To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Caroline - Wto 04 Gru, 2007 10:45

Rozdział IX cz. 9

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ & ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Powóz zatrzymał się przed domem Gardinerów na Gracechurch. Gdy Darcy czekał aż dorożkarz otworzy drzwi rozejrzał się zaciekawiony po okolicy. Domy nie były okazale, ale nie były też liche, ani pretensjonalne jak sugerowało zrzędzenie Caroline Bingley. Przeciwnie rząd schludnych domów prowadził równym rzędem wzdłuż ulicy, robiąc wrażenie szacowności, a niektóre także elegancji. Jednym z takich domów był ten, przed którym stał. Darcy patrząc na niego lepiej zrozumiał elegancję i wdzięk, których doświadczył podczas wizyty krewnych Elizabeth w Pemberley.
Wysiadł z powozu, wszedł po szerokich schodach przed głównym wejściem i zapukał. Zastanawiał się, jak wytłumaczyć swoją wizytę. Jego pojawienie się będzie na pewno nietypowe, nawet ekscentryczne, zwłaszcza że nie wysłał wcześniej karty wizytowej. A gdy usłyszą, jaki jest cel jego wizyty, jak go przyjmą?
Drzwi otworzyła służąca.
- Tak, proszę pana? – wydawała się raczej młoda jak na takie obowiązki i nie za dobrze przeszkolona w zakresie etykiety. Najwyraźniej była od niedawna na służbie.
- Przyszedłem zobaczyć się z panem Gardinerem – wręczył jej swoją wizytówkę. – Czy jest w domu i przyjmuje? To ważne, abym się z nim spotkał.
- N...nie wiem, proszę pana,
- Nie wie pani czy jest w domu, czy też czy przyjmuje gości? – zapytał. Zdecydowanie była nowa!
- Jest w domu, ale ktoś teraz u niego jest. A pani jeszcze nie wróciła ze wsi – dodała prostodusznie. – Więc nie wiem, czy może widzieć się z dwoma gośćmi. Zatrudniono mnie do kuchni, nigdy wcześniej nie przyjmowałam gości przy drzwiach. Ci którzy się tym zajmują, nie spodziewali się, że będą znów potrzebni.
- Rozumiem – Darcy nie mógł powstrzymać uśmiechu, ale musiał zobaczyć się z wujkiem Elizabeth tak szybko, jak to możliwe. – Może ja będę mógł pomóc. Jeśli powie mi pani, kim jest drugi gość, wtedy stwierdzimy, czy będzie mogła mnie pani zaanonsować. Wie pani, kto to jest?
- Brat naszego pana – oświadczyła z przekonaniem, ale po chwili zawahała się. – Cóż, nazywa go „bratem”, ale w takim razie, dlaczego tamten ma na nazwisko Bennet? Może to szwagier – wydawała się zadowolona z przeprowadzonego wywodu. – Jest tutaj od kilku dni, przez cały czas wygląda jak chmura gradowa. – potrząsnęła głową. – Mam pana wprowadzić?
- Nie, nie sądzę – delikatnie wysunął wizytówkę spomiędzy jej palców i w duchu podziękował, że udało mu się uniknąć katastrofalnego wtargnięcia między obu mężczyzn.
- Och – zasmuciła, ale po chwili znów się uśmiechnęła. – Ten pan wyjeżdża jutro rano. Właśnie się o tym dowiedziałam. Wraca do domu.
- W takim razie pojawię się jutro.
- Bardzo proszę – powiedziała i nie czekając na odpowiedź zatrzasnęła drzwi.
- Cóż – westchnął Darcy na to bezceremonialne pożegnanie. – Dobre i to!
Wsiadając do powozu kazał zawieźć się do zakątka w pobliżu Grosvenor Square. Stamtąd poszedł opłotkami do domu, tak żeby nie zauważyli go sąsiedzi. Życie incognito we własnym domu było niezbędne do jego celów, ale bardzo mu też odpowiadało. Był wolny od zobowiązań towarzyskich, które przeszkadzałyby mu w pracy, mógł także spotykać się z każdym, kto mógł mu pomóc w ukończeniu zadania. „Zupełnie jak Dy!” pomyślał z rozbawieniem, ale po chwili, gdy uświadomił sobie odmienność ich celów, stłumił wesołość. Gdzie był Dy? Nie dostał od niego słowa odkąd odjechał jak szalony w pogoni za podejrzanymi o zabójstwo premiera. Czy wszystko u niego dobrze, czy też daleko w Ameryce stało się coś złego? Darcy wiele by dał, żeby wiedzieć.
- Och, panie Darcy! – wykrzyknęła pani Wicher przyciskając dłoń do serca zaskoczona jego wejściem przez kuchenne drzwi dla służby. – Nigdy nie zrozumiem, dlaczego pan domu nie może wejść frontowymi drzwiami.
- Dlatego że pan domu nie chce, by sąsiedzi wiedzieli, że jest w domu – spojrzał na nią zatroskany. – Dobrze się pani czuje?
- Dobrze, dobrze – przeganiała go – Pan Hinchcliff czeka na pana w gabinecie.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ & ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

