To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

nicol81 - Pią 30 Lis, 2007 22:54

Gunia napisał/a:
Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Przeglądałam dzisiaj polskie tłumaczenie i znalazłam błąd. Tam napisano, że Wickham zażyczyl sobie całego spadku, nie równej części. Tzn. 5 tys., nie 1 tys.

W oryginale jest "her equal share of the five thousand pounds" - czyli chodzi o udział Lidii w tych pięciu tysiącach (1/5), a nie o całą sumę.
Chociaż znając apetyty i możliwości Wickhama, to nawet i te 5 tys. nie wydaje się kwotą wygórowaną - prebendę sprzedał za 3 tysiące, a teraz miał przecież asa w rękawie.

No ja się właśnie też zdziwiłam, bo jak to? Oddali im cały swój majątek, zostawili pozostałe córki na lodzie i jeszcze mówią, że to niezła cena. Ale myślałam, że tak ma być. :?

Ja też tak myslałam, ale mnie to gnębiło. Ale miło pokazywało to pozostałe Bennetówny, ktore nie narzekały, że pozostały na lodzie i bez kasy przez ratunek dla cnoty siostrzyczki :lol: Piękny przykład wspaniałomyślności, altruizmu i siostrzanej miłości :rotfl:

Alison - Sob 01 Gru, 2007 08:05

Rozdz. IX, cz.6
Następnego ranka, zgodnie z instrukcjami kuzyna, Darcy zaprezentował swoje podanie odpowiednim władzom i w przeciągu godziny był w posiadaniu zapewnienia, że kiedy wszystkie jednostki milicji zostaną ulokowane, jego prośba o przydział do X regimentu, stacjonującego w Newcastle, zostanie rozpatrzona.
Po powrocie do Erewile House, zajął się niewdzięcznym zadaniem powiadomienia swojego sekretarza, że konieczne będą zmiany w jego finansowych rozporządzeniach. Po raz pierwszy w ich długiej współpracy, Darcy zobaczył jak Hinchcliffe wybałuszył oczy - Panie Darcy - chrypnął, niezdolny wydobyć normalnego głosu - pan nie rozumie co pan mówi! Zebranie takiej sumy przewyższającej normalne wymagania pańskich interesów, mogłoby spowodować znaczne zmniejszenie pańskich aktywów i nieuchronną stratę. Sir, z całym szacunkiem proszę żeby pan to ponownie rozważył! Być może są jakieś inne sposoby, żeby taka suma...
Darcy potrząsnął głową - Nie w tak krótkim czasie, obawiam się, a czas jest moim przeciwnikiem - widząc konsternację w oczach starego człowieka, ciągnął dalej - Nie obawiaj się, że robię coś pochopnego czy niegodziwego, Hinchcliffe. Nie stałem się hazardzistą, ani nie jestem ofiarą szantażu. Raczej mam nadzieję, że te fundusze przyczynią się do czegoś dobrego...że naprawią zło, przynajmniej. - przerwał i zastukał w biurko palcami - Składam to w twoje ręce, Hinchcliff. - powiedział człowiekowi, który uczył go i wprowadzał we wszystkie finansowe sprawy od śmierci jego ojca - i mam zaufanie do twoich decyzji. Postępuj według swojego uznania: Będę kontrasygnował wszystko bez domagania się wyjaśnień i osądzania.
- Jak pan sobie życzy, sir - Hinchcliff wstał i spojrzał na niego, jego rezerwa zniknęła, ale jego konsternacja wciąż była widoczna dla tego, który wyrósł pod jego opieką - Ale domyślam się, że sprawa o jakiej pan mówi, rzadko przynosi kapitał, pozostaje samotnym interesem, sir.
- Jednak, jeśli mamy w sobie człowieczeństwo, musimy w nie inwestować, nieprawdaż? - powiedział miękko, ale z nagłym szczerym przeświadczeniem.
Hinchcliff pochylił głowę i wtedy, po raz pierwszy w ich życiu, złożył mu głęboki ukłon - Pański ojciec byłby z pana bardzo dumny, sir, bardzo dumny. - mówiąc to jego sekretarz odwrócił się od zaskoczenia i rumieńca uznania na twarzy Darcy'ego i opuścił pokój, gotów stoczył finansową bitwę ze światem z interesie swojego pana.
Słowa Hinchcliff'a, Darcy to wiedział, nie padły tak łatwo. Wraz z towarzyszącym im ukłonem, były pierwszym wyrażeniem głębokiego i prawdziwego szacunku, który wyraził mu jego sekretarz. Och, ten człowiek był zawsze w najwyższym stopniu uprzejmy i cierpliwy, nawet wtedy, podczas ich pierwszego spotkania, kiedy Darcy miał dwadzieścia lat, kiedy ukłonił się młodemu, nowemu sekretarzowi w holu dokładnie za tymi drzwiami. "Pański ojciec byłby bardzo dumny". Wzrok Darcy'ego powędrował w stronę małego, wiszącego na ścianie portretu swojego rodzica i skinął z akceptacją - Tak, dziękuję, wierzę, że byłby.

