To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - SUPERNATURAL: Winchesterowie kontra reszta świata i zaświata

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 16:21

Pamela namawiała Dean'a do zmiany decyzji w sprawie bycia anielskim naczyniem. Była ważna w tym kontekście.

"- Wiem, że Michał chce cię wziąć na jazdę próbną.
- Pamela...
- Tylko głośno myślę. Co się może stać, jeśli się zgodzisz?
- W najgorszym przypadku? Wielu ludzi zginie.
- I przyjdą tutaj. To naprawdę takie złe? Posłuchaj, może nie musisz z tym walczyć. Tylko o to mi chodzi."

Co ciekawe przy tej rozmowie Sama jest z boku, chyba rozmawia z Ashem.

Może Dean narzucał takie perdoły Samowi, ale jakoś nie widziałam, żeby Sam próbował z tym walczyć. On od razu wyjeżdżał z globalnym uciśnieniem ;)

Anonymous - Śro 07 Kwi, 2010 16:57

praedzio napisał/a:
gdzieś pomiędzy tym jest też chęć przywiązania do siebie brata, ojca, wzbudzanie w tym drugim poczucia winy, że Sam nie czuje, czy też nie czuł takiej więzi, jak on, Dean.


Nie umyka mi ten fakt - gosc, ktory ma w sobie duza potrzebe przynaleznosci do stada, sam sie z niego wyklucza w imie jakiejs idei. Zgadza sie - proba odzyskania kontaktu z bratem jest jednoczesnie proba odzyskania towarzysza. Szantaz emocjonalny to chyba najpopularniejsza strategia psychologiczna - Dean nie posiadal argumentow, ktore moglyby Sama przytrzymac z nim, wiec w jego mniemaniu byla to jedyna metoda. Bo niby jaka atrakcja jest w zyciu Huntera? Adrenalina? Brak stabilizacji? Samotnosc? Zal za smiercia kolejnego z przyjaciol? To John dokonal wyboru - nie tylko za siebie, ale tez za synow. Dla Deana nie bylo innej drogi, przejal w spadku cel ojca, a potem jego wlasne pojawily sie same. Sam nie przyjal swojego spadku, wszystkie logiczne argumenty sa po jego stronie - bazowanie na jego uczuciach jest jedyna metoda, ktora da szanse na sukces.
Egoizm nie ma z tym wiele wspolnego. REalizacja potrzeb podstawowych + spadek indywidualny dla Deana (opieka nad bratem, ktora rozpoczela sie w chwili gdy wyniosl go z plonacego domu, przez informacje o planach demonow i aniolow). Gdy Samowi demony zaczely deptac po pietach, priorytetem stalo sie trzymanie go blisko siebie - szantaz emocjonalny byl tutaj jedyna mozliwa metoda. W zasadzie zazwyczaj jest najmniej skuteczna i tutaj najprawdopodobniej tez nie przynioslby sukcesy. Ale nagle okazalo sie, ze Sam i Dean maja wspolnego wroga i wspolny cel.

praedzio - Śro 07 Kwi, 2010 17:05

Admete napisał/a:
Może Dean narzucał takie perdoły Samowi, ale jakoś nie widziałam, żeby Sam próbował z tym walczyć. On od razu wyjeżdżał z globalnym uciśnieniem


Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. ;)

A z tym determinizmem to teraz się dopiero rzecz cała odkrywa (mimo wizjonerstwa obecnych tu Rielli i Admete :P ), więc zachowania Deana proszę mi tu tym nie usprawiedliwiać. ;)

Cytat:
Nie umyka mi ten fakt - gosc, ktory ma w sobie duza potrzebe przynaleznosci do stada, sam sie z niego wyklucza w imie jakiejs idei.


Nie rozumiem tego zdania. Kto się tu wyklucza? I jakiej idei?
Powtarzam: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 17:17

Żadne wizjonerstwo - sorry, ale to było oczywiste, narzucało się - Kain i Abel, dwaj bracia. Gdyby tego nie wykorzystali, to byłoby dość dziwne.

