Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 1
Gosia - Wto 17 Paź, 2006 06:50
Harry, ogladalas w nocy ?
Trzeba bylo chociaz napisac, czy Ci sie podobalo
Harry_the_Cat - Wto 17 Paź, 2006 09:43
Gosiu, ja już padałam na mordkę w nocy, ale byłam taka zdeterminowana, żeby obejrzeć, że siedziałam.
No to czas na moje wrażenia. Ogólnie to na pewno będzie moja ukochana ekranizacja. Ruth Wilson to chyba największe tegoroczne odkrycie jeśli chodzi o aktorki - dlaego w przodzie przed Danielą i nawet AMMartin. Jest po prostu cudowna. Toby Stephens - dobry, ale nie trafa mnie prosto w serce.
A jeśli chodzi o szczegóły - to NIE będzie mój ulubiony odcinek. Mnie zdecydowanie najbardziej poruszył 3. Ten ma trochę inny klimat niż pozostałe - i nie do końca podobały mi się retrospekcje (wiem, zaraz na mnie napadniecie). Nie chodzi o to, że były źle zagrane, czy brakowało w nich pasji - co to, to nie! Ale chyba wolałabym, żeby to były same obrazy. Nie wiem, być może przeszkadzało mi to, że, oglądając w słuchawkach, jęki i przyspieszony oddech zagłuszały mi dialog...
Zgodzę się jednak z Gosią w kwestii reakcji Jane na te wspomnienia - zagrane rewelacyjnie - płakałam razem z nią...
Cała część histori związana z St Johnem nieco się dłużyła, ale bez przesady. Nie wyobrażam sobie życia z takim człowiekiem - co za lodowate, nieczułe serce!
Moja zdecydowanie ulubiona scena tego odcinka to scena nad rzeką - Jane dużo bardziej pewna siebie, nezależna, Rochester zadrosny!
Nie do końca podobała mi się charakteryzacja Toby'ego po pożarze - ta blizna na twarzy nieodparcie przywodziła mi na myśl Star Trek...
No a scena ostatnia to już mi się wcale nie podobala - parę osób wspomniało na c19, że przypomina nieco zakończenie Bleak House ale nie potrafiłam w to uwierzyć - a jednak. Co do samego portretu (i ramy ) , to gdyby Rochester odzyskał wrok, to na pewno by na takie okropieństwo nie zezwolił...
Gosia - Wto 17 Paź, 2006 09:53
Harry, dzieki.
Tak, masz racje w tym, ze scena "on bed" troche zle byla udzwiekowiona, dlatego tez niewiele slow zrozumialam, ale te jęki i westchnienia dzialaja na moja wyobraznie, dlatego nie czepiam sie i mnie sie retrospekcje bardzo sie spodobaly.
Wiesz Harry, w tej scenie generalnie bylo malo dialogu , dlatego tez osmielilam sie poprosic cie o transkrypcje, oczywiscie kiedy tylko znajdziesz czas
Ruth Wilson byla swietna, ale dla mnie Esther - AAMartin i lady Dedlock (z Bleak House) byly tez rewelacyjne, kazda w swoim rodzaju. Nie ustalalabym tu jakiejs hierarchii.
Toby nie zawsze mnie przekonywal, ale caloksztalt wypadl bardzo pozytywnie.
Jak wspomnialam wygral w moim rankingu z Ciaranem, Hurtem i Daltonem.
