Ekranizacje - Emma BBC serial 2009
Trzykrotka - Sob 24 Paź, 2009 13:38
Abstrahując od tej bardzo ciekawej dyskusji o granicach adaptacji
| Mag13 napisał/a: | Ale czy ten obraz, stwarzający wrażenie prawdy historycznej, rzeczywiscie taki jest? Czy w XIX w. siedziby angielskiej arystokracji były wszystkie tak czyste, świeże, eleganckie, z tak równo przyciętymi żywopłotami? Nie śmierdziało, za przeproszeniem? Damy miały zawsze idealne fryzury? Suknie bez błota u dołu? To też iluzja, której ulegamy.....
|
... powiem, odnośnie tego, co powiedziała bardzo trafnie Mag ,że bardzo ładnym kawałkiem realizmu było wprowadzenie do sceny odwiedzin panów Darcy i Bingleya u Bennetów z DiU 2005. Popołudnie saloniku, w którym siedzą same domowniczki. To raczej logiczne, że nie mają na sobie najlepszych sukienek i nie siedzą sztywno przy stole. Pani Bennet poleguje na sofie z talerzykiem ciasta na brzuchu, dziewczęta snują się po pokoju. Zapowiedź wizyty panów powoduje totalny popłoch, gwałtowne upychanie kłębu wstążek za fotelem i poprawianie fryzur i strojów. Bardzo dobra scena.
Tamara - Sob 24 Paź, 2009 16:04
| Mag13 napisał/a: | Czy w XIX w. dzieci nigdy nie przerywały dorosłym? Czy młoda dziewczyna nie biegała, choć powinna kroczyć drobnym kroczkiem? Czy zawsze siedziała prosto na kanapie, nigdy nie była zmęczona, nie miała obolałych nóg i nie kładła ich wyżej?
|
Dzieci z dorosłymi stykały się sporadycznie , a do towarzystwa były dopuszczane wtedy , gdy miały już wpojone zasady zachowania . Nota bene dzisiaj również przerywanie komuś jest uważane za objaw braku wychowania
Próbowałaś kiedyś biegać w gorsecie albo się w nim schylić ? Kiedyś miałam okazję założyć mniej więcej współczesny gorset na fiszbinach , znacznie mniej "restrykcyjny" niż XIX wieczne i zapewniam , że schylić się w czymś takim po prostu nie da . A jeżeli panienka nie siedziała prosto , była często po prostu uderzana po plecach przez osobę odpowiedzialna za jej wychowanie , aż przestała się garbić . Za to na pewno jeżeli kładła nogi wyżej to tylko w zaciszu własnej sypialni .
spin_girl - Sob 24 Paź, 2009 16:05
Nareszcie udało mi się obejrzeć trzeci odcinek i mam bardzo mieszane uczucia. Pierwsza połowa wcale mi się nie podobała, druga była o wiele lepsza i już teraz sama nie wiem czy jestem na tak czy na nie
Mnóstwo rzeczy mi w tej adaptacji zgrzyta. Chyba jako jedyna osoba na tym forum jestem przeciwna dramatyzacji postaci panny Bates. "Emma" to komedia, panna Bates ma w tej powieści fragmenty wyłacznie komediowe, jest typowym clownem Jane Austen- zachwycaa swoją głupotą i niepowstrzymanym gadulstwem. Wszystkie sceny z jej udziałem powodują u mnie wybuchy śmiechu, aż do kluczowego momentu na Box Hill, gdzie następuje gwałtowne otwarcie oczu czytelnika na jej trudną sytuację. W tej wersji panna Bates zdecydowanie mniej mówi, jej trudno położenie jest dużo wyraźniej zarysowane i głupia uwaga Emmy na Box Hill zrobi o wiele gorsze wrażenie. Panna Bates powinna być dużo bardziej męcząca, żeby usprawiedliwić to co stało się na Box Hill - czyli fakt, że Emmie po prostu wyrwało się nie chcący kilka słów prawdy. Emma nie jest zła i nieczuła, a na taką właśnie wyjdzie przy tej nowej "ulepszonej" pannie Bates.
