Malarstwo i Teatr - Polecam spektakl...
Aragonte - Śro 01 Gru, 2010 13:00
Kaśku, ja opery jako takie też lubię i kilka widziałam na żywo (Traviatę to nawet dwukrotnie, Carmen, Parsifala i nie pomnę, co jeszcze, dawno to było), ale żadnej rock-opery nie, więc chcę nadrobić zaległości
Ta nazwa jest trochę na wyrost, jak podejrzewam - ja spodziewam się symfonicznych kompozycji instrumentalnych w rodzaju tej, którą można usłyszeć na stronie spektaklu, no i rockowego śpiewu. Dla mnie brzmi to zachęcająco
A na sylwestra oczywista zapraszam
Anonymous - Śro 01 Gru, 2010 13:08
Uważaj bo przyjadę
Sama nie wiem czy ;ubię rocka jako takiego....
Aragonte - Śro 01 Gru, 2010 13:12
Ja lubię. I mocniejsze brzmienia też.
Fragment wywiadu z odtwórcą jednej z głównych ról w Krzyżakach (chyba Zbyszka gra, nie chce mi się teraz sprawdzać).
- Czego możemy się po "Krzyżakach" spodziewać?
- To wydarzenie wyróżniające się na tle dzisiejszych trendów i gustów, na pewno nowe i choćby z tego względu ciekawe. Muzyka sto procent na żywo, nowoczesne kostiumy, choreografia, stylizowane efekty i materiały wizualne. Nie słyszeliśmy jeszcze tej historii w takiej formie, zwłaszcza że scenariusz jest adaptacją powieści i bazuje na niej bezpośrednio. To na wskroś szczera, prostolinijna i wzruszająca pochwała wartości dziś tak łatwo omijanych i zapominanych. Honor, odwaga, miłość brzmią tu czysto i silnie. Chwytają za serce i nie puszczają. Ktokolwiek czytał Sienkiewicza, wie o czym mówię. Ktokolwiek wie o czym mówię - powinien to zobaczyć. Ktokolwiek nie wie - warto się dowiedzieć.
- Jak wyglądają próby do rock opery?
- Próby odbywają się nieregularnie, podgrupami i za każdym razem inaczej to wygląda. Wynika to ze scenariusza oraz aktywności czy też dyspozycyjności muzyków i aktorów biorących udział w danym utworze, scenie. Cały czas pracujemy nad spektaklem, który wciąż ulega zmianom. Nie jest to jeszcze forma zamknięta.
- Do kogo jest skierowana ta sztuka? Czy możemy spodziewać się mocnego, rockowego uderzenia czy lepiej nastawić się na łagodniejszą formę?
- Materiał jest niejednolity, zależny od emocji w danym momencie spektaklu. Od utworów lirycznych (trudno wyznawać miłość, bądź smutek za pomocą warkotu gitar i rozszalałej perkusji) do utworów ciężkich, dosadnych, riffowych, łomoczących, przesterowanych i gniewnych. Cała paleta barw w konwencji. Swobodnie, bez lęku i łagodzenia, ale i bez przesady.
I linki:
http://www.gs24.pl/apps/p...ZECIN/973996046
http://www.nto.pl/apps/pb...ORTAZ/854057722
I jedyna chyba dostępna próbka śpiewu z Krzyżaków:
http://www.youtube.com/watch?v=T4CioupjP0o
Admete - Śro 01 Gru, 2010 20:32
Kasiek nie znasz Jesus Christ Superstar? To najsłynniejsza chyba rock-opera. Uwielbiam ją.
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
I moja najukochańsza pieśń Marii Magdaleny - każda Wielkanoc to u mnie ta rock-opera
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Anonymous - Śro 01 Gru, 2010 20:38
| Admete napisał/a: | | Kasiek nie znasz Jesus Christ Superstar? |
Za kogo Ty mnie masz
Jasne, że nie
Admete - Śro 01 Gru, 2010 20:40
Mogłoby ci się spodobać Tyle, że chyba nie ma nagrania współczesnej polskiej wersji. Była kiedyś z wokalistą TSA zdaje się. Ja najbardziej lubię oryginalną z lat 70 I to jest faktycznie historia biblija opowiedziana piosenkami rockowymi. Ciekawa rzecz Niedawno chyba jakiś teatr muzyczny tez ją robił, na Śląsku.
