To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 18:15

No nie da się z Wami, ciągle Wam tylko fanfikowe figle w głowie :grin:

PS. Oczywiście, że mi to tez przyszło do głowy :lol:

Caroline - Czw 01 Cze, 2006 18:38

Z wyżyn fanfika w prozę dnia codziennego Margaret. Ciasteczko:

Kłamstwo (Rozdział XXXIV "False and true" s. 321)
"Radzenie sobie lepiej niż można się było spodziewać" przypłacała Margaret okrutnym napięciem. Czasami myślała, że musi dać za wygraną, rozpłakać się z bólu, gdy nagła, przeszywająca myśl, że już nie ma matki, dopadała ją nawet w trakcie dość radosnych rozmów z ojcem. Także o Fredericka ogromnie się niepokoiła. Niedzielna poczta wprowadziła zamieszanie londyńskimi listami, a we wtorek Margaret była zaskoczona i zniechęcona wciąż nie otrzymawszy listu. Nie do końca wiedziała, jakie są jego plany, a ojciec był bardzo nieszczęśliwy z powodu całej tej niepewności, która towarzyszyła mu nieustannie, gdy zgodnie ze swoim nowo nabytym zwyczajem siedział nieruchomo na krześle przez pół dnia. Miotał się po pokoju, potem wychodził, słyszała go na półpiętrze jak otwiera i zamyka drzwi sypialni bez wyraźnej przyczyny. Próbowała go uspokoić głośnym czytaniem, ale było oczywiste, że nie potrafił słuchać zbyt długo. Jakże była wdzięczna, że zatrzymała dla siebie źródło kolejnego niepokoju, jakim z pewnością byłoby ich starcie z Leonardem. Ucieszyła się słysząc, ze zaanonsowano pana Thorntona. Może jego wizyta przestawi myśli ojca na inne tory.
Podszedł wprost do jej ojca, ujął jego dłonie i ściskał je bez słowa przez minutę lub dwie, gdy jego twarz, jego spojrzenie, jego postawa wyrażały więcej współczucia niż zdołałby zawrzeć w słowach. Potem zwrócił się do Margaret. Nie wyglądała "lepiej niż można się było spodziewać". Jej imponująca uroda była przygaszona przez długie czuwanie i wiele łez. To łagodny, pokorny smutek, a nie głębokie cierpienie, gościło na jej obliczu.
Nie zamierzał powitać jej inaczej niż z wyuczoną ostatnio oziębłością, ale nie zdołał powstrzymać się przed podejściem do niej, stojącej nieco na uboczu, onieśmielonej niepewnością co do jego zachowania i wypowiedzeniem kilku konwencjonalnych słów głosem tak przepełnionym czułością, że jej oczy wypełniły się łzami, odwróciła się by ukryć swe emocje. Wzięła robótkę i usiadła w ciszy i spokoju. Serce pana Thorntona biło mocno i szybko, na chwilę niemal zapomniał dworzec w Outwood. Starał się rozmawiać z panem Hale, któremu jego obecność sprawiała zawsze ogromną przyjemność, jego siła i zdecydowanie, także jego opinie były jak bezpieczny, pewny port, był szczególnie uprzejmy wobec jej ojca, jak zauważyła Margaret.
Wkrótce pojawiła się Dixon ze słowami:
- Panno Hale, jest pani proszona.
Dixon była tak roztrzęsiona, że Margaret z miejsca się przeraziła. Coś stało się Fredowi. Nie miała co do tego wątpliwości. Dobrze, że ojciec i pan Thornton byli tak pogrążeni w rozmowie.
- O co chodzi, Dixon? - spytała Margaret, gdy tylko zamknęła drzwi salonu.
- Proszę za mną, panienko - powiedziała Dixon otwierając drzwi do pokoju, który niegdyś był sypialnią pani Hale, teraz należał do Margaret, odkąd ojciec odmówił spania w nim po śmierci żony.
- To nic takiego, panienko - powiedziała Dixon, jąkając się trochę - to tylko policjant. Chce widzieć się z panienką. Ale pozwolę sobie powiedzieć, że to nic ważnego.
- Czy pytał o… - powiedziała Margaret niemal niesłyszalnie.
- Nie panienko, nie pytał. Chciał tylko wiedzieć, czy panienka tu mieszka i czy mógłby z panienką porozmawiać. Marta otworzyła drzwi i wpuściła go, wprowadziła do gabinetu pana. Sama do niego poszłam, myślałam, że to wystarczy, ale nie, to o panienkę chodzi.
Margaret nie odezwała się póki jej dłoń nie spoczęła na klamce od drzwi gabinetu. Wtedy odwróciła się i powiedziała:
- Dopilnuj, żeby tata tu nie wszedł. Teraz jest z nim pan Thornton.
Inspektor był niemal wystraszony wyniosłością jej postawy, gdy weszła. Jej oblicze miało wyraz takiego wzburzenia, choć stłamszonego i kontrolowanego, że sprawiało niemal pogardliwe wrażenie. Nie było w nim zaskoczenia ani ciekawości. Stała czekając aż przedstawi swoją sprawę. O nic nie spytała.
- Proszę mi wybaczyć, madam. Obowiązek zmusza mnie do zadania pani kilku prostych pytań.
:cool:

GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 19:06

Caroline napisał/a:
Z wyżyn fanfika w prozę dnia codziennego Margaret. Ciasteczko:
(...)


Caroline, jaka proza dnia codziennego, skoro te kilka zdań wywołało trzepot mego serca? :-) Dzięki serdeczne.

Cytat:

Potem zwrócił się do Margaret. Nie wyglądała "lepiej niż można się było spodziewać". Jej imponująca uroda była przygaszona przez długie czuwanie i wiele łez. To łagodny, pokorny smutek, a nie głębokie cierpienie, gościło na jej obliczu.
Nie zamierzał powitać jej inaczej niż z wyuczoną ostatnio oziębłością, ale nie zdołał powstrzymać się przed podejściem do niej, stojącej nieco na uboczu, onieśmielonej niepewnością co do jego zachowania i wypowiedzeniem kilku konwencjonalnych słów głosem tak przepełnionym czułością, że jej oczy wypełniły się łzami, odwróciła się by ukryć swe emocje. Wzięła robótkę i usiadła w ciszy i spokoju. Serce pana Thorntona biło mocno i szybko, na chwilę niemal zapomniał dworzec w Outwood.


Margaret znów na inspektorze policji robi wrażenie dumnej i pogardliwej wobec wszystkich - łatwo przybiera tę maskę.

Alison - Czw 01 Cze, 2006 19:09

Ojeju, jaki słodki ten Thorntoniczek, mam dla niego tyle ciepłych uczuć, facet co tak potrafi współczuć i ma tyle empatii mimo swojego poczucia krzywdy jest...tak nieprawdziwy, że aż kocham go bez pamięci ;-)
Gosia - Czw 01 Cze, 2006 20:08

Nie zamierzał powitać jej inaczej niż z wyuczoną ostatnio oziębłością, ale nie zdołał powstrzymać się przed podejściem do niej, stojącej nieco na uboczu, onieśmielonej niepewnością co do jego zachowania i wypowiedzeniem kilku konwencjonalnych słów głosem tak przepełnionym czułością, że jej oczy wypełniły się łzami, odwróciła się by ukryć swe emocje. Wzięła robótkę i usiadła w ciszy i spokoju. Serce pana Thorntona biło mocno i szybko, na chwilę niemal zapomniał dworzec w Outwood.

Moje serce tez zaczelo bic szybko, gdy to czytalam :D
A i Margaret wzielo ;)
Kocham Thorntona i co tu kryc ? ;)

Kaziuta - Czw 01 Cze, 2006 20:10

Nie zamierzał powitać jej inaczej niż z wyuczoną ostatnio oziębłością, ale nie zdołał powstrzymać się przed podejściem do niej, stojącej nieco na uboczu, onieśmielonej niepewnością co do jego zachowania i wypowiedzeniem kilku konwencjonalnych słów głosem tak przepełnionym czułością, że jej oczy wypełniły się łzami, odwróciła się by ukryć swe emocje.

No tak mnie to rozczuliło, że, że po prostu wymiękam. Takim glosem przepełnionym czułością mógłby do mnie mówić,mówić i mówić...
Oj tak się romarzyłam, że zapomnialam podziękować. Dzięki Caroline
:lovera:

Kaziuta - Czw 01 Cze, 2006 20:11

Gosiu w jednej chwili zacytowałyśmy ten sam fragment.
Gosia - Czw 01 Cze, 2006 20:12

Bo byl absolutnie thebestowy :thud:

Dzieki Caroline ! :D

Kati - Czw 01 Cze, 2006 20:44

Caroline, Alison, czy ja Wam mówiłam dziś, że WAS KOCHAM :!:

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Wiecie, że ja kilka razy dziennie, sprawdzam, czy nie ma kolejnego tłumaczenia
i chłonę wszystko co przetłumaczycie, każdą linijkę , każde słowo ....................

