To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałem...

Anonymous - Śro 23 Sie, 2006 15:35

Miłoszku, Twój avatarek mnie rozczula... :D
Agn - Śro 23 Sie, 2006 15:54

Miłosz, który Colin F.?! Bo dwóch ich jest. :shock:
miłosz - Śro 23 Sie, 2006 17:26

Agn napisał/a:
Miłosz, który Colin F.?! Bo dwóch ich jest. :shock:


moim zdaniem o tym drugim Colinie to wspominać nie nalezy (przynajmniej w obecnośći mua :mrgreen: )

Agn - Śro 23 Sie, 2006 17:47

Hmpf! Ja nie wiem, którego ty określasz mianem "drugiego Colina". No to którego nie lubisz? Farrela czy Firtha?
Gosia - Śro 23 Sie, 2006 17:51

Akurat w "Milosci kobica" to Colin nie bardzo mi sie podobal...
ale w innych filmach bardzo.

Milosz, Twoj gifek z goimnastykujacym sie misiem sobie zapisalam (jest uroczy :D ) , a dopiero przed chwila mialas inny ;)

Anonymous - Czw 24 Sie, 2006 09:45

Ja właśnie obejrzałam "Miłość kibica" i gdyby nie Colin, pewnie ten film by mi się nie podobał :D . Jeżeli chodzi o niego, nie potrafię być obiektywna.
Harry_the_Cat - Czw 24 Sie, 2006 10:13

Czy "Miłość kibica" to na podstawie N. Hornby'ego "Fever Pitch"? Bo nie wiem jak ten tytuł brzmi w wersji polskiej. Tytuł książki to "Gorączka futbolowa".
Anonymous - Czw 24 Sie, 2006 11:04

Tak, to to.
Harry_the_Cat - Czw 24 Sie, 2006 11:07

Dzięki. To widziałam kiedyś fragment i wcale nie żałowałam, że nie udało mi się obejrzeć całości. Jak widzę dalej chyba nie mam czego żałować.
Agn - Pią 25 Sie, 2006 21:35

Kurczę, a ja bym chciała się z tym zaznajomić...
Agn - Sob 26 Sie, 2006 08:22

Wczoraj w późnych godzinach wieczornych zademonstrowałam mojemu przyjacielowi film pt. Życie jak dom. Mieliśmy obejrzeć tylko kawałek, no bo późno było, a dzisiaj oboje do pracy, ale... nie dało się. Obejrzeliśmy cały. :mrgreen: Widziałam ten film po raz chyba stutysięczny, a i tak się spłakałam.
W skrócie o czym to jest: George jest rozwiedziony, jego syn go nienawidzi, była żona ma nową rodzinę. Ogólnie - rodzinka niezbyt rozkoszna. Pewnego dnia traci pracę, do tego okazuje się, że jest śmiertelnie chory. Postanawia zburzyć ruderę, w której mieszkał, i zbudować nowy dom. Zabiera do siebie wiecznie wściekłego syna i stara się z nim nawiązać kontakt. Była żona znów staje się dla niego niezwykle ważna...
Jest to niezwykle ciepły, cudownie zagrany, opatrzony przepiękną muzyką film. Wcale nie o umieraniu - właśnie o życiu. I miłości. Można się wzruszyć, ale i uśmiechnąć. No i ta obsada! Kevin Kline, Kristin Scott Thomas, Mary Steenburgen, Jena Malone, Sam Robarts... no i aktor, dla którego ten film wieki temu w ogóle kupiłam (przy okazji odkrywszy cudo filmowe) - Hayden Christensen. Lubię go. I to bardzo. Ten film to plaster na paszcze tych, którzy obejrzywszy tylko i wyłącznie Star Wars skreślili go jako aktora.
Film wszystkim serdecznie polecam.

Anonymous - Sob 26 Sie, 2006 16:52

Ja "Kod da Vinci" ogladnęłam właśnie. I dobrze że do kina nie poszłam vbo kasy bym żałowałą. Nie jest najgoerszy ale fenomenalny nie jest.
kami - Sob 26 Sie, 2006 17:42

Wczoraj po raz kolejny obejrzałam "Magię dla początkujacych" z Russellem Crowe'm i Bridget Fondą na Zone Europa. Zawsze ten lekki film lubiłam (od pory gdy byłam zadurzona w Russellu po Gladiatorze :wink: ), a i teraz obejrzałam go z przyjemnością. Dla chetnych powtórka w dniu 31 sierpnia.
Anonymous - Sob 26 Sie, 2006 22:09

Jestem po dwóch filmach.
Pierwszy - "Wszystko zostaje w rodzinie" ("Keeping mum") z Rowanem Atkinsonem, Kristin Scott Thomas i Maggie Smith. Miała być czarna komiedia i może była, ale w zbyt małym stopniu. Dopiero od połowy robi się fajna, ale i to też nie do końca. A po takiej obsadzie spodziewałam się czegoś naprawdę świetnego.