Z Chorzowa - lepszej wersji chyba nie ma na YT:
http://www.youtube.com/wa...1863FB2&index=2
Tu fragmenty z polskiej wersji:
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Caitriona - Czw 02 Gru, 2010 01:18
Starsznie jestem tego ciekawa, Aragonte liczę na Twoje wrażenia w odpowiednim czasie
Aragonte - Czw 02 Gru, 2010 12:29
Recenzja będzie na bank
Anonymous - Czw 02 Gru, 2010 12:46
| Aragonte napisał/a: | | Jtrudno wyznawać miłość, bądź smutek za pomocą warkotu gitar |
a co to, gitara tylko warczy? Gitara mozna przekazac wszystkie emocje - od nienawisci, agresji, przez liryzm, milosc, smutek, zazdrosc...
Aragonte - Czw 02 Gru, 2010 12:48
| AineNiRigani napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | Jtrudno wyznawać miłość, bądź smutek za pomocą warkotu gitar |
a co to, gitara tylko warczy? Gitara mozna przekazac wszystkie emocje - od nienawisci, agresji, przez liryzm, milosc, smutek, zazdrosc... |
Ej, nie czepiaj się, facet poszedł w pewne uproszczenia Jasne, że można subtelnie brzdąkać, ale raczej nie takie brzdąkanie miał na myśli, tylko ostre riffy.
Aragonte - Sob 11 Gru, 2010 22:56
Chwaliłam się, że mam już bilet na premierę Krzyżaków?
No to się chwalę
Caitriona - Nie 12 Gru, 2010 22:20
Zazdraszczam
Eeva - Pon 13 Gru, 2010 22:48
A ja własnie wróciłam z Dziewczyn z Kalendarza w Teatrze Komedia. Gorąco polecam. Trochę się spłakałam ze wzruszenia i bardzo dużo płakałam ze śmiechu. Przedstawienie jest genialne!! A Barbara Bursztynowicz od dziś jest moja idolką.
Aragonte - Pon 13 Gru, 2010 22:54
Ooo, mówisz, że warto pójść? Widziałam billboard i zastanawiałam się, czy warto
Eeva - Pon 13 Gru, 2010 23:03
Bardzo bardzo bardzo warto.
Bez kitu ostatnio tak śmiałam się na Klimakterium w
Spektakl bardzo fajny, tak jak mówie duzo śmiechu ale troche też jest do łez oraz ciekawie przedstawiona przyjaźń 6 kobiet.
Aragonte - Pią 31 Gru, 2010 00:06
Wróciłam z Krzyżaków.
Okazało się, że to była w sumie prapremiera, właściwa premiera ma być wiosną 2011 roku (może zależne jest to od tego, jak sprzedał się dzisiejszy spektakl i czy będą dalej sponsorzy, sama nie wiem dokładnie). Dopiero z zakupionego w Kongresowej programu tego się dowiedziałam, jakoś wcześniej byłam pewna, że to "zwyczajna" premiera. Ale nie - już w końcówce stało się to jasne, kiedy reżyser całości, Marcin Kołaczkowski (grał też Kunona Lichtensteina) wylewnie dziękował wszystkim i zapowiedział, że będzie mały pokaz prywatnych zdjęć wykonawców na dwóch telebimach z boku sceny (wyjaśnienie tego pominę, w każdym razie jakoś sprawiło to, że wszyscy chyba poczuli się wyróżnieni - bo jakoś wątpię, żeby taki manewr ponawiano na każdym spektaklu). Ogółem emocje były intensywne i autentyczne, także u wykonawców - w końcu dla nich był to pierwszy raz, a widzowie kompletnie nie wiedzieli, czego się spodziewać (jedyne, czego się dogrzebałam w necie poza króciutkim kawalątkiem muzyki z uwertury, to fakt, że zostanie to jakoś uwspółcześnione i wszyscy wystąpią w strojach mocno nieśredniowiecznych).
