Ekranizacje - Emma (2020)
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 09:41
| annmichelle napisał/a: | Mnie Harriet zawsze wydawała się naiwna i niewykształcona, ale na pewno nie "przerażająco głupia" chlipiąca herbatę przy piciu z filiżanki. Momentami miałam wrażenie, że Harriet z tej ekranizacji jest niedorozwinięta, niestety. |
Dla mnie zawsze była przerażająco głupia, co nie wyklucza naiwności i niewykształcenia, a w tym wypadku wszystko zbiegło się w jednej osobie siorbania z filiżanki nie pamiętam, ,a pewno nie umiałą jej trzymać tak jak Emma , a jej zachowanie pełne przerażenia i gaf jest całkowicie zrozumiałe - dziewczyna będąca podrzutkiem , zostawionym na pensji , nagle awansuje do godności przyjaciółki pierwszej damy w okolicy . To musi paraliżować .
| annmichelle napisał/a: | Cóż, Samantha Morton na pewno nie była "panią koło 30-tki". Ona jest rocznik 1977, więc w 1995 roku, kiedy film kręcono (premiera 1996) miała tych lat...18!
Jeśli chodzi o wiek to ta Twoja miała ich 26, więc sama widzisz.... |
No widzisz, miała 18 a wyglądała na 30 , a ta mając 26 wyglądała na 16 nie interesuje mnie metryka aktora, tylko wygląd postaci
| annmichelle napisał/a: | A jak odbierasz reakcje i zachowanie pana Knightley? Wg mnie niewiele zostało z austenowskiego pierwowzoru.
Nie chodzi mi o to, żeby było "toczka w toczkę" jak w książce, ale bieganie pana włości po polach w stroju balowym, rzucanie się na dywan plus jego reakcje na Churchilla.... Prawie cisnęło mi się na usta: facet, ulżyj sobie, bo wybuchniesz.
Dodatkowo wątek jego i Emmy, gdzie w sumie w połowie filmu okazali już sobie uczucia - trochę tak, jakby Elizabeth Bennet przyjęła Darcy'ego po pierwszych oświadczynach.
Scena oświadczyn: zaczęło się dobrze, ale dalej było już z lekka żenująco, a to powinna być "motylkowa scena" przecież.... |
jak się człowiek głębiej wgryzie w epokę georgiańską, to widać, że wcale oni nie byli tacy święci i sztywnie etykietalni jak później, za czasów panowania Wiktorii, gdy etykieta zawładnęła życiem . Nowy pan Knightley z pewnością jest bardziej temperamentny niż poprzedni i dzięki temu jest bardziej żywym człowiekiem, niż papierowym bohaterem romansu . Co do biegania po polach czy rzucania się na dywan - a dlaczego nie ? W końcu JEMU wszystko było wolno , zwłaszcza we własnym domu . Absolutnie mi to nie przeszkadza .
Myślę, że można przyjąć takie rozwiązanie, że jest to jedna z wielu Emm , rozgrywających się w rozmaitych równoległych światach i ta akurat szalenie mi się podoba .
annmichelle - Pon 18 Sty, 2021 09:59
| Tamara napisał/a: | No widzisz, miała 18 a wyglądała na 30 , a ta mając 26 wyglądała na 16 nie interesuje mnie metryka aktora, tylko wygląd postaci |
Tamara, z tym trudno dyskutować. Dla Ciebie wygląda ona na 30, dla mnie o 10 mniej.
| Tamara napisał/a: | | jak się człowiek głębiej wgryzie w epokę georgiańską, to widać, że wcale oni nie byli tacy święci i sztywnie etykietalni jak później, za czasów panowania Wiktorii, gdy etykieta zawładnęła życiem . |
Nie piszemy o epoce, tylko o konkretnej książce i postaci.