Jedyny Rochester ktorego ogladalam z przyjemnoscia
Marija - Wto 17 Paź, 2006 10:00
| Gosia napisał/a: | | scena "on bed" | o jejujeju, Jane z Rochesterem "on bed" ? :cry: Ja też chcę to obeeeeeejrzeeeeć :cry: :cry: :cry: :cry:
Gosia - Wto 17 Paź, 2006 21:49
Na C19 pojawily sie screencapy z 4 odcinka Jane Eyre:


Wybralam ciekawe uklady
Caitriona - Wto 17 Paź, 2006 21:57
Ostatnia fotka mi się bardzo podoba! :grin: :grin:
Gosia - Wto 17 Paź, 2006 21:59
Ładna kolorystyka i wyrazistosc, to prawda
No i ten tego... uklad tez niczego sobie
Caitriona - Wto 17 Paź, 2006 22:00
| Gosia napisał/a: |
No i ten tego... uklad tez niczego sobie |
Dokładnie!
Anonymous - Wto 17 Paź, 2006 22:14
no, układ w szczególności !!!
Trzykrotka - Wto 17 Paź, 2006 23:29
Tak, zwłaszcza rozplanowanie kadru i rozłożenie ... ciężkości są bardzo bardzo godne podziwu
Caroline - Śro 18 Paź, 2006 19:59
Obejrzałam czwarty odcinek Wreszcie I muszę powiedzieć, że ze wszystkich ekranizacji, jakie widziałam powrót Jane najbardziej podobał mi się właśnie w tej. Scenarzystka wzięła od Charlotty to co najlepsze do tych scen. Przede wszystkim humor. I nie przesadzili z blizną. Po ostatnim odcinku doceniam Ruth, czyli "Żabkę" tudzież "Karpika"
Ramka i ostatnie sceny rzeczywiście nie teges :razz: Mogło się skończyć na splątanych butach i ewentualnie jakimś szerokim ujęciu.
No, to teraz poczekamy następne dziesięć lat do kolejnej ekranizacji :razz: Pewnie w międzyczasie jakaś wersja bolly powstanie dla zabicia czasu
Harry_the_Cat - Śro 18 Paź, 2006 20:21
| Caroline napisał/a: | | Wracając do tematu, nie podobają mi się farbowane włosy Toby'ego, |
Thank you! Nie mogę oderwać od nich wzroku! Gdyby nie to, że to chodzi o Rochestera, to kolor nawet by mi się podobał
Gosia - Czw 19 Paź, 2006 07:13
A ja sobie obejrzalam wczoraj z przyjemnoscia wybrane fragmenty "Jane Eyre" i pomyslalam, ze ten film im sie jednak udal
A Toby i Ruth sa swietni! No, moze nie doskonali, bo czasem jest cos w ich grze co mnie troszeczke razi, ale w sumie jest bardzo bardzo okay!
Harry_the_Cat - Czw 19 Paź, 2006 10:46
A props dyskusji nt. tego czy Richard mógłby zagrać Rochestera czy nie - obydwy panów - RA i TS - reprezentuje ta sama agencja. Nie znam sie na tym, ale może to byłby konflikt interesów?
Harry_the_Cat - Pią 20 Paź, 2006 22:32
Scena w sypialni - 24.42
Nie wszystko jestem w stanie dokładnie usłyszeć. Toby za bardzo się podniecił...
J: Muszę odejść z Thornfield, panie Rochester.
R: A teraz? Też tak myślisz?
J: Tak.
R: A teraz, co powiesz teraz?
R: Nie możesz mnie zostawić. Nie mogłabyś mnie zostawić (...?? coś o miękkim ciele i twardym sercu )
R: Znam takie miejsce, nad Morzem Śródziemnym. Jest daleko, na odludziu. Zamieszkaj tam ze mną.
R: Nie, Jane, Jane, posłuchaj. Posłuchaj mnie. Będziemy życ jak brat z siostrą, będziemy mieli osobne sypialnie. Będziemy się spotykać popołudniami - na herbatę, albo żeby pograć w piłkę, cokolwiek. To będzie taka codzienna tradycja. Daję ci słowo, że cię nie tknę. No może jakis przelotny pocałunek w policzek na urodziny. Nie nakłaniałbym cię do życia w grzechu. Nie zrobiłbym tego.
***
Jest jeszcze coś, co Wam przełożyć?