DZIĘKUJĘ! :hello:

Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 20:46

ja sobie ostatnie ciasteczka wstrzykuję dożylnie.
Przez 3 dni na głodzie byłam...

asiek - Czw 01 Cze, 2006 21:09

Caroline... wielkie dzięki :grin:
Twarda sztuka z tej naszej Margaretki. Dzielna jest i już. Nawet nie miała obaw przed zajęciem pokoju matki.
No a John....mmmmm.....chciałabym posłuchać jak mu bije to wielkie serducho :razz:

Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 21:14

stetoskopem?
Tiaaaa. Rozumiem, zabawy w doktora... te sprawy...
Kazda z Was by się chyba pobiła o takiego "pacjenta" :wink:

Matylda - Czw 01 Cze, 2006 21:29

Wiem wiem wiem jestem niewdzięczna
Wpadam tylko na chwile wypic kolejny łyk wody zycia bo tym są dla mnie Wasze tłumaczenia, a potem zaraz uciekam
Carolino i Alison wspaniale dziewczyny sie to czyta.
Naprawdę sprawiacie mi tym wiele radości
I teraz powinnam tu pozostać i razem z Wami rozpamietywać każdą linikę tekstu
Ale nie mogę. Mam tyle do zrobienia , że chyba zaraz zwariuję. W poniedziałek wyjeżdżam na dwa tygodnie- czy zdołam przeżyć bez tego forum i Waszych tłumaczeń???
To będą cięzkie czasy :sad:
:thud: :thud: :thud: pokłony tym razem nie dla Johna( ja sie mężczyznom nigdy tak nie kłaniałam nawet jeśli byłam nimi bardzo zinteresowana) , ale dla naszych tłumaczek
Może przed wyjazdem jeszcze sie na coś smacznego załapię :wink:

izek - Czw 01 Cze, 2006 21:31

AineNiRigani napisał/a:
stetoskopem?
Tiaaaa. Rozumiem, zabawy w doktora... te sprawy...
Kazda z Was by się chyba pobiła o takiego "pacjenta" :wink:


ja tam bym zrezygnowała z wszelkich narzędzi :wink:
a też to na mnie zrobiło wrażenie

ale też strachecznie jestem ciekawa co dalej, bo czy JT zdąży wyjść zanim Margaret porozmawai z policjantem?? siedze do jutra jak na szpilkach...

Caroline Ty to potrafisz dozować napięcie

Kaziuta - Czw 01 Cze, 2006 22:14

Po co stetoskopem? Najlepiej organoleptycznie. :grin:
Alison - Czw 01 Cze, 2006 22:20

Kaziuta napisał/a:
Po co stetoskopem? Najlepiej organoleptycznie. :grin:


O masz, już rozrabiają! On taki dobry, współczujący, jego kochać duchowo trzeba, a nie oblizywać! Do jasnej cholery! :grin:

GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 23:09

Alison napisał/a:

O masz, już rozrabiają! On taki dobry, współczujący, jego kochać duchowo trzeba, a nie oblizywać! Do jasnej cholery! :grin:


Ale my go duchowo przytulamy, owszem, bardzo mu współczujemy itd. Ale co mu z takich duchowych przytulanek, niech sie Jaśko też fizycznie poprzytula do nas, skoro go Margaretka chwilowo nie chce ;-)

GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 23:11

Gosia napisał/a:
Bo byl absolutnie thebestowy :thud:


Oj, tak, ja też zacytowałam :-) Bo czyż można przejść obojętnie wobec TAKICH uczuć?

Alison - Czw 01 Cze, 2006 23:11

GosiaJ napisał/a:
Alison napisał/a:

O masz, już rozrabiają! On taki dobry, współczujący, jego kochać duchowo trzeba, a nie oblizywać! Do jasnej cholery! :grin:


Ale my go duchowo przytulamy, owszem, bardzo mu współczujemy itd. Ale co mu z takich duchowych przytulanek, niech sie Jaśko też fizycznie poprzytula do nas, skoro go Margaretka chwilowo nie chce ;-)


No niby tys prowda. No to przytulajmy..
Ale może nie liżmy cooo?
Bo on się jednak poci. Czasami :cool:

GosiaJ - Czw 01 Cze, 2006 23:23

Alison napisał/a:

No niby tys prowda. No to przytulajmy..
Ale może nie liżmy cooo?
Bo on się jednak poci. Czasami :cool:


Przytulajmy :-) A lizać jednak nie, przynajmniej nie tu, publicznie :mrgreen: I CO, ŻE SIĘ POCI?? I tak go kocham!! :banan:

basiek - Pią 02 Cze, 2006 06:46

Piekne tłumaczenie.Dzięki.
Swoją drogą ślicznie stopnowane napięcie.