Po drugie pani Elton jest zdecydowanie zbyt atrakcyjna. Momentami jest wręcz ładniejsza od Emmy, a przecież w powieści mamy wyraźnie napisane, że zbytnon urodą nie grzeszyła i została poślubiona wyłącznie dla swojego posagu. W dodatku grająca ją aktorka ma w sobie zdecydowanie zbyt dużo klasy i jako prostaczka jest zdecydowanie zbyt mało wiarygodna. Wolałam ją w roli wyniosłej arystokratki Blanche Ingram w Jane Eyre. Stara się w "Emmie" jak może ale klasa jej z butów wychodzi, jak niektórym słoma
Brzuch pani Weston powiększa się z dnia na dzień. Takie cuda to w "Zmierzchu" nie u Jane Austen w dodatku wygląda na ostatnie stadium galopujących suchot. Ten pan Weston chyba nią strasznie poniewiera w domu. Tak nie wygląda szczęśliwa mężatka.
Utwierdzam się w przekonaniu, że ta Harriet to najlepsza Harriet. Dziewczyna jest naprawdę świetna w swojej roli i w 100% oddaje charakter postaci.
Nieco ociepliły się moje uczucia do Knightley'a, chociaż dalej nie lubię Lee Millera. Na balu wyglądał momentami jak Napoleon
Znowu namieszali z Jane Fairfax- każda scena z nią to cios zadany jej książkowej wersji. Gdzie ta wyniosłość, o której wszyscy tyle mówią? A jeszcze do tego Jane Fairfax z wrzaskiem odgryzająca się pani Elton no i te przyjazne spojrzenia i uśmiechy w stronę Emmy - to już jest przesada. W powieści wyraźnie jest napisane, że Jane nie lubiła Emmy i w dodatku miała ku temu powody- Frank wyraźnie i publicznie Emmę adorował, cała okolica ich swatała itp. itd. Jane była zazdrosna.
Frank jest w tej wersji beznadziejny, zupełnie bez polotu i charyzmy.
Scena balu.
Podoba mi się muzyka i układy taneczne. Nie podobają mi się kostiumy. Knightley jest niezły. Eltonowie są świetni (Blake Ritson powinien zdecydowanie częściej pojwiać się na ekranie). Zabrakło najsłynniejszej kwestii z całej powieści "we are not brother and sister", dlaczego???
Na końcu muszę przyznać, że jako ostatnia obrończyni Romoli Garai muszę złożyć broń - jej permanentny wytrzeszcz nawet mnie zaczął działać na nerwy.
Podsumowując- odcinek znacznie poniżej oczekiwań, jedyne dobre momenty to scena tańca Emmy i Knightley'a oraz ich dwie poważne rozmowy i jeszcze kilka momentów Eltonów- zdecydowanie zbyt mało jak na 59 minutowy odcinek.
Admete - Sob 24 Paź, 2009 20:18
A ja się wypowiem co do dzieci. W bogatych, utytułowanych rodzinach pewnie tak sztywno trzymano się zasad, ale w takich dość zamożnych, ale zwykłych na pewno pozwalano sobie na większą swobodę. Wystarczy przypomnieć opis dzieciństwa Katarzyny Morland - krykiet, psoty - "hałasliwa i nieokiełznana, nie cierpiała porządku i siedzenia w domu, a największą przyjemność znajdowała w turlaniu się z porosłego trawą zbocza na tyłach plebanii". Mało to dystyngowane i podejrzanie przypomina nasze dzieci Siostry Bennet nie miały guwernantki i posiadały dużo swobody i choć w oczach panny Bingley orazLady Katarzyny zachowywały się niewłaściwie, to jednak w okolicy nie traktowano ich gorzej, wręcz przeciwnie - uchodziły za piękne i interesujące panny ( no może z wyjątkiem Mary ). W Perswazjach Anna sama zajmuje się siostrzeńcem, który w pewnym momencie wdrapuje sie jej na plecy i kapitan musi jej pomagać. Znów zwykłe dziecięce zachowanie - nie dalej jak wczoraj moja bratanica wdrapywała się ze śmiechem na mnie i dokazywała ile wlezie
Będę się upierać, że ludzie są tylko ludźmi niezależnie od epoki. Gdy czytam Homera - pożegnanie Hektora z Andromachą, to nie czuję tam żadnej sztuczności, gdy czytam fragmenty bardzo osobistych wynurzeń Charlotty Bronte i jej odczuć w związku z pracą nauczycielki - to mogę się pod nimi podpisać. Niewiele się w tym względzie zmieniło.