Trzeci post w pierwszym wątku Spn :-P :wink:

Kripke leci przecież archetypami zanurzonymi w popkulturze. To jest ten sam zabieg, który zastosował ( chyba pierwszy raz na taką skalę w kulturze masowej ) Lucas w Gwiezdnych Wojnach. Ameryki nikt tu nie odkrywa, właśnie ta powtarzalność motywów - archetypów i toposów - stanowi o sile tego serialu. Role zostały obsadzone już na samym początku ;) Teraz już tylko chodzi o szczegóły. Martwi mnie w tym kontekście zapowiedź szóstego sezonu, niestety w tym archetypie nie mieści się - i żyli długo i szczęśliwie... No nic obaczymy. Zawsze mogę nie oglądać szóstej serii, jeśli będzie.

praedzio - Śro 07 Kwi, 2010 17:22

Tak, a Dean i Sam od urodzenia wiedzieli, że są jak Kain i Abel... :roll:

Mam świadomość całej koncepcji i mitologii serialu. Ale nie w tym rzecz.
Chodzi mi o zwykłe zachowanie Deana wobec Sama, kiedy nie miał jeszcze tej świadomości całej hecy, w którą mu przyjdzie wdepnąć poniekąd za sprawą Sama, a poniekąd za sprawą całego zastępu niebieskiego.

Chodzi mi tylko o to - i aż o to.

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 17:31

praedzio napisał/a:
Tak, a Dean i Sam od urodzenia wiedzieli, że są jak Kain i Abel... :roll:


Praedzio a co to ma do rzeczy? Ja prowadzę analizę zewnętrzną, jako byt osobny wobec postaci fikcyjnych. Już nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi - sorry :kwiatek: Kolejny raz wychodzi, że nie umiem analizować inaczej jak przez pryzmat kultury i za pomocą środków, jakie zwykle stosuję w analizie literackiej. To jest serial, a ja analizuję go jako dzieło filmowe, popkulturowe. Analizuję go z całą wiedzą, jaka posiadam ja, a nie postacie filmowe. Nie ma w tym nic szczególnie osobistego ( oprócz tego, ze osobiście zwyczajnie lubię ten serial :) ) Na pewno nie analizuję z punktu widzenia Sama czy Deana i nie biorę strony żadnej z postaci. Mnie tak wychodzi z analizy. Każdy z nich w moim odczuciu miał już na początku przypisaną jakąś konkretną rolę. Oczywiście byłam też zaskakiwana, ale całościowo rozwija się w kierunku, który przeczuwałam. W zasadzie czekam, aż mnie czymś teraz zaskoczą i będę się z tego cieszyć - pod warunkiem, że nie spieprzą z powodów komercyjnych zakończenia 5 serii. Dobra, to ja już kończę ;) Serio, serio.

praedzio - Śro 07 Kwi, 2010 17:37

Właśnie widzę, że tu się mieszają dwa sposoby postrzegania serialu i temu argumenty obu (czy też juz więcej) stron trafiają w próżnię.

Padł zarzut o egoizm jednego z bohaterów. Nie odczytałam tego przez pryzmat analizy kulturowej tylko jako krytykę charakteru postaci, na co odpowiedziałam lekką krytyką charakteru postaci drugiej. I na tym poziomie dyskusja powinna się trzymać (w sensie, że rozmawiamy o postaciach jako takich, z ludzkiego punktu widzenia - nie niebieskiego ;) ). Amen.

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 17:42

Cytat:
Chodzi mi o zwykłe zachowanie Deana wobec Sama, kiedy nie miał jeszcze tej świadomości całej hecy, w którą mu przyjdzie wdepnąć poniekąd za sprawą Sama, a poniekąd za sprawą całego zastępu niebieskiego.


