Ekranizacje - The Forsyte Saga
Sofijufka - Pon 14 Cze, 2010 21:17
| Alicja napisał/a: | | Kobieta mogła, jeśli się nie mylę, mieć kochanka, ale bardziej dyskretnie niż mężczyzna i po urodzeniu dziedzica chyba |
i drugiego na zapas, a potem to przyjaciele zapraszali ją i przydzielali jej pokój obok kochanka... I dopóki nie było skandalu, to wszyscy patrzyli na to z pobłażaniem... A kochanki męża świadczyły o tym, że mąż miał wzgląd na "delikatne uczuicia" żony
Alicja - Pon 14 Cze, 2010 21:21
nooo, u Forsyte' ów jak widać nikt nie miał względów na niczyje uczucia
Trzykrotka - Pon 14 Cze, 2010 22:42
| Alicja napisał/a: | nooo, u Forsyte' ów jak widać nikt nie miał względów na niczyje uczucia |
Tak, bo oni byli nuworyszami i dorobkiewiczami. A 'delikatność uczuć" i podobne ąę dotyczą warstw od baroneta w górę
Anonymous - Wto 15 Cze, 2010 10:14
| Trzykrotka napisał/a: | | A 'delikatność uczuć" i podobne ąę dotyczą warstw od baroneta w górę |
Taaa patrz "Księżna". Książe jak widać ma bardzo wzgląd na uczucia małżonki. Własnie chyba tamten film jest świetną ilustracją małżeństwa, oraz tego co komu wolno. Dokłądnie jak rzekła Alicja.... Żona ma rodzić dziedzica... podoba jej się czy nie, ma dać spadkobiercę...
asiek - Wto 15 Cze, 2010 13:55
| lady_kasiek napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | A 'delikatność uczuć" i podobne ąę dotyczą warstw od baroneta w górę |
Taaa patrz "Księżna". Książe jak widać ma bardzo wzgląd na uczucia małżonki. Własnie chyba tamten film jest świetną ilustracją małżeństwa, oraz tego co komu wolno. Dokłądnie jak rzekła Alicja.... Żona ma rodzić dziedzica... podoba jej się czy nie, ma dać spadkobiercę... |
Jeżli chodzi o "Księżną", to film ma niewiele wspólnego z autentyczną biografią Georginy Cavendish. Georgiana była namiętną hazardzistką i za urodzenie dziedzica otrzymała sporą gotówkę, dzięki której mogła na jakiś czas opędzić się od wierzycieli. ... Ogólnie, to było z niej niezłe ziółko ... Wcale nie taka sierotka, jak to przedstawiono w filmie.
Sofijufka - Wto 15 Cze, 2010 14:07
i tez niespecjalnie miała względy dla uczuc małżonka...
asiek - Wto 15 Cze, 2010 14:38
Taaaa...historia ich związku, to prawdziwe dzieje grzechu.
Sofijufka - Wto 15 Cze, 2010 14:43
a jesli chodzi o Irenę, to wkurza mie, że nie miała cienia skrupułów, odbijajać przyciaciółce ukochanego...
Yvain - Wto 15 Cze, 2010 20:54
Może miała, ale nie było to opisane . Na początku jak oglądałam film to strasznie mnie wkurzało , że jest taka zimna, nieprzystępna. A potem pomału zaczęłam patrzeć na nią inaczej. Dla osób które kochała miała wiele uczuć. Myślę, że nie mogła być aż tak fałszywa
Alicja - Wto 15 Cze, 2010 22:04
ona była nie tylko zimna i nieprzystępna, ale i wyrachowana . poza tym - łatwo jest być dobrym dla kogos na kim nam zależy
| Sofijufka napisał/a: | | a jesli chodzi o Irenę, to wkurza mie, że nie miała cienia skrupułów, odbijajać przyciaciółce ukochanego... |
i chyba nie do końca taka dobra dla tych których kochała bo albo to nie była jej przyjaciółka albo przyjaźń Irene też jest mało warta
Anonymous - Wto 15 Cze, 2010 22:06
| Yvain napisał/a: | | Dla osób które kochała miała wiele uczuć. Myślę, że nie mogła być aż tak fałszywa |
Czy można tak dzielić serce? Jest jedno serce do kochania i do bycia dobrym... tak jak pisze Alicja łatwo być miłym, dla tych, których lubimy.... Tak potrafi każdy...