Alison - Pią 20 Paź, 2006 23:21
NO, to i ja przystępuję już do tego kółeczka różańcowego. To po kolejusiu:
1. Kocham wersję Zeffirellego, przywiązuję się szczerze i jestem wierna (nie tak jak niektórzy na tym forum z kwiatka, na kwiatek ) ale muszę "ućciwie" przyznać, że kurde balans, pan Rochester jest taki sexy, że aż dech zapiera i musiałam ze 2 razy wyjść na balkon tchu zaczerpnąć Lubię Hurta jako Rochestera, bo jest taki mroczny, półprzytomny z rozpaczy, taki z lekka sarkastyczny, ale Toby jest tak pełen pasji, że hej, tyle, że razi mnie bardzo na początku jego chamstwo, bo trzeba to nazwać po imieniu. Nie wiem czemu miał służyć aż tak wyraźny brak elementarnej grzeczności wobec Jane przy pierwszym spotkaniu. W książce wygląda to zupełnie inaczej, Rochester jest szorstki, ale nie ewidentnie niegrzeczny. To jest dla mnie zgrzyt.
2. Jane jest naprawdę świetna, choć jej usta jednak wyraźnie przeszkadzały mi w scenie oświadczyn, a usmarkała się tak po pachy, że z przerażeniem myślałam: Jezu, no i jak on ją teraz ma pocałować, ale się na szczęście w kluczowym momencie wytarła palcem
3. Moimi ukochanymi scenami (w książce też) są scena ich przekomarzania się "finansowego"przed wyjazdem Jane, scena przy kominku po ugaszeniu pożaru i powrót Jane. Toby tak cudnie się wzrusza, że jak nie cierpię płaczących facetów - płaczę razem z nim! I pokochałam szczerze, te błyski uśmiechu na jego chmurnej twarzy, i ten chrapliwy, pełen pasji głos.
4. Zakończenie... hmmm, wolę to z wersji z Hurtem, to jest jak z waty cukrowej, ale co tam, uwielbiam happy endy, a rama (wraz z obrazkiem ) max tandetna, przypomniały mi się końcowe uobrazecki z "Emmy" w wersji z GP.
5. Bardzo podobała mi się wizualnie sekwencja ze szkoły z małą Jane, choć końcowa scena z umierającą Helen na jakimś koszmarnym ołtarzyku - to jakieś ciężkie nieporozumienie.
6. Adelka - emanuje jakimiś letalnymi genami, ilekroć pojawiała się na ekranie, miałam coś do załatwienia w kuchni, albo musiałam poszukać czegoś pod biurkiem. Bleeee, tak okropnej Adelki jeszcze świat nie widział, wyglądała jak, za przeproszeniem szanownego towarzystwa, jakiś pomiot przydrożnej tirówki z emerytowanym kierowcą pekaesu. Brrrrr
7. A poza tym, to idę sobie jeszcze "poobgladać"!
Alison - Pią 20 Paź, 2006 23:26
Acha, i zapomniałam jeszcze powiedzieć, że scena "łóżkowa" fakt, że miło się ją ogląda, ale jakoś trudno mi uwierzyć, żeby dziewczyna pokroju Jane, miała takie wyobrażenia swojego pożegnania z Edwardem. Bo odniosłam wrażenie, że to tylko jej "niepobożne" życzenia, i że takie pożegnanie w ogóle nie miało miejsca. W książce żegnali sie w bibliotece, na stojąco i częściowo siedząco
A TEGO Rochestera nie mogę oczywiście nie kochać, skoro z zamiłowania jest przyrodnikiem
Harry_the_Cat - Pią 20 Paź, 2006 23:45
Ali, Twoje wrażenia są genialne!