Balbina - Pią 02 Cze, 2006 08:41

Piękne,piękne, piękne - dzięki bardzo!!!
Muszę to przeczytać w całości bo oszaleje!!!

Caroline - Pią 02 Cze, 2006 18:25

Ciacho kryminalne :razz:

Kłamstwo cz.2 (Rozdział XXXIV "False and true" s. 321)
- Proszę mi wybaczyć, madam. Obowiązek zmusza mnie do zadania pani kilku prostych pytań. Pewien człowiek zmarł w szpitalu w następstwie upadku, który zdarzył się na stacji Outwood, między godziną piątą a szóstą w czwartek wieczorem, dwudziestego szóstego tego miesiąca. Wtedy upadek wydawał się niegroźny, ale okazał się fatalny w skutkach, jak twierdzą lekarze, z powodu dolegliwości wewnętrznych i nawyku częstego upijania się tego człowieka.
Duże, ciemne oczy patrzyły prosto w twarz inspektora, nieco tylko rozszerzone. Poza tym nie było żadnego ruchu dostrzegalnego dla jego doświadczonego w obserwacji oka. Jej usta wygięły się w jeszcze bardziej wydatny łuk, zmuszone do tego napięciem wszystkich mięśni, ale on nie wiedział, że to nie jest ich zwykły wygląd i nie rozpoznał tego nietypowego, ponurego wyrazu oporu ich szerokich linii. Nie mrugnęła okiem ani nie zadrżała. Obserwowała go w skupieniu. Gdy przerwał na chwilę, powiedziała, zachęcając go do kontynuowania tej opowieści:
- Tak, proszę mówić dalej
- Prawdopodobnie przeprowadzone zostanie śledztwo, istnieje cień przypuszczenia, że uderzenie, popchnięcie lub szarpanina, które doprowadziło do upadku, było sprowokowane pijacką zaczepką tego człowieka wobec młodej damy spacerującej z mężczyzną, który pchnął zmarłego poza krawędź platformy peronu. Tyle przynajmniej zauważył na peronie ktoś, kto nie przywiązywał do sprawy większej wagi, skoro uderzenie wydawało się nie mieć poważniejszych konsekwencji. Jest powód by skojarzyć tę damę z panią, w którym to przypadku...
- Nie było mnie tam - powiedziała Margaret, utrzymując pozbawione wyrazu spojrzenie na jego twarzy, z nieświadomym wzrokiem lunatyka.
Inspektor skłonił się, ale nie przemówił. Stojąca przed nim kobieta nie okazywała żadnych emocji, żadnego strachu, niepokoju, pragnienia szybkiego zakończenia tej rozmowy. Informacje jakie uzyskał były bardzo niejasne, jeden z tragarzy spieszący się, by być w gotowości na przyjazd pociągu, widział utarczkę na drugim końcu peronu między Leonardsem a mężczyzną, któremu towarzyszyła kobieta, ale nic nie słyszał i zanim pociąg osiągnął pełną prędkość został niemal przewrócony przez wściekłego, na wpół pijanego, biegnącego na oślep, przeklinającego okropnie Leonardsa. Nie myślał o tym więcej, póki na zeznanie nie naprowadził go inspektor, który w trakcie śledztwa usłyszał od zawiadowcy, że młoda kobieta i mężczyzna byli na stacji około tej godziny - kobieta niespotykanie piękna, a sklepikarz obecny tam akurat, powiedział mu, że kobietą tą była panna Hale mieszkająca w Crampton, jej rodzina zaopatrywała się w jego sklepie. Nie było pewności czy to rzeczywiście ta kobieta i ten mężczyzna, ale prawdopodobieństwo było duże. Sam Leonards, oszalały z wściekłości i bólu, poszedł do najbliższej pijalni ginu, gdzie na jego pijackie słowa nikt nie zwracał uwagi, zapamiętano jednak jak zerwał się, przeklinając z niewiadomego powodu, że nie pomyślał wcześniej o telegrafie, uznali, że wyszedł z zamiarem udania się właśnie do telegrafu. Po drodze, obezwładniony przez ból lub gin położył się na chodniku, gdzie znalazła go policja i zabrała do szpitala, nie odzyskał już przytomności na tyle by wytłumaczyć dokładnie okoliczności