To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Wiosna, lato, jesień zima i...znów wiosna - życie w dramach

BeeMeR - Pią 05 Lut, 2021 09:53

Ratowanie urocze :lol:
Aragonte - Pią 05 Lut, 2021 10:11

Trzykrotka napisał/a:
A oto cuda chińskiej sztuki walki - nie wiem czy dostrzeżecie, ale oto Generał wisi nad przepaścią trzymając Księżniczkę za rękę, a trzyma się na czubku buta zahaczonym o łańcuszek na balustradzie mostu :paddotylu:

:confused3: :rotfl: :rotfl:

Trzykrotka - Pią 05 Lut, 2021 15:26

Admete :kwiatek: nie wiem jak wyjaśnić moje rozczarowanie dramą. Lekkie, bo dobrze mi się ją oglądało, ale jednak na tyle duże, że ani jej nie zachowam, ani nie obejrzę z napisami, choć zaczyna się niedługo na NF. Wydaje mi się, że zabrakło jej czegoś bardzo istotnego, co trzyma zainteresowanie bohaterami i ich losami. Choćby okropni ojcowie. Zwykle wojna międzypokoleniowa w dramach przebiega ostro, idzie na noże, bohaterowie wręcz muszą zerwać z rodziną żeby żyć po swojemu. Tutaj? Pani numer dwa siedzi z ojcem przy stole, dogryza mu i odszczekuje tak jakby działo się to na Zachodzie i nie widać ani trochę, żeby jej los zależał od jego decyzji o dziedziczeniu. Z jego planów matrymonialnych względem niej się śmiała i miała gdzieś jego decyzje i resztę rodziny. Młody to samo. Spokojnie i on i matka stawiali się ojcu, który byl żałosną figurą, nie domowym tyranem.
W czym rzecz - bo przecież nie o to mi chodzi że lubię takich ojców, czt żeby rodzic oblewał wodą niechcianą dziewczynę syna itd. Ale tamte rzeczy odróżniały dramy od seriali, podobnie jak częste sceny jedzenia oraz picia, mocne więzi rodzinne, wizyty w barach - namiotach, upijanie się zwłaszcza bohaterek itd. Nie lubię takich scen. Chodzi mi tylko o trend ujednolicania treści, łagodzenia wszystkiego co mogłoby teoretycznie nie spodobać się międzynarodowej widowni. Ludzie skarżą się na mdłość i łagodzenie krawędzi i na to, że dramom odbiera się coraz bardziej lokalny "pazur." Podejrzewam, że dlatego odnotować można powolny na razie ale stały odpływ publiczności, rak jak w 2 połowie lat dwutysięcznych od coraz bardziej zachodniego bolly. Spotkałam się ze zdaniem, że lepiej już iść do Chińczyków, którzy mają wywalone na inwestycje z Hollywood i dalej kręcą dramy po swojemu.

Aragonte - Pią 05 Lut, 2021 16:00

Trzykrotka napisał/a:
Z jego planów matrymonialnych względem niej się śmiała i miała gdzieś jego decyzje i resztę rodziny. Młody to samo.

Średnio koreańskie - ogół jednak (chyba że coś się nagle zmieniło) jednak czeka na akceptację starszych, tj. rodziców.
Myślisz, że to wpływ zachodnich wzorców i chęć zwiększenia sprzedawalności?

I tak po cichu doniosę, że koleżanka ogląda Answer Me 1988 i jej się podoba :mrgreen: Trzykrotko, na Wschodzie nie ma napisów do ósmego odcinka, uzupełnisz? :kwiatek:

Admete - Pią 05 Lut, 2021 17:24

Trzykrotka napisał/a:
ani numer dwa siedzi z ojcem przy stole, dogryza mu i odszczekuje tak jakby działo się to na Zachodzie i nie widać ani trochę, żeby jej los zależał od jego decyzji o dziedziczeniu. Z jego planów matrymonialnych względem niej się śmiała i miała gdzieś jego decyzje i resztę rodziny. Młody to samo. Spokojnie i on i matka stawiali się ojcu, który byl żałosną figurą, nie domowym tyranem.


Ale oni mieli zaplecze finansowe, to nie tak, ze zostaliby bez grosza. Każde z nich miało swoje pieniądze - na przykład Sierotek po dziadku. Hotel, w którym mieszkał na przykład. Ze strony matki rodzina była bogata, chyba nawet bogatsza niż ta ze strony ojca. Matka mówi o fundacji i o ojcu, zamożnym i wpływowym człowieku. Pani Druga miała swoją agencję, zarabiała. Dla mnie to było normalne, że trochę się stawiali. W końcu nawet w Korei musiały zajść jakieś zmiany obyczajowe, nie przesadzajmy. To nie melodramat ani żaden makjang. Poza tym ojciec Drugiej umarł, mogła więc ostatecznie postawić na swoim. Gdyby żył, nie byłoby tak łatwo. Tak samo z Pierwszym - ojciec przegrał wybory, matka się z nim rozwiodła. Dzięki temu syn był wolny. Gdyby było tak, jak piszesz, że powinno, to raczej dramy bym nie obejrzała. Co do silnych więzi rodzinnych - obawiam się, że to już w Korei przeszłość. Tam teraz najwięcej jest samotnych singli.

Cytat:
Spotkałam się ze zdaniem, że lepiej już iść do Chińczyków, którzy mają wywalone na inwestycje z Hollywood i dalej kręcą dramy po swojemu.


To nie ja - nie pasują mi lukrowane tasiemce pseudohistoryczne z absurdalną fabułą, ani sztuczne i równie lukrowane opowieści współczesne. Nie widzę, żeby Chińczycy kręcili coś, co mogłoby mi się spodobać. Nie wyobrażam sobie kryminału made in China :lol: To by było coś - wierna milicja komunistyczna ;) To już wolę nie oglądać nic azjatyckiego. Japońskie są zbyt dziwaczne, Chińskie ocenzurowane i gładkie jak stół. A Koreańskim dramom zarzuciłabym najprędzej obsadzanie identycznych idoli i idolek w rolach, których nie powinni dostać. Ogólnie, że wszyscy musza być śliczni i młodzi, ale u Chińczyków wszak tak samo jest. Może rozczarowanie płynie z faktu, że inni traktują seriale głównie ucieczkowo.

Oglądam teraz Man from High Castle na Amazonie - świetna rzecz, choć ponura jak diabli.

I jeszcze wpadłam na bloga Koreanki w Polsce - taka przeciwwaga dla Polek w Korei ;)

https://www.youtube.com/watch?v=GuCO6Rzeu_k

Trzykrotka - Pią 05 Lut, 2021 23:23

Admete :kwiatek: mnie nie chodzi teraz o wyszczególnianie scena w scenę tego, co w Run On nie było koreańskie. Drama była przyjemna w oglądaniu i nie zaliczyła zjazdu w końcówce, co już w dużej mierze jest sukcesem. (Z tym ojcem Drugiej i jej niezależnością to jednak nie do końca było tak, skoro lekką rączką zabrał jej event charytatywny, który już cały przygotowała i całą śmietankę za niego dał spić bratu, a ona nawet nie pisnęła). Chodzi mi o to, że dramy robią się coraz bardziej wypłukane z wszystkiego, co stanowiło o ich odrębności. Zbiega się to w czasie z ich wejściem na Netflixa i do międzynarodowej widowni. Popatrz na taką My Holo Love - mogła powstać absolutnie wszędzie, nie było tam śladu po tym, jaki jest kraj, w którym dzieje się opowieść. Już od jakiegoś czasu zastanawiam się, co się dzieje, że tak trudno jest o dramę, ktora zostałaby w pamięci, była taką sztandarową, którą można polecić znajomym. Myślałam, że może ja się starzeję, ale widzę, że to samo narzekanie podnosi się coraz bardziej w mediach. Szkoda byłoby mi jeszcze porzucać ten świat, tak jak przez nudę i brak zaangażowania w mdłe fabuły porzuciłam Bollwood.
Chińszczyzna też mi nie pasuje, obyczaje są tam skandaliczne i zupełnie nie moje. Nie bardzo miałabym dokąd pójść, więc się niepokoję.

Aragonte - pewnie, wrzucę 8 odcinek. Może szkoda, że skoczyłam teraz do 18-20, bo twoja znajoma nie będzie miała ciągłości, ale już trudno - 19 prawie ukończona, załatwię jeszcze emeryturę taty, ceremonię a la ślubną rodziców Jung Hwana i szarpaninę wokół ślubu Bo Ry i Sun Woo. Poryczę się znów na końcówce. A potem spokojnie wrócę do nich znów 18-letnich :serce:
Miałam ostatnio sceny z Jung Bongiem i Man Ok, zwłaszcza tę, w której ona zachęca go, żeby rzucił prawo i zajął się zawodowo kuchnią, bo każdy powinien robić to, do czego wzywa go serce. Pomyślałam, ze Wielka Ra Mi Ran pod tym względem poniosła porażkę. Chciała dla swojego syna szczęścia, które było jej szczęściem i zmarnowała mu wiele lat. A w ostatecznym rachunku chłopak odniósł wielki sukces. Czynnie zawalczył o swoją miłość, zdobył mądrą kobietę (i zamożną), zajmował się tym, czym lubił się zajmować i stał się słynnym chefem z własnym programem w tv. Pod tym względem drama jest rewolucyjna. Bo i drugi nieuk, Dong Ryong świetnie poradził sobie bez studiów, a trzecia, Duk Seon zdobyła niezły zawód i - khem - dobrze wyszła za mąz :mrgreen:

Admete - Pią 05 Lut, 2021 23:26

Trzykrotka napisał/a:
Z tym ojcem Drugiej i jej niezależnością to jednak nie do końca było tak, skoro lekką rączką zabrał jej event charytatywny, który już cały przygotowała i całą śmietankę za niego dał spić bratu, a ona nawet nie pisnęła)


Ale umarł na końcu i to jest istotne.

Trzykrotka napisał/a:
Już od jakiegoś czasu zastanawiam się, co się dzieje, że tak trudno jest o dramę, ktora zostałaby w pamięci, była taką sztandarową, którą można polecić znajomym.


A które starsze są według ciebie koreańskie? Bo ja raczej lecę sensacją i kryminałem. One spring night było koreańskie. Poza tym myślę, że sama Korea się zmienia i nie ma do pewnych rzeczy powrotu.

Trzykrotka - Pią 05 Lut, 2021 23:42

Właśnie One Spring Night było na wskroś koreańskie z ducha. I wszystkie te dramy, w których miałaś silną władzę rodzicielską, dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami, karmione przez nich i kontrolowane, wstrzemięźliwe zachowania seksualne i erotyczne, podkreślanie hierarchii zależności i ścisłą tabelkę starszeństwa, jedzenie, wszechobecne jedzenie (tego w USA unikaja na przykład), społeczne przyzwolenie na prześladowanie młodszych, słabszych, niżej postawionych (to oczywiście bardzo złe, ale charakterystyczne), dowcipy kibelkowe, picie ponad miarę i przymuszanie do picia podczas imprez firmowych, obowiązek społeczny budowania wspólnoty przez obowiązkową integrację w pracy, spotkania klasowe itd, cały system zwracania się do siebie za pośrednictwem określeń typu hyung, oppa, czy ajumma - to nadal jest, ale tego się w NF nie tłumaczy - to przyszło mi do głowy na szybko, ale pewnie mogłabym jeszcze więcej powymyślać. I to wszystko nadal funkcjonuje w tej społeczności, ale w netfliksowych dramach się tego nie pokazuje.
Admete - Sob 06 Lut, 2021 07:55

Ale tych Netflixowych nie ma aż wiele. The Uncanny Counter jest Netflixowe i jest fantastyką, bardzo dobrze mi się oglądało. Jest na podstawie koreańskiego komiksu. Moim zdaniem jest jak najbardziej koreańskie. Tak samo Mistic Pop up Bar. Kolejną Netflixową dramą jest Mr Queen - a to akurat przeróbka chińszczyzny. Nie podoba mi się z założenia ;) Moim zdaniem to jest takie narzekanie, że świat się zmienia ;) A w Hush kolejny koreański motyw - wyższość jednym nad drugimi, korupcja podczas przyjmowania do pracy, poczucie odpowiedzialności za młodszych, mnóstwo siedzenia w barach i picia ( aż mnie odrzuca czasami ;) ) Sky Castle było bardzo koreańskie. Jest na Netflixie. The Lies Within - jakoś nie wyobrażam sobie tego, jako produkcji zachodniej. Moim zdaniem to kwestia bardziej takich zwykłych obyczajówek i romansideł. Inne seriale tego nie doświadczają. Powiem ci, ze przez lata, kiedy oglądałam dramy, miałam okresy, gdy nie podobał mi się ani jeden serial. Ani jeden. Uznawałam więc, że nie ma nic dla mnie. I tyle, nie szukałam uzasadnień w klątwie Netflixa ;) Jeszcze The Good Detective z świetnym motywem policjanta, jego siostry, opieki nad samotna nastolatką. Tez jest na Netflixie. Nie ma więc reguły. Jest więc raczej kwestia upodobań.
Nie tłumaczą hyung, oppa - nie problem, przecież słyszę je w tle i wiem, o co chodzi. Trudno oddać coś takiego w języku, w którym nie ma takich elementów. Y nas przynajmniej możesz dać pan, pani.
Jak się zastanowić, to ja nie oglądałam nigdy za wiele takich dram, o których ty piszesz, że są koreańskie ;) Jak wiadomo nie znoszę serii Answer Me ;)

Trzykrotka - Sob 06 Lut, 2021 09:44

Z hyungami itd to się absolutnie nie zgodzę. Wcześniej dramafever, a teraz NF nie tłumaczą takich rzeczy, tylko wszyscy do wszystkich zwracają się u nich po imieniu. To jest przecież rzecz niemal fundamentalna dla tej kultury - tam prawie nikt do nikogo nie mówi po imieniu, nawet mąż do żony i narzeczona do narzeczonego. Kwestia koreańskiej grzeczności nie istnieje w warstwie słownej nawet w tym minimalnym wymiarze. Żebyś widziala, jak Amerykanki tego nienawidzą, te, które widzą to zjawisko. Podobnie zaglaskiwanie ostrych kantów rzeczywistości. Smutne, ale dziś nue powstałby taki niemal kultowy obraz jak A Gentlemen's Dignity. Ci panowie w wielu uważanych za niedopuszczalne na Zachodzie zachowaniach dziś nie mieszczą się w dopuszczalnych ramach.
Może dlatego, że ogladam więcej obyczaju i romansu, widzę ten trend jak na dłoni - amerykanizacji albo europeizacji, jak zwał tak zwał. Nie ja jedna, jak się okazało. Wcale mnie to nie zachwyca, podobnie jak obecne dramy.

Admete - Sob 06 Lut, 2021 12:01

Ja akurat oglądałam GD tylko do 6 odcinka. Reszta była nudna. Powiem ci, że dla mnie to jest zjawisko bańki informacyjnej. Wszystkie siedzą w jednej i narzekają, bo widzą tylko to, co widzą. Gdybyś mi nie powiedziała, że jest jakaś klątwa Netflixa ;) , to bym nie wiedziała, że istnieje. Jakbyś mi nie napisała, że Amerykanki mają taki lub siaki problem - też bym nie wiedziała. I jakbyś mi nie napisała, że dramy koreańskie nie są już naprawdę koreańskie, to też bym nie wiedziała :wink: Bom jest z innej bańki informacyjnej ;) Mnie tam Amerykanki nie obchodzą wcale, w oglądaniu i czytaniu kieruje się li i jedynie własnym gustem, brak oppów i hyungow mi nie przeszkadza, bo głucha nie jestem i słyszę w tle, co słyszę. Czasem nawet rozumiem. A każda rzecz mi się kiedyś znudzi. Taka kolej rzeczy. Może niech Amerykanki obejrzą coś spoza obyczajów i romansów :-P
Trzykrotka - Sob 06 Lut, 2021 13:11

Admete, przecież nie chodzi o samopoczucie Amerykanek :roll: tylko moje własne. A niepokój związany z wydłużającą się co roku listą dram, których nie chce mi się kończyć jest mój, nie amerykański. Ot, napisałam o tym, bo ktoś zjawisko zwerbalizował i potwierdził moje obawy. Oczywiście, może to być kwestią mojego wypalenia, znudzenia życiem i fikcją w ogóle, czy kiepską jakością materiału wyjściowego. Ale niewątpliwie coś się dzieje i obawiam się, że globalizacja kultury ma z tym wiele wspólnego.
Admete - Sob 06 Lut, 2021 13:20

Trzykrotka napisał/a:
Ale niewątpliwie coś się dzieje i obawiam się, że globalizacja kultury ma z tym wiele wspólnego.


Miałam już wiele razy zjawisko wypalenia dramowego, a potem coś ciekawego znów się trafiało. I mnóstwo dram porzucałam, naturalna selekcja. Seriale zachodnie też potrafią mnie znudzić. Widzę w tym raczej moje osobiste nastawienie, niż światowy trend. Życzę ci, żeby przeszło.

RaczejRozwazna - Sob 06 Lut, 2021 13:22

Może to jest syndrom bollywoodu? Też zwesterniało z czasem.

Podczytuję Was czasem, choć nie wiem o czym piszecie :-D

Admete - Sob 06 Lut, 2021 13:23

Nie odczuwam akurat czegoś takiego. Seriale koreańskie były dla mnie zawsze najbardziej "zachodnie". Dzięki temu mogłam je oglądać. Japońskich, koreańskich i tajwańskich jakoś nie mogę. Próbowałam.
Trzykrotka - Sob 06 Lut, 2021 16:15

RaczejRozwazna napisał/a:


Podczytuję Was czasem, choć nie wiem o czym piszecie :-D

No właśnie, pisałam o tym, że to co działo się z Bollywood teraz wydaje się atakować dramy. A im, w przeciwieństwie do Chińczyków, zachodni kapitał jest potrzebny. A kto płaci, ten wymaga.
Skuś się kiedyś na jakąś dramę! Może będzie jakiś ładny melodramat.
Admete :kwiatek: oby to było tylko moje chwilowe zniechęcenie, bardzo sobie tego życzę.

Admete - Sob 06 Lut, 2021 16:32

Wooow! Drugi odcinek L.U.C.A to akcja i jeszcze raz akcja. Takie rzeczy to ja lubię. Świetne zdjęcia, bardzo filmowe. Pogoń w metrze, nieźle im to wyszło. Czekam na więcej akcji i oby im pomysłów nie brakło. Cieszę się, że mogę znów obejrzeć w czymś Kim Rae Wona.
RaczejRozwazna - Sob 06 Lut, 2021 18:16

Mam na liście dwuodcinkową dramę o podróży w czasie, polecaną przez BeeMer. Obejrzę w wolnym czasie i zobaczę czy w ogóle łykam ten klimat.
Admete - Sob 06 Lut, 2021 18:40

Nie umiałabym ci nic polecić, bo uważam, ze trzeba sobie samemu poszukać. Pamiętam, że pierwsza drama, którą obejrzałam, nie była w moim guście i potem rok trwało, zanim znów coś obejrzałam. I wtedy kliknęło. Za to bardzo polubiłam muzykę z pierwszej dramy.
RaczejRozwazna - Sob 06 Lut, 2021 18:47

Mam kilka tytułów filmów koreańskich od Ciebie, Admete, na liście, z tym, że na razie mnie nie ciągnęło specjalnie w te rejony. Natomiast temat podróży w czasie ogólnie lubię, zatem na tę krótką dramę zobaczę. Nie jestem przekonana, że u mnie "zaskoczy" ;)
Admete - Sob 06 Lut, 2021 18:54

Podróże w czasie - Nine Time Travels - chyba oglądałam to na początku mojego spotkania z dramami.
I już wiem, dlaczego zdjęcia i sposób prowadzenia historii w L.U.C.A jest tak dynamiczny - to reżyser The Guest, a to był rewelacyjnie zrobiony horror. Poza tym ma na koncie pierwszy Voice, Pied Piper, Liar Game. I jeszcze Black. Jego dramy są w moim guście ;)

BeeMeR - Sob 06 Lut, 2021 20:43

Ta krótka drama akurat nie jest szczególnie reprezentacyjna dla dram ale cośtam z klimatu ma i jako film jak najbardziej obejrzeć można. :kwiatek:
Aragonte - Sob 06 Lut, 2021 22:09

Admete napisał/a:
Pamiętam, że pierwsza drama, którą obejrzałam, nie była w moim guście i potem rok trwało, zanim znów coś obejrzałam. I wtedy kliknęło. Za to bardzo polubiłam muzykę z pierwszej dramy.

"Faith" to było :wink:

Admete - Sob 06 Lut, 2021 22:14

Fakty. Lee Min Ho nigdy jakoś mnie nie zachwycał..
BeeMeR - Sob 06 Lut, 2021 22:28

Ale mały król i dorastanie do władzy i miłości żony było zacne :serce:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group