To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Deathly Hallows - to dopiero początek!

Agn - Sob 04 Sie, 2007 23:43

Gunia, uważaj, byś na ścianie nie zobaczyła krwawego graffiti "The chamber of secrets has been opened" ;)
Czytam dalej i jezdem w szoku. Zdecydowanie siódmy tom to część dla dorosłych. Tortury na Hermionie... o rrrany... :opad_szczeny:
Czy tylko ja miałam skojarzenia z trylogią Happy days in hell??? Bo kiedy Potter siedział zamknięty w Malfoy's Mannor to wręcz oczekiwałam, że okaże się, że dzieli celę z Severusem. :roll:

Gunia - Nie 05 Sie, 2007 19:16

Agn napisał/a:
Gunia, uważaj, byś na ścianie nie zobaczyła krwawego graffiti "The chamber of secrets has been opened" ;)
Czytam dalej i jezdem w szoku. Zdecydowanie siódmy tom to część dla dorosłych. Tortury na Hermionie... o rrrany... :opad_szczeny:
Czy tylko ja miałam skojarzenia z trylogią Happy days in hell??? Bo kiedy Potter siedział zamknięty w Malfoy's Mannor to wręcz oczekiwałam, że okaże się, że dzieli celę z Severusem. :roll:

W moim przypadku musiałby on się ciągnąć przez plakaty, a gdyby ktoś to nabazgrał między Piratami z Karaibów, Scofildem a Edziem Nortonem, to nie byłoby tak przerażające. ;)
Ta część to naprawdę jakiś horror. I uważam, że to nie w porządku, umieszczać coś takiego w cyklu dla dzieci. Jeśli chciała coś takiego napisać, to przynajmniej powinna ostrzec, że to książka dla dorosłych. To dziecięce wydanie, to jakaś farsa.

Harry_the_Cat - Pon 06 Sie, 2007 20:12

Guniu, jak mozesz mówic, ze nie chesz tego na półce? :paddotylu:
Harry_the_Cat - Pon 06 Sie, 2007 20:21

Na lj ktoś postawił ciekawe pytanie - Is Harry Potter technically now the Boy Who Died?

:rotfl:

odpowiedzi:

Or the The Boy Who Lived, then Died, then Lived...Again?

he is, technically, the Boy Who Lived Twice, or the Boy Who Simply Refuses to Kick It Permanently.

I thought he was the "Boy Who Lived Twice, Or So It Seems", but then again, I'm weird that way.

The Boy who Lived To Die, Only to Live Again.

Agn - Pon 06 Sie, 2007 22:08

Guniu, wiesz, czytelnicy JKR dorastają z książkami i z tomu na tom historie o Harrym Potterze są mroczniejsze, tak więc ta część nie jest straszliwa z zaskoczenia. Poza tym szósty tom jak wyglądał? Scena w jaskini? Ja się bałam! Zresztą książki o Pottym zawsze plasowały się w kategorii lekkiego, rzec by można dziecięcego horroru-fantasy, więc ja się nie czepiam.
Natomiast śmiać mi się chce jak nie wiem. Przez bite sześć tomów kościół walczył z Potterem na śmierć i życie jako z piewcą satanizmu i czarnej magii. Wygląda na to, że ostatnio któremuś z sutannych braci zebrało się na czytanie i bach! Okazało się, że Harry Potter propaguje chrześcijańskie wartości i takie tam stożki. Ciekawość, co teraz kościół zrobi? W siódmym tomie Potty używa niewybaczalnych. Oj, już widzę, jaka dysputa religijna rozgorzeje po polskim wydaniu. :lol:
A poważnie - zadziwił mnie Potty z tym imperiusem. Obawiam się, że w ostatecznym rozrachunku chwyci za Avadę. :roll: Zobaczymy.
Aha, jeszcze jedno. Remusowi urodził się synek. AAAAAAAAAAAAAAWWWWWWWWWWWWW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :serduszkate:

Gunia - Pon 06 Sie, 2007 23:02

Przyznaję, że było coraz mroczniej, ale to jest jak schodzenie po schodach by nagle wpaść w przepaść. I cóż z tego, że świadomie schodziło się na dół?
Ostatecznie chcę mieć to na półce, ale - jak wspomniałam - zawahałam się.
Ale nadal rozważam wyrzucenie książki do śmieci z wyjątkiem jednego rozdziału... ;)
Harry: świetne. Prawie spadłam z krzesła. :rotfl:

Agn - Śro 08 Sie, 2007 10:06

Przepraszam, strzelam focha. Jak kiedyś dorwę JKR... jak jej nie powiem co z czego powyrywam... :evil:
Fred? Lupin? Tonks? GRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!! Jam wściekła!!!

