Seriale - Bridgerton, czyli fikcja histe(o)ryczna...
praedzio - Nie 03 Sty, 2021 12:11
Nieee, no niby wiedziałam, ale że takie rzeczy czytywałam z ćwierć wieku temu, to i zapomniało mi się jakie to płyciutkie i głupiutkie. Może i nie jestem wymagajacym czytelnikiem, ale to nawet mnie przerosło.
BeeMeR - Nie 03 Sty, 2021 12:23
No bo to nie ma być głębokie - to osiem tomów o historii miłosnej i małżeńskiej każdego z rodzeństwa a bodaj czy nie kuzynów jeszcze, bo mój ulubiony - jedyny romans jaki posiadam (ukradłam niechlubnie ze 20 lat temu z bibliteki tj. Oddając w zamian ze dwa inne równie mądre nabyte za grosze na Hali Targowej ) i z sentymentu do studenckich czasów trzymam jest właśnie autorstwa Julii Quinn, zawiera panią Danbury i jakiegoś krewnego markiza na wydaniu
Agn - Nie 03 Sty, 2021 13:29
Ej, na LC przeczytałam, że Julia Quinn to współczesna Jane Austen.
Jane, ja cię proszę, przestań się wiercić w tej trumnie, jestem pewna, że tylko żartowali...
Jane, przestań!
Jane! Jane? Jane...
No kręci się jak kołowrotek...
RaczejRozwazna - Nie 03 Sty, 2021 14:18
No właśnie, tego się obawiam - próba relatywizacji wartości, tego co wartościowe, bo masom się podoba to, co lepiej strawne. Więc taa, współczesna Jane. To tak jak Zenek, który według miłościwie nam panującego prezesa telewizji jest obok Pendereckiego najwybitniejszym współczesnym kompozytorem polskim. A teraz to pewnie już jedynym, bo Penderecki nie żyje.
Cholibka nie mam nic przeciwko oglądaniu tego typu rzeczy, zwłaszcza dla celów rozrywkowych i odmóżdżających (bardzo cenna rzecz), samej do tego służy mi ostatnio bolly - ale nie znoszę takich porównań i uwznioślań.
Tamara - Nie 03 Sty, 2021 19:31
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Zenek, który według miłościwie nam panującego prezesa telewizji jest obok Pendereckiego najwybitniejszym współczesnym kompozytorem polskim. A teraz to pewnie już jedynym, bo Penderecki nie żyje. |
Powiem Wam , że przez chwilę nawet się zastanawiałam nad próbą podejścia do obejrzenia trailera , ale jednak nieeeee
BeeMeR - Nie 03 Sty, 2021 19:33
Ejże, bądź odważna
annmichelle - Nie 03 Sty, 2021 21:43
Odcinki 3 i 4 za mną.
W czwartym odcinku zastanawiałam się w kilku momentach, czy aktorzy nie mieli poczucia żenady grając te głodne kawałki.
Obejrzałam w sumie dla kilku ról z drugiego, trzeciego planu.
Między parą głównych bohaterów nie wyczuwam chemii, jeszcze z jej strony widać jakieś próby zagrania czegokolwiek, aktor grający Hastingsa nie gra moim zdaniem niczego. Nie przypominam sobie, kiedy widziałam ostatnio takie drewno aktorskie.
Wszyscy inni aktorzy coś tam próbują, a ten gość po prostu jest i tyle. Casting do luftu w jego przypadku. Pomyślałam, że gdyby miał umiejętności aktorskie chociażby na poziomie aktora grającego Anthony'ego (ten potrafi przynajmniej coś tam wyrazić twarzą) to ten serial mógłby wyglądać lepiej.
Niestety, pomijając już wszystkie głupoty fabularne, główny bohater rozkłada każdą scenę, w której bierze udział. No, może jedynie w scenach boksu wygląda naturalnie...
Jestem po pojedynku i w sumie nie wiem, czy będę oglądać dalej, skoro główny wątek się rozwiązał.
RaczejRozwazna - Nie 03 Sty, 2021 21:45
| annmichelle napisał/a: | | No, może jedynie w scenach boksu wygląda naturalnie... |
Trzykrotka - Nie 03 Sty, 2021 23:04
W łóżkowych też, zapewniam
Nie będę tu żadną miarą kruszyć kopii o ten akurat serial, to nie Downoton Abbey, ale w obronie aktora grającego księcia akurat stanę. A cóż on tam mial do zagrania, proszę was... Miał być atrakcyjny i nieprzystępny oraz panna miała mu się podobać, a potem miał się z nią na chwilę pokłócić, żeby pogodzić się już do "i żyli długo i szczęśliwe." I to ładnie wypełnił. W takich produkcjach chodzi tylko o jedno - atrakcyjność wizualną bohaterów według harlequinowego wzorca. I to się ładnie udało ludziom od castingu.
annmichelle - Nie 03 Sty, 2021 23:19
| Trzykrotka napisał/a: | W łóżkowych też, zapewniam |
Jeszcze do nich nie dotarłam i nie wiem, czy dotrę.
| Trzykrotka napisał/a: | | A cóż on tam mial do zagrania, proszę was... Miał być atrakcyjny i nieprzystępny oraz panna miała mu się podobać, a potem miał się z nią na chwilę pokłócić, żeby pogodzić się już do "i żyli długo i szczęśliwe." I to ładnie wypełnił. |
No właśnie wg mnie nie wypełnił, niestety. Nawet tego nie potrafił zagrać.