A nawet gdyby - to obowiązywały pewne konwenanse i gdyby Knightley zachowywał się tak jak w tym filmie to miałby łatkę ekscentryka i dziwaka, coś jak ojciec Emmy.
| Tamara napisał/a: | | Nowy pan Knightley z pewnością jest bardziej temperamentny niż poprzedni i dzięki temu jest bardziej żywym człowiekiem, niż papierowym bohaterem romansu . |
Nie uważam, żeby pozostałym trzem panom Knightley brakowało temperamentu , a już Mark Strong miał go wystarczająco, żeby tu kiedyś na forum wywołać dyskusję z tego powodu. O dziwo, nie musiał tego podkreślać nadpobudliwością czy irracjonalnymi zachowaniami.
Kiedy nowy Knightley podniósł w triumfie rękę po oświadczynach (takie "yeh", tyle, że bezgłośne) to było to stylu współczesnych filmów o nastolatkach
| Tamara napisał/a: | | Co do biegania po polach czy rzucania się na dywan - a dlaczego nie ? W końcu JEMU wszystko było wolno , zwłaszcza we własnym domu . |
Czemu nie? Tylko dlaczego w filmie o tytule "Emma" na podstawie Jane Austen?
Knightley nie był dziwakiem, przynajmniej Austen tak go nie opisywała.
| Tamara napisał/a: | Myślę, że można przyjąć takie rozwiązanie, że jest to jedna z wielu Emm , rozgrywających się w rozmaitych równoległych światach i ta akurat szalenie mi się podoba . |
Ok, niech tak więc będzie.
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 10:06
| annmichelle napisał/a: | Knightley nie był dziwakiem, przynajmniej Austen tak go nie opisywała.
|
Austen nie pisała, co pan Knightley robił sam w domu
| annmichelle napisał/a: | było to stylu współczesnych filmów o nastolatkach |
z tym trudno mi polemizować, bo takich filmów nie oglądam natomiast rozumiem, że trzeba jakoś ułatwić rozumienie powieści sprzed 200 lat współczesnym młodym , wychowanym w zupełnie innym świecie niż nawet my , a co dopiero Austen w ogóle wszelkie wariacje wprowadzone do tej Emmy przyjmuję bez bólu i z pełną akceptacją, w przeciwieństwie do wersji Romolowej, która jest jak film bardzo dobra, ale z Austen nie ma absolutnie nic wspólnego . Równoległy świat Romoli w ogóle mi nie leży
I jeszcze jedno - tę Emmę odbieram jako zobrazowanie tego, co naprawdę czuli bohaterowie, a co Austen przykryła - w większości wypadków - etykietą. Przecież to , co w powieści Emma mówi do Harriet o paniach Bates i Jane Fairfax - że nudne, głupie , zamęczają wszystkich gadaniem i doskonałością Jane , nijak nie pasuje do obrazu doskonale wychowanej panny z książki, a idealnie do samowolnej, lekceważącej innych i przekonanej o swojej doskonałości Emmy z filmu .
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 12:08
A za moją hipotezą równoległej Emmy przemawia jeszcze nowy pan Woodhouse i Izabela - inni niz w książce, ale tak samo do siebie podobni i nieznośni przy czym zdecydowanie wolę tego pana Woodhouse'a od książkowego, który był nie do wytrzymania
Ogólnie myślę, że każda ekranizacja (pomijając Romolę ) wydobyła z książki inne elementy i wszystkie w pewien sposób są z powieścią organicznie złączone , jak liście wyrastające z gałęzi drzewa - tylko każda gałąź i jej liście są trochę inne - gałąź ma inny kształt, rośnie pod innym kątem, w inną stronę świata , liście są większe, mniejsze, rzadsze, gęstsze - ale to wszystko jest to samo drzewo (oprócz Romoli jak wspomniałam , która jest gałęzią zupełnie innego gatunku, przydrutowaną na okrętkę )
annmichelle - Pon 18 Sty, 2021 12:20
| Tamara napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | Knightley nie był dziwakiem, przynajmniej Austen tak go nie opisywała.
|
Austen nie pisała, co pan Knightley robił sam w domu |
Nie pisała też co porabiał Darcy , więc przyjmijmy, że łaził niechlujnie ubrany po polach o świcie.
