Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Alicja - Pią 19 Lut, 2010 20:46
| Trzykrotka napisał/a: | | Zagrał Edwarda jako dość zatroskanego i wycofanego, niemal jąkałę. To był wyjątkowo dobry pomysł bo pokazywał, jak odprężony był przy Elinor, jak przy niej stawał się dowcipny i gadatliwy. |
właśnie tak, ale część oglądających stwierdza po tym, ze Hugh, jak zwykle, gra jak niedorajda i fajtłapa ( patrz głosowanie która wersja) wygląda na to, że taki był zamysł grającego
| Trzykrotka napisał/a: | | Sałatka owocowa, tosty, czekoladowe herbatniki o 11.00, curry z fasoli i soczewicy, groszek, szpinak i ryż, szarlotka z kruszonką i kremem na lunch, 3 kanapki na podwieczorek |
aaaaaaa
| Trzykrotka napisał/a: | | Po nieprzespanej nocy na nogach o 7.00 |
| Trzykrotka napisał/a: | | Nie spałam wiele. |
| Trzykrotka napisał/a: | | Wygląda na to, że nie wyśpię się w ciągu tych dni. Obudziłam się o 1 w nocy przekonana, że czas wstawać |
| Trzykrotka napisał/a: | | ostatecznie w łóżku o 1 w nocy |
| Trzykrotka napisał/a: | | Wstałam o 7.30 po 5 godz. snu, rozbita. |
nic dziwnego, że po tylu nieprzespanych nocach Eleonora wyglada na starszą niż w powieści
BeeMeR - Sob 20 Lut, 2010 18:04
Doczytała i ja - bardzo mi się podoba ta pisanina - może chaotyczna, ale do czytania genialna
Trzykrotko za wklejenie, a dla Milki
Anaru - Nie 21 Lut, 2010 22:38
Ja tez ponownie
Filmu nie dooglądałam , ale otoczka mi się podoba
Aragonte - Pon 22 Lut, 2010 12:38
| Trzykrotka napisał/a: | | Admete napisał/a: | Moim zdaniem Emma powinna napisac jakies wspomnienia z życia aktorki |
A wiesz, że o tym samym myślałam? Za pierwszy scenariusz, który napisała, od razu dostała oscara, widać, że jest inteligentna, ma czarne poczucie humory i sporo dystansu do siebie...
Tak na boku - nie mogę przestać żałować, że rozstała się artystycznie z Kennethem Barnaghiem. Jakie role ona u niego grała! Jakie jeszcze mogłaby zagrać! |
Też od lat nad tym ubolewam.
I dzięki za tłumaczenie, ubawiłam się jak zwykle
Nellie - Pią 26 Lut, 2010 22:26
Świetnie się czyta!!! Milko
Trzykrotka - Pon 01 Mar, 2010 22:05
Pojawiają się nowe osoby dramatu: Imogen Stubs, Greg Wyse i Alan, ach, Alan!
Kolejny odcinek
Środa 26 kwietnia
Kończymy w Flete sceną gdy Elinor, dzięki uprzejmości płk Brandona, przedstawia Edwardowi propozycję prebendy w Delaford. Scena ogromnie wzruszająca, ból ukryty pod kurtuazją, próby Edwarda by usprawiedliwić się, a pomiędzy nimi wielka, niewypowiedziana miłość. W czasie prób nie potrafiłam powstrzymać płaczu na myśl o tak bezpowrotnej utracie kogoś… Zrobiliśmy całą scenę w jakieś 4 godziny, może mniej (5 ujęć), nieźle, Hugh był wspaniały. Irytowały go moje afektowane uściski, ale generalnie był dla mnie miły. Dobrze, że już koniec w tym pokoju.
