To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Maryann - Pon 19 Mar, 2007 15:12

Nie znajdziesz go - przecież pojechał na urlop... :mrgreen:
QaHa - Pon 19 Mar, 2007 15:13

no tak jak pech to pech.
Nic to sama go spakuje, bedzie chodził jak "łacha dziada"

Maryann - Pon 19 Mar, 2007 15:19

A kto mu będzie krawaty wiązał ? Przecież nie może w Rosings chodzić jak łachmyta... :wink:
Caroline - Wto 20 Mar, 2007 09:20

Rozdział VII, cz.7

- Ależ, Fitzwilliamie, to nie może tak być! – zawołała Georgiana. – Panna Bennet nie może być aż tak nisko urodzona, żeby szczęście was obojga było zagrożone.
- Nie obojga – zaśmiał się Darcy smutno – Ta dama nie spogląda na mnie przychylnym okiem i gdyby odkryła, co… - urwał. – Nie ma powodów, żeby zmieniła zdanie – zakończył. – Nie rób ze mnie tragicznej postaci, kochanie. Kiepsko odegrałbym tę rolę. – Pohylił się i pocałował ją w czoło.
- Ale zakładka, to z pewnością coś znaczy – zawołała.
- Ukradziona, słodziutka! – wcisnął zawiniątko do kieszeni kamizelki. – Zapomniała jej w Netherfield, a ja ją sobie przywłaszczyłem – wyznał. – Jak widzisz to jest bardziej groteskowe niż tragiczne. A raczej komediowe, nie wiem, muszę spytać Fletchera – zadumał się – on będzie wiedział.
Georgiana spojrzała mu w twarz, była ciągle zatroskana.
- Kochasz ją?
- Nie jestem pewien – odparł – mam niewielkie doświadczenie z tym szczególnym rodzajem uczuć – pociągnął ją za sobą na dywan. – Wiem, co znaczy miłość w różnych przejawach: miłość rodzinna, miłość do domu, umiłowanie honoru. Ale ten związek między kobietą a mężczyzną… - przerwał. – Widziałem ją w najwspanialszej postaci u naszych rodziców i czasem u innych małżeństw, ale to zdaje się wyjątki. Mężczyźni i kobiety nieustannie wyznają, że są szaleńczo zakochani, a miesiąc później wyrzekają się tego. Czy to była miłość? Nie sądzę! Zadurzenie, chwilowa namiętność wywołana ładną buzią albo modnymi słówkami, być może.
- W takim razie – wydobyła z siebie słowa – uważasz pannę Elizabeth tylko za ładną buzię, która wywołała…
- No, no, moja panna – Darcy poruszył się niespokojnie, rumieniąc się na myśl, co jego dużo młodsza siostra właśnie miała zasugerować. – Nic takiego nie ma miejsca i dalsza rozmowa na ten temat byłaby bardzo nie na miejscu! – spojrzał na nią i zauważając jej niezadowolenie z tego, że uprzedził odpowiedź na jej pytanie kontynuował – W każdym razie nie myślę o niej „tylko” w ten sposób, jak to ujęłaś – odpowiedział uśmiechem na jej triumfujący uśmiech. – Podziwiam jej dowcip, wdzięk i miłosierdzie. Podoba mi się sposób w jaki spogląda mi w oczy i mówi dokładnie to, co myśli, albo co chciałaby, żebym uwierzył, że myśli. Trudno odróżnić jedno od drugiego czasem.
- I tęsknisz za nią, to już wiem. Ale nie chcesz nazywać tego miłością? – szturchnęła go.
- Nie chcę i nie nazwę – odpowiedział zdecydowanie. – Po co miałbym to robić? – odpowiedział – Wyjaśniłem ci, z jakich powodów dla nas obojga, dla Elizabeth i dla mnie, taka deklaracja byłaby bezcelowa!
- Ale przed Bogiem, – naciskała Georgiana – byłbyś zadowolony mogąc zadeklarować się tylko jej.
Darcy otworzył szeroko oczy słysząc jej bezpośrednie pytanie, ale wkrótce widok jej szczerej twarzy zastąpiły wizje jego matactw, wizje, które próbował od siebie odsunąć, ale nie mógł.
„Zadowolony?” jego ręką powędrowała do kieszonki kamizelki, wyciągnął zaplecione, jedwabiste nitki. Przesuwając je między palcami, przeliczył: trzy zielone, dwie żółte i po jednej niebieskiej, ciemnoróżowej i lawendowej, zaplecione w niezwykle zręczny węzełek. Gdyby rzeczywiście jej piękne oczy miały spoglądać na niego, tak jak sobie wyobrażał… Prawie pozwolił unieść się tej myśli, ale powrócił do rzeczywistości, gdy wizja przed jego oczami zmieniła się w zupełnie inną.
- Bingley – zawołał, zaskakując swoją siostrę.
- Pan Bingley? – odpowiedziała Georgiana, przywołując go do rzeczywistości. – Czy pan Bingley także kocha Elizabeth?
- Nie – odparł Darcy twardo. – Ale odgrywa ważną rolę w tej układance, o której nie mogę ci opowiedzieć – uprzedzając jej pytanie kontynuował – i nie, Elizabeth nie uważa, że jest zakochana w nim. Z tego możesz być zadowolona, a ja muszę znaleźć szczęście tak, jak potrafię gdzie indziej, niezależnie od mojej skłonności do niej.
Wcisnął nitki z powrotem do kieszeni i podniósł się z dywanu.
- Przećwiczymy ten duet? – wyciągnął do niej rękę, którą ona przyjęła z wdzięcznością. Prowadząc ją do pianoforte podsunął jej ławeczkę i wyciągnął skrzypce.
- Fitzwilliamie, czy będziesz miał coś przeciwko, jeśli uczynię to przedmiotem mojej modlitwy? – gorąca troska Georgiany poruszyła go do głębi i chociaż nie potrafił zrozumieć tego gwałtownego zainteresowania, nie był nieczuły na uczucie z jakim zostało wypowiedziane.
- Nie, kochanie, nie mam nic przeciwko – pochylił się i pocałował ją w policzek. – Zwykli śmiertelnicy zazwyczaj nie potrafią poradzić sobie ze sprawami, które źródło mają w sercu – wyprostował się i umieścił skrzypce ponownie pod brodą, potem dodał – ale poczuwam się do obowiązku, by przypomnieć ci, że nie żyjemy w erze cudów, a nic innego nie poradziłoby sobie z rozwiązaniem tej gmatwaniny.

