To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona IV

annmichelle - Wto 15 Sie, 2023 09:53

Trzykrotka napisał/a:
annmichelle napisał/a:

A którą ekranizację widziałaś? Z 1944 czy z 1998 roku?

Tę z 1998, z młodym Delonem - znaczy synem sławnego Delona. Probowałam obejrzeć, szybko sobie odpuściłam.

Tak pozmieniali, czy tak fatalnie nakręcona?

Obejrzałam sobie zdjęcia w neciu obu ekranizacji i trochę chciało mi się śmiać: w tej starej wersji aktorzy, ubrania, scenografia - wiadomo: czyściutkie, odprasowane, włoski pięknie ułożone, panowie na oko wyglądają jakieś 15-20 lat starsi od książkowego oryginału; wersja nowsza - wszystko przersowane w drugą stronę - aktorzy rozczochrani, "brudni", ubrania jak wyjęte psu z gardła :-P , wizualnie dobrali aktorów bardziej pasujących, ale skoro Trzykrotka pisze, że nie dała rady obejrzeć to coś musiało być "nie teges". :cool:

Trzykrotka - Wto 15 Sie, 2023 15:54

Tak, tam w ogóle - o ile pamiętam - zrobiono tło polityczne, Dona była bardziej piratką niż damą, między głównymi bohaterami nie było tego, co u Mourier - tajemnicy, magii zakazanego owocu, bardzo pastelowego flirtu na poziomie. Ot, produkcja na poziomie przeciętnego Arlekina. Delon przeprzystojny, ale nie miał za grosz charyzmy ojca.
annmichelle - Wto 15 Sie, 2023 16:49

Trzykrotka napisał/a:
Tak, tam w ogóle - o ile pamiętam - zrobiono tło polityczne

A ja czytając książkę mocno się zastanawiałam czy to jeszcze XVII wiek, czy już bardziej XVIII :mrgreen: , bo poza wspominkami o dworze i królu i że ojciec jednego z bohaterów kiedyś tam wspierał jakobinów - nie miałam punktu zaczepienia, jeśli chodzi o chronologię. :wink:
To tyle jeśli chodzi o tło polityczne (!) w powieści - jak widać autorkę w ogóle to nie interesowało.

Trzykrotka - dzięki za ostrzeżenie, to raczej się nie skuszę na ekranizację. :wink:

Tamara - Śro 16 Sie, 2023 08:29

RaczejRozwazna napisał/a:
Dziewczyny, które przeczytały "Chłopki"- czy odbieracie tę lekturę jednoznacznie pozytywnie? Bo przeczytałam wywiad z autorką i to trochę bełkot jak dla mnie... Jakby przed wojną żadnych plusów życia na wsi nie było, żadnej więzi emocjonalnej z dziećmi etc. No jednak mam trochę inny obraz tych czasów... Bieda biedą ale barwnie też było!