nicol81 - Sob 24 Paź, 2009 21:54
| Cytat: | | Dzieci z dorosłymi stykały się sporadycznie , a do towarzystwa były dopuszczane wtedy , gdy miały już wpojone zasady zachowania |
Patrz mali Middletonowie
| Cytat: | | Myślę, że i w naszym gronie moglibyśmy o tym porozmawiać, bo temat bardzo ciekawy. |
Dzięki za reklamę
Ja sądzę, że robiąc adaptację tfurcy mają obowiązek zastanawiać się, co autor miał na myśli przy każdej scenie, jaką pokazują. I jeśli są jakieś zmiany, to jak to wpłynie na odbiór.
| Cytat: | | Ale czy ten obraz, stwarzający wrażenie prawdy historycznej, rzeczywiscie taki jest? Czy w XIX w. siedziby angielskiej arystokracji były wszystkie tak czyste, świeże, eleganckie, z tak równo przyciętymi żywopłotami? Nie śmierdziało, za przeproszeniem? Damy miały zawsze idealne fryzury? Suknie bez błota u dołu? To też iluzja, której ulegamy... |
Ja myslę, że zarówno ten idealny, wykrochmalony obraz jak i ten bardziej zabłocony i nieporządny są artystycznymi kreacjami opartymi na wyobrażeniach o danej epoce.
| Cytat: | | Natomiast irytuje mnie odstępowanie od linii dramaturgicznej, bo ono stanowi sprzeniewierzenie się pierwowzorowi... |
Przykłady, przykłady?
| Cytat: | | przecież w powieści mamy wyraźnie napisane, że zbytnon urodą nie grzeszyła i została poślubiona wyłącznie dla swojego posagu. |
A nie- nawet uprzedzona Emma przyznaje jej pewną urodę, ale brak dystynkcji Ja się cieszę, że nie ma pokazania negatywnych postaci jako brzydkich...
spin_girl - Nie 25 Paź, 2009 09:12
| Mag13 napisał/a: |
Co do pastorowej - dawno już nie czytałam Emmy, ale pani Elton nie wywodziła się przecież "z ludu", nie była też starą jędzą - lecz nieznośną, przekonaną o swej wielkości i ważności paplającą młodą kobietą, chcącą przewodzić miejscowemu towarzystwu. Miała znaczy majątek - dlaczego zatem miałaby być zupełnie bez elegancji? Nawet jeśli w kolorze różowym? |
Cytaty z mojego wydania: Penguin Books 1996 (Tie-in edition)
str. 825
"[...]She brought no name, no blood, no alliance. Miss Hawkins was the youngest of the two daughters of a Bristol - merchant [...] it was not unfair to guess the dignity of his line of trade has been very moderate also. [...]all the grandeur of the connection seemed dependent on the elder sister who was married very well, to a gentleman in a great way near bristol, who kept two carriages! That was the wind-up of the history; that was the glory of Miss Hawkins."
Na tej samej stronie wspomniane jest, że jej posag wynosił 10.000 funtów.
str. 876
" Her person was rather good, her face not unpretty; but neither feature, nor air, nor voice, nor manner were elegant."
str. 877
"[...]with manners which have been formed in a bad school, pert and familiar[...]"
Z powyższych cytatów wynika wyraźnie, że pani Elton wybitną urodą nie grzeszyła, a jedyne co z niej wyłaziło na każdym kroku to mieszczaństwo i właśnie brak klasy (stąd jej Knightley'owanie, Mr. E, caro sposo itd.)
achata - Nie 25 Paź, 2009 10:36
"her face not unpretty" moim zdaniem świadczy o tym, że Pani Elton była dosłownie "niebrzydka", co bardziej skłania do stwierdzenia, że ładna niż nieładna.
A co do manier- muszę sobie obejrzeć odcinek, ale przesadna podkreślanie własnej wyższości i strojenie arystokratycznych fochów (a tak, mam wrażenie się Pani Elton zachowuje) są raczej klasą bliższą udawanej niż prawdziwej arystokracji. Prawdziwe damy to osoby ciche i dyskretne a przynajmniej tak ma się (chyba) sprawa w angielskiej kulturze. Te ostatnie argumenty wysuwam trochę nieśmiało, bo ciągle nie zdołałam obejrzeć trzeciego odcinka.
spin_girl - Nie 25 Paź, 2009 10:40
Zgadzam się z Twoją wypowiedzią Achato- taka w istocie była powieściowa pani Elton i taka powinna być w serialu, tymczasem w jej roli obsadzono kobietę odznaczającą się nie tylko, jak na Anglię, wybitną urodą, to jeszcze posiadającą wrodzoną klasę, której, mimo rzetelnych prób udawania grubiaństwa i mieszczańskich manier, nie udaje jej się ukryć...
