małżeństwie - Dev również jest gejem, tylko nie umie się do tego przyznać.
Nowela nr 2 opowiada o dniu z życia pewnego obecnie bezrobotnego niegdyś - aktora (znakomity Nawazuddin Sidiqui, ten z Lunchbox i Kahaani), którego życie przesiąknięte jest filmami do tego stopnia, że nieszczególnie stara się on złapać jakiś zakręt, zadbać o rodzinę i chore dziecko. Pewnego dnia dostaje szansę na zmianę samego siebie, a to za sprawą pewnego duchowego doznania. I szansy otarcia się ramieniem o wschodzącego gwiazdora :lol:
Shiela Ki Jawaani, przesławna bohaterka przesławnej piosenki z okropnego filmu, jest bohaterką dzieciaka, który nie chce być silny, męski i grać w footbol, jak każe ojciec (Ranvir Shorey). Woli malować się, zakładać sukienki i tańczyć. Podnietą do podążania za marzeniami są słowa Katriny Kaif z wywiadu, który mały słyszy w tv.
I ostatnia nowela opowiada o młodym mężczyźnie, wysłanym przez chorego ojca do Mumbaju ze szczególną misją. Ma on mianowicie spotkać Amitabha Bachchana i poprosić go o spróbowanie matczynej konfitury - reszta tak uświęconego przetworu będzie rodzinnym lekiem na całe zło. Przed laty tak samo było ze słojem miodu, w którym zanurzył palce sam Dilip Kumar... Powiem tylko, że Amitabh pojawia się w tej ostatniej opowieści :lol:
Film jako całość jest spójny i nie robi wrażenia patchworku zszytego z niedopasowanych kawałków. Opowieści, choć noszą znamiona swoich twórców, przechodzą płynnie jedna w drugą, okraszone cytatami z innych filmów, starymi i nowymi piosenkami. Pokazują życie jakie jest, a nie jakie być powinno - nieco przaśne, nieco brudne, zdrowo obszarpane. I są całe skąpane w filmie - to naprawdę fenomen, do jakiego stopnia Indusi żyją kinem. Naprawdę warto to zobaczyć.
Koniec wieńczy piosenka Apna Bombay Takies, jakby jeszcze jedna mała opowieść o filmie. W kilkuminutowej sekwencji pokazano nam więcej gwiazd, niż na firmamencie w letnią noc :wink: Panowie i panie z minionych lat pokazują się nam w kawalątkach swoich filmów, 20 współczesnych gwiazd kina - od Anila Kapoora o Ranveera Singha, od Juhi i Sridevi po Sonam i Deepikę - wszystkich razem oglądamy w wielkim finale.
A co tam, zalinkuję
https://www.youtube.com

BeeMeR - Czw 28 Maj, 2015 10:31

Trzykrotka napisał/a:
A co tam, zalinkuję
link odsyła nigdzie a obejrzałabym :kwiatek:
Trzykrotka - Czw 28 Maj, 2015 10:58

Sori! Już daję nowy
https://www.youtube.com/watch?v=GHgoMf24jro

Część najstarsza niesamowicie mnie wzrusza :oklaski:

Szafran - Czw 28 Maj, 2015 13:11

Ja o BT pisałam tutaj:

https://hunterwaalii.wordpress.com/2014/10/26/bombay-talkies-2013-recenzja/

Bardzo mnie ten film zaskoczył, na plus. Bo właściwie niewiele dobrego tu oczekiwałam. Reżyserskie dokonania Karana są dla mnie, delikatnie mówiąc, nieznośne, a Dibakara kojarzyłam raczej jako kogoś, kto koncertowo kładzie całkiem niezłe pomysły (dopiero po BT obejrzałam świetny "Shanghai"). A tu i Karan zrobił coś interesującego, a Banerjii najlepszą historię w zestawie. W sumie najbardziej zawiódł mnie ulubieniec Kashyap;). Koncept kupiłam, acz jak to w nowelowcach, poszczególne segmenty nierówne i nieco naciągane pod temat.

Ale choć raz "Sheila ki Jawaani" obejrzałam z przyjemnością;).