Dla mnie te dwie sceny z dwóch różnych filmów mają tak wiele wspólnego.
Wersji serialowej z 2009 roku nie obejrzałam do końca, pamiętam, że mnie znurzyła, więc nie podejmuję się jej oceniania.
I nigdy nie ukrywałam, że moją ulubioną "Emmą" jest wersja z Kate z lat 90-tych. W żadnej innej nie odnalazłam lepszej Jane i Franka, a główna para także mi się podobała, Emma była tam nieznośna, ale nie antypatyczna czy przerysowana.
Tamara, Twoja metafora o drzewie i liściach być może trafna, ale jednak nie przekonuje mnie to do tego filmu.
Za dużo w tych scenach było teatralności (podkreślanej jeszcze przez efekty dźwiękowe, podskakiwania, pieśni chórów, itd), przerysowań, także w grze aktorskiej (vide Churchill miotający omdloną Harriet, pastorek w każdej scenie, itd.), trochę jakbym oglądała sztukę (podział na akty, czyli pory roku), a nie film.
I to z kategorii komedii (sytuacyjnej), z domieszką slapstick, o którym wspominała w tym temacie bodajże Akaterine.
Rozumiem, że komuś odpowiada taka konwencja Austen - mnie niekoniecznie.
edit: poprawiłam literówki
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 13:27
Rozumiem natomiast mnie ta strona Emmy - bo ona jest w powieści - w tym wykonaniu zauroczyła natomiast nie zauważyłam podskakiwania ani pieśni chórów komedii sytuacyjnej i slapsticku oczekiwałam już po trailerze , więc nie byłam zaskoczona , i będę uparcie twierdzić, że to wszystko jest w Emmie wyraźnie zasygnalizowane - z subtelną złośliwością Austen , ukrytą pod powierzchnią dobrych manier no powiedzmy, że wymachiwanie Harriet obniżyło powagę sytuacji , ale czyż nie mogło się wydarzyć naprawdę ?
Admete - Pon 18 Sty, 2021 13:36
To chyba dlatego lubię wersję z Ramolą. Mało przypomina książkę, której jakoś nie polubiłam. Nie lubię Emmy jako bohaterki. Jest okropna.
annmichelle - Pon 18 Sty, 2021 13:41
| Tamara napisał/a: | natomiast nie zauważyłam podskakiwania ani pieśni chórów |
Jeśli próbujesz mnie subtelnie przekonać, żebym obejrzała tę wersję ponownie i podała Ci wszystkie przykłady to ogłaszam, że przejrzałam Twoją taktykę.
Podskakiwanie pamiętam przy kazaniu pastorka i jak Jane zaczęła grać, a chóry (takie folkowe) wchodziły kilka razy, głównie przy ukazywaniu widoków. No pasowały mi te śpiewy jak pięść do oka.
Swoją drogą, Tamara, ciekawe jak różne mamy spojrzenie na ten film, a jednocześnie potrafimy uzasadniać nasze opinie bez prób przekonywania drugiej strony do swojego "jedynego słusznego" punktu widzenia.
RaczejRozwazna - Pon 18 Sty, 2021 17:07
A ja nie mam żadnego szczególnego stosunku do tej Emmy - choć wrażenia miałam raczej pozytywne, mimo że mi się Knightley nie podobał. Mam przesyt akurat tej powieści - za dużo ekranizacji na mój gust.
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 20:01
| annmichelle napisał/a: |
Jeśli próbujesz mnie subtelnie przekonać, żebym obejrzała tę wersję ponownie i podała Ci wszystkie przykłady to ogłaszam, że przejrzałam Twoją taktykę.