Słucham jednego z trzech kawałków muzycznych ze spektaklu, którymi dysponuję (były na płycie dołączonej do programu - płyta z całością też wyjdzie, ale to pewnie zależy od sprzedawalności samego dzieła), i próbuję dopiero poukładać wrażenia, więc spójnej recenzji pewnie na razie nie będzie. Ogółem to żałuję, że na tej płytce nie ma żadnego utworu śpiewanego przez Macieja Balcara z Dżemu, czyli Juranda, bo moim zdaniem wypadł rewelacyjnie No i jego wątek był IMHO najbardziej dramatyczny i przejmujący. Autentycznie się wzruszyłam - a już jego śpiew bez słów... ajajaj. Nie będę tak do końca spoilerować
Ale było sporo momentów, kiedy się śmiałam (ja i kumpela - ale chyba mnie więcej rzeczy się kojarzyło, w pewnym momencie dopatrzyłam się nawet na scenie szturmowców Imperium ze Star Wars ), i to nie z przebiegu akcji jako takiej, ale z rozwiązań scenograficznych (jak choćby z tego, że po scenie pojedynku kontur ciała Rotgiera zostaje zaznaczony żółtą taśmą ). Zabawna była też piosenka Sanderusa (wokół którego krążyli tancerze poprzebierani za relikwie). Twórcy raczej nie spodziewali się, że będziemy się chichrać podczas sceny - z założenia smutnej - po śmierci Danusi, kiedy to Zbyszko (Maciej Silski) był zmuszony dźwigać jej ciało przez kilka minut i jednocześnie non stop śpiewać, pod koniec już z lekką zadyszką, bo Danusia ze spektaklu (Olga Szomańska) kruchym dziewczątkiem nie była Ale przyznaję, że głos miała baaardzo dobry - mocny, drapieżny, kiedy trzeba (wiem, mało to Danusine, ale pamiętajcie, że to rock opera ). Ogółem z dwóch pań subtelniej (i pod względem wyglądu, i głosu - słabszego, fakt, niż Danusin) wypadała Jagienka. Cóż, w operze (także rock operze) trzeba to jakoś przełknąć i przymknąć oko na odstępstwa od logiki i np. treści dzieła literackiego... Jakoś nie pamiętam, żeby Jagiełlo nosił czerwone botki (yesss ), Zygfryd de Lowe (umlaut pomijam) białe boa z piór, żeby Maćko miał irokeza, Jurand występował bez opaski, za to z bielmem (specjalną soczewką) na oku jak Zagłoba. Finałowa bitwa nie przypominała też u Sienkiewicza painballowego starcia (no dobra - strzelania nie było, ale farba i owszem ).
Komiksowych wstawek u Sienkiewicza też raczej nie było (wyświetlano je na telebimach).
Trochę za dużo chaosu na początku - tancerze gdzieś się pochowani pod wysokim podestem dla zespołu, w półmroku, ustawione bez sensu światła, które nas ciągle oślepiały... Ogółem dopiero po jakimś kwadransie się wkręciłam, bo obraz i muzyka się dobrze zsynchronizowały, przejścia pomiędzy scenami stały się bardzo płynne. Ogółem te graniczne miejsca były jakoś niewyraźne, przed antraktem zawieszono scenę na ukazaniu klęczącego Juranda (i biedak klęczał na scenie przez cały antrakt - zaznaczam, że kurtyny nie było), ale nie każdy miał chyba pewność, że to ten antrakt jest, chociaż światła się zapaliły. Pomysł w sumie ciekawy, ale nie wiem, czy dopracowany. Nie zachwycił mnie Kukiz (tzn. wypadł jakoś blado na tle reszty, bo pozostałe męskie głosy bardzo mi przypadły do gustu, były pełne, mocne, a jego jakiś "przepalony" papierochami czy procentami).
Od razu też piszę, że jeśli ktoś nie trawi ciut mocniejszych brzmień, to lepiej niech na to się nie wybiera, bo trochę ich tam jest (ja lubię, więc muzycznie byłam raczej usatysfakcjonowana).