:-)

Marija - Wto 20 Mar, 2007 09:39

Jakoś trudno mi sobie wybrazić pana Darcy tarzającego się z siostrą poo dywanie :? ??: . Kaligula jakiś...
QaHa - Wto 20 Mar, 2007 12:01

Caroline napisał/a:
Jak widzisz to jest bardziej groteskowe niż tragiczne. A raczej komediowe, nie wiem, muszę spytać Fletchera – zadumał się – on będzie wiedział.

??? :shock: ??/ no pieknie ale z tego Darcy'ego trąba Fletchera będzie pytał załamka :thud:

Marija - Wto 20 Mar, 2007 12:04

Dobra, potem będzie mówił "muszę zapytać żony", jak porucznik Colombo :cool: .
QaHa - Wto 20 Mar, 2007 12:09

Oby, niech juz leci tę zonę zdobywać do Rosings !!!!! ja dłużej juz tego nie zniese :cry2: , ta komitywa z Georgianą doprowadza mnie do rozpaczy (spojrzenia , usciski, uśmiechy brrrrrr do czego to podobne, a ta Georgiana to zdaje się ma jakieś 15 czy 16 lat - nie zadojrzałe te przemyślenia jak na zastrachanego podlotka)
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 12:11

QaHa napisał/a:
Caroline napisał/a:
Jak widzisz to jest bardziej groteskowe niż tragiczne. A raczej komediowe, nie wiem, muszę spytać Fletchera – zadumał się – on będzie wiedział.

??? :shock: ??/ no pieknie ale z tego Darcy'ego trąba Fletchera będzie pytał załamka :thud:

Darcy'emu chodzi chyba o jakieś nawiązanie do Szekspira - a że Fletcher to w tej dziedzinie ekspert, więc postanowił zasięgnąć informacji u źródła... :wink:

Maryann - Wto 20 Mar, 2007 12:13

Marija napisał/a:
Dobra, potem będzie mówił "muszę zapytać żony", jak porucznik Colombo :cool: .

