To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Thornton- dziewica?

Tamara - Śro 28 Maj, 2008 13:28

Nie jest najważniejsza ilość doświadczeń ,ale ich jakość ; w tej dziedzinie bardzo istotny jest imprinting czyli zakodowanie w podświadomości pierwszego kontaktu seksualnego jako podstawowego wzorca - to raz . Dwa - seks to też sztuka czy umiejętność , tak jak taniec na przykład ( wiadomo że nie całkiem tak samo , ale mniej więcej ) , pewnych rzeczy po prostu trzeba się nauczyć i niestety tylko przez praktykę :mrgreen: .

Jeśli zaś idzie o ilość doświadczeń -może mieć ona wpływ na jakość związku np. przez to , że partner lepiej zna reakcje kobiet i dzięki temu łatwiej mu znaleźć sposób sprawienia satysfakcji partnerce . Co wcale nie znaczy , że popieram casanovizm , bo nie popieram , ale myślę , że dla dobra małżeństwa JT i Margaret jednak lepiej byłoby , gdyby on jakieś niewielkie chociaż doświadczenie miał ,żeby wiedział po prostu , co jest czym i co robić , właśnie po to ,żeby pierwsze wrażenia Małgosi były jak najlepsze :mrgreen:

spin_girl - Śro 28 Maj, 2008 13:56

Prośba do moderatorów bo ja trochę niekumata jestem: czy można by zrobić ankietę na ten temat, żeby mozna było głosować, czy naszym zdaniem był czy nie był? Bardzo chciałabym zobaczyć, jak to się przedstawia procentowo. :-)
Darcy - Śro 28 Maj, 2008 14:03

spin_girl napisał/a:
beatrycze napisał/a:


udany sex wypływa z uczuć ,a nie z wprawy jaką się ma

Moim zdaniem jednak i z jednego i z drugiego.


Spin_girl, wiem, że to potwornie nudne, ale... masz 100% racji. :mrgreen:

I nigdy nie twierdziłam, że liczy się ilość kontaktów. Zaliczać można bazy w bejsbolu a nie kobiety. Ale niestety JAKIEŚ doświadczenie byłoby wskazane. Mam nadzieję - dla dobra samej Margaret - że Thornton je jednak miał. :wink:

A ankieta bardzo wskazana. Chociaż obawiam się, że będę w mniejszości. :mysle:

beatrycze - Śro 28 Maj, 2008 15:26

Darcy napisał/a:
spin_girl napisał/a:
beatrycze napisał/a:


udany sex wypływa z uczuć ,a nie z wprawy jaką się ma

Moim zdaniem jednak i z jednego i z drugiego.


Spin_girl, wiem, że to potwornie nudne, ale... masz 100% racji. :mrgreen:

I nigdy nie twierdziłam, że liczy się ilość kontaktów. Zaliczać można bazy w bejsbolu a nie kobiety. Ale niestety JAKIEŚ doświadczenie byłoby wskazane. Mam nadzieję - dla dobra samej Margaret - że Thornton je jednak miał. :wink:

A ankieta bardzo wskazana. Chociaż obawiam się, że będę w mniejszości. :mysle:


Popieram ankietę ,ponieważ sama jestem ciekawa jakie są opinie w tej sprawie. A różnice w naszym podejściu do sprawy wypływają ,myślę z różnych hierarchii wartości .Dla mnie czystość w związku jest bardzo ważna ,a ten właśnie "kod pierwszego kontaktu sexualnego"jednak przeszkadza , nie jest to już czysta karta bo istnieje już w nas jakiś wzór. Jednak moja opinia jest tu nie do udowodnienia ponieważ ewentualna grupa eksperymentalna byłaby bardzo nikła, to też nie mogłabym przeprowadzić żadnych badań .Moja opinia nie wypływa z jakiejś pruderii ,ale myślę, że naprawdę wiele tracimy nie mogąc mieć właśnie takich doświadczeń.

