To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Moth (Ćma)

Monika - Pią 29 Gru, 2006 00:50

...
Lecz dzisiejszy wieczór miał być szczególny. Wysprzątali korytarz dla służby, który ostatnio nie był używany. Długi stół został ustawiony pod ścianą, Arthur Bloom zamierzał przynieść swój akordeon, Greg natomiast miał przy sobie organki. Tak więc rok 1914 powitają muzyką i śpiewem.
To Ruthie zasugerowała, by zapytać panienkę Agnes, czy nie zechciałaby do nich dołączyć, powitać razem Nowy Rok, oczywiście także z panienką Millie.
Siedzieli przy kuchennym stole, popijając herbatę, była piąta po południu. Ze służby brakowało jedynie Arthur’a Bloom’a: poszedł do domu, lecz później miał do nich wrócić razem z żoną. Robert obserwował Dave’a i Peggy Waters, którzy spoglądali na siebie by za chwilę odwrócić wzrok i spojrzeć na córkę, czekał aż Dave powie ‘Pójdziemy życzyć jej szczęśliwego Nowego Roku, lecz nie zapominajmy przy tym gdzie jest nasze miejsce’. Osobą, która się odezwała była jednak jej matka ‘No cóż, pierwszy raz od bardzo dawna są tu same’. Spojrzała na dół, na kuchnię, w kierunku odległych drzwi, prowadzących na korytarz, dodała powoli ‘Niegdyś były tu wspaniałe przyjęcia sylwestrowe, tańce w hallu, czasem przygrywali muzycy. Ale to było za czasów, kiedy MacNeils byli jeszcze w Manor House. Lecz nawet zeszłego roku, kiedy chłopcy byli w domu, widzieli to wszystko. Ona czuje, że została sama z tym wszystkim’. Spojrzała tym razem na córkę, kończąc ‘Dlaczego by nie, Ruthie. Nie będzie nic złego w tym, że zapytamy’.
‘Zapytasz ją, mamo?’
‘Taa, czemu nie’.
‘Ciekawe czy zaszczyci mnie pierwszym tańcem?

Wszyscy spojrzeli na Greg’a Hubbard’a, zanim wybuchnęli śmiechem, a Maggie szturchając go w ramię powiedziała ‘Będziesz musiał dopisać swoje nazwisko na jej bileciku. Tak to się robi na wielkich balach, młode damy, bileciki. Czyż nie tak, ciociu?’
‘Tak, tak właśnie się to odbywa
’. Peggy pokiwała głową. ‘A panienka Agnes ma mnóstwo bilecików należących niegdyś do jej matki, jeden bardzo szczególny, który miała na balu w Londynie będąc przedstawiona królowej’.
‘Ech! wyobraźcie to sobie’
– Maggie potrząsnęła głową – ‘być przedstawiona samej królowej. Padłabym natychmiast martwa’.
‘A wtedy miałabyś wojskowy pogrzeb z Lekką Piechotą Durham, Konną Strażą i Królewskim Oddawaniem Honoru z Tower’.