Ale wiecie co? I tak bardzo mi się podobało i chętnie pójdę jeszcze raz
Płytę też kupię, a co. Jeśli wyjdzie kiedyś
Wysmażyłam długiego posta z premedytacją - o ile mi wiadomo, to nikt inny na forum nie miał okazji tego obejrzeć (i posłuchać), więc starałam się dać Wam chociaż przedsmak.
No to konczę (podśpiewując "Mój ci jest" ).
Caitriona - Pią 31 Gru, 2010 00:23
Aaa, byłaś już Z tego co pisze, to pomimo małych niedociągnięć, warto. Ja lubię, może nie zbyt mocne, ale mocne granie, więc czekam niecierpliwie na próbki muzyki - może w sieci się niedługo jakieś objawią.
Kukiz już od jakiegoś czasu ma słabszy głos, z resztą nigdy aż tak mocnego nie miał, ale ja go lubię. Silski ma fajną barwę.
Kurczę, zaobaczyłabym to Może do wiosny zbiorę odpowiednią sumkę
Aragonte - Pią 31 Gru, 2010 00:29
Trzy kawałki możesz odsłuchać u mnie To "Mój ci jest" (Olga Szomańska), "Dopiero miłość" (Olga Szomańska, Maciej Silski), "Pod fałszywym znakiem" (Paweł Kukiz, Katarzyna Jamróz - ona bardzo fajnie wypadła jako księżna Anna Danuta, moim zdaniem).
A to granie nie jest jakieś strasznie mocne. Tyle, że nie masz możliwości sterowania głośnością
A wiosną mogę z Tobą pójść drugi raz
Caitriona - Pią 31 Gru, 2010 00:43
| Aragonte napisał/a: | | A wiosną mogę z Tobą pójść drugi raz |
Będę pamiętać
Ciekawa jestem Silskiego i Kukiza.
Aragonte - Pią 31 Gru, 2010 00:49
Silski był OK, ale naprawdę to zachwycił mnie Balcar-Jurand. A Kukiz naprawdę nie wypadł dobrze na ich tle. Ale tylko jego jednego bym się czepiała. A. Gadowski z IRA mi się podobał.
Jest już artykuł z GW, zachwytów ogromnych nie ma, no, ale jest:
Rockiem i mieczem
"Rockiem i mieczem
Robert Sankowski
2010-12-31
Miłosne rozterki z wielką historią w tle - wczoraj w warszawskiej Sali Kongresowej miała premierę rock opera "Krzyżacy" na podstawie książki Henryka Sienkiewicza
Przerobienie na rock operę powieści, która kształtowała świadomość historyczną pokoleń Polaków, to pomysł tyleż nieoczekiwany, co odważny. Bez względu na to, czy "Krzyżacy" okażą się artystycznym sukcesem czy klapą - szum medialny gwarantowany. Tym bardziej że w głównych rolach wystąpiły osoby, które nie kojarzą się z takimi produkcjami: frontman Dżemu Maciej Balcar, znany z "Idola" Maciej Silski, wokalista IRA Artur Gadowski czy Paweł Kukiz.
Ten ostatni obsadzony został w roli mistrza Konrada von Jungingena (nie mylić z jego bratem Ulrichem). Wokalista, który nie tak dawno nagrał piosenkę "Heil Sztajnbach", w dosadny sposób prezentującą jego zdanie o szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych, który popierał Marsz Niepodległości zorganizowany 11 listopada przez Młodzież Wszechpolską i ONR - w roli Krzyżaka? Może jeszcze z czarnym krzyżem na piersi? Cokolwiek by się jeszcze działo w tym przedstawieniu, dla samego Kukiza warto je zobaczyć.
- "Krzyżacy" to dobry materiał na musical. Żywa akcja, wyraziste postaci, silne emocje - zapowiadał przed premierą autor tekstów Jacek Korczakowski. - Trzymamy się współczesnej tonacji, jedynym scenograficznym odwołaniem do średniowiecza będą miecze. Na scenie będzie 12 wokalistów, balet i zespół rockowy - dodawał scenarzysta i reżyser Marcin Kołaczkowski. - Staram się unikać konwencji popowej i stworzyć coś w rodzaju mocnego rocka progresywnego - mówił kompozytor Hadrian Filip Tabęcki.