Yvain - Wto 15 Cze, 2010 23:43
Tak macie racje nie można dzielić serca, ale okazywanie uczuć nie jest sprawą prostą ja nie lubię po prostu myśleć o ludziach źle, jak każdego innego bohatera (np Soamesa) też ją starałam się zrozumieć. Oczywiście też postrzegam ją jako osobę dość egoistyczną, ale któż z nas nie otarł się o miłość własną. Wydaję mi się że była osobą bardzo skrytą i nie tyle zimną, co słabo potrafiła okazywać uczucia. Myślę, że wiele jej zachowań świadczyło o strachu, stąd dystans to ludzi, brak zaufania, trudności w nawiązywaniu kontaktów. Trudno zresztą myśleć o niej jako o zimnej jeśli mężczyźni których kochała byli z nią raczej szczęśliwi i nią zafascynowani (na pewno nie tylko z powodu jej urody ) . Autor moim zdaniem kreował ją na kobietę tajemniczą, coś w rodzaju zaklętej księżniczki. Wielu mężczyzn taka kobieta mogła oczarować, być dla nich wyzwaniem. Wydaje mi się też, że bycie piękną, to nie jest prosta sprawa. Jest się dużo bardziej ocenianym, wielu oczekiwaniom i wymaganiom trzeba sprostać. Najfajniej było by być mądrą, piękną i dobrą ale rzadko się to udaje nawet najlepszym Nie wydaje mi się też żeby była na początku przyjaciółką June (June miała zbyt duże wobec niej oczekiwania, bo miała zupełnie inny otwarty charakter) , może dużo później po śmierci męża udało im się bardziej zrozumieć . Wydaje mi się, że Irene musiała się dużo nauczyć i trochę jej się to udało, a za swoje błędy przyszło jej wystarczająco ciężko zapłacić
zuza - Śro 16 Cze, 2010 07:40
A mnie sie wydaje, ze ona byla zmuszona sytuacja do wyjscia za maz. Nie zdawala sobie sprawy z czym to sie do konca wiaze, no bo niby skad. Koniecznosc wspolzycia z kims, kto wzbudzil jej odraze, byla straszliwa... Czlowiek nieszczesliwy jest zdolny czynic wiele zla, nawet jesli ogolnie raczej sklania sie ku dobru...
Oczywiscie zakochanie sie w narzeczonym przyjaciolki to swinstwo. Ale nie da sie nie zakochac, kiedy serce sobie postanowi, ze owszem. Mozna za to wybrac nie skorzystanie z tej milosci... Ale jak wyborem jest unieszczesliwienie 3 osob, a unieszczesliwienie 1, to przyznam, ze nie jestem jej w stanie potepic....
Zwlaszcza, ze Irene nie odbila narzeczonego przyjaciolce. Bossiney zmienil obiekt uczuc. To zle o nim swiadczy i nie wiem czy nie porzucilby Irene po kilku miesiacach dla innej. No chyba ze June byla mu potrzebna tylko do zrobienia kariery, tez mozliwe... I nieladne z jego strony.
Ja ogolnie nie wierze w odbijanie mezow/narzeczonych. To zaklada bezwole tychze. A ja nie lubie ich traktowac jak nierozumnych przytulanek, ktore mozna komus zabrac...