Wybacz, ale ja tego nie oddzielam - nie potrafię :) Zauważ, że ja w taką kontekstualną analizę weszłam od razu, od pierwszych postów w tym temacie. Tak, że faktycznie nie ma o co kruszyć kopii. U mnie cała zabawa polega na takim analizowaniu. Zwykłe analizowanie nie bawi mnie aż tak. Zauwżyłam, że takie myślenie nasila mi się z wiekiem ;) Zrzuć to na moją starczą demencję ;)

praedzio - Śro 07 Kwi, 2010 18:01

E, tam. Ja tu się całkiem dobrze czuję między darwinistyczną Scyllą (Aine), a niemalże eschatologiczną Charybdą (Admete). :mrgreen:

Ktos Was tu musi od czasu do czasu sprowadzać na ziemię. ;)

P.S. Taaa... i kto to mówi. :roll:

Anonymous - Śro 07 Kwi, 2010 18:08

kazdy analizuje te same fakty na podstawie bagazu wiedzy i doswiadczen, ktore posiada - to akurat logiczne :) Ja akurat bralam pood uwage i sytuacje przedanielska i poanielska :)
BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 18:09

Baby, każda powinna iść do swojego kąta, zachwycać się tym, co je kręci w SPN, a nie wykłócać o definicje i ich pojmowanie :bejsbol:

btw. Ja wiem co powiedział Pamela, tylko nie widzę, powodu, by musiała to być właśnie ona - tak jak nie widziałam potrzeby kolejnych powrotów Meg, :roll: ale co tam, może i być ona ;)

Admete - Śro 07 Kwi, 2010 18:22

Wszystko jedno kto by to był. Akurat ta postać miała mały bagaż serialowy i można było włożyć w jej usta takie słowa bez zbytnich zgrzytów. Na przykład do Ellen by mi nie pasowały. A tak przy okazji - albo mam zwidy albow V pojawiłą się aktorka grająca Ellen...

Cytat:
Baby, każda powinna iść do swojego kąta, zachwycać się tym, co je kręci w SPN, a nie wykłócać o definicje i ich pojmowanie


Eee...ale to jest właśnie najlepsze ;)

BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 18:53

Aaa, to bawcie się dobrze :kwiatek:
Admete - Śro 07 Kwi, 2010 19:11

Myślę, że temat na razie wyczerpany, chyba że ktoś swoje trzy grosze dorzuci ;) Riella na razie nie ma czasu i ogólnie trochę dziś podłamana, ale to wam pewnie sama napisze.

A tu fragment nastepnego odcinka - obśmiałam się strasznie - miny chłopaków na końcu ;)

http://www.spoilertv.com/...9-problems.html

Deanariell - Czw 08 Kwi, 2010 18:36

Aine napisała:
Cytat:
To, kim mogliby byc bracia pokazuje ten odcinek z projekcja swiata bez smierci matki. Dean bylby tatusiem, realizowalby swoje potrzeby zyciem na przedmiesciu w domku z zona, dziecmi, psem i trawnikiem do koszenia. A Sam realizowalby swoje poprzez piecie sie w karierze prawniczej - moze zatracilby wspolczucie i stalby sie cyniczny w pogoni za kasa, a moze Jess i milosc do niej pozwolilaby mu zachowac tego czesc.