Podskakiwanie pamiętam przy kazaniu pastorka i jak Jane zaczęła grać, a chóry (takie folkowe) wchodziły kilka razy, głównie przy ukazywaniu widoków. No pasowały mi te śpiewy jak pięść do oka.
Swoją drogą, Tamara, ciekawe jak różne mamy spojrzenie na ten film, a jednocześnie potrafimy uzasadniać nasze opinie bez prób przekonywania drugiej strony do swojego "jedynego słusznego" punktu widzenia. |
Absolutnie nie, nawet mi to do głowy nie przyszło, żeby Cię do tego zmuszać, po prostu naprawdę nie pamiętałam prędzej sama bym obejrzała, żeby sprawdzić, gdzie co było .
Aaaaa już pamiętam - jak pan Elton nadmiernie ekspresyjnie coś wrzasnął bodajże , ale ręka w górze kto nie podskoczył nigdy w górę przy nagłym hałasie ? mnie się często zdarza. Co do występu Jane - miały święte prawo podskoczyć, bo TEGO się nie spodziewały - wirtuozerskiego ataku na klawiaturę fortissimo w tempie furioso też bym podskoczyła - przecież ani Emma ani tym bardziej Harriet nie miały pojęcia o poziomie umiejętności wykonawczych Jane, poza tym, że były one wynoszone pod niebiosa przez panie Bates, więc Emma miała prawo uważać, że są tak samo przereklamowane jak jej się zdawało , że reszta cech Jane jest , a z braku bywania w szerszym świecie i grania pierwszych skrzypiec w okolicy , nie brała pod uwagę , że ktoś z sąsiedztwa może grać znacznie lepiej od niej . No i jeszcze jeden argument - z powodu powyższego na wieczorkach w Highbury i okolicy rozlegało się żałosne rzępolenie na poziomie średniopodstawowym w postaci łatwych do zagrania piosenek czy tańców , ale wykonań utworów koncertowych na dobrym poziomie przed przyjazdem Jane nie było , więc to co zagrała Jane , dla Emmy obdarzonej muzykalnością i wrodzonym dobrym gustem , tudzież świadomej swoich braków w dziedzinie pianistyki , było wybuchem bomby atomowej - miała prawo podskoczyć . A Harriet, która w ogóle nie miała pojęcia o istnieniu takiej muzyki - tym bardziej .
Chóry folkowe też pamiętam - uważam je za bardzo dobry zabieg , bo towarzyszyły sekwencjom dotyczącym pana Martina i jego farmy , pięknie sygnalizowały różnicę między światami Emmy i Martinów . Każdy z głównych bohaterów ma z reguły w filmie własny motyw muzyczny i tutaj uważam , że wiejskie piosenki były idealnie na miejscu jako tło dla pana Martina .
i nawzajem - być może to oznaka dojrzałości ? umiejętność dyskutowania za pomocą rzeczowych argumentów bez wpadania w furię , bo ktoś ma inne zdanie ? nota bene uwielbiam takie dyskusje - poznaje się inne punkty widzenia , przy okazji porządkując własne myśli
A poza wszystkim to oznacza, że film jest naprawdę dobry , skoro wyzwala takie dyskusje
Tamara - Pon 18 Sty, 2021 20:04
| RaczejRozwazna napisał/a: | | za dużo ekranizacji na mój gust. |
Ale każda inna i jak widać każda budzi emocje
annmichelle - Pon 18 Sty, 2021 23:01
| Tamara napisał/a: | A poza wszystkim to oznacza, że film jest naprawdę dobry , skoro wyzwala takie dyskusje |
Tamara - pozwolę się nie zgodzić z tą śmiałą tezą.
BeeMeR - Pon 18 Sty, 2021 23:04
Bridgerton jest zatem wspaniałe
annmichelle - Pon 18 Sty, 2021 23:12
| BeeMeR napisał/a: | Bridgerton jest zatem wspaniałe |
Podobnie DiU (2005) - temat liczy 25 stron!
Ale prawdziwym majstersztykiem muszą być "Perswazje" (2007) - temat na bite 50 stron!
Tamara - Wto 19 Sty, 2021 12:22
| annmichelle napisał/a: | Tamara - pozwolę się nie zgodzić z tą śmiałą tezą. |
A dlaczegóż nie ? To że jakiś temat ma więcej czy mnie stron to rzecz wyłącznie ilości wyrażonych poglądów , a nie ich różnorodności - temat Bridgertonów na przykład jest jednostronny w wymowie - szmira prasująca mózg, aczkolwiek można przy tym się rozerwać - ale jest to ewidentnie film zły, jeżeli nie tragiczny , pod wieloma o ile nie wszystkimi względami . No chyba że za kryterium przyjmiemy ilość dyszenia godowego, wtedy jest to dzieuo wybitne
Ale inne ekranizacje - każda ma swoje zwolenniczki i antyzwolenniczki (może oprócz DiU'95 ) , ale też w każdej można znaleźć coś dobrego , zwłaszcza , jeżeli pozbędziemy się z góry przyjętych oczekiwań co do filmu . Bo każdą ekranizację można ocenić obiektywnie z punktu widzenia jakości produkcji filmowej, a nie naszych wyobrażeń, jak to powinno wyglądać dlatego śmiem twierdzić , że - obiektywnie rzecz biorąc - Emma 2020 jest filmem dobrym - ma dobry scenariusz, wartką ładnie poprowadzoną akcję, dopracowaną scenografię i kostiumy , dobrych aktorów , wyrazistych bohaterów , dobrą muzykę . Oczywiście można się spierać o szczegóły takie jak rzeczone golizny , biegi po trawie czy machanie rękami po oświadczynach , czy to odpowiada duchowi epoki i jest zgodne z książkowym pierwowzorem i na ile taka konwencja jest do przyjęcia a na ile nie , ale jeżeli weźmiesz dla porównania takie Masfield Park Rozedmy ze sceną seksu i pornograficznymi rysunkami oglądanymi przez Fanny, to chyba się ze mną zgodzisz, że innowacje wprowadzone do Emmy to pikuś . Przy czym jeszcze raz podkreślam , że oddzielam oczekiwania i wyobrażenia widza co do ekranizacji od filmu jako produkcji . Bo nawet do Rozedmy , nie mówiąc o DiU'2005 czy Emmie z Romolą - jako do jakości filmowej nie można mieć pretensji , można mieć pretensje o scenariusz , nie odpowiadający naszej wizji czy szmaciane kostiumy z tegoż powodu, ale poza tym to wszystko to jest zupełnie dobre kino . Dlatego też mam straszliwy dualizm emocjonalny w odniesieniu do Emmy romolowej - bo jako film jest świetna, tylko konwencja mi nie pasuje ni cholery , więc jestem rozdarta. I dlatego jak najbardziej uznaję , że nowa Emma może się nie podobać, ale nie można jej odmówić dobrej jakości jako filmowi . Nie jest to szmira i kicz na miarę Bridgertonów czy Cartland.
annmichelle - Wto 19 Sty, 2021 12:54
| Tamara napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | | Tamara napisał/a: | A poza wszystkim to oznacza, że film jest naprawdę dobry , skoro wyzwala takie dyskusje |
Tamara - pozwolę się nie zgodzić z tą śmiałą tezą. |
A dlaczegóż nie ? |
Kontrowersyjny to nie synonim dobrego, o to mi chodziło, gdy pisałam o ilości stron i dyskusjach na temat innych filmów.
W przypadku sztuki (a do tej zaliczam też filmy) nie ma mowy o obiektywizmie w odbiorze.
Oczywiście, istnieje kanon w sztuce, pewne rzeczy uznawane są za arcydzieło, ale tu także jest dowolność: jeden będzie płakał przy Mozarcie, a inny przy jazzie. Dla jednego da Vinci dla innego van Gogh.
Widzisz, że nie wrzucam tu disco polo czy pacykarza z Zakopanego, bo to wg mnie jest właśnie takie "Bridgerton".
Film, X Muza, jest rodzajem sztuki. Ja odbieram filmy zmysłami i wrażliwością, tak jak muzykę, malarstwo, literaturę, teatr, itd. Albo coś mnie porusza (w sensie oddziałowuje na moje zmysły) albo nie.
Nie ma dla mnie znaczenia ile farby i jakiej jakości użył malarz do malowania obrazu - nie wpływa to na odbiór czy mi się on podoba czy nie.
Dobry, niedobry - to odczucia indywidualne, subiektywne.
Podstawy jakie spełnia "DiU" (2005) czy "Emma." (2020) to dla mnie "oczywista oczywistość" (scenariusz, gra, scenografia, muzyka, itp.), czyli oglądając nie będę się zachwycać tym co uważam za podstawę sztuki filmowej (w/w plus sprawna reżyseria, kostiumy, praca kamery), bo przyjmuję to niejako za pewnik dobrego rzemieślnika. To tak jakby się zachwycać, że muzyk zapisał swoje dzieło za pomocą nut albo pisarz spisał swoje dzieło.
Nie wiem, czy rozumiesz co mam na myśli.
Wszystko co w moim mniemaniu wykracza poza standard zawsze doceniam, np. : ciekawą pracę kamery, wkład włożony w scenografię, dbałość o szczegóły, wybijającą się ponad poprawną grę aktorską czy równie ciekawy, nowatorski scenariusz, reżyserię, itd.
Tego, niestety (może z wyjątkiem scenografii) nie odnalazłam w "Emmie." (2020), dlatego wg mnie jest filmem przeciętnym, jednorazowym, a nie dobrym, do którego mam ochotę wracać, bo czymś mnie zauroczył, zaskoczył lub zwyczajnie, po ludzku mi się spodobał.
Uff, mam nadzieję, że jest to zrozumiałe, ciężko na piśmie wyjaśnić mi rozważania dotyczące zmysłowego odbierania sztuki.
RaczejRozwazna - Wto 19 Sty, 2021 14:41
Annmichelle z tym, że zarowno DiU jak i nowa Emma są ewidentnie filmami postmodernistycznymi - te wszystkie kruczki niezgodne z epoką (a przynajmniej większość) to jest właśnie takie puszczanie oka do odbiorcy.
A dzieł postmodernistycznycb nie da się porównywać bezpośrednio z klasycznymi interpretacjami. W moim odczuciu najmowsza Emma jest niezłym a moze i dobrym filmem i może się podobać, choć ja osobiście jestem znużona akurat tą bohaterką (aczkolwiel uwielbiam TEGO pana Woodhouse'a )
annmichelle - Wto 19 Sty, 2021 14:50
| RaczejRozwazna napisał/a: | | i może się podobać. |
Oczywiście, że może (wspominałam o tym już kilka razy ) - ale nie mnie.
A co do "mrugania okiem" - wolę jednak gdy jest to bardziej subtelne, bez "przedobrzenia" w drugą stronę - slapstickową.
Przypomniała mi się scena na pikniku z panną Bates. Po pierwsze - odniosłam wrażenie, że zmieniono nieco tekst, żeby było dosadniej: ok, współczesny widz nie załapie może nietaktu Emmy, więc trzeba było to uwypuklić - w porządku, kupuję to. Ale reakcja towarzystwa i samej panny Bates (płacz, mówienie o Knigtleya głośno o sprawie, gdy wszyscy to słyszą, bo jest cicho jak makiem zasiał) były przesadzone i przez to mało realne. No popłakała się na oczach całego towarzystwa, a nikt nie zareagował, Emma w tej scenie była jak drewno.
Szkoda, bo to przełomowa scena w książce wg mojego zdania.
Druga scena - oświadczyny. Postmodernizm - ok, ale czy musiało to iść w tym kierunku?
RaczejRozwazna - Wto 19 Sty, 2021 15:09
Oczywiście nie musiało, ale mogło, jest to prawdopodobne W realu różne rzeczy dzieją się w takich emocjonujących momentach - dziewczyny pisały tu o tym.
Zresztą dzieła postmodernistyczne też można poddawać wartosciowaniu i mają swoje granice. W DiU można za typowy srodek postmodernistyczny uznać można histeryczny wybuch smiechu Elizabeth gdy pierwszy raz zobaczyła Pemberley, no ale np. chlew (dosłownie) w otoczeniu domostwa Bennetów jest dziwactwem i przegięciem, a nie postmodernistycznym puszczeniem oka.
annmichelle - Wto 19 Sty, 2021 15:20
RaczejRozważna, nie potrafię tak "na zimno" analizować filmu: który środek w jakim momencie był posmodernistyczny, a który już nie, gdzie jest granica, itd.
Przepraszam, ale nie jestem profesjonalnym krytykiem, tylko widzem.
U mnie to raczej intuicja, własna wrażliwość plus "coś mi zgrzyta" lub coś mi się podoba.
A o tym filmie napisałam już o wiele za dużo.
RaczejRozwazna - Wto 19 Sty, 2021 15:27
No wiem wiem. Niektórzy w ogóle postmodernizmu w klasyce nie trawią, nie mówiąc już o lepszych i gorszych filmach z tego nurtu.
Ale czasem warto na zimno analizować, żeby widzieć różnicę między obiektywnie wartościowym filmem postm. a szmirką typu B.
A Shreka lubisz?
Admete - Wto 19 Sty, 2021 15:32
| Tamara napisał/a: | | To że jakiś temat ma więcej czy mnie stron to rzecz wyłącznie ilości wyrażonych poglądów , a nie ich różnorodności - temat Bridgertonów na przykład jest jednostronny w wymowie - szmira prasująca mózg, aczkolwiek można przy tym się rozerwać - ale jest to ewidentnie film zły, jeżeli nie tragiczny , pod wieloma o ile nie wszystkimi względami . |
Zgadzam się z Tamara w tym względzie. | annmichelle napisał/a: | | RaczejRozważna, nie potrafię tak "na zimno" analizować filmu: który środek w jakim momencie był posmodernistyczny, a który już nie, gdzie jest granica, itd. |
Dlaczego na zimno? Po prostu jeden ze sposobów analizy.
| RaczejRozwazna napisał/a: | Ale czasem warto na zimno analizować, żeby widzieć różnicę między obiektywnie wartościowym filmem postm. a szmirką typu B.
|
Bardzo słuszna uwaga. Wiele osób uważa, ż eto co im się podoba, jest po prostu dobre Dlatego omijam z daleka większość recenzji na Lubimy Czytać
annmichelle - Wto 19 Sty, 2021 15:40
| Admete napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | | RaczejRozważna, nie potrafię tak "na zimno" analizować filmu: który środek w jakim momencie był posmodernistyczny, a który już nie, gdzie jest granica, itd. |
Dlaczego na zimno? Po prostu jeden ze sposobów analizy. |
Nigdy nie lubiłam np. analizy wierszy w szkole czy lektur pod tytułem "Co autor miał na myśli".
W przypadku historii - uwielbiam analizowanie wydarzeń, itd. , jeśli chodzi o sztukę - niekoniecznie, próbowałam to wyjaśnić w jednym z postów, moje podejście do sztuki.
RaczejRozważna - odpowiadając na Twoje pytanie - był ok, niekoniecznie dla dzieci.
RaczejRozwazna - Wto 19 Sty, 2021 15:49
Ale entuzjazmu nie widzę, co by się zgadzało
annmichelle - Wto 19 Sty, 2021 16:00
| RaczejRozwazna napisał/a: | Ale entuzjazmu nie widzę, co by się zgadzało |
Zgadzało - z czym?
Nadinterpretujesz.
|
|
|