| Alison napisał/a: | | Jane jest naprawdę świetna, choć jej usta jednak wyraźnie przeszkadzały mi w scenie oświadczyn, a usmarkała się tak po pachy, że z przerażeniem myślałam: Jezu, no i jak on ją teraz ma pocałować, ale się na szczęście w kluczowym momencie wytarła palcem |
Ja się prawie zasmarkałam ze smiechu...
| Alison napisał/a: | | przypomniały mi się końcowe uobrazecki z "Emmy" w wersji z GP. |
Ale tam chyba i tak jakoś bardziej pasowało to do całości. Dla mnie problemem w tym zakończeniu JE jest to, że tak zupełnie nie pasuje do kompozycji!
| Alison napisał/a: | | Adelka - emanuje jakimiś letalnymi genami, ilekroć pojawiała się na ekranie, miałam coś do załatwienia w kuchni, albo musiałam poszukać czegoś pod biurkiem. Bleeee, tak okropnej Adelki jeszcze świat nie widział, wyglądała jak, za przeproszeniem szanownego towarzystwa, jakiś pomiot przydrożnej tirówki z emerytowanym kierowcą pekaesu. Brrrrr |
Zgadzam się w całej rozciągłości!
Anonymous - Pią 20 Paź, 2006 23:58
| Harry_the_Cat napisał/a: | Scena w sypialni - 24.42
Nie wszystko jestem w stanie dokładnie usłyszeć. Toby za bardzo się podniecił...
J: Muszę odejść z Thornfield, panie Rochester.
R: A teraz? Też tak myślisz?
J: Tak.
R: A teraz, co powiesz teraz?
R: Nie możesz mnie zostawić. Nie mogłabyś mnie zostawić (...?? coś o miękkim ciele i twardym sercu )
R: Znam takie miejsce, nad Morzem Śródziemnym. Jest daleko, na odludziu. Zamieszkaj tam ze mną.
R: Nie, Jane, Jane, posłuchaj. Posłuchaj mnie. Będziemy życ jak brat z siostrą, będziemy mieli osobne sypialnie. Będziemy się spotykać popołudniami - na herbatę, albo żeby pograć w piłkę, cokolwiek. To będzie taka codzienna tradycja. Daję ci słowo, że cię nie tknę. No może jakis przelotny pocałunek w policzek na urodziny. Nie nakłaniałbym cię do życia w grzechu. Nie zrobiłbym tego.
***
Jest jeszcze coś, co Wam przełożyć? |
Harry kocham Cię! A ta kwestia 'coś o miękkim ciele i twardym sercu' - to pewnie parafraza tego fragmentu książki:
'Świat nie widział czegoś wątlejszego, a bardziej nieugiętego. Wiotką trzciną wydaje mi się w ręku! Mógłbym ją zgiąć dwoma palcami; i cóż mi z tego, gdybym ją zgiął, złamał i skruszył? Z jej oka wyziera śmiała, mężna, wolna istota i stawia mi czoło nie tylko odważnie ale z surowym tryumfem'
Alison - Sob 21 Paź, 2006 01:02
| Harry_the_Cat napisał/a: |
R: Nie możesz mnie zostawić. Nie mogłabyś mnie zostawić (...?? coś o miękkim ciele i twardym sercu )
|
W tym fragmencie pt. „miękkie serce” to ja wysłuchałam, że on mówi coś w rodzaju: nie możesz zniknąć tak łagodnie wyleczona, a do tego twój ból (rana) jest taki, jak gdybym to ja go zadał (dosłownie, jak gdybym to ja był pięścią).
