To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Ulubione sceny z serialu

Harry_the_Cat - Nie 09 Gru, 2007 22:45

Ja tak ogólnie, to za Margaret nie przepadam i juz dawno stwierdziłam, że on ją pokochał "z braku laku", ale na pewno nie można powiedzieć, że potrafił sie chłopak wtedy oświadczac...
fanturia - Nie 09 Gru, 2007 22:45

nicol81 napisał/a:
"Possesion" jest na pewno w serialu. Jedna ze znaczących przyczyn bejsbola :bejsbol: Jakiś sklepikarz podniósł wzrok na pannę z dobrego domu :roll: Musowo chce ją zakupić.


Takie było życie. Nawet ojciec Margaret na sugestię pana Bell, że coś jest międzxy młodymi wyraził nadzieję, że Thorton nie robi sobie nadziei. A on przecież bardzo lubił Johna.

fanturia - Nie 09 Gru, 2007 22:50

Alison napisał/a:
trifle napisał/a:
I to jest najlepsze - matka go ośmieliła, choć wcale sobie tego małżeństwa nie życzyła :roll:


Zrobiła to z miłości do niego, bo wiedziała, że ją pokochał, była gotowa ją przyjąć jako synową, choć jej nie cierpiała.


To nie tak, że jej nie cierpiała. Po herbatce stwierdziła, że gdyby zostały same (bez Fanny) mogłyby się polubić.

Harry_the_Cat napisał/a:
Ja tak ogólnie, to za Margaret nie przepadam i juz dawno stwierdziłam, że on ją pokochał "z braku laku", ale na pewno nie można powiedzieć, że potrafił sie chłopak wtedy oświadczac...


Była jeszcze córka bankiera ;) Myślę że jego zakochanie się miało jakiś związek z tym, ze ona rzeczywiście nie próbowało go "łapać". Traktowała go różnie - lepiej lub gorzej, ale jak człowieka a nie jak trofeum.

Harry_the_Cat - Nie 09 Gru, 2007 22:51

W książce nie ma córki bankiera :wink:
fanturia - Nie 09 Gru, 2007 22:56

W książce to jeszcze do Milton nie doszłam :-P Ale już się pakują ;)
Harry_the_Cat - Nie 09 Gru, 2007 22:57

Oh, sori... Ale ogólnie rzecz biorąc, jak jej nie ma w książce, to rozumiesz, że on nie miał się w kim zakochać? ;)
Alison - Nie 09 Gru, 2007 23:16

fanturia napisał/a:

To nie tak, że jej nie cierpiała.


Ja jakos nie odniosłam takiego wrażenia. Już w trakcie herbatki była oburzona postawą Margarett i w ogóle od początku nie miała o niej wysokiego mniemania. jeśli mówiła o niej coś pochlebnego, to z pewnością wyłącznie ze względu na Johna, żeby mu sprawić przyjemność.

Anonymous - Nie 09 Gru, 2007 23:37

Mamusia była porządna chciała szczęścia syna. Ja się jej nie dziwię, jak on prawie, zeklęczy u kolan matki to ma minę nas Jaśko kieby był w agoni :rumieniec:
Nellie - Pon 10 Gru, 2007 11:46

Harry_the_Cat napisał/a:
Ale ogólnie rzecz biorąc, jak jej nie ma w książce, to rozumiesz, że on nie miał się w kim zakochać?
Eee...chyba nie tak... John się zakochał w Margaret po prostu - bo panien było przecież wokół od licha i trochę. Tylko że wszystkie były takie same. A Margaret się wyróżniała. No i go nie chciała. Juz samo to było tak dziwne, że każdy musiał na to zwrócić uwagę :wink:
Gosia - Pon 10 Gru, 2007 16:47

Pamietam, ze w dyskusji na ten temat prowadzonej jakis czas temu porownywalysmy N&S do "Lalki", bo i tam panna z dobrego domu szukala meza w swojej sferze, a kupiec Wokulski byl z innej gorszej sfery, traktowany lekceważąco. Łęcka była oburzona, ze on śmiał podnieśc na nią wzrok i myslec o niej w kategoriach małżeńskich. On jednak uwazał, że pochodzi ze szlacheckiej rodziny, a poza tym ma pieniadze, ktorych arystokracja czesto juz nie miala.
nicol81 - Pon 10 Gru, 2007 21:57

Dla mnie to, że Thortonowa nie przepadając za Margaret, chciała się z nią zaprzyjaźnić dla syna, świadczy na jej korzyść. Nie sądzę, by mówiła coś pochlebnego ze względu na Johna, to nie ten typ. Nic nie udawała, ale była gotowa na poświęcenia i zmianę opinii. Inna matka widząc syna w takim stanie zrobiłaby figurkę voodoo...
Ja w sumie sobie dopiero wczoraj :ops1: uświadomiłam, że Margaret chodziło też o różnice społeczne.
Poza "Lalką" mi to też przypomina "Deusa vencida". Jednak Małgosia aż tak wredna jak tamte nie była...

fanturia - Wto 11 Gru, 2007 00:51

nicol81 napisał/a:
Ja w sumie sobie dopiero wczoraj :ops1: uświadomiłam, że Margaret chodziło też o różnice społeczne.
Poza "Lalką" mi to też przypomina "Deusa vencida". Jednak Małgosia aż tak wredna jak tamte nie była...