Admete - Czw 28 Maj, 2015 16:57

Obejrzę sobie ten film w najbliższym możliwym czasie.
Szafran - Czw 28 Maj, 2015 18:18

Ja sobie niedawno przypomniałam pewien wyjątkowy film sprzed kilkudziesięciu lat. Nieco zapomniany, a niesłusznie, bo to jeden z ciekawszych przykładów kina autorskiego, wyjątkowy formalnie. Powinni go zobaczyć wszyscy, co to kino indyjskie sprowadzają do infantylnych, roztańczonych melodramatów. I traktują je jako zabawne egzotyczne kuriozum. Nawet współcześnie, kiedy kino niezależne ma się w swojej niszy całkiem nieźle, niewielu by się odważyło na podobny eksperyment. A Sunil Dutt się odwazył - w 1967 r. "Yaddein" (nie mylić z tym z 2000+;))
https://hunterwaalii.wordpress.com/2015/05/26/yaddein-1967-smialy-eksperyment/

A w ramach antyciekawostki. Nie posłuchałam licznych ostrzeżeń i obejrzałam "Hawaizaadę". Bo mnie steampunkowy zwiastun zaciekawił.

https://www.youtube.com/watch?v=pjtN0IV_lJc

Zatem obejrzyjcie zwiastun - i niech Wam to wystarczy. Zwiastun powinien dostać fachową nagrodę - trudno uwierzyć, że z czegoś tak złego wykrojono taki sympatyczny trailer.
Najgorzej wydane 300 rupii:>. Ten film jest tak spektakularnie nieudany, że trudno to ująć w słowa.

BeeMeR - Czw 28 Maj, 2015 18:34

Szafran napisał/a:
Zatem obejrzyjcie zwiastun - i niech Wam to wystarczy. Zwiastun powinien dostać fachową nagrodę - trudno uwierzyć, że z czegoś tak złego wykrojono taki sympatyczny trailer.
A czy film jest choć tak ładny wizualnie jak zapowiada zwiastun?

Trzykrotka napisał/a:
Sori! Już daję nowy
https://www.youtube.com/watch?v=GHgoMf24jro

Część najstarsza niesamowicie mnie wzrusza :oklaski:
Ile tam sław! Niektóre fragmenty filmów rozpoznaję :mrgreen:
A jak Akshay podtatusiał :mysle:

Szafran - Czw 28 Maj, 2015 18:59

Jest równie ładny jak zwiastun, ale nie do końca. Widać te momenty, kiedy brakło budżetu. I wycyzelowane obrazki sąsiadują z bardzo marnym CGI rodem z wątku o filmach z rekinami mutantami.
Jest taki moment jak bohater ma coś w stylu kostiumu Batmana i leci sobie ponad morzem. O rraaaaany. Albo jak lecą machiną latającą - i wsteczna projekcja jak w scenach samochodowych w latach 50. :D :D:D.

I obrazki nie wynagradzają tego, że nie ma tu scenariusza i jest do bólu nudno. Tak nudno, że nawet nie bardzo jest z czego rechotać.