Z powrotem w Saltram o 15.00. Pogoda zmienna, może uda się zrobić scenę w stajni. Przed północą wróciliśmy zarżnięci jak co dzień. Także odrobinę poirytowani. Praca postępuje zadowalająco, przynajmniej z tym nie ma problemu. Lindsay chce więcej emocji, Ang mniej, Hugh tylko trochę a ja już sama nie wiem jak się nazywam. Ang powoli przyzwyczaja się do naszego stylu pracy – powiedział, że angielskie ekipy są wolniejsze ponieważ traktuje się ich z szacunkiem i nie ma tu w zwyczaju krzyczeć na nich tak jak w Ameryce. Myślę, że mu się to podoba.
Ku naszej wielkiej uciesze nie wolno nam dotykać ani przesuwać żadnych mebli w Saltram. Dziś widziałam jak zapytano pewną starszą panią (jedną z wolontariuszy) czy możemy przesunąć jakąś zabytkową ławę. Zabrała się do podnoszenia owej ławy sama, przyciskając przy tym kurczowo torebkę do boku i chwiejąc się na wysokich obcasach, a z wielką konsternacją przyglądało się temu sześciu potężnych facetów z grupy pomocniczej.
W łóżku o 21.00, ze scenariuszem. Znów przeglądanie harmonogramu. Jutro 2 duże sceny. Ostatnio nieźle mi idzie pisanie piórem.
Czwartek 27 kwietnia
Śpię 9 godzin! Teraz czas na porządne śniadanie. Światła rozstawione w stajni powodują, że Mały George (koń Elinor) przysypia i trzeba go regularnie poszturchiwać, żeby trzymał uniesiony łeb. Ang zapalił papierosa w stajni, zwrócono mu uwagę raz, drugi… - wybiegł machając rękami, lekko zdumiony. Ang: „Na Tajwanie reżyserom wolno robić dokładnie to, na co maja ochotę!” Ale był ubawiony. Palił stojąc na deszczu i opowiadał, że na Tajwanie miałby stałą obsługę, że chodzony bo za nim z fotelami, popielniczkami, suchymi ręcznikami i herbatą. Staliśmy przy nim, patrzyliśmy na niego i śmialiśmy się.
Nasz hotel organizuje wesele tego wieczoru, więc przeniesiono nas na noc do innego hotelu w Plymouth.
Piątek 28 kwietnia
O 6 rano dzwonek telefonu. W nocy obudziłam się o 2.30 i miałam ponure myśli. Przyjemne i łatwe sceny dziś rano ale czuję się brzydka i bez talentu. Wyglądam jak koń z trwałą na grzywie. Robiliśmy scenę czytania poezji, kiedy Marianna dokucza Edwardowi. Jadłam warzywa i ryż.
Wieczór w nowym hotelu z widokiem na parking przed Sainsbury. Na powrót w XX wieku. Wieki zajęło mi przyzwyczajenie się do klucza na kartę. Nienawidzę tego. Lubię zwyczajne klucze, co musi coś oznaczać. Pamiętam, że Austen bardzo lubiła klucze. Zastanawiamy się z Hugh czy choć trochę jesteśmy dobrzy. Kate wygląda wspaniale. Niezależna dusza. Wypuściła się by zobaczyć „Małe kobietki”. Ten hotel jest niemożliwie przygnębiający.
Sobota 29 kwietnia
Polubiłam ten hotel. Spałam jak suseł. Na nogach o 7.30. Znowu praca, dyskutujemy nad decyzją przeniesienia niektórych aktorów do innego hotelu, z dala od reszty – niedobrze na morale, poza tym w sobotę 13-go ma być impreza – dobrze na morale.
Hugh twierdzi, że praca tutaj wydaje mu się bardzo techniczna. Nie bardzo wiem o co mu chodzi ale potakuję z sympatią. Czuję się jak najbardziej przerażające babsko. Zajrzałam do gazet tylko po to, żeby znaleźć zapowiedzi projekcji telewizyjnych „Dryblasa” i „Wiele hałasu” z nieprzyjemnymi recenzjami na ich temat. Trochę przybijające. Na wieczór potrzebna mi wódka, porządny posiłek i czas, by się nacieszyć jedzeniem. Czuję, że moje ciało potrzebuje nieco ruchu, choć trzyma się nieźle. Nie przybrałam nic na wadze.