Ja myślę, że i tak nic by z tego nie wyszło... Tak naprawdę to Mary zdecydowała o losie swoich dzieci już przed ich narodzeniem - czego widzowie oraz chłopcy dowiedzieli się dopiero ostatnimi czasy. Myślicie, że demony zostawiłyby Sam'a w spokoju, nawet gdyby udało mu się postawić na swoim i wybrać inne życie? Nie sądzę. Podobnie z Dean'em. John stał się nieco apodyktyczny po śmierci żony, ale zmusiły go do tego okoliczności - przecież wcześniej nie on sam miał niewiele wspólnego z zajęciem łowcy. Wytrenowanie synów było jedyną możliwą opcją - inaczej stanowiliby zbyt łatwy cel dla wrogów. Bo nie znaleźliby chyba takiego miejsca na ziemi, gdzie mogliby uciec przed przeznaczonym losem (najwyżej zostaliby zarżnięci w błogiej nieświadomości), a tak dzięki ojcu zdołali przeżyć nawet wbrew logice. Zgadzam się co do zazdrości - Dean zawsze zazdrościł bratu umiejętności buntowania się i stawiania na swoim, chociaż z drugiej strony był o to zły na niego, zwłaszcza kiedy z powodu tych decyzji stwarzało to zagrożenie dla całej rodziny. Dlaczego niby miał się cieszyć z ucieczki czy odejścia brata na studia? W każdej chwili mógł przecież zostać przez kogoś zabity - a Sam nie miał później wyrzutów sumienia, gdy zrozumiał, że Jess mogła żyć, gdyby nie związała się właśnie z nim? Na miejscu Dean'a też nie byłabym zbytnio szczęśliwa wiedząc, że moja młodsza siostra narażona jest na śmierć, bo zdecydowała odejść od najbliższych, którzy akurat stanowili najlepszą ochronę. No i chyba nie zdecydowałabym się zostawić rodziny w takim momencie - ja wiem, że Sam widział to inaczej z własnego punktu widzenia, ale to jedynie dowodzi bardziej egocentrycznej osobowości, odchodząc nie martwił się, że może już nigdy więcej nie zobaczyć brata i ojca... Dean natomiast nie mógł pogodzić się z faktem, że Sam idzie na "pewną śmierć", bo tak odejście młodszego brata w obcy świat wyglądało z kolei z jego punktu widzenia - pomijając "zdradę" rodziny (jak w mafii :P ).

No a Sammy zawsze zazdrościł bratu jego relacji z ojcem (nawet jeśli tak naprawdę nie miał czego...) - długo się nie chciał do tego przyznać, ale w końcu to z siebie wydusił. ;)

Egoizmu po stronie Dean'a nie jestem w stanie nijak dostrzec. :mysle:

BeeMeR napisał/a:
ale chciał też, aby wszystko było tak, jak on chce, wybór drogi, kierowcy ;) , muzyki, sposób załatwiania "family business", tj. w takich zwykłych "pierdółkach" bardzo rzadko przecież pytał Sama o zdanie, raczej rozkazywał - więc moim zdaniem, Dean jest trochę egoistą, w pewien normalny, zwykły, codzienny sposób

Być może, ale skłaniałabym się do analizy Aine, mówiącej o konsekwencjach wyboru i przyjęcia pewnego określonego stylu życia - w takim układzie musi być ktoś, kto kieruje całością, głównie dla bezpieczeństwa wszystkich w "stadzie".
praedzio napisał/a:
Tak, a Dean i Sam od urodzenia wiedzieli, że są jak Kain i Abel.

Nie musieli wiedzieć. :P Ale sugestia pojawiła się już w drugim sezonie, kiedy John zdradził Dean'owi rodzinną tajemnicę, a później Sam dowiedział się od Dean'a, że być może będzie go kiedyś musiał zabić... :-|
praedzio napisał/a:
E, tam. Ja tu się całkiem dobrze czuję między darwinistyczną Scyllą (Aine), a niemalże eschatologiczną Charybdą (Admete)

:oklaski: :rotfl: :rotfl: :rotfl: Dobre.
BeeMeR napisał/a:
Baby, każda powinna iść do swojego kąta, zachwycać się tym, co je kręci w SPN, a nie wykłócać o definicje i ich pojmowanie

W naszym wątku nikt się nie kłóci - tu się dyskutuje. ;) Kocham takie filozoficzne spory. :kwiatek: Czytałam wymianę poglądów z wypiekami na twarzy :mrgreen: - a najlepsze jest to, że przy następnym spotkaniu wszyscy obecni tutaj "adwersarze" w zgodzie i z całą wzajemną sympatią wzniosą wspólny toast. :party: Dla mnie to znacząca różnica (zaleta) w stosunku do innych podobnych rozmów i innych wątków. :hug_grupowy:
BeeMeR napisał/a:
Ja wiem co powiedział Pamela, tylko nie widzę, powodu, by musiała to być właśnie ona