Wszyscy roześmieli się z rozbawieniem patrząc na Greg’a. No! pomyślał Robert, oto całkiem odmieniony człowiek. I wszystko, dlatego że jest zakochany. No cóż, powiadają, że niektóre uczucia albo cię złamią albo zahartują. A Maggie nie była mu niechętna. Bardzo się z tego cieszył. Zastanawiał się, czy Dave i Peggy domyślają się, lub może Ruthie połapała się w sytuacji. Możliwe, że kiedy wszystko stanie się jasne, Ruthie będzie trochę zazdrosna, była w podobnym wieku, co Greg, aczkolwiek nie była tak miła jak Maggie, nie miała jej usposobienia.
Śmiech ucichł, kiedy zielone, rypsowe drzwi z drugiej strony pokoju otworzyły się i weszła Agnes, weszła i zatrzymała się w progu, mówiąc ‘Och, przepraszam. Nie wiedziałam, że się posilacie’.
Pierwszy od stołu podniósł się Dave Waters, mówiąc ‘To nie jest posiłek, panienko Agnes. Czy chciała coś panienka?’
Robert także wstał, obserwował jej powolny ruch, z jakim wkraczała do pokoju, kiedy była blisko stołu, Peggy powiedziała ‘Pijemy tylko herbatę, trzymamy apetyt na później’.
‘Och, no tak, tak’
Agnes spojrzała na służbę, kiedy zdołała objąć spojrzeniem wszystkich odpowiedziała ‘Ja… ja zastanawiałam się czy nie zechcielibyście przyjść później do salonu powitać Nowy Rok?’
‘No cóż, cóż’
. Peggy uśmiechnęła się szeroko, zbliżając się do Agnes, chciała położyć lekko rękę na jej ramieniu, zatrzymała się i rzekła ‘Właśnie zamierzaliśmy iść i zapytać cię o to samo. Robimy małe przyjęcie w hallu, zabawę. Bylibyśmy niezwykle radzi gdybyś ty i panienka Millie przyłączyli się do nas i bawili z nami’. Inaczej, kiedy Peggy rozmawia ze swoją panią jak równa z równą, kiedy są same, lecz zawsze znała swoje miejsce w obecności innych. Teraz dodała słowa, których zapewne używała wobec matki Agnes, dawno dawno temu, kiedy bycie panią majątku coś jeszcze znaczyło: ‘Będziemy zaszczyceni, jeśli się panienka zgodzi’ zakończyła.
Agnes popatrzyła po wszystkich, uśmiechając się odpowiedziała ‘Będę niezwykle rada. Tak, w rzeczy samej, będę niezwykle rada dołączyć do was. I jestem pewna, że panienka Millie będzie zachwycona. Ale’ – jej uśmiech pogłębił się, a oczy spoczęły na chwilę na Robercie, kiedy dodała – ‘nie bądźcie zaskoczeni, jeśli zechce z wami zatańczyć’.
‘Pokażę jej jak się tańczy irlandzkiego dżiga, panienko’.
‘Maggie!
’ – wuj niemal wrzasnął na nią, pohamował się od dodania ‘Twoje maniery, dziewczyno!’ jak zwykł często mawiać.
Pomijając spuszczenie przez nią powiek, Maggie wydawała się być nieporuszona tą uwagą, Agnes nie chcąc dopuścić do kolejnych napięć powiedziała ‘O której zamierzacie? To znaczy, o której powinniśmy…?’
‘Och, o której panienka sobie życzy, poczynając od godziny dziesiątej
’ rzekła Peggy. ‘Zamierzamy zjeść około jedenastej, jeśli to panience odpowiada’.
‘Oczywiście, oczywiście
’. Agnes skinęła. ‘Czekam z niecierpliwością’. Potem wycofała się do tyłu, odwróciła i pośpiesznie opuściła pokój.

Anonymous - Pią 29 Gru, 2006 01:50

Mniam-mniam.
Mlask-mlask

migotka - Pią 29 Gru, 2006 08:25

‘Czekam z niecierpliwością’... co dalej;)
dziekuje i pozdrawiam

Mag - Pią 29 Gru, 2006 15:40

migotka napisał/a:
‘Czekam z niecierpliwością’... co dalej;)
dziekuje i pozdrawiam


I ja , ja też :hello:

Gitka - Pią 29 Gru, 2006 15:48

Moniko, ale wycelowałaś z tymi fragmentami, najpierw Święta teraz Nowy Rok.
Cudnie się to czyta, ukłony dla Damy mojego serca :thud:

Monika - Pią 29 Gru, 2006 21:13

Dziękuję dziewczyny, jesteście kochane :serce: Tyle na forum innych tłumaczeń, a Wy znajdujecie jeszcze czas na Ćmę. Grazie :wink:

...
W salonie usiadła przy kominku i spojrzała na Millie, skuloną w głębokim fotelu przy ogniu, ze śpiącym szczeniakiem na kolanach; trzymała jedną rękę na jego łbie, podczas gdy druga podtrzymywała książkę z ilustracjami, opartą na poręczy fotela. Agnes zaczęła uważać tą psinę za błogosławieństwo: tam gdzie był szczeniak tam również można było znaleźć Millie. To było wspaniałe móc zostawić ją na pięć minut, wiedząc, że kiedy wróci znajdzie ją w tym samym miejscu.
W pewien sposób szczeniak zajął miejsce Bradley’a w jej myślach. Chociaż może nie całkiem, bo za każdym razem, kiedy go spotykała, podchodziła do niego i rozmawiali. Nie można było uciec przed faktem, że Millie nie była normalna, więc dlaczego Bradley zachowywał się tak jakby była? Był zdumiewającym człowiekiem; nie do końca go rozumiała. Nie potrafiła go rozgryźć. Już nawet przestała zastanawiać się nad tym, jaki jest sens myślenia o nim.
Tego wieczora będzie na przyjęciu, sylwestrowej zabawie, zdecydowano, że to on pierwszy przekroczy próg kuchni*. Obyczaju tego nie przestrzegano w majątkach, jedynie w kuchni jeszcze do niego wracano, wiedziała też, że w wigilię Nowego Roku Dave wychodził na zewnątrz z bryłą węgla i butelką whisky, czekając na gwizd zwiastujący nadejście Nowego Roku, nigdy jednak sama nie była tego świadkiem. Pamiętała muzyków przygrywających w domu, całą rodzinę i przyjaciół trzymających się za ręce w salonie.
To Maggie, która jak zawsze pierwsza pchała się tam gdzie inni nie śmieliby wkraczać, śmiało zaproponowała by w tym roku Bradley czynił honory owego obyczaju, był ciemniejszy i młodszy od Dave’a. Peggy zakomunikowała wszystkim, że sugestia ta wielce zasmuciła Dave’a, wtedy Robert odmówił przyjęcia tego zaszczytu. Niemniej jednak Dave przyszedł do niego później i powiedział, że nie może odmówić, młodsza krew może przynieść więcej szczęścia do domu, wszyscy bardzo tego potrzebowali.
Cały hall przybrany był ostrokrzewem – kolejny symbol zapomniany przez minione lata – kilka gałązek przystrojono nad obrazami w salonie. Było mnóstwo świątecznych kartek, poustawianych na stolikach. Cały dom wydawał się spowity w ciepłe, świąteczne uczucia. Lecz nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia, bo czuła się bezgranicznie samotna. Czasem nawet tęskniła za towarzystwem James’a, samym towarzystwem, bez pozbawionych namiętności pocałunków czy uścisków, po prostu siedzieć i czuć jak ktoś dotyka jej dłoni. Cały dzień miała nadzieję, że Stanley jednak przyjedzie, wiedząc jednocześnie, że wtedy nie mogłaby przyjąć zaproszenia. Bez wątpienia zachowywałby się po pańsku, patrząc na nich z góry i życząc im szczęśliwego Nowego Roku, zostawiłby ich samych z ich świętowaniem, nigdy nie zgodziłby się jeść z nimi świątecznego posiłku. Pod tym względem był jeszcze bardziej skostniały i oficjalny niż ich ojciec, pamiętała bowiem czasy, kiedy ojciec zbierał całą służbę w hallu w noworoczny poranek na drinka, żartując z nimi. Dziwne, lecz było to jedyne wspomnienie, w którym ojciec był wesoły.
Nie zdziwił jej tegoroczny brak zaproszeń z zewnątrz, ponieważ te wszystkie które otrzymała w zeszłym roku były ze względu na James’a, ponieważ była jego narzeczoną, przyjaciele jej matki natomiast już dawno o niej zapomnieli.