Znalazłam Anga śpiącego wśród dekoracji, zwiniętego w swoim krześle jak mała laleczka. Ładne ujęcie Edwarda i Elinor na spacerze, podczas gdy obserwują ich Fanny i Mrs Dashwood. Wszystko pięknie i ładnie. Ostatni dzień w Saltram. Miałam zamiar podarować szefowej National Trust pudełko czekoladek, ale wszystkie zjadłam.
Niedziela 30 kwietnia
24.20. Zupa i wódka w barze. Koniec w Saltram. Hurrra! Wczorajsze zbliżenia nie wyszły nam najlepiej, co pogłębia mój zły nastrój i znużenie, ale Ang podszedł do tego filozoficznie. Nie rozpieszcza nas ale jest zawsze sympatyczny gdy nawalamy. Miły wieczór. Jestem taka samotna.
8.20 rano. Spałam głęboko od 1.00 do 8.00. Wyczerpana ale spokojniejsza niż w poprzednią, pijacką noc. Kąpiel i spacer z Kate przed lunchem. Modły o dobrą pogodę na scenę ślubu. Pojawił się Greg Wise (Willoughby) wyglądający wspaniale i pełen życia. Rozruszał nas wszystkich trochę.
19.30 Fantastyczna wycieczka, przejażdżka w słońcu do Gidleigh Park Hotel, kąpiel na golasa w rzece. Teraz suszę włosy wraz z Jan (Archibald, fryzjerka, niebywale dobra kobieta). Przed nami cholerny tydzień. Kate dostała notatkę od Anga, która ją uraziła, ale Kate jest twarda. Wszyscy takie dostaliśmy, przypomniałam jej.
Dowcip Micka: (przytaczam w oryginale, bo go nie rozumiem) What's the difference between a pig and a grip*? A pig won't spend the entire night trying to get the grip to go to bed with it. Zarzekał się, że odnosi się to tylko do techników amerykańskich, ale jest skądinąd cudownie obraźliwy. Richard Broome, nasz techniczny, jest - o ile mi wiadomo - doskonałym dżentelmenem.
Poniedziałek 1 maja
Dzisiaj jestem brzydka, stara, smutna i skora do płaczu. Nowa lokalizacja. Do przyczep szmat drogi. Ang pełen cierpliwości i spokoju. Hugh namawia nas, byśmy mówili na Anga „Brutal”.
Później: przez cały dzień każdy ciągnie po swojemu. Całowanie Hugh było fantastyczne. Super, że wpadłam na taki pomysł. Jeśli chodzi o całowanie się nie można liczyć na Austen, to pewne. Nakręciliśmy scenę na łukowatym mostku. W czasie kręcenia, jak na zawołanie przypłynęły dwa łabędzie. Wszyscy aż jęknęli ze zdziwienia.„Wywalcie je” – na to Ang” – „zbyt romantycznie”.
Teraz na koniach, co jest strasznym cholerstwem. Owce i cała reszta. Bardzo „rewolucyjny” odcinek: owce z rogami i loczkami i całą furą wełny. Gdy się przewrócą, to nie mogą się podnieść. Ktoś musi im pomagać. Tak nie powinno być. Ang życzy sobie mieć owce we wszystkich ujęciach w plenerze a psy we wszystkich ujęciach we wnętrzach. Zasugerowałam, aby w kilku scenach we wnętrzach też dodać owce.
Karety, błoto, wąskie drogi. Nie do wytrzymania. Ładna pogoda, więc liczymy, że jutro będzie słońce. Czuję się oklapnięta. Morag pociesza, że przebrniemy przez tydzień a w dzień wolny od pracy odpoczniemy.
Ang, po szczególnie wyczerpujących ujęciach z naszym stadem (bardzo cicho): „Tylko nie owce. Nigdy więcej owiec”.