Nie bardzo rozumiem , co masz na myśli mówiąc o "pozytywnym odbiorze". To książka dokumentalna, więc przedstawia fakty , które są jakie są, ani pozytywne ani negatywne. To, że Twoją rodzinę łączyły silne więzy emocjonalne nie oznacza, że było to zjawisko powszechne, zresztą jak wspominałaś, Twoi dziadkowie byli jak na warunki wiejskie zamożnymi gospodarzami, więc też mieli większe możliwości aby kultywować uczucia, bo żyli w lepszych warunkach i nie byli tak bardzo obciążeni pracą i stresem jak ubożsi. Gospodarze pokroju Boryny, bo do niego swoich dziadków porównałaś, zatrudniali służbę, bo tak trzeba nazwać parobków czy dziewczyny do krów itd, więc ich rodziny były mniej obciążone pracą, miały więcej czasu i pieniędzy na odpoczynek i rozrywkę . A idąc dalej tropem Chłopów - popatrz jak miała Hanka antkowa, która musiała po chrust do lasu chodzić i nie miała co do gara włożyć żeby dziecko nakarmić.
Chłopki są wg mnie ogólnym zarysem sytuacji polskiej wsi w okresie międzywojennym, gdzie oczywiście były wyjątki w postaci bogatych gospodarzy, żyjących na lepszym poziomie i materialnie i kulturalnie, ale większość to jednak była bieda i ciemnota, o której autorka pisze, obficie podpierając się materiałami dokumentalnymi z epoki. Zauważ, że ona nigdzie niczego nie wartościuje ze swojego punktu widzenia, pisze , że takie a takie dane mówią , że to i to, wspomnienia tych i tych osób brzmią tak i tak, praca poświęcona temu i temu zagadnieniu mówi to i to . Zresztą myślę, że jej celem było właśnie odbrązowienie i urealnienie utrzymywanego przez lata obrazu "wsi spokojnej, wsi wesołej" , na której lepiej było przed wojną niż za komuny i że w ogóle życie wiejskie to była sielanka.

RaczejRozwazna - Śro 16 Sie, 2023 10:19

Tamara - nie czytałam książki, odnoszę się tylko do wywiadu. Już sam tytuł wartościuje i to mocno - te kobiety nie tylko, lub nie przede wszystkim doiły krowy, naprawdę. Jeżeli autorka w zalewie faktów dotyczących - owszem owszem - ciężkiej pracy i biedy i braku wykształcenia, nie dostrzega niezwykłości kultury chłopskiej, w której bardzo ważną rolę pełniły kobiety, to ja mam poważne wątpliwości. Z opowieści starszych, którymi pasjonowalam się od dawna, i z różnych lektur typu monografie konkretnych wsi, wyłania się różnobarwny i w niektórych aspektach bardzo pociągający świat. Kiedyś może przy jakimś warszawskim spotkaniu uda się porozmawiać na ten temat :kwiatek:
Poza tym autorka pisze tonem odkrycia o faktach, które nawet dziś są dla rolnikow naturalne. W czasie żniw wstaje się o trzeciej czy czwartej, a niekiedy w ogóle się nie śpi, żeby wstrzelić się w dobrą pogodę. O odpoczynku nikt nie myśli, ani rolnik, ani rolniczka. Natomiast w zimie nie wstawało się o tej godzinie bo nie było po co - krowa czy świnia, bo chłop w Galicji nie dysponował zazwyczaj większym żywym majątkiem, nie potrzebują tak wiele zachodu. No chyba, że ktoś dodatkowo pracował w większych gospodarstwach pańskich czy księżowskich.

A moi dziadkowie nie mieli parobków :lol: Pisząc o Borynie miałam na myśli podobny etos w stosunku do ziemi i pracy rolnika oraz szacunek, jakim dziadek się we wsi cieszył. W ogóle w Galicji rzadko kto miewał parobkow natomiast naturalna była sąsiedzka pomoc przy pracach w polu, podczas której rodziły się prawdziwe choć szorstkie przyjaźnie.
Mogłabym jeszcze sporo pisać ale to raczej do pogadania :kwiatek:

Tamara - Śro 16 Sie, 2023 11:34

Ale to nie jest książka o kulturze chłopskiej , tylko o codziennym życiu wsi w latach 20 i 30. Nie o świętach, śpiewach itp. to jest książka o tym, że dzieci nie mogły chodzić do szkoły bo musiały pracować w gospodarstwie albo nie miały butów, że 5-letnie dzieci wysyłano do pasienia bydła , gęsi i czego tam popadło, ze podczas tych pasionek na porządku dziennym były gwałty i przemoc, że niemowlęta umierały z brudu , chorób , niedożywienia jedno po drugim, że rzadko kiedy dziewczyna miała cokolwiek do powiedzenia o swoim losie, nie szło tylko o wstawanie ze świtem w żniwa to jest oczywiste dla każdego, ale o to, że kobieta oprócz pracy w gospodarstwie miała na głowie cały dom plus dzieci, bo mężczyzna sie tym w ogóle nie zajmował, że dziewczyny nie chcąc być wydane za mąż uciekały na służbę albo emigrowały za pracą, że zwykle małżeństwa były zawierane dla interesu , nie z uczucia, jak jedna żona zmarła brało się druga zeby się zajęła gospodarstwem, , potem w razie potrzeby trzecią . Pamiętam jakieś pamiętniki lekarzy z międzywojnia, gdzie autor opisuje sytuację gdzy gospodarz i jego żonaty syn przyprowadzają do lekarza chorą żonę młodego, okazuje się że trzeba ją leczyć i ponieść jakieś tam koszty , na co obaj panowie zgodnie stwierdzają, że to się nie opłaca, bo za tyle to by krowę kupił , i niech ona umrze to się weźmie nową, taniej wyjdzie.
Generalnie to jest książka o codziennym życiu kobiet wiejskich, nie o obyczajach i kulturze.
No i raczej nie ma co porównywać dzisiejszego wstawania o trzeciej w czasie żniw , kiedy masz w domu lodówkę i kuchenkę do czasów gdy trzeba było zacząć każdy dzień od rozpalenia pieca, obrania kartofli i ugotowania śniadania dla całej rodziny.

Admete - Śro 16 Sie, 2023 11:56

Tamara napisał/a:
Ale to nie jest książka o kulturze chłopskiej , tylko o codziennym życiu wsi w latach 20 i 30. Nie o świętach, śpiewach itp. to jest książka o tym, że dzieci nie mogły chodzić do szkoły bo musiały pracować w gospodarstwie albo nie miały butów, że 5-letnie dzieci wysyłano do pasienia bydła , gęsi i czego tam popadło


Rozważna i tak było, bo mam przekaz rodzinny. Jeszcze po wojnie nie było butów, a na przednówku się pożyczało od bogatszych i chodziło na odrobek. We wsi elektryczność była w roku 1970. Wyobraź sobie. Ślub moich rodziców był przy lampach naftowych, przy takich się uczyli, nikt nie miał do 1970 roku telewizora. Mieli radia na baterie i żelazka na dusze. Serio. Moja mama chciała iść do liceum, ale nie poszła, bo nie miała ojca, a za to miała czworo młodszego rodzeństwa ( dwie starsze siostry wyszły już za mąż, a jedna młodsza umarła w wieku 6-7 lat ). I nie napisze tu, jak umarł mój dziadek ze strony mamy w latach 50...Nie widzę nic obraźliwego w słowie chłopki. Jestem z chłopów i robotników. Jestem dumna z tego. Oczywiście to o czym piszesz było - babcia i mama, ojciec, ciotki - wszyscy wspominali śpiewy, zabawy, tańce. Mieli dobrą młodość jeśli chodzi o takie rzeczy - była we wsi wspólnota, dzieci dorastały razem, opiekowały się sobą wzajemnie - Ale nie o tym jest ta książka. Moja mama jako 17-latka poszła do pracy. A po pracy lub przed nią szła do pola - swojego albo cudzego. Wstawała latem w czasie żniw o 3, szła do pola, potem do pracy. I to było PO wojnie. Babcia zabierała jej zresztą większość zarobionych pieniędzy. A jak się chciało coś zjeść w szkole, to się brało dwa jajka ( czasem bez zgody babci ) i szło sprzedać w sklepie za bułkę...Rodzina ojca miała lepiej, byłą zamożniejsza, mniej dzieci, oboje rodzice, ale jak ojciec skończył 7 klas, to nikt nie pomyślał, żeby szedł dalej się uczyć. Dopiero po roku sam znalazł sobie szkołę na Śląsku - z internatem, górniczą. Pojechał z jedną walizką, wracał tylko na święta i wakacje. Tam miał lepsze jedzenie i warunki. Miło wspomina. Wojsko też miło wspomina. W końcu był w samej Warszawie i dbali o niego. Jeszcze mi się przypomniało, że babcia po śmierci dziadka oddała dwoje dzieci do krewnych - moja mama poszła na prawie rok do Krakowa do ciotki, a druga siostra chyba do Tarnowa do innej ciotki. I jak była zima, to mieszkała czasem u rodziny nauczyciela, bo miała daleko do domu, przez dwa lasy i pod górę, a butów dobrych już nie miała. Chodziła do szkoły, a za mieszkanie płaciła pracą w domu - i kto w to teraz uwierzy? Nauczyciel miał córkę w tym samym wieku - ona się tylko uczyła i pojechała na studia.