Czyli koniec wojny o Małgosię i bejsbola? ;)

nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 15:39

Ja tam żadnej wojny nie prowadzę, po prostu mówię, co mnie u Małgosi zdenerwowało i co mi się nie podoba. To, że istnieją gorsze siekiery mogę przyznać dla dobra konsensusu Ale czy mamy chwalić dziewczynę za to, że nie powiedziała np. "Niech pan mnie śmie mnie dotykać tymi zabawełnionymi łapami'?
Na imdb podali tę rozmowę następująco:
John Thornton: Miss Hale, I didn't just come here to thank you. I came... because... I think it... very likely... I know I've never found myself in this position before. It's... difficult to find the words. Miss Hale, my feelings for you... are very strong...
Margaret Hale: Please! Stop. Pray, please don't go any further.
John Thornton: Excuse me?
Margaret Hale: Please don't continue in that way. It's not the way of a gentleman.
John Thornton: I'm well aware that in your eyes at least, I'm not a gentleman. But I think I deserve to know why I am offensive.
Margaret Hale: It offends me that you should speak to me as if it were your... duty to rescue my reputation!
John Thornton: I spoke to you about my feelings because I love you; I had no thought for your reputation!
Margaret Hale: You think that because you are rich, and my father is in... reduced circumstances, that you can have me for your possession! I suppose I should expect no less from someone in trade!
John Thornton: I don't want to possess you! I wish to marry you because I love you!
Margaret Hale: You shouldn't! Because I do not like you, and never have.

Nie wiem, skąd opinia, że Thorton źle się oświadczał. Mimo,że nie był wymowny, zaczął mówić o swoich uczuciach. Ale mu przerwano... :(

Alison - Śro 12 Gru, 2007 16:14

nicol81 napisał/a:
Nie wiem, skąd opinia, że Thorton źle się oświadczał. Mimo,że nie był wymowny, zaczął mówić o swoich uczuciach. Ale mu przerwano... :(


To nie chodziło o to, że źle się oświadczał technicznie, został tak przyjęty, bo wg Margaret, to były dla niego za wysokie progi, więc uświadomiła mu to, że sam fakt przewagi finansowej nie uprawnia go do prośby o jej rękę, tym bardziej, że ona go wcale nie lubi, więc nie ma o czym gadać. Ja uważam, że zachowała się uczciwie wobec niego, bo nic mu nie ściemniała.

Gosia - Śro 12 Gru, 2007 18:03

Qurcze! Ten tekst.... wszystko mi staje przed oczami... :serduszkate:
Caitriona - Śro 12 Gru, 2007 18:25

Ja od razu słyszę dialog z filmu :mrgreen: I głos Rysia i Danieli ;)
nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 19:59

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Nie wiem, skąd opinia, że Thorton źle się oświadczał. Mimo,że nie był wymowny, zaczął mówić o swoich uczuciach. Ale mu przerwano... :(


To nie chodziło o to, że źle się oświadczał technicznie, został tak przyjęty, bo wg Margaret, to były dla niego za wysokie progi, więc uświadomiła mu to, że sam fakt przewagi finansowej nie uprawnia go do prośby o jej rękę, tym bardziej, że ona go wcale nie lubi, więc nie ma o czym gadać. Ja uważam, że zachowała się uczciwie wobec niego, bo nic mu nie ściemniała.

Wcześniej padały głosy, że Thorton nie wspomniał o swoich uczuciach, że źle zaczął, że nie umie się oświadczać- więc ruszyłam do źródła, by to zweryfikować.
Do prośby o jej rękę uprawniały go jego szczere uczucia. O których mówił, usłyszawszy że ją obraża i nie jest dżentelmenem.
Uczciwość to nie chamstwo, co Margaret jako panna z dobrego domu powinna wiedzieć. Mogła potraktować go jak Henriego- jednoznacznie odmownie, lecz grzecznie.

Alison - Śro 12 Gru, 2007 20:15

nicol81 napisał/a:
Do prośby o jej rękę uprawniały go jego szczere uczucia. O których mówił, usłyszawszy że ją obraża i nie jest dżentelmenem.
Uczciwość to nie chamstwo, co Margaret jako panna z dobrego domu powinna wiedzieć. Mogła potraktować go jak Henriego- jednoznacznie odmownie, lecz grzecznie.