Z innej beczki - słuchanie muzyki z Spn przy czytaniu HP jest b. wskazane. Dowody? Proszę bardzo! Kiedy czytałam o tym, jak Potter i spółka przybyli na Grimmauld Place 12 w odtwarzaczu odezwało mi się AC/DC Back in black (a może powinnam napisać: Back in Black? ;) ). Im dalej tym lepiej - wyruszają w podróż najpierw Movin' on Bad Company, a zaraz potem AC/DC Highway to hell. Ale i tak prawie skonałam, kiedy w czasie pierwszej rozmowy z Aberforthem usłyszałam Foreignera Hot blooded (w tekście jest wyraźnie "You've got to escape from you know who" :rotfl: ). Serdecznie polecam. :lol:

Jeszcze nie skończyłam, ale już jestem przy końcówce. Śmierć Freda rzewnie opłakałam i ciskałam gromy w przeklętą autorkę - jak śmiała tknąć bliźniaków?!!! Ron i Hermiona całujący się w pokoju życzeń, a obok Potter się denerwuje. :lol: Piękne to było.
Poza tym - śmierć Severa przewidziałam, ale nie szkodzi, i tak we łbie kroi mi się pewien fanfik (on się co prawda kroi od bodaj roku, ale nieistotne, niech się kroi dalej). Na jego śmierć byłam gotowa, na to, że on zły nie jest też byłam gotowa, bo ja to WIEDZIAŁAM, że to jest jakiśtam plan. To, że Sev kochał się w Lily, to też wiedziałam z góry (po szóstym tomie to żadna tajemnica). Ale że Potter ma zginąć to się nie spodziewałam. Samobójstwo nie wchodzi nawet w grę. Voldemop musi mu zrobić ziazi. No, ciekawam, ciekawam, jak z tego JKR wybrnęła. Lecę czytać.

Aczkolwiek Dumbledore'a przestałam lubić. Przeklęty manipulator! :evil:

EDYCJA: *le sigh* Skończyłam! I chyba sobie poczytam teraz Enahmę. Albo Irytka. Bo mam chęć.
Wierzyć mi się nie chce, że już nic dalej nie będzie.
Na szybko wrażenia - podobało mi się, że niektóre sprawy zatoczyły koło, nie tylko chodzi mi o takie rzeczy, jak przypomnienie o komnacie tajemnic i takie tam stożki, ale to, że nastąpiły powtórzenia typu Harry, podobnie jak wcześniej jego ojciec, uratował swojemu szkolnemu wrogowi życie czy też syn Lupina jest w podobnej sytuacji jak wcześniej Harry - rodzice nie żyją, opiekę sprawuje nad nim jego ojciec chrzestny. Aczkolwiek zastanawiam się, gdzie Teddy do tej pory mieszkał, skoro zjawia się tylko na obiadach u Potterów. Hmm.
Zamieszanie z różdżką, o którą się tyle tłukł Voldek, całkiem zakręcone, ale fajnie się wszystko poukładało.
Śmierci Freda nie wybaczę JKR ad mortem usrartem.
Poza tym w książce panowała świetna atmosfera zagrożenia, widać, że trwa najprawdziwsza w świecie wojna. Podobała mi się też jedność, jaką okazali uczniowie (o tym za chwilę) w walce z Voldemopem i jego bandą.
Nie podobało mi się natomiast, że JKR ujednolica uczniów jak może. I tu bardziej podobała mi się Enahma, która Ślizgonowi włożyła w usta słowa "Jestem Ślizgonem, nie kryminalistą". JKR wolała przedstawić dom Slytherina jako wylęgarnię przyszłych śmierciojadów.
Zastanawia mnie też, co się stało z poplecznikami Voldka, bo Riddle zginął i ani słowa dalej o śmierciożercach. Zniknęli? Wyparowali? Zostali wybici do ostatniej samicy? No i co z rodzicami Dracona??? Siedzieli sobie spokojnie i tulili dziedzica. I co? Nikt ich nie aresztował?
Poza tym epilog albo bym wywaliła, albo napisała w nim coś innego. Jasne, to miło, że Potter ma rodzinę, której mu zawsze brakowało. Ale cały epilog jest słodko telenowelowaty. Takie rzeczy wypisują panienki na legosio-podobnych forach. Ale nie! JKR postanowiła uraczyć nas potomkami bohaterów zamiast wspomnieć, czym się zajmują. Bo, uważam, Potter powinien zostać aurorem i ścigać po świecie np. śmierciożerców, którzy zwiali. Co w końcu wybrała Hermiona? Czym zajmuje się Ron? Co ze sklepem Weasleyów? Itd. itd.
Podsumowując - tom jest naprawdę niezły. Bitwa w Hogwarcie przecudowna (świetnie się to zresztą czytało). Ale wolałam jednak szóstkę. Więcej zaskoczeń.
PS Dumble'a dalej uważam za manipulatora.
PPS Harry to teraz jest chyba The Boy Who Lived. Twice. :lol:

Gunia - Śro 08 Sie, 2007 18:45

Ja już prawie wybaczyłam Dumblowi, ale wtedy przeczytałam rozmowę z Harrym pod koniec piątki, gdzie on zawodzi, że chciał Harry'ego chronić, to mnie znowu traść nagła wzięła. :uzi:
I wiecie co? Dopiero teraz polubiłam naprawdę Harry'ego jako bohatera. Kiedy jego przygody definitywnie się zakończyły, a wszystko jest jasne i oczywiste, zaczęłam zwracać uwagę na takie drobiazgi i nic nieznaczące dla akcji uwagi o jego gestach, zachowaniu itp. i naprawdę go polubiłam. :D

Agn - Śro 08 Sie, 2007 19:01

Ja zaczęłam smarkacza trochę wcześniej lubić. Generalnie dzieciak ma dobry charakter i, jak się zastanowić, pustego łba nie ma, wielu rzeczy się domyśla, umie podejmować męskie decyzje i potrafi stawić czoło sytuacjom, o których na samą myśl leje mi się po nogach ze strachu. No choćby ten siódmy tom - ma iść do Voldka i dać się zabić? A w życiu! Ja bym nie poszła. Co prawda to trochę nienaturalne, a w każdym razie ja nie znam żadnego nastolatka zdolnego do aż TAKICH poświęceń, ale:
1. to czarodziejski świat
2. życie Harry'ego nie rozpieszczało, więc ma prawo mieć niesamowitą odwagę i zahartowanego ducha
3. trwa wojna, a na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.
Generalnie mniej więcej od piątego tomu zaczęłam Pottera po prostu lubić. I nawet jeśli w siódmym tomie podpadł mi nazywając Lupina tchórzem (a w szóstym ten sam numer strzelił z Severusem), to kładę to na karb jego młodości i "co on wie o normalnym życiu" (podkreślam! normalnym). Wybaczam mu, bo mam dobre serduszko (ale nie mówcie o tym nikomu).