Harry_the_Cat - Sob 21 Paź, 2006 01:05
Chylę czoła. Mi się zdawało, że tam słyszę "flesh" no i na pewno słyszałam "fist"
Alison - Sob 21 Paź, 2006 02:04
No ale chyba należałoby to jednak przetłumaczyć: Nie możesz zniknąć tak delikatnie (łagodnie) lecząc rany (bo jest forma ciągła healing), a c.d. jak wyżej i chyba brzmi logiczniej. :neutral: a w ogóle to chyba zgłupiałam, bo zaraz blady świt za oknem mnie zastanie, a ja jako ta durna... dziś pies mi się mało nie zlał w domu, bo się nie mogłam oderwać. Koszmar być takim maniakiem :oops:
achata - Sob 21 Paź, 2006 12:05
| Alison napisał/a: | | Lubię Hurta jako Rochestera, bo jest taki mroczny, półprzytomny z rozpaczy, taki z lekka sarkastyczny, ale Toby jest tak pełen pasji, że hej, tyle, że razi mnie bardzo na początku jego chamstwo, bo trzeba to nazwać po imieniu. |
Fajnie sie czyta twoje spontaniczne wyznania Alison. Aż zal mi sie psa robi Nie targał cię za rękawek albo nie ogryzał kapci? U mnie nie da rady zlekcoważyc czworonoga.
Tak jak ty uwielbiam wersje Zefirellego a zwłaszcza pierwsze spotkanie Jane i Rochestera. Tej sceny chyba nic nie zdoła przebić ale ciekawa jestem reszty.
Z nowej JE widziałam tylko screencapy. Na razie. Dzięki dobrym duszom z forum, juz niedługo w koncu zobaczę.....
Dla mnie to zakonczenie u Zefirellego jest troche jakby zbyt nagłe. Wszystko ładnie dopowiedziane, wzruszam się do łez ale wydaje się zbyt szybkie po wyjeździe z Thornfield. I ten tekst o strzaskanym drzewie niestety przypomina pewien patriotyczny wierszyk z akademii w podstawówce: "Ziemio ojczysta, ziemio jasna, nie będę powalonym drzewem..." Skojarzenia to przekleństwo!
Alison - Sob 21 Paź, 2006 13:28
Masz rację, skojarzenia często psują właściwe wrażenia, ale nic nie poradzimy na to, że łby mamy pełne obrazów, cytatów itp. śmieci(?).
Psu zrekompensowałam dzisiaj 3-godzinnym spacerem, leży teraz zdechły na legowisku i do wieczora mam spokój, więc wiadomo czym się zajmę, bo obiad też juz profilaktycznie "sranka" narychtowałam.
Co do Jane Eyre tej nowej, doprawdy robi wrażenie, ale tej wersji z Hurtem i Charlottą G. już z mego serca nie wypędzi, bo wiernam jak pies . Ale jak to zwykle ja, zaogląduję ją właśnie na śmierć, rozbieram na czynniki pierwsze, wysłuchuję intonacji głosu w pojedynczych scenach, wypatruję różnych szczególików, wysłuchuję mniej wyraźnych zdań. W domu patrzą na mnie jak na niezrównoważona psychicznie, ale czniam to, wmawiam wszystkim, że w ten sposób uczę się z przyjemnością angielskiego (bo nie mam pieniędzy, czasu i cierpliwości uczęszczać na jakieś sensowne kursy)
Zainteresowała mnie natomiast sprawa panny Ingram.
We wszystkich znanych mi ekranizacjach (sprawdzę jeszcze tą z Orsonem Wellesem) panna Ingram to wiotka, smukła blondynka, ciekawe czemu? W książce pani Fairfax opisuje ją następująco: "Wysoka, piękny biust, spadziste ramiona; długa pełna wdzięku szyja, cera śniada, matowa, gładka, szlachetne rysy, oczy może podobne do oczu pana Rochestera: wielkie i czarne, a tak błyszczące jak jej klejnoty. A jak śliczne miała włosy, kruczoczarne, i jak korzystnie uczesane: korona z grubych warkoczy z tyłu, a z przodu długie lśniące loki", że było to kawał kobity wspomina nawet sam Rochester podczas tych oryginalnych oświadczyn: "[...], że mam zamiar założyć świętą petlę na mój starokawalerski kark, wstąpić w święty stan małżeński, wziąć pannę Ingram w objęcia (jest co objąć naprawdę, ale to nie ma nic do rzeczy...nie można mieć nigdy za wiele czegoś tak doskonałego jak moja piękna Blanka)" - świnka z tego Rochestera, no ale cóż, kochamy takich słodkich drani, Toby też jak się bidulek spowiada Jane, że mu żony trzeba nie pielęgniarki, żeby dzieliła z nim łoże każdej nocy, po czym dodaje szelmowsko (a gdyby chciała to i każdego dnia) ech te chłopaki...