I przed chwilą obejrzałam "Morderstwo w Orient Expressie". Ładnie przerobili na czasy współczesne (choć - naturalnie - starej wersji nic nie pobije), tylko jedno mnie śmieszyło - Alfred Molina w roli "małego Belga" ;) . I wątek "romansu" Poirota był niepotrzebny i przesłodzony, w ogóle do niego nie pasował. Ale poza tym - świetne.

miłosz - Nie 27 Sie, 2006 09:57

A mua ogladnęła wczora "Firewalla" - tiaaaaaaaaaaaa cieniutkie i Harry Ford się fatalnie starzeje(!) i przyznam się, że nie wyobrażam sobie jak on tego Indianę pociągnie ? ;) Noi nie potrzfię się zafascynować Paulem Bettany :evil: :evil:
Agn - Nie 27 Sie, 2006 21:28

Szczerze pisząc ja też się zastanawiam, jak on da radę w Indianie.... Młody to on już nie jest, a latka ciągle lecą...
Gunia - Pon 28 Sie, 2006 00:47

A ja wczoraj obejrzłam (nie całe) "Bądźmy poważni na serio".
Byłam w stanie bezsenności pt. "MUSZĘ OBEJRZEĆ JAKIŚ FILM!", a w TV wszystko było z czerwonym kółeczkiem. Przejrzałam całą filmotekę i uznałam, że wszystkie dostępne filmy znam już niemal na pamięć, a reszta jest na budowie autostrady pod Gdańskiem. Coś mnie tknęło i włożyłam do odtwarzacza płytę od Aine, która po licznych i bezskutecznych próbach odtworzenia wylądowała w koszu. Jakimś trafem mój sprzęt doszedł z nią do porozumienia i mogłam porozkoszować się filmem, chociaż do czasu.
Obsada to szczyt moich marzeń: Colin, Rupert i Judy w jednym filmie, poza tym Reese i Frances... Niemal doszłam do przekonania, że to mój kolejny dziwny sen. Ale nie!
Film jest świetny - przez cały czas akcja i dialogi stanowią jeden wielki dowcip. Znakomicie poprawia humor i leczy chandrę. Polecam całym sercem i liczę, że jeszcze kiedyś obejrzę go do końca! :)

Harry_the_Cat - Pon 28 Sie, 2006 01:09

Ha! To jest chyba The importance of being earnest...
Film milutki, przyznaję, ale bez polotu. Zdecydowanie bardziej podoba mi się Mąż idealny. A to tez Oscar w końcu i klimat podobny, a jednak do Męża wracam chętnie, a The importance chyba sobie jeszcze poczeka na powtórkę...

Gunia - Pon 28 Sie, 2006 01:11

Harry_the_Cat napisał/a:
Ha! To jest chyba The importance of being earnest...
Film milutki, przyznaję, ale bez polotu. Zdecydowanie bardziej podoba mi się Mąż idealny. A to tez Oscar w końcu i klimat podobny, a jednak do Męża wracam chętnie, a The importance chyba sobie jeszcze poczeka na powtórkę...

Tak, to to. Co do kwestii polotu twórczego, prawda przez Ciebie przemawia Harry, a mimo to film jest przyjemny.

Anonymous - Śro 30 Sie, 2006 12:30

Wczoraj obejrzałam film "Utalentowany pan Ripley", przede wszystkim w celu porównania do francuskiego "W pełnym słońcu" z Delonem. Pan Ripley wypada w porównaniu kiepsko... Francuski był wciągający, miał szybszą akcję, a postać Toma Ripleya była taka... niepokojąca. Amerykański film mi się dłużył, przez ponad pół godziny było wyjaśniane to, co we francuskim trzeba było wywnioskować, później akcja się rozkręciła, ale nie na tyle, żebym się wciągnęła. Tom wydawał się tam biedny i zakompleksiony.
Gdybym obejrzała te filmy w większym odstępie czasu i nie tylko w celu porównania, to może "Utalentowany pan Ripley" by mi się podobał, a tak to nie bardzo...

Agn - Śro 30 Sie, 2006 12:56

Ja za to nie widziałam francuskiego "W pełnym słońcu" (ba! Nawet nie wiedziałam, że taki film istnieje), stąd Utalentowany pan Ripley podobał mi się szalenie.
Dodatkową atrakcją był dla mnie niesamowity Jude Law, który z beznadziejnej roli wycisnął dosłownie wszystko, co się da.

Agn - Śro 30 Sie, 2006 14:39

Właśnie po raz stutysięczny obejrzałam Gosford Park. Oczywiście wiecie, że film jest ze wszech miar godny uwagi. Natomiast obiecałam sobie, że będę obserwować Mary. No i chyba wiem, skąd wiedziała, kto dźgnął zwłoki.
1. Robert mówi Mary, że jeszcze ją zaskoczy.
2. Robert na chwilę wychodzi, w tym czasie zostaje popełnione morderstwo. Robert wraca i mówi, że za chwilę zrobi się tłoczno.
3. Po morderstwie Mary pyta Roberta, co miał na myśli z tym zaskoczeniem. Czy miał na myśli coś złego? Robert nie odpowiada, tylko pyta: "A co? Nie lubisz niespodzianek?" i odchodzi. (W zasadzie takie zachowanie może budzić podejrzenia, gdyby nie miał nic do ukrycia, odpowiedziałby normalnie.)
4. Inspektor Thompson mówi, że zawsze znajduje mordercę. Tutaj Robert uśmiecha się BAAAAARDZO ironicznie.
5. W momencie, gdy Mary słyszy od Elsie "Carpe diem" wszystko jej styka i po prostu zgaduje. Czemu? "Carpe diem" znaczy "chwytaj dzień", ale można to też zrozumieć jako "łap okazję, skoro się nadaża".
Ufff, to chyba wszystko?

Harry_the_Cat - Śro 30 Sie, 2006 15:02

Oj, Agn, nabrałam ochoty na powtórkę Gosford Parku. Uwielbiam ten film! Od pierszych deszczowych scen, aż do pożegnania Mary z Robertem wszystko jest takie przemyślane. Angielskie kino w najlepszym wydaniu!
Anonymous - Śro 30 Sie, 2006 15:03

nic tylko się oblizywać :D
Agn - Śro 30 Sie, 2006 15:24

Nic tylko OGLĄDAĆ i się oblizywać. :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group