Anonymous - Śro 16 Cze, 2010 10:25
| zuza napisał/a: | | Mozna za to wybrac nie skorzystanie z tej milosci... |
I jeśli jest się prawdziwą przyjaciółką to właśnie to wyjście się wybiera...
Trzykrotka - Śro 16 Cze, 2010 13:50
Jakoś nie mogę wykrzesać z siebie cienia sympatii dla Ireny. Jest dla mnie osobą, która nie ma w ogóle żadnych uczuć i lepiej, zeby była sama i nie wiązała się z nikim. Galsworthy ją wyraźnie wielbi, opisując jako nieśmiertelnie piękną, wnoszącą w życie innnych ludzi powiew nieziemskości... sraty taty . Ona spokojnie daje się wielbić (jednemu, drugiemu mężowi, staremu Jolyonowi, synowi, June....), ale kocha tylko jedną osobę - własnego syna, co zresztą też jest dośc pokrętne. Cały świat ta nczy tak, jak mu zagra Irene - a dlaczego? Bo jest p i ę k n a Toć to filozofia godna Zmierzchu
RaczejRozwazna - Śro 16 Cze, 2010 14:32
| zuza napisał/a: | | Ja ogolnie nie wierze w odbijanie mezow/narzeczonych. To zaklada bezwole tychze. A ja nie lubie ich traktowac jak nierozumnych przytulanek, ktore mozna komus zabrac... |
Oj, ja wierzę. Tu zresztą nie chodzi o to, czy ktos jest "bezwolną przytulanką", tylko o akceptację i przyzwolenie na poważne "podrywanie" zajętych panów (i vice versa). Widziałam to nie raz...
Anonymous - Śro 16 Cze, 2010 14:48
Ale nikt nie twierdzi, że uwiedziony jest biedną bezbronną ofiarą. Nie godzi się po prostu!
Sofijufka - Śro 16 Cze, 2010 17:05
no, nie twierdzi... ale w takiej sytuacji zawsze jest moment obie strony podejmuja decyzję: mówię stop [albo nie]. A jeśli idą na całość, to jeszcze pozostaje sposób postępowania z niczego nieświadomą osobą poszkodowaną z tego trójkąta. Trzymanie wszystkiego w tajemnicy, przeciaganie sytuacjai to dla mnie
Akurat June była - moim zdaniem - osobą, że gdyby oboje do niej przyszli i wyznali wszystko, zniosłaby to lepiej.
zuza - Śro 16 Cze, 2010 20:18
| lady_kasiek napisał/a: | | zuza napisał/a: | | Mozna za to wybrac nie skorzystanie z tej milosci... |
I jeśli jest się prawdziwą przyjaciółką to właśnie to wyjście się wybiera... |
Tak, ale jest to wybor tragiczny... to nie ma dobrego rozwiazania. Zawsze ktos bedzie cierpial...
| RaczejRozwazna napisał/a: | | zuza napisał/a: | | Ja ogolnie nie wierze w odbijanie mezow/narzeczonych. To zaklada bezwole tychze. A ja nie lubie ich traktowac jak nierozumnych przytulanek, ktore mozna komus zabrac... |
Oj, ja wierzę. Tu zresztą nie chodzi o to, czy ktos jest "bezwolną przytulanką", tylko o akceptację i przyzwolenie na poważne "podrywanie" zajętych panów (i vice versa). Widziałam to nie raz... |
No, ale to podrywany facet jest od tego, zeby sie nie dac poderwac. Albo dac.