BeeMeR - Śro 16 Sie, 2023 11:56

Ja tylko nadmienię, że kombajny i traktory pracują na całego - wczoraj w święto (u nas nawet odpust) również, ale tu od zawsze była dyspensa na prace rolne, trzeba zebrać zboże które przeżyło deszcze i siano które wyschło bo pogoda wyraźnie się psuje i idzie kolejny opad.
A ziemniaki już się kopie co któryś nadgnity od tych opadów, że tak zrzędnę przy okazji. :czekam2:
Też nie napiszę jak wyglądały realia młodości mojego męża - dość, że niewesoło, acz najbiedniejsi we wsi to oni nie byli, najbogatsi też nie. Mogę opowiedzieć przy spotkaniu ;)


Ad rem: Skończyliśmy Wędrowca do świtu - dzieci w miarę zadowolone, pomijając końcówkę - dla Adasia była trochę wtf, (lilie wodne? światło? Nie ogarnia, ma kilka innych pomysłów jak mógłby wyglądać narnijski koniec świata ;) ) dla Ani zbyt emocjonalne są słowa Aslana, "jesteście już zbyt dorośli", rozpłakała się przy tym, podobnie jak poprzednio gdy to usłyszeli Piotr i Zuzanna, oraz przy Kubusiu Puchatku gdy Krzyś z niego wyrósł.
Dla mnie zbyt wiele rzeczy teraz, jak jestem sama dorosła, jest życzeniowych i przypadkowych. Tak ogólnie, nie tylko w tym tomie. Ciekawe jak odbiorę Konia i jego chłopca :mysle: Trochę się boję ;)

Admete - Śro 16 Sie, 2023 12:11

Ciekawa jestem, jak zareagują.
Tamara - Śro 16 Sie, 2023 12:27

Admete napisał/a:
We wsi elektryczność była w roku 1970

Tam gdzie jeździliśmy na wakacje, na suwalszczyźnie pod granicą, prąd doprowadzono dopiero pod koniec lat 70.Pamiętam wieczory przy świecy, lampie naftowej a później gazowej. I żelazko na węgiel. I co roku mama woziła dla ciut młodszych ode mnie dzieci znajomych gospodarzy ubrania i buty, z których wyrosłam przez zimę, a te dzieci 6-7-letnie przychodziły kilka kilometrów na handel z wielkimi plecionymi koszami jagód albo poziomek.

Admete - Śro 16 Sie, 2023 12:36

Tak grzyby i borówki na sprzedaż to normalne było.
Czytam teraz Władców Polski:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4869195/wladcy-polski-historia-na-nowo-opowiedziana

Zaczęłam dopiero, ale dobrze mi się czyta. Książka słusznych rozmiarów nawet jako ebook - pewnie będę czytać na raty.