snowdrop - Wto 04 Gru, 2007 11:12

Przesadziła Pamelka z tą dziewczyną.
Jak mogła wplątać jakąś młodą dziewczyną z kuchni do obsługi drzwi. Bez sensu!
Pokazała Gardinerów w złym świetle.

Maryann - Wto 04 Gru, 2007 12:10

Ale z jej wywodu wynika, że ten (czy ta), który się tym normalnie zajmuje, został "oddelegowany" do innych zadań, może wymagających wyższych kwalifikacji. Przecież Gardinerowie nie mieli zbyt licznej służby, a teraz dodatkowo nie spodziewali się żadnych gości - w końcu mieli jeszcze być na wakacjach.
Sofijufka - Wto 04 Gru, 2007 12:18

Maryann napisał/a:
Ale z jej wywodu wynika, że ten (czy ta), który się tym normalnie zajmuje, został "oddelegowany" do innych zadań, może wymagających wyższych kwalifikacji. Przecież Gardinerowie nie mieli zbyt licznej służby, a teraz dodatkowo nie spodziewali się żadnych gości - w końcu mieli jeszcze być na wakacjach.

Wtedy istniał zwyczaj, że jak panstwo wyjeżdżali na wakacje, zdejmowało się kołatkę ze drzwi, a służba też rozjeżdżała się do rodzin. Może ktoś z nich pozostawał na straży [ze względu na złodziei...?]. No i to dziewczę miało trochę sprzątnąć od czasu do czasu, pobiegać ze świeca po pokojach, żeby zbić z tropu obserwującego dom włamywacza...

asiek - Wto 04 Gru, 2007 18:35

Sofijufka napisał/a:
pobiegać ze świeca po pokojach, żeby zbić z tropu obserwującego dom włamywacza...

To już wtedy były takie zwyczaje ? :shock: A ja sądziłam, że to wynalazek współczesnych. :wink:

Maryann - Śro 05 Gru, 2007 05:53

Rozdział IX część 10

Kiedy następnego ranka Darcy zapukał do drzwi państwa Gardinerów, zamiast małej pomywaczki otworzyła mu starsza kobieta, która wiedziała, co do niej należy. Został wprowadzony do hallu z uprzejmym słowem i dygnięciem, a już po chwili gospodarz stał w drzwiach do swojego gabinetu przypatrując mu się ze zdumieniem.
- Pan Darcy ! – zrobił krok naprzód – Jestem zaszczycony, sir !
- Panie Gardiner – Darcy skłonił się w odpowiedzi na ukłon gospodarza – Mam nadzieję, że dobrze się pan czuje.
- Cóż, tak… Tak dobrze, jak to możliwe – wyjąkał – Ale witam pana. Proszę wejść ! – ruchem ręki zaprosił go do gabinetu – Czy mogę coś panu zaproponować ? Herbata…
- Nie, dziękuję. Proszę nie kłopotać siebie i swojej służby.
Pan Gardiner skłonił się raz jeszcze i usiadł na kanapie naprzeciwko niego.
- Co mogę dla pana zrobić, panie Darcy ? – zaczął – Muszę wyznać, że jestem kompletnie zaskoczony widząc pana tutaj, ale – pośpieszył z wyjaśnieniem, z błyskiem ciekawości w oczach – To nie oznacza, że nie cieszę się mogąc się odwdzięczyć za pańską wyjątkową gościnność podczas naszej wizyty w Derbyshire. Czym mogę panu służyć, sir ?
Ogarnęło go skrępowanie z powodu delikatności tematu, który miał poruszyć. Wydawał się sobie dobrze przygotowany do tej rozmowy, ale szczery wyraz twarzy i miłe usposobienie siedzącego przed nim mężczyzny kazały mu się zastanowić. Zdał sobie nagle sprawę, że lubił wuja Elizabeth i nie chciał widzieć, jak jego szczera, serdeczna twarz twardnieje z niezadowolenia i zakłopotania. Ale nie było rady. Z tego, co Elizabeth wyznała mu w rozpaczy, zrobił dobry użytek dla pana Gardinera i jego rodziny. Wuj Elizabeth musi poznać szczegóły, żeby doprowadzić do końca to, co on zrobił do tej pory.
- Pańska siostrzenica, panna Elizabeth Bennet, z pewnością powiedziała panu, że przypadkiem przyszedłem do niej zaledwie chwilę po tym, jak otrzymała niepokojące wieści od siostry – zaczął.
Pan Gardiner spoważniał, ale starał się nadrabiać miną.
- Tak… Tak, powiedziała. Dziękuję panu za zrozumienie… i pannie Darcy również. Lizzy tak bardzo zależało, żeby wrócić do rodziny… Co można zrobić wobec takiego błagania ? Tylko mu ulec – zaśmiał się krótko.
Darcy wziął głęboki oddech.
- Więc wygląda na to, że nie powiedziała panu, że w rozterce wyznała mi, co zawierały te listy.
- Ach… - pan Gardiner oparł się jakby chciał otrząsnąć się po ciosie i zamknął oczy. Darcy chciał zaczekać, żeby pozwolić mu ochłonąć, ale gospodarz doszedł do siebie z niezwykłą szybkością – Przykro mi, że był pan niepokojony naszymi kłopotami, sir – powiedział mocnym głosem – Proszę wybaczyć mojej siostrzenicy, że tak się zapomniała.
- Nie ma czego wybaczać.
Darcy zbył jego obiekcje machnięciem ręki.
Wuj Elizabeth westchnął.
- Dziękuję, sir. Jesteśmy zaszczyceni – wyprostował się i mówił dalej z pewnym zakłopotaniem – Wiem, że nasza znajomość jest w najlepszym razie luźna, panie Darcy, ale mam wrażenie, że ja… że moja rodzina… możemy polegać na pańskiej dyskrecji w tej smutnej sprawie – choć zabrzmiało to jak stwierdzenie, było oczywiste, że oczekiwał potwierdzenia.
- Będę milczał na ten temat, zapewniam pana – odparł Darcy ku wdzięcznej uldze pana Gardinera – Ale z ważnych powodów osobistych nie mogłem nie zareagować na sytuację, w jakiej znalazła się pańska rodzina. Szczerze mówiąc, sir, uważam, że w znacznej części jestem za nią odpowiedzialny.

snowdrop - Śro 05 Gru, 2007 10:42

A to sie Gardiner zdziwił :-)
Bardzo ładnie Pamelka przedstawiłą tą sytuację.

Dzieki Maryann :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Śro 05 Gru, 2007 11:00

snowdrop napisał/a:
A to sie Gardiner zdziwił :-)

Ciekawe, czy jak już ochłonął z tego zdziwienia, to wyciągnął z tej historii jakieś wnioski, czy też musiał z tym poczekać na żonę ? :wink:

Alison - Śro 05 Gru, 2007 11:32

No, ale trzeba przyznać, że podszedł do sprawy jak rasowy dyplomata :wink:
Maryann - Śro 05 Gru, 2007 12:10

W końcu biznes też wymaga swego rodzaju dyplomacji. :wink:
Admete - Śro 05 Gru, 2007 16:39

Oj no... ja chcę dalej :-) Bo ja już chyba po angielsku tego nie czytałam. Skąd macie resztę?
asiek - Śro 05 Gru, 2007 17:34

Maryann napisał/a:
witam pana. Proszę wejść ! – ruchem ręki zaprosił go do gabinetu – Czy mogę coś panu zaproponować ? Herbata…
- Nie, dziękuję. Proszę nie kłopotać siebie i swojej służby.