Z jej punktu widzenia nic go nie uprawniało. Henry był jej równy klasowo, poza tym znała go od dłuzszego czasu, zaskoczył ją, bo traktowala go jak przyjaciela, a nie kandydata na męża. Odprawila go grzecznie, bo pewnie nie chciała ranić jego uczuć. Na uczuciach Thorntona w ogóle jej nie zależało. Czy gdyby oswiadczył się jej gorąco zakochany w niej parobek, to tez wyobrażasz sobie, że powina powiedzieć: To bardzo uprzejmie, że pan o mnie pomyslał w ten sposób, ale niestety nie mogę zostać pańską żoną, bo ma pan nieświeżą bieliznę :wink:

Gunia - Śro 12 Gru, 2007 20:18

nicol81 napisał/a:
Mogła potraktować go jak Henriego- jednoznacznie odmownie, lecz grzecznie.

I wtedy nie byłoby całej burzliwości romansu, a książka/film straciłaby napięcie. ;)

Gosia - Śro 12 Gru, 2007 21:56

Czy parobek koniecznie musi zaraz miec nieswieza bielizne? :rotfl:
nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 22:24

Alison napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Do prośby o jej rękę uprawniały go jego szczere uczucia. O których mówił, usłyszawszy że ją obraża i nie jest dżentelmenem.
Uczciwość to nie chamstwo, co Margaret jako panna z dobrego domu powinna wiedzieć. Mogła potraktować go jak Henriego- jednoznacznie odmownie, lecz grzecznie.


Z jej punktu widzenia nic go nie uprawniało. Henry był jej równy klasowo, poza tym znała go od dłuzszego czasu, zaskoczył ją, bo traktowala go jak przyjaciela, a nie kandydata na męża. Odprawila go grzecznie, bo pewnie nie chciała ranić jego uczuć. Na uczuciach Thorntona w ogóle jej nie zależało. Czy gdyby oswiadczył się jej gorąco zakochany w niej parobek, to tez wyobrażasz sobie, że powina powiedzieć: To bardzo uprzejmie, że pan o mnie pomyslał w ten sposób, ale niestety nie mogę zostać pańską żoną, bo ma pan nieświeżą bieliznę :wink:

To, czy jej zależało na uczuciach Thortona, to jej prywatna sprawa. Justynce O. nie zależało na uczuciach Różyca, a jednak odprawiła go niezwykle miło. Jako panna z dobrego domu powinna grzecznie traktować innych. Dziewczyna w tych czasach nie mogła zasadniczo odmówić tańca, a jak to robiła, to musiała być zmęczona i przesiedzieć taniec (Dlatego DiU 1940 jest tak porażające, gdy Lizzy odrzuca Darciego i tańczy z Wikchamem.) Przy oświadczynach również obowiązywały pewne reguły grzeczności, które Margaret wyrzuciła do kosza, dla swoich uprzedzeń i frustracji. Nie jest właściwie dużo lepsza od bohaterki "Deusa vencida", która gardziła przez ponad 35 odcinków swoim mężem, bo gdy się poznali w operze, miał na sobie strój nieprzepisowy...Dlatego bejsbol wiecznie żywy. :bejsbol:

Gunia - Śro 12 Gru, 2007 22:27

A czy Ty zawsze się kierujesz zdrowym rozsądkiem i sprawiedliwością Temidy? ;) Ja nie, więc nie mam tego Margaret za złe. Johny chyba ostatecznie też jej długo nie męczył wyrzutami. ;)
nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 22:36

Ja nie jestem bohaterką serialową czy książkową. Inaczej ocenia się postaci fikcyjne niż rzeczywistych ludzi. Jaś jej nie męczył, bo jest cudowny :serduszkate: W trzecim i czwartym odcinku Margaret się poprawiła, ale nie znaczy to, że mam nie mieć za złe jej wcześniejszych niedociągnięć. W tej scenie uważam, że zasługuje na wypłacenie :bejsbol: Ale ogólnie ją lubię. Nie popieram wybielania czy idealizowania bohaterek, nawet jeśli darzy się je sympatią. Po bohaterce "Deusa vencida" to wzięłam imię na bierzmowanie, ale głośno i szczerze wyznaję, że przez pierwsze kilkadziesiąt odcinków to zasługuje na bejsbola :bejsbol: , kałacha :uzi: i przejechanie kosiarką (brak ikonki kosiarki).
Gunia - Śro 12 Gru, 2007 22:39

nicol81 napisał/a:
Inaczej ocenia się postaci fikcyjne niż rzeczywistych ludzi.

Postaci fikcyjne są najczęściej właśnie od tego, żeby narobić na początku jak największych błędów, by potem powoli sobie je uświadamiać i nas przy tym moralizować. ;)

Anonymous - Śro 12 Gru, 2007 22:52

Przy oświadczynach też była ceremonia. Pamiętacie w Przeminęło z wiatrem Scarlett odpowiada Karolkowi tak jak ją uczyła mamusia.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group