Anonymous - Śro 28 Maj, 2008 15:39

Kwestia Gilberta i Ani też mnie nurtuje, zwłaszcza, że ostatnio podczytuję "Wymarzony domek"
Darcy napisał/a:
le niestety JAKIEŚ doświadczenie byłoby wskazane. Mam nadzieję - dla dobra samej Margaret - że Thornton je jednak miał.

ot i z tym się zgadzam :D

Darcy - Śro 28 Maj, 2008 17:03

Lady_kasiek, moim zdaniem przypadek Ani i Gilberta jest trochę inny. Sądzę, że oboje doczekali "nienaruszeni" do ślubu. W przeciwieństwie do Thorntona. :mrgreen:

Beatrycze, nie wiem, czy podejście do seksu ma coś wspólnego z hierarchią wartości. Wątpię też, czy zawsze idzie w parze z wychowaniem. Może z pierwszym razem...? Ale też niekoniecznie, bo ten rzadko bywa spełnieniem marzeń, a najczęściej jest tylko przedsionkiem na salony. :mrgreen:

Personalny P.S. -> Pochodzę z ortodoksyjnie katolickiej rodziny, w której temat seksu był zupełnie nieobecny. Co nie zmienia faktu, że żyję z "konkubentem" (uwielbiam to określenie ;-) ), ślub kościelny jest dla mnie farsą, a życie w totalnej czystości uważam za dość niezdrowe. :?

beatrycze - Śro 28 Maj, 2008 18:09

Darcy napisał/a:

nie wiem, czy podejście do seksu ma coś wspólnego z hierarchią wartości.

Myślę ,że ma ,bo nie chodzi tu o ocenę postępowania innych (nie myśl ,że należę do świętych) ale co dla kogo jest ważniejsze ,bo właśnie tu zastanawiamy się nad dziewictwem Thortona ,czy jego postawa może sugerować ,że Margaret była tą pierwszą ,czy jest to możliwe ,bo przecież pewności mieć nigdy nie będziemy...Ja twierdzę ,że była bo jak powiedziała jego matka "to człowiek honoru".

Anonymous - Śro 28 Maj, 2008 19:12

Mag13 napisał/a:
W innym przypadku jest to zakłamanie.

Mag moje uznanie. długo myslałam nad tym co napisałaś. a jak przeczytała to pomyślałam, że to mój pogląd, którego nie umiałam sformuować. Też mi się nie podoba to, że obecnie bywa tak, że twoje życie seksualne jest miarą jaką mierzy się osobę. wstrząsa mną jak jakaś dziewczyna wstydliwie przyznaje, ze tak jest dziewicą(nie że wstydzi się mówic o tym, ale, że bycie dziewicą w wieku 21 lat jest czymś nie do pomyślenia). że dwóch chłopaków i dwie dziewczyny jadą na wakacje i dziewczyny śpią w jednym pokoju a chłopaki w drugim. toż to po prostu średniowiecze. I zgadzam się w pewnym punkcie z księdzem, którego wykład słyszałam, że w XIX wieku było lepiej, bo wtedy dla mężczyzny zobaczenie choćby kostki wsiadającej do powozu ukochanej było.... w sumie nie wiem do czego porównać takie przeżycie. I to się ciagle nakręca nie wiem jakie będa standarty za parę lat. Teraz migdalenie w miejscu publicznym jest normalne. Siedzę ze znajomymi i para wśród nas nie ma oporów. migdalonko na całego. a gdzie intymność? pomijając fakt, że pewnych to po prostu zniesmacza. Ot mam w gronie znajomych kilku zatwardziałych purytan :wink:
zatrzymajcie świat chcę wysiąść. :wsciekla:

Marija - Śro 28 Maj, 2008 19:53

Mag13 napisał/a:
Darcy napisał/a:
a życie w totalnej czystości uważam za dość niezdrowe. :?

Moja staroświeckość nie wynika z jakiegokolwiek uznawania, że tzw. życie w czystości (już w samym tym terminie widać kategoryzację, że seks jest czymś w istocie złym, bo jego uprawianie czyni - zwłaszcza kobietę - zbrukaną!) jest bardziej wartościowe. Moja staroświeckość tkwi w przekonaniu, że seks jest elementem wynikającym z uczucia wiążącego oboje patrnerów, a nie z modnej dziś w wielu kręgach swoiście pojmowanej troski o, nazwijmy to, higienę ciała. W skrócie zatem - najpierw miłość, czy też miłość i seks, a nie tylko seks dla rekreacji.
To pogląd dziś dla niektórych anachroniczny...
Ale dla niektórych wcale nie. Powiem nawet, że wraz z obserwowanym postępującym przyzwoleniem na wszechobecność spraw seksu wokół nas, moje poglądy stają się coraz bardziej anachroniczne - bo jak się zje za dużo jakiegoś smakołyku, to potem na długo od niego odrzuca. Organizm potrafi sobie uregulować, czego potrzebuje, a czego ma dosyć, o, po dziurki w nosie :? .
Darcy - Śro 28 Maj, 2008 21:08

Mag13 napisał/a:
A poza tym, absolutyzacja znaczenia seksu jest dla mnie elementem negatywnym w dzisiejszej normie kulturowej, wynika bowiem z zaprzeczenia, że w życiu człowieka mogą być obecne inne wartości, ważniejsze, których realizacja czyni go szczęśliwym. Gdyby tak nie było, przyjaźń, opiekuństwo, bezinteresowność, zdolność do świadczenia pomocy, solidarność, czynienie dobra, działanie w interesie ogólnym, opierające się na innych podstawach, byłyby bez sensu, nie realizując czy też nie dając satysfakcji fizycznej.