O siódmej Peggy przyniosła jej do salonu lekki posiłek, Agnes zauważyła, że ta wierna, kochana przyjaciółka jest podekscytowana zbliżającym się przyjęciem, stwierdziła ‘Nie możesz się doczekać zabawy, prawda Peggy?
Peggy, złączając dłonie na obwódce białego fartucha, kiwnęła głową mówiąc ‘O tak, to przecież pierwsza taka zabawa od bardzo dawna. A Dave znowu zaczyna być sobą, och, jakże się tym cieszę’. Jej twarz przybrała teraz poważny wyraz, powiedziała ‘Martwiłam się, był czas, kiedy naprawdę się o niego bałam’.
‘Tak, wiem, wiem że się martwiłaś. Ja również. Ale teraz to już za nami, na zawsze zapomniane’.
‘Och, moja droga, nie sądzę, że zapomniane, na pewno nie przez Dave’a, to wciąż w nim siedzi. Widzę jak się czasem zamyśla. Zresztą, teraz jest lepiej. Lecz… lecz nadal nie jest pewien Roberta… Bradley’a. Gdybym tylko mogła go przekonać, że jest równie godny zaufania, co tajemniczy, na swój dziwny sposób. Hmm, dziwny to może złe określenie, raczej, niepotrafiący się dostosować, naginający odwieczne prawa. Jak już dziś mówiłam, wszystko się zmienia, ludzie się zmieniają; nie możesz nagiąć czyichś kolan jak kiedyś. Przepraszam kochanie’
– położyła rękę na ramieniu Agnes – ‘ale mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli’.
Tak, wiedziała doskonale, co chciała przez to powiedzieć, jakaś jej część sympatyzowała w tych, którzy przekraczali te granice, lecz rozsądek podpowiadał jej, że muszą być służący, poddani swym panom. Nie było to prawo stosowane jedynie w domach, lecz również w fabrykach i stoczniach.
Wspomnienie o stoczni naprowadziło jej myśli na człowieka który często był przedmiotem ich rozmowy, zapytała samą siebie, czy była jakaś różnica w przyjmowaniu rozkazów od Dave’a czy jakiegoś innego mieszkańca domu, a rozkazem od majstra w warsztacie. W tej chwili doprawdy nie potrafiła dostrzec różnicy i mimo wszystko cóż złego było w usługiwaniu, któremu tak sprzeciwiał się Bradley, kiedy na przykład Dave i Peggy, nie mówiąc już o innych, byli zadowoleni ze służby i mieli się dobrze, w porównaniu z innymi ludźmi stąd, choćby tacy górnicy i ich rodziny. Mieli tutaj wyżywienie, ubranie, mieli gdzie mieszkać. Ich pensje nie były duże, niestety. Jednak, żyjąc w zewnętrznym świecie musieliby płacić za mieszkanie, jedzenie i robocze ubranie. To również powinno się brać pod uwagę, nieprawdaż? Ale mężczyzna taki jak Robert… Bradley… Dlaczego pomyślała o nim jak o Robercie? Pewnie dlatego że Peggy teraz i wcześniej używała jego chrześcijańskiego imienia. Dobrze, dla niej jednak pozostanie Bradley’em i na tym koniec.
Peggy znowu delikatnie poklepała ją po ramieniu, pochylając się ku niej powiedziała ‘Czujesz się samotna, dziewczyno?
Miała zamiar zaprzeczyć, jednak patrząc w przyjazną twarz odpowiedziała ‘Trochę tak, Peggy. Po raz pierwszy jestem sama w Boże Narodzenie i Nowy Rok. Nawet kiedy nie było dobrze, ktoś tu zawsze był’.
‘Twoi bracia potrzebują wokół siebie towarzystwa, zwłaszcza panicz Stanley, on powinien był przyjechać. Kim są ci ludzie u których jest? Nie rozstaje się z nimi’.
‘Och, to nie są Cunningham’owie, to jakiś przyjaciel z Oxfordu. Posiadają wspaniałe stajnie. To chyba ta atrakcja’.
‘Ten przyjaciel ma siostry?