RaczejRozwazna - Śro 16 Sie, 2023 12:56

Admete ależ ja to wszystko wiem i moja rodzina też tego wszystkiego doświadczyła. I sama co nieco pamiętam z dzieciństwa. I sporo osób jest chyba świadomych tych faktów. Jeszcze raz - moje pytanie o odbiór książki dotyczyło właśnie wrażeń z lektury wywiadu, przy którym się trochę zagotowałam. Moim zdaniem - ale może się mylę - o pracy, biedzie i braku wykształcenia (bo jednak nie zawsze to jest tozsame z ciemnotą, choć i tak bywa) , jest wiedza dość powszechna. Brakuje natomiast opowieści o mądrości ludowej, o kulturze właśnie, o wykorzystywaniu na 200 procent strzepkow wiedzy, którą gdzieś tam się dało posiąść. Wiem, nie o tym książka. Ale jeśli autorka mówi, że trudno jej było pisać o kobietach, których życie polegało na dojeniu krów, to znaczy że redukuje te kobiety a nie oddaje im sprawiedliwość. Cieszę się, że, jak wnioskuję, książka jest lepsza niż wywiad :wink:
Admete - Śro 16 Sie, 2023 13:02

Nie znam wywiadu, znam ksiażkę i uważam, że jest bardzo dobra.
Tamara - Śro 16 Sie, 2023 13:18

Pytanie co oznacza "Mądrość ludowa" , i pytam całkiem serio, bo jest to pojęcie tak nieokreślone, ze znaczy wszystko i nic. Równie dobrze można mówić o mądrości mieszczańskiej czy robotniczej. Co do wykorzystywania strzępków wiedzy - owszem, o tym jest w książce mowa, o próbach zdobywania tej wiedzy, o uniwersytecie ludowym , o korzystaniu z porad w prasie przeznaczonej dla rolników itp. Jest tez równie dużo o oporze przed edukacją, przed wiedzą, przed nowoczesną medycyną, przed wprowadzaniem jakichkolwiek zmian i obyczajowych i w prowadzeniu gospodarstw, o sławetnym konopielkowym " Nie koso, sierpem lepiej ludkowie, sierpem lepiej !" .
RaczejRozwazna - Śro 16 Sie, 2023 13:38

Generalnie uważam, że ludzie są wszędzie tacy sami, niezależnie chłop czy pan - opór przed wiedzą czy pęd do niej, a także tzw. szlachetność lub jej brak jest niezależny od tzw. sfery. W przypadku cześci chłopów opór przed wykształceniem, czytaj: przed niepotrzebną w ich mniemaniu wiedzą, która nie ma związku z pracą rolnika ma związek z ich przekonaniem o specjalnym powołaniu rodzinnym związanym właśnie z etosem ziemi. Niestety rzeczywiście wśród rolników istniał mocny nacisk na to, żeby była ciągłość w rodzinie, żeby kolejne pokolenia tę ziemię obrabiały, co się wiązało z niechętnym spojrzeniem na inne zainteresowania zawodowe. Mój dziadek że strony ojca był trochę taki - sam wielki pasjonat historii, ale pasje to była rzecz hobby, a nie podstawowego działania. Bardzo podziwiam mojego tatę, że udało mu się postawić na swoim i niewyobrażalnym dla dzisiejszego młodego człowieka wysiłkiem zrobić studia - jednocześnie pracując zawodowo i na gospodarstwie rodziców.

Mądrość ludowa, którą obserwowałam, wiązała się ściśle z naturą, z obserwacją fauny i flory, przewidywaniu zachowań zwierząt - także ludzi niekiedy - pogody, ale też wiedzy w jakiś sposób dziś nazywane specjalistyczną. Mój dziadek że strony mamy np. umiał wyznaczać bezbłędnie miejsca na studnie. Też do pogadania :)

Tamara - Śro 16 Sie, 2023 13:44

Czyli praktyczna wiedza wynikająca z obserwacji natury, to jednak nie miało większego wpływu na warunki życia i pracy ludzi na wsi , można powiedzieć że te wiedze określamy dziś doświadczeniem zawodowym, bo dotycząc innych parametrów występuje praktycznie w każdym fachu.
RaczejRozwazna - Śro 16 Sie, 2023 13:57