Gunia - Sob 01 Gru, 2007 14:51

Alison napisał/a:
mogłoby spowodować znaczne zmniejszenie pańskich aktywów i nieuchronną stratę

Tak oszukali panią Bennet! Okazuje się, że to nie było 10 000 rocznie, tylko 9 999! ;)

Maryann - Sob 01 Gru, 2007 15:05

Alison napisał/a:
Zebranie takiej sumy przewyższającej normalne wymagania pańskich interesów, mogłoby spowodować znaczne zmniejszenie pańskich aktywów i nieuchronną stratę.

Powiedziałabym - zależy jakie aktywa mamy na myśli... :wink:

asiek - Sob 01 Gru, 2007 19:33

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Zebranie takiej sumy przewyższającej normalne wymagania pańskich interesów, mogłoby spowodować znaczne zmniejszenie pańskich aktywów i nieuchronną stratę.

Powiedziałabym - zależy jakie aktywa mamy na myśli... :wink:

Ja z finansami zawsze jestem na bakier ... To znaczy, że Darcy nie dysponował żywą gotówką i musiał coś pieniężyć ?

Maryann, :shock: ... Twoja sygnaturka :shock: ...Darsik zbanowany ! :paddotylu:

Ali, :thanx:

Maryann - Sob 01 Gru, 2007 20:10

asiek napisał/a:
znaczy, że Darcy nie dysponował żywą gotówką i musiał coś pieniężyć ?

Na pewno gotówki nie trzymał w sejfie, ani nawet w banku, tylko ją (korzystnie oczywiście) lokował z pomocą Hinchcliffe'a - w jakieś akcje, czy inne papiery wartościowe, w nieruchomości, czy w jakieś przedsiębiorstwa (coś tam kiedyś Pamela wspominała o jakiejś firmie żeglugowej ?). Gotówki miał pewnie tyle, żeby starczało na bieżące potrzeby - niemałe, ale z pewnością nie uwzględniające wydatków na ratowanie z opresji lekkomyślnych panienek. Więc jak raptem zapotrzebował te 3-4 tys. funtów, to musiał coś spieniężyć. :?

Ale chyba nie żałował... :wink: Dostało mu się za to inne, znacznie bardziej wartościowe "aktywo"...

asiek napisał/a:
Maryann, :shock: ... Twoja sygnaturka :shock: ...Darsik zbanowany ! :paddotylu:

A co jest nie tak z moją sygnaturką ? :wink:

asiek - Sob 01 Gru, 2007 23:03

Maryann napisał/a:
A co jest nie tak z moją sygnaturką ?

Ten,...teges :lol: ...w zasadzie, to niiicccc, Darsik się jeno troszku zaokrągił i nieco zżółłkł, tożsamo Lizzaczek. :wink:
Maryann napisał/a:
Dostało mu się za to inne, znacznie bardziej wartościowe "aktywo"...

Tak się zastanawiam, po jakim czasie wspólnego pożycia, "aktywo" zaczęło ciążyć Darsikowi i ...summa summarum stało sie pasywem. :mysle:

Maryann - Nie 02 Gru, 2007 11:55

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
A co jest nie tak z moją sygnaturką ?