Agnes uśmiechnęła się zdawkowo ‘Nic o tym nie wiem; jeśli nawet tak jest to nie sądzę żeby były większą podnietą od koni’ – pokręciła głową – ‘och, co za kalambur’.
Peggy nie zwróciła na to uwagi, lecz powiedziała ‘Jak sprawy się mają, pieniądze, księgi rachunkowe?’
‘Och, nie tak źle, Peggy; w rzeczywistości jest lepiej niż w poprzednich latach. Arnold był nawet wielkoduszny, zważywszy ile pieniędzy miał do dyspozycji. Mam pomysły na następne lata. Myślałam nad tym, by wypielęgnować ogród przy kuchni i sprzedawać nadwyżki sklepom’
.
Jeśli spodziewała się jakiejś pochwały czy entuzjazmu ze strony Peggy, musiała się srogo zawieść, Peggy bez słowa patrzyła na nią: sprzedawać drób i żywy inwentarz to jedna sprawa, to rodzaj gospodarowania, ale sprzedawanie nadwyżek warzyw do sklepów, to było dobre dla marnych dzierżawców i posiadaczy ziemskich. Ale z drugiej strony, nędzarze nie powinni wybrzydzać i jeśli panienka Agnes nie widzi w tym nic haniebnego kim ona jest, by się spierać. I tak odpowiedziała ‘To jest myśl. Oj tak, to jest myśl’.
Agnes zauważyła cień dezaprobaty i uśmiechnęła się w myślach. Ludzie są dziwni, bardzo dziwni. Wszyscy byli dziwaczni, włącznie z nią, nigdy nie czuła się bardziej inna niż przez ostatnie dni, właściwie od Bożego Narodzenia, kiedy to Bradley wręczył jej reprodukcję „Wiejskich Podróży”. Sam fakt, że wybrał właśnie tą książkę i że sam ją wcześniej zdążył przeczytać spowodował mętlik w głowie, już nie była pewna swych wyobrażeń o tym, co było właściwe i stosowne. Gdyby któryś z braci dał jej taką książkę, nie zastanawiałaby się nad tym, ale że ten podarunek pochodził od robotnika, stolarza ze stoczni w Jarrow, który nie tylko tą jedną książkę przeczytał, lecz wiele innych o większej głębi, sprawiło że w jej myślach kotłowały się tysiące pytań.
Konkluzja do jakiej doszła była taka, że nie tylko zakwalifikowała Bradley’a do pewnej grupy ludzi, lecz sama była ignorantką, nie tylko literacką lecz ignorantką w pojmowaniu życia, zamykając się w murach tego domu. Zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia jak żyją inni ludzie, jak myślą. Nadal jednak czuła się w pełni damą, zrodzoną z damy, która wpajała jej wiedzę o czterowiekowej tradycji ich przodków, której egzystencja niegdyś nie zależała od handlu, tak jak było teraz za sprawą jej ojca.
Przyprowadzę panienkę Millie, jeśli tylko zdołam odciągnąć ją od tego szczeniaka’. Na wtrącenie Peggy nic nie odpowiedziała, kiedy jednak drzwi zamknęły się, w Agnes zaczął narastać silny protest, pomyślała rozpaczliwie ‘Nie powinni mnie tak zostawić tu samej. To niesprawiedliwe. Jestem rozdarta’. Nie zamierzała wyjaśniać sobie dlaczego tak jest i kto jest tego przyczyną, lecz podniosła się i zeszła szybkim krokiem na dół, do salonu, podeszła do wysokiego okna, obnażonego nadchodzącą nocą, spojrzała na zmrożoną obręcz żywopłotu, który odgraniczał tą stronę domu, powtórzyła raz jeszcze ‘To niesprawiedliwe. A co gdybym zrobiła coś głupiego? Co wtedy? Wróciliby tu biegiem. O tak, to pewne’.
Ale cóż głupiego mogłaby uczynić? Odwróciła się od szyby, wyprostowała ramiona i uniosła podbródek do góry. Nigdy nie zrobiła nic nierozsądnego; znała swoje miejsce i miała władzę, by trzymać innych w swych granicach.