17.30 W dużo lepszym nastroju. To tylko napięcie związane z ponownym rozpoczęciem (myślę, że chodzi o zmianę lokalizacji zdjęć – przyp. tłum.). Ładnie wyszły sceny na koniach, które zachowywały się bardzo poprawnie. Debbie Kay jest genialna. Hugh i ja w pierwszym dublu zupełnie nie wczuliśmy się w role, tak bardzo byliśmy skoncentrowani na utrzymaniu się w siodle, pokierowaniu końmi w określone punkty, nie zasłanianiu się nawzajem itp. Hugh grał zupełnie jak w „Szampańskim Charlie’m”, a ja jakąś postać z Sidney’a Sheldona. Wszystko wróciło do normy, ale widzicie jak jest. Przyjechał Gareth Wigan (kierownik Columbii, bardzo wspierający projekt) i wygląda na bardzo zadowolonego. Zrobiłyśmy z Kate krótki wypad na wzgórze. Ciągle wkładam i zdejmuję kapelusze, buty, peruki, sztuczne loczki, gorset i różne ciuchy. Męczący dzień. Jutro będzie ciężko i ekscytująco zatem wszyscy są na miejscu. Cała obsada z wyjątkiem Imogen i Richarda Lumsdena.
21.10. W łóżku. Imelda (Stauton) dotarła z Inverness. Przyjechał też Alan (Rickman), siedzi w barze z Hugh, Mickiem i Kate.
Początki pleśniawki. Na szczęście Kate ma naturalny kozi jogurt, który aplikuję z umiarkowanym rezultatem. Ang opowiadał nam dzisiaj o swoim młodzieńczym życiu seksualnym. „Bardzo bolesne” opowiadał bardzo się przy tym śmiejąc.
c.d.n
Tłumaczenie: Milka
*grip - ogólna nazwa pracowników scenografii, [dekoratorów lub pracowników obsługi i sprzętu zdjęciowego]
oraz, tutaj także torba (z świńskiej skóry)
Caroline - Wto 02 Mar, 2010 07:36
| Trzykrotka napisał/a: | | „Wywalcie je” – na to Ang” – „zbyt romantycznie” | Uwielbiam go
Milko, Trzykrotko, DZIĘKI!
Admete - Wto 02 Mar, 2010 12:43
| Cytat: | | Teraz na koniach, co jest strasznym cholerstwem. Owce i cała reszta. Bardzo „rewolucyjny” odcinek: owce z rogami i loczkami i całą furą wełny. Gdy się przewrócą, to nie mogą się podnieść. Ktoś musi im pomagać. Tak nie powinno być. Ang życzy sobie mieć owce we wszystkich ujęciach w plenerze a psy we wszystkich ujęciach we wnętrzach. Zasugerowałam, aby w kilku scenach we wnętrzach też dodać owce. |
No i te biedne łabądki
Alan, Alan Ciekawe czego się dowiemy
Katarynka - Wto 02 Mar, 2010 14:26
Ja też czekam na więcej wątków z moim ulubieńcem Alanem
edit A "Wiele hałasu o nic" z Emmą i Kennethem uwielbiam, nie rozumiem głosów krytykujących ten film.
Trzykrotka - Wto 02 Mar, 2010 14:30
A zwróćcie uwagę, jak ładnie wprowadziła Grega Wyse!
I całowanie się z Hugh , które i tak wypadło w montazu. Może Ang wiedział, że potrzebowała w tamtej chwili wsparcia... powiedzmy, ze moralnego
Z tego odcinka przebija wszechogarniajace zmęczenie. Mam nadzieję, ze potem było milej.
Czy pani na obcasach sama taszcząca ławkę nie jest pięknym obrazkiem?