Ten,...teges :lol: ...w zasadzie, to niiicccc, Darsik się jeno troszku zaokrągił i nieco zżółł, tożsamo Lizzaczek. :wink:

A skąd wiesz, że "one" to "one" byli ? :mrgreen: :-P
OK Teraz lepiej ?

asiek napisał/a:
Tak się zastanawiam, po jakim czasie wspólnego pożycia, "aktywo" zaczęło ciążyć Darsikowi i ...summa summarum stało sie pasywem. :mysle:

Asiek... :paddotylu: Jak możesz... :confused3:

Alison - Nie 02 Gru, 2007 12:29

Carolaszek prosił, żeby przeprosić, ale dziś fanfik będzie na kolację :roll:
asiek - Nie 02 Gru, 2007 15:12

Maryann napisał/a:
asiek napisał/a:
Tak się zastanawiam, po jakim czasie wspólnego pożycia, "aktywo" zaczęło ciążyć Darsikowi i ...summa summarum stało sie pasywem.

Asiek... Jak możesz...

OK , Maryann'ku skoro Darcy ponownie u Twego boku, :serduszkate: to ja odszczekuję swoje paskudne pytanie i obwieszczam, iż Lizzy zawsze będzie "aktywem"pana na Pemberley. :-D

Maryann - Nie 02 Gru, 2007 15:14

asiek napisał/a:
odszczekuję swoje paskudne pytanie i obwieszczam, iż Lizzy zawsze będzie "aktywem"pana na Pemberley. :-D

No. :wink: Tak już lepiej... :mrgreen:

Caroline - Nie 02 Gru, 2007 20:14

Uff, dotarłam!
Wybaczcie wymuszoną dietę, słodkie na wieczór nie jest zdrowe, ale to wszak ciacho dla umysłu, więc voila!

Rozdział IX cz.7

Zważywszy na obietnice finansowe, którymi zmusił Wickhama do działania, było szczególnie ważne, by porozmawiał jeszcze raz z Wickhamem zanim przedstawi całą sprawę rodzinie Elizabeth jako fait accompli. Wsiadając ponownie do pośpiesznie wynajętego powozu uważał, że jest przygotowany na wszelkie żądania i niespodzianki. Wickham był zawsze pierwszy, gdy w grę wchodziło zaskakiwanie innych nieobliczalnymi zachowaniami, zawsze miał nadzieję, że bezczelność zaskoczy przeciwników. Ale takie sztuczki Darcy znał bardzo dobrze dzięki ich długiej znajomości. Tym razem Wickham miał zbyt wiele do stracenia, a Darcy przewodził tym, którzy mogli przycisnąć go do muru, nieważne, czego by próbował.
Do zajazdu przyjechał tuż przed trzecią. Pochylając głowę przy wejściu rozejrzał się za swoim "cieniem" wypatrującym go przy drzwiach prowadzących na schody. Lekkim skinieniem głowy i mrugnięciem chłopiec dał mu znać, że para nadal była na górze. Darcy położył gwineę na stole obok doceniając wartość informacji i dostał w zamian spojrzenie pełne zdziwienia, które jak sądził, rzadko gościło na twarzy doświadczonego przez życie dziecka.
Tym razem zastał pokój posprzątany. Wickham otworzył drzwi - ubrania były spakowane, butelki usunięte, a mocniejsze krzesła i stół zastąpiły poprzednie.
- Darcy - powitał go i zaprosił do wejścia.
- Panno Lydio Bennet - Darcy ukłonił się młodej kobiecie usadowionej we wnęce okiennej. Pod wpływem spojrzenia Wickhama zsunęła się i lekko dygnęła.
- Panie Darcy - odpowiedziała ostrożnie.
- Lydia, kochanie, zejdź na dół i poproś kucharkę o coś do jedzenia. - Wickham wziął ją za rękę i poprowadził do drzwi. - Poczekaj na to i przynieś na górę sama. Dobra z ciebie dziewczyna. Darcy i ja mamy parę spraw do omówienia.
Z wyrazem ogromnego niezadowolenia z powodu powierzenia jej takiego zadania, Lydia wyrwała mu swoją rękę i wyszła z pokoju głośno trzaskając drzwiami, żeby nie pozostawić wątpliwości co do swoich uczuć.
- Niegrzeczne dziecko - skrzywił się Wickham. - Widzisz, do czego chcesz mnie przywiązać?
Darcy nie zamierzał na to pozwalać.
- To się stało, gdy sam postanowiłeś zabrać ją do swojego powozu w Brighton. - usiadł na jednym z krzeseł - Ona jest wciąż prawie małą dziewczynką, George, a ty podsycałeś jej dziewczęce wyobrażenia, których dotąd nie spełniłeś. Nic dziwnego, że jest rozczarowana i zachowuje się jak dziecko, którym zresztą jest.
Wickham przyznał chrząknięciem, że może to być prawda i wziął drugie krzesło. Nie wyglądał dobrze, choć jego ubranie było schludne i był ogolony. Przejechał kilka razy palcami przez włosy i usiadł, ale nawet to go nie uspokoiło. Widząc, że Darcy się mu przygląda, zaśmiał się sam z siebie.
- Trzęsę się jak zając, nie mogłem spać w nocy i nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że jestem obserwowany. Aż mnie dreszcze przechodzą.
- Coś musi być w powietrzu - zacytował Darcy.
- Tak, dokładnie! Mam tego dość - zagryzł wargi. - Wczoraj zgodziłeś się pokryć moje długi, nieważne skąd by pochodziły, tak?
- Tak, od czasu Meryton do dnia ślubu, pokryję wszystkie.
- Może zająć trochę czasu zebranie ich. Poza tym, co jestem winien oficerom, nie mam pojęcia, jaka to kwota.
- To będzie twoje zadanie na nadchodzący tydzień - Darcy podniósł teczkę, którą z sobą przyniósł i wyciągnął papier, atrament i pióra. - Zapisz te, które pamiętasz i wyślij pytanie o te, których nie pamiętasz. - widząc zaniepokojone spojrzenie Wickhama zapewnił go - odeślesz je później do Erewile House.
- Ach - Wickham odetchnął - to rozumiem.
Przyjrzał się wyciągniętym przedmiotom i znów spojrzał na Darcy'ego.
- A gdy już to zrobię i ożenię się z dziewczyną, co dalej? Jeśli nie zapewnisz mi utrzymania w jednej ze swoich parafii... - zamilkł na chwilę, ale skoro Darcy nie zaprzeczał, mówił dalej - jak mam prowadzić to nowe życie, którego ode mnie żądasz?