To było symboliczne, bo przecież straciła życie, ponieważ dała się namówić Dean'owi na współpracę - a on zdaje się zapewniał ją wtedy, że nic jej nie będzie pod ich ochroną. No cóż, przeliczył się... Cieszę się, że mu wybaczyła. :)
Admete napisał/a:
Riella na razie nie ma czasu i ogólnie trochę dziś podłamana, ale to wam pewnie sama napisze.

W Narzekalni... :( Niestety, ja również nie umknę przeznaczeniu. Ostatecznie ucieknę z tego szpitala w koszuli, żeby zdążyć na piątkowy seans SPN... :roll:

BeeMeR - Czw 08 Kwi, 2010 18:50

Deanariell napisał/a:
Być może, ale skłaniałabym się do analizy Aine, mówiącej o konsekwencjach wyboru i przyjęcia pewnego określonego stylu życia - w takim układzie musi być ktoś, kto kieruje całością, głównie dla bezpieczeństwa wszystkich w "stadzie".
Kiedy mi właśnie chodzi o to, że on nie "kierował całością", bo tego się nie czepiam, bo on jedne widział cel i drogę do niego wiodącą, on rządził w każdym najdrobniejszym szczególe - jakby mnie ktoś uszczęśliwiał bez przerwy swoją muzyką, (na jazz :obrzydzenie: ) swoimi poglądami, nie uznając moich, każąc mi działać po swojemu a nie po mojemu, to bym się sama buntowała nielicho i prędzej czy później walnęła go w... piramidę Maslowe'a :bejsbol:

Oczywiście ja mówię o 2-3 pierwszych latach wspólnych podróży chłopaków, potem się nieco pozmieniało i Sam zaczął mieć co nieco do powiedzenia :D

BeeMeR - Czw 08 Kwi, 2010 19:56

Doczytałam jeszcze raz, tym razem uważnie posta Rielli i jednak kolejny raz przekonałam się, ż mówimy o dwóch różnych sprawach :mrgreen:
Deanariell napisał/a:
Egoizmu po stronie Dean'a nie jestem w stanie nijak dostrzec. :mysle:
No właśnie - by Wy mówicie o podstawach działania Deana, podświadomych i nie, chornieniu Sama itp - i wszystko zgoda, a ja mówiłam o drobnostkach życia codziennego - i to nie są dla konsekwencje tego "wielkiego wyboru"

No i pewnie, że najlepsze jest to, że tu się rozmawia bez kłótni :cheerleader2:

Deanariell napisał/a:
dała się namówić Dean'owi na współpracę
ale też sama bardzo chciała :mysle: Ale mogę nie pamiętać dokładnie :wink:
Admete - Czw 08 Kwi, 2010 20:15

Ale to nie jest egoizm - to zwykłe sprawy między rodzeństwem. Wiem, bo mam młodszego brata ;) Słuchać się musiał ;)
BeeMeR - Czw 08 Kwi, 2010 20:51

Admete napisał/a:
Ale to nie jest egoizm - to zwykłe sprawy między rodzeństwem.
czyli jak ktoś ma rodzeństwo to nie może być egoistą? pachnie totalną bzdurą :P
Admete - Czw 08 Kwi, 2010 20:58