Autorzy "Krzyżaków" reklamowali swoje dzieło jako pierwszą od lat polską rock operę. Padały porównania do słynnego "Jesus Christ Superstar" Andrew Lloyda Webbera oraz "We Will Rock You" opartego na piosenkach zespołu Queen. Te odniesienia pokazują, jak płynnym - choć obecnym w popkulturze od kilku dekad - pojęciem jest rock opera. "Jesus Christ Superstar" to wzorcowe dzieło tego gatunku, napisane jednak przez giganta musicalu, a nie twórcę rockowego. Z kolei "We Will Rock You" to widowisko oparte na rockowej muzyce, ale zamienione w musical.
Równie niejednoznaczni są polscy poprzednicy "Krzyżaków". "Na szkle malowane" z 1970 roku z muzyką Katarzyny Gaertner i tekstami Ernesta Brylla doczekało się swojskiej nazwy - śpiewogra. Do miana rock opery aspirowała zrealizowana trzy lata później "Naga". Słusznie, bo dzieło napisane m.in. przez Mateusza Święcickiego, Zbigniewa Namysłowskiego i Andrzeja Zielińskiego, a zaśpiewane i zagrane przez Adę Rusowicz, Wojciecha Kordę, Stana Borysa oraz grupę Niebiesko-Czarni miało wszystko, co charakterystyczne dla gatunku - łączącą piosenki historię, podział na role i zdecydowanie rockowe zabarwienie.
Na granicy musicalu balansowała oparta na dramatach Witkacego oraz wierszach Czechowicza i Leszka Aleksandra Moczulskiego opracowanych przez Marka Grechutę i Jana Kantego Pawluśkiewicza "Szalona lokomotywa" z 1977 roku. Podobnie "Kolęda-Nocka" Wojciecha Trzcińskiego i Ernesta Brylla z 1980. Blisko rock opery był "Kompot" - wystawiona w 1983 opowieść Jonasza Kofty i Bene Rychtera o grupie trójmiejskich narkomanów.
"Krzyżacy" zamiast rodzimych wzorców przywołują raczej zagraniczne skojarzenie: węgierska rock opera z 1984 roku "Król Stefan". Zrealizowane z wielkim rozmachem inscenizacyjnym widowisko o pierwszym władcy Węgier, wystawione pierwotnie na Wzgórzu Królewskim w Budapeszcie, naszpikowane gwiazdami tamtejszej sceny rockowej, zamieniono w film, który okazał się wielkim sukcesem. Patriotyczny sztafaż trafił idealnie w emocje Węgrów.
W Polsce historycznych produkcji mamy ostatnio aż nadto. Widowisko oparte na książce Sienkiewicza też wydawało się jedną z nich, i media zareagowały na informację o realizacji "Krzyżaków" z zainteresowaniem, ale bez entuzjazmu. Podejrzenia o propagandowe intencje prowokowali sami autorzy pracujący w ekspresowym tempie, aby dzieło mogło być wystawione jeszcze w roku okrągłej rocznicy bitwy pod Grunwaldem.
"Krzyżacy" celują jednak gdzie indziej. Historia jest tu tylko tłem nowocześnie opowiedzianej miłosnej opowieści. - Mój ci jest, nie dam go katu, diabłu nie dam - śpiewa Danuśka w jednej z pierwszych scen. Te słowa zna każdy Polak, jeśli nie ze szkolnej lektury, to ze zrealizowanego w 1960 roku filmu Aleksandra Forda. Trudno tu uciec od stereotypów, tym bardziej że sama Danuśka z Sali Kongresowej - grana przez znaną ze współpracy z Piotrem Rubikiem Olgę Szomańską - wydaje się do nich odwoływać.
Kiedy jednak odziana w niewinne błękity blondynka o typowo słowiańskiej urodzie zaczyna śpiewać, szkolne wyobrażenia idą w kąt. Bo Danuśka pokazuje rockowy pazur, a w jej mocnym głosie wyraźnie słychać zadziorną chrypkę.