* first-foot – zabobon pochodzący ze Szkocji. Ktoś, kto pierwszy przekracza próg w święta albo w Nowy Rok, mówi się, że przyniesie szczęście albo nieszczęście

Gitka - Pią 29 Gru, 2006 22:02

Ale dużo Agnes już myśli o Robercie, oj dużo :wink:
Bardzo ciekawe są te zwyczaje noworoczne.

Moniko, dziękuję :kwiatek:

Anonymous - Pią 29 Gru, 2006 23:06

no mnie to wołami od tego wątku nie odciągniesz... :D
Mag - Wto 02 Sty, 2007 08:27

Dzięki Moniko!

W górach i na wsiach też był zwyczaj,że jeśli pierwszy w nowym roku wejdzie do domu ciemnowłosy mężczyzna to będzie dobry rok.
Najgorszą wróżbą była rudowłosa kobieta!
Bywało,że ludzie umawiali się kto będzie obchodził wieś ,a reszta czekała w domu,żeby nie bruździć sąsiadom :grin:

Anonymous - Wto 02 Sty, 2007 23:47

jak znajde odrobine opchoty na dluzsze wklepywanie napisze wam anegdote dziejaca sie w Szkocji :D
Narya - Czw 04 Sty, 2007 18:08

Mag napisał/a:
W górach i na wsiach też był zwyczaj,że jeśli pierwszy w nowym roku wejdzie do domu ciemnowłosy mężczyzna to będzie dobry rok.

U mnie w domu babcia i mama dobrze znają ten zwyczaj, ale dotyczy on wigili. A w tym roku mieliśmy pierwsze święta w nowym domu i pierwszym gościem był ciemnowłosy mężczyzna! Szczęście gwarantowane :wink:

Alison - Wto 16 Sty, 2007 21:21

DLACZEGO NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE TU JEST TAKI CUDNY WĄTEK?! :cry:

Monisiu dziecko moje, jesteś wielka jak Różowy Słoń! I dzielna bezbrzeżnie! Gdyby nie Giteczka, to w ogóle żyłabym w nieświadomości jak dziecko w lesie. Pół godziny temu skończyłam oglądać film i jestem pod ogromnym wrażeniem, a tu do tego powieść!! O mamo! Narazie przeczytałam 3 pierwsze fragmenty, cudnie jest, po prostu PIĘKNIE!!!
Już sobie wszystko skopiowałam i wydrukuję ciurkiem, bo czytając tyle w kompie, to wzrok stracę najpewniej. Jedyna pociecha, że załapałam się od razu na większość i nie będę musiała z niecierpliwości przebierać nogami. Film śliczny, Davenport mówi dziwnie, ale spojrzenia i te tajemnicze uśmiechy... Aktorkę grającą Sarę polubiłam bardzo jeszcze w Middlemarch i strasznie cieszę się, że znowu mogłam obejrzeć ją na ekranie w takiej wspaniałej roli. Takie silne kobiety świetnie jej wychodzą.
Oj Dziewczynki moje życie jest piękne po prostu. Moniś I REALLY LOVE YOU! :serduszkate:

Anonymous - Wto 16 Sty, 2007 21:29

Alison, ale Ciebie też Bradley zawojował za tego pieska?
Za tego pieska to ja mogłabym się w nim zakochać nawet gdyby wyglądał jak Rysiek.

Alison - Wto 16 Sty, 2007 22:58

AineNiRigani napisał/a:
Alison, ale Ciebie też Bradley zawojował za tego pieska?
Za tego pieska to ja mogłabym się w nim zakochać nawet gdyby wyglądał jak Rysiek.


W jego wydaniu to by mi nawet koszyk bez pieska wystarczył. Tylko czemu on ma taki parszywy akcent, ja strasznie mało rozumiem. To co mówi Sara i Stanley rozumiem wszystko, a tego co Robert i np. Dave to się bardziej domyślam :? ??:

Anonymous - Wto 16 Sty, 2007 23:14

Nie, ja nie miałam większych problemów. Ale z drugiej strony - byłam po lekturze tłumaczenia Moniki - to wiedziałam mniej więcej co gdzie kiedy.
To jednak nie zauważyłaś... czyżbym ja jedna dostrzegła, że jak wyciagł Millie, to pamiętał również o piesku?