Sofijufka - Wto 02 Mar, 2010 14:48
wszystko mi sie podobało - nie tylko pani na obcasach
Alicja - Wto 02 Mar, 2010 15:26
| Trzykrotka napisał/a: | | Zasugerowałam, aby w kilku scenach we wnętrzach też dodać owce. |
co przypomniało mi najnowszą wersje DiU
coraz bardziej wciągające
Nellie - Śro 03 Mar, 2010 23:22
Katarynko, skąd ten piekny avatar??? Błagam, odpowiedz - oglądałam kiedyś ten film, ale niestety nie od początku - nie znam wiec tytułu, nie wiem, gdzie szukać a mnie zachwycił... ratuj
Alicja - Czw 04 Mar, 2010 07:59
avatar Katarynki pochodzi z filmu "Pod drzewem, pod zielonym" ( Under the greenwood tree)na podstawie powieści Thomasa Hardy'ego
mamy nawet temat o tym filmie
http://forum.northandsouth.info/1295.htm
BeeMeR - Czw 04 Mar, 2010 10:56
Nellie, a Twój avek skąd?
| Trzykrotka napisał/a: | | Miałam zamiar podarować szefowej National Trust pudełko czekoladek, ale wszystkie zjadłam. | to jestem cała ja 10-15 lat temu
cudownie się to czyta
Admete - Czw 04 Mar, 2010 11:02
Nellie ma avatarek z Narnii - o ile się nie mylę. Zuzanna z łukiem
Alicja - Czw 04 Mar, 2010 11:14
| BeeMeR napisał/a: | Trzykrotka napisał/a:
Miałam zamiar podarować szefowej National Trust pudełko czekoladek, ale wszystkie zjadłam.
to jestem cała ja 10-15 lat temu |
to też ja nadal
Katarynka - Czw 04 Mar, 2010 13:54
| Nellie napisał/a: | Katarynko, skąd ten piekny avatar??? Błagam, odpowiedz - oglądałam kiedyś ten film, ale niestety nie od początku - nie znam wiec tytułu, nie wiem, gdzie szukać a mnie zachwycił... ratuj |
Wczorajszy avatar zrobiła Dama Gosia:) a dzisiejszy znaleziony w necie Ten sam bohater tylko ujęcie hehehe z innej strony http://forum.northandsouth.info/1759,25.htm
A żeby nie robić wyłącznie offa, to chciałam się zorientować czy słychać coś o następnych frgmentach pamiętnika Emmy ??
BeeMeR - Czw 04 Mar, 2010 14:12
| Katarynka napisał/a: | a dzisiejszy znaleziony w necie | też ładny - lubię ten film, za taki bajkowy charakter i najśmieszniejszy sztuczny śnieg jaki widziałam od lat
Nellie - Czw 04 Mar, 2010 22:19
| BeeMeR napisał/a: | | Nellie, a Twój avek skąd? |
| Admete napisał/a: | | Nellie ma avatarek z Narnii - o ile się nie mylę. Zuzanna z łukiem |
He he, Zuzanna, a jakże...:) Sama tez amatorsko strzelam z łuku. Sceny z łukiem z Narnii uwielbiam, a wszystko zaczęło się od tego, że jako osmiolatka oglądnęłam "Robin Hooda" i eee... polubiłam łuk
Dzięki za informacje o filmie - wdzięcznam bardzo!
Admete - Pią 05 Mar, 2010 08:39
Nelie, którego Robin Hooda? Z Praedem czy z Costnerem?
Trzykrotka - Pią 05 Mar, 2010 20:13
Pamiętników ciąg dalszy. Alan! Podobają mi się coraz bardziej. Więcej owiec, wron, kuropatw i łabedzi
Wtorek, 2 maja
Przebudzenie około siódmej po ciężkiej nocy, gęsta mgła. Wielkie podniecenie w Berry Poremoy, prześlicznej wiosce, w której będziemy kręcili scenę ślubu. I mgła. Próbujemy przekonać siebie nawzajem, że to świetny pomysł, aby ostatnia, radosna scena ślubu Marianne i Brandona miała miejsce w gęstej mgle.