Gunia - Śro 08 Sie, 2007 19:20

Ja go zawsze odbierałam jako niezwykle odważnego bohatera etc. etc. etc. Biedną sierotę o dramatycznej młodości i lubiłam go, bo lubiłam cykl. Ale teraz zaczynam go lubić jako osobę. Bo czytając uważniej można dostrzec, że musiał być naprawdę wspaniałym chłopakiem. Był odważny, sławny, bardzo ważny, a jednocześnie normalny. Niby wiadomo, bo to jest podkreślane od początku jako aksjomat, ale samemu się o tym przekonać, to inna historia. I to, co budzi moją największą sympatię do niego, to nie te bohaterskie czyny, poświęcenia itp., ale takie zwykłe ludzkie odruchy, które świadczą, że był inteligenty, uważny i po prostu sympatyczny. I naprawdę byłoby mi przykro, gdyby go zabiła.
Co do jego poświęcenia: myślę, że żeby zacząć tę drogę, wystarczało mu własnej odwagi i dojrzałości, a potem, kiedy pojawili się jego bliscy, nie miał już chyba powodów, żeby się bać. Skoro oni tam byli i na niego czekali, skoro prawie wszyscy, których kochał, mogli mu tam towarzyszyć, mogło się spełnić jego największe marzenie by być z nimi, to moim zdaniem więcej hartu ducha wymagało, żeby wrócić. Po prostu taką miał naturę: niezwykłą dla nastolatka, ale ilu nastolatków straciło wszystkich?
Najmniej boją się śmierci ludzie, którzy zostali tutaj sami, najczęściej osoby starsze, których wszyscy przyjaciele już odeszli. Więc on, mimo, że młody, musiał być bardzo zdystansowany do życia.

Agn - Śro 08 Sie, 2007 19:55

To świadczy właśnie o tym, że był mądrzejszy niż się od przeciętnego nastolatka wymaga. Generalnie Harry (i Hermione, i Ron) robi wiele rzeczy z czystego poczucia "bo tak trzeba". Nie oczekuje raczej, że zrobią z niego bohatera, wręcz mu ta sława przeszkadza, a czasem obraca się przeciwko niemu. Podoba mi się takie podejście. No i m. in. dlatego chyba wrócił - umrzeć jeszcze zdąży, ale na świecie jest mnóstwo czarodziejów, którzy pokładają w nim wielkie nadzieje i wypadałoby, by chociaż postarał się pomóc. I wbił mnie w fotel efekt tego poświęcenia, tego że zdecydował się umrzeć, a potem wrócić. Zrobił to samo, co jego matka, chociaż nie zdawał sobie sprawy, że tak się stanie. Niezwykłe.
I, Guniu, ja też o tym mówię - lubiłam cykl, ale Pottera jako osobę zaczęłam na poważnie lubić w piątym tomie. Możliwe, że dlatego, że JKR zaczęła się bardziej rozpisywać i poznawaliśmy więcej szczegółów dot. tego, co się działo w jego głowie, jego sposób myślenia itd.
Postanowiłam, że jeszcze raz przeczytam sobie cykl, na spokojnie. Ale, dla urozmaicenia, chyba tym razem po polkowskiemu. :mrgreen:

Gunia - Śro 08 Sie, 2007 20:07

Fajne określenie - po polkowskiemu. :D Muszę sobie zapamiętać.
Mi ten wątek mąci jedynie ta rozmowa z Voldiem na końcu. Ta próba spowiedzi i w ogóle... Lekko to naciągane.
A tak sobie pomyślałam, skoro Severus rozbijał obozy pod drzwiami Gryfonów, to dlaczego nikt się nie domyślił, że coś go łączy z Lily? Nie wierzę, że o takich rewelacjach nikt nie wiedział. Jakim cudem udało mu się to utrzymać w sekrecie choćby przed Huncwotami?

Anonymous - Śro 08 Sie, 2007 20:27

Wiecie co, ale on nazwał Lupina tchórzem, zeby ten wrócił do dziecka. Tak myślę, ale muszę to jeszcze raz przeczytać, najlepiej w wersji polkowskiej.
Myślicie, ze Snape się afiszował z uczuciem, on był skryty myślę a kontakty Ślizgoni-Gryfioni, chyba nie były na porządku dziennym, więc o mogło być cięzkie do wyśledzenia.

Agn - Śro 08 Sie, 2007 20:32

Sekretni przyjaciele - co za problem? Huncwoci nie biegali za Severusem, ot, jak się przypałętał w horyzont, to mu spuszczali łomot, ale poza tym to on za nimi się uganiał, żeby odkryć ich tajemnice. Poza tym James był zainteresowany Lily, nie wnikał w to, co ją łączy z Severusem. Że nie wspomnę, że Sever najwyraźniej nigdy nie wyznał Lily swoich uczuć. Byli przyjaciółmi, potem zwyzywał ją od szlam i przyjaźń się skończyła. Sever z Lily nigdy nie stanowili pary, nie randkowali, stąd uczucie Snape'a pozostało w ukryciu na całe życie.
(Kaśku, my thoughts exactly!)