Trzykrotka - Nie 25 Paź, 2009 12:24
Mam nieśmiałe pytanie: czy mogłabym się uśmiechnąć o jakiś link do serialu na yt? Widziałam tylko 1 odcinek...
nicol81 - Nie 25 Paź, 2009 16:46
| spin_girl napisał/a: | | Zgadzam się z Twoją wypowiedzią Achato- taka w istocie była powieściowa pani Elton i taka powinna być w serialu, tymczasem w jej roli obsadzono kobietę odznaczającą się nie tylko, jak na Anglię, wybitną urodą, to jeszcze posiadającą wrodzoną klasę, której, mimo rzetelnych prób udawania grubiaństwa i mieszczańskich manier, nie udaje jej się ukryć... |
Ja serialu nie oglądałam, czekając na całość, więc o zachowaniu i manierach się nie wypowiadam. Ale oglądając zdjęcia, cieszę się, że wreszcie zrobili ładną panią Elton- wszak nawet uprzedzona Emma przyznawała jej pewną urodę, a Harriet uważała ją za piękną...
Tamara - Nie 25 Paź, 2009 20:10
| nicol81 napisał/a: | | Cytat: | | Dzieci z dorosłymi stykały się sporadycznie , a do towarzystwa były dopuszczane wtedy , gdy miały już wpojone zasady zachowania |
Patrz mali Middletonowie |
Mali Middletonowie pojawiają się na scenie w momentach , gdy matka spędza czas w sposób nieformalny tzn. robótkując z osobami stanowiącymi codzienne towarzystwo i będącymi krewnymi - przecież pani Dashwood była skuzynowana z sir Middletonem , a pani Jennings odkryła jakieś pokrewieństwo miedzy sobą a pannami Steele - więc był to czas nieformalny , spędzany z rodziną . Podczas żadnego obiadu , przyjęcia , herbaty , dzieci Middletonów nie są obecne . Najwyżej przyprowadzane sa do salonu po obiedzie , żeby się przywitać . Bo mimo wszystko matka zdawała sobie sprawę , że nie nadają się jeszcze do zaprezentowania w towarzystwie
A mały Musgrove , który wskoczył Annie na plecy - przecież ona wtedy zajmowała się tym , czym na ogół zajmowała się niańka lub matka , czyli opieką nad chorym dzieckiem . I była w domu sama . A towarzystwo udając się na przechadzki czy obiady nie brało dzieci ze sobą . Nawet na zwykły spacer ich nie zabierano , bo spędzały czas inaczej , ze swoją opieka .
spin_girl - Nie 25 Paź, 2009 21:53
| Mag13 napisał/a: | | Wygląd, a "klasa" i elegancja, to dwie różne sprawy. |
I mam nadzieję, że potrafię je odróżnić. W moim poprzednich wypowiedziach wyraźnie zaznaczałam, że Ch. Cole OPRÓCZ urody posiada również wyraźną klasę. Przynajmniej ja takową dostrzegam. Jest coś wręcz arystokratycznego w sposobie, w jaki trzyma głowę i, cytując za Dumą i Uprzedzeniem "in the manner of her walking, in the tone of her voice" Dlatego, moim zdaniem, dużo lepiej sprawdzała się w roli wrednej arystokratki p. Ingram.
| Mag13 napisał/a: | | A 10 tys. funtów posagu to chyba niemało - mogę się mylić, ale siostra Darcy'ego, Georgiana, miała mieć chyba 20 tys |
10 tys funtów to sporo. Emma miała, o ile dobrze pamiętam, 20 tys, Georgiana 30 tys, ale rodzina Darcy'ch była potwornie bogata. W każdym razie jak na córkę skromnego kupca, panna Hawkins (później pani Elton) posag miała niezły, dla niebogatego pastora Eltona, którego kartą przetargową była własna dobra prezencja, była to suma znaczna i nader kusząca. W momencie, gdy musiał sobie odpuścić 20 tysięcy Emmy zadowolił się połową tej sumy.