A co w tym złego, że będzie pytał żony ?! Mądrzejsza od niego, to tylko na tym zyska... :grin:

Marija - Wto 20 Mar, 2007 12:16

Nic złego, ptyś taki z niego u Pameli, że ręce opadają :? ??:
Marija - Wto 20 Mar, 2007 12:18

Maryann napisał/a:
Darcy'emu chodzi chyba o jakieś nawiązanie do Szekspira - a że Fletcher to w tej dziedzinie ekspert, więc postanowił zasięgnąć informacji u źródła... :wink:
Jak u źródła, to niech Szekspira zapyta :cool: . WON do Rosings :wsciekla:
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 12:25

WON ??? :shock: I to Dama się tak wyraża ?!
Marija - Wto 20 Mar, 2007 12:31

Maryann napisał/a:
WON ??? :shock: I to Dama się tak wyraża ?!
To skrót: Wyjeżdżaj Oczywiście Natychmiast! :wink:
QaHa - Wto 20 Mar, 2007 12:34

:rotfl: natychmiast natychmiast
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 12:35

Powoli, jeszcze nie dojrzał... :wink:
Alison - Wto 20 Mar, 2007 14:24

"pociągnął ją za sobą na dywan" :shock:

A może to z rosyjskiego tłumaczone i dywan to kanapa? :lol:
Podobało mi się, jak gmerając palcyma w kieszonce przeliczał niteczki i rozpoznawał palpacyjnie kolory. Cudo!!!! :cool:

Marija - Wto 20 Mar, 2007 14:43

"Diwan, cziemadan, sakwajaż, kartinu, karzinu, kartonku i maleńkuju sabaczionku" :banan: Na pewno z rosyjskiego :mrgreen: .
Anonymous - Wto 20 Mar, 2007 14:45

albo z włoskiego. W USA jest tylu włoskich emigrantów, może Lady P jest jedną z nich?
Marija - Wto 20 Mar, 2007 14:47

Eee, jakby była Włoszką, czy by ją temperamento nie poniosło do Rosings??
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 14:50

Alison napisał/a:
"pociągnął ją za sobą na dywan" :shock:
A może to z rosyjskiego tłumaczone i dywan to kanapa? :lol:

Tak po prawdzie to z... tureckiego. Divan = kanapa, otomana, leżanka, czy inny podobny tapicerowany mebel. :wink:

Alison napisał/a:
Podobało mi się, jak gmerając palcyma w kieszonce przeliczał niteczki i rozpoznawał palpacyjnie kolory. Cudo!!!! :cool:

Oj, te kolorowe niteczki... Nie raz się one jeszcze pojawią... :wink:

Przyznam, że mnie wczoraj twórcza wena dopadła i zaczęłam streszczać resztę tego nieszczęsnego II tomu. No i tam znowu niteczkowa zakładeczka w roli może nie głównej, ale bynajmniej nie epizodycznej... :mrgreen:

Marija - Wto 20 Mar, 2007 15:03

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
"pociągnął ją za sobą na dywan" :shock:
A może to z rosyjskiego tłumaczone i dywan to kanapa? :lol:

Tak po prawdzie to z... tureckiego. Divan = kanapa, otomana, leżanka, czy inny podobny tapicerowany mebel. :wink:
Jeszcze gorzej: pociągnął ją za sobą na leżankę? :shock: :rotfl: To by już podpadało pod paragraf kk :? ??: .
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 15:08

A kanapa lub sofa może być ? :wink:
Marija - Wto 20 Mar, 2007 15:11

Maryann napisał/a:
A kanapa lub sofa może być ? :wink:
Absolutnie nie, jeśli chodzi o jego własną siostrę :wsciekla: . Ożeni się z Lizzy - może ją ciągać. Ale nie inaczej :wink: .
Maryann - Wto 20 Mar, 2007 15:14

A co Tobie po głowie chodzi ? Jakie znowu ciąganie ? :shock:
Toż już na kanapie/sofie usiąść NORMALNIE nie można ?! :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group