A co do rozmowy z Voldkiem - to zataczanie kręgu... miałam wrażenie, że kiedy Jołaśka pisała tę scenę, to oczyma wyobraźni widziała Zemstę Sithów (Anakin i Obi-Wan tuż przed finałową walką).
Ujmę to następująco - siódmy tom, jeśli chodzi o walkę, daje świetne możliwości wizualne dla przyszłej ekranizacji. I mam SZCZERĄ nadzieję, że za wzór postawią sobie scenę z ministerstwa z filmu nr 5 (genialna była). Już się nie mogę doczekać. :mrgreen:

Co do nazwania Lupina tchórzem - po części na pewno po to, żeby wracał tam, gdzie jego miejsce - do rodziny. Ale myślę, że chociaż trochę Potter tak uważał. Trudno mi ocenić.

Gunia - Śro 08 Sie, 2007 20:40

Ślizgon śpiący pod dormitorium Gryfonów musiał zwracać uwagę. A biorąc pod uwagę wiek, w jakim byli, znajomi musieli robić jakieś złośliwe uwagi i aluzje.
A sprawę narócenia Snape'a musieli przecież setki razy rozbierać na czynniki pierwsze.

Agn - Śro 08 Sie, 2007 21:06

Wiesz, Lily powiedziała, że wyszła do niego, ponieważ jakaśtam jej koleżanka przekazała jej, że zagroził, że będzie tu spał. To znaczy, że to była wyjątkowa sytuacja. Musiałby tam spać noc w noc, żeby ktoś się tym zainteresował. A nie sądzę, by Huncwoci noc w noc wyłazili, by szwendać się po Hogwarcie. Kiedyś spać musieli.
Harry_the_Cat - Śro 08 Sie, 2007 21:48

Agn - na wiele z Twoich pytań (o Tedy'ego albo zawody Trio) już w tym wątku odpowiadałyśmy ;)
Agn - Śro 08 Sie, 2007 21:55

Kocie, ja to wiem. Ale uważam, że takich rzeczy nie powinniśmy się dowiadywać pokątnie. Wolałabym to mieć jasno wyłożone w książce.
Pemberley - Śro 08 Sie, 2007 21:57

Agn napisał/a:
Aczkolwiek Dumbledore'a przestałam lubić. Przeklęty manipulator! :evil:


Zaden z niego manipulator, tylko doskonaly nauczyciel. Uwielbiam go jako mlodego zapalenca w siodmym tomie...
Agn napisał/a:
Aczkolwiek zastanawiam się, gdzie Teddy do tej pory mieszkał, skoro zjawia się tylko na obiadach u Potterów. Hmm.

U babci , Andromenda jej bylo ?

Agn napisał/a:
Zastanawia mnie też, co się stało z poplecznikami Voldka, bo Riddle zginął i ani słowa dalej o śmierciożercach. Zniknęli? Wyparowali? Zostali wybici do ostatniej samicy? No i co z rodzicami Dracona??? Siedzieli sobie spokojnie i tulili dziedzica. I co? Nikt ich nie aresztował?

Czesc walczyla, czesc zginela, czedsc zostala zaaresztowana, ale wiezieniem nie kierujea juz dementorzy, bo zdrajcom sie nie wierzy.. A Malfoyom to sie zawsze dobrze dzialo i raczej nikt im nie moze zarzucic ze w Bitwie o Hogawrt to pomogli specjalnie Voldkowi
Agn napisał/a:
Pm, Potter powinien zostać aurorem i ścigać po świecie np. śmierciożerców, którzy zwiali. Co w końcu wybrała Hermiona? Czym zajmuje się Ron? Co ze sklepem Weasleyów?


To wszystko juz pani Rowling powiedziala i to bedzie jeszcze raz w encyklopedii. Ja tez mysle, ze literacko ten epilog jest lepszy niz takie wyliczenie faktow, jakie bedzie w ten encyklopedii.
Te wszystkie infa sa kilka stron wczesniej : http://forum.northandsout...p?p=97654#97654
Harry zostal aurorem, Hermiona prawnikiem, A Ron pomaga bratu bez ucha i Harremu

Agn napisał/a:
PS Dumble'a dalej uważam za manipulatora.:


Rita :-P :wink:

Gunia napisał/a:

A tak sobie pomyślałam, skoro Severus rozbijał obozy pod drzwiami Gryfonów, to dlaczego nikt się nie domyślił, że coś go łączy z Lily? Nie wierzę, że o takich rewelacjach nikt nie wiedział. Jakim cudem udało mu się to utrzymać w sekrecie choćby przed Huncwotami?

