Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
praedzio - Nie 01 Sie, 2010 11:15
Nie ma sprawy. Ustalcie jakiś termin i miejsce, ja się dostosuję.
RaczejRozwazna - Nie 01 Sie, 2010 11:20
| praedzio napisał/a: | Właśnie się zastanawiam nad pójściem jakoś w tygodniu, tylko mnie z kolei odstręcza Nicolas Cage ze swoją spanielowatą miną. Ale mam po prostu ochotę na film w tym klimacie. Mówisz, ze najpierw SW powinnam sobie odświeżyć? |
Aluzje są raczej czytelne, więc specjalnie nie trzeba sobie odświeżać
jeśli chodzi o obsadę - mnie z kolei odstręczała Monica Bellucci jako ukochana czarnoksiężnika. Strasznie sztuczna była, dobrze, że pojawiła się na dobre dopiero na końcu.
jedna rada - jak się na to wybieracie dziewczyny, to nie spodziewajcie się za wiele, wtedy jest szansa, że się nawet rozerwiecie
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 11:51
| praedzio napisał/a: | Nie ma sprawy. Ustalcie jakiś termin i miejsce, ja się dostosuję. |
Pewnie któryś weekend by wchodził w grę
Admete - Nie 01 Sie, 2010 15:01
ja chcę Incepcję...Ale oczywiście nie grają u mnie To jak mantra normalnie.
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 15:12
| Admete napisał/a: | ja chcę Incepcję...Ale oczywiście nie grają u mnie To jak mantra normalnie. |
Ale u nas grają
http://film.onet.pl/1,repertuary.html
To co - mam rezerwować bilety na przyszły weekend?
Admete - Nie 01 Sie, 2010 15:15
Jest to jakas opcja Poczekaj do jutra
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 15:22
Dobra, poczekam
praedzio - Nie 01 Sie, 2010 20:19
W 3D??
Aragonte - Nie 01 Sie, 2010 20:27
Nie musi być w 3D, jeśli o mnie chodzi - od 3D mnie głowa boli
praedzio - Nie 01 Sie, 2010 20:32
Właśnie rzec chciałam, że powariowali z tym 3D...
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:04
Wczoraj w tutejszym media markcie widziałam tv 3D. Pogłupieli już ludzie...
Ja właśnie obejrzałam "Życie od kuchni" z Zetą-Jones i Eckhartem. Tego mi dzisiaj było trzeba. Po prostu idealnie. Przewidywalnie, uroczo, trochę smutno, z tym smakowitym jedzeniem...
Świetnie mi się oglądało, na wieczorny relaks polecam jak najbardziej.
http://www.filmweb.pl/Zycie.Od.Kuchni
Yvain - Nie 01 Sie, 2010 21:09
Mi też się podobało, ale wolę jednak ta wcześniejszą wersję w niemieckiej komedii "Tylko Martha"
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:14
Właśnie na filmwebie mi się pojawił odnośnik do tego. Poszukam w wolnej chwili Ja nie chciałam ambitnego, trudnego filmu, ale czegoś przyjemnego i ten film taki był, więc mi się podobało
Admete - Nie 01 Sie, 2010 21:15
Nie widziałam żadnego filmu w 3D i jakoś mi się nie spieszy. Mam nadzieję, że ta moda minie.
trifle - Nie 01 Sie, 2010 21:16
Ja widziałam w jednym z muzeów pokaz slajdów w 3d. Jakieś fragmenty filmów też chyba były. Okulary mnie irytowały, siedziałam za blisko, tylko mnie to denerwowało, wolę zdecydowanie dobrą jakąś 2d.
Anonymous - Nie 01 Sie, 2010 21:17
Jedyny film 3D jaki chcę zobaczyć to "Miasto ruin"
BeeMeR - Pon 02 Sie, 2010 11:45
Siódmy strumień / Seventh Stream (2001)
Film urzekł mnie od pierwszego kadru krajobrazami skalistego, mało gościnnego wybrzeża Irlandii , biednej, rybackiej wioski, łodzi, i takich zwykłych, biednych ludzi, niekoniecznie szczęśliwych, tęskniących do miłości tej już nieistniejącej i tej niemożliwej, lub po prostu do godnego życia bez głodu.
A wszystko to zabarwione celtycką legendą o selkie - fokach, które podczas Siódmego Strumienia (może mi ktoś wytłumaczy co to właściwie? ) potrafią przybrać kobiecą powstać, nie mogą jednak zbyt długo zostawać na lądzie, ani zgubić foczej skóry.
Bardzo klimatyczny, niepochopny film - polecam.
Praedzio
praedzio - Pon 02 Sie, 2010 11:59
Cała przyjemność po mojej stronie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co to znaczy termin "siódmy strumień". To jest nazwanie pewnego okresu czasu jak np. co drugi księżyc lub podobne.
Tu trochę informacji o selkie: http://selkiesound.bravepages.com/selkie_stuff.htm
Być może Aragonte będzie wiedziała więcej.
Agn - Pon 02 Sie, 2010 23:02
Wczoraj razem z siostrą obejrzałyśmy dla odprężenia Julie & Julia.
Pani w wieku ok. lat 30-stu ma męża i drętwą pracę, którą ja bym znienawidziła po jednej minucie, ale ona w niej pracuje, bo... w sumie bo tak. Na jednym ze spotkań ze swoimi przyjaciółkami (których pewnie też bym nie lubiła) dochodzi do wniosku, że niczego w życiu nie osiągnęła i nie ma niczego, z czego mogłaby być dumna. Postanawia zatem w ciągu roku przerobić wszystkie przepisy z książki kucharskiej Julii Child. 365 dni, 500-ileś przepisów. Zakłada bloga i pisze o swoich postępach. Blog z czasem zyskuje na popularności.