Trzykrotka - Sob 30 Maj, 2015 19:03

Piku, czyli śmierć i kupa przychodzą nieoczekiwanie.
Na początek powiem wielką prawdę objawioną: nic nie równa się z obejrzeniem filmu na wielkim ekranie kina ze znakomitym systemem dolby surround, w wygodnym fotelu wśród publiczności, która wie, na co przyszła. Miło było oglądać znajomych z for internetowych, moją grupę z lektoratu hindi, wielu Indusów wśród widzów. Człowiek otoczony dźwiękami filmu ze wszystkich stron, zaczarowany jego magią, kolorem, czarem pięknych zdjęć i muzyki, nie myślący, że tyłek go boli i że trzebaby sobie zrobić kanapkę albo herbatkę, to zupełnie inny, lepszy widz. I dobre towarzystwo u boku, oczywiście. Oglądałyśmy film ramię w ramię z Ren :kwiatek:
Piku to kino, jakiego nie powstydzi się żadna kinematografia. Znakomicie zagrane, świetnie oprawione robotą operatorską i dźwiękową, dobrze napisane. Prosta historia ma głąb, nad którą można się pochylić. Znakomicie ogląda się aktorów. Amitabh Bachchan nie bojący się pokazać w całej oprawie nieco już niedołężnej starości, nieco zapyziały zewnętrznie, wydaje się świetnie bawić rolą nieznośnego Baskora. Deepika rozwinęła się z malowanej lali w rasową aktorkę. Rola Piku jest nie przerysowana, bardzo wyważona w elementach składowych. Deepika nadaje bohaterce i rys niemiłej, kolczastej twardości i nieckliwą miękkość kiedy trzeba. Bez Irrfana i jego kojącej obecności w ogóle nie wyobrażam sobie tego filmu. Już nie mówię, że wibracje między nim, z Deepiką były tak elektryzujące, że chętnie obejrzałabym jakiś rasowy romans z ich udziałem.
Podsumowując - Piku to znakomity film festiwalowy.
A teraz napiszę z pozycji nie domorosłego krytyka kinowego, ale czysto subiektywnie - okiem widza, który przyszedł do kina po tygodniu ciężkiej pracy.
Nie wiem, czy mogę go z czystym sercem polecić :-| Kiedy już zapłonęły światła i zaczęliśmy się przemieszczać w stronę drzwi, wymieniłyśmy z Ren podobne refleksje. Ja - że gdybym oglądała ten film w domu, zapewne skończyłabym seans na długo przed intermission. Ren cieszyła się, ze nie zabrała swojej drugiej połowy, bo zapewne nie miałaby już nigdy więcej szansy na pokazanie mu filmu z Bollywood.
O co chodzi: ten film atakuje ścianą słów, gada się w nim, gada-gada-gada. W pierwszej części na dodatek większość rozmów toczona jest podniesionymi głosami, w atmosferze wiecznego zdenerwowania. Tematem rozmów jest głównie kupa pana B, jej kolor, konsystencja, częstotliwość występowania, techniki wyróżniania się i tym podobne. Wariacje od tego tematu to wysokość temperatury i ciśnienia. To wszystko jest logiczne i wynika z charakteru postaci, ale dla widza nie mającego podniety w postaci zbiorowego przeżycia kinowego oraz znękanego słuchaniem gadania przez calutki miniony tydzień, rzecz może być trudna do przełknięcia. Lojalnie uprzedzam.
Po intermissiom jest już ciszej, wtedy też następuje chyba najpiękniejsza sekwencja - jazdy Amitabha na rowerze ulicami Kolkaty.

Szafran - Pon 01 Cze, 2015 09:54

Info dla Krakowa z FB tamtejszej indologii. Film bardzo polecam, interesująca rzecz. Do pomyślenia, ale nie jest to jakieś szczególnie wyrafinowane kino artystyczne trudne do odczytania. Wsparcia produkcyjnego udzieliła Kiran Rao.

Cytat:
W ramach tegorocznych Dni Indyjskich zapraszamy na projekcję filmu "Statek Tezeusza" (Ship of Theseus), którą poprzedzi wykład "Przemiany w kinie indyjskim po 2010 roku", Tatiana Szurlej (Uniwersytet Jagielloński)

Reżyseria: Anand Ghandi
Premiera: 2013
Język: angielski, hindi
Występują: Aida Al-Khashef, Neeraj Kabi, Sohum Shah
Czas trwania: 143 minuty

Film składa się z trzech opowieści, których wspólnym tematem jest paradoks statku Tezeusza i składające się nań pytanie, czy jeśli wszystkie elementy złożonego obiektu zastąpimy nowymi, to czy obiekt pozostanie ten sam. Każda z historii - opowieść o niewidomej dziewczynie zajmującej się fotografią, o odmawiającym pomocy medycznej, umierającym dżinijskim mnichu i wreszcie o handlu ludzkimi narządami - dotyczą przeszczepów. Każda opowieść ma swój niepowtarzalny rytm i każdą można potraktować jako odrębną, zamkniętą całość. Trzy składowe filmu Gandhiego pozwalają też każdemu znaleźć w dziele treści, które najlepiej do niego przemówią, opowieści przechodzą bowiem od psychologicznej, poprzez poetycką do filmu sensacyjnego.

Wtorek, 9 czerwca, godz. 19.00, Kawiarnia "Cudowne lata", ul. Garncarska 5



A, jeszcze zwiastun:

https://www.youtube.com/watch?v=p5xt0cKasDw



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group