„Tak nietypowo” – stwierdziła Lindsay
„Taki wschodni klimat” – dodałam, szukając pocieszenia gdzie się da.
Środa, 3 maja
Wczoraj jednak sukces – najdoskonalsza pogoda jaką sobie można wyobrazić. Mgła się rozwiała jak na zawołanie. Podeszłam do Anga gdy jadł śniadanie – 2 jajka, wędzony śledź, rogaliki i dżem malinowy. „I co cię tak cieszysz?” – zapytał.
Pierwszy dzień Grega na planie. To tak, jakby mieć pistolet w garderobie. Alan Rickman w mundurze - wspaniały. Cudownie wyglądają razem on i Kate.
Skończyliśmy ślub. Wielkie szczęście. Dwie kamery, obsługa, i stabilizator kamery (który operator ma przyczepiony do ciała dla większej swobody ruchów) ujmowały całą procesję - w rzeczy samej przypominało to trochę pochód mimów - Marianne i Brandon wychodzą z kościoła, za nimi Pani Dashwood, Margaret, Elinor i Edward (którzy, jak zakładamy, są już małżeństwem, choć nie mogę pozbyć się wrażenia, że będzie to wyglądało jak podwójny ślub. Zniechęcająca myśl – zbyt to dosłowne)… Pani Jennings i Sir John, Palmerowie, John and Fanny. Dla Alana to pierwszy dzień na planie i zarazem ostatnie pojawienie się w filmie. Dość pokręcone.
„Sama spróbuj” – powiedział mi ponuro – „nie zagrałem jeszcze ani jednej sceny a już jestem żonaty a na dodatek ciągle za mną łazisz”. Jest bardzo podejrzliwy, że inni knują coś poza jego plecami, ale zapewniłam go, że wszyscy zachowujemy się poprawnie i staramy nie przeginać. Jako dodatek pojawiły się lokalne dzieci – pogadałam z nimi. Wszystkie noszą imiona w rodzaju Jacob, Saul, Abraham. Hugh G. zdrzemnął się w kościelnych ławkach w przerwach między ujęciami. Pod drzewem naprzeciwko kościoła siedzi paw i wydziera się płaczliwie cały dzień.
Czwartek, 4 maja
Przygotowania do imprezy. Humory lepsze. Lisa Henson (kierownik produkcji w Columbii) zadzwoniła wczoraj akurat w momencie, gdy obserwowaliśmy, jak Greg powożąc kariolką (z wysokim zawieszeniem, specjalnie skonstruowaną do zdjęć. Ciemno żółta z czarnymi kołami. Seksowne ustrojstwo) przyspiesza pod górę – bardzo niebezpieczne. Spieprzyliśmy dźwięk na końcu zdjęcia dopingując głośno. Ciekawe - obserwowaliśmy to w blasku zachodzącego słońca, podczas gdy u Lisy w L.A. był poranek. Codzienny „urobek” bardzo im się podoba – wokół westchnienie ulgi. Nagrywane są materiały prasowe. Bardzo mnie to wnerwia. Nie lubię być obserwowana przez kolejną kamerę. To materiał przygotowawczy i wywiady do wykorzystania później przez prasę, więc niezbędne.
Nieco się opaliłam mimo kostiumu, jest trochę jak na Bahamach. Przez całe przedpołudnie tylko się przyglądałam, nie stanęłam przed kamerą. Wszyscy w świetnym humorze. Dziewczęta dyskutują nad nielogicznym zachowaniem niektórych panów, którzy bez skrupułów obnoszą się z nieprzyzwoicie wielkimi piwnymi brzuchami a następnie rzucają głupie komentarze gdy kobieta zje drożdżówkę. W busie do charakteryzacji atmosfera staje się bardzo wojownicza.