upadku, ale zdarzył mu się jeden czy dwa przebłyski świadomości, które starczyły by posłano po sędziego w nadziei, że spisze od umierającego zeznanie co do okoliczności, które doprowadziły do jego śmierci. Ale kiedy urzędnik pojawił się, Leonards bredził o morzu, mieszał bez ładu nazwiska kapitanów i oficerów z nazwiskami kolegów-tragarzy, a jego ostatnie słowa dotyczyły "kornwalijskiej sztuczki", która pozbawiła go, słusznie mu się należących stu funtów. Inspektor przebiegł w myślach to wszystko, niepewność dowodów wskazujących, że Margaret była na stacji, niezachwiane, spokojnie zaprzeczenie, które dała w odpowiedzi na taką sugestię.
Stała czekając na jego następne słowa z najwyższym spokojem.
- W takim razie, madam, zaprzecza pani, że była kobietą towarzyszącą dżentelmenowi, który uderzył lub popchnął tego człowieka, co doprowadziło do jego śmierci?
Nagły, ostry ból przeszył Margaret "Boże, gdybym mogła mieć pewność, że Frederick jest bezpieczny!" Uważny obserwator ludzkich twarzy dostrzegłby tę chwilową agonię przebijającą z jej błyszczących oczu, która była jak tortura zadawana osaczonemu zwierzęciu. Ale inspektor choć bardzo bystry nie był dobrym obserwatorem. Poczuł się jednak nieco zbity z tropu jej odpowiedzią, która brzmiała jak mechaniczne powtórzenie wcześniejszych słów, nie zmienioną i nie pasującą się do jego ostatniego pytania.
- Nie było mnie tam - powiedziała powoli i ciężko. Przez cały ten czas nie przymknęła oczu, nie zmienił się jej szklisty, półprzytomny wzrok. Nagłe podejrzenie narosło właśnie z powodu głuchego echa jej poprzedniego zaprzeczenia. To wyglądało jakby zmusiła się do jednego kłamstwa i zabrakło jej sił by je zmienić.
Zamknął notes z wystudiowanym spokojem i przyjrzał się jej, nie drgnęła bardziej niż gdyby była egipskim posągiem.
- Mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za impertynenta, jeśli powiem, że być może będę zmuszony ponownie panią odwiedzić. Może będę musiał wezwać panią na śledztwo, by potwierdziła pani swoje alibi, jeśli świadkowie (był tylko jeden, który ją rozpoznał) będą obstawać przy zeznaniu, że to pani była obecna przy tym nieszczęśliwym wydarzeniu.
Spojrzał na nią ostro. Nadal zachowywała spokój - ani śladu rumieńca, żadnego cienia winy na jej dumnej twarzy. Myślał, że zobaczy choćby grymas, nie znał Margaret Hale. Był nieco speszony jej królewską postawą. Musiała zajść pomyłka. Kontynuował:
- Jest mało prawdopodobne, bym istotnie musiał tak postąpić. Mam nadzieję, że wybaczy mi pani to, co robię w ramach moich obowiązków, choć wydawać się to może niegrzeczne.
Margaret skłoniła głowę, gdy on kierował się do drzwi. Jej usta były sztywne i suche. Nie mogła wydusić choćby zwyczajnych słów pożegnania. Podeszła szybko do drzwi gabinetu, otworzyła je i poprzedziła go do drzwi frontowych, otworzyła je szeroko by mógł wyjść. Wciąż spoglądała na niego w ten sam zamglony, skupiony sposób, póki nie opuścił domu. Zamknęła drzwi i skierowała się do gabinetu, zawróciła w pół drogi jakby kierowana jakimś nagłym impulsem i zamknęła je od środka.
Potem poszła do gabinetu, zatrzymała się, zachwiała, przechyliła do przodu i upadła zemdlona na podłogę.

Matylda - Pią 02 Cze, 2006 18:46

Ależ Cie wyczułam Carolino
Twarda sztuka ta nasza Margarytka
Dzieki za kolejny fragmencik i podzielenie sie talentem :grin:

Anonymous - Pią 02 Cze, 2006 18:50

A po co ona mdleje w samotności?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group