*fakt dokonany

Maryann - Pon 03 Gru, 2007 09:01

Caroline napisał/a:
- Niegrzeczne dziecko - skrzywił się Wickham. - Widzisz, do czego chcesz mnie przywiązać?

No właśnie. Bo przecież ja z jej ucieczką nie miałem nic wspólnego, prawda ? Ktoś mi ją podrzucił... :twisted:

Caroline napisał/a:
- A gdy już to zrobię i ożenię się z dziewczyną, co dalej? Jeśli nie zapewnisz mi utrzymania w jednej ze swoich parafii... - zamilkł na chwilę, ale skoro Darcy nie zaprzeczał, mówił dalej - jak mam prowadzić to nowe życie, którego ode mnie żądasz?

Jednym słowem - jak to póxniej pisała Lidia to Elżbiety, potrzebuję "trzy czy cztery tysiące rocznie"... :?

Alison - Pon 03 Gru, 2007 09:19

Boże, co za pozbawiony ambicji pasożyt! :bejsbol: Mimo wszystko podziwiam Darcy'ego. Ja bym Wickhama najpierw na pal wbiła, a potem ewentualnie pogadała o tym, czym ma się zająć, choć w tej sytuacji i tak pewnie wszystko miałby GDZIEŚ, jak Azja Tuhajbejowicz :wink:
Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 09:24

Alison napisał/a:
Boże, co za pozbawiony ambicji pasożyt! :bejsbol: Mimo wszystko podziwiam Darcy'ego. Ja bym Wickhama najpierw na pal wbiła, a potem ewentualnie pogadała o tym, czym ma się zająć, choć w tej sytuacji i tak pewnie wszystko miałby GDZIEŚ, jak Azja Tuhajbejowicz :wink:

Coś dzisiaj Boy za mną chodzi. To chyba on gdzieś napisał, że wszyscy się zgadzają, iż facet uwodzący (lub nie daj Boże - gwałcący) młode dziewczę to szuja i s..syn. I wszyscy dokładają starań, aby ofiarę za tego szuję wydać :zalamka: ...