Także Jagienka (Joanna Dec) nie przypomina sienkiewiczowskiej bohaterki. Gdy z lekko soulową manierą śpiewa o miłości, opowiada o rozterkach jak najbardziej współczesnej dziewczyny, a nie XV-wiecznej białogłowy. Drobna, szczupła, odziana w czarny kostium tańczy i wygląda niczym dziewczyna z hiphopowego wideoklipu. Czasem ta nowoczesność jest zamierzona, jak na przykład futurystyczny kostium Juranda z okularami, w których ze szkieł sterczą ćwieki. Czasem przypadkowa. Gdy Kukiz śpiewa teksty o tym, że wiara nie powinna prowokować do nienawiści, a krzyż miał być znakiem nadziei, choć to utwory napisane jeszcze (co podkreślają autorzy) przed tegorocznymi wydarzeniami na Krakowskim Przedmieściu, mimowolnie nabierają bardzo aktualnego wydźwięku.
Muzycznie "Krzyżacy" grzęzną w konwencji. Sporo tu podniosłego rocka progresywnego, choć nie brak też utworów lirycznych, skręcających delikatnie ku musicalowej estetyce. Na eksperymenty muzyczne zabrakło albo miejsca, albo czasu, albo odwagi. Dlatego największym atutem "Krzyżaków" pozostaje pomysł na wielowymiarowe uwspółcześnienie historii."
Anonymous - Pią 31 Gru, 2010 04:28
a wiesz, ze Twoj SMS doszedl pol godziny temu?
Aragonte - Pią 31 Gru, 2010 10:39
No ładnie - sieć szaleje przed sylwestrem?
Admete - Śro 16 Mar, 2011 19:21
...nie wygaśnie
Alicja - Śro 16 Mar, 2011 20:15
Admete, ostatnio jesteś zmuszona do czujności
Deanariell - Śro 16 Mar, 2011 20:31
A ja bym chętnie sobie "Seks polski" obejrzała, widziałam dziś fragmenty w TVN-ie i chętnie bym poszła pośmiać się trochę na takim spektaklu, wydaje się, że Rafał Rutkowski całkiem dobrze radzi sobie samotnie na scenie. Niestety nie wybiorę się raczej do Teatru Buffo.
"ONE-MAN SHOW RAFAŁA RUTKOWSKIEGO „SEKS POLSKI”
Latynosi są świetni w łóżku, Skandynawowie nie mają zahamowań, Afrykanie nie mają powodów do wstydu, Azjaci mają, ale za to technicznie są świetni. A Polacy? Co możemy dać światu w materii seksu? Jakimi jesteśmy kochankami? Czy dla naszych łóżkowych osiągnięć ma znaczenie fakt, że wiedzieliśmy jak obalić komunizm? Czy Kopernik, Chopin, Wałęsa i papież to nasz cały wkład w seksualną historię świata? Czy to, że Adam Małysz przeleciał niejedną skocznie jest dla nas inspiracją w naszej erotycznej drodze przez życie?
Rafał Rutkowski w nowym one-man show zmierzy się z zagadnieniem seksu polskiego od czasów Mieszka I do dziś, od Wisły do Tatr, od zmierzchu do świtu i od świtu do zmierzchu.
W „Seksie polskim” znajdziecie wiele praktycznych i przydatnych porad: jak poderwać na znicze i przegrane powstania, jak nakręcić film pornograficzny w stylu Wajdy, jak domowym sposobem wykonać tradycyjne polskie gadżety erotyczne, czy pozycja „na Rejtana” jest przydatna pod namiotem, i wiele innych…
„Seks polski” to propozycja dla każdego! Ci, którzy seks lubią na widowni znajdą z pewnością partnera na noc po przedstawieniu. Nagi mężczyzna wijący się przez półtorej godziny na scenie to wystarczający powód, by już nigdy nie pójść z nikim do łóżka. „Seks polski” to przedstawienie dla hydraulików, pracowników budżetówki, bibliotekarzy a nawet księży!...
„Seks polski”. Jest polski jak żurek, jak barszcz i ruskie pierogi. Jest nasz jak bociany, żubry. Jak Wilno, Lwów, Katowice i Chicago. „Seks polski” i Rutkowski.
„Seks polski” one-man show Rafała Rutkowskiego
Tekst Maciej Łubieński
Premiera 13 marca 2011, Teatr Buffo"
|
|
|