Absolutyzacja seksu jako zjawisko negatywne? Zgadzam się w całej rozciągłości. Każda skrajność jest chora. Wielokrotnie podkreślałam, że mówiąc o doświadczeniach seksualnych, nie mam na myśli odhaczania w kalendarzu kolejnych partnerów. Uważam, że umiar jest kluczem do harmonii w życiu. Z tego przekonania wynika jednak kolejne - śmieszne jest bowiem według mnie także gloryfikowanie dziewictwa.

Dziewictwo nie jest żadną wartością, jest według mnie stanem, który powinien wynikać z osobistego wyboru, a nie religii, wyznawanej ideologii, społecznych konwenansów. Jeśli więc dziewczyna jest dziewicą w wieku 20 czy 30 lat, jest jej z tym dobrze i nie odczuwa potrzeby zmiany tego stanu rzeczy - wspaniale. Jeśli jednak dzieje się tak, bo kobieta boi się, co ludzie powiedzą, jak zareagują rodzice, co powie ksiądz i tak dalej... to chyba coś jest nie tak.

Nie twórzmy więc opozycji - nieskalane dziewictwo kontra rozpusta. Pośrodku jest jeszcze mnóstwo odcieni szarości. A czerpanie radości z seksu nie wyklucza z życia tych wszystkich wartości, o których pisze Mag - przyjaźń, solidarność czy bezinteresowność mogą współistnieć z pożądaniem. Jakoś nie widzę tu zagrożenia. :-)

Marija - Śro 28 Maj, 2008 21:32

Darcy napisał/a:
Jeśli więc dziewczyna jest dziewicą w wieku 20 czy 30 lat, jest jej z tym dobrze i nie odczuwa potrzeby zmiany tego stanu rzeczy - wspaniale. Jeśli jednak dzieje się tak, bo kobieta boi się, co ludzie powiedzą, jak zareagują rodzice, co powie ksiądz i tak dalej... to chyba coś jest nie tak.
A jeśli dzieje się tak dlatego, że ona po prostu nie ma komu "ofiarować" tego swojego dziewictwa - nie poznała nigdy tego jedynego, zakochała się nieszczęśliwie? Chciałaby to zmienić, ma w nosie księdza i całą resztę, chce z kimś być, ale - co ma zrobić? Kupić sobie ten seks; upić się na dyskotece?
Nie mówię o sobie, matce dzieciom, ale myślę, że znam takie przypadki, choć nigdy nie pytałam o to dziewictwo wprost.

Gosia - Śro 28 Maj, 2008 21:43

Zrobienie tego po to tylko, zeby zrobic i "miec to za soba" - to baaaaardzo glupie ...
Tamara - Śro 28 Maj, 2008 21:49

Dziewczyny zgadzam się z Wami w 200% :hug_grupowy: , ale powracając konkretnie do przypadku JT myślę ,że współczesne przekonanie o wspaniałości pierwszego razu i wzajemnym odkrywaniu się dwojga dziewiczych ludzi jest nieświadomie podparte tym ,że mimo braku praktyki , teorią dysponują dziś wszyscy , więc taki pierwszy raz jest spełnieniem oczekiwań i oboje wiedzą - mniej więcej - na czym to polega . Natomiast w epoce gdy nawet nogi od fortepianu zasłaniano , w sypialni mogło się spotkać dwoje ludzi , którzy ani be , ani me . I wcale nierzadko kończyło się to źle . A przecież zależy nam , by John i Margaret byli szczęśliwi , więc chyba lepiej byłoby , gdyby on jednak choć odrobinę był kumaty :serduszkate:
nicol81 - Śro 28 Maj, 2008 22:23

Darcy napisał/a:
Dziewictwo nie jest żadną wartością, jest według mnie stanem, który powinien wynikać z osobistego wyboru, a nie religii, wyznawanej ideologii, społecznych konwenansów. Jeśli więc dziewczyna jest dziewicą w wieku 20 czy 30 lat, jest jej z tym dobrze i nie odczuwa potrzeby zmiany tego stanu rzeczy - wspaniale. Jeśli jednak dzieje się tak, bo kobieta boi się, co ludzie powiedzą, jak zareagują rodzice, co powie ksiądz i tak dalej... to chyba coś jest nie tak.