W moim odczuciu ta mądrość mocno przekraczała li i tylko doświadczenie zawodowe. Bo zahaczała o sporo różnych dziedzin, niezwiązanych bezpośrednio z uprawą roli. Dotyczyło to też psychologii, medycyny, typu ziołolecznictwo czy położnictwa, weterynarii, budownictwa, rękodzieła - np. wszystkie drewniane sprzęty kuchenne czy kosze wiklinowe robił własnoręcznie mój dziadek i to była normalka w każdym gospodarstwie. A poza tym - wiedza ta była przekazywana niejednokrotnie z pokolenia na pokolenie. No i nie wszyscy mieli jednakową, byli tzw. specjaliści - mój dziadek od studni był jedyny w swoim fachu na kilka wsi.
Ludzie uczyli się sobie radzić, być samowystarczalni.

Tamara - Czw 17 Sie, 2023 14:14

Może kiedyś powstanie jakaś publikacja poświęcona specyficznym umiejętnościom mieszkańców wsi, to by było bardzo ciekawe, ale Chłopki są poświęcone zupełnie innej tematyce.
Tamara - Czw 17 Sie, 2023 15:04

A w temacie - czytam sobie tych "Chłopców" , o których pisałam wyżej, i muszę chwilami przytrzymywać ręką oczy, żeby mi do reszty nie wylazły ze zdumienia. Bo to nie jest książka tylko o pajacowatym typku, który założył sobie pajacowatą partię popieprzów, spod tego wyłania się mocno niepokojacy obraz jakiejś, coraz istotniejszej części społeczeństwa. Że sam Korwin ma potężne zaburzenia osobowości, dużo silniejsze niż Kaczor , to jest oczywiste, to facet który nie ukończył chyba żadnego kierunku studiów z kilku zaczętych , nie ma zawodu , ani dnia w życiu nie przepracował, ma/miał kilka żon, równocześnie kochanki w dużej ilości, dzieci małżeńskie i pozamałżeńskie , zero kontaktu z rzeczywistością i prawdziwym życiem , głębokie przekonanie o własnej wyjątkowości i nie do ruszenia wiarę we własne utopie . Natomiast mnie osobiście przeraża, że na jego dyrydmalne i niestykające się z rzeczywistością poglądy łapie się coraz więcej młodych ludzi . Rozumiem, że z głosowania na Korwina się wyrasta, bo najmłodszy elektorat robi to z reguły dla zabawy, żeby było śmiesznie, gorzej, że że ten elektorat jest coraz starszy i zaczyna przyjmować słowa korwinistów za prawdę, mimo ich oczywistej bzdurności, nie wytrzymującej najlżejszej konfrontacji z rzeczywistością. Zastanawia mnie, jak do tego doszło ? Bo to, że smarkacze głosują na Korwina, jest oczywistym efektem braku edukacji społecznej w szkole, brakiem pełnej świadomości, że głos oddany na konkretną osobę skutkuje bezpośrednimi zjawiskami w codziennym życiu , dla młodzieży z reguły sejm, rząd, polityka to są pojęcia abstrakcyjne , zamykające się w teoretycznym rozważaniu na temat takiego czy innego programu, młodzi nie widzą jak to się przekłada na rzeczywistość (chociaż w ostatnich latach mam wrażenie, że przynajmniej część zaczyna rozumieć o co chodzi).
Natomiast nie rozumiem , jak tych idiotów mogą popierać ludzie już dorośli, pracujący , od których należałoby oczekiwać już rozeznania w rzeczywistości i jakiejś choćby podstawowej znajomości reguł rządzących życiem . No po prostu nie rozumiem :confused3:

Admete - Czw 17 Sie, 2023 15:42

Tamara napisał/a:
Może kiedyś powstanie jakaś publikacja poświęcona specyficznym umiejętnościom mieszkańców wsi


Mnie nic takiego nie przekazywano, moja mama tez nie miała żadnej nadzwyczajnej wiedzy.