Idę sprawdzić jaka była ta czarno-biała Ingramówna.
Dziewczyny kochajcie Toby'ego - Rochestera!
Alison - Sob 21 Paź, 2006 16:17
Obejrzałam wszystkie trzy, jedna po drugiej. Kurcze, no po prostu kocham tą wersję Zeffirellego, w scenie oświadczyn bardziej odpowiada mi taki właśnie sposób okazania uczuć, i żeby nie było, że chodzi mi o to, że Jane wygarnia mu od głupoli i okrutników , ale jest jak to ona konsekwentnie opanowana, choć widać, że bardzo wzburzona, to były czasy, kiedy w złym tonie było okazywanie głębszych emocji, więc te smarkuchy u najnowszej Jane jednak mi się nie wpasowują w epokę
Co do panny Ingram, w wersji z Orsonem jest horrorystyczna i tyż blondynka, w dodatku platynowa z milimetrowymi brwiami jak Jane Mansfield.
Adelka słodka, aż za bardzo chwilami, poza tym gra ją malutka dziewczynka, chyba 5-letnia, w dodatku sepleniąca po dziecinnemu, ale i tak królewna w porównaniu z tą nową szczerbatą.
A już jeśli chodzi o pana Rochestera...Boże mój jacy oni trzej są kompletnie różni! Właściwie nie wiem, który najlepszy. Orson ma mroczny głos zranionego niedźwiedzia, najbardziej „książkowe” oczy, ciemne, roziskrzone, chciałoby się rzec diabelskie. W dodatku sposób ich filmowania, charakterystyczny dla tamtych czasów, ciemne czoło i dół twarzy, a oczy rozświetlone paskiem światła, cudnie podkreśla ich demoniczny charakter, twarz Jane zawsze jest oświetlona w całości z boku, co nadaje jej anielskiego wyraz. Jane Fontaine, trochę za ładna do tej roli, ale zachowuje się tak zakonnicowato, że jest OK.
Hurt jest trochę za bardzo abnegacki, choć w sumie pasuje mi to do całości, do tego w jaki sposób żyje od 15 lat i jaki ma stosunek do rzeczywistości. Uwielbiam tą Jane w wykonaniu Charlotty Gainsbourg, mogłabym o niej pisać godzinami, ale okażę Wam litość. Brakuje mi jednak w tej wersji moich ulubionych scen, tzn. bardzo są okrojone.
Najnowsza Jane chyba najbardziej myśli o potrzebach współczesnego damskiego widza, mimo wierności oryginałowi, sposób pokazania ich narastającego uczucia jest taki, bądźmy szczerzy, pod nasze oczekiwania, te sexy uśmieszki Rochestera, te łóżkowe zadyszki, te prawie pocałunki na tle palącego się kominka, nie oszukujmy się, wszystko ma być motylkogenne i niestety lub stety JEST
I jeszcze jedna rzecz mi się rzuciła w oczy, scena światła pojawiającego się w kolejnych oknach wieży, kiedy Rochester idzie sprawdzić co z Berthą, w nowej wersji jest po prostu żywcem zerżnięta z tej czarno-białej z Orsonem i Fontaine, nawet bym tu posądziła autorów o plagiat. A poza tym jestem trafiona-zatopiona! Jakbym nie odbierała telefonów, to siedzę przy kompie i oglądam!
|
|
|