To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam V

Agn - Nie 08 Lip, 2018 22:11

Sieranevada

Nie wiem, co mam wam powiedzieć o tym filmie. Może tak - do ciasnego mieszkania zjeżdża się rodzina, niektórzy się spóźniają, wszyscy czekają na popa. Ma być uroczystość, coś w guście stypy (przy okazji można podejrzeć ciekawy obyczaj związany ze zmarłym) i cała ta rodzina usiłuje zasiąść do stołu, by zjeść obiad.
Nie ma wielkiej akcji, mamy nagromadzonych ludzi na bardzo niewielkim metrażu i cały film oparty jest na dialogach i interakcjach między nimi. Wartością dodatnią jest poznawanie, kto jest czyim wujkiem, bratem, matką, ciotką etc. etc. etc.
Film trwa niemal 3 godziny, mnie się wydawało, że najwyżej 15 minut. Wciągnęłam się. Obserwowałam to wszystko, słuchałam, co mówią... rany, jak nasze polskie podwórko, tylko gadają po rumuńsku. Polityka, teorie spiskowe, kłopoty rodzinne, kłótnie małżonków, dziecko śpiące za ścianą, praca itd. itd. itd. Nie oglądałam filmu, tylko niemal siedziałam między tymi wszystkimi bohaterami, słuchałam i się przyglądałam z wielką ciekawością.
Świetnie zagrane i przy takiej ilości aktorów - znakomicie wyreżyserowane. Wielki plus za dobre, naturalne dialogi.
Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=0Odygmzs-WA
Bardzo polecam, choć nie każdemu się spodoba.

Caitriona - Wto 10 Lip, 2018 20:39

Finding Your Feet - z Imeldą Staunton i Celią Imrie. Obie panie bardzo lubię, więc z chęcią obejrzałam. Ciepłe, sympatyczne, nie przeszkadza oklepana historia, ogląda się dobrze.

https://www.youtube.com/watch?v=6-Cp6ba2Y0g

I czekam na The Guernsey Literary & Potato Peel Pie Society: https://www.youtube.com/watch?v=HTDNGv61-Dk

Admete - Wto 10 Lip, 2018 20:55

Też bym chętnie ten drugi film obejrzała.
Agn - Śro 11 Lip, 2018 11:55

O rany... To drugie to zdaje sie na podstawie ksiazki, ktora kiedys przeczytalam. Podobala mi sie. :)
Tak sadze po tytule. :)

Szafran - Śro 11 Lip, 2018 13:49

Agn napisał/a:
Sieranevada

Film trwa niemal 3 godziny, mnie się wydawało, że najwyżej 15 minut. Wciągnęłam się. Obserwowałam to wszystko, słuchałam, co mówią... rany, jak nasze polskie podwórko, tylko gadają po rumuńsku. Polityka, teorie spiskowe, kłopoty rodzinne, kłótnie małżonków, dziecko śpiące za ścianą, praca itd. itd. itd. .


Ja się śmiałam, że najlepsze filmy o współczesnej Polsce powstają w Rumunii;). Strasznie klaustrofobiczny jest ten film. To ciasne mieszkanie wypakowane ludźmi, ciągłe otwieranie, zamykanie drzwi między pokojami (śmieszne, nawet szyby w drzwiach takie jak u nas;)). Chciałam uciekać, tak jak chciałam zwiewać z niejednego rodzinnego spędu.

Trzykrotka - Pon 23 Lip, 2018 22:21

Ja sobie ostatnio dwa musicale przypomniałam, bo akurat w tv powtarzali - Mamma Mia na fali sequela i Moulin Rouge.
Zdania nie zmieniłam. Nadal lubię klimat Mamma Mia i nadal podśpiewuję piosenki razem z obsadą - choć taki Pierce Brosnan śpiewa okropniście. O niczym ta opowiastka jest, scenariusz jest ledwie pretekstowy, ale nieważne - te słoneczne plenery, przymrużenie oka, ogólna szczęśliwość na koniec - lubię.
I nadal uważam, że Moulin Rouge jest okropnym filmem z okropnie niedobraną obsadą. Może w kinie dałabym się ponieść orgii barw, kostiumów, muzyki i nieustannego rozedrgania obrazu, ale w domu widać, jaka to cienizna. Tylko Roxanne (patriotycznie powiem) się broni. Zatrudnienie Nicol Kidman było obsadową porażką. Ona za grosz nie ma czaru. Jest plastikowa i wytapetowana - co to za Satine. I cały film jest taki, jak ona, sztuczny i plastikowy.