Alison - Pon 03 Gru, 2007 09:32

No tak, presja na to "żeby dziecko miało ojca" i "żeby miało nazwisko", że mężatka lepsza od panny, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i pomyślenie o tym, że lepszy żaden ojciec niż taki, a nazwisko często gorsze od matczynego, a kobieta solowa może być szczęśliwsza od samotnej przy mężu. Ciekawe czemu ludzie sobie to tak wymyślili, bo przecież gdzieś kiedyś, ktoś na to wpadł i to sie tak ciągnie za ludzkością całe pokolenia i unieszczęśliwia kolejne głupie i naiwne kobitki.
Maryann - Pon 03 Gru, 2007 09:38

Alison napisał/a:
Boże, co za pozbawiony ambicji pasożyt! :bejsbol:

To chyba niestety jest dzieło Mr Darcy'ego-seniora (przynajmniej po części) - uwielbiał swojego chrześniaka, pozwalał mu na wszystko i nie wymagał wiele w zamian. Jak Darcy napisał w liście do Elżbiety, jego ojciec przyzwyczaił Wickhama do myśli, że może liczyć na pomoc jego rodziny. :?

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 09:40

Alison napisał/a:
No tak, presja na to "żeby dziecko miało ojca" i "żeby miało nazwisko", że mężatka lepsza od panny, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i pomyślenie o tym, że lepszy żaden ojciec niż taki, a nazwisko często gorsze od matczynego, a kobieta solowa może być szczęśliwsza od samotnej przy mężu. Ciekawe czemu ludzie sobie to tak wymyślili, bo przecież gdzieś kiedyś, ktoś na to wpadł i to sie tak ciągnie za ludzkością całe pokolenia i unieszczęśliwia kolejne głupie i naiwne kobitki.


To polecam Wilde'a "Kobietę bez znaczenia". Tam występuje urodziwa i bardzo cnotliwa dama, udająca wdowę - ze względu na syna. Uwiódł ją był w młodości pewien lord, zaszła w ciążę. Ojciec` lorda był zdania, że syn powinien się ożenić, mamusia - przeciwnie [i jej zdanie zwyciężyło). Zbiegiem okoliczności nieślubny potomek zostaje sekretarzem ojca nadal kawalera) i go podziwia, uwielbia etc. Dowiedziawszy się prawdy, zmienia zdanie o tatku, czuje doń pogardę, ale żąda, by tatko ożenił się z mamusią. Potem mama może świeżo poślubionego małżonka porzucić, ale "hańba" musi zostać zatarta. Na nic tłumaczenia matki, ze dopiero poślubiając drania, miałaby powody do wstydu...