Mysle, ze James tez go podejrzewal, ale w momencie gdy zdradzil przepowiednie i byl tak znanym smierciozerca nikt sie nie zastanawial potem, dlaczego zmienil opcje. Raczej zakladali, ze zmiana przyszla z upadkiem Voldemorta w Dolinie.. Mysle tez , ze nikt by w cos takiego nie wierzyl, liczylo sie tylko zaufanie Dumbledora...

Harry_the_Cat - Śro 08 Sie, 2007 21:59

Tu się zgadzam. Widziałam gdzies na LJ zdjęcie - dziewczyna naskrobała na ostatniej stronie rozdziału 36 "scar.", a potem przyłożyła nożyczki, jasno ujawniając intencję wycięcia z ksiązki crappylogu....

Doskonale ją tozumiem. Dla mnie ten kawałek, nie dość, że mdły, to jeszcze ABSOLUTNIE nic nie wnoszący....

Albus Severus? :obrzydzenie: No i to nieco małostkowe pisać o tym, że Draconowi się nieco łysieje w wieku 36 lat..... :roll:

Harry_the_Cat - Śro 08 Sie, 2007 22:01

Pemberley napisał/a:
Agn napisał/a:
Aczkolwiek Dumbledore'a przestałam lubić. Przeklęty manipulator! :evil:


Zadxen z niego manipulator, tylko doskonaly nauczyciel. Uwielbiam go po siodmym tomie


A ja z kolei zgadzam sie z Agn - nie przepadałam za nim po tomie szóstym, a teraz to juz mi go wcale nie zal....

Gunia - Śro 08 Sie, 2007 22:03

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale Severus rozumiem, a Albus? Po tym wszystkim? Harry musiał go naprawdę lubić.
Pemberley - Śro 08 Sie, 2007 22:07

Spytalam meza, czy chcialby nazwac swojego syna po hipotetycznym facecie, ktory by sie kochal w jego mamusi, przyczynil sie do jej smierci, dokopywal mu caly czas w szkole, a potem sie okazalo, ze jego najwieksza zasluga bylo, ze sie w tej mamie kochal cale zycie.. i jakos nie chcial..
Harry_the_Cat - Śro 08 Sie, 2007 22:08

Gunia napisał/a:
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale Severus rozumiem, a Albus? Po tym wszystkim? Harry musiał go naprawdę lubić.


Ja "Severusa" nie rozumiem. Nic a nic. Okey, Snape odkupił winy, ale siedem lat wzajemnej nienawiści (bo to nie była niechęć) moim zdaniem nie powinno zaowocować nazwaniem dziecka Severus.... To nie był jedyny sposób żeby uhonorowac Snape'a, I'm sure. Mógłby sie na przykład zatroszczyć o portret Snape'a w gabinecie dyrektorskim Hogwartu.... I pae innych sposobów.

I nazywac pozostałe dzieci James i Lily? A Ginny nie miała NIC do powiedzenia? To wszystko to straszne przegięcie...

Pemberley - Śro 08 Sie, 2007 22:15

Agn napisał/a:

Okazało się, że Harry Potter propaguje chrześcijańskie wartości i takie tam stożki. Ciekawość, co teraz kościół zrobi? W siódmym tomie Potty używa niewybaczalnych. Oj, już widzę, jaka dysputa religijna rozgorzeje po polskim wydaniu. :lol:


W siodmym tomie sa cytaty z Pisma swietego, zreszta bardzo znane:" tam skarb twoj, gdzie serce twoje" " i ten z nagrobka rodziny, ze ostatnim kogo trzeba pokonac jest smierc.

A jedyny problem moralny jaki mozna miec, to jest ze smiercia Dumbledora, ale to mysle przejdzie bez zadnego echa..



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group