Historia Julie przeplata się z historią Julii Child z lat 50-tych XX wieku, kiedy to Julia jeszcze nie była tą Julią z telewizji, która napisała fenomenalną książkę kucharską i zrobiła dzięki niej furorę. Pani Child nie umie gotować, ale uczy się tego we francuskiej szkole, nie można odmówić jej determinacji i zapału.
Powiem tak, film taki do obejrzenia i niekoniecznie powrotu do niego. Jakoś nie chwyta mnie za serce wielkie osiągnięcie w postaci całorocznego gotowania. No ale dzięki temu Julie Powell zrobiła karierę (historia jest autentyczna). Niech jej tam, wybiła się dziewczyna i została pisarką, tak jak jej się marzyło.
Wg mnie film byłby lepszy, gdyby został skrócony o jakieś pół godziny. Dwie godziny pitraszenia to dla ciut za dużo. O wiele bardziej podobały mi się sekwencje z życia Julii Child, niż współczesna opowieść Julie Powell, niemal zakochanej w swojej kuchennej idolce. A właściwie nie niemal - na końcu, gdy stoi przed zdjęciem pani Child i mówi "Kocham cię, Julio" dochodzę do wniosku, że to jednak miłość.
W rolii Julii Child pojawiła się Meryl Streep (czy jest coś, czego ta kobieta nie potrafi zagrać? Chyba nie!), w roli jej męża Stanley Tucci (świetny).
Julie Powell gra Amy Adams - tak, ta, co grała Księżniczkę "Przepraszam, czy ktoś zna drogę do pałacu?" w Zaczarowanej.
Tak jak piszę - ciut za długi, trochę przesadzony i jak na kuchenny film za mało pachnie, ale można poczuć głód w trakcie seansu.
Admete - Wto 03 Sie, 2010 09:34
A mnie się bardzo podobał i świetnie się bawiłam zwłaszcza przy wątku dawniejszym z Meryl Streep A Julia z naszych czasów znalazła sobie odskocznię od codzienności w psotaci gotowania i pisania o tym. W zasadzie gotowanie było pretekstem, to pisanie było istotne I tam nie chodziło wcale o poczucie głodu w trakcie seansu - bardziej o znalezienie właściwego miejsca w życiu - obie Julie znalazły je pisząc książki Dla mnie w końcu Amy Adams zagrała rolę, w której mnie nie irytuje.
Agn - Wto 03 Sie, 2010 09:38
Uczucie głodu dla widza - wiesz, jak w przypadku np. "Czekolady". Oglądasz i masz ochotę na coś słodkiego.
A Amy Adams zagrała fajnie w innym filmie (także z Meryl) - "Wątpliwość". Niesamowity film.
Admete - Wto 03 Sie, 2010 10:06
| Cytat: | | Uczucie głodu dla widza - wiesz, jak w przypadku np. "Czekolady" |
Moim zdaniem, nie to było celem tego filmu. Przy Czekoladzie zresztą tez nie Ani przy jednym ani przy drugim nie odczuwam potrzeby jedzenia czegokolwiek Julie i Julia to nie jest film o gotowaniu
Anonymous - Wto 03 Sie, 2010 13:33
Ale ja nic nie poradzę, że miałam ochotę jeść, przy "Czekoladzie" mniej, ale przy Juliach bardzo.
Meryl jest genialną aktorką!!
BeeMeR - Wto 03 Sie, 2010 14:18
Małe kobietki [1933]
Uznałam, że najwyższa pora zapoznać się z "Małymi kobietkami", których dotąd unikałam bo wydawało mi się, że same kobiety to nic ciekawego
I mimo iż panowie oczywiście są i wątki miłosne tudzież trochę racji miałam, albowiem film mogę podsumować zdaniem: "o matko i córko jak one się wszystkie wydzierają na wyprzódki"
Jakbym oldskula oglądała - co najmniej dwukrotnie zwątpiłam, czy film ten dokończę przez wzgląd na moje biedne uszy.
Nie wiem czy wic polega na złym nagłośnieniu, czy na tym, że dorosłe kobiety udawały młódki w dużej mierze za pomocą przekrzykiwania się, faktem jednak jest, że strasznie mnie to denerwowało, a szkoda, bo i historia jest bardzo przemyślana i postaci barwne i kostiumy piękne.
Najbardziej zaś irytowała mnie Katharine Hepburn jako Josephine March - z jednej strony wspaniale przedstawiona postać niepokornej, zadziornej chłopczycy, z drugiej źródło największego jazgotu.
i jej przyjaciel Laurie
Znacznie bardziej podobały mi się jej filmowe siostry:
stonowana Meg i jej romans:
szalenie nieśmiała Beth i jej pianino
i niesforna Amy
oraz inne postaci z upiorną cioteczką na czele
Pięknie pozowane ujęcia
Wielka szkoda, że nie mogę polecić z czystym sumieniem.
Agn - Wto 03 Sie, 2010 22:02
Basiu, zazdraszczam. Uwielbiam "Małe kobietki" (jedna z książek dziewczęcych, którą przeczytałam w dzieciństwie z przyjemnością), a widziałam tylko jedną ekranizację (tę z Susan Sarandon i Winoną Ryder).
|
|
|