I znów czy ja coś takiego napisałam? Udowodnij mi ;) Nie rozumiemy się. Młodsze rodzeństwo jest młodsze :) Czasami się nim trochę rządzi. To nie egoizm tylko prawo starszeństwa ;) Cóż jak komputer był mój, a nie mojego brata, to ja o nim decydowałam i miałam pierwsza do niego dostęp. Jak samochód jest Deana, to puszcza w nim taką muzykę, na jaką ma ochotę. Nie umiem Ci tego wytłumaczyć w inny sposób. Może między siostrami jest inaczej, ale jak się ma młodszego brata, to trzeba go sobie wychować ;) Żeby nie było - za obu moich braci dałabym się pokroić. Ja już swoje powiedziałam i jak zwykle zdania nie zmienię :wink: Ty zostań przy swoim, mnie to pasuje :)
praedzio - Czw 08 Kwi, 2010 21:07

W pewnym wieku takie rzeczy są dozwolone, a w pewnym zaczynają po prostu wkurzać. Powtórzę znów (zaraz ktoś mi chyba za to przyłoży): punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I tak podziwiam Sama za cierpliwość w stosunku do Deana w niektórych rzeczach. ;)

Całe szczęście, Dean przestał już traktować Sama jak młokosa, "którego trzeba wychować" (brrrr!), a zaczął traktować jak równorzędnego partnera.

Deanariell - Czw 08 Kwi, 2010 21:25

Admete napisał/a:
Młodsze rodzeństwo jest młodsze :) Czasami się nim trochę rządzi. To nie egoizm tylko prawo starszeństwa

Dokładnie - potwierdzam z pozycji starszej siostry - z którą też dałabym się pokroić (oddałabym jej własną nerkę, gdyby potrzebowała). ;) Rządziłam z racji starszeństwa, tak jak nami rodzice, z punktu osoby żyjącej dłużej i bardziej doświadczonej. Ja rozumiem, że młodszym się to niezbyt zazwyczaj podoba, ale tak już na tym świecie jest. :roll: Dopiero jak weszłyśmy w nastoletni wiek, zaczęłam powoli uznawać prawo siostry do samodzielnego decydowania. :) Basiu, Ty to faktycznie możesz widzieć trochę inaczej jako ta młodsza siostra.
Admete napisał/a:
Jak samochód jest Dean'a, to puszcza w nim taką muzykę, na jaką ma ochotę.

Driver picks the music, shotgun shuts his cakehole!" :-P

Dean tego nie dostrzegał - pamiętacie, że dopiero w pewnym momencie Sam mu otwarcie powiedział, jak on to odbierał - i po przemyśleniu wszystkiego, starszy brat przyznał częściowo rację, od tamtej pory zaczął znacznie uważniej słuchać tego, co Sam miał do powiedzenia.

Admete napisał/a:
Cóż jak komputer był mój, a nie mojego brata, to ja o nim decydowałam i miałam pierwsza do niego dostęp.

No właśnie, a Sammy nie rządził swoim laptopem? Pamiętacie ten odcinek, kiedy bracia się "kłócili" omotani przez Trickster'a - i Sam oskarżał Dean'a o celowe schowanie mu kompa? :lol:

A z innej beczki: na oficjalnej stronie z gadżetami SPN pojawiła się koszulka z Castiel'em! :slina: Ja chcę taką! Może ktoś umiałby zrobić podobny projekt, żeby dało się zamówić sobie taki T-shirt tu na miejscu, w Polsce? Bo tam to trochę drogo wychodzi - prawie 23 $... :(

aneby - Czw 08 Kwi, 2010 21:36

Przerywnik w poważnych dysputach :wink: Heat of the moment http://www.youtube.com/watch?v=yf-Wc9awzWo :mrgreen:
Admete - Czw 08 Kwi, 2010 21:37

Ależ oczywiście, że punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia ;) W tym wypadku od Waszego i mojego - przy tym pozostańmy ;)

Jaka piękna koszulka! Rozpływam się normalnie :serce:

Aneby cudny filmik :) Młodszy Sam, taki mniej rozrośnięty był cute ;) I ja chcę jakieś zbiorowe oglądanie. W wakacje jakoś urządzimy znów zlot...Nie wiem jak, ale urządzimy.

Caitriona - Czw 08 Kwi, 2010 22:06

Koszulka super! :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group