RaczejRozwazna - Czw 17 Sie, 2023 20:44

Moi rodzice też już raczej nie, nie mówiąc o mnie. Z mojego doświadczenia wynika też, że chłopi często nie lubią się chwalić. Zresztą wiele spraw uwazano za naturalne, na które szkoda było sobie strzępić języka. Sama do wielu z mojego punktu widzenia niezwykłych historii musiałam dochodzić jak po grudzie, bo "o czym tu gadać". Trzeba było ciągnąć za język dziadków i nie tylko dziadków, albo grzebać w starociach. No i obserwować - cieszę się, że dane mi było spędzić trochę czasu na wsi, bo bez tego nie byłoby za bardzo szans doświadczyć tego minionego świata, a raczej jego okruchów. I tak na pytania zazwyczaj słyszało się najpierw właśnie - no była praca, bieda, "a twojego tatę urodziłam między porannym a wieczornym dojeniem" :shock: Nietrudno po takich rozmowach uwierzyć, że życie tych kobiet polegało na dojeniu krów (nie mogę tego autorce wybaczyć :wink: )

Jestem w połowie ostatniego tomu Lustrzanny. Trochę zaczyna być zbyt przegadane i przefilozofowane jak na mój gust, ale do tej pory jestem nieomal zachwycona. Nieomal bo widzę parę rys, zwłaszcza w prowadzeniu postaci, w romansie, ale wyobraźnia autorki jest niebywała. Widać tu oczywiście różne inspiracje: Pratchett, Igrzyska śmierci, Harry Potter i klasyka typu mitologia czy... Orwell, ale wszystko jednocześnie świeże i oryginalne. Fascynowało mnie zwłaszcza doszukiwanie się podobieństw poszczególnych arek do konkretnych krajów. Chciałabym, żeby powstała dobra ekranizacja cyklu, bo to gotowy scenariusz.

Admete - Czw 17 Sie, 2023 21:41

RaczejRozwazna napisał/a:
Chciałabym, żeby powstała dobra ekranizacja cyklu, bo to gotowy scenariusz.


Lepiej nie, bo obecnie nie ma czegoś takiego jak dobra ekranizacja. Zgadam się - czwarty tom jest słabszy.

Tamara - Pią 18 Sie, 2023 08:16

RaczejRozwazna napisał/a:
a twojego tatę urodziłam między porannym a wieczornym dojeniem"

No cóż, do wyboru były tylko dwie opcje - między porannym a wieczornym , względnie między wieczornym a porannym :wink: myślę też , że dojenie służyło w tym wypadku jako wyznacznik czasowy zamiast zegara.

RaczejRozwazna - Pią 18 Sie, 2023 10:39

Raczej chodziło o to, że oba babcia własnoręcznie wykonała. :-) Ojca urodziła półtora godziny po porannym, a wieczorne już też "obrobiła".
Zegary były przecież na wsi znane, ale rytm dnia wyznaczały raczej dzwony kościelne i położenie słońca. I do tego dostrajano obrządek - jeśli krowa ryczała poza właściwą porą to znaczy, że coś było nie tak.

Tamara - Pią 18 Sie, 2023 11:19

A no to co inszego :wink: ale jeżeli to był już kolejny poród, miał prawo tak piorunem przebiec , z reguły u wieloródek każdy kolejny poród jest szybszy i łatwiejszy . Nie mówię , że zawsze, bo każda kobieta jest inna, ale bardzo często tak jest. Ma to nawet swoją nazwę - "poród uliczny" , kiedy wszystko przebiega w takim tempie, że się nie zdąża ze sprowadzeniem pomocy. Niemniej jestem pewna, że gdyby babcia nie musiała do tego wieczornego udoju wstać, to z przyjemnością by nie wstała.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group