Admete - Wto 24 Lip, 2018 07:17

Z MR lubię piosenki - omijam tylko te śpiewane solo przez Kidman.
BeeMeR - Wto 24 Lip, 2018 07:49

Ja Moulin Rouge wciąż lubię, choć to kicz gigant a za Nicole też nie przepadam. Powtórzyłam sobie zaś Northanger Abbey - to słodki film, w każdym razie ja lubię Kathy - takie sympatyczne głupielątko - i Henry'ego.
BeeMeR - Wto 24 Lip, 2018 09:11

Maudie (2016)

Piękny, słodko-gorzki film o kanadyjskiej "zalipiance" (choć miałam tez skojarzenia z Krynickim Nikiforem, choć głównie przez ubóstwo, pokraczną figurę i ludowość malunków, acz miał on zupełnie inną technikę i tematykę prac), artystce ludowej malującej na czym się da - ścianach, deseczkach, tekturach. Jeszcze jednym moim skojarzeniem był Błękitny zamek - bo Maudie podobnie jak Valancy pod wpływem impulsu wyprowadza się z domu ciotki i zamieszkuje w mikroskopijnym domku biednego, aspołecznego rybaka jako jego pomoc domowa i powoli oswajają się wzajem i pobierają. Zdaję sobie sprawę, że ich historia filmowa jest polukrowana, a życie ich nie rozpieszczało ale na koniec się autentycznie wzruszyłam :serduszkate: , acz nie zdziwię się, jeśli kogoś znudzi, bo to trochę snuj ;) Bardzo malowniczy snuj ;)



Zagrany jest świetnie - Sally Hawkins była najgorszą Anną Elliot jaką widziałam ale jest doskonałą Maudie, Ethan Hawkins też jest dobry. Polecam.



zwiastun:
https://www.youtube.com/watch?v=ztihYHRSaqE

o malarce:
https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/maudie-tylko-slonce-historia-kanadyjskiej-artystki-maud-lewis/jnyz0d7

Szafran - Wto 24 Lip, 2018 09:35

Ja też lubię "Moulin rouge", choć nie lubię jego obsady (tj. lubię osobno, w innych filmach, nie tu;)). I właśnie ze względu na estetykę, która jest przez reżysera bardzo świadomie przyjęta:).

"Maudie" bardzo chciałam obejrzeć, ale w moim kinie abonentowym po tygodniu spadła z repertuaru i nie zdążyłam :( .

Admete - Wto 24 Lip, 2018 10:27

Zasadniczo to ja MR lubię, mam wszystkie trzy filmy z "trylogii czerwonej kurtyny", bo spotkałam się z takim określeniem Roztańczonego buntownika, Romeo i Julii i MR. Na przykładzie MR zapoznawałam młodzież z campem jako ze specyficzną stylistyką artystyczną.
Szafran - Wto 24 Lip, 2018 10:38

Też mam "Roztańczonego buntownika" :) . "Romeo i Julii" kiedyś nie lubiłam, ale doceniłam z czasem. Kurcze, że też to tyle lat. Na "RiJ" w kinie byłam :D :D:D:

To był ciekawy reżyser, szkoda, że zniknął. Tych jego dwóch ostatnich filmów nie widziałam, ani "Australii", ani "Gatsby'ego". Acz tego ostatniego planuję. Nawet jest na netfliksie.

Admete - Wto 24 Lip, 2018 10:42

Australia mi się nie podobała. Gatsby'ego nie widziałam. Musze nadrobić kiedyś. Do "Roztańczonego" mam słabość. RiJ też pokazywałam w szkole, a co ;) Teraz by pewnie nie przeszło, ale prowadziłam kółko filmowe i miałam tam fajną młodzież. Teraz to już dorośli, z jedną z dawnych uczennic teraz pracuję. Chyba wszystkie te trzy filmy im pokazywałam...Mnóstwo rzeczy oglądaliśmy. Pamiętam, jak im się Billy Elliot podobał. Ten film zresztą był dobrze odbierany także wtedy, gdy go na lekcjach puszczałam. Teraz nie ma na takie rzeczy czasu, tylko program i testy. Dobrze, że już nie uczę.
Szafran - Wto 24 Lip, 2018 11:01

A ja Billiego Elliota w końcu obejrzałam - zawsze chciałam, ale jakoś nie było okazji. Znalazłam na netfliksie. Oglądałyśmy z mamą, jadąc na Mazury, z jednego tabletu i dzieląc się jedną parą słuchawek. Obie się wzruszyłyśmy - choć trochę wstyd tak chlipać w autobusie nad tabletem :D :D:D
Admete - Wto 24 Lip, 2018 11:08

Bo to jest świetny film.
Aragonte - Wto 24 Lip, 2018 13:34

Uwielbiam Billy'ego Elliota, oglądałam parę razy :serce2:
Trzykrotka - Wto 24 Lip, 2018 14:16

Szafran napisał/a:
Ja też lubię "Moulin rouge", choć nie lubię jego obsady (tj. lubię osobno, w innych filmach, nie tu;)). I właśnie ze względu na estetykę, która jest przez reżysera bardzo świadomie przyjęta:).

Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że estetyka jest świadomie przyjęta. Znam Buzza Luhrmanna i zawsze mnie zachwycał, poza tym jednym - w moich oczach - gniotem, jakim jest Moulin Rouge. To jest jedna wielka kolorowa, rozdęta do niemożliwości wydmuszka - i nic w środku. Film ma szansę obronić się tylko w jeden sposób, czyli w kinie, z super nagłośnieniem i dobrym ekranem. Wtedy człowiek może ostatecznie dać się ponieść owej estetyce i nie zauważyć, że to tylko machanie pękiem bardzo kolorowych szmatek z cekinami.
Obejrzyjcie Gatsby'ego. Ten film jest podobnie rozbuchany wizualnie i muzycznie. I nie to, żebym szczerze uwierzyła w wielką miłość Daisy i Gatsby'ego, ale przynajmniej widzę, że aktorzy ją grają i że grają do siebie, a nie każde sobie i na pokaz. Może dobór muzyki był udatniejszy. Gatsby na zawsze kojarzy mi się z Laną del Rey i wzrusza mnie..
https://www.youtube.com/watch?v=LVHU_YWV3e4

BeeMeR - Wto 24 Lip, 2018 17:07

Ja zaś wolę Moulin Rouge niż Roztańczonego Buntownika który częściowo, tanecznie owszem ale częściowo trafia gdzieś zupełnie poza mnie :roll: No i bardziej niż Australię, w której Hugh owszem, ale Nicole drażniła mnie o niebo bardziej niż w MR :roll: - może to kwestia pierwszego razu z MR w kinie i muzyki jak dla mnie trafionej, której mogłam słuchać jeszcze wielokrotnie (nie to co np. Chicago :roll: ) - jako widowisko dla mnie się film sprawdził.
RiJ powinnam sobie powtórzyć, podobało mi się :mysle:
Gatsby'ego nie lubię (książki), za Leo nie przepadam, ale może się wezmę za ten film :mysle:

Admete - Wto 24 Lip, 2018 19:54

Ja tam Leo doceniłam po latach. Do mnie Roztańczony buntownik bardzo trafiał. To był pierwszy film reżysera, który widziałam. Wziął mnie z zaskoczenia, bo nic o nim nie wiedziałam. Chicago mnie znudziło potwornie.
praedzio - Wto 24 Lip, 2018 20:54

Nie znoszę organicznie musicali. :confused3: Co to za film, w którym mam ochotę przewinąć partie śpiewane. ;)
Barbarella - Czw 26 Lip, 2018 10:03

Admete napisał/a:
Chicago mnie znudziło potwornie.

Miałam odwrotnie. "Chicago" bardzo mi się podobało. "Moulin Rouge" wyłączyłam chyba po pół godzinie. Do dzisiaj nie oglądałam całości.

Szafran - Czw 26 Lip, 2018 10:05

A "Chicago" też lubię. Kiedyś często wracałam do muzyki, teraz mi się "przesłuchała".
Agn - Śro 01 Sie, 2018 07:04

Odnosnie filmow - "Moulin Rouge" wodzialam, ale tylko raz. Podobalo mi sie, ale jakos... pozniej juz tylko numery taneczne.
Swoja szosa - wylapalyscie tam Faramira? ;)
"Chicago" podobnie - raz widzialam, troche mnie rozczarowal wtedy tresciowo, pozniej juz tylko numery taneczne powtarzalam.

"Mamma mia" mi sie podobala bardzo (piosenki Abby!) i widzialam setki razy. Dlatego wczoraj pognalam do kina na czesc druga... A tu takie smety. Owszem, plenery ladne, ale:
a. wystrzelali sie z najlepszych kawalkow w filmie nr 1, wiec teraz zostaly te ciut slabsze i do tego glownie ballady :roll:
b. SPOILER!!!
Spoiler:
Donna nie zyje, wiec w nastrojach ludzi glownie panuje melancholia, a to oznacza, ze panuje jakby ciagla stypa - zeby mnie juz bolaly, jak kolejny raz slyszalam "chcialabym, zeby tu byla".

c. historia Donny w wersji opowiedzianej w filmie nr 1 byla wystarczajaca - nie wiem, po co opowiadac ja raz jeszcze.
Za plus wystep Cher i, oczywiscie, Dynamitek. Jak dla mnie spin off o Dynamitkach bylby lepszym pomyslem.

Admete - Śro 01 Sie, 2018 07:07

Agn napisał/a:
Swoja szosa - wylapalyscie tam Faramira? ;)


Gdzieś mi tam mignął, ale możesz przypomnieć dokładniej. Co do Mamma Mia to się zgadzam ( byłam w piątek z Akne w kinie ). Smęty trochę, a najlepsze były i tak obie starsze panie :)

Agn - Śro 01 Sie, 2018 17:49

Wlasnie - Dynamitki. Ich mlodsze wersje tez byly niezle, ale wiek dodawal Dynamitkom tego "czegos", ten naprawde humorystyczny rys.
Swoja szosa Andy Garcia tez byl. :serce: Jak ja go dawno nie widzialam na ekranie...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group