On po prostu jest i tyle. Zero mimiki, łazi jak tygrys lub marynarz co zszedł na ląd po roku na statku (tzn. rzuca go na boki), patrzy cały czas tak samo, wygłasza te swoje teksty ze scenariusza, zero emocji. Nie kojarzę tego aktora z innych filmów i nie wiem, czy po prostu naprawdę jest takim drewnem, czy tak mu kazali grać.
Serio, każdy inny mężczyzna w tym filmie - wliczając w to całą armię obleśnych, starych, głupich lordów/baronów/sirów - gra lepiej i budzi większe emocje niż ten gość.
Szczególny dysonans mam gdy Hastings i Anthony mają wspólne sceny - jeden gra (choć nie jest to jakaś wymagająca rola), a drugi jest i tyle.
Trzykrotka - Nie 03 Sty, 2021 23:44
Co się komu podoba... Pokazałabym ci niektóre drewna
Jak dla mnie to on był OK, bo wypełnił podstawową rolę jaką miał wypełnić - widz nie musi wyobrażać sobie, że Ksieciunio jest atrakcyjny. Ja do odcinka do którego oglądałam nie narzekałam na niego, to panna zmęczyła mnie już znacznie wcześniej. Ale też się jej nue czepiam, bo tak samo wypełniła sobą idealnie szablon harlequinowo-cartlandowo-dacapowy. Świeża, niewinna, drobna, twarz w kształcie serca. Tyle.
annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 08:30
| Trzykrotka napisał/a: | | Co się komu podoba... |
O tym co pisałam z podobaniem nie ma nic do rzeczy.
Nie oceniałam atrakcyjności fizycznej tylko umiejętności aktorskie.
| Trzykrotka napisał/a: | Pokazałabym ci niektóre drewna |
Wątpliwa przyjemność , ale dawaj.
| Trzykrotka napisał/a: | | Jak dla mnie to on był OK, bo wypełnił podstawową rolę jaką miał wypełnić - widz nie musi wyobrażać sobie, że Ksieciunio jest atrakcyjny. |
Objektwnie - książę jest przystojny, ale nie atrakcyjny, właśnie przez tą drewnianą grę.
Od razu przypomina mi się szereg aktorów, także o których pisałyśmy na tym forum, którzy mają dyskusyjną urodę lub jej brak , a dzięki grze stawali się atrakcyjni .
Ech, pamiętacie 4 ekranizacje romansideł Cartland z połowy lat 80-tych?
"Meandry miłości", "Duch w Monte Carlo", itd.? Kiczowate to było , ale dobrze zagrane, scenariusze też wycisnęły wszystko z marnego materiału i przebiły oryginał , oprócz tego mruganie okiem do widza - ciekawe jak dzisiaj odebrałabym te filmy?
Takie skojarzenie z "Bridgertonami", bo to ten sam gatunek.
BeeMeR - Pon 04 Sty, 2021 08:52
Dla mnie Cartland to nie ten sam gatunek co Da Capo, acz podobny. U Cartland nie było seksu na tak poczytnym miejscu tylko na samym końcu niebo i ekstaza jako ukoronowanie związku
Tamara - Pon 04 Sty, 2021 08:52
| BeeMeR napisał/a: | Ejże, bądź odważna |
Oj nieeee , mózg jeszcze mi się przyda, a czuję jak się zakręty zaczynają prostować od samych Waszych opisów
RaczejRozwazna - Pon 04 Sty, 2021 08:59
Ducha w Monte Carlo uwielbiałam swego czasu
annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 09:18
| BeeMeR napisał/a: | | Dla mnie Cartland to nie ten sam gatunek co Da Capo, acz podobny. |
Gatunek ten sam: romans pseudohistoryczny Da Capo nie czytałam nic, Cartland 2-3 romanse 30 lat temu.
Co do seksu to w harlekinach też chyba były różne podgatunki? Pamiętam z reklam, że były jakieś harlekiny "romantic" i "desire" i chyba różniło je podejście do opisów seksu? Nie wiem, tak coś mi się kojarzy.
Tamara, trailer obejrz - trwa jakieś 2 minuty, dasz radę.
RaczejRozwazna - no, "Duch w Monte Carlo" to przecież klasyk.
Trzykrotka - Pon 04 Sty, 2021 09:44
| annmichelle napisał/a: |
O tym co pisałam z podobaniem nie ma nic do rzeczy.
Nie oceniałam atrakcyjności fizycznej tylko umiejętności aktorskie.
|
A mnie w przypadku takich produkcji umiejętności aktorskie są po nic, liczy się najbardziej standardowa, stereotypowa, czyli dopasowana do wzorca, "ładność" - dlatego do tego jednego akurat nie mam zastrzeżeń.
Czytałam dziś, że Bridgetonowie zrobili taką furorę, że prawie na pewno pociągną to dalej. Nie wiadomo, czy będzie aż 8 sezonów, ale drugi - na 80%.
Admete - Pon 04 Sty, 2021 10:59
Młody Hugh Grant grał w Damie i rozbójniku według Cartland. Michael York też tam grał. Dobrzy aktorzy podnoszą wartość nawet takiej produkcji.
Trzykrotka - Pon 04 Sty, 2021 11:05
W takiej produkcji grała też bardzo młoda Helena Bohnam-Carter. Wiadomo, każdy jakoś zaczyna, ci obecni też może kiedyś dojrzeją i wyrosna na gigantów.
Admete - Pon 04 Sty, 2021 11:28
Pamiętam Helenę. Mnie się wtedy ta seria podobała. Była przynajmniej romantyczna ( w moich oczach, w tamtych czasach). Produkcje takie jak Bridgerton odbieram natomiast jako obleśne...Może zrobiłam się starą zgredziarą. Poza tym nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad czarnoskórymi aktorami w takiej produkcji. Jestem więc także rasistką Najwyraźniej Stara, rasistowska zgredziara
annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 11:40
A propos rasizmu w "Bridgertonach".
Czarnoskóra arystokratka tłumaczy naszemu czarnoskóremu księciu, że ma przedłużyć ród, bo przecież zostali wyróżnieni przez (białego) króla tytułem szlacheckim na skutek tego, że ów król zakochał się "w jednej z nas" i uczynił ją królową. I że było to małżeństwo z miłości. Przy czym odcinek czy dwa wcześniej widzimy, że owa czarnoskóra królowa (swoją drogą - negatywna postać w serialu) ma w nosie swojego poślubionego "z miłości" męża - gdy dworzanin donosi, że ma wieści od króla ta się pyta, czy to coś istotnego np. czy jej mąż już umarł.
Wniosek: tytuł szlachecki dostał ojciec księcia nie za zasługi, ale tylko za to, że był czarny i taki kaprys miał król. Dla mnie to dosyć rasistowskie.
Pomijam zrobienie z królowej Szarloty czarnoskórej pijaczki z wrednym charakterem - znieczuliłam się i odbieram, że to jakaś alternatywna rzeczywistość w czym utwierdzała mnie każda obejrzana minuta.
P.S. Dziś wieczorem wrzucę chyba sobie jeden z czterech klasyków wg Cartland.
Trzykrotka - Pon 04 Sty, 2021 11:41
Tamta seria robiona była na podstawie książek Barbary Cartland, więc seks był tam tylko sugerowany, a romantyzm i czyste uczucia eksponowane, tak jak już BeeMer pisała.
annmichelle - Pon 04 Sty, 2021 11:52
Mnie tam nie chodzi o seks. Obejrzałam 4 odcinki i narazie główna para raz się pocałowała i to grzecznie , więc póki co seksu było tyle samo w produkcjach z lat 80-tych i "Bridgertonach" (pomijając jakieś migawki seksu brata bohaterki ).
A że w kolejnych częściach jest być może "szał ciał" to mnie już raczej nie będzie dotyczyć, bo prawdopodobnie już tego nie obejrzę.
Napisałam po prostu co mi się spodobało (scenografia, rozmach, itd.), a co nie. I tyle.
Tamara - Pon 04 Sty, 2021 12:20
| Trzykrotka napisał/a: | | W takiej produkcji grała też bardzo młoda Helena Bohnam-Carter. |
Ooo, to pamiętam, oglądałam fabuły nie pamiętam za cholerę, ale pamiętam jak Helcia przerażona brakiem wieści od Bohatera, czy podejrzeniem że jest chory i sam, samodzielnie potajemnie się wymyka i pędzi co koń wyskoczy do jego domu, a on tam radośnie się zabawia w damskim towarzystwie, zdrowiutki i wesolutki jak szczygiełek , na który to widok Helcia bardzo spektakularnie mdleje w drzwiach , co oczywiście kończy się ślubem , bo inaczej byłaby na wieki skompromitowana przekroczywszy próg kawalerskiego domu bez matrymonialnego skutku . Bardzo ja wtedy młoda byłam i Helcia też, i pamiętam że była prześliczna, a i sam film był całkiem przyjemny , w każdym razie romantyczny, wartki i trzymający się kupy . I pamiętam, że w scenie omdlenia miała na głowie aksamitny beret
Admete - Pon 04 Sty, 2021 12:47
Mnie się nic nie podobało w Bridgerton - za dużo, za kiczowato, za dziwacznie i bez sensu. Widziałam fragmenty paru odcinków. Poszła łapka w dół na NF i tyle.
|
|
|