Ale czy na ów osobisty wybór nie może wpływać religia, wyznawana ideologia czy też społeczne konwenanse? Osobiste wybory nie są dokonywane w próżni.
A jeśli uznaje się, że istnienie wartości zależy od osób, którzy je wyznają- to dziewictwo jest owszem wartością dla tych, którzy je cenią.
Tamara napisał/a:
A przecież zależy nam , by John i Margaret byli szczęśliwi , więc chyba lepiej byłoby , gdyby on jednak choć odrobinę był kumaty

To nie chodzi, co by było lepiej, tylko co jest bardziej prawdopodobne. Nie powinno się nakładać własnych opinii.
Mag13 napisał/a:
I dlatego przyjmuję, że ludzie, kierowani innym wyobrażeniem szczęścia czy dążący do innych celów (jak Thornton), mogą obyć się przez jakiś okres swojego życia bez seksu. I że nawet nie czyni ich to nieszczęśliwymi.

Właśnie o to chodzi.

spin_girl - Śro 23 Lip, 2008 09:55

Nie był. Też obstaję :mrgreen:
BeeMeR - Śro 23 Lip, 2008 10:02

A mnie bardzo ten wynik satysfakcjonuje :mrgreen: - dziewicą był, ale już nie jest :P
Gosia - Śro 23 Lip, 2008 20:42

Sporom i tak nie bedzie konca :roll:
Alicja - Śro 23 Lip, 2008 20:47

pewnie że nie będzie końca!
nie mógł być - w tamtych czasach jak nie rodzina ( brak ojca) to znajomi dbali, aby mężczyzna nabył " szlif" wchodząc w dorosłość. A czy potem z tego korzystał - jego sprawa ,byle dyskretnie. Jednakże z pewnością od poznania damy serca nie miał ochoty dotykać innej

spin_girl - Czw 24 Lip, 2008 09:45

Tak jest. Też uważam, że w tamtych czasach, tak samo jak teraz, dla przeciętnego mężczyzny pozbycie się dziewictwa to kolejny punkt do odhaczenia na drodze do dorosłości.
Z drugiej strony, mam wrażenie, że dla mężczyzn istnieje większa różnica między seksem a kochaniem się.
Dlatego nawet jeśli uprawiał kiedyś seks z kobietą(ami), nie będąc zakochany, to kiedy kochał się z Margaret to jakby robił to pierwszy raz (ale bez niezdarności). Takie wtórne dziewictwo :wink:

Gosia - Czw 24 Lip, 2008 12:27

I tego mozemy sie w ostatecznosci trzymac :mrgreen:
Alicja - Czw 24 Lip, 2008 18:44

spin_girl napisał/a:
Z drugiej strony, mam wrażenie, że dla mężczyzn istnieje większa różnica między seksem a kochaniem się.

och, z pewnością jest, tylko muszą trafić na odpowiednią kobietę :wink:

Tamara - Sob 26 Lip, 2008 16:33

Był - stracił - odzyskał - stracił , wychodzi remis , dwa razy był i dwa razy stracił :mrgreen: wszystko się zgadza :oklaski:
agnesa - Sob 26 Lip, 2008 16:41

No chyba tak do końca to się nie zgadza. Według mnie "wtórne dziewictwo" = był, stracił, odzyskał. Więc chyba jednak nie remis. :lol:
Tamara - Sob 26 Lip, 2008 17:15

Ale przy Małgosi - po ślubie - znowu stracił :mrgreen:
Gosia - Pon 01 Wrz, 2008 21:30

Wracajac do tematu.... ;)
Dlaczego wlasciwie Thornton nie interesowal sie kobietami poza Margaret? Rozumiem z chwilą gdy ją poznał inne przestały dla niego istnieć, także słynna panna Latimer, ale matka wyraznie mowi, że kobiety z Milton miały na niego chrapkę, stanowił niezlą partię jako fabrykant i człowiek o dobrej pozycji w tym miescie, urzednik (sędzia pokoju).
Tymczasem widac wyraznie, ze z chwilą poznania Margaret matka Thorntona od razu czuje z jej strony zagrożenie, czyż dlatego, że Margaret jest tak niepodobna do miltońskich kobiet, czy tylko dlatego, że widzi jakieś nagłe zainteresowanie ze strony syna?

Sandy Welch zastrzegala się, że Thornton nigdy nie bral pod uwage panny Latimer, a zagrozenie z jej strony, istnialo de facto tylko w glowie Margaret..



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group