| Sofijufka napisał/a: |
Akurat June była - moim zdaniem - osobą, że gdyby oboje do niej przyszli i wyznali wszystko, zniosłaby to lepiej. |
Tez uwazam, ze to byloby najlepsze wyjscie, jak tylko sie zorientowali. Filip zachowywal sie fatalnie, zero odwagi cywilnej
Yvain - Śro 16 Cze, 2010 21:41
Również popieram wypowiedź Zuzy Filip nie musiał się dać poderwać, jeśli rzeczywiście byłby zakochany w June nic by mu nie zrobiło nawet i sto Jren tak samo mógł powiadomić uczciwie June o końcu swoich uczuć, powinien to zrobić z szacunku do June, nie dała mu żadnego powodu aby ją tak potraktował. Byłam zadziwiona że tak się zachował
Trzykrotka napisała : | Cytat: | Cały świat ta nczy tak, jak mu zagra Irene - a dlaczego? Bo jest p i ę k n a Toć to filozofia godna Zmierzchu |
Niestety panowie mają i zawsze będą mieli tą nielogiczną słabość do pięknych kobiet podobnie jak my mamy słabość do szaleńczo zakochanych mężczyzn
zuza - Czw 17 Cze, 2010 08:13
Hm... i wiecie ja mam wrazenie, ze to Filip podrywal Irene. Nie odwrotnie zupelnie... A ona po prostu nie umiala sobie odmowic szczescia.... do tego momentu nigdy szczesliwa nie byla przeciez.
Jesli chodzi o szalencza milosc to... niewiele rzeczy byloby mnie w stanie powstrzymac... Moze dlatego nie moge tu jej potepic.
Sofijufka - Czw 17 Cze, 2010 08:38
ale ta FORMA!Oczywiście to trochę tak jak w tej opowieści o pewnej pani, która z bólem serca topiła nadprogramowe kocięta, ale w perfumowanej wodzie. Żeby im było mniej przykro.
Trzykrotka - Czw 17 Cze, 2010 10:33
A ja mam problem z szaleńczą miłością . Już samo to określenie budzi we mnie zły dreszcz na plecach. Fakt, nie przeżyłam takowej, więc może dlatego łatwiej mi jest powiedzieć, że nie wierzę w coś, co jest "szaleństwem" do tego stopnia, że przechodzi jak lawina po życiu innych ludzi. W tym przypadku idzie mi o życie June. Po zdradzie Bosineya June już nigdy nikogo nie pokochała i przedstawiana jest do końca jako nieszkodliwa dziwaczka, której nikt nie traktuje poważnie. Zawsze mnie to bolało.
Madelaine - Czw 17 Cze, 2010 18:41
| Trzykrotka napisał/a: | Jakoś nie mogę wykrzesać z siebie cienia sympatii dla Ireny. Jest dla mnie osobą, która nie ma w ogóle żadnych uczuć i lepiej, zeby była sama i nie wiązała się z nikim. Galsworthy ją wyraźnie wielbi, opisując jako nieśmiertelnie piękną, wnoszącą w życie innnych ludzi powiew nieziemskości... sraty taty . Ona spokojnie daje się wielbić (jednemu, drugiemu mężowi, staremu Jolyonowi, synowi, June....), |
Dokładnie. Ciągle zachwyty autora nad Ireną sprawiały, że moja niechęć do niej rosła. Nie, panie Galsworthy, nadzwyczajna piękność nie wystarczy, aby kogoś lubić, ani w książce, ani w życiu. W sumie Irence po rozmaitych przejściach życie się ułożyło, a taka June, wartościowa dziewczyna, została sama. Chyba na jej miejscu nie wybaczyłabym ojcu małżeństwa z Ireną, tak jak i bym jej samej nie chciała widzieć na oczy.
nicol81 - Nie 20 Cze, 2010 21:07
Bossiney bez wątpienia był inicjatorem tego związku- ale gdyby Irena go nie zachęcała, nie pozwoliłby sobie na kolejne kroki. Myślę, że na początku nie myślała o romansie czy odbiciu go June- spodziewała się pewnie, że będą razem ją adorować
Bossiney zachował się obrzydliwie wobec June, ale wątpię, by kiedykolwiek był z nią dla kariery. Sądzę, że to właśnie jej "prozaiczność" w zestawieniu z "niezmieskością" Ireny go odrzuciła...
|
|
|