Zjadłam z Alanem lunch w jego przyczepie i gadaliśmy o teatrze. 2 lata grania w "Niebezpiecznych związkach" odcięły go od świata tak samo jak mnie te 15 miesięcy w "Me and my Girl." Za bardzo lubię nowe wydarzenia. Nie sądzę, by ciągłe powtórki były dla kogoś korzystne." Uwaga Anga do Alana: „Bardziej subtelnie, postaraj się”. Alan speszony ale tylko przez chwilę. Ang mnie nieustannie zdumiewa – ma doskonałe wyczucie smaku. Czasem zabiera to chwilę zanim się rozpracuje czego on dokładnie wymaga, ale zawsze jest to wyrafinowane. Próbuję wyobrazić sobie, że pracuję na Tajwanie. Wyobrażam sobie samotność.
Bardzo dziś gorąco. 21.30 padam do łóżka. Zrobiona mała scena pomiędzy Elinor i Mrs Dashwood. Pośpiech, brak koncentracji, brak światła i różnego rodzaju przeciwności emocjonalne. Ang skoncentrowany na swoim notesie – rozpoczęliśmy bardzo ostro, kończymy dużo spokojniej i płynniej. Gryzą nas ogromne ilości muszek, wciskają się pod perukę Gemmy – maszyna do robienia wiatru utrzymuje je na odległość. Wkur… krakanie wron – strzelamy z pistoletu tuż przed ujęciem, co ucisza je tylko na moment. Kto powiedział, że na wsi jest spokojnie? Ang tęskni do autostrad.
Piątek, 5 maja
9 rano. Udało mi się doszlifować kwestię do ostatniej sceny Hugh („Moje serce jest i zawsze będzie twoje”). Doskonała pogoda. Hugh w dobrej formie.
Ang do Hugh: „To twój moment. Chcę, żebyś otwarł się przed nami”
Hugh: „Aaaaa. No dobra. Zatem skoro nie ma przymusu….”
Jestem nieco napięta – przede mną scena gwałtownego szlochu.
Później: napięcie jak cholera, poranna praca tylko mnie nakręciła a po południu będą robione moje sceny. W busie do charakteryzacji jest jak w saunie – wszystko spływa natychmiast po nałożeniu. Poszłam poprosić o założenie klimatyzacji. Ang chciał robić tego ranka trudne ujęcia ale Mick odwiódł go od tego pomysłu (przeczuwał, że nie ma wystarczająco czasu) i teraz czuje się jak tyran. Łatwą sprawą jest czuć się jak tyran w stosunku do Anga – ale wszystko idzie ku lepszemu, myślę.
Koniec pracy Hugh. Pojawił się jeszcze na planie choć wyglądał kompletnie nie na miejscu w tych swoich butach i koszuli, które miał na sobie pierwszego dnia przesłuchań.
„Będę tęskniła” – wyznałam mu płaczliwie.
„Nie, nie będziesz” – on na to.
Oczywiście ma całkowitą rację, nie mam na to czasu. Przeszedł między wszystkimi by się pożegnać i wtedy go widziałam po raz ostatni.
22.30. Skończyliśmy o 21.30 a teraz przerabiam jutrzejszą scenę. Jest zbyt skomplikowana biorąc pod uwagę jak mało mamy czasu, by ją nakręcić. Wymaga uproszczenia.
Sobota 6 maja
Dzisiaj rano bardzo staromodna scena. Dużo do zrobienia ale z Lindsay skróciłyśmy nieco scenę Thomasa i wygładziłyśmy przywiezienie pianina więc mam nadzieję pójdzie dobrze. Spakowałam torbę na weekend z mocnym postanowieniem wyjazdu na tak długo, jak to możliwe. Dom filmowany jako Barton Cottage także znajduje się w posiadłości Flete Estate, jednej z najpiękniejszych jakie widziałam. Odczyniam złe uroki tego długiego tygodnia.
Niedziela 7 maja
Gidleing Park Hotel. Tu spędzam weekend. Spacery do Dartmoor, mijam źrebaki i owce o czarnych pyskach, wspinaczka na szczyt wysokiej skały i spotkanie z małym chłopcem.