Alison - Śro 17 Sty, 2007 10:02

AineNiRigani napisał/a:
Nie, ja nie miałam większych problemów. Ale z drugiej strony - byłam po lekturze tłumaczenia Moniki - to wiedziałam mniej więcej co gdzie kiedy.
To jednak nie zauważyłaś... czyżbym ja jedna dostrzegła, że jak wyciagł Millie, to pamiętał również o piesku?


Jasne, że dostrzegłam, że pieska nawet wziął jako pierwszego, ale cały czas się martwiłam, że on i tak już nie żył, bo go już więcej nie pokazali... :sad:

Harry_the_Cat - Śro 17 Sty, 2007 10:39

AineNiRigani napisał/a:
Alison, ale Ciebie też Bradley zawojował za tego pieska?
Za tego pieska to ja mogłabym się w nim zakochać nawet gdyby wyglądał jak Rysiek.


:rotfl: :rotfl: :rotfl: :rumieniec:

Mag - Śro 17 Sty, 2007 12:26

Matulku, :shock: jak mogłaś przeoczyć tą łunę zachwytu bijącą po każdym ciasteczku Moniki?
Alison - Śro 17 Sty, 2007 13:29

Mag napisał/a:
Matulku, :shock: jak mogłaś przeoczyć tą łunę zachwytu bijącą po każdym ciasteczku Moniki?


No więc jakoś nic nie biło, a ładnie to tak za matki plecyma się zachwycać, pary z gęby nie puścić? Toć jak matka się nic a nic w TAKIM wątku romansowym nie odzywa znaczy żyje w nieświadomości. Oj córcie córcie, żeby mi to było ostatni raz!!!

Gitka - Śro 17 Sty, 2007 16:46

Wiedziałam Alison, że film i książka Ci się spodoba.
To już teraz wiesz kto to jest ta Catherine Cookson :wink:
Ja myślałam, że Ty wiesz o tym wątku, ale zdziwona troche byłam, że tu nie zagladasz dlatego dałam Ci na kartce takie dokadne wskazówki jak tu trafić :lol:
Ściągnij sobie jeszcze klip z tej stronki (ale tam się na koniec całują :razz: )
kliknij na Jack Davenport The Moth
http://www.ordinary-angels.co.uk/characters.html

Alison - Śro 17 Sty, 2007 22:15

Gitka napisał/a:
Ściągnij sobie jeszcze klip z tej stronki (ale tam się na koniec całują :razz: )


To co? Myślisz, że się zgorszę? :wink: Dyć lubię jak się całują, szczególnie jak robią to tak fachowo jak Robert i Sara. Właściwie to jestem ekspertem prawie od filmowych pocałunków :cool:

Anonymous - Czw 18 Sty, 2007 00:06

Alison napisał/a:
Jasne, że dostrzegłam, że pieska nawet wziął jako pierwszego, ale cały czas się martwiłam, że on i tak już nie żył, bo go już więcej nie pokazali... :sad:


Też się martwiłam ... :cry:

Gitka - Czw 18 Sty, 2007 00:24

Alison napisał/a:
Gitka napisał/a:
Ściągnij sobie jeszcze klip z tej stronki (ale tam się na koniec całują :razz: )


To co? Myślisz, że się zgorszę? :wink: Dyć lubię jak się całują, szczególnie jak robią to tak fachowo jak Robert i Sara. Właściwie to jestem ekspertem prawie od filmowych pocałunków :cool:


Ależ to miała być zachęta! :twisted:

Marija - Czw 18 Sty, 2007 09:10

Ćmowa łuna bije coraz jaśniej :wink: ......Pięknie.....
Monika - Sob 27 Sty, 2007 19:13

No, no, tłoczek się lekki zrobił :grin: I Mama na dodatek, normalnie szok :mrgreen:
Spieszę donieść, że tłumaczenie ruszyłam, połowa sesji za mną, więc od wczoraj wzięłam się porządnie za Ćmę. Niebawem wkleję.
Aha, Aine, coś mi świta w pamięci, że piesek przeżył cały i zdrowy również w książce :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group