Caroline - Pon 03 Gru, 2007 10:03

Rozdział IX cz. 8

To była kolejna przeszkoda, do przeskoczenia której trzeba było go nakłonić, jeśli wszystko miało pójść dobrze.
- Kupiłem ci patent oficerski w armii - odpowiedział Darcy.
- Co?!
- W regimencie, który prawdopodobnie nigdy nie wyjedzie za granicę - zapewnił go.
Wickham opadł na swoje krzesło, twarz mu drżała, gdy powoli docierała do niego ta wiadomość. Wreszcie zdawało się, że się z tym pogodził. Spojrzał na niego Darcyego.
- Ale będę potrzebował...
- Wiem, czego będziesz potrzebował i zapewnię ci kredyt na zakup... tego, co potrzeba i więcej. Jeśli będziecie rozważni, możecie żyć całkiem wygodnie, a z czasem całkiem dobrze.
- Wygodnie! - Wickham zaśmiał się szyderczo wstając z krzesła. - A jak wygląda twoje wyobrażenie "wygody", Darcy? Czy czułbyś się wygodnie żyjąc tak? - rozłożył ramiona pokazując otoczenie, w jakim się znajdowali. - Nie sądzę.
Oparł głowę o framugę jedynego małego okna w pokoju zwracając twarz w stronę podwórza w dole.
- Jest jeszcze posag twojej żony...
- Żart! - prychnął.
- ... i to, w co ją wyposażę jeszcze - dodał Darcy nie przerywając na zachętę.
Wickham odwrócił się wyraźnie zaintrygowany.
- Dwa tysiące funtów! - zażądał, jakby kwota podlegała negocjacjom. Darcy uniósł brew. - Tysiąc pięćset w takim razie i w zamian zostanę "Metodystą", jeśli tak ci się podoba.
- Nie sądzę, by tak się stało, George, i że wytrwałbyś długo. - potrząsnął głową. Pora była z tym skończyć. – Nie, nie będę się z tobą targował. Tysiąc funtów jako dodatek do jej posagu, pokrycie twoich długów, zapewniona przyszłość, odzyskany charakter, jeśli można tak powiedzieć i żona z posagiem, to ci proponuję, byś mógł zrobić, to co właściwe dla tej dziewczyny i jej rodziny.
- Jeśli "zachowam się jak dżentelmen". Taki zdaje się był warunek. - zakpił Wickham. Nie zdawało się, by czekał na odpowiedź, bo odwrócił się znów do okna i zastanawiał się co go czeka, nie zauważył więc milczenia Darcyego.
"...gdyby zachował się pan jak przystało na dżentelmena". Szydercze słowa Wickhama nie brzmiały tak, jak słowa Elizabeth, ale były wystarczająco podobne. Cóż za ironia, że domagał się od Wickhama tego, czego Elizabeth wypomniała mu, że nie ma sam!
- O wszystkim pomyślałeś, Darcy. Gratuluję. - głos Wickhama przywołał go do sprawy. - Choćbym się nie wiem jak starał, nie znajdę prawa, na które mógłbym się powołać, ani wyjścia, które mogłoby cię powstrzymać. Wspaniale! - przemierzył pokój i usiadł przy stole. - Osaczyłeś mnie, ty i Lydia, ale tak naprawdę perspektywy nie są takie złe. Lepsze to niż więzienie dla dłużników albo sąd wojskowy, to pewne! - wytarł rękę o spodnie i położył ją na stole. - Zdaje się, że muszę przyjąć twoją propozycję, Darcy. To moja dłoń, jak dżentelmen z dżentelmenem?
- Ze względu na rodzinę tej dziewczyny - zgodził się Darcy wyciągając rękę.
- Jak sobie życzysz - wzdrygnął się Wickham i było po wszystkim.
Darcy nie pozwolił sobie na westchnienie ulgi, które cisnęło mu się w piersi póki nie znalazł się sam, w ruszającym powozie. Jego umysł podążył do początku, do zajazdu w Lambton i spotkania z Elizabeth pogrążoną wtedy w takim niepokoju, że musiał ze wszystkich sił powstrzymywać się, by jej nie objąć i pocieszyć, osuszyć jej łzy. Nie miał do tego prawa, choć uczucia pchały go do niej w imię współczucia i miłości. Jej łzy były dla niego udręką, bo od razu wiedział, kto był ich winien, ale to pogodzenie się ze wstydem i hańbą brzmiące w głosie Elizabeth, naprawdę go wzburzyło. Poprzysiągł wtedy, że tak się nie stanie i choć wielkich i drogo okupionych łatek trzeba było, by przykryć rozdarcia na dobrym imieniu jej rodziny, udało mu się, sprawił że materia nadal się trzymała, a honor jej rodziny został ocalony.
Zamknął oczy i przechylił głowę, nabrał powietrza w płuca a potem powoli je wypuścił. Elizabeth! Elizabeth jest wolna. Nie będzie żyła w cieniu hańby... znów będzie mogła być dawną sobą, bez tłumaczeń i rumieńca wstydu. Darcy uśmiechnął się. Naprawił wielkie zło spowodowane jego dumą! Ale to wizja Elizabeth odzyskującej dobre imię... to był skarb, który będzie hołubił w sercu do końca swoich dni!

Maryann - Pon 03 Gru, 2007 10:15

Caroline napisał/a:
- Kupiłem ci patent oficerski w armii - odpowiedział Darcy.
- Co?!

Nie dość, że pasożyt, to na dodatek tchórz...

Caroline napisał/a:
- Jest jeszcze posag twojej żony...
- Żart! - prychnął.
- ... i to, w co ją wyposażę jeszcze - dodał Darcy nie przerywając na zachętę.
Wickham odwrócił się wyraźnie zaintrygowany.

On wyczuwa woń gotówki niczym gończy pies zwierzynę...