Irm - Nie 25 Paź, 2009 22:23
| Mag13 napisał/a: | A zatem, rzecz chyba nie do końca w tym, czy zostałą zachowana idelana wierność, tylko w tym, czy scenarzysta i reżyser miał talent, i tacy też byli aktorzy..... |
Dodałabym jeszcze, że istotne jest, by scenarzysta i reżyser mieli spójną wizję swojej opowieści - wtedy łatwiej jest zaakceptować odstępstwa od książki, które mogą na przykład irytować, bo widać, że stanowią integralną część filmu.
| Mag13 napisał/a: | Czy w XIX w. siedziby angielskiej arystokracji były wszystkie tak czyste, świeże, eleganckie, z tak równo przyciętymi żywopłotami? Nie śmierdziało, za przeproszeniem? Damy miały zawsze idealne fryzury? Suknie bez błota u dołu? |
I za to bardzo cenię najnowszą wersję Jane Eyre - że droga jest błotnista, jedzenie na talerzy wygląda mało apetycznie, jej jest zimno i ma brudny dół sukni - wtedy znacznie łatwiej mi uwierzyć w prezentowany świat, ponieważ jest bliższy prawdziwym realiom tamtej epoki, a nie wymyślonych przez twórców.
Trzeciego odcinak jeszcze nie widziałam, ale bardzo się ciesze, że tak chwalicie sceny na balu i po, że jest szansa na motylkowość
Przychylam się do zdań o ekranizację innych XIX-wiecznych powieści brytyjskich, nie tylko Austen (może oprócz Sanditon, która jest jedną z moich ulubionych jej powieści i z wielką chęcią zobaczyłabym jej filmową wersję), bo niewątpliwie jest ich wiele, a miło zapoznać się z czymś nowym, przeżywać perypetie bohaterów, a nie tylko oceniać jak to zostało zrobione tym razem.
spin_girl - Pon 26 Paź, 2009 10:20
Sama nie wiem, czy chciałabym oglądać Sanditon, a już na pewno nie pod banderą Jane Austen. Ostatecznie Jane zdążyła napisać jedynie kilka pierwszych rozdziałów tej powieści, zanim choroba uniemożliwiła jej dalszą pracę i w dodatku na pewno nie była to ostateczna wersja tych rozdziałów, jako że Jane Austen była znana z tego, że lubiła wielokrotnie poprawiać stworzony już materiał. Tak naprawdę Sanditon to w większości dzieło owej "Pewnej Damy", której współautorstwo wspominane jest na okładce.
Trzykrotka - Pon 26 Paź, 2009 10:45
| spin_girl napisał/a: | | Tak naprawdę Sanditon to w większości dzieło owej "Pewnej Damy", której współautorstwo wspominane jest na okładce. |
To prawda. I to się czuje podczas czytania. Jednak IMO "pewna dama" wykonała całkiem niezłą robotę. Może zbyt namotała akcję, wprowadziła trochę sensacyjnych motywów, ale wydaje mi się, że szczere staranie, aby utrzymac się w klimacie powieści JA należy docenić. Widac też, że przeprowadziła sporo badań, a postać Charlotty jest ładnie nakreślona.
Bardzo lubię Sanditon i także chciałabym doczekać się jego ekranizacji.
Pemberley - Pon 26 Paź, 2009 15:39
Chyba za duzo dzis nie napisze, wiec najwazniejsze najpierw- Na tej stronce mozna zobaczyc wszystkie odcinki, ostatni jest wlasnie juz czesciowo dostepny. Dziewczyny w Niemczech ogladaja tez na oficjalnej stronce BBC przez iPlayer, ponoc mozna legalnie zmienic ustawienia proxy, by moc odebrac..
Czwarty odcinek podobal mi sie mniej niz trzeci, ale jego wiekim plusem jest "wyjasnienie" interpretacji Millera postaci P. Knightleya. Przyzwyczailam sie chyba do przyjetej wizji "starszy brat, mentor" z racji roznicy wieku, ale aktorowi udalo sie - i to bardzo spojnie i konsekwentnie - zagrac tylko na plaszczyznie rownowaznej przyjazni, co tak ladnie wyszlo w ostatnich waznych scenach. Podkreslam te konsekwencje, bo nie tylko wniosl cos nowego do interpretacji filmowych Austen to jeszcze wykazal sie lepiej niz Romola, ktora raz jest trzpiotna nastolatka, raz zwraca sie do Franka " wy mlodzi ludzie", raz jest dystyngowana , raz nieprzyjemnie bezposrednia- oczywiscie mozna to zrzucic na karb scenariusza i natury kobiecej. Ekranizacja jest niestety nierowna, ma swoje sliczne momenty, zwlaszcza to budzenie sie uczuc jest przeslicznie pokazane , ale procz okropnych wrecz unowoczesnien w dialogach i zachowaniach szwankuje i prowadzenie kamery i montaz i miejscami nawet kostiumy. BBC mnie chyba rozpuscilo, bo od nich oczekuje wiecej Ale zamierzam obejrzec jeszcze raz, wszystko na raz, moze tez i po polsku ( moze tez i TVN Style sie wykaze).