Ja: Cześć
Chłopiec: Czść
Ja: To fajne miejsce, nie?
Chłopiec: No
Ja: Gdyby nie ta mgła byłoby widać na mile
Chłopiec: W ładne dni jest widok aż na południowy Devon
Pauza.
Chłopiec: Tego nie kupisz za żadne pieniądze.
W tym momencie byłam pewna, że rozwinie skrzydła i uleci do nieba. Ale miał na sobie nieco rozczarowujący podkoszulek z napisem AC/DC, co sprowadziło mnie z powrotem na ziemię.
Wtorek 9 maja
Pogoda zmienna. O 6.30 było prześlicznie zatem przygotowaliśmy się na piknik – co oznaczało, że Luci (Arrighi, scenograf, najbardziej elegancka kobieta na świecie) i dział artystyczny muszą przerobić front domku i nadać mu zamieszkały wygląd. Przestawianie domku na drzewie trwało wieki. Teraz się zachmurzyło zatem musimy wszystko kręcić trochę w słońcu, trochę w chmurach. To jest trudne szczególnie dla Micka. Wszyscy biegają tam i z powrotem z polistyrenem i flagami a Terry (Edland, szef elektryków, inaczej główny oświetleniowiec) wpatruje się w słońce przez ciemne okulary i krzyczy: „Słońce będzie za 3 minuty” – więc najpierw kręcimy ujęcie w chmurach, a następnie słońce wynurza się do połowy więc musimy przerwać i zaczynać na nowo. Tak jest przez cały dzień. Chłodno. Wysuwam zastrzeżenia przeciwko zbytnim fanaberiom w tych skądinąd uroczych scenach. Sam piknik to cudowny pomysł Luci. Świetnie. Ale wygląda, jakby był urządzany przez Rothschildów. Proszę Luci, by wyrzuciła babki mięsne i torty i owoce i cały ten szyk. „Ser, chleb, jabłka i piwo” – mówię. „Przecież byli biedni”.
Luci bierze w obronę babkę wieprzową (pork pie). „Mogli przecież mieć to w spiżarni” – jęczy, bo jej niebiańska wizja została zniszczona.
Jestem nieubłagana.
Jesteśmy zmuszeni wynająć tańsze owce. Naszym, z powodu ich obfitych loczków, trudno robić zbliżenia.
16.45. W dobrym nastroju. Atmosfera rozleniwienia piknikowego. Wystrzały z pistoletu, aby uciszyć krakanie. Kuropatwy skrzeczą, łabędzie przelatują nad rzeką z łopotem. Jest głośniej niż na autostradzie M25. Pijemy herbatę w zielonym pokoju. Dział artystyczny zajęty we wnętrzu – zmyto wspaniałe kolory, jak z holenderskich obrazów.
21.15. W domu, obstrukcja, zatem szklanka wody i garść orzeszków.
C.D.N
Tłumaczenie: Milka
milenaj - Pią 05 Mar, 2010 20:24
Te tłumaczenia bardzo poprawiają mi humor. Alan cudny, ale nic nie pobije Anga. No i Greg Wyse zajmuje więcej miejsca. Za każdym razem mam ochotę jeszcze raz obejrzeć film. Dzięki
Admete - Pią 05 Mar, 2010 21:15
Tez mam ochotę na film. Cały czas w trakcie czytania się chichram - To wszystko takie uroczo absurdalne, a przecież wszyscy tam ciężko pracowali.
Nellie - Pią 05 Mar, 2010 21:39
| Admete napisał/a: | Nelie, którego Robin Hooda? Z Praedem czy z Costnerem? | Z Praedem:) Hit jakichś ferii zimowych, zdaje się...
A tekst jak zwykle świetny:) Milko, po raz kolejny
Hugh wychodzi na kogoś
a) totalnie cynicznego
b) bezczelnego
c) tudzież woda sodowa zupełnie do głowy mu poszła...
|
|
|