Alison - Pon 03 Gru, 2007 11:57

Sofijufka napisał/a:
To polecam Wilde'a "Kobietę bez znaczenia". Tam występuje urodziwa i bardzo cnotliwa dama, udająca wdowę - ze względu na syna. Uwiódł ją był w młodości pewien lord, zaszła w ciążę. Ojciec` lorda był zdania, że syn powinien się ożenić, mamusia - przeciwnie [i jej zdanie zwyciężyło). Zbiegiem okoliczności nieślubny potomek zostaje sekretarzem ojca nadal kawalera) i go podziwia, uwielbia etc. Dowiedziawszy się prawdy, zmienia zdanie o tatku, czuje doń pogardę, ale żąda, by tatko ożenił się z mamusią. Potem mama może świeżo poślubionego małżonka porzucić, ale "hańba" musi zostać zatarta. Na nic tłumaczenia matki, ze dopiero poślubiając drania, miałaby powody do wstydu...


Nie znam tego, ale Wilda wielbię za jego złote myśli. Również te o kobietach :wink:

asiek - Pon 03 Gru, 2007 19:03

Alison napisał/a:
No tak, presja na to "żeby dziecko miało ojca" i "żeby miało nazwisko", że mężatka lepsza od panny, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i pomyślenie o tym, że lepszy żaden ojciec niż taki, a nazwisko często gorsze od matczynego, a kobieta solowa może być szczęśliwsza od samotnej przy mężu. Ciekawe czemu ludzie sobie to tak wymyślili,

To nie ludzie tak nas urządzili ino faceci. :evil: Trzeba im to oddać... zrobili to świetnie, patriarchat od stuleci święci triumfy.
Maryann napisał/a:
Caroline napisał/a:
- Kupiłem ci patent oficerski w armii - odpowiedział Darcy.
- Co?!

Nie dość, że pasożyt, to na dodatek tchórz...

Mimo tego nadal jest wielce pożądany, by kobieta mogła odzyskać dobre imię ...To smutne. :?

Caroline napisał/a:
Jego umysł podążył do początku, do zajazdu w Lambton i spotkania z Elizabeth pogrążoną wtedy w takim niepokoju, że musiał ze wszystkich sił powstrzymywać się, by jej nie objąć i pocieszyć, osuszyć jej łzy. Nie miał do tego prawa, choć uczucia pchały go do niej w imię współczucia i miłości. Jej łzy były dla niego udręką,

Szkoda, że nie poszedł za głosem serca...Scena byłaby cuuuudna. :serduszkate:

Caroline, :thanx:

Maryann - Pon 03 Gru, 2007 19:16

asiek napisał/a:
Szkoda, że nie poszedł za głosem serca...Scena byłaby cuuuudna. :serduszkate:

Żebyś wiedziała... :wink: :-P

Dione - Pon 03 Gru, 2007 21:26

Alison napisał/a:
No tak, presja na to "żeby dziecko miało ojca" i "żeby miało nazwisko", że mężatka lepsza od panny, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i pomyślenie o tym, że lepszy żaden ojciec niż taki, a nazwisko często gorsze od matczynego, a kobieta solowa może być szczęśliwsza od samotnej przy mężu. Ciekawe czemu ludzie sobie to tak wymyślili, bo przecież gdzieś kiedyś, ktoś na to wpadł i to sie tak ciągnie za ludzkością całe pokolenia i unieszczęśliwia kolejne głupie i naiwne kobitki.


To faceci wymyślili całą instytucję małżeństwa, wierność, cnotę itp. Wszystko po to, żeby być pewnym, że potomstwo, które wychowują, jest ich własnym, a nie czyimś. Świetnie komentuje ten fakt Natalie Angier w "Kobieta, geografia intymna". Książka, którą polecam wszystkim kobietom i myślę, że każdy facet powinien ją przeczytać.

Marija - Pon 03 Gru, 2007 21:38

Wymyślili, ale chyba dość późno? Albowiem jak pouczają nas autorzy fantasy oraz prehistorycy, kiedy ludzkość trwała w matriarchacie, cudem było to, że KOBIETA w ogóle rodzi DZIECKO, a nie KOMU je rodzi, bo najpierw osobniki płci męskiej musiały wpaść na pomysł, że pomiędzy aktem a urodzeniem (w końcu trochę księżyców mija) zachodzi niewątpliwy związek przyczynowo-skutkowy :-D . Ale jak już zajarzyli, o co chodzi, to wspięli się na szczyty organizacji społecznej, w obronie swoich drogocennych genów :olsnienie: .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group