Facit : moglo byc gorzej (, ale moglo tez byc lepiej ).
Gosia - Pon 26 Paź, 2009 16:28
Trzeba przyznać, że ciekawe te opinie. Częściowo sprzeczne
Mam nadzieję niedługo obejrzeć czwóreczkę, to wtedy się wypowiem.
Gosia - Pon 26 Paź, 2009 19:14
E tam! RiR, Cranford i Little Dorrit bardzo mi się podobały. Uważam je za bardzo dobre adaptacje. W przypadku Cranford podziwiam połączenie w scenariuszu trzech odrębnych opowiadań w jedną spójną całość i stworzenie wzruszającej i jednocześnie zabawnej historii.
To moje ulubione w ostatnim czasie ekranizacje kostiumowe.
achata - Pon 26 Paź, 2009 20:29
| Mag13 napisał/a: | | niektóre kluczowe i ważne sceny powieściowe uważam w tej wersji filmowej za najlepiej/najładniej zrealizowane.... |
Dla mnie taką sceną będzie zdecydowanie sekwencja balu. Wspaniała muzyka i taka ciepła, kameralna atmosfera. Aż same nogi się rwą do tańca
Gosia - Pon 26 Paź, 2009 22:32
Mam wrażenie, że ostatnia część udała się im najbardziej, choć zakończenie jest mocno rozciągnięte, a sama końcówka nawiązuje moim skromnym zdaniem do "Żon i Córek" (scena nad brzegiem kręcona z góry).
Ładne sceny, ładne pejzaże - udana sekwencja na Box Hill, która jest kluczowa dla całej historii. Ważna jest też kłótnia między Emmą a Knightleyem.
Mam od początku zastrzeżenia do Romoli, a i w tym odcinku czasem wygląda brzydko, w każdym razie chyba szwankował jej makijaż albo była zmęczona, może przeziębiona?
Oczywiście niezrównany Gambon, miał tu trochę do grania, więc sceny z jego udziałem były bardzo dobre. Jakieś drobiazgi mnie trochę irytowały, ale w sumie odcinek dobry. Łącznie z panem Eltonem, który tym razem za wiele nie mówił, ale za to robił miny, czyżby żona zaczęła go denerwować?
Nie jest to moja wymarzona ekranizacja "Emmy", ze względu na główną parę, a zwłaszcza na Romolę, ale przyjemnie zrobiona (jak to BBC) i warto zobaczyć.
Trochę tym razem tekstów mi umknęło, bo obejrzałam w czystym oryginale, ale w sumie samą opowieść dobrze znam, więc jakichś znaczących (i rażących) zmian nie zaobserwowałam. Końcówka, jak wspomniałam, rozciągnięta, może trochę za bardzo.
Alicja - Śro 28 Paź, 2009 19:07
| Pemberley napisał/a: | | Chyba za duzo dzis nie napisze, wiec najwazniejsze najpierw- Na tej stronce mozna zobaczyc wszystkie odcinki |
Admete - Śro 28 Paź, 2009 20:12
Obejrzałam pierwszy odcinek i bardzo mi się podoba. Chyba jestem mało wymagająca;) Ogólnie nie przepadam za Emmą, a teraz ogląda mi się naprawdę sympatycznie. Ciagle się śmieję. Piękne krajobrazy, wnętrza, zdjęcia. Zupełnie nie wiem, dlaczego się Knightley'a czepiacie. Northam jest za ładny, Strong za brzydki, a ten w sam raz.
Końcowa kłótnia w pierwszym odcinku - rewelacja. Emma udaje zaaferowaną, przestawia te wazoniki, ale w końcu nie wytrzymuje i objaśnia Knightlet'owi, co mysli na temat pana Martina i Harriet I jak wyczekuje, że on od razu się z nią pogodzi. W odcinku drugim dyskusja przy kolacji A właściwie rodzinna kłótnia, a teraz jestem przy szeptanym wieczorze
Gosia - Śro 28 Paź, 2009 21:46
Może moja reakcja będzie lepsza jak obejrzę po raz drugi, zwłaszcza z lepszym wspomaganiem
nicol81 - Śro 28 Paź, 2009 21:48
A że tak spytam nietaktownie- wiadomo coś o wspomaganiu?
Gosia - Śro 28 Paź, 2009 22:07
Tylko angielskim na razie
|
|
|