Bez herbaty ! :shock: ... Nie może być. :confused3: :wink:

Maryann, :kwiatek:
Ps. Maryann'ku, czy z okazji jutrzejszych Mikołajek można liczyć na 2 ciacha? :mrgreen:

Alison - Śro 05 Gru, 2007 18:04

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
witam pana. Proszę wejść ! – ruchem ręki zaprosił go do gabinetu – Czy mogę coś panu zaproponować ? Herbata…
- Nie, dziękuję. Proszę nie kłopotać siebie i swojej służby.

Bez herbaty ! :shock: ... Nie może być. :confused3: :wink:

Maryann, :kwiatek:
Ps. Maryann'ku, czy z okazji jutrzejszych Mikołajek można liczyć na 2 ciacha? :mrgreen:


Figa z makiem, że się tak wyrażę :-P Z ciach tylko tort może być :tort:

Maryann - Śro 05 Gru, 2007 19:37

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
witam pana. Proszę wejść ! – ruchem ręki zaprosił go do gabinetu – Czy mogę coś panu zaproponować ? Herbata…
- Nie, dziękuję. Proszę nie kłopotać siebie i swojej służby.

Bez herbaty ! :shock: ... Nie może być. :confused3: :wink:

A zwróciłaś uwagę, że nasz Jaśnie Pan nie chce kłopotać służby ? :roll: :wink:

asiek napisał/a:
Ps. Maryann'ku, czy z okazji jutrzejszych Mikołajek można liczyć na 2 ciacha? :mrgreen:

A może być jedno, acz solidne ? :wink:

asiek - Śro 05 Gru, 2007 19:55

Maryann napisał/a:
A może być jedno, acz solidne ?

J A S N E !
Alison napisał/a:
Z ciach tylko tort może być

Jakoże tort, to solidne ciacho, to jeeessssstemmm zaaaaaa ! :-D

asiek - Śro 05 Gru, 2007 20:06

Maryann napisał/a:
A zwróciłaś uwagę, że nasz Jaśnie Pan nie chce kłopotać służby ?

Myślisz, że nie chce kłopotać służby ze szlachetnych pobudek ? :mysle: A może obawiał się herbaty przygotowawnej przez "małą pomywaczkę" ? :wink:

Maryann - Śro 05 Gru, 2007 20:12

No nie, przecież widział tę drugą, bardziej godną zaufania... :mrgreen: Choć na pewno miał świadomość, że ze względnu na nieobecność gospodyni obsługa w domu trochę kuleje.
Tak, czy owak, bardzo uprzejmie to zabrzmiało...

asiek - Śro 05 Gru, 2007 20:22

Maryann napisał/a:
Tak, czy owak, bardzo uprzejmie to zabrzmiało...

Fakt, jaśnie pan szlachetnieje ...Okazuje się, że czarna polewka ma zbawienny wpływ na niektórych dżentelmenów. :-D

Matylda - Śro 05 Gru, 2007 22:12

- Nie, dziękuję. Proszę nie kłopotać siebie i swojej służby.

Akurat !!!
W nosie miał tę służbę . Powinien powiedzieć raczej , że nie chce mu sie pić

Maryann - Czw 06 Gru, 2007 05:54

Rozdział IX część 11

Zdumienie pana Gardinera nie mogło być większe.
- Pan odpowiedzialny ! Nie mam pojęcia, sir, jak to możliwe !
- Znam George’a Wickhama od dawna. Jest synem rządcy mojego zmarłego ojca. Znamy się od dzieciństwa. Niestety, od zawsze był wyrachowanym krętaczem. Po śmierci mojego ojca nasze kontakty zostały zerwane. Zapłaciłem mu sumę zapisaną w testamencie ojca. Potem nie wiedziałem, gdzie przebywa i co robi, aż…
- Szanowny panie – zaprotestował pan Gardiner – Nie znajduję tu miejsca na pańską winę ! Jak mógł pan zapobiec jego przyjazdowi do Meryton, czy przewidzieć, że uwiedzie w Brighton moją siostrzenicę ? Proszę wybaczyć, jest pan bardzo uprzejmy, ale zbyt dużo pan bierze na siebie !
- Chciałbym, żeby to była prawda – odparł Darcy – Żebym przyszedł tu tylko w celu uspokojenia wrażliwego sumienia. Ku mojemu wstydowi, tak nie jest – westchnął głęboko, bojąc się wyznania, które musiał uczynić – Wickham zniknął mi z oczu na kilka lat, aż narzucił się mojej uwadze w sposób, który zagroził mojej rodzinie i nazwisku, panie Gardiner – spojrzał mu prosto w oczy – Czy w zamian za pański komplement mogę również prosić pana o dyskrecję ?
- Oczywiście, sir ! – odparł stanowczo jego słuchacz – Całkowicie !
- Wróciłem z wizyty u przyjaciół w samą porę, aby uniemożliwić Wickhamowi zrealizowanie swoich planów co do panny Darcy.
- Dobry Boże ! – pan Gardiner przesunął ręką po swoich rzedniejących włosach – Ona jest jeszcze dzieckiem ! Co za nikczemny drań ! Więc nic dziwnego, że Lydia… Cóż, to doświadczony uwodziciel !
- W rzeczy samej. Potrafi być bardzo przekonujący, zwodniczy, aż jest za późno.
- Co pan zrobił wtedy, jak go pan odkrył ?
- Nie wiedziałem, co robić, oprócz ratowania opinii mojej siostry i zapobieżenia niesławie rodziny. Poradziłem mu, żeby się trzymał z daleka i postanowiłem nic nie mówić, mając nadzieję, że tak się ta sprawa skończy. Fałszywa, absurdalna nadzieja – w jego głosie brzmiała pogarda dla własnej głupoty – A powinienem wiedzieć ! Po prostu pozwoliłem mu polować na inne.
- Ale to zrozumiałe, sir. Co mógł pan zrobić, co nie przyczyniłoby cierpienia pannie Darcy ?
- Może, gdybym nie był zbyt dumny, żeby poprosić o radę mądrzejszych ode mnie… Może to by coś dało. Ale tego nie zrobiłem, czując odrazę na myśl, że moje prywatne sprawy staną się przedmiotem pospolitych plotek – Darcy odwrócił wzrok i westchnął – Obawiam się, że zbyt długo się usprawiedliwiam, a nie po to przyszedłem – wstał i zaczął chodzić po pokoju – Może więc pan sobie wyobrazić wstrząs, jakiego doznałem, kiedy ostatniej jesieni przyjechałem z moim przyjacielem do Hertfordshire i znalazłem tam Wickhama jako ulubieńca towarzystwa. Jak mówiłem, on potrafi być czarujący i bardzo przekonujący, szczególnie wobec kobiet. Ja z drugiej strony nie starałem się zbytnio być szczególnie miłym wśród nieznanych mi ludzi. Panna Elizabeth Bennet była tak uprzejma, że zwróciła mi uwagę na tę wadę.
- O Boże ! – potrząsnął głową pan Gardiner – Chciałbym, żeby Lizzy bardziej dyskretnie dawała wyraz swemu dowcipowi, ale ona pierwsza uzna swój błąd… Jak tylko się o tym przekona.
- Nie, wyświadczyła mi przysługę. Tę i wiele więcej. Mówiąc dalej… i to jest ta znamienna kwestia… - Darcy zatrzymał się i pełen pokory stanął przed swoim słuchaczem – Z powodu mojej rezerwy i nieuzasadnionej dumy nie ujawniłem jego charakteru. Gdyby go poznano, Wickham nie byłby tak przyjmowany w Meryton. Młode kobiety, takie, jak pańska siostrzenica, uniknęłyby jego towarzystwa, a ojcowie mogliby chronić swoje córki. Zamiast tego, wybrałem to, co było dla mnie wygodne, a cierpi za to pańska siostrzenica i pańska rodzina. Obarczam się całą winą i odpowiadam za pomyślne zakończenie tej sprawy.
Pan Gardiner słuchał go z wielką cierpliwością. Teraz siedział pogrążony w rozmyślaniach nad tym, co Darcy powiedział, nie wymówiwszy jednego słowa zasłużonego potępienia. Darcy czekał. W końcu gospodarz podniósł wzrok.
- Być może w tym, co pan zrobił, czy czego nie zrobił, jest jakaś wina, młody człowieku. Ale nie w takim stopniu, jak pan uważa. Inni, bliżej związani ze sprawą, mają więcej na sumieniu, niż pan. Jeśli poznał pan siebie lepiej, to trzeba się cieszyć, ale błagam, niech pan nie bierze wszystkiego na swoje sumienie.
Darcy skłonił się.
- Jest pan bardziej uprzejmy, niż na to zasłużyłem, ale nie mogę się usprawiedliwić. Dlatego opuściłem Derbyshire zaledwie dzień po państwa wyjeździe i przyjechałem do Londynu jedynie po to, żeby znaleźć pańską siostrzenicę i zwrócić ją rodzinie.
- Podobnie, jak ja, panie Darcy. Frustrująca sprawa ! – pan Gardiner opadł z powrotem na kanapę potrząsając głową – Jakby zapadli się pod ziemię. To tak wzburzyło mojego szwagra Benneta, że nalegałem na jego powrót do Hertfordshire.
- To jest główny powód mojej wizyty u pana. Znalazłem ich.

Maryann - Czw 06 Gru, 2007 08:41

Admete napisał/a:
Oj no... ja chcę dalej :-) Bo ja już chyba po angielsku tego nie czytałam. Skąd macie resztę?

Resztę nabyłyśmy w formie papierowej na Amazonie. :wink: Pamela wykazała się iście biznesowym podejściem i zakończenia w sieci nie zamieściła...

snowdrop - Czw 06 Gru, 2007 08:50

Darcy zachował się bardzo ładnie. Przyznał się do swojej winy :oklaski: . Mało ludzi jest do tego zdolnych.
Maryann - Czw 06 Gru, 2007 09:27

snowdrop napisał/a:
Darcy zachował się bardzo ładnie. Przyznał się do swojej winy :oklaski: . Mało ludzi jest do tego zdolnych.

Chociaż nie jestem tak do końca przekonana o jego winie w tej sprawie. :wink: Rzeczywiście, gdyby w Hertfordshire wiedziano, co z Wickhama za ziółko, to może pan Bennet bardziej by się opierał przed zgodą na wyjazd Lidii do Brighton. Ale czy na pewno ? W końcu nikt wcześniej nie przypuszczał, że Wickham się nią interesuje, zwłaszcza, że nie była majętna. A poza tym - biorąc pod uwagę nieszczególną estymę, jaką Darcy się cieszył - czy tak do końca by mu uwierzono, gdyby nawet powiedział, że to szuja i łajdak ? Bo przecież nie obwieściłby wszem i wobec, że próbował uwieść mu siostrę...

nicol81 - Czw 06 Gru, 2007 10:52

Rzeczywiście może Darsik nieco podkoloryzuje swoją winę, bo trudno znaleźć, co mógłby zrobić w tej sytuacji. Mógłby użyć wpływów do publicznego napiętnowania Wikusia, ale ten wówczas mógłby opowiezieć o Georgianie (czy Darcy im przeszkodził, czy to ona sama wyznała?)
Tak więc Darcy rzeczywiście jest nadwrażliwy jeśli chodzi o swą winę, ale lepsze przeczulone sumienie niż stwardniałe. A ponadto musi mieć powód do usprawiedliwienia swej interwencji.
Czy przy pierwszym czytaniu (bądź ogladaniu?) zaskoczyła was ucieczka Lidii?

Maryann - Czw 06 Gru, 2007 10:59

nicol81 napisał/a:
(czy Darcy im przeszkodził, czy to ona sama wyznała?)

Z tego, co Darcy napisał Elżbiecie wynika, że Georgiana sama się przyznała po tym, jak niespodziewanie przyjechał do niej w odwiedziny.

nicol81 napisał/a:
Tak więc Darcy rzeczywiście jest nadwrażliwy jeśli chodzi o swą winę, ale lepsze przeczulone sumienie niż stwardniałe. A ponadto musi mieć powód do usprawiedliwienia swej interwencji.

Bo oczywiście prawdziwego powodu nikt się nawet nie domyśla... :wink: :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group