To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Trzykrotka - Śro 12 Gru, 2007 12:41

Brawo!! Nie ma opisu przygotowań do wyjazdu, pakowania kufrów, pożegnalnych wizyt, opisów krawatów - Pamelka się zmiłowała, czy Tłumaczki? :kwiatki_wyciaga:
Marija - Śro 12 Gru, 2007 12:52

:banan: Aaaaaach, a może u Pameli choć muśnięcie ust wymienią po oświadczynach wzajemnych? :serce: :paddotylu: Darcy, marsz do Bennetów!!!!!! :wsciekla:
Maryann - Śro 12 Gru, 2007 13:40

Trzykrotka napisał/a:
Brawo!! Nie ma opisu przygotowań do wyjazdu, pakowania kufrów, pożegnalnych wizyt, opisów krawatów - Pamelka się zmiłowała, czy Tłumaczki? :kwiatki_wyciaga:

Jednak Pamelka... :wink:

Marija napisał/a:
:banan: Aaaaaach, a może u Pameli choć muśnięcie ust wymienią po oświadczynach wzajemnych? :serce: :paddotylu:

Marija ! To byłoby w najwyższym stopniu niestosowne... :wink:

Matylda - Śro 12 Gru, 2007 13:47

Jak można mieć taki dom na wsi i tam nie bywać przez rok :?
Maryann - Śro 12 Gru, 2007 13:50

Można - jak Ci przyjaciel tak każe... :mrgreen:
snowdrop - Śro 12 Gru, 2007 13:51

No bo w miastach były bale i takie tam i oni musieli się pokazać, to coś tak jak nasze "gwaizdy" z tv oni też muszą bywać w towarzystwie.
Matylda - Śro 12 Gru, 2007 13:53

A tak swoją drogą to Bingley po pobycie w Pemberly nie zauważył , że teraz Darcy już lubi Bennetów, przynajmniej jedną z nich
Maryann - Śro 12 Gru, 2007 13:59

Nie wierzę, żeby nic nie zauważył - w końcu Gardinerowie domyślili się, co się święci, a Bingley też nie był głupi. W końcu nie każdemu Darcy przedstawiał swoją siostrę, nie mówiąc już o ciągnięciu jej z wizytą zaraz po przyjeździe do domu. Nie mówiąc już o jego reakcji na "występ" Karoliny po wizycie Elżbiety i pani Gardiner. :wink:
Może tylko nie myślał, że Darcy "posunie sę" tak daleko, żeby chcieć się z Elżbietą ożenić (w końcu jemu samemu ze wszystkich sił taki związek odradzał). Pamiętam, jak Jane wspominała później, że oboje rozmawiali o tym jako o czymś całkiem nieprawdopodobnym.

Matylda - Śro 12 Gru, 2007 14:29

Pamiętam, jak Jane wspominała później, że oboje rozmawiali o tym jako o czymś całkiem nieprawdopodobnym.

No tak ale Jane znała " wersję" Elzbiety

Maryann - Śro 12 Gru, 2007 14:35

No wtedy, jak rozmawiali, to chyba nie do końca, bo Lizzy po powrocie z Derbyshire nie była szczególnie skłonna do zwierzeń. Jane nawet jej z tego powodu robiła wyrzuty, że większości dowiedziała się od kogo innego, a nie od niej...
Alison - Śro 12 Gru, 2007 16:22

Maryann napisał/a:
"Znamienitej rodziny"... :paddotylu: I KTO to mówi... :mrgreen:


No właśnie, juz to zdanie powinno dać Bingley'owi do myślenia.

Maryann - Śro 12 Gru, 2007 16:25

Ali, przecież wiesz o czym, a raczej O KIM on w tej chwili myśli. Więc na dziwną wylewność przyjaciela siłą rzeczy uwagi nie zwraca... :wink:
Dione - Śro 12 Gru, 2007 19:58

Eee Bingley, aż tak głupi to nie jest, żeby mu ciągle Darcy oczy mydlił. I ma dość inteligencji, żeby trzymać język za zębami i udawać, że nic nie zauważa. Przecież Darsik jest tak drażliwy, że po jakiejś aluzji mógłby się z miejsca spakować i do Londynu wrócić. I co? I Lizzy zostałaby starą panną!
Maryann - Śro 12 Gru, 2007 20:07

Tyle, że jeśli nie jest głupi (a nie jest :wink: ), to musiał sobie odpowiednio wytłumaczyć tę nagłą i niczym nie przymuszoną gotowość Darcy'ego do jazdy z nim do Hertfordshire i do wizyty w Longbourn. I mógł pomyśleć, że skoro tak bardzo chciał tam jechać, to żadne aluzje by go od tego nie odwiodły. :wink:
Nie, mi się wydaje, że Bingley był zbyt przejęty tym, że znowu jest o trzy mile od swojej Jane, żeby zwracać uwagę na zastanawiające zachowanie Darcy'ego.

nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 20:11

Ale czy Bingley miał jakiekolwiek przesłanki do odgadnięcia uczuć Darsika?I jak to, nie jest głupi? :-P
Gunia - Śro 12 Gru, 2007 20:22

Dione napisał/a:
I Lizzy zostałaby starą panną!

Chyba że poznałaby jakiegoś kuzyna wielebnego Collinsa. ;)

asiek - Śro 12 Gru, 2007 20:35

Caroline napisał/a:
...Darcy wstał. Gwałtowność pragnienia, by znaleźć się w towarzystwie Elizabeth wzbudzała w nim jednocześnie radość i strach, których nie był pewien, czy zdoła ukryć, podszedł więc do okna i rozejrzał się po polach i lasach należących do majątku

Stały numer Darsika, :-D kiedy sytuacja stawała się kłopotliwa, to odwrót i do okna. :-D

Carolku, :thanx:

asiek - Śro 12 Gru, 2007 20:44

Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
:banan: Aaaaaach, a może u Pameli choć muśnięcie ust wymienią po oświadczynach wzajemnych?

Marija ! To byłoby w najwyższym stopniu niestosowne...

Niestosowne ! :shock: Maryann'ku zlituj się !!!! My tu wszystkie z nogi na nogę skaczemy w oczekiwaniu na TAKĄ scenę ! I jak Pamelce nie starczyło w tym względzie wyobraźni, to ja apeluję do SZANOWNYCH TŁUMACZEK o dopisane pożądanych wersetów
...ku pokrzepieniu naszych serc of kors. :mrgreen:

Maryann - Śro 12 Gru, 2007 20:45

nicol81 napisał/a:
Ale czy Bingley miał jakiekolwiek przesłanki do odgadnięcia uczuć Darsika?

A nie miał ? Facet, który parę miesięcy wcześniej użył całej swej elokwencji, żeby go z Netherfield wyciągnąć, teraz nie tylko zachęca go do powrotu, ale sam ochoczo godzi się tam wrócić. No i te uprzejmości o sąsiedztwie, choć wcześniej nie zostawił na min suchej nitki...
Czy Bingley bujając w obłokach wyciągnął z tych przesłanek stosowne wnioski - to już inna sprawa.

nicol81 napisał/a:
I jak to, nie jest głupi? :-P

Pardon ? :wink:

nicol81 - Śro 12 Gru, 2007 21:01

Mogło to dowodzić jedynie tego, że Darsik zaczął mieć wyrzuty sumienia :-P Uprzejmości o sąsiedztwie można potraktować ironicznie. Nie widzę, jak Binley mógł wyciągnąć wnioski.
Maryann - Śro 12 Gru, 2007 21:06

I z powodu tylko i wyłącznie wyrzutów sumienia na pierwszą wzmiankę o wycieczce do Hertfordshire leci się pakować ? Zanim jeszcze Bingley pomyślał, żeby mu to zaproponować ? I nie ma nic przeciwko spotkaniu z panią Bennet, której dotąd unikał jak ognia ? Akurat ! :wink:
nicol81 - Czw 13 Gru, 2007 10:29

Mogło to się wydawać dziwne, ale nie wiem, jak miał Karolek wywnioskować, że przyjaciel czuje miętę do Lizi...Zresztą Karolek jest prostoduszny i myśli, że go wyciągał dla jego własnego dobra.
Maryann - Czw 13 Gru, 2007 10:39

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
:banan: Aaaaaach, a może u Pameli choć muśnięcie ust wymienią po oświadczynach wzajemnych?
Marija ! To byłoby w najwyższym stopniu niestosowne...

Niestosowne ! :shock: Maryann'ku zlituj się !!!!

Się nie zlituję, bo to - jak mawia klasyk - najbardziej oczywista oczywistość. :mrgreen:
To nie było przyjęte, żeby niepoślubiona para... :wink:

asiek napisał/a:
jak Pamelce nie starczyło w tym względzie wyobraźni, to ja apeluję do SZANOWNYCH TŁUMACZEK o dopisane pożądanych wersetów [url=http://img142.images...xd5.gif]Obrazek[/URL]
...ku pokrzepieniu naszych serc of kors. :mrgreen:

Nooo to już raczej nie do mnie, bo ja to taka mało kreatywna i nieromantyczna jestem... :wink: Chyba, że Koleżanki... :wink:

Caroline - Czw 13 Gru, 2007 11:54

Rozdział IX cz. 18
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ & ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


Zamiast wysyłać karty wizytowe z zapowiedzią ich wizyty, Bingley postanowił podczas wieczornego porto, że sprawią swoim przyszłym gospodarzom radość pojawiając się z nimi osobiście. Rozdarty między wszechogarniającym pragnieniem, by zobaczyć Elizabeth a wewnętrznym przekonaniem, że jego wizyta nie sprawi jej samej ani jej rodzinie takiej przyjemności, jaką przewidywał Bingley, Darcy mógł tylko przytaknąć milcząco zgadzając się na plany Bingleya zanim zmienił temat. Tak, do Netherfield przywiodło go przede wszystkim dobro Bingleya, a jeśli popełnił fatalny błąd oceniając uczucia Jane Bennet – także pragnienie naprawienia go. Im szybciej ta sprawa się rozstrzygnie, tym lepiej, nie tylko dla Bingleya, ale także dla jego własnego sumienia. Ale przyjechał tu także żywiąc nadzieję odkrycia, co zostało z pierwszych kroków, jakie uczynili z Elizabeth w Pemberley. Głowił się, jak połączyć te dwie rzeczy podczas całej podróży do Hertfordshire, ale w cudowny sposób, okazja by to sprawdzić nadarzyła się bez jego najmniejszego wysiłku. Tym niemniej prędkość z jaką jego nadzieje i obawy przemieniały się w nieodwracalne czyny zapierała dech w piersi, wykraczała poza wszystko, co planował, a nawet prawdę mówiąc, czego pragnął.
Niezależnie od jego pragnień, nie dało się zaprzeczyć, że jutrzejszy dzień przyniesie mu spotkanie twarzą w twarz z Elizabeth. Jak powinni się powitać? Jak zachowywać się dalej. Paradoksalne, pomyślał z ponurym uśmiechem kładąc się wieczorem do łóżka, jak wydarzenie, do którego tak długo się tęskniło, na dzień wcześniej, z powodu dręczącej niecierpliwości, łatwo przemienia się w koszmar. Noc spędził niespokojnie, ale gdy w końcu przyszedł świt, wraz z nim pojawiło się przekonanie, że aby osiągnąć to, po co przyjechał, nie o Elizabeth, ale o Jane musi dowiedzieć się jak najwięcej i to ją najbardziej będzie musiał obserwować.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ & ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Jechali powoli. Kiedy Darcy zastał Bingleya przy dosiadaniu konia, ten powitał go ze zwykłym sobie uśmiechem i rozpoczął pogawędkę, która trwała póki nie dotarli do drogi do Longbourne. Wtedy Darcy zamilkł. Po chwili także Bingley prawie przestał się odzywać. Konie szły powolnym kłusem. Darcy spoglądał ukradkiem na przyjaciela, czekając aż powróci zwykłe mu ożywienie, ale Bingley pozostawał w zamyśleniu, które Darcy nie wiedział, jak przełamać.
Skierowali się właśnie na aleję prowadzącą prosto do Longbourne, kiedy Bingley wstrzymał konia.
- Lepiej chyba wiedzieć, jak sprawy stoją, prawda? - zapytał Darcyego. - Nie można żyć ot tak sobie bez wyjaśnienia spraw z przeszłości.
Darcy skinął powoli wpatrując się uważnie w oblicze Bingleya.
- Tak zazwyczaj jest najlepiej postępować.
Bingley także skinął.
- Dobrze więc. - odwrócił się, wyprostował i ruszył dalej. Darcy podążył za nim chwilę później, wpatrywał się w plecy przyjaciela ze smutkiem i wcale nie małym ukłuciem winy. Jeśli tak jak przypuszczał, Bingley stracił pewność siebie i powątpiewał w powitanie, jakie czekało go w Longbourne, to winę można było całkowicie przypisać Darcyemu. Wystawił Bingleya na potepienie całego świata z powodu kaprysu i słabości charakteru - tak przynajmniej przedstawiła to Elizabeth. Na szczęście „cały świat” w otoczeniu Meryton zdawał się wybaczyć Bingleyowi zachowanie sprzed roku. Czy także mieszkańcy Longbourne będą tak łaskawi?
Wątpliwości Bingleya musiały się rozwiać, gdy tylko zsiadł z konia. Chłopiec stajenny, który do niego podbiegł, pokojówka, która otworzyła drzwi i gospodyni, która ich zaanonsowała zrobili to z nieskrywanym entuzjazmem, które zapowiadało miłe powitanie w środku. Darcy miał nadzieję, że radość z przybycia Bingleya rozniesie się i obejmie także jego, zmniejszając nieco zdziwienie, które niewątpliwie jego obecność musi wywołać. Drzwi do saloniku Bennetów otworzyły się wpuszczając smugę światła słonecznego do hallu. Niemożliwe do opanowania uczucia wywołane czasem i przestrzenią odbierały Darcyemu dech.

snowdrop - Czw 13 Gru, 2007 12:03

Caroline w trakim momencie przerwać :cry2:

Ach jutro będzie smakowite ciacho.

Do Netherfield przywiodło go przede wszystkim dobro Bingleya? Hm